paco_lopez
28.06.06, 22:34
Scenki wakacyjne:
Idzie rodzinka, kobieta uśmiecha się na widok innych, Facet łypie jedynie
okiem. ‘Dzień dobry” trzeba od niego wyrywać. Otoczenie traktuje jak
powietrze. Sytuacja nie jest przypadkowa. Tak dzieje sie za każdym razem
kiedy ich widzę.
Przeprowadziłem doświadczenie: będę pozdrawiał pierwszy. Tym sposobem udało
mi sie nakłonic rodaków do gestów przyjaznych. Od momentu gdy zaprzestałem
zaprzestali i oni. To jest dla nich za cięzkie. Oni sa tu chyba za karę.
Grupa młodych i sympatycznych ogłądała ze mna mecz w knajpie. Patrzyliśmy
sobie w oczy i dowcipkowaliśmy chociaż ja byłem spoza układu. Na drugi dzień
byłem dla nich nierozpoznawalny. Gdybym sam nie wykazał postawy otwartej
uznalibyśmy sie znów za nieznajomych.
Kobiety mają miny poważne i niezachęcające. Gdybym potrzebował ciężko byłoby
mi coś zdziałać. One mimo wyeksponowanych zalet zewnętrznych wyglądają jakby
były znudzone i wściekłe.
Jedyny supersympatyczny człowiek okazał się bezdobnym z gdyni który spędza
wakacje na półwyspie, którego jak nie wyłączymy komputerów za pięćdziesiąt
lat nie będzie. Człowiek ten przy nastepnym spotkaniu nie udawał, że nie był
pewien czy mnie juz widział czy nie.
To nie mozliwe by nie pamietac twarzy oglądanej wczoraj, z którą się
rozmawiało itd. Pamiętam, że miałem takie zachowania, ale gdzieś w wieku
kilkunastu lat.
Czy ktoś może mi wytłumaczyć szerzej ten syndrom polegający na tym, że
niektórzy nie kontynuują raz rozpoczętych znajomości a każde spotkanie
wyglada jak ponowne łamanie lodów. Na własny uzytek nazywam to elizmem od
imienia pewnej 33 letnie znajomej, która mimo miłej, grzecznej i łagodnej
powierzchowności nie zaznała głebokiej relacji z drugą osobą a co dopiero z
mężczyzną. Ona każde cześć traktuje jak wstęp. Za każdym cześć udaje obcą. Co
to jest ?