Dodaj do ulubionych

Moi rodzice i mój ślub

03.02.03, 15:06
Mam 27 lat, w sierpniu wychodzę zamąż. W sobotę byłam w
salonie ślubnym i zamówiłam już sukienkę. Nasz Wielki
Dzień zbliża się wielkimi krokami i chociaż do ślubu
pozostało jeszcze pół roku, to sami wiecie że już teraz
trzeba wszystko załatwiać (od kościoła po wynajęcie
sali, od rozplanowania naszych urlopów po ustalenie
listy gości). Cieszę się, ale jest coś, co mnie smuci i
właśnie dlatego piszę na tym forum - licząc na jakieś
rady :)

Chodzi o to, że moi Rodzice nie za bardzo interesują się
naszym ślubemÉ To mnie gnębi już od dłuższego czasu, ale
odpycham ten problem od siebie dopóki się da. Nawet nie
wiem, czy moi Rodzce wspomogą nas finansowo. Wiem, że na
Rodzicow mojego narzeczonego (konkretnie na jego Mamę)
możemy liczyć- dopytuje się o wszystko i widać, że leży
jej to na sercu. Chcę zebyście mnie dobrze zrozumieli:
nie oczekuje od moich Rodzicow Bóg wie jakich pieniedzy,
ale potrzebuję jakiegoś wsparcia, żeby nie czuć się
osamotnioną w tych przygotowaniach. Chodzi mi o szczere
wsparcie psychiczne.

Moja Mama nic nie wspomina o ślubie i weselu, mam
wrażenie ze jej to nie interesuje, jest gdzies obokÉ Jest
mi z tego powodu bardzo przykro i myslę, że to jest
jeden z powodów, który powoduje narastanie mojej
niechęci do przyjazdów do domuÉ Poza domem mieszkam już
4 rok, po studiach znalazłam sobie pracę w większym
mieście, wynajmuję mieszkanie. Do domu przyjeżdżam co 2
tyg., mam niedaleko: 50 km.

Ostatnio jak byłam w domu, próbowałam sprowokować taką
rozmowę. Wspomniałam o sukience ślubnej, że byłam już
obejrzeć, a ona skwitowała to tylko w ten sposob: "Acha.
Tak? ". Na drugi dzień wspomniałam mimochodem i
delikatnie, ze Tomka Babcia dopytuje się już o wszystko,
a ona skwitowała to także: "Tak? ". I nic. Zero pytań,
kiedy planujemy wesele (wie, że w sierpniu bo po naszych
zaręczynach w listopadzie trochę rozmawiałyśmy na ten
temat, wtedy była tak jakby bardziej skora do takiej
rozmowy), zero zainteresowania: czy byliśmy już w
kościele, na ile osób planujemy imprezę, jak to będzie z
finansami, w jakim lokalu impreza itp. Po prostu żadnych
pytań, żadnej troski :(
Jest mi smutno. Ostatnio płakałam z tego powodu. W
salonie ślubnym, gdzie byłam w sobotę, były też inne
przyszłe panny młode. Z rodzicami.
W pewnym momencie zrobiło mi się cholernie przykro, że
ja nie mogę liczyć w takiej chwili na Rodziców. Że nie ma
ich przy mnie, że ich to wszystko nie interesuje. Bez
względu na to ile mam lat, to dla mnie wielkie wydarzenie
i chciałabym, żeby najbliżsi mnie jakoś wspieraliÉ W
salonie byłam z moją przyjaciółką, której potem gorąco
podziekowałam, że była przy mnie. Potrafiła doradzić od
serca i nie byłam zdana wyłącznie na opinie ekspedientek.
W końcu małżeństwo to jedna z najważniejszych spraw w
życiu i myślę, że powinno się wspierać dzieci w takich
momentach. Szczególnie Matka swoją córkę. Jestem ich
pierwszym dzieckiem, nie było jeszcze w naszej rodzinie
ślubu. Potrzebuję zainteresowania. Czy tylko mam takie
wysokie wymagania???? Podkreślam, że chodzi mi o
wsparcie emocjonalne.

Jednocześnie wiem, że powinnam sama zacząć rozmowę. Może
po prostu usiąść i powiedzieć: "Mamo chciałabym
porozmawiać na temat mojego ślubu". I wtedy bym coś
wiedziała... ale głupio się narzucać. Gdy w minione
święta zagadałam: "No, trzeba się już przygotowywać do
ślubu", odpowiedzią było milczenie. Ponowiłam
stwierdzenie, a ona na to: "To się przygotowuj".
No to się przygotowujemy, ale jej brak zainteresowania
mnie przygnębia i jestem na nią zła...

A jak to było z Wami? W jaki sposób Rodzice
uczestniczyli w Waszych ślubach i weselach? Poradźcie
mi, jak mądrze porozmawić z Mamą. Czekam na opinie.

Milena
Obserwuj wątek
    • Gość: wiman Re: Moi rodzice i mój ślub IP: 213.231.15.* 03.02.03, 15:50
      Moja opinia jest taka. Smucisz strasznie i nic dziwnego, że mało kto ci
      wtóruje. Moim zdaniem twoi rodzice po prostu sa wyluzowani na ten temat, a
      tobie zdaje się, że ten dzień to jakby przekroczenie bariery dźwieku albo nie
      wiem co jeszcze. Ja miałem ślub bardzo skromny, bez wesela bo bym chyba nie
      przeżył takiej imprezy i chwała Bogu że nikt nawet nie próbował namówić nas do
      organizacji cyrku o jakim ty opowidasz. Wrzuć luz i bierz przykład ze swoich
      rodziców, przecież chyba w sumie dobrze ci życzą i przestań sie mazgaić jak
      mała dziewczynka.
      • milena27 Re: Moi rodzice i mój ślub 03.02.03, 16:09
        Gość portalu: wiman napisał(a):

        > Moja opinia jest taka. Smucisz strasznie i nic dziwnego, że mało kto ci
        > wtóruje. Moim zdaniem twoi rodzice po prostu sa wyluzowani na ten temat, a
        > tobie zdaje się, że ten dzień to jakby przekroczenie bariery dźwieku albo nie
        > wiem co jeszcze. Ja miałem ślub bardzo skromny, bez wesela bo bym chyba nie
        > przeżył takiej imprezy i chwała Bogu że nikt nawet nie próbował namówić nas do
        > organizacji cyrku o jakim ty opowidasz. Wrzuć luz i bierz przykład ze swoich
        > rodziców, przecież chyba w sumie dobrze ci życzą i przestań sie mazgaić jak
        > mała dziewczynka.

        Chyba mnie źle zrozumiałeś... nie chcę żadnego cyrku,
        nasze wesele to będzie skromne przyjęcie dla najbliższej
        rodziny i przyjaciół. Nawet jakbyśmy chcieli zorganizować
        wielki bal, to chyba mamy do tego prawo, a to, że ty nie
        chciałeś wielkiej pompy - to twój osobisty wybór.

        Chodzi mi o wsparcie psychiczne, a nie o przelew na konto
        w celu zorganizowania rodzinnego spędu w stylu "zastaw się
        a postaw się". Ja potrzebuję troski i zainteresowania, ale
        nie wstylu o który mnie podejrzewasz (kwilenie co pięć
        minut na temat ślubu). Ty nie widzisz problemu, bo nie
        jesteś w mojej skórze... i być może z twojego punktu
        widzenia brak troski to objaw "wyluzowania". Ja widzę to
        inaczej...

        • chonorata Re: Moi rodzice i mój ślub 03.02.03, 16:35
          a ja Cię bardzo dobrze rozumiem, bo zdarzyła mi się bardzo podobna sytuacja.
          Rok temu razem z moim facetem kupowaliśmy mieszkanie - pierwsze w naszym życiu.
          Wcześniej przez trzy lata wynajmowaliśmy mieszkanie, a jego matka cały czas
          biadała, że płacimy obcym i kiedy wreszcie bedziemy miec swoje itp itd.
          No i wreszcie przyszedł ten moment - moi rodzice zaofiarawali nam pomoc
          finansowa dzięki czemu mogliśmy wreszcie zacząć interesować się mieszkaniami.
          Moi "teściowie" nie są ludzmi zamożnymi i nigdy nie oczekwialiśmy od nich
          jakiejkolewiek pomocy finasowej. Oczekiwaliśmy jednak zainteresowania, rady
          (teść doskonale zna sie na remontach - jest tzw złotą rączką). I co się
          okazało? Że nagle temat naszego nowego mieszkanie totalnie im zwisa - zero
          pytan, jak sami zaczynaliśmy ten temat to odpowiedz w tylu "tak? możliwe" i
          koniec rozmowy.
          Do tej pory nie wiem dlaczego tak się wtedy zachowali, było nam obojgu bardzo
          przykro z tego powodu. Mój mężczyzna próbował się dowiedzieć, czy obrazili sie
          za coś na nas, czy coś się stało, ale oni zachowywali sie tak jak by nie
          wiedzieli zupelnie o co chodzi...
          najbardziej mnie teraz wkurza to, że teściowa juz od jakiegoś pół roku probuje
          usilnie się do nas wprosić....

          pozdrwiam serdecznie,
          chonoratka
          • Gość: Andrzej Re: Moi rodzice i mój ślub IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.03, 17:18
            Miałem to samo z tesciami. To wynika z faktu że nie moga wam pomóc finansowo.
            Oni mają jakieś dziwne poczucie winy, chciaż nikt przecież od nich niczego nie
            oczekuje. To głupie zakłopotanie skrywaja pod maseczka olewactwa.
      • Gość: Andrzej Re: Moi rodzice i mój ślub IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.03, 17:15
        Stary bzdury piszesz.
        • saana Mr Andrzej..rozdwojenie jazni 03.02.03, 18:01
          :-)
          • Gość: Andrzej Re: Mr Andrzej..rozdwojenie jazni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.03, 13:30
            To drugie mialo byc do wimana:)
        • Gość: dodo Re: Moi rodzice i mój ślub IP: 209.226.65.* 03.02.03, 18:07
          milena - oni juz widac tacy sa - ci twoi rodzice.
          moze w ogole nie przywiazuja wagi do slubow jako takich albo nie specjalnie
          lubia twojego narzeczonego, albo wychodza z zalozenia, ze skoro mieszkasz
          daleko, to i tak niewiele moga zrobic, bo nie moga byc na miejscu. trudno jest
          spekulowac dlaczego nie podniecaja sie twoim zamazpojsciem ale... no tacy juz
          sa i nie za bardzo masz na to wplyw.
          co mozesz sprobowac zrobic to poprosic ich o pomoc w konkretnych sprawach. nie
          takie tam "pogadajmy o slubie" ale konkretnie "mamo, tato - bradzo bede
          wdzieczna jesli zaadresujecie koperty z zaproszeniami do... - tu lista osob,
          potrzebuje to na przyszla srode" albo "mamo, tato - jutro o 3ciej chce sie
          z wami spotkac na ulicy takiej i takiej - bedziemy wybierac menu w restauracji -
          chce zebyscie przy tym byli". jesli ci odmowia to zapytaj dlaczego nie chca
          brac udzialu - zadne wykrety typu "zla godzina" nie wchodza w rachube, bo to
          zawsze mozna przelozyc.
          wiesz, czasem jest tak, ze nie nalezy oczekiwac, ze ktos sie czegos tam domysli
          a po prostu powiedziec czego ci trzeba. nie mysl o tym, ze jest ci przykro
          tylko skup sie na tym jak ich praktycznie wlaczyc w przygotowania. bo kto wie,
          co oni sobie mysla... na takim domyslaniu sie i nie mowieniu sobie moze wam
          zejsc jeszcze kilka miesiecy - troszke szkoda czasu :-)
          powodzenia.
          • milena27 Re: Moi rodzice i mój ślub 04.02.03, 11:08
            Gość portalu: dodo napisał(a):

            > milena - oni juz widac tacy sa - ci twoi rodzice.
            > moze w ogole nie przywiazuja wagi do slubow jako takich albo nie specjalnie
            > lubia twojego narzeczonego, albo wychodza z zalozenia, ze skoro mieszkasz
            > daleko, to i tak niewiele moga zrobic, bo nie moga byc na miejscu. trudno jest
            > spekulowac dlaczego nie podniecaja sie twoim zamazpojsciem ale... no tacy juz
            > sa i nie za bardzo masz na to wplyw.
            > co mozesz sprobowac zrobic to poprosic ich o pomoc w konkretnych sprawach. nie
            > takie tam "pogadajmy o slubie" ale konkretnie "mamo, tato - bradzo bede
            > wdzieczna jesli zaadresujecie koperty z zaproszeniami do... - tu lista osob,
            > potrzebuje to na przyszla srode" albo "mamo, tato - jutro o 3ciej chce sie
            > z wami spotkac na ulicy takiej i takiej - bedziemy wybierac menu w restauracji
            > -
            > chce zebyscie przy tym byli". jesli ci odmowia to zapytaj dlaczego nie chca
            > brac udzialu - zadne wykrety typu "zla godzina" nie wchodza w rachube, bo to
            > zawsze mozna przelozyc.
            > wiesz, czasem jest tak, ze nie nalezy oczekiwac, ze ktos sie czegos tam domysli
            >
            > a po prostu powiedziec czego ci trzeba. nie mysl o tym, ze jest ci przykro
            > tylko skup sie na tym jak ich praktycznie wlaczyc w przygotowania. bo kto wie,
            > co oni sobie mysla... na takim domyslaniu sie i nie mowieniu sobie moze wam
            > zejsc jeszcze kilka miesiecy - troszke szkoda czasu :-)
            > powodzenia.


            Masz rację dodo :) Trzeba się w końcu zdobyć na szczerą
            rozmowę. Może przed konkretnym pytaniem o pomoc,
            powiedzieć Mamie, że czuję się pomijana? Tylko jak to
            cholernie trudno powiedzieć! Najtrudniejsze są rozmowy o
            uczuciach...

            Dzięki :)
            Milena
    • Gość: Richelieu* Re: Moi rodzice i mój ślub IP: *.localdomain / 192.168.0.* 03.02.03, 18:26
      Niewesoło, ale równie niewesoło jest w drugą stronę gdy rodzice interesują się
      córcią wychodzącą za mąż do tego stopnia, że decydują za nią o wszystkim od
      wystroju kościoła, na kroju ślubnych majtek. Więc, racja, żal braku
      zainteresowania, tyle, że jeżeli 4 lata mieszkałaś poza domem to Twoi rodzice
      odzwyczaili się od myśli, że mają córkę, która potrzebuje rady, jeżeli dotąd
      tej rady nie potrzebowała. Druga sprawa kupowanie sukienki. Przecież to Ty w
      niej wystąpisz nie przyjaciółka ani mama, więc po co ich opinia? Od tego są
      lustra, w których widać i przód i tył i boki. Ale niektórzy po prosu tak mają,
      nie kupią zapałek zanim tego nie skonsultują.
      Ale mi jest łatwo mówić, bo własnego ślubu jeszcze nie miałam, tyle, że nie
      uważam żeby było to koniecznie jakieś epokowe wydarzenie. Ot, dzień jeden.

      *
      • milena27 Re: Moi rodzice i mój ślub 04.02.03, 11:13
        Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

        > Niewesoło, ale równie niewesoło jest w drugą stronę gdy rodzice interesują się
        > córcią wychodzącą za mąż do tego stopnia, że decydują za nią o wszystkim od
        > wystroju kościoła, na kroju ślubnych majtek. Więc, racja, żal braku
        > zainteresowania, tyle, że jeżeli 4 lata mieszkałaś poza domem to Twoi rodzice
        > odzwyczaili się od myśli, że mają córkę, która potrzebuje rady, jeżeli dotąd
        > tej rady nie potrzebowała. Druga sprawa kupowanie sukienki. Przecież to Ty w
        > niej wystąpisz nie przyjaciółka ani mama, więc po co ich opinia? Od tego są
        > lustra, w których widać i przód i tył i boki. Ale niektórzy po prosu tak mają,
        > nie kupią zapałek zanim tego nie skonsultują.
        > Ale mi jest łatwo mówić, bo własnego ślubu jeszcze nie miałam, tyle, że nie
        > uważam żeby było to koniecznie jakieś epokowe wydarzenie. Ot, dzień jeden.
        >
        > *


        Z tym odzwyczajeniem się moich Rodziców, że mają córkę -
        zupełnie się nie zgadzam. Wręcz przeciwnie! Po dwóch
        tygodniach mojej nieobecności Mama już dzwoni i dopytuję
        się kiedy wreszcie przyjadę. Często dzwonimy do siebie,
        chociaż muszę ze wstydem przyznać, że po ostatniej mojej
        wizycie w domu (po moich nieudolnych próbach rozpoczącia
        rozmowy), nie dzwonią tak często...
        Mama jest osobą bardzo opiekuńczą, ale może to ja nie
        dopuszczam jej do siebie?... Muszę to wszystko
        sprawiedliwie przemyśleć.

        Dziękuję za pomoc i pozdrawiam :)
        Magda
    • Gość: ziel Re: Moi rodzice i mój ślub IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 03.02.03, 18:44
      a moze po prostu pogadaj z rodzicami? wiesz 27 lat to wystarczajaco duzo by
      odciac pepowine i nie rozpaczac ze mama nie wpadla na pomysl zeby ogladac z
      toba sukienke. wystarczajaco tez duzo by skoro tego potrzebujesz zwyczajnie o
      tym powiedziec a nie jak dziecko bawic sie w podchody: ty napomknelas o
      sukience a mama nic, wiec wniosek prosty nic ja to nie obchodzi. skad juz droga
      prosta do stwierdzenia ze nikt (a juz napewno nie mama!) mnie nie kocha... no
      chyba do tego nie zmierzasz!
      komunikacja to podstawa! swojemu chlopakowi tez z wyrzutem patrzysz w oczy,
      podczas gdy on drapie sie w glowe i zastanawia o co moze ci chodzic?
      mam nadzieje ze nie odbierzesz tego co pisze jako atak, bo nie jest to zupelnie
      moim celem. chce ci tylko uswiadomic, ze byc moze to sygnal od twoich rodzicow
      ze uwazaja cie za jednostke autonomiczna i samodzielna i dopoki ty nie
      zasygnalizujesz potrzeby oni wpychac sie z poradami nie beda.
      pozdrawiam
      z
      • milena27 Re: Moi rodzice i mój ślub 04.02.03, 11:20
        Gość portalu: ziel napisał(a):

        > a moze po prostu pogadaj z rodzicami? wiesz 27 lat to wystarczajaco duzo by
        > odciac pepowine i nie rozpaczac ze mama nie wpadla na pomysl zeby ogladac z
        > toba sukienke.

        Wiesz, ta sukienka była tylko takim bolesnym
        uprzytomnieniem, że czuję się osamotniona. Przecież nie
        chciałam ciągnąć Mamy 50 km, po to tylko by pomogła mi
        wybrać ślubny fatałaszek.


        >skad juz droga prosta do stwierdzenia ze nikt (a juz napewno nie mama!) mnie nie kocha... no
        > chyba do tego nie zmierzasz!

        Nie do tego zmierzam!


        > komunikacja to podstawa! swojemu chlopakowi tez z wyrzutem patrzysz w oczy,
        > podczas gdy on drapie sie w glowe i zastanawia o co moze ci chodzic?

        Nie patrzę się nikomu w oczy z wyrzutem... Po prostu jak
        mam problem to staram się go rozwiązać. W stosunku do
        mojego ukochanego mam więcej śmiałości do szczerej
        rozmowy. Ale ta sytuacja z Mamą zaskoczyła mnie zupełnie,
        dlatego może się tak mączę zamiast zapytać się wprost o co
        chodzi...

        Milena
    • Gość: Wenus a moze....... ? IP: *.lodz.dialog.net.pl 03.02.03, 21:11
      Hej, Mileno, mam pytanie w zwiazku ze sprawa, ktora poruszylas: jaka jest
      sytuacja w twoim domu? Lub moze jaka byla do czasu zanim nie zakomunikowals ze
      wychodzisz za maz? Czy rodzice zawsze do tej pory cie wspierali? Interesowali
      sie twoimi sprawami jak wracalas co 2 tygodnie do domu? Wypytywali zyczliwie
      jak ci sie uklada? Czy raczej nie macie ze soba dobrego kontakt? Czy akceptuja
      twojego przyszlego meza? Moze rodzice przezywaja jakies klopoty, o ktorych ty z
      kolei nie wiesz i sa one dla nich na tyle istotne, ze paradoksalnie slub corki
      zszedl na plan dalszy?
      Z tego co piszesz wyglada na to, ze ich obojetnosc cie zaskoczyla, a skoro
      jestes zaskoczona to chyba logicznie rozumujac wczesniej niby wszystko gralo
      tak? Moze rodzice maja o cos zal, obrazili sie? Moze cos ich dotknelo w twoim
      czy waszym (twoim i narzeczonego) zachowaniu, ale wam o tym nie powiedzieli i
      dlatego sie tak dziwnie zachowuja? Niemniej szczera rozmowa wg. mnie jest tu
      konieczna. Trzmam za was kciuki - mam nadzieje, ze sie wszystko pomyslnie ulozy
      Glowa do gory! :-)

      pozdrawiam

      • naturella Milena 04.02.03, 10:25
        Milenko, powiem Ci coś. Do wczoraj miałam podobny problem, jak Ty. Tyle, że nie
        dotyczy to moich rodziców, ale rodziców mojego narzeczonego - którzy słuchają,
        gdy im opowiadamy o ślubie, ale na tym się kończy. martwiło to nas i w końcu
        mój narzeczony zdecydował się z nimi porozmawiać. Okazało się, że oni martwią
        się po prostu, że nie mogą nas w tych przygotowaniach wspomóc finansowo. Że
        bardzo by chcieli, ale nie mogą. I to ich gryzie - powoduje też, że nie chcą
        się wtrącać, udzielać itp. bo mają wrażenie, że skoro nie dają pieniędzy to nie
        mają prawa czegokolwiek komentować czy udzielać się. Mój narzeczony wytłumaczył
        swojej mamie, że nie oczekujemy od nich pieniędzy, a raczej duchowego wsparcia,
        możliwości podzielenia się informacjami i pogadania. No i chyba bęedzie lepiej,
        przynamniej sobie wszystko wyjaśniliśmy.

        Mileno, musisz porozmawiać z mamą. Powiedzieć jej wprost - mamo, planujemy w
        sierpniu ślub i chcę o tym z Tobą porozmawiać. Zapytaj wprost, czy może Ci w
        czymkolwiek pomóc finansowo, powiedz jednak, że to tylko pytanie, a nie żadne
        oczekiwania. Że dostosujesz wesele do możliwości finansowych i chciałabyś
        wiedzieć, czy rodzice są w stanie Ci pomóc. Powiedz, co planujesz, jak
        chciałabyś, żeby to było, zapytaj, o co mama o tym myśli i jak chciałaby, żeby
        to wyglądało.
    • Gość: jola Re: Moi rodzice i mój ślub IP: dell:* / 192.168.17.* 04.02.03, 10:29
      Droga Milenko,
      myślę, ze problem leży gdzie indziej. Jaki jest stosunek Twojej mamy do Waszej
      decyzji, czy tak naprawdę jest z tego faktu zadowolona? Często jest tak, że
      jeżeli nasi rodzice są nie do końca szczęśliwi w swoich związkach, wówczas żyją
      swoimi dziećmi, ich wychowaniem, rozwojem, ale nie dopuszczają do siebie takiej
      myśli, że kiedyś to się skończy. Wszyscy wiemy, że dzieci wychowuje się dla
      innych, nie dla siebie, ale teraz gdy zaczniesz swoje życie, to mama być może
      czuje, że tak naprawdę Cię straci. Wiem, że to absurdalnie brzmi, ale tak może
      być. Wiem to, bo moja mama ma nieudane małżeństwo, jest po uszy zakochana w
      swoim synku (moim bracie) i wiesz co z tej miłości robi - mie pozwoli mu
      (oczywiście szantarzem psychicznym) się ożenić. Gdy próbuję z nią rozmawiać to
      zaraz ma nerwy, mówi, że niech robi co chce, ale gdy on planuje swoje życie, to
      ona absolutnie się w to nie angażuje. Co więcej, mam wrażenie, że robi jej się
      smutno z tego powodu. Dopuki spotyka się ze swoją dziewczyną to wszystko jest w
      porządku. Teraz wspólnie urządzają przyszłe mieszkanie, a ona nawet nie
      przyszła zobaczyć co zrobili, w domu jest to temat "tabu" . Być może masz w
      domu podobny problem. To, że nie mieszkasz w domu to nic, i tak należałaś do
      mamy, dopiero teraz mama stoi przed faktem, że Cię traci. To dla niej jest nie
      do pomyślenia i dlatego nie chce sie przyłożyć nawet w ułamku procenta do tego.
      Napisz coś o waszych relacjach i o Twoich rodzicach, czy mama ma w tacie
      oparcie? Jeżeli jest inaczej jak napisałam, to przepraszam za te wywody, w
      każdym razie życzę Wam dużo dobrego i trzymam za Waszą miłość. Nie dajcie się!
      • milena27 Re: Moi rodzice i mój ślub 04.02.03, 11:03
        Gość portalu: jola napisał(a):

        > Droga Milenko,
        > myślę, ze problem leży gdzie indziej. Jaki jest stosunek Twojej mamy do Waszej
        > decyzji, czy tak naprawdę jest z tego faktu zadowolona? Często jest tak, że
        > jeżeli nasi rodzice są nie do końca szczęśliwi w swoich związkach, wówczas żyją
        >
        > swoimi dziećmi, ich wychowaniem, rozwojem, ale nie dopuszczają do siebie takiej
        >
        > myśli, że kiedyś to się skończy. Wszyscy wiemy, że dzieci wychowuje się dla
        > innych, nie dla siebie, ale teraz gdy zaczniesz swoje życie, to mama być może
        > czuje, że tak naprawdę Cię straci. Wiem, że to absurdalnie brzmi, ale tak może
        > być. Wiem to, bo moja mama ma nieudane małżeństwo, jest po uszy zakochana w
        > swoim synku (moim bracie) i wiesz co z tej miłości robi - mie pozwoli mu
        > (oczywiście szantarzem psychicznym) się ożenić. Gdy próbuję z nią rozmawiać to
        > zaraz ma nerwy, mówi, że niech robi co chce, ale gdy on planuje swoje życie, to
        >
        > ona absolutnie się w to nie angażuje. Co więcej, mam wrażenie, że robi jej się
        > smutno z tego powodu. Dopuki spotyka się ze swoją dziewczyną to wszystko jest w
        >
        > porządku. Teraz wspólnie urządzają przyszłe mieszkanie, a ona nawet nie
        > przyszła zobaczyć co zrobili, w domu jest to temat "tabu" . Być może masz w
        > domu podobny problem. To, że nie mieszkasz w domu to nic, i tak należałaś do
        > mamy, dopiero teraz mama stoi przed faktem, że Cię traci. To dla niej jest nie
        > do pomyślenia i dlatego nie chce sie przyłożyć nawet w ułamku procenta do tego.
        >
        > Napisz coś o waszych relacjach i o Twoich rodzicach, czy mama ma w tacie
        > oparcie? Jeżeli jest inaczej jak napisałam, to przepraszam za te wywody, w
        > każdym razie życzę Wam dużo dobrego i trzymam za Waszą miłość. Nie dajcie się!
        >

        Serdeczne podziękowania za zrozumienie :)
        Po przeczytania Twojego posta zdałam sobie sprawę z
        pewnego faktu, który tkwił gdzieś głęboko we mnie, sle go
        sobie do tej pory nie uświadamiałam.
        Chodzi o to, że moja Mama jest osobą nadopiekuńczą i
        chociaż od 4 lat mieszkam poza domem, to kontakty między
        nami nie uległy drastycznemu rozluźnieniu. Wiadomo, że
        jest już inaczej (mieszkam 3 lata ze swoim narzeczonym),
        ale mój wyjazd z domu nie oziębił naszych kontaktów.
        Czasami przyjeżdżałam do domu co tydzień.

        Dwa tyg. temu byłam w domu i podczas nieobecności Mamy
        odkryłam pewną rzecz... Otóż, chciałam przejrzeć nasze
        rodzinne fotografie i znalazłam w szufladzie plik leżących
        luzem zdjęć... nic dziwnego, ale to były tylko moje foty!
        Od kilkumiesięcznego bobasa do uczennicy liceum. Byłam
        zaskoczona i zapytałam się brata, kto powyciągał te
        zdjęcia, odpowiedział, że Mama je przeglądała ostatnio.

        Być może trudno jej się psychicznie pogodzić z tym, że jej
        jedyna córka zakłada własną rodzinę...

        Jeżeli mieliście podobne doświadczenia z Mamami, to
        podzielcie się opiniami! Może jakoś zmobilizuję się do
        sobotniej (8 II) rozmowy z Mamą...

        Pozdrawiam :)
        Milena
        • Gość: jola Re: Moi rodzice i mój ślub IP: dell:* / 192.168.17.* 04.02.03, 12:30
          Może w rozmowie warto byłoby dużo mówić o tym, że dzięki temu, że mama dała Ci
          dużo swojej miłości i ciepła dzisiaj Ty potrafisz kochać i być osobą
          szczęśliwą. Uświadamiaj jak najczęściej mamie, że to wszystko dzięki niej.Mów
          jej to jak najczęściej. Ona tego bardzo potrzebuje. Może warto byłoby też
          wspomnieć, że Twój narzeczony podziwia ją za coś (przytocz tu jakiś przykład z
          życia). Powiedz, że otwiera się nowy, bardzo ważny rozdział w życiu was
          wszystkich, że chciałabyś, aby była przy Tobie w tych szczęśliwych dla Ciebie,
          chwilach tak jak zawsze była. Popytaj ją, jak Ona szykowała się do swojego
          ślubu, jak to wspomina z perspektywy czasu. Wiem, że taka rozmowa jest trudna,
          na pewno chciałabyś usiąść z mamą jak z koleżanką i śmiejąc się co chwila
          omawiać szczegóły stroju i uroczystości i odbierać babskie rady jak postępowac
          z mężczyzną. Tu jest trudniejszy przypadek. Mama wymaga podejścia jak trochę
          skrzywdzone dziecko, które można bardziej zranić. Rozmowa wymaga dużo ciepła,
          zrozumienia i taktu, ale koniecznie trzeba ją przeprowadzić. Zdaję sobie
          sprawę, że trochę się jej obawiasz, ale mama na pewno boi się jej bardziej.
          Zapewniaj ją przez cały czas o swojej miłości do niej i utwierdzaj w tym, że
          jesteś bardzo kochana przez wspaniałego człowieka. Być może mama też się boi,
          że dostaniesz się z jej opiekuńczych skrzydeł w ramiona jakiegoś mężczyzny,
          który niekoniecznie da Ci szczęście. Zapewniaj też mamę, o swoim przekonaniu,
          że kiedyś będzie wspaniałą babcią, tak jak jest wspaniałą mamą i że każda
          zmiana w życiu niesie za sobą coś nowego. I jeszcze jedno, nawet jak będzie
          trudno, to nie daj się ponieść emocjom. Wiem, łatwo się mówi, ale trzymam za
          Ciebie i po wszystkim napisz jak było.
    • Gość: narzeczona Re: Moi rodzice i mój ślub IP: 217.153.125.* 04.02.03, 14:25
      U mnie było zupełnie inaczej. Kiedy się zaręczylismy i ustaliliśmy ślub moja
      matka miała mi za złe że:
      1 - tego a nie innego dnia
      2 - nie podjęłam zdecydowanej i natychmiastowej decyzji odnośnie miejsca ślubu
      3 - nie podjęłam zdecydowanej i natychmiastowej decyzji odnośnie miejsca wesela
      4 - oglądać sukienki jeździłam z kolezankami po wykładach (jeszcze dwie
      wychodziły za mąż w podobnym terminie).

      Informacja że:
      1 - nie jestem przekonana do slubu kościelnego
      2 - nie chce wesela
      3 - sukienkę chcę kupić z nią

      nie trafiła jej do przekonania.
      Ująwszy sprawę w swoje ręce wynajęła salę, "zmusiła" do pójscia do kościoła
      (jak nie w kościele to wcale. A jeżeli się uprzesz to ja nie przyjdę).

      W efekcie - ślub się nie odbył.
      • Gość: narzeczona Re: Moi rodzice i mój ślub - PS IP: 217.153.125.* 04.02.03, 14:27
        I do dnia dzisiejszego ma mi za złe że ślub został odwołany, a ona poniosła
        koszty.
        • milena27 Re: Moi rodzice i mój ślub - PS 04.02.03, 14:46
          Gość portalu: narzeczona napisał(a):

          > I do dnia dzisiejszego ma mi za złe że ślub został odwołany, a ona poniosła
          > koszty.


          No to niezły numer...
          Ale zamierzcie się pobrać, czy nie? Bo chyba ta sytuacja
          nie może trwać wiecznie. Życzę powodzenia.
          Milena
          • Gość: narzeczona Re: Moi rodzice i mój ślub - PS IP: 217.153.125.* 04.02.03, 17:00
            A nie - slub byl przyslowiowym gwozdziem do trumny.
            Nie jestesmy razem
    • Gość: sofia Re: Moi rodzice i mój ślub IP: *.244.87.141.Dial1.Washington2.Level3.net 04.02.03, 15:47
      Rozumien ze jest Ci przykro z powodu braku zainteresowania ze stony Rodzicow,
      ale moim zdaniem to odrobine niepowazne. MOj slub byl chyba podobny do tego
      jaki Ty planujesz (skromne przyjecie dla rodziny, zadnych fajerwerkow) i
      wszystko, od menu do wstazki w bukiecie organizowalam sama z narzeczonym (choc
      moja rodzina mieszka w tym samym miescie). Moja mama nie za bardzo sie
      interesuje "babskimi" sprawami typu fatalaszki, sama brala slub w prostym
      kostiumie i wiem ze przygotowania slubne nie za bardzo by ja ekscytowaly.
      Potraktowalam wiec swoja rodzine jako honorowych gosci. Wszysko bylo dla nich
      nespodzianka - moja sukienka, kwiaty, restauracja. I wyszlo to bardzo fajnie, a
      wspolne przygotowania byly dla mnie i narzeczonego bardzo sympatyczna przygoda.
      BYlismy tez dumni ze wszystko organizowalismy i oplacilismy sami. W koncu 24-
      25letni ludzie to nie male dzieci zeby oczekiwac od mamusi zeby sie miesiacami
      podneicala ich slubem!
      • milena27 Re: Moi rodzice i mój ślub 04.02.03, 16:13
        Gość portalu: sofia napisał(a):

        > Rozumien ze jest Ci przykro z powodu braku zainteresowania ze stony Rodzicow,
        > ale moim zdaniem to odrobine niepowazne. MOj slub byl chyba podobny do tego
        > jaki Ty planujesz (skromne przyjecie dla rodziny, zadnych fajerwerkow) i
        > wszystko, od menu do wstazki w bukiecie organizowalam sama z narzeczonym (choc
        > moja rodzina mieszka w tym samym miescie). Moja mama nie za bardzo sie
        > interesuje "babskimi" sprawami typu fatalaszki, sama brala slub w prostym
        > kostiumie i wiem ze przygotowania slubne nie za bardzo by ja ekscytowaly.
        > Potraktowalam wiec swoja rodzine jako honorowych gosci. Wszysko bylo dla nich
        > nespodzianka - moja sukienka, kwiaty, restauracja. I wyszlo to bardzo fajnie, a
        >
        > wspolne przygotowania byly dla mnie i narzeczonego bardzo sympatyczna przygoda.
        >
        > BYlismy tez dumni ze wszystko organizowalismy i oplacilismy sami. W koncu 24-
        > 25letni ludzie to nie male dzieci zeby oczekiwac od mamusi zeby sie miesiacami
        > podneicala ich slubem!

        Sofia, pisałam już poważyej, że nie chodzi mi o
        podniecanie się moim ślubem i załatwianie wszystkiego za
        mnie! Potrzebuję wsparcia, jakiegoś zainteresowania. Nie
        wiem, jak to było u ciebie - w końcu wyraziłaś opinię
        wyłącznie na temat załatwiania formalności (nota bene nie
        wymagam od Rodziców, żeby robili to za mnie). Chodzi mi o
        emocje. I nie w stylu: gadanie na okrągło o sukience,
        podniecanie się menu itp., tylko o jakiekolwiek
        zainteresowanie. Być może ty tyego nie potrzebowałaś ze
        strony swoich Rodziców - taki masz charakter. Ja tego
        potrzebuję. Ale powtarzam, że nie chcę kasy, ani robienia
        wszystkiego za mnie.
        Milena
    • kamfora Re: Moi rodzice i mój ślub 04.02.03, 20:20
      milena27 napisał(a):

      > I nic. Zero pytań,
      > kiedy planujemy wesele (wie, że w sierpniu bo po naszych
      > zaręczynach w listopadzie trochę rozmawiałyśmy na ten
      > temat, wtedy była tak jakby bardziej skora do takiej
      > rozmowy), zero zainteresowania: czy byliśmy już w
      > kościele, na ile osób planujemy imprezę, jak to będzie z
      > finansami, w jakim lokalu impreza itp. Po prostu żadnych
      > pytań, żadnej troski :(

      Jak odbyły się zaręczyny?
      • milena27 Re: Moi rodzice i mój ślub 05.02.03, 13:12
        kamfora napisała:

        > Jak odbyły się zaręczyny?


        To były moje urodziny, w naszym mieszkaniu, bardzo
        romatycznie :) Mama dowiedziała się tego samego dnia, była
        zadowolona, ale potem popłakała się. I powiedziała coś w
        stylu: "Ktoś zabiera mi córeczkę", o kurcze! Dopiero teraz
        to sobie przypomniałam, jak zaczęłam o tym myśleć! To było
        coś w tym stylu! A ja wtedy tak jakby tego nie
        usłyszałam, nie skomentowałam, tylko powiedziałam: "Oj,
        nie płacz mamusiu"... Kilka dni potem narzeczony
        przyjechał z kwiatami dla Mamy i alkoholem dla Taty. Było
        małe przyjęcie. Atmosfera całkiem dobra. Nie spodziewałam
        się takiego obrotu sprawy. Tym bardziej że kilka dni po
        tym przyjęciu Mama sama zagadała na temt ślubu, obie
        zastanawiałyśmy się, czy robić wspólne wesele z moim
        bratem (on też bierze ślub w tym roku), ale stanęło na
        oddzielnych imprezach. I teraz nic. Od klku miesięcy
        pomijanie tego tematu...
        Dla jasności dodam, że mam jeszcze trzeciego brata,
        najmłodzszego 20 latka, który mieszka z rodzicami.

        Pozdrawiam. Milena
        • kamfora Re: Moi rodzice i mój ślub 05.02.03, 20:49
          milena27 napisała:
          > Kilka dni potem narzeczony
          > przyjechał z kwiatami dla Mamy i alkoholem dla Taty.

          Być może zdziwi Cię to, ale...postawiliscie rodziców przed faktem
          dokonanym, to znaczy :"poinformowaliście" rodziców o swojej decyzji.
          Nie mówię, czy to dobrze, czy źle. Ale...być może mama spodziewała się,
          że wybranek jej córki poprosi rodziców o jej rękę?
          Może to i niedzisiejsze, staroświeckie - ale w pewnym sensie jest
          jakimś wyrazem szacunku mężczyzny dla tych, którzy włożyli swój trud
          w wychowanie jego przyszłej żony. Jeśli nie było tego gestu - to mama
          może się czuć zupełnie już nieważna. Nie jest istotne w tej chwili,
          czy ma podstawy, aby się tak czuć.
          (Po prostu uświadomiłam sobie, że moi rodzice poczuliby się bardzo dotknięci,
          gdyby nie zostali poproszeni o moją rękę :-)

          Porozmawiaj z mamą :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka