Dodaj do ulubionych

podwojne oblicze mezczyzny

20.07.06, 13:41
witam,

nie bywam czesto tu na forum, nie jestem osoba publicznie pioraca wlasne
brudy, jednak sytuacja, w ktorej sie znalazlam zmusza mnie do napisania
wlasnie tutaj, bo nie mam sie kogo poradzic/komu wygadac.

jestem z moim mezczyzna jakis czas (3 lata). mamy za soba mnostwo dobrych
chwil, darzymy sie miloscia, wzajemnym szacunkiem, wspolne zycie daje nam
satysfakcje. kazdy aspekt zwiazku jest na swoim miejscu (tak mi sie wydawalo
do niedawna)- relacje "domowe", relacje z moimi i jego znajomymi, zycie
seksualne. i wlasnie, tutaj chcialabym sie zatrzymac. zycie seksualne. biorac
sobie do serca zasade, ze mezczyzna porzebuje roznorodnosci w tej dziedzinie i
sama majac dosc mocno rozwiniete libido - nie mam oporow i robie z nim
wszystko, co przyjdzie nam do glowy. nie naleze do grupy pruderyjnych, czy
wstydliwych kobiet. moj partner zawsze mowil, ze bardzo docenia to, jak wiele
razem osiagamy w kwestii seksu, ze daje u wszystko o czym marzy (jest w tych i
nie tylko sprawach uderzajaco szczery). mowil, ze mezczyzna jest stworzony do
poligamii, ale okielznuje to, kiedy obieta ulatwia mu sprawe, bedac gotowa na
wiele. mowil...
teraz moja strona: jestem bezprecedensowo wierna, uwazam zdrade za cos, co
definitywnie konczy moja relacje z druga osoba. moja zdrada, czy partnera - to
jest koniec. nie jestem wzorem moralnosci, ale mam zasade, ze nigdy nie
dopuszcze do zdrady, a jezeli z jakiegos powodu przytrafi mi sie znajomosc na
boku - partner dowie sie o tym szybko i nie bedziemy mieli juz ze soba nic
wspolnego, bo taka sytuacja swiadczy o wypaleniu zwiazku. druga zasada mojej
"moralnosci" bylo zaufanie do partnera - bezwzgledne. ostatnio jednak w moim
umysle zagoscila mysl - czy aby na pewno on jest mi wierny (ma duze powodzenie
u kobiet, jest przystojny, zabawny, inteligentny)? wiec myk - zajrzalam na
jego gadu. a tam...rozmowy, z nieznajomymi - jedna: ze zdradza mnie, ale nie
powie mi, bo zalezy mu na mnie bardzo, a wie, ze zdrada to dla mnie koniec. ze
daje mu wiele satysfakcji seksualnej, ale mezczyzna potrzebuje odmiany, ktorej
nie moge mu dac w zaden sposob. potrzebuje po porostu wielu kobiet.
drugarozmowa z inna nieznajoma: umawianie sie "na numerek", wymienianie
fantazji seksualnych, mile, afirmujace slowa pod adresem jakiejs kobiety. do
tego jeszcze kilka malych - nic nie znaczacych normalnie sytuacji, ktore
jednak w tym swietle nabieraja nowego wymiaru. w tym wszystkim ja -
dowiadujadca sie tego w haniebny sposob, szpiegujaca (skad ta intuicja...a
moze glupia ciekawosc po prostu?). nie powiem mu, ze przegladam jego archiwa.
nie moge. to wstydliwe i wstretne. brzydze sie soba po czyms takim. a
jednoczesnie nie wiem, gdzie ja jestem? moze to wszystko po prostu takie
glupie rozmowy? meska potrzeba takich kontaktow, skoro prawdziwych nie moze
miec, to rekompensuje sobie w ten sposob?moze w ogole nie myslal nigdy o
prawdziwej zdradzie?rozmawialam z nim o tym w sposob taki, zeby nie osaczac
go. pytajac, czy kiedykolwiek mnie zdradzil z kims? proszac o szczera
odpowiedz. jego szczera odpowiedz brzmiala: "nie". staram sie uwierzyc. chce
mu ufac, na tym tylko moze sie opierac zwiazek. bez zaufania to wszystko na
nic. nie chce drazyc tego tematu, nie chce budowac w nim poczucia, ze go
nieslusznie oskarzam. skoro mowi, ze nie to nie - to oczywiste...tylko czy aby
na pewno?czy mam racje, starajac sie wbrew temu, co widzialam uwierzyc? dodam,
ze on ma dosc frywolna maniere rozmawiania z roznymi kobietami (jak twierdzi),
co biorac pod uwage probuje uwierzyc w jego "nie". boze...nie wiem co robic,
zupelnie nie wiem. tak bardzo sie kochamy, nie daje mi poczucia, ze jestem
mniej wazna, uwielbia mnie, przytula, spedza mnostwo czasu, rozmawia madrze,
szczerze, ciekawie, traktuje jak przyjaciela. nic sie nie zmienilo.
jednoczesnie mowi, ze ma swiadomosc mojego braku akceptacji roznych jego
znajomosci, dlatego woli mi o pewnych sprawach nie mowic. jak to wszystko
poukladac?czy taka pewna sprawa, wpisana w "podwojna moralnosc" (mniejszym
zlem jest nie mowic o zdradzie, bo "kocham ja") jest tez sypianie, pieszczenie
sie z inna kobieta?a moze te rozmowy to taki zart z tych nieznajomych? bo
internet jest anonimowy, moze gral kogos innego, niz jest "dla zabawy"?prosze
was, odpowiedzcie mi, zasugerujcie cos, chcialabym poznac rozne punkty
widzenia, bo sama jestem zagubiona i rozdarta miedzy ogromna miloscia, a
brakiem zaufania i poczuciem bycia oszukiwana...
Obserwuj wątek
    • mezczyzna.prawdziwy Re: podwojne oblicze mezczyzny 20.07.06, 13:42
      Kogo to obchodzi
      • specjalista_okulista Re: podwojne oblicze mezczyzny 20.07.06, 13:50
        chcialabym, zeby kogos obchodzilo - widze na forum rozne watki, dlatego zwracam
        sie z prosba o rade do tych, ktorzy maja cos do powiedzenia. jezli ty nie masz -
        moze nie warto odpowiadac?
    • witch-witch Re: tak to jest... 20.07.06, 16:26
      człowiek grzebie w prywatności partnera nagle dowiaduje się o sprawach wcale
      nie BAGATELNYCH.... i włacza się system samobrony, stwarzajaący tysiące
      usprawiedliweń, aby pozostać w tym związku. Wtedy wychodzi na jaw własna
      kruchość moralna, słabość jak i własna dwuliowość, taka dobrze zamaskowana.

      Moim zdaniem tak jak to odkryłas i on sam napisał do kogoś...to jesteś kobietą
      zdradzaną. On to ci zwyczajnie mówi. Choc nie mówi prawdy do końca. Choc trochę
      prawdy czyli tzw. półprawdy jest lepsze od całkowitego kłamstwa. Mimo tego co
      piszesz tego dobrego seksu, wszystkiego innego, nie jesteś kochana prawdziwą
      miłością. Nie dlatego, że nie zasługujesz, ale ten typ tak ma!

      Fakt, że jest dobry wobec ciebie nie swiadczy, ze jest w ogóle dobry. On może
      taki jest, bo na boku przy tobie ma odskocznie co jakiś czas z inną kobietą.
      Możliwe, ze bedac dobrym w ten sposób zabija swoje wyrzuty sumienia? Nie wiem.
      Co moge ja wiedzieć. Pisze to co ty sama nam przedstawiłaś. Ja nie miałabym
      złudzeń.
      A co ty masz zrobić? To już od ciebie zależy, ale nie próbuj siebie oszukiwać
      bo wyrządzasz sobie wiekszą krzywdę.
      • nelly_27 Re: tak to jest... 20.07.06, 16:53
        Wtaj!... czytając Twój post przypomniała sobie swoją historię sprzed kilku
        lat... wielka miłość, byliśmy ze sobą 4 lata, kochaliśmy się było
        wspaniale.Fantastyczny facet, przystojny, inteligentny, dowcipny; podobał się
        kobietom.... nie usunął historii z gg... nie chciałąm tego czytać, okazało się,
        że mnie zdradzał od dłużzego czasu - były to znajomości internetowe czytaj
        czatowe. Na początku byłam w szoku kiedy czytałam historię jego kontaktów
        sprzed ponad ponad pół roku... na początku myślałam, że wszystko to zmyślił, ż
        to tylko jego fantazja.. z drugiej strony od pewnego czasu wyczuwała, że może
        kogoś mieć, z kimś się spotykać.
        Oczywiście wszystkiego się wypierał kiedy sposobem zaczęłam go podpytywać
        właśie o to czy kiedykolwiek mnie zdradził (znał moją opinie na temat zdrad-
        dla mnie to byłby definitywny koniec związku)... wtedy wszystkiego sie wyparł.
        Jednak po kilku tygodniach sam przyznał mi się, że ma kogoś i że moje
        podejrzenia były słuszne - to co pisał było prawdą. Odeszła nie bez bólu w
        sercu bo bardzo go kochałam ale nie mogłam tego dłużej ciągnąć...ech ten
        internet...
        • nancyboy Re: tak to jest... 20.07.06, 17:19
          > ech ten internet...
          No tak, bo przed epoką internetu mężowie byli wierni i chodzili z żonami na
          długie, romantyczne spacery.
          • nelly_27 Re: tak to jest... 20.07.06, 18:46
            chodziło mi o to, żee w dzisiejszych czasach internet "ułatwia znalezienie
            kogoś do skoku w bok" .. jak świat światem mężczyźni zdradzali (poligamie mają
            zapisana w genach - jedynie w różnych stopniu nasilenia)i zdradzać będą to nie
            ulega wątpliwości...tylko czasem poprostu jesteśmy sprytne i udaje nam się te
            skoki w bok wcześniej "wyłapać"; czasem zupełnie przypadkowo...bo przecież
            facet zawsze będzie "szedł w zaparte" i mając "ciepłe gniazdko" zawsze powie
            kochanie "wydaje ci się"- przecież wiesz że cie kocham... coś sobie
            ubzdurałaś.... tak tak... drogie panie bądźcie wyczulone na tego typu teksty.
            Nie warto w nie wierzyć.Przerabiałam to kiedyś na "włąsnej skórze" i z
            doświadczenia wiem, że nie warto....
            • bazylissa Re: tak to jest... 20.07.06, 19:04
              Jest tu też iina rzecz - mnie niepokoiłoby uzależnianie przy pomocy seksu
              swojej partnerki - jeśli będzie mi z tobą dobrze, nie będę szukał innych jako
              otwarty tekst. Manipulacja i szantaż przy bawieniu się w przyjaciela.
    • nancyboy Re: podwojne oblicze mezczyzny 20.07.06, 16:46
      Homo sapiens jest monogamistą seryjnym. U niektórych osobników seria składa się
      z tylko jednego partnera na całe życie, a u innych z tysiąca partnerów na jedną noc.
      A u większości jest to wartość pomiędzy tymi dwoma biegunami.
      Jeśli ktoś należy do tej grupy "zmieniaczy", to nic tu nie pomoże różnorodność w
      seksie, jeśli będzie to zawsze ta sama partnerka.
      Czy potrafiłabyś kochać kogoś, kto "cierpi" na właśnie taką potrzebę zmieniania?
      Myślę, że na to pytanie musisz sobie odpowiedzieć.
    • marianna_m1 Re: podwojne oblicze mezczyzny 20.07.06, 17:00
      sorry traktuje Cie jak przyjaciela czy jak przedmiot?

      wybacz ale przyjaciol sie nie zdradza. nie mozna byc z kims bardziej i
      jednoczesnie z wieloma innymi troche mniej.

      moja rada- brac nogi za pas bo moze byc za pozno, bo sie okaze, ze bylas jedna
      z wielu przyjaviolek, a wybierze taka, ktora nie bedzie miala zadnych
      oczekiwan, w momencie, kiedy jakies pojawia sie z Twojej strony.

      moze byc tylko gorzej.
    • bazylissa Re: podwojne oblicze mezczyzny 20.07.06, 17:13
      Chyba będziesz musiała podjąć jakąś decyzję, bo zamykanie oczu na gorsze
      oblicze ukochanego drogo kosztuje. Ja wolałam widzieć tę lepszą przez
      kilkanaście lat i do dziś nie mogę uwierzyć, że w tym tkwiłam. Nawet jak
      dowiedziałam się o kolejnej pani w jego życiu parę lat temu, też słyszałam, jak
      jestem ważna, że to może tak wygląda, ale on ma duże potrzeby seksualne i tak
      sobie fantazjuje przez internet... I powiem, że chciałam w to wierzyć, choć
      podjęłam w końcu decyzję o rozwodzie. Życzę trzeźwości umysłu i odwagi. Trzymaj
      się! (W tamtym czasie mogłabym zacytować Twoją wypowiedź)
    • paco_lopez Re: podwojne oblicze mezczyzny 20.07.06, 17:17
      Sami zrobiliście sobie podłoze do jego swingowania, mówiąc otwarcie, że facet
      potrzebuje róznorodności. Najbardziej jednak nie potrafie zrozumiec tych
      przeszczerych misiów. Czy oprócz tego ze zapnie on drugą trzecia czy dziesiatą,
      to musi być taki łotwarty, żeby wszyscy wiedzieli jaki z niego macho??
      Wiadomo, ze gg ułatwia i podsyca żądze, ale musisz wiedziec, ze przed erą
      internetu lovelasi tez byli i tez swoje robili. Złudzeń mieć nie powinnaś.
      Raczej przerzuc sie tez na swingerstwo, bo swego misia nie utrzymasz, a on
      sobie poradzi, ma przeciez tłum wielbicielek.
    • bazylissa Re: podwojne oblicze mezczyzny 20.07.06, 17:22
      A kiedy się poznaliście, był sam, czy też opowiadał, że jego związek się
      kończy, a Ty jesteś "tą właściwą kobietą"?
      • specjalista_okulista Re: podwojne oblicze mezczyzny 20.07.06, 20:41
        byl sam. nie mowil niczego o wlasciwej kobiecie, moze pozniej, ale nie przy
        poznaniu. ciezko mi i jestem zgubiona. dziekuje za wasze slowa, czekam na inne
        glosy. moze zbiore sie do jakiejkolwiek decyzji...
        • witch-witch Re: Skoro go kochasz... 20.07.06, 21:38
          Trudno jest podjąć mądrą decyzję. Jaką byś nie podjęła nie będziesz się i tak
          dobrze czuła. Kiedyś na tym forum przed laty pisała inna kobieta w podobnej
          sytuacji. Facet też ją zdradzał. Zostawiła go. Nie mogła życ z kims takim.
          odeszła i przez 4 miesiące żyła sama dla siebie. Na początku było jej trudno
          jednak, z kazdym dniem stawała się silniejsza....po 4 miesiącach on sam
          przyszedł z przeprosinami.....Błagał aby wróciła.Wróciła. Ponoc się zmienił.
          Ale i ona też, już nie kocha go taką romantyczną pełną ideałow miłością jak
          kiedys, trochę inaczej, bardziej jak człowieka z zaletami, ale i z wadami.
          Pisała, ze on nie zdradza.... Coś w tym jest, czasami trzeba wystawić uczucia
          na próbę, zobaczyc jaka ta miłość jest NAPRAWDĘ. A dopiero później się
          angażować na serio.
          • nattaszaa Re: Skoro go kochasz... 20.07.06, 21:39
            Powinni sięgnąc w końcu Twojego życiorysu. Do czego to podobne, że ktoś taki
            jak Ty radzi ludziom, jak mają żyć.
            • witch-witch Re: Skoro pytasz o zyciorys 20.07.06, 21:43
              mój życiorys bedzie ciekawą powiescią, na której zamierzam zarobić sporo
              srebrników....no cóż pytanie do ciebie jak z twoim zyciorysem...królowo
              trolów...i 10000 innych zczezłych nicków....:))))))))
              • nattaszaa Re: Skoro pytasz o zyciorys 20.07.06, 21:44
                witch-witch napisała:

                > mój życiorys bedzie ciekawą powiescią, na której zamierzam zarobić sporo
                > srebrników....no cóż pytanie do ciebie jak z twoim zyciorysem...królowo
                > trolów...i 10000 innych zczezłych nicków....:))))))))

                Mój jest bardzo spokojny, wiec na nim nie zarobie:)
    • virusti Re: podwojne oblicze mezczyzny 21.07.06, 11:26
      Podwójne życie zaczyna się często tam gdzie występują nieuzasadnione
      podejrzenia, obawy i wynikające z nich niepotrzebne ograniczenia. Często pewne
      rzeczy dzieją się niezależnie od nas, ciesząc się zaufaniem i zrozumieniem
      partnera możemy żyć bez tajemnic, tam gdzie jest podejrzliwość i zakazy
      pojawiają się sekrety i podwójne życie.
      Moja partnerka to totalna optymistka znająca swoja wartość i życie z nią jest
      bezproblemowe. Zanim się poznaliśmy była koleżanką z netu i wtedy dowiedziała
      się wielu rzeczy o mnie co bardzo pomogło w akceptacji mojego sposobna życie.
      Gdy zostaliśmy parą niczego nie zmieniała. Dlatego nie ograniczyła moich
      kontaktów z exami. Wie, że jedna ex od bardzo dawna ma w zwyczaju, że jadąc
      rano do pracy dzwoni do mnie. W liceum byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, potem
      roczny związek i powrót do przyjaźni. Czasami rozmawiam z moją dziewczyna o co
      ciekawszych wątkach z telefonów – pełen luz. Z drugą ex w ostatnią sobotę
      spędziliśmy razem cały wieczór. Pól roku temu byłem u niej w Londynie, spaliśmy
      tydzień razem w jedynym łóżku w wynajmowanym przez nią pokoju. Zero ekscesów, a
      byłem wtedy wolny i mogłem robić co chciałem, ale nie wchodzę 2 razy do tej
      samej wody. Moja dziewczyna o tym wie i dlatego wiadomości o ostatnim spotkaniu
      poświeciła tyle samo zainteresowania i czasu co rozmowom o upalnej pogodzie.
      Zawsze mogę liczyć na obie ex. Moja dziewczyna zamiast awantur i pretensji
      potrafi wyciągnąć pozytywy sytuacji mówiąc, że to dobrze o mnie świadczy jako o
      człowieku, gdyż po zakończeniu związku ludzie często maja do siebie wiele
      pretensji, żalu, czasem nienawiści, a ja im nie dałem do tego żadnego powodu,
      byłem uczciwy, dzięki temu są zawsze przy mnie, a relacje są pełne wzajemnego
      szacunku.
      Za rok zamieszkam razem, z moją dziewczyną, a że mam w domu kilka wolnych pokoi
      zgodziła się bym przez ten czas wynajmował je 4 studentkom z którymi będę
      mieszkał.
      Swego czasu byłem operatorem na czacie depresji, mam dużo przyjaciółek które
      często nocą przysyłają sms gdy mają doła. Czasami nie mam weny, wtedy moja
      dziewczyna mi pomaga w odpisywaniu, moja komórka jest zawsze dostępna, a w niej
      tysiące smsów do wglądu. Nie mam nic do ukrycia.
      Zajmuje się produkcją muzyki której moja dziewczyna nie słucha, dlatego często
      samotnie wbijam się na różne festiwale i imprezy, przed wyjazdem wielu kumpli
      deklaruje obecność, ale w ostatnim momencie strach żon czy ich dziewczyn
      wygrywa i zostają posłusznie w domu.
      Bardzo doceniam układ który mam. Dzięki takiemu zaufaniu nie mam podwójnej
      moralności, a gdyby były zakazy możliwe, że ukrywałbym niektóre rzeczy bo w
      sumie przecież nic się nie dzieje. Ograniczanie się nawzajem zakazami to
      wsadzanie partnera do klatki z której będzie chciał uciec, brak klatki to brak
      uczucia zniewolenia i potrzeby ucieczki. Dlatego postępuję tak by nigdy
      przywilejów nie stracić. A partner który ciągle podejrzewa i bezpodstawnie
      oskarża drugą stronę o zdradę sam sobie jest winien bo powoduje, że czy się
      zdradza czy nie to i tak będą te same niemiłe dla drugiej strony konsekwencje,
      wiec po co ma być wierna...
      • nancyboy Re: podwojne oblicze mezczyzny 21.07.06, 11:35
        > Bardzo doceniam układ który mam.
        Właśnie, jest tam też miejsce na miłośc, czy jest to tylko układ?
        • virusti Re: podwojne oblicze mezczyzny 21.07.06, 13:44
          Tematem są powody, przyczny i opinie na temat podwójenej moralności mężczyzny.
          Wyraziłem swoją, a jedyną osobą którą powinienem zapewniac o swej miłości jest
          moja partnerka. Jednak uważny czytelnik szybko się zorientuje jakie sa moje
          uczucia wzgledem niej, a takim pewnie jesteś skoro wychwytujesz i analizujesz
          pojedyncze słowa.
      • witch-witch Re: Wszystko to piękne...:))) 21.07.06, 11:46
        Tylko jak to ma się do sytuacji jaką opisuje autorka wątku?
        W twojej sytuacji jesteś uczciwy i jak z tego co zrozumiałam owszem masz
        koleżanki ale nie kochanki i seksualne partnerki na boku...więc jak możan byc
        zazdrosną o koleżanke? Czy o byłą ex...z ktorą się jedynie kolegujesz?

        Autorka postu opisuje inny układ, gdzie mężczyzna zdradza wypierając się
        prawdy...
        • virusti Re: Wszystko to piękne...:))) 21.07.06, 13:35
          "jednak w moim umysle zagoscila mysl - czy aby na pewno on jest mi wierny ...
          wiec myk - zajrzalam na jego gadu. a tam..."

          Zobacz z jaką łatwością autorka przeszła od podejrzenia do grzebania w
          osobistych rzeczach partnera naruszając jego zaufanie. Robiac "myk" na gadu
          sama go w ten sposob oszukuje rownocześnie użalając się, że boi sie oszustwa
          paradoksalnie oszustką będąc. Nie znamy opinii partnera, ale jest duza szansa,
          że on czuje się jak w klatce, bo klatką są zachowania pokroju szpiegowania. I
          do tego chciałem nawazać. Jej brak zaufania może mieć wpływ na jego czyny,
          których zreszta nikt nie potwierdził - sama autorka, wbrew temu co piszesz, nie
          wie czy została zdradzona.
          Ona ma niewłaściwe wyobrażenie o własnym związku - "...mamy za soba mnostwo
          dobrych chwil, darzymy sie miloscia, wzajemnym szacunkiem". Nie szpieguje sie
          najblizszej osoby gdy ma sie do niej szacunek.
          • witch-witch Re: Wszystko to piękne...:))) 21.07.06, 13:44
            Owszem pięknie piszesz jestem wzruszona. Rzeczywiście uwazam za grzebanie w
            cudzych spawach za brzydką wadę...jednak to jest nic, zabawić się raz w
            detektywa, aby przekonać się jak sprawy się mają. Nic w porownaniu ze
            zdradzaniem.
            A jezeli mowa już o szacunku to nie zdradza się osoby, którą się szanuje....
            • virusti Re: Wszystko to piękne...:))) 21.07.06, 14:18
              Grzebanie w cudzych rzeczach to dla Ciebie jedynie brzydka wada? Skoro tak to
              bałbym się Ciebie wpuścic do domu. Sama autorka ma wiecej pojęcia na ten
              temat: "w tym wszystkim ja - dowiadujadca sie tego w haniebny sposob,
              szpiegujaca ... nie powiem mu, ze przegladam jego archiwa.
              nie moge. to wstydliwe i wstretne. brzydze sie soba po czyms takim".

              Możesz pokazać w którym miejscu jest napisane, że zdradził? Czyżbyś była
              kolejną osobą czytająca bez zrozumienia z tendencja do nadinterpretacji? Jego
              partnerka nie wie czy zdradził, a Ty już tak, o Wszechwiedząca? :p
    • jan_stereo Re: podwojne oblicze mezczyzny 21.07.06, 12:38
      Przyznam, ze gdybym byl z kobieta na ktorej mi zalezy, a jednoczesnie odczuwal
      nieposkromiona potrzebe zaspokajania swej chuci seksualnej rowniez z innymi
      kobietami( nie wazne w jakich proporcjach), to dla ratowania wlasnie zwiazku
      sypial bym z nimi.
      Moze bym i zdradzal ( nic zlego w takiej zdradzie nie ma po logicznym
      przemysleniu)przez to, moze i nie, kwestia definicji i wczesniejszych
      obietnic,moze tez druga strona nie chcialaby o tym wiedziec, i slusznie.
      Osobiscie uwazam, ze to bardzo zdrowe dla zwiazku ( dla mnie czy partnerki)
      miec mozliwosc relacji( nie tylko seksualnych ale takze intelektualnych,bo to
      to samo niejako)z inna plcia.
      Stad tez, nie uwazam ze jakiekolwiek seksualne wyskoki sa przejawem braku
      milosci,lekcewazenia,szacunku( tak jakbysmy sie pieprzyli z szacunku) itd,do
      drugiej osoby, bo jedno z drugim ma nie wiele wspolnego.
      • witch-witch Re: Gdyby tak było zależy od twojej wrażliwości 21.07.06, 13:39
        jan_stereo napisał:

        ludzie są mniej lub bardziej wrazliwy, ale z tego co piszesz to jesteś raczej
        niewrazliwy...gdyby wrazliwośc miała formę ucha, to widać ...słoń ci na nią
        nadepnął..

        > Przyznam, ze gdybym byl z kobieta na ktorej mi zalezy, a jednoczesnie
        odczuwal
        > nieposkromiona potrzebe zaspokajania swej chuci seksualnej rowniez z innymi
        > kobietami( nie wazne w jakich proporcjach), to dla ratowania wlasnie zwiazku
        > sypial bym z nimi.
        _______________________
        A czy nie lepiej jest wtedy zyc samemu, nie mieszajac innych w swoje życie. A
        zwłaszcza tych, którzy mają inny sposób wartosciowania, wrazliwosc i morale....

        ___________________

        > milosci,lekcewazenia,szacunku( tak jakbysmy sie pieprzyli z szacunku) itd,do
        > drugiej osoby, bo jedno z drugim ma nie wiele wspolnego.

        ___________________
        To tak pieprzymy się jak dwie świnki morskie? Bo ta jaka róznica?

        Widać, że mało wiesz na temat silnych miedzyludzkich więzi i relacji...Facet
        piszez kompletne durnoty! Zastanów sie nad swoim nieludzkim stekiem bredni, o
        ile ci twoja przycmiona wrażliwosc, na to pozwala...
        • shangri-la Bardzo słusznie prawisz ... 21.07.06, 14:27
          "czy nie lepiej jest wtedy zyc samemu, nie mieszajac innych w swoje życie. A
          zwłaszcza tych, którzy mają inny sposób wartosciowania, wrazliwosc i morale...."

          Lepiej z punktu widzenia tej uczciwej, a co za tym idzie wrażliwej i
          wartościowej strony konfliktu. Jednak mierzenie innych miarą własnego morale
          przynosi jedynie rozczarowania.
          Tak więc Twoje pytanie można sobie wrzucić do kosza z napisem "pobożne
          życzenia" lub/i czekać na spotkanie MĘŻCZYZNY , chociaż wokół tyle ZER...:)
          • jan_stereo Re: Bardzo słusznie prawisz ... 21.07.06, 16:47
            shangri-la napisała:

            > Lepiej z punktu widzenia tej uczciwej, a co za tym idzie wrażliwej i
            > wartościowej strony konfliktu.

            A dlaczego niby "lepiej" jesli mozna wiedziec ? I co ma uczciwosc wspolnego z
            wrazliwoscia jesli mozna zapytac,bo "co za tym idzie" mnie do tego pytania
            sklania, tak jakby oszust nie mogl byc rownie wrazliwy ?

            ps.Lepiej juz zyc z samym soba kiedy mialoby sie zyc z kims identycznym.
            • shangri-la Re: Bardzo słusznie prawisz ... 21.07.06, 16:58
              jan_stereo napisał:

              > shangri-la napisała:
              >
              > > Lepiej z punktu widzenia tej uczciwej, a co za tym idzie wrażliwej i
              > > wartościowej strony konfliktu.
              >
              > A dlaczego niby "lepiej" jesli mozna wiedziec ? I co ma uczciwosc wspolnego z
              > wrazliwoscia jesli mozna zapytac,bo "co za tym idzie" mnie do tego pytania
              > sklania, tak jakby oszust nie mogl byc rownie wrazliwy ?
              >
              > ps.Lepiej juz zyc z samym soba kiedy mialoby sie zyc z kims identycznym.



              Owszem , zależność istnieje .
              Nie ma wrażliwych oszustów, złodziei i morderców.
              Tak jak nie ma pozbawionych wrażliwości, cynicznych ale uczciwych ludzi.
              Dobro i zło stoją w sprzecznosci i nigdy nie sa komplementarne.
              A jeśli miałeś na myśli tzw MASKI, jakie zło lubi przybierać, to
              owszem.....pisałam o tym wielokrotnie na tym forum; manipulacja jest perwersją
              a "nieśmiały introwertyk" okazał się demonem....na szczęście tym razem
              publicznie, bo ja na jego temat zdanie miałam już dawna wyrobione.

              P.S. Tu przyznam Ci rację, życie "z kimś identycznym" było by po prostu nudne.
              Piękno uczucia i wartość związku to umiejętność rozwiązywania
              konfliktów...między innymi, oczywiście:)
              • jan_stereo Re: Bardzo słusznie prawisz ... 23.07.06, 00:42
                Wrazliwosc jest przeciez zdolnoscia odbierania rzeczywistosci, im wrazliwsza
                osoba tym wiecej szczegolow/niuansow dostrzega,ale przeciez nie wynika z tego
                ze jest ona automatycznie uczciwa/dobra.Przykladowo osoby z Zespolem Downa sa
                malo wrazliwe ( zazwyczaj tez uczciwe w swej prostocie) ale za to bardzo
                podatne na skrzywdzenie psychiczne,choc to ostatnie mylnie jest utozsamiane z
                wrazliwoscia.Co do zlodziejstwa,kradniemy dana rzecz bo jest w nas( zazwyczaj)
                silna pokusa posiadania tegoz, przykladowo osoba bardzo wrazliwa na punkcie
                muzyki klasycznej nie majaca pieniedzy kradnie plyte( mozna wymyslec tysiace
                innych przykladow),jest zlodziejem.
                Uwazam stad,ze istota bardzo zla moze byc tak samo wrazliwa jak i bardzo
                dobra,jedno drugiego zwyczajnie nie wyklucza....

                Pozdro
        • jan_stereo Re: Gdyby tak było zależy od twojej wrażliwości 21.07.06, 16:42
          witch-witch napisała:

          >A czy nie lepiej jest wtedy zyc samemu, nie mieszajac innych w swoje życie. A
          > zwłaszcza tych, którzy mają inny sposób wartosciowania, wrazliwosc i morale.

          inny sposob wartosciowania,wrazliwosci i morale,nie przeszkadza wcale by ta
          druga osoba byla wyjatkowo zadowolona z obcowania ze mna/kims,tak sie akurat
          wielokrotnie skladalo i nie mam zamiaru sie z tego spowiadac.

          >To tak pieprzymy się jak dwie świnki morskie? Bo ta jaka róznica?

          W scislym rozumieniu tego slowa nie potrzebuje odnosic sie do zadnych swinek
          morskich, "pieprzyc sie" to znaczy "pieprzyc sie", a nie milowac/zwiedzac/jesc
          itp.

          >Widać, że mało wiesz na temat silnych miedzyludzkich więzi i relacji...

          Kiedy te relacje o ktorych ja pisze sa przez to wlasnie silniejsze/zdrowsze.

    • on1168 Re: podwojne oblicze mezczyzny 21.07.06, 15:25
      > jestem bezprecedensowo wierna, uwazam zdrade za cos, co
      > definitywnie konczy moja relacje z druga osoba. moja zdrada, czy partnera - to
      > jest koniec.

      Mysle, ze tu lezy zrodlo problemu.
      Przyjelas zasade, ktorej dochowanie jest w miare latwe dla kobiet a
      ekstremalnie trudne dla niemal wszystkich normalnych facetow.
      Budowanie szczesliwego, dlugoletniego zwiazku w dzisiejszych czasach w oparciu
      o wymog absolutnej wiernosci jest nierealne. Z definicji skazujesz sie na serie
      nieszczesliwych zwiazkow trwajacych 2-3 lata. Mozliwe, ze seria babskich
      sztuczek jestes w stanie wymusic wiernosc na swoim facecie. Ale w dluzszej
      perspektywie nic na tym nie zyskasz i wydatnie zwiekszysz szanse na rozpad
      waszego zwiazku.
      Twoj facet, z czasem stanie sie coraz bardziej zamkniety w sobie, mrukliwy,
      nudny, apodyktyczny, nerwowy i drazliwy. Nie bedziesz go w stanie poznac.
      Bedziesz sie zastanawiac, co sie stalo z facetem, ktorego tak bardzo pokochalas.
      Za cene ekzekwowania nierealnego wymogu zniszczysz radosc swego zwiazku.
      Wtedy tu nie wytrzymasz. Uznasz, ze zwiazek sie wypalil, dolozysz do tego pare
      wyswiechtanych sloganow w celu wygodnego dla Ciebie wyjasnienia sobie sytuacji
      i wewnetrznie usprawiedliwiona wskoczysz z radoscia w ramiona innego faceta na
      2,3 lub 4 lata. i tak dalej i tak dalej.
      Jesli jest to normalny, fajny gosc, ktory Cie gleboko kocha(a chyba taki jest,
      tak przynajmniej wynika z Twojego opisu) to nawet jesli faktycznie z kilka razy
      go zniesie na bok to i tak nie bedzie to mialo zadnego wplywu na jego uczucia w
      stosunku do Ciebie. Nadal Cie bedzie bardzo kochal i predzej czy pozniej sam
      dojdzie do wniosku, ze to nie ma sensu. Odkryje, ze roznorodnosc sama w sobie
      tez nie daje szczescia i nie jest w stanie zastapic uczucia i wiezi. SAM
      podejmie decyzje o zaprzestaniu przygod, bo juz nie bedzie tego potrzebowal.
      Sprobuj nie oceniac faceta wedle swoich swietych i niewzruszonych zasad i wloz
      troche wysilku w zrozumienie jego psychiki i jego potrzeb. Zacznijcie naprawde
      rozmawiac o swoich odczuciach, a nie powtarzac sobie gladkie kwestie zaslyszane
      w TV lub przeczytane w poradnikach lub basniach o ksiezniczce i krolewiczu.
      Szanuj jego odmiennosc i nie probuj zmienic go w kobiete.

      pozdrawiam

      P.
      • shangri-la Amoralność wzajemna?:) 21.07.06, 15:39
        Kolejny przykład relatywizmu moralnego....
        Ciekawe , czy tacy nadpobudliwi seksualnie mężczyżni są równie wyrozumiali
        wobec swoich amoralnych partnerek?
        Zastanawiające , czy jest Wam, amoralni panowie obojętne, czyjemu dzidzusiowi
        daliście swoje nazwisko oraz to czy, kiedy i co przyniesie Wam" w prezencie"
        wasza amoralna partnerka z jej "wystepów gościnnych " w ramach "uzdrawiania
        relacji" w związku.....
      • witch-witch Re: Cien Magdaleny Wislockiej nadal dlugi 21.07.06, 15:47
        ...i te denne okreslenie kobiety "seria babskich sztuczek..." to tak jakby
        przekreślać kobietę jako istotę równą poziomowi mężczyznie. Bo 'baby' takie już
        są głupie bezmyślne, nie umieją zrozumieć co to za cudo natury ta chuć męska!
        Toć to szpinaczek, ktory małego Piotrusia Pana w mężczyznę zamienia... Toć to
        potrzeba zrozumieć szanować,przeczekać, a jakże chuć meska to takie cudo, które
        trzeba pielęgnować...ale nic wam po tym głupie wy baby! Wy nie wiecie co to
        znaczy chuć...Choć by Merlin Monroe rosół do stołu mu podawała to i tak
        jak 'głosik' chuci się odezwie, to jak na znak gwizdka, jak taki opetany pies
        poleci za pachnącą dupą samicy z sąsiedniego domu...widać tamte dupsko inaczej
        mu pachnie....Tak to jest wy głupie baby i nie próbujcie swoich babskich
        sztuczek, nic wam po tym....chuć to jest sprawa czysto meska...

        A tak z innej beczki pomyliłes się kolego. To zależy kogo człowiek w swoim
        zyciu spotka. Są zwiazki w których ludzie są sobie wierni całe swoje zycie...a
        męzczyzna to coś wiecej niz końcówka penisa, ale to trzeba miec chrakter albo
        się takim urodzić, widać wszystkim wam daleko do miana mezczyzny wy durne
        chłopy i nie próbujcie tu swoich sztuczek!!!
        • shangri-la Hih;) n/t 21.07.06, 15:54

        • bazylissa Re: Michaliny?! 21.07.06, 16:03
      • specjalista_okulista Re: podwojne oblicze mezczyzny 21.07.06, 20:04
        masz racje on1168. to znaczy masz czesciowa racje. staram sie usilnie zrozumiec
        jego psychike. wierz mi lub nie, ale robie wiele, zeby zmodyfikowac wlasny swiat
        wyobrazen, w ktorym mam mezczyzne na wlasnosc. jest jednak rzecz, z ktora nie
        potrafie sie pogodzic (nie potrafilabym raczej, bo wierze, WIERZE mu iz tego nie
        zrobil) - zdrada. nie jest to kwestia samych przekonan. to jest raczej
        wewnetrzne poczucie krzywdy, tak silne, ze nie pozwalajace czysto odbierac jego
        gestow, slow, szacunku, milosci, czy czegokolwiek, co by mi dawal "po fakcie".
        minelo juz troche czasu odkad dokonalam zabojczego (i lamiacego wszelkie zasady)
        odkrycia. przemysliwuje caly czas po pierwsze to, co zrobilam, po drugie to, co
        przeczytalam. dochodze do wniosku, ze zaufanie i wiara w jego SLOWO jest
        podstawa i tego sie musze trzymac, a poza tym, i to juz na pozniejszy czas -
        przemyslec sobie to, co napisales. co prawda trudno jest mi zaakceptowac swiat,
        w ktorym mezczyzna nie potrafi byc wiernym, ale z drugiej strony ZAKAZY i
        WYPYTYWANIA nie prowadza do nikad. jezeli ma mnie zdradzic - zrobi to i tak, a
        jezeli nie - po co uprzykrzac sobie i jemu zycie? moj boze - trudne jest zycie w
        zwiazku...zwlaszcza, kiedy sie nie jest idealna, rozumiejaca wszystko partnerka,
        tylko kobieta, ktora ma owszem wiele zalet, ale rowniez wszelkie babskie
        atrybuty, a wsrod nich tendencje do marzen o oddanym facecie (a jako partnera ma
        sie mezczyzne, ktory oprocz mnostwa cudownych cech ma charakter lovelasa).
    • yesamin Re: podwojne oblicze mezczyzny 22.07.06, 08:25
      Nie rozumiem, po co te dywagacje "kocha- nie kocha"? Chcesz się wyżalić na
      forum, tutaj niby "rozwiazać problem" z ostatecznym potwierdzeniem, że kocha i
      nic sie nie stało a jeśli nawet, to kocha i przymknij oko, bo źle myslisz i
      czujesz, nie masz prawa do swoich poglądów i uczuć, racja jest po jego
      stronie... He he he, wyraźnie chcesz zachować status quo a obecność forumowa ma
      cię w tym utwierdzić. Nawet kosztem zanegowania twojego prawa do bycia sobą i
      mienia własnych poglądów i oczekiwań... Wolna wola, słuchaj, co ci radzą
      forumowi faceci, co w realu siedzą pod pantoflem żony albo są niechcianymi
      nieudacznikami, a na forum wygłaszają sentencje z pozycji męskiej chuci,
      machismo itd... Jak dłużej ich posłuchasz, to skonczysz krochmąlac pościel i
      piekąc ciasteczka na intymne randki twojego faceta z różnymi babami!.. :)))
      Ale problem nie znajduje się na forum, tylko w twoim życiu. I jakbyś faktycznie
      chciała coś z tym zrobić, to byś po prostu wyśledziła - osobiście lub przez
      detektywa, co jest grane, i, znając prawde /ale tobie na tym wcale nie zależy/,
      szczerze opowiedziała faciowi, co wiesz i postawiła mu warunki czy jak tam
      uważasz. Ale ty wolisz mieć tego facia, jakikolwiek jest, i jednocześnie
      przekonanie o własnych wspaniałych zasadach moralnych i idealności waszego
      związku. I jeśli cos tu nie zagra, to wyprzesz to złe ze swoiadomości,
      usprawiedliwisz, zracjonalizujesz, a jak już stanie w twoich drzwiach jego
      kochanka, to oblejesz, małpę, kwasem solnym, bo to bezwstydnica, co zwiodła
      twojego jakże niewinnego Dziubusia i trzeba ją jak najszybciej przegonić, i
      znów wszystko będzie caca...
      • witch-witch Re: Siła sugestii... 22.07.06, 11:59
        To co pisze yesamin, to szczere i mądre uwagi pod adresem tego co piszesz.
        Łatwo ulegasz sugestii tanich facetów, którzy zawsze znajdą usprawiedliwienie
        dla swojej seksualności. Seksualność to nie tylko oznaka zdrowia człowieka, ale
        też i oznaka wielu innych wrecz problemow psychicznych człowieka. Seksualnośc
        moze być rekacją podobna do narkotyku, alkoholu i innych używek, ona daje tzw.
        kick...po którym na jakiś czas człowiek czuje się lepiej.Ale dlaczego potrzebny
        jest mu ten kick?



        Gdyby było tak, że seksualność to coś, co sie zaspakaja tu i wszędzie, gdzie
        popadnie, nie byłoby tyle CHORÓB, które atakują organizm człowieka. Gdyby to
        było tak jak zjedzenię pęczka pietruszki, czy udka kurczaka, to by się obyło
        bez komplikacji na ciele. Jednak natura człowieka mówi co innego, co innego
        mówi natura zwierzęcia, mojego kota, który zanim ją wysterylizowałam parał się
        z poprańcami z ulicy i obeszło się bez chorób, za to przyszły na swiat
        prześliczne kotki. Widocznie podczas rui organizm kota w jakiś sposób produkuje
        dodatkowe anty ciała, które niszczą bakterie i wirusy przenoszone z innego kota.

        Ale aż tak 'mądrze' nie jest widać z ludźmi. Do jednych z 4 przyczyn
        powstawania raka podaje się rozwięzłość seksualną. Organizm człowieka staje się
        bezbronny wobec wirusów i bakterii, jakie na sobie posiadają inni ludzie,
        których właściele nie odczuwają. Skolei zetknięcie się innych osób jest
        przyczyną infekcji.

        Wielu kobietom trudno jest znaleść partnera seksualnego, którego wisrusy są
        tak podobne, aby nie wywoływały infekcji. Porozmawiaj z kazda osobą ktora
        pracuje w służbie zdrowia i otarła się o temat wirusologii.
        Męzczyzna zdradzający to facet niebezpieczny! Dla zdrowia kobiety. Wiele kobiet
        latami zyjąc z takim i dzieląc madras, biega po lekarzach z powodu infekcji.
        Infekcje dzielą się również na różnego rodzaju, infekcje w zależności od
        wirusów i odporności organizmu na nie. Są infekcje wirusowe, które wiodą do
        sterylności kobiety, do powikłań w 'swietle' jajowodów itp. Ogólnie jest
        znanych ponad 50 chorób przenoszonych drogami płciowymi.

        I teraz odpwiedz sobie na pytanie, czy gdyby tak było wszystko 'okej', że
        męzczyzna jest 'bardziej potrzebujący seksualnie' według prawa natury, to czy
        byłoby aż tyle nieszczęść i chorób?Przecież gdyby to tak miało być, to natura
        by to sprytnie rozwiązała. Choroba to sposób mówienia ciała ...że coś nie jest
        tak jak powinno!

        Z tego co widzę to ty i tak jesteś bardziej sugestywna na uwagi durnych chłopów
        niz kobiet, ktore ci mówia jak sprawy wyglądają. Zyj sobie jak chcesz, tylko
        nie daj sobie wmówić męzkiej durnoty. Bo taki męzczyzna potrafi tak kobiecie
        mózg wyprać z rozsądku i zniszczyć osobowość.
        Moze odwaga i pewność siebie zawita ci kiedyś do głowy, ale nie daj sobie
        wmówić,że mezczyzna to istota bardziej seksualna, niz kobieta. Bo każdy
        człowiek w inny sposób sublimuje seksualność. I jak pogrzebać w życiorysie
        owych samców seksualnych, to widać tam masę nieprawidłowości wynikających ze
        zgrzytów w domu rodzinnym.....i dzieciństwa...ale to już inna historia, o
        której nie będę pisać.....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka