Dodaj do ulubionych

Co robic dalej...(dlugie)

IP: proxy / *.cg.shawcable.net 11.01.03, 20:44
Wyszlam za maz mlodo, mialam 20 lat. Zycie uplywalo mi spokojnie, maz zawsze
dbal o mnie, opiekowal sie jak dzieckiem. Usuwal mi wszelkie przeszkody spod
nog. Bylo idealnie, z wyjatkiem tego, ze czulam ze trzyma mnie troche pod
kloszem. Minely dwa lata, zaczelismy miec problemy finansowe, on zawsze
trzymal wszystko w sobie, o niczym mi nie mowil zebym sie nie martwila.
Nigdy nie chcial dzielic sie ze mna co go trapi. Po jakims czasie nasze
zycie seksualne praktycznie przestalo istniec. Pytalam dlaczego, on
twierdzil ze ma depresje i nie ma ochoty. Probowalam z nim rozmawiac,
wysylac na terapie, nic z tego. Wkrotce calkiem przestalismy sie
komunikowac. Sama wpadlam w depresje, zycie nabralo szarych kolorow i
zapachnialo stechlizna. Chcialam sie wyrwac, chcialam cos zmienic. Wtedy
zjawil sie on. Bylo pieknie, idealnie. Byl dla mnie bardzo dobry i czul sie
ze mna szczesliwy. Maz wierzyl we wszystko co mu mowilam. Uciekalam do
tamtego. Chcialam byc z nim, zalozyc rodzine.Trwalo to ponad rok. Balam sie
jednak mysli o rozwodzie. Zeby spotykac sie z tamtym musialam oklamywac
meza, bylo to dla mnie niszczace. Powiedzialam cala prawde.On strasznie to
przezyl, ale wybaczyl. Chcial za wszelka cene abysmy probowali ratowac nasze
malzenstwo. Mi juz na tym nie zalezalo. Stracilam do meza pociag fizyczny,
pragnelam i myslalam tylko o tamtym. Przez nastepne 3 miesiace nadal
spotykalam sie z tamtym, a maz wiedzial o tym. Postanowilam sie wyprowadzic.
Znow bylo pieknie, teraz mialam tamtego co noc, moglam sie do niego
przytulac. Ale nagle zaczelam byc zazdrosna, o jego kolegow, jego okazyjne
spotkania z nimi w barze. Chcialam miec go tylko dla siebie. Przez ten caly
czas mialam kontakt z mezem, ktory blagal mnie bym wrocila do niego. Pewnego
razu, wrocil z baru a we mnie cos wstapilo. Spakowalam manatki i
oswiadczylam, ze wracam do meza, tamten byl zrozpaczony, blagal mnie na
kolanach bym zostala. Ale odeszlam. Teraz stracilam z nim kontakt, siedze z
mezem a moje zycie znow zalatuje stechlizna. Nie mam ochoty na seks z mezem,
nie mam ochoty na czulosci. Mysle tylko o tamtym, o naszych chwilach razem.
Wiem ze go stracilam, on twierdzi, ze strasznie go zranilam, bo czekal tyle
czasu az z nim zamieszkam.Prosilam go o szanse, wylam przez telefon pytajac
sie, czy tojuz definitywny koniec. Nie odpowiedzial mi na to pytanie,
powiedzial, ze ma balagan w glowie i musi sobie wszystko jeszcze raz
poukladac. Nie wiem co robic dalej. Maz wie , ze to przezywam, pomaga mi jak
moze, mowi ze mnie kocha. Ja nie wiem co zrobic zeby odwzajemnic jego
uczucie, moje serce nalezy to tamtego Gdybym mogla cofnac czas...
Obserwuj wątek
    • Gość: Devoa Re: Co robic dalej...(dlugie) IP: *.proxy.aol.com 11.01.03, 21:07
      My nie zostalismy urodzeni po to zeby miec prawo byc szczesliwym. Koncentruj
      sie tylko aby udanie spedzic dzien dzisiejszy i sproboj dobrze przygotowac sie
      do dnia jutrzejszego
    • sheana Re: Co robic dalej...(dlugie) 11.01.03, 21:32
      Mówisz o sercu?! Czy Ty je masz?
      Pozwalasz sobie na wszystko na co masz ochotę bez względu na konsekwencje
      i bez litości ranisz kogoś kto Cię kocha nie bacząc że jest w dołku ,
      ma problemy zawodowe , finansowe , potrzebuje wsparcia choćby duchowego
      i mówisz o sercu?! Skomląc przez telefon prosisz o litość faceta ktory
      Tobą gardzi i bezceremonialnie kopnął Cię w dupę??!!?
      Czego oczekujesz? Przepisu na odzyskanie kochanka , jego uczucie
      i akceptację Twojej szmacianej osobowości??
      To wstrętna historia. Nie jestem zwolenniczką purytanizmu ale nie toleruję
      również takich toksycznych osóbek jak Ty. Zatrułaś cudze życia i nie szukaj
      odtrutki poza sobą bo tylko Ty możesz zmienić równowagę uczuć w trójkącie
      który stworzyłaś. Przejrzyj na oczy póki nie jest za późno i ceruj ,
      łataj , klej życie!
      • Gość: ryba Re: Co robic dalej...(dlugie) IP: *.blueyonder.co.uk 11.01.03, 21:38
        sheana napisała:

        > Mówisz o sercu?! Czy Ty je masz?
        > Pozwalasz sobie na wszystko na co masz ochotę bez względu na konsekwencje
        > i bez litości ranisz kogoś kto Cię kocha nie bacząc że jest w dołku ,
        > ma problemy zawodowe , finansowe , potrzebuje wsparcia choćby duchowego
        > i mówisz o sercu?! Skomląc przez telefon prosisz o litość faceta ktory
        > Tobą gardzi i bezceremonialnie kopnął Cię w dupę??!!?
        > Czego oczekujesz? Przepisu na odzyskanie kochanka , jego uczucie
        > i akceptację Twojej szmacianej osobowości??
        > To wstrętna historia. Nie jestem zwolenniczką purytanizmu ale nie toleruję
        > również takich toksycznych osóbek jak Ty. Zatrułaś cudze życia i nie szukaj
        > odtrutki poza sobą bo tylko Ty możesz zmienić równowagę uczuć w trójkącie
        > który stworzyłaś. Przejrzyj na oczy póki nie jest za późno i ceruj ,
        > łataj , klej życie!

        Mnie to zalatuje na prowokacje, pomimo mojej antypatii do "takich" zon, nie
        wierze ze mozna byc az taka swinia....
      • Gość: Maggie Re: Co robic dalej...(dlugie) IP: proxy / *.cg.shawcable.net 12.01.03, 02:09
        Moze masz racje, moze nie mam serca, wiem jestem wstretna, niedojrzala do
        stalych zwiazkow toksyczna osoba. Wydaje mi sie jednak, ze za malo wiesz o
        zyciu. Czasami zycie stawia czlowieka w takim polozeniu, ze sklonny jest zrobic
        wszystko, by je zmienic. Ja duzo wycierpialam, probujac dotrzec do meza,
        prosilam, blagalam bysmy jakos to zycie odmienili, pieniadze sa nie wazne.
        Wkoncu sie poddalam, bo ile mozna patrzec na czlowieka, ktory po przyjsciu z
        pracy siada przed telewizorem i tak spedza kazdy wieczor.Zero komunikacji.
        • dundee_girl Re: Co robic dalej...(dlugie) 12.01.03, 07:35
          Z tego co piszesz wynika ze nie macie dzieci, moze wiec tak postaraj sie o
          bobaska, i maz bedzie mial zajecie i Tobie nie bedzie nudno.

          Pozdrawiam
          • procesor Re: Co robic dalej...(dlugie) 12.01.03, 13:06
            dundee_girl napisała:
            > Z tego co piszesz wynika ze nie macie dzieci, moze wiec tak postaraj sie o
            > bobaska, i maz bedzie mial zajecie i Tobie nie bedzie nudno.

            Dundee - ty tak poważnie?!
            Jeśli tak to przemysl sytuację dziecka w takiej rodzinie!!!!
            Jeśli najpierw ONA nie upora sie ze soba, potem z mężem - to nie ma co mówić o
            dziecku!!!

            Skąd te przesady że dziecko uzdrawia związek?? Zobacz ile osób w dobrych
            związkach przechodzi kryzys po narodzeniuy dziecka!!! A ty na jeden kryzys
            proponujesz następny!
            Zgroza!
            Dziecko to nie pigułkja na szczęście w związku!!!!!

            Aż we mnie zawrzało...
            • dundee_girl Re: Co robic dalej...(dlugie) 13.01.03, 09:45
              Spojrz na to z drugiej strony, moze dziecko przyczyni sie do tego ze zbliza sie
              do siebie.
              Nie mowie ze tak bedzie, ale moze?

              Pozdrawiam
              • sheana Re: Co robic dalej...(dlugie) 13.01.03, 10:27
                dundee_girl napisała:
                > Spojrz na to z drugiej strony, moze dziecko przyczyni sie do tego ze zbliza
                sie do siebie.
                > Nie mowie ze tak bedzie, ale moze?
                > Pozdrawiam


                I dla tego "MOŻE" powołać NOWEGO CZŁOWIEKA?!
                Kiedy dziecko nie przyczyni się do tego że się zbliżą do siebie to sobie
                je wyrzucą do zsypu. Aaaaa .. albo spłuczą w toalecie.Genialne rozwiązanie.
                No tak , każdy powód żeby spłodzić dziecko jest dobry , również
                nieodpowiedzialność za związek i fiubździu w głowie przyszłej mamy.
                A co?! Jak nie wyjdzie sie poszuka innych rozwiązań. Sie rozwiedzie albo sie
                odda dziecko do Domu Dziecka , może być dundee_girl?
                • procesor A!!!!!! 13.01.03, 14:41
                  Sheana dzięki za napisanie tego za mnie! :)

                  Dziecko nie jest i nie moze byc "naprawiaczem" zwiazku.
                  Dziecko ma prawo do dwojga kochajacych rodziców.
                  Nie tylko kochających dziecko - także SIEBIE NAWZAJEM.

                  Pewnie że to ideał.
                  Ale od razu pakowac dziecko w taki układ??!
                  Dudee - wyobraź sobei swoich rodziców skłóconych i np. będących razem "ze
                  względy na dobro dziecka"... Fajnie??
                  Do macierzyństwa tez należy dojrzec. Nie na zasadzie zachcianki.

                  Na razie autorka sama nie wie z kim chce być.
                  Moż etak najpierw sie zdecyduje - a potem wybierze dziecko. Nie odwrotnie...
                • dundee_girl Re: Co robic dalej...(dlugie) 14.01.03, 01:26
                  Jezu, dziewczyno, opanuj sie troche. To co napisalam bylo do przemyslenia, co
                  ktos chce w zyciu, bo w watku nie wiem czy ta dziewczyna wie co chce od zycia
                  wogole!
                  Nie twierdze ze dziecko jest kluczem do szczescia, ael wiem ze moze wiele w
                  zwiazlu zmienic, moze w ich wypadku zmieni na dobre?

                  Ale pisze jeszcze raz ze pomysl poddalam pod rozwage a nie jako ultimatum do
                  naprawy!
        • thistle Re: Co robic dalej...(dlugie) 12.01.03, 14:08
          Jesteśmy w tym samym wieku, wyszłyśmy za mąż w tym samym czasie (takie mam
          wrażenie)ale dla Ciebie chyba to było trochę za wcześnie. Twój opis sytuacji
          świadzczy o tym, że jesteś osobą destruktywną i zdajesz sobie z tego sprawę -
          to dobrze. Nie jesteś osobą złą, ale jednak dwóch mężczyzn skrzywdziłaś i
          krzywdzisz. Jeśli na mężu Ci nie zależy, nie rób mu nadziei, to nie fair.Jeśli
          myślisz o nim i chcesz coś ratować - daj mu impuls do wstania sprzed TV. Jeśli
          myślisz o Drugim- odejdź.Zachowasz mizerne resztki twarzy i dobrego mniemania o
          sobie. Łataj, ratuj co sie da, nie niszcz słabszych, bo możesz trafić na
          silniejszego od siebie, który zrobi to samo z tobą.
          Frazesy, wiem, ale szczere i z głębi serca
    • procesor Re: Co robic dalej...(dlugie) 11.01.03, 23:31
      Dorośnij.
      Zajmij się tym co masz w ... GŁOWIE.
      Nie w sercu. To tak na dobry poczatek.
      Jak sama nie umiesz się za to wziąć to może psycholog? Bo psychitra JESZCZE
      chyba nie.

      Niezły dowód na to że niedojrzałe osoby nie powinny bawic się w ślub.
    • Gość: Weronika Wiecej odwagi. IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 12.01.03, 13:02
      Przede wszystkim odpowiedz sobie na pytanie czy chcesz być z mężem. Jeżeli nie,
      jeżeli to była ewidentna pomyłka to nie ma sensu udawać że wszystko będzie
      dobrze. Bo nie bedzie. Będziesz zyła w zwiazku zalatujacym - jak piszesz -
      stęchlizna, a za jakis czas znowu pojawi sie jakis On i bedziesz przezywała te
      same dylematy. Przeżywałam podobne sytuacje... Tez wyszłam za mąż wczesnie.
      Wtedy jeszcze nie wiedziałam czego chcę. Maiałam dwa zwiazki w trakcie
      małżenstwa i myśle, ze gdybym tych facetow spotkała w normalnych
      okolicznosciach to mogłyby być dobre , stabilne zwiazki. Sama wiesz ile
      problemów wynika z romansow, zwłaszcza jeśli nie traktuje sie tego jako
      rozrywkowe skoki w bok.
      Szukasz czegos czego nie daje Ci mąż, próbowałas z nim rozmawiać i brak odzewu.
      Zbierz w sobie odwage i podejmij decyzję. To bedzie bolesne, ale to jak
      przysłowiowa wizyta u dentysty.
      Trzymaj się!
      Pozdrawiam.
    • eva07 Ojojoj! 14.01.03, 03:46
      Wiesz Maggie, nie lubię sie przyłączać do wiekszości, ale niestety - muszę. PO
      prostu mi się robaczku nie podobasz. Wyszłas za mąż za zakochanego w tobie
      faceta. Nie było ci z nim z początku źle, ale jak miał kłopoty i coś się z
      seksem potentegowało to ci"przestał dawac to, czego potrzebujesz" jak ze
      zrozumieniem zaznaczyła Weronika. A ty, mu dawałaś to czego ON potrzebował, na
      przykład rzeczywiste wsparcie, miłość? Juz po dwóch latach od ślubu
      zdecydowałaś, że "nie możecie się porozumieć". Wdałas się w romans. Bywa.
      Unieszczęśliwiłas chłopaka. Tez bywa. W koncu podjęłaś decyzje, że go
      opuszczasz - i to bywa. Ale potem na tyle nie umiesz sobie ułozyć zycia
      z "wymarzonym", że sie spowrotem przeprowadzasz do męża, choc z nim nie chcesz
      własciwie być? Czy ty masz odrobine poczucia przyzwoitosci i współczucia dla
      tego faceta? Czy rozumiesz cos poza tym, że to super sytuacja (i jakie świetne
      samopoczucie buduje) jak się ma dwóch facetów i można ich na zmianę rozgrywać?
      Chyba nie rozumiesz. Tego drugiego tez potraktowałaś jak idiotę. NO bo
      wreszcie "wyromansował" cie na tyle, ze zostawiłas męża, a potem znowu od niego
      sie wyprowadzasz? Czego ty u licha chcesz?
      Moja hipoteza jest taka: gucio z pentelką obchodza cię ci faceci. Jedyne co cie
      obchodzi to to podniecające łaskotanie, które czujesz w sercu oraz gdzie
      indziej, jak ci się wydaje, że jestes zakochana. Nie pochlebiaj sobie. Nie
      jesteś tragiczną, toksyczną fame fatale. Narazie jesteś mocno niedojrzałą i
      bardzo egoistyczną młoda dziewczyną, która musi wreszcie dostac w d...Zeby
      zrozumiała, że ludzie to nie zabawki, a małżenstwo to nie gra w kręgle. I
      dlatego tez nie bawię się, jak zazwyczaj, w owijanie w bawełnę i pełne
      zrozumienia współczucie, tylko ci wprost piszę, że gdybyś na przykład była moją
      młodszą siostrą, to bym cię chyba za nogi z balkonu wywiesiła do skruszenia.
      POzdrawiam. E.
    • alfika Re: Co robic dalej...(dlugie) 14.01.03, 08:15
      Maggie, zafunduj sobie psychoterapię - to dużo kosztuje, ale naprawdę latami
      będzie Ci procentowało. Na początek ustalisz, czego chcesz (a o to chyba teraz
      w Twoim przypadku chodzi), a potem spokojnie pomyślisz, jak to osiągnać. Tylko
      już się nie plącz, bo Ci całe życie na tym zejdzie!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka