IP: 62.233.138.* 01.11.01, 15:33
Z okazji, z której zapowstał nam w kraju kolejny długi weekend, mam zaszczyt
zainicjować następującą zabawę: gdyby Wam się tak przydarzyć miało rychłe
wyzionięcie ducha (tudzież zgon), jaką inskrypcję życzylibyście sobie umieścić
na Waszych nagrobkach?... :-)
Obserwuj wątek
    • Gość: Andrzej Re: Nagrobki IP: *.unl.edu 01.11.01, 17:59
      " Nigdy nie narodzony, nigdy nie zmarly. Przybyl z krotka wizyta na planete
      Ziemia".
      Andrzej.
    • Gość: Melba Pies IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.11.01, 18:41
      Na wojskowych Powązkach jest taki grób, który mnie zawsze wzrusza. To grób
      jakiegoś męzczyzny, a u jego "stóp" leży wyrzeźbiony śpiący pies. To
      najbardziej poruszające,z tego, co widziałam na cmentarzach.
      • Gość: Kreska Re: Pies IP: 10.129.132.* 02.11.01, 01:40
        Gość portalu: Melba napisał(a):

        > Na wojskowych Powązkach jest /.../ wyrzeźbiony śpiący pies.

        A w którym miejscu?
        Bywam tam od wielu lat, a nigdy nie spotkałam...
        Kreska

        • Gość: Melba Re: Pies IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.11.01, 11:53
          Wiesz, chodzę tam na pamięć, ale jeśli skręcisz z głównej alejki w prawo do
          Kamińskiego, to jest to ten rejon, chyba jeszcze kawałek za, następna alejka
          bodajże. Polecam, bo urocze.
          • Gość: Kreska Re: Pies IP: 10.129.132.* 03.11.01, 02:59
            Gość portalu: Melba napisał(a):

            > Polecam, bo urocze.
            Poszukam, dzięki
            Kreska

    • Gość: kwieto Re: Nagrobki IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.11.01, 20:54
      Zadnej inskrypcji, zadnego nagrobka. Zadnego pogrzebu.
      Pozostaje tylko pytanie, jak sie pozbyc ciala? :"))
      • Gość: Czart Re: Nagrobki IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 01.11.01, 21:04
        kwiat zmienil sie w brzoze biala
        lod w wiatr porywisty
        szlag trafil czarta
        slonecznik nigdy nie zakwitnie
        • Gość: renka Re: Nagrobki IP: *.sympatico.ca 02.11.01, 02:59
          Jakos o tym napisie nie myslalam wczesniej.Poniewaz chcialabym byc
          przechowywana w postaci popiolu w krysztalowej lub malachitowej malenkiej
          urnie, chyba najbardziej odpowiednia bylaby data urodzin i smierci,plus napis
          Renka, wyryte na zlotego koloru metalowej tabliczce.Przyznam, ze wolalabym
          krysztalowa urne, bo moglabym "patrzec ", a i ja bylabym "widziana".Chcialabym
          stac gdzies wsrod paproci, z dobrym widokiem na komputery.
          • Gość: Jolo Re: Nagrobki IP: *.bielsko.sdi.tpnet.pl 02.11.01, 03:13
            "Żyłem i kochałem razem z wami teraz żyjcie i kochacjie się sami"
      • Gość: EDWARDA Re: Nagrobki IP: 156.17.61.* 17.11.01, 12:57
        MÓJ POMYSŁ JEST TAKI -KREMACJA O POPIOŁY ROZSYPAĆ W MIEJSCU KTÓRE
        NAJBARDZIEJ UPODOBAŁAM ZA ŻYCIA-I KONIEC PROBLEMU KTO PÓJDZIE NA
        CMENTARZ ,ZA ILE POMNIK ,JAK MNIE KOCHAJĄ TO BĘDĘ W PAMIĘCI I NA
        RODZINNYCH ZDJĘCIACH.AMEN
    • Gość: Adam Re: Nagrobki IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 02.11.01, 08:46
      "Żyłem!!!"
    • Gość: dear Re: Nagrobki IP: 62.233.138.* 02.11.01, 09:58
      Heh. Ja też bym właściwie wolała bez pogrzebów, nagrobków, urn i takich tam
      (nekrofagi jakoś by sobie z ciałem poradziły), ale przecie rodzina i tak byłaby
      niezłomna. To jak już, na jakimś tam nagrobku bym chyba wybrała piosenkę Frania
      Sinatry:
      And now, the end is here
      And so I face the final curtain
      My friend, I'll say it clear
      I'll state my case, of which I'm certain
      I've lived a life that's full
      I traveled each and ev'ry highway
      And more, much more than this, I did it my way

      Regrets, I've had a few
      But then again, too few to mention
      I did what I had to do and saw it through without exemption
      I planned each charted course, each careful step along the byway
      And more, much more than this, I did it my way

      Yes, there were times, I'm sure you knew
      When I bit off more than I could chew
      But through it all, when there was doubt
      I ate it up and spit it out
      I faced it all and I stood tall and did it my way

      I've loved, I've laughed and cried
      I've had my fill, my share of losing
      And now, as tears subside, I find it all so amusing
      To think I did all that
      And may I say, not in a shy way,
      "Oh, no, oh, no, not me, I did it my way"

      For what is a man, what has he got?
      If not himself, then he has naught
      To say the things he truly feels and not the words of one who kneels
      The record shows I took the blows and did it my way!

      Yes, it was my way
      • Gość: fnoll a'propos franka IP: *.ds.uj.edu.pl 02.11.01, 18:51
        najbardziej mi odpowiada ten utwor w wersji sex pistols ;-)

        ale - zainspirowany frankiem mysle, ze rownie dobrym tekstem byloby:

        "nie rycz mala, nie rycz
        ja znam te twoje bajery
        twoje lzy kapia mi na koszule
        z napisem King Bruce Lee Karate Mistrz"

        mnie by wzruszyl taki napis na nagrobku

        nie rycz mala, nie rycz...

        a tak bardziej osobiscie - skonsultuje te sprawe z bliskimi, gdy juz czas bedzie bliski,
        a jesli mnie zaskoczy - coz, decyzja jest ich

        juz nie bede wtedy ta kwestia zbyt zaintersowany :-(

        panta rhei!

        fnoll
    • Gość: tomciob Re: Nagrobki IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 02.11.01, 10:58
      Choć krótko tu byłem
      Dobrze się bawiłem.
      :)
      • Gość: Kulka Re: Nagrobki IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.11.01, 19:56
        a jesli by mnie już pokarano nagrobkiem życzyłabym sobie: "i po co tu stoisz?
        żyj póki możesz :)"
    • Gość: sapcia Re: Nagrobki IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 03.11.01, 19:17
      Kim ja bylam - Ty jestas
      Kim ja jestem - Ty bedziesz
      • Gość: freand Re: Nagrobki IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 03.11.01, 20:01
        to haslo jest naprawde dobre,pelno optynizmu w nim i tak dalej.......ale czasem
        Uuuuu...za czyms dusza tesni,ciekawe czemu...?
        • Gość: ja Re: Nagrobki IP: *.ostrow-wielkopolski.sdi.tpnet.pl 04.11.01, 13:33
          wiecie....nie chciałabym aby na moim nagrobku widniało coś co już się stało,
          ale jakieś przyszłe w tym lepszym świecie marzenia, lub o tym lepszym
          Powiem Wam - zwizytowałam onegdaj grób mojego Wychowawcy i o zgrozo na grobie
          odczytałam: mgr taki to a taki... wybaczcie, ale to chyba nie miejsce!!!!!! No
          cóż - są takie i są takie ...są bardzo różne, jak to w moich "nowych" stronach
          mawiają!
          Pozdr
          • Gość: Kreska Re: Nagrobki i inne rozczarowania IP: 10.129.132.* 05.11.01, 01:49
            Gość portalu: ja napisał(a):

            > /.../ w tym lepszym świecie marzenia, lub o tym lepszym
            > /.../grób mojego Wychowawcy i o zgrozo na grobie
            > odczytałam: mgr taki to a taki...
            Ale dorastanie łączy się z bólem odkrywania, że, hmm... kura na talerzu to jest
            ten sam żółty kurczaczek biegający po podwórkach i kreskówkach, zdobiący
            koszyczki ze święconką, w którym kiełbasa, szynka, jaja, i - niewinny - chleb...
            Kreska
    • Gość: dike Re: Nagrobki IP: 195.216.121.* 05.11.01, 13:07
      W powodzi papierowych mądrości znalazłam kiedyś taką myśl, która,
      być może, nadawałaby się na nagrobek(?)
      "W martwych rękach trzymamy już tylko to, co daliśmy innym"
      • Gość: Una Re: Nagrobki IP: 62.233.128.* 05.11.01, 13:20
        "Popiół i diament" ktoś tam chodził po cmentarzu i na jednym z nagrobków
        przeczytał fajny napis... Kto pamięta? Męczy mnie to od rana!
        • Gość: Una Re: Nagrobki IP: 62.233.128.* 05.11.01, 13:42
          Już mam! Sama sobie odpowiem, mam nadzieję, że nic nie poplątałam:
          Przechodniu, byłem kim jesteś
          Będziesz kim jestem
          Módlmy się za siebie nawzajem

          Sapcia napisała wyżej coś b. podobnego
          • Gość: Z Re: Nagrobki IP: *.radio.com.pl 05.11.01, 15:42
            Wyczytałem kiedyś nekrolog w gazecie. Był opatrzony moim imieniem i nazwiskiem,
            a brzmiał:
            " Odszedł nasz największy przyjaciel Z..., po prostu człowiek"
            • Gość: Andrzej Kultura smierci IP: *.unl.edu 05.11.01, 15:51
              Oto kultura smierci i jej wyznawcy. Juz nawet nie wiedza skad ta cala idea
              umierania sie wziela. A moze by tak przestac umierac ? He ?
              Andrzej.
              • Gość: dike Re: Kultura smierci IP: 195.216.121.* 05.11.01, 16:03
                Gość portalu: Andrzej napisał(a):

                > Oto kultura smierci i jej wyznawcy. Juz nawet nie wiedza skad ta cala idea
                > umierania sie wziela. A moze by tak przestac umierac ? He ?
                > Andrzej.

                Chyba się nie da przestać umierać...
                Przez tę bramę trzeba przejść, czy się chce, czy nie...
                • Gość: Andrzej Re: Kultura smierci IP: *.unl.edu 05.11.01, 16:21
                  Piszesz CHYBA ? Wiec masz watpliwosci. Wiec tli sie w Tobie maly plomyk
                  nadzieji ? Nie uswiadamiasz sobie go, tylko czasami niesmialo przygladasz
                  sie sobie zyjacemu na zawsze. Przez ten portal smierci przechodzimy, bo
                  zapomnielismy juz, jak to bylo kiedys. Czy musimy ? CHYBA nie musimy,
                  popelniajac zbiorowe samobojstwo, bo tak nas nauczono, ze nie widzimy
                  poza ramami w ktore nas wstawia spoleczenstwo. Inni umieraja, wiec ja tez musze.
                  Moze nie musze ?
                  Pozdro, Andrzej.
                  • Gość: dike Re: Kultura smierci IP: 195.216.121.* 05.11.01, 16:35
                    To "chyba" bardziej dla formy, niż dla treści było..
                    A co rozumiesz pod pojęciem "ŚMIERĆ"? Bo może znowu okaże się, że stare pojęcia
                    - a każdy rozumie inaczej, i stąd niepotrzebne nieporozumienia...
                    Pozdrawiam.
                    • Gość: Andrzej Re: Kultura smierci IP: *.unl.edu 05.11.01, 16:49
                      Gość portalu: dike napisał(a):

                      > To "chyba" bardziej dla formy, niż dla treści było..
                      > A co rozumiesz pod pojęciem "ŚMIERĆ"? Bo może znowu okaże się, że stare pojęcia
                      >
                      > - a każdy rozumie inaczej, i stąd niepotrzebne nieporozumienia...
                      > Pozdrawiam.

                      Bylo jak bylo, poiedziale(a)s CHYBA. To sie liczy. Pierwszy impuls. Teraz
                      niejako przestraszony, niesmiale wycofujesz sie speszony swa butnoscia.
                      Nie chcesz chyba rozdzielic teraz slowo SMIERC na dwadziescia dwa tysiace
                      rodzajow. Dla mnie smierc znaczy zaprzestanie funkcjonowania podstawowch
                      funkcji organizmu i w konsekwencji zejscie z tego swiata.
                      Andrzej.
                      • Gość: Z Re: Kultura smierci IP: *.radio.com.pl 05.11.01, 16:58
                        Śmierć to koniec. Czego koniec? Dla każdego koniec czegoś innego, dla
                        wszystkich koniec tego samego. Czasami śmierć to Kostucha, czasami to objęcia
                        miłościwej nicości...

                        Możemy znów zastanawiać się czy umieramy naprawdę pozostawiając po sobie
                        cokolwiek, choćby tylko nagrobek bez pamięci...
                        Ale czyż nie możemy uszanować śmierci i pozwolić jej odejść...
                      • Gość: mariposa umierac czy nie umierac - oto jest pytanie... IP: 195.94.213.* 05.11.01, 16:58
                        a ja nie chcialabym nie umrzec...
                        • Gość: Z Re: umierac czy nie umierac - oto jest pytanie... IP: *.radio.com.pl 05.11.01, 17:18
                          Byle nie za szybko...
                        • Gość: Andrzej Re: umierac czy nie umierac - oto jest pytanie... IP: *.unl.edu 05.11.01, 17:21
                          Czy to znaczy ze nie kochasz zycia ? Jestem ciekaw jak mi odpowiesz na to
                          pytanie ?
                          Andrzej.
                          • Gość: Z Re: umierac czy nie umierac - oto jest pytanie... IP: *.radio.com.pl 05.11.01, 17:24
                            Kochać życie to jedno, a żyć wiecznie i widzieć jak umierają po kolei inne
                            osoby które się kocha, to drugie...
                            • Gość: Andrzej Re: umierac czy nie umierac - oto jest pytanie... IP: *.unl.edu 05.11.01, 17:36
                              Gość portalu: Z napisał(a):

                              > Kochać życie to jedno, a żyć wiecznie i widzieć jak umierają po kolei inne
                              > osoby które się kocha, to drugie...

                              Pomylka merytoryczna. Nie mozesz zalozyc swego zycia wiecznego z jednoczesnym
                              umieraniem innych.
                              Andrzej.
                      • Gość: dike Re: Kultura smierci IP: *.icpnet.pl 05.11.01, 20:04


                        > Nie chcesz CHYBA rozdzielic teraz slowo SMIERC na dwadziescia dwa tysiace
                        > rodzajow. Dla mnie smierc znaczy zaprzestanie funkcjonowania podstawowch
                        > funkcji organizmu i w konsekwencji zejscie z tego swiata.
                        > Andrzej.

                        (to podkreślenie jest moje - widzisz, nie czepiaj się "chyb"
                        No, to się zgadzamy, co do definicji...
                        Nie chcesz , mam nadzieję, powiedzieć, że Ciebie to "zejście z tego świata" nie
                        dotyczy?!!
                        Całkiem niezależnie od jakichkolwiek racji śmierć była, jest i pozostanie
                        wydarzeniem dramatycznym i głęboko smutnym, wydarzeniem, z którym trudno się
                        pogodzić, ale wydarzeniem, które NA PEWNO nas nie ominie.Jeśli ktoś tak
                        oczywistych realiów nie zauważa - jest po prostu albo głupcem albo hipokrytą
                        ( a może nawet razem...) Niewiadome jest tylko miejsce, które każdy z nas
                        zajmuje - kto przed kim...
                        Chrześcijaństwo nazywa śmierć wrogiem, każe myśleć o nadziei jej "zniweczenia",
                        mówi o "życiu wiecznym" - ale "PO" śmierci.
                        Pozdrawiam.
                        • Gość: kwieto Znowu to samo, czyli smierc cielesna a duchowa IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.11.01, 20:44
                          Andrzej, jesli masz na mysli wieczne zycie duszy - ok, jest to mozliwe, zgoda
                          (o ile dusza istnieje). Tyle, ze wtedy nie ma o czym dyskutowac, bo to jak
                          wyobrazamy sobie zycie po smierci (ciala) jest indywidualna sprawa kazdego z
                          nas.
                          Jesli masz na mysli zycie ciala, to Twoj poglad jest z mojego punktu widzenia
                          po prostu naiwny. Jak zalatwisz sprawe wypadkow drogowych? Jak zalatwisz chocby
                          sprawe odzywiania sie (bo aby cos zjesc, trzeba najpierw to cos ZABIC,
                          niezaleznie, czy mamy do czynienia z czlowiekiem, zwierzeciem, czy roslina)

                          Tezy:
                          1. Smierc nie jest straszna i dramatyczna - po prostu jest naturalna koleja
                          rzeczy, wiec nie widze powodu aby smierc traktowac smierc jako dramat, a np.
                          porod jako szczescie - z punktu widzenia cyklu zycia jest to wlasciwie to samo,
                          tak samo naturalne. (P.S. - jesli nie ma smierci, nie powinno byc tez narodzin,
                          starzenia sie - jak to wytlumaczysz?)
                          2. Smierc jest dobra spolecznie - uzmyslawia, ze wszystko przemija, zarazem
                          umarly zwalnia "miejsce" dla nowego pokolenia
                          3. Smierc jest dobra ekologicznie - aby cos moglo zyc, cos musi umrzec (rosliny
                          rosna dzieki nawozowi, ktory powstaje ze smiertelnych szczatkow wlasnie; za
                          roslinami idza pozostale organizmy zyjace)

                          Ergo: Smierc jest po prostu POTRZEBNA

                          Dopisek 1: Zdaje sie, ze nawet Bog nie mogl przeciwstawic sie smierci (casus
                          Jezusa) Bogowie (lub osoby traktowane jako bliskie umyslem boskosci, np. Budda,
                          Dalajlama) ktorzy istnieli na swiecie a nie byli tylko wytworem fantazji (np.
                          bogowie greccy) - wszyscy oni odeszli, umarli. Jak to wytlumaczysz? Nawet oni
                          umierali!

                          Dopisek 2: Jest takie opowiadnanie S.Lema "Kobyszcze" (w tomiku "Cyberiada"),
                          ktore co prawda jest o czym innym, ale zawiera pewna idee. Mianowicie
                          konstruktor Trurl (byt automatyczny, robot) udaje sie na cmentarz, porozmawiac
                          ze swoim zmarlym nauczycielem. Poniewaz obaj sa robotami okazuje sie, ze mistrz
                          po prostu uznal, ze juz zrobil to co mial zrobic, chce odpoczac - wiec
                          ZDECYDOWAL sie umrzec (czyli sam poszedl do grobu i sie po prostu wylaczyl).
                          Piekna alegoria przemijania...
                          • babcia-sapcia punkt widzenia cyklu zycia 06.11.01, 20:59
                            Gość portalu: kwieto napisał(a):


                            Tezy:
                            1. Smierc nie jest straszna i dramatyczna - po prostu jest naturalna koleja
                            rzeczy, wiec nie widze powodu aby smierc traktowac smierc jako dramat, a np.
                            porod jako szczescie - z punktu widzenia cyklu zycia jest to wlasciwie to samo,
                            tak samo naturalne. (P.S. - jesli nie ma smierci, nie powinno byc tez narodzin,
                            starzenia sie - jak to wytlumaczysz?)

                            Czy Kwieto w ogole zastanawia sie , co pisze?
                            Czy pisze, byle duzo? A moze przepisuje z ksiazki jakiejs madrej? Na temat zycia
                            na planecie?
                            Czy Kwieto powie to samo matce swojej, ojcu swojemu, (a w przyszlosci zonie albo
                            dziecku?)
                            Zamknac oczy i krzyczyc : nie boje sie.

                            Wszystko mozna podwazyc.
                            Wiecej czlowiek musi wierzyc niz rozumiec.
                            Wiecej ufac drugiemu niz byc go pewnym.
                            Ale mowic trzeba ze swojego punktu widzenia.

                            Zycze zdrowia.
                            Sapcia


                        • Gość: Andrzej Re: Kultura smierci IP: *.unl.edu 05.11.01, 20:46
                          Juz taki jestem dike, i nie popuszcze. Czy nie przyszlo Ci do glowy, ze
                          np. taki Adam i Ewa stworzeni byli ku zyciu wiecznemu, i tylko dzieki swej
                          ignorancji, obojetno co by to nie bylo, wybrali smierc, cierpienie i choroby ?
                          Nie jestem wcale pewny czy dobrze interpretujesz slowa Chrystusa i sprawe
                          zycia wiecznego. Nie potrafie zacytowac z pamieci, ale jesli nie zapomne
                          spojrze na odpowiednie slowa Chrystusa i odpowiednia interpretacje, swiadczaca
                          o tym, ze mowiac o zyciu wiecznym, mowil o zyciu fizycznym, a nie po smierci.
                          Widzisz, ja jestem z natury niedowiarkiem. Nie wierze w to, ze nie ma predkosci
                          wiekszych od predkosci swiatla. Ty pewnie powiesz, zem zmysly postradal.
                          Nie wierze tez w to, ze musimy umierac. Po co bylaby ta wola zycia w tym
                          momencie, jesli musi sie to wszystko zakonczyc. Jedyna rzecz w ktora tak
                          naprawde wierze, to to ze mamy nieograniczone mozliwosci egzystencji. Nie
                          moglbym sie zaczapkowac w NA PEWNO MUSIMY UMRZEC. Ja zwyczajnie nie uznaje
                          niewoli pod jakimkolwiek wezwaniem. Nawet jesli to kloci sie ze zdrowym
                          rozsadkiem. Zreszta coz to jest ten zdrowy rozsadek ? pamiec doswiadczen
                          naszych i innych ludzi, ktore wcale nie musza byc jedynymi, mozliwymi w calym
                          zbiorze doswiadczen dostepnych czlowiekowi ? I tak jest ze smiercia.
                          Idiotyczne wydaje mi sie stwierdzenie: ZAMIERZAM UMRZEC. Dlatego ja wybieram:
                          NIE ZAMIERZAM UMRZEC. A jesli tak czy inaczej umre, to bedzie to swiadczylo
                          tylko o mej glebokiej ignorancji na temat zycia samego.
                          pozdro, Andrzej.
                          • Gość: kwieto Re: Kultura smierci IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.11.01, 20:56
                            CHRYSTUS ROWNIEZ UMARL.

                            Tak na prawde, smierc jest w Ciebie wpisana juz od momentu narodzin. Z kazdym
                            dniem umieraja w Tobie dziesiatki komorek Twojego ciala. Cale zycie jest
                            procesem wolno postepujacej smierci (degradacji, jesli wolisz)

                            A mowienie, ze smierc ogranicza Twoja wolnosc jest smieszne. Rozumiem, ze
                            rowniez jedzenie ogranicza Twoja wolnosc (bo zmusza Cie do marnowania czasu na
                            posilek czy tego chcesz, czy nie), zalatwianie potrzeb fizjologicznych? Uczucia
                            tez sa ograniczeniem - w tym rowniez przyjazn, wiernosc, milosc...
                            Rozumiem, ze jako szczegolna perfidie, ktora Cie ogranicza traktujesz na
                            przyklad istnienie grawitacji, dzieki ktorej chodzisz po ziemi, a nie latasz w
                            powietrzu? No to umowmy sie, ze zdejmujemy to ograniczenie - stajemy sie wolni,
                            grawitacja nie istnieje. Otworz teraz okno, i polec sobie na maly spacer wsrod
                            chmur... Opisz jak wrazenia, Ja bez grawitacji czuje sie swietnie, jestem
                            nareszcie wolny i nieograniczony!
                            • Gość: Andrzej Re: Kultura smierci IP: *.unl.edu 05.11.01, 21:09
                              Gość portalu: kwieto napisał(a):

                              > CHRYSTUS ROWNIEZ UMARL.
                              >
                              > Tak na prawde, smierc jest w Ciebie wpisana juz od momentu narodzin. Z kazdym
                              > dniem umieraja w Tobie dziesiatki komorek Twojego ciala. Cale zycie jest
                              > procesem wolno postepujacej smierci (degradacji, jesli wolisz)
                              >
                              > A mowienie, ze smierc ogranicza Twoja wolnosc jest smieszne. Rozumiem, ze
                              > rowniez jedzenie ogranicza Twoja wolnosc (bo zmusza Cie do marnowania czasu na
                              > posilek czy tego chcesz, czy nie), zalatwianie potrzeb fizjologicznych? Uczucia
                              >
                              > tez sa ograniczeniem - w tym rowniez przyjazn, wiernosc, milosc...
                              > Rozumiem, ze jako szczegolna perfidie, ktora Cie ogranicza traktujesz na
                              > przyklad istnienie grawitacji, dzieki ktorej chodzisz po ziemi, a nie latasz w
                              > powietrzu? No to umowmy sie, ze zdejmujemy to ograniczenie - stajemy sie wolni,
                              >
                              > grawitacja nie istnieje. Otworz teraz okno, i polec sobie na maly spacer wsrod
                              > chmur... Opisz jak wrazenia, Ja bez grawitacji czuje sie swietnie, jestem
                              > nareszcie wolny i nieograniczony!

                              Smierc jest wpisana ? Moze i jest kwieto. Jestes tego pewny ? A nie uwazasz,ze
                              moznaby sie pokusic o WYPISANIE jej z mojego DNA ? A komorki to umieraja we mnie i
                              regeneruja sie nieustannie ( niektorzy mowia ze co 7 lat wszystko jest we mnie
                              wymienione). Oj, ten Twoj nie do dobicia materializm. O ile pamietam nie wierzysz
                              w Chrystusa, wiec po co zaczynasz tymi wielki literami ?
                              Jendrek.

                              • Gość: kwieto Re: Kultura smierci IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.11.01, 21:32
                                Nigdy nie twierdzilem, ze nie wierze w Chrystusa...

                                Natomiast moj post wyzej opisuje, dlaczego uwazam, ze smierc jest NIEZBEDNA i
                                POTRZEBNA. I nie ma w niej niczego tragicznego.
                                Zreszta tragizm przypisywany smierci tez jest wzgledny - dlaczego jako
                                tragedie, dramat uznajemy smierc czlowieka, a np. sciecie drzewa traktujemy
                                jako normalne? Pamietaj, ze zywimy sie smiercia - wszystkie potrawy jakie
                                zjadasz to konsumpcja smiertelnych szczatek, trupow...
                                • Gość: Andrzej Re: Kultura smierci IP: *.unl.edu 05.11.01, 21:53
                                  No juz przestan, bo schabowe dzisiaj mam....
                                  Kwieto, na Twoj chlodny, niezaprawiony rozum: jaki jest cel, jesli wogole,
                                  naszej egzystencji ? Tylko nie pisz mi, zeby godnie przezyc zycie i byc dobrym.
                                  Jandrzej.
                                  • Gość: kwieto Re: Kultura smierci IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.11.01, 22:12
                                    Cel biologiczny - przetrwac, przedluzyc gatunek
                                    Cel duchowy, metafizyczny - zadnego.

                                    Ja osobiscie mam zamiar cieszyc sie tym, ze zyje i nie musze do tego wymyslac
                                    sobie jakichs abstrakcyjnych celow.
                                    Wlasciwie to mysle, ze pytanie o sens zycia jest bez sensu.

                                    Jaki jest sens tego, ze niebo jest niebieskie?
                                    Jaki jest sens tego, ze woda jest mokra?
                                    Jaki jest sens tego, ze morze jest slone?

                                    Pytanie o sens zycia jest ta sama kategria co pytania powyzsze.

                                    Do czego jest Ci potrzebny jakikolwiek sens w zyciu?
                                    Bo inaczej bedziesz zagubiony, wyskoczysz z ustalonych torow egzystencji i nie
                                    bedziesz wiedzial co robic? Wierz mi, to naprawde wspaniale uczucie byc
                                    zagubionym jesli chodzi o sens zycia - nagle otwiera sie tyle mozliwosci!
                          • Gość: Andrzej Do kwieto IP: *.unl.edu 05.11.01, 21:03
                            Nie przedstawie Ci kwieto scenariusza, co bedzie gdy przestaniemy umierac.
                            Prawdopodobnie potrzeba posiadania dzieci zejdzie na margines, gdyz nie bedzie
                            juz potrzeby potrzymywania gatunku. Nigdy nie spotkalem zadnego z obroncow
                            naszej fizycznej niesmiertelnosci mowiacego o czlowieku NIE DO DOBICIA.
                            To nie ma tak wygladac, ze gilotyna nie zetnie lba nikomu, ani ze samochod
                            nie zrobi nikomu garazu. Bedzie zawsze mozliwosc "polozenia sie" do grobu
                            jak owe roboty. Przyznam sie ze mam klopot z tym aspektem niesmiertelnosci,
                            w szczegolnosci, ze teoretycy czystej fizycznej niesmiertelnosci nie uznaja
                            duszy ludzkiej, ktora mialaby przetrwac np. smiertelny wypadek czy cos w tym
                            stylu. Ale moze jest cos, co poznawalne byloby dopiero po osiagnieciu
                            niesmiertelnosci.
                            PS. A co mnie bogi obchodza. Nie chcieli zyc to umarli, hihihi.
                            Pozdro, Andrzej.
                            • Gość: kwieto Od kwieto IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.11.01, 22:07
                              No ale wracam jak pijak do plota z tematem jedzenia - aby zyc, musisz cos
                              usmiercic - jak to pogodzic??

                              No i napisales: "a co mnie bogi obchodza. Nie chcieli zyc to umarli"
                              Mozesz mi odpowiedziec na pytanie, do czego wlasciwie jest Ci potrzebna
                              cielesna niesmiertelnosc? Bo rozumiem, ze Ty w przeciwienstwie do bogow chcesz
                              zyc?
                              Dlaczego kurczowo trzymasz sie zycia?

                              Dla mnie smierc jest po prostu kolejnym elementem pewnego procesu - dlatego nie
                              chce nagrobka i napisu na nim, bo tak jak kiedys nie istnialem, tak kiedys nie
                              bede istnial - jest to normalna kolej rzeczy. Dlaczego mialbym ta mala
                              iskierke, jaka jest moje zycie, probowac utrzymywac wiecznie? Nie jest to wyraz
                              mojej pychy?

                              No i ciekawe jest rozumowanie "wygnania z raju" - czlowiek byl niesmiertelny, i
                              zostal ukarany za przewinienia smiertelnoscia. Nie uwazasz, ze jest to swego
                              rodzaju ponizanie sie? No bo jesli jestem smiertelny za kare, to znaczy ze
                              jestem "gorszy" od... no wlasnie. Od czego wlasciwie?

                              No i (trzymamy sie konwencji Chrzescijanskiej) dlaczego Bog, ktory jest tak
                              milosierny, byl az tak okrutny, ze kazal umierac miliardom ludzi za blad
                              popelniony przez jedna osobe??? To sie kloci z pojeciem Boga
                              1. Sprawiedliwego (kara jest niewspolmierna do winy),
                              2. Milosiernego (no bo nie wybaczyl przewinienia)

                              Za duzo luk w tym rozumowaniu..

                              Nie odpowiedziales jak Ci sie zyje po zanegowaniu grawitacj! :")))
                              • Gość: Andrzej Re: Od kwieto IP: *.unl.edu 05.11.01, 22:25
                                Nie trzymam sie az tak kurczowo zycia, ale je lubie i chyba to naturalne, jesli
                                mysle o jego przedluzeniu, chocby w nieskonczonosc. Ty tez je lubisz, ale
                                dlaczego tak kurczowo, bez walki oddajesz je ziemi ?
                                A co z ta antygrawitacja ? Nic mi nie przychodzi do glowy.
                                Powiedz mi kwieto, jakbys zareagowal na wiadomosc, ze jutro umierasz ?
                                Andrzej.
                                • Gość: kwieto Re: Od kwieto IP: *.ipartners.pl 05.11.01, 23:13
                                  Jesli oddaje zycie ziemi, ciekawe jak moge to robic "kurczowo"? Kurczowo rezygnowac?
                                  Troche bez sensu, nie uwazasz?
                                  No ale to tylko czepianie sie slowek...

                                  Na wiadomosc, ze jutro umieram zareagowalbym nijak. Pewnie zadzwonilbym do paru
                                  znajomych zeby sie pozegnac, Postaral sie poukladac, skonczyc pewne sprawy, aby moi
                                  bliscy nie mieli klopotow z pochowaniem mnie, przejeciem odpowiedzialnosci za pewne
                                  rzeczy. Czyli zaczalbym po sobie sprzatac.

                                  Ja nie rezygnuje z zycia - po prostu uwazam, ze jesli mam umrzec to i tak umre, wiec po co
                                  sie przejmowac? A czepianie sie idei niesmiertelnosci (cielesnej) jest po prostu stresujace

                                  • Gość: Andrzej Re: Od kwieto IP: *.unl.edu 05.11.01, 23:22
                                    Zastanawiam sie kwieto, skad ten lodowaty charakter i brak emocji.
                                    Czy moglbys tez zabic, no bo co to zaproblem oddac cialo ziemi ?
                                    Andrzej.
                                    • Gość: kwieto Re: Od kwieto IP: *.ipartners.pl 05.11.01, 23:52
                                      Dlaczego brak emocji i lodowaty charakter? Wlasnie brak emocji i kamienna maska to wynik
                                      marzen o niesmiertelnosci. Bo jesli na niesmiertelnosc mam sobie zasluzyc, nie bede sie
                                      zachowywal jak czlowiek, nie bede sie cieszyl zyciem, a raczej "robil to co powinienem" aby
                                      uzyskac niesmiertelnosc. Brrr - to takie nieludzkie!

                                      Argumentu o zabijaniu nie rozumiem - jest zupelnie nie trafiony. To ze kazdy kiedys umze, i
                                      ze to normalne, nie oznacza ze nalezy mu w tym pomagac, nieprawdaz? No i co innego
                                      smierc "naturalna", a co innego smierc zadana przemoca, gwaltem. Bo w morderstwie nie
                                      chodzi o smierc, a sposob w jaki ona przyszla - jako wynik przemocy i agresji.

                                      Natomiast mam jeszcze jedno pytanie.
                                      Bo wyszlo mi, ze kazda wizja dotyczaca niesmiertelnosci - czy duchowej (niebo,
                                      reinkarnacja), czy cielesnej (to co proponujesz Ty) zaklada w pewien zawoalowany sposob,
                                      ze zycie na ziemi sklada sie glownie z cierpienia, przechodzenia roznego rodzaju "prob",
                                      "sprawdzianow" - innymi slowy: "zycie doczesne to pasmo cierpienia" podporzadkowane
                                      wyzszemu celowi jakim jest doskonalosc, czy zbawienie. Czy naprawde tak uwazasz? Nie
                                      znajdujesz niczego wspanialego, pieknego w zyciu jako takim?????
                                      • Gość: Andrzej Re: Od kwieto IP: *.unl.edu 06.11.01, 22:05
                                        Oczywiscie, ze widze piekno w tym zyciu. Stad cala masa technik, jakie ludzie
                                        powymyslali, zeby z jednej strony zrobic je jeszcze piekniejsze a ponadto,
                                        uczynic to zycie wiecznym, badz tu na ziemi, poprzez niesmiertelnosc, lub
                                        poprze kolejne wcielenia, ktore sluzyc maja "oczyszczeniu".
                                        Ty kwieto albo nie dostrzegasz, ze to zycie, dla wiekszosci jest cierpieniem,
                                        albo nie chcesz tego widziec. Dlatego u Ciebie wszystko jest tak ladnie
                                        poukladane. Tobie sie poprostu udalo. I to bez wzgledu na to, czy pracowales
                                        nad tym, czy zwyczajnie sie takim urodziles. Dla mnie pozostanie to
                                        niezrozumialym, jak mozna kochac zycie a jednoczesnie miec gdzies, kiedy sie
                                        ono skonczy. Twoja postawa przypomina mi bardzo taoistyczne podejscie do zycia
                                        i smierci. Akurat mam pewien fragment przed soba. Taoisci twierdza, ze czlowiek
                                        nie umiera, tylko transformuje sie w inne obszary... taoisci ucza ze koniec
                                        czlowieka jest powrotem do Wielkiej Rzeczywistosci. Rowniez Einstein zapytany
                                        czy boi sie smierci, odpowiedzial: "Nie, nie boje sie, poniewaz czujac sie
                                        calkowicie zlaczony z zywa i nieozywiona przyroda, nie ma dla mnie znaczenia
                                        czy jestem zywy, czy tez nie". Czy Ty myslisz podobnie kwieto ? czy jeszcze
                                        inaczej ?
                                        Pozdro, Andrzej.
                              • Gość: dike Re: do kwieto IP: *.icpnet.pl 05.11.01, 22:29

                                > No i (trzymamy sie konwencji Chrzescijanskiej) dlaczego Bog, ktory jest tak
                                > milosierny, byl az tak okrutny, ze kazal umierac miliardom ludzi za blad
                                > popelniony przez jedna osobe??? To sie kloci z pojeciem Boga
                                > 1. Sprawiedliwego (kara jest niewspolmierna do winy),
                                > 2. Milosiernego (no bo nie wybaczyl przewinienia)
                                Chrześcijański Bóg powiedział: Możesz.
                                Dał gotową instrukcję, jak żyć. Ale powiedział: możesz wybrać dobro, albo zło.
                                Ale tak naprawdę, to co chcesz udowodnić, Kwieto?
                                Bo Andrzej - to , że sam brak zgody na śmierć zwolni go od niej. A Ty?
                                Pozdrawiam, życzę spokojnej nocy.
                                • Gość: kwieto Re: do kwieto IP: *.ipartners.pl 05.11.01, 23:18
                                  Ze prosta negacja smierci, oraz wizja niesmiertelnosci cielesnej jako takiej sa bardzo naiwne.
                                  Ze w samej idei niesmiertelnego czlowieka (i utraty niesmiertelnosci) jest mnostwo
                                  sprzecznosci nie do pogodzenia.

                                  Co do wybierania dobra lub zla, moglbym tez sie poklocic (uwazam, ze nie ma czegos
                                  takiego jak bezwzgledne, absolutne dobro lub zlo, ze wszystko zalezy od subiektywnej
                                  oceny), ale to juz temat na inna pogawedke, bez zwiazku z tematem...
                                  • Gość: renka odpad IP: *.sympatico.ca 05.11.01, 23:40
                                    Czlowiek z racji posiadania rozumu kieruje zyciem innych stworzen.W ludzkim
                                    rozumie zawarta jest teoria ludzkiej niesmiertelnosci.Umieranie , zabijanie,
                                    smierc oznacza tylko przejscie jednej formy energii w druga.Zycie sie
                                    skonczylo, energia przemian chemicznych sie wyczerpala, pozostal produkt
                                    odpadowy, ktory trzeba ZUTYLIZOWAC.W ogniu , w ziemi,lub w wodzie.
                                    • Gość: kwieto Re: odpad IP: *.ipartners.pl 05.11.01, 23:43
                                      Gość portalu: renka napisał(a):

                                      > Czlowiek z racji posiadania rozumu kieruje zyciem innych stworzen.

                                      To zdanie mi sie bardzo nie podoba. :(
                                      • fnoll cialo to sacrum a nie odpad 16.11.01, 19:01
                                        w czasach, gdy krewni obmywali sami ciala swych zmarlych bliskich i asystowali
                                        im w drodze do grobu czy na stos, bylismy pod wzgledem kultury umierania
                                        bardziej cywilizowani niz dzis, gdy konczymy swe zycie w obcych, sterylnych
                                        murach szpitala, chowani potem wstydliwie w czarne worki

                                        ale - kulture tworzymy my sami, i nasza wola nie jest bez znaczenia w tym jak
                                        MY zachowamy sie wobec swoich odchodzacych bliskich, a czasem nieznajomych

                                        pzdr

                                        fnoll
                                        • Gość: Kreska Re: śmierć to przerastające nas sacrum IP: 10.129.132.* 17.11.01, 00:11
                                          fnoll napisał(a):

                                          > ale - kulture tworzymy my sami, i nasza wola nie jest bez znaczenia w tym jak
                                          > MY zachowamy sie wobec swoich odchodzacych bliskich, a czasem nieznajomych
                                          To sedno tematu.
                                          Ja mam silne i ważne przeżycia, ale nie opowiem o nich, bo bardziej mnie dotyczą
                                          i bardzij sa wstydliwe niż uprawianie seksu, o którym też trudno mówić. Mogę
                                          opowiedziec natomiast i urodzeniu dziecka - ale to nikogo nie interesuje. Jak to
                                          początki.
                                          Ciekawa gradacja trudności
                                          • Gość: Toi Re: śmierć to przerastające nas sacrum IP: *.cm-upc.chello.se 17.11.01, 01:10
                                            Gość portalu: Kreska napisał(a):

                                            > Ja mam silne i ważne przeżycia, ale nie opowiem o nich, bo bardziej mnie dotycz
                                            > ą
                                            > i bardzij sa wstydliwe niż uprawianie seksu, o którym też trudno mówić. Mogę
                                            > opowiedziec natomiast i urodzeniu dziecka - ale to nikogo nie interesuje. Jak t
                                            > o
                                            > początki.
                                            > Ciekawa gradacja trudności

                                            Kresko, dlaczego uwazasz, ze to nikogo nie interesuje? (A czy blizniaczki i w
                                            domu? :)))
                                            Poza tym, jesli dobrze Cie zrozumialam z gradacja trudnosci, to mowienie o seksie
                                            powinno byc najprostsze. :)
                                          • Gość: fnoll śmierć nie zawsze nas przerastała IP: 195.150.224.* 17.11.01, 13:04
                                            przecież nie zawsze mieliśmy takie trudności z byciem wobec umierania jak dziś,
                                            niektóre inne, istniejące dziś kultury, zapewne radzą sobie z tym lepiej od nas,
                                            także nie jesteśmy skazani na "ucieczkę przed śmiercią"

                                            sami, własnym wysiłkiem, możemy się przyczynić do odbudowania kultury umierania w
                                            polsce - osobiście porządkując sobie problematykę przemijania, starając się
                                            zachować dojrzale wobec osób, które odchodzą, i mając w głowie, że dla nas czas i
                                            choroba są równie nieubłagane

                                            choćby w taka kwestia o której mówi przyslowie że "starych drzew sie nie
                                            przesadza" - czyli docenienie, jak ważne jest dla starszej osoby spędzenie
                                            ostatnich lat życia w znajomym jej miejscu, wśród bliskich

                                            albo rozmawiając o śmierci - ucząc się o niej rozmawiać tak samo właśnie, jak
                                            uczymy rozmawiać się o seksie, przełamując własne lęki i zahamowania

                                            pzdr

                                            fnoll
                                            • Gość: kwieto Re: śmierć nie zawsze nas przerastała IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.11.01, 13:11
                                              Ja sie tu upre (upiore?) przy swoim pogladzie - dla mnie smierc jest tak samo
                                              potrzebna jak zycie. Unikanie rozmow o smierci, przemijaniu - a dlaczego
                                              wlasciwie? Wszyscy kiedys umzemy, wszyscy kiedys sie narodzilismy - dlaczego
                                              wiec o narodzinach mowi sie z radoscia, a smierc traktuje jako temat tabu?
                                              Kultura smierci? Mi sie to pojecie kojarzy z jakims specjalnym podejsciem do
                                              instytucji smierci. A nie wystarczy po prostu zwykle przyjecie smierci do
                                              wiadomosci? Bez specjalnego wychwalania, bez specjalnego potepiania?
                                              • Gość: fnoll Re: śmierć nie zawsze nas przerastała IP: 195.150.224.* 17.11.01, 13:51
                                                Gość portalu: kwieto napisał(a):

                                                > A nie wystarczy po prostu zwykle przyjecie smierci do
                                                > wiadomosci? Bez specjalnego wychwalania, bez specjalnego potepiania?

                                                pewnie, pewnie, ale:

                                                przyjac do wiadomosci mozna na rozne sposoby - i to jest wlasnie ta kultura
                                                a to przyjecie moze wyrazic sie w roznym postepowaniu - i to jest kultura w akcji

                                                mozna przyjac do wiadomosci smierc jako kare za grzech pierworodny na przyklad i
                                                zwloki oraz starzenie postrzegac jako obrzydliwa koniecznosc - ktora trzeba
                                                maksymalnie shigienizowac (biale sciany, biale przescieradla, sterylne czarne
                                                worki, specjalni ludzie najeci do mycia zwlok)

                                                no nie?

                                                w naszej kulturze nad grobami sie placze - a tacy zydzi poza odmawianiem modliwtw
                                                zalobnych na nagrobku takze ucztuja (!) wspominajac zmarlego w atmosferze radosci
                                                zycia

                                                takze jest wiele mozliwych rytualow wokol starzenia sie, choroby i odchodzenia z
                                                tego swiata

                                                ale kto ich uczy? z kim je wypelniac? nie wystarczy zmiana naszego osobistego
                                                stosunku wobec smierci - musimy jeszcze uzgodnic z innymi jak zachowamy sie wobec
                                                chorego, starzejacego sie czy umierajacego czlowieka, bliskiego lub nieznanego

                                                dlatego pisze o "kulturze umierania" - zbiorze spolecznych zachowan wobec
                                                przemijania ludzkiego zycia i nagle konczacych go wypadkow

                                                taki przyklad: nie wiem jak to jest na pewno, ale dzis nie tylko godzimy sie na
                                                oddanie naszych ciezko chorych i umierajacych bliskich w rece obcych ludzi (bo
                                                przeciez maja im pomoc!), ale, byc moze, jestesmy do tego nawet zmuszeni

                                                zdziwienie wywoluja w nas cyganskie rodziny koczujace przed szpitalem gdy jeden z
                                                ich bliskich lezy w srodku - a jednak oni w tym momencie sa dla mnie bardziej
                                                ludzcy niz my, wracajacy do swych domow w takiej sytuacji

                                                ze cos sie zmienia to widac po zmianach w "rytuale" hospitalizacji malych dzieci,
                                                kiedys oczywistym bylo, ze rodzice zostawiaja swe chore dzieci w szpitalu - dzis
                                                w wielu szpitalach moga juz pozostac caly czas z nimi

                                                moze kiedys podobnie bedzie z osobami starszymi, ze nie bedziemy ich wyrywac z
                                                ich ziemi "dla ich dobra", ale rozwinie sie opieka domowa lub mozliwosc
                                                ustawicznego towarzyszenia im w szpitalu

                                                jasne, ze tu musi isc rownolegle zmiana w mentalnosci ludzi ze zmiana instytuacji

                                                moze kiedys upadna zaklady pogrzebowe i na powrot sami bedziemy myc, ubierac i
                                                chowac swych zmarlych bliskich?

                                                pzdr

                                                fnoll
                                                • dike do Fnolla 17.11.01, 14:13

                                                  Dobrze, ze sa tacy ludzie, jak Ty.:)

                                                  Wlasciwie to chcialam cos jeszcze napisac, ale...jest taki maly klawisz "delete"

                                                  Niech zostanie tyle.
                                                  Pozdrawiam

                                                  • Gość: fnoll do dike IP: 195.150.224.* 17.11.01, 14:23
                                                    dobrze ze sa tacy ludzie jak Ty - wrazliwi na takie tematy

                                                    pozdrawiam! :-)))))

                                                    fnoll

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka