elleves
11.07.06, 12:48
Witam.
Chyba tkwie w złym zwiaku, kiedys chyba sie bardzo kochalismy, ufalismy
sobie , pomagalismy, ale kłotnie, sprzeczki, awantury o chociazby krzywo
zaparkowny samochod - zniszczyly, zabily ta milosc. Cala noc probowalam sobie
odpowiedziec na pytanie - czy ja go jeszcze kocham??? Nie wiem! A jesli sa
watpliowsci to juz chyba wowczas brak watpliwosci. Chyba nie ma sensu dalej
byc.
Za bardzo sie roznimy albo jestesmy do siebie podbni - nie wiem, ale wiem ze
kazda milosc moga zniszczyc codzienne awantury.
Zwiazek nie pielegnowany z obu stron, zamiera.
Smutne.
Prawdziwe.
Mam 22 lata, boje sie samotnosci (jedyny argument by z nim zostac), czy sie
odwazyc? Serce mi mowi - Tak, zas rozum - nie, bo nie chce byc sama. Znam
smak samotnosci, ale rowniez znam smak łez po klotni...........
Chyba zaczynam juz to wszytsko rozumiec.