Dodaj do ulubionych

Musze się wygadać

21.01.03, 01:03
Mam nadzieję, że zechcecie mnie posłuchać. Będzie smutno - przepraszam z góry.
Jutro idę na pogrzeb. Umarł mój Dziadek, jedyny jakiego znałam, Ojciec mojego
Ojca. Dziś skończyłby 78 lat. Tak, przeżył życie, w tym wojnę, wychował 3
synów i córkę, doczekał się nawet 1 prawnuka. Co nie zmniejsza wcale naszego
smutku. Jedyna poważna "choroba", która się Mu przytrafiła przez całe Jego
długie życie to zawał serca 5 lat temu. Cóż. W szpitalu był przez ostatni
miesiąc. Co się stało? Nic. Starość. Był bardzo osłabiony, bardzo źle się
czuł, dał się zawieźć z oporami do szpitala. Badania - niby nic, ale źle,
ciśnienie za wysokie, wyniki złe. No i po jakimś czasie - zapalenie płuc.
Płuca przestały pracować, został zaintubowany, podłączono kroplówki i cewnik.
Był pod wpływem bardzo silnych leków, właściwie cały czas spał, czy też był
nieprzytomny. Poprawa stanu - płuca zaczęły pracować. A mój Dziadek - błagał
wszystkich, żeby zabrali Go do domu. Wykluczone, oczywiście. Lekarze mówili,
żeby nie martwić się, tym, co Dziadek mówi, czasem nie miał kontaktu ze
światem. Bo to przez leki, bo dojdzie do siebie. Że to normalne, po takich
silnych lekach ... Musieli Go przywiązać do łóżka, bo się wyrywał, chciał
sobie wyrwać wenflony, cewnik ....
Przyszliśmy z Babcią, a On błagał - Heluniu zabierz mnie do domu. Straszne
odleżyny na nogach i na plecach ... I kilka dni później... Umarł.
Czy śmierć musi tak wyglądać? Nikt z nas nie wie, jak umrze, ale każdego to
czeka, to jedno jest pewne. "Ratowanie życia za wszelką cenę"... Czy naprawdę
dobrze się stało, że mój Dziadek żył jeszcze przez ostatnie dwa tygodnie?
Przywiązany do łóżka? Nie mogę się z tym pogodzić. Uważam, że o ile to
możliwe (czyli śmierć w wyniku choroby a nie wypadku) - każdy powienien mieć
możliwość spotkania swojej śmierci w swoim własnym domu, w otoczeniu ludzi i
przedmiotów, które zna, kocha, nie boi się ...
Bardzo mi smutno. Gdybym miała dzieci, to poprosiłabym je o to, żeby
pozowliły mi umrzeć w domu ... Ale nie będę miała dzieci. Nikt się tym nie
zajmie, trudno. A mój Dziadek prosił, dzieci i moją Babcię ... To straszne,
że nie potrafimy wyznaczyć takiej granicy. Wiem, że to moralny obowiązek
lekarzy i wiem, że nikt nie potrafiłby powiedzieć - to już, to ostatni dzień,
możecie Go zabrać ...
Ja nie chcę tak umierać. Ale cóż ja mogę?
Niezbadane są wyroki boskie.

Jeszcze jedna historia. Tata mojej koleżanki 2 lata temu umarł na raka.
Choroba trwała rok, ostatnie 2 miesiące, miesiąc - przerzuty do mózgu, nie
poznawał ich, nie wiedział, co się dzieje. Tylko tyle, że bardzo cierpi. Co
tydzień, co dzień do innego lekarza, cała Polska postawiona na nogi.
Koleżanka opowiedziała mi z oburzeniem, że pielęgniarka, która zajmowała się
Nim jak bywał w domu między badaniami, leczeniem (?), ośmieliła się
powiedzieć do nich: "Ludzie, proszę Was, dajcie Mu spokój, pozwólcie mu
umrzeć w domu"... Ona rozumiała?
Nie, umarł w szpitalu. Bo za wszelką cenę chcieli ratować Jego życie. Dla
siebie? Bo przecież nie dla Niego. A Jego godność? Spokój?

Bardzo, bardzo mi smutno. Najbardziej to dlatego, że nie ma dobrego wyjścia.
I że śmierć jest taka okropna. I że nie ma już mojego Dziadka.

Trzymajcie się, wszystkie dusze forumowe i jeżeli będziecie tak mili -
pomyślcie o mnie jutro o 12.00.

Dziękuję, że mnie wysłuchaliście,
Pozdrawiam,

P.S.: Moja Babcia radzi sobie całkiem nieźle, choć wczoraj w kościele
rozkleiła się, bo ... w tym samym kościele widywali się na mszach ponad pół
wieku temu, bo w tym samym Kościele brali ślub 54 lata temu i w tym samym
kościele 4 lata temu mieli "odnowienie ślubu" z okazjii 50-tej jego rocznicy.
I w tym samym kościele będziemy Dziadka jutro żegnać ... "Jak się poznaliśmy
tu też były choinki" - powiedziała wczoraj moja Babcia - też były Święta i
taki sam wystrój Kościoła....

Show must go on
Obserwuj wątek
    • Gość: oak Re: Musze się wygadać IP: iB.rudanet.com:* / 192.168.1.* 21.01.03, 01:14
      współczuję.
      trzymaj się dzielnie
      • Gość: xyz:)) Re: Musze się wygadać IP: *.bos.east.verizon.net 21.01.03, 01:20
        mysle o Tobie cieplo - juz teraz
        i pomysle jutro
        trzymaj sie
        :-)
    • Gość: mia Re: Musze się wygadać IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.03, 02:08
      bardzo wspolczuje. sprobuje byc ciepla mysla z Toba dzis w poludnie.
    • Gość: ToeToe Re: Musze się wygadać IP: *.jetstream.xtra.co.nz 21.01.03, 02:11
      Bardzo mi przykro. Dwa lata temu bylam w bardzo podobnej sytuacji i rozumiem
      Cie doskonale.
      Trzymaj sie mala.
    • j#m Re: Musze się wygadać 21.01.03, 02:20
      Trzymaj się ciepło....
    • Gość: Hania Re: Musze się wygadać IP: *.ld.euro / 10.100.1.* 21.01.03, 09:47
      A ja Wam zazdroszczę!!!

      Oczywiście domyślam się, jak ciężką stratę poniosłyście.

      Ja nie miałam dziadków, obaj zmarli na długo przed moim urodzeniem, podobnie
      jak jedna z babć - druga na zabitej wsi borykała się samotnie z
      dziesięciorgiem dzieci, marnym spłachetkiem pola, a potem i z dziećmi , które
      wyszarpywały jej "ojcowiznę" - nie miała już siły na babciowanie.

      Męża miałam /jescze mam?/,ale nie pozostawił mi po sobie pięknych wspomnień.

      Pociesz się, że Ty i Babcia macie siebie nawzajem.
      Bardzo Wam współczuję i naprawdę zazdroszczę pięknych chwil spędzonych z
      dobrym Dziadziusiem i Mężem.
    • rooie Re: Musze się wygadać 21.01.03, 10:00
      Kochana, tak mi przykro, naprawdę... :(
      Wiem, co czujesz - sama przez to przechodziłam niespełna 4 lata temu.

      Myślę o Tobie i o W. bardzo ciepło.
      Trzymajcie się dzielnie.
      • dociak75 Re: Musze się wygadać 21.01.03, 10:40
        Kochana Onnanohito, bardzo, bardzo mi przykro.
        Pozdrawiam cieplutko i mysle o Tobie
        Dorota

    • Gość: pom Re: Musze się wygadać IP: 1ProxyWebServer:* / 10.14.44.* 21.01.03, 10:49
      Pomyślę jutro tak jak chciałaś.
      Trzymaj się Mała.
    • pastwa Musze się wygadać n/txt 21.01.03, 11:25
      • onnanohito Re: Musze się wygadać 21.01.03, 20:30
        Kochani Forumowicze.
        Dziękuję Wam, za wszystkie Wasze słowa i myśli. Jesteście niezawodni.
        Bardzo dużo refleksji po dzisiejszym dłuuugim dniu.
        Przede wszystkim - Rodzina, Przyjaciele, Znajomi. Wyobraźcie sobie, że na
        pogrzebie było jakieś 150 osób? Z tego 65 osób to Rodzina najbliższa - wszyscy
        byli na stypie. To niesamowite uczucie, że mam taką Rodzinę. Nie chodzi
        oczywiście o ilość - były tam moje Ciotki, których nie widziałam od dobrych
        kilku lat - mieszkają jakieś 150 km od mojego miasta - ale to takie wspaniałe
        Ciotki, u których spędzałam moje wszystkie dziecięce wakacje. Pierwsze
        zbieranie grzybów, pierwsze kąpiele w jeziorze ... to wszystko dziś sobie
        przypomniałam. I moje kuzynki, z którymi spędzałam wszystkie wakacje. To
        niesamowite - nie widziałyśmy się chyba 8 lat - nie mogłyśmy przestać
        rozmawiać, o wszystkim, jakaś więź niezależna od czasu? Babcia i jej 4 siostry!
        Wszystkie już po siedemdziesiątce, wszystkie takie do siebie podobne - niezła
        brygada :-) Gadały jedna przez drugą - to mam po Babci. To było po prostu
        nadzwyczajne przeżycie. Naprawdę, ja dziś zdałam sobie sprawę z tego, że moja
        Rodzina jest Prawdziwa i że łączy nas nie tylko wspólne pochodzenie i
        nazwisko :-)
        Kochani, było ciężko, wiecie dobrze - po co o tym mówić. Ale stała się jeszcze
        jedna piękna rzecz. Ja, osoba niewierząca, dziś podczas Mszy - uwierzyłam w to,
        co mówił Ksiądz, przynajmniej na tę krótką chwilę. Pomógł mi i widziałam, że
        wszyscy wychodzili z Kościoła żegnać Dziadka w innych nastrojach. Ludzie, jak
        ten Ksiądz pięknie mówił. Młody, lat ok. 30. Znał moich Dziadków - niedawno był
        u nich na kolędzie.To była bardzo osobista Msza i naprawdę piękne pożegnanie
        Mojego Dziadka. Niezapomniane przeżycie dla mnie.
        Trudno mi klecić słowa.
        Dziękuję Wam za Waszą troskę,
        Było mi to bardzo potrzebne. Ano właśnie - jeszcze coś. Jestem teraz sama, tzn.
        mój W. wyjechał w zeszłym tygodniu i wraca w piątek, daleko, daleko
        wyjechał .... Cóż, takie życie, że tak to wszystko się zbiegło w czasie ... I
        nie tęskniłam za Nim jakoś szczególnie - to przecież tylko ponad tydzień, taka
        krótka przerwa w byciu razem codziennym. Ale dziś ... Wiem, że bardzo by mi
        dziś pomógł i że czułabym się z nim lepiej, może nie musiałabym być taka
        twarda. Teraz będzie banalnie i ckliwie, uprzedzam. Dziś zdałam sobie po raz
        kolejny sprawę z tego, że to moja prawdziwa opoka i miłość. Tym którym
        niedobrze z nadmiaru słodkości - przepraszam. Może lepiej nie mówić o takich
        rzeczach?

        Dziwny dzień. Potrzebny. Mogę podsumować - pożegnanie mój Dziadek miał piękne.
        A jak to powiedział Ksiądz - to było już nasze naprawdę OSTATNIE z Nim
        pożegnanie - teraz będziemy się z Nim już tylko witać :-)

        Pozdrawiam, dziękuję.
        Onnanohito
    • zlakobieta Re: Musze się wygadać 21.01.03, 21:07
      Współczuję Ci Onnanohito ale również cieszę się, że ostatnie pożegnanie
      Twojego dziadka było dla Ciebie właśnie takie jak napisałaś, że nie przybiło
      Cie do ziemi ale pozwoliło nabrać sił i nadziei, które pozwoliły Ci choć na
      chwilkę od tej ziemi się oderwać...

      Samych pięknych i radosnych chwil Ci życzę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka