specjalista_okulista
20.07.06, 13:41
witam,
nie bywam czesto tu na forum, nie jestem osoba publicznie pioraca wlasne
brudy, jednak sytuacja, w ktorej sie znalazlam zmusza mnie do napisania
wlasnie tutaj, bo nie mam sie kogo poradzic/komu wygadac.
jestem z moim mezczyzna jakis czas (3 lata). mamy za soba mnostwo dobrych
chwil, darzymy sie miloscia, wzajemnym szacunkiem, wspolne zycie daje nam
satysfakcje. kazdy aspekt zwiazku jest na swoim miejscu (tak mi sie wydawalo
do niedawna)- relacje "domowe", relacje z moimi i jego znajomymi, zycie
seksualne. i wlasnie, tutaj chcialabym sie zatrzymac. zycie seksualne. biorac
sobie do serca zasade, ze mezczyzna porzebuje roznorodnosci w tej dziedzinie i
sama majac dosc mocno rozwiniete libido - nie mam oporow i robie z nim
wszystko, co przyjdzie nam do glowy. nie naleze do grupy pruderyjnych, czy
wstydliwych kobiet. moj partner zawsze mowil, ze bardzo docenia to, jak wiele
razem osiagamy w kwestii seksu, ze daje u wszystko o czym marzy (jest w tych i
nie tylko sprawach uderzajaco szczery). mowil, ze mezczyzna jest stworzony do
poligamii, ale okielznuje to, kiedy obieta ulatwia mu sprawe, bedac gotowa na
wiele. mowil...
teraz moja strona: jestem bezprecedensowo wierna, uwazam zdrade za cos, co
definitywnie konczy moja relacje z druga osoba. moja zdrada, czy partnera - to
jest koniec. nie jestem wzorem moralnosci, ale mam zasade, ze nigdy nie
dopuszcze do zdrady, a jezeli z jakiegos powodu przytrafi mi sie znajomosc na
boku - partner dowie sie o tym szybko i nie bedziemy mieli juz ze soba nic
wspolnego, bo taka sytuacja swiadczy o wypaleniu zwiazku. druga zasada mojej
"moralnosci" bylo zaufanie do partnera - bezwzgledne. ostatnio jednak w moim
umysle zagoscila mysl - czy aby na pewno on jest mi wierny (ma duze powodzenie
u kobiet, jest przystojny, zabawny, inteligentny)? wiec myk - zajrzalam na
jego gadu. a tam...rozmowy, z nieznajomymi - jedna: ze zdradza mnie, ale nie
powie mi, bo zalezy mu na mnie bardzo, a wie, ze zdrada to dla mnie koniec. ze
daje mu wiele satysfakcji seksualnej, ale mezczyzna potrzebuje odmiany, ktorej
nie moge mu dac w zaden sposob. potrzebuje po porostu wielu kobiet.
drugarozmowa z inna nieznajoma: umawianie sie "na numerek", wymienianie
fantazji seksualnych, mile, afirmujace slowa pod adresem jakiejs kobiety. do
tego jeszcze kilka malych - nic nie znaczacych normalnie sytuacji, ktore
jednak w tym swietle nabieraja nowego wymiaru. w tym wszystkim ja -
dowiadujadca sie tego w haniebny sposob, szpiegujaca (skad ta intuicja...a
moze glupia ciekawosc po prostu?). nie powiem mu, ze przegladam jego archiwa.
nie moge. to wstydliwe i wstretne. brzydze sie soba po czyms takim. a
jednoczesnie nie wiem, gdzie ja jestem? moze to wszystko po prostu takie
glupie rozmowy? meska potrzeba takich kontaktow, skoro prawdziwych nie moze
miec, to rekompensuje sobie w ten sposob?moze w ogole nie myslal nigdy o
prawdziwej zdradzie?rozmawialam z nim o tym w sposob taki, zeby nie osaczac
go. pytajac, czy kiedykolwiek mnie zdradzil z kims? proszac o szczera
odpowiedz. jego szczera odpowiedz brzmiala: "nie". staram sie uwierzyc. chce
mu ufac, na tym tylko moze sie opierac zwiazek. bez zaufania to wszystko na
nic. nie chce drazyc tego tematu, nie chce budowac w nim poczucia, ze go
nieslusznie oskarzam. skoro mowi, ze nie to nie - to oczywiste...tylko czy aby
na pewno?czy mam racje, starajac sie wbrew temu, co widzialam uwierzyc? dodam,
ze on ma dosc frywolna maniere rozmawiania z roznymi kobietami (jak twierdzi),
co biorac pod uwage probuje uwierzyc w jego "nie". boze...nie wiem co robic,
zupelnie nie wiem. tak bardzo sie kochamy, nie daje mi poczucia, ze jestem
mniej wazna, uwielbia mnie, przytula, spedza mnostwo czasu, rozmawia madrze,
szczerze, ciekawie, traktuje jak przyjaciela. nic sie nie zmienilo.
jednoczesnie mowi, ze ma swiadomosc mojego braku akceptacji roznych jego
znajomosci, dlatego woli mi o pewnych sprawach nie mowic. jak to wszystko
poukladac?czy taka pewna sprawa, wpisana w "podwojna moralnosc" (mniejszym
zlem jest nie mowic o zdradzie, bo "kocham ja") jest tez sypianie, pieszczenie
sie z inna kobieta?a moze te rozmowy to taki zart z tych nieznajomych? bo
internet jest anonimowy, moze gral kogos innego, niz jest "dla zabawy"?prosze
was, odpowiedzcie mi, zasugerujcie cos, chcialabym poznac rozne punkty
widzenia, bo sama jestem zagubiona i rozdarta miedzy ogromna miloscia, a
brakiem zaufania i poczuciem bycia oszukiwana...