Dodaj do ulubionych

Miliardy miejsc...

19.02.03, 08:08
Przeczytałam dzisiaj ładną rzecz. W dzisiejszej Polityce jest wywiad z
Krystyną Koftą, która mówi o swojej ciężkiej chorobie i "oswajaniu się" ze
śmiercią. "Siedzimy tu teraz obie w jednym miejscu świata. Nie ma nas w
miliardach innych miejsc. Nasza śmierć oznaczałaby tylko tyle, że nie będzie
nas w tym jeszcze jednym". Co wy na to?
Imaginom różnej maści i innym prostowaczom ścieżek ludzkich dziekujemy:-)

carduus
Obserwuj wątek
    • kamfora Re: Miliardy miejsc... 19.02.03, 08:16
      carduus napisała:

      > Imaginom różnej maści i innym prostowaczom ścieżek ludzkich dziekujemy:-)

      ?????
      • carduus Re: Miliardy miejsc... 19.02.03, 08:24
        No bo on mnie przezywa... To ja nie chcę. Nie lubię. Jego do daskusji nie
        zapraszam.

        carduus
        wychowanka sywilizacji smierci
        tak na mnie mówi:-(((
    • Gość: ryba Re: Miliardy miejsc... IP: *.blueyonder.co.uk 19.02.03, 10:39
      carduus napisała:

      > Przeczytałam dzisiaj ładną rzecz. W dzisiejszej Polityce jest wywiad z
      > Krystyną Koftą, która mówi o swojej ciężkiej chorobie i "oswajaniu się" ze
      > śmiercią. "Siedzimy tu teraz obie w jednym miejscu świata. Nie ma nas w
      > miliardach innych miejsc. Nasza śmierć oznaczałaby tylko tyle, że nie będzie
      > nas w tym jeszcze jednym". Co wy na to?
      > Imaginom różnej maści i innym prostowaczom ścieżek ludzkich dziekujemy:-)
      >
      > carduus

      postanowilem odpisac, chociaz zupelnie nie wiem o co chodzi. Wiem tylko ze
      Imagine-owi jest przykro, poniewaz mysle ze to jego temat. On by to najlepiej
      wytlumaczyl ale skoro nie chcesz zeby sie wypowiadal, wiec postaram sie to
      zrobic za niego.
      No wiec tak, zeby te miliardy miejsc odwiedzic, to trzeba sie przeniesc do 21
      wymiaru ( Imagine wie jak!!! ) a jak juz tym podrozowaniem sie znudzisz to
      wracasz do miejsca w ktorym zdecydowales ze jest najlepiej ducha wyzionac. w
      miedzy czasie robisz plany zeby inni Cie przeniesli do miejsca z gory przez
      Ciebie upatrzonego i zaplaconego ktory nazywa sie grobem. No i wtedy znowu
      zaczyna sie ta meczaca podroz w 21 wymiarze...albo w 22, myli mi sie to
      troche...
      • carduus Re: Miliardy miejsc... 19.02.03, 11:53
        No cóż, niedokładnie o to mi chodziło, ale nie szkodzi.
        A Imagine chyba nie powinieneś sie tak przejmowąć. Jemu nigdy nie jest przykro.
        On jest PONAD.
        :-)))
        carduus
        • Gość: Imagine Re: Miliardy miejsc... IP: *.unl.edu 19.02.03, 16:59
          carduus napisała:

          > No cóż, niedokładnie o to mi chodziło, ale nie szkodzi.
          > A Imagine chyba nie powinieneś sie tak przejmowąć. Jemu nigdy nie jest
          przykro.
          >
          > On jest PONAD.
          > :-)))
          > carduus
          Jestem OBOK, gdyz nic tak naprawde nie istnieje KOSZTEM i PONAD czyms.
          Moj komentarz do wypowiedzi Pani Kofty: oczywiscie jestem przeciwko temu co
          mowi. To katastrofizm. Nie tylko to co mowi, ze po zgasnieciu nie bedzie jej
          jeszcze w tym jednym miejscu, jest nieprawda, ale i caly jej swiatopoglad
          jest zwyklym, lokalnym rozumieniem egzystencji. Pani Kofta egzystuje w kazdym
          punkcie tego Universe i nic sie nie zmieni w jej kondycji, po jej zgasnieciu.
          Problem jaki ma Pani Kofta wymika z utozsamiania sie z cialem fizycznym, co jest
          niestety powszechnym zjawiskiem, wynikajacym ze zwyklej ignorancji i braku
          odpowiedniej, duchowej edukacji.
          Teraz do Ciebie Carduus. Nadstawiam polika jednego i drugiego. Jak Ci moze to
          pomoc, wyrznij mnie z calej sily. Prosze o wybaczenie.
          Pozdr, Imagine.
          • carduus Re: Miliardy miejsc... 20.02.03, 08:05
            Gość portalu: Imagine napisał(a):


            > Jestem OBOK, gdyz nic tak naprawde nie istnieje KOSZTEM i PONAD czyms.

            ****************

            Tak masz rację. Pisząc PONAD miałam na mysli OBOK. Bez wartościowania.

            > Moj komentarz do wypowiedzi Pani Kofty: oczywiscie jestem przeciwko temu co
            > mowi. To katastrofizm. Nie tylko to co mowi, ze po zgasnieciu nie bedzie jej
            > jeszcze w tym jednym miejscu, jest nieprawda, ale i caly jej swiatopoglad
            > jest zwyklym, lokalnym rozumieniem egzystencji. Pani Kofta egzystuje w kazdym
            > punkcie tego Universe i nic sie nie zmieni w jej kondycji, po jej zgasnieciu.
            > Problem jaki ma Pani Kofta wymika z utozsamiania sie z cialem fizycznym, co
            jes
            > t
            > niestety powszechnym zjawiskiem, wynikajacym ze zwyklej ignorancji i braku
            > odpowiedniej, duchowej edukacji.
            ****************
            Widać dla Pani Kofty to nie jest żaden problem. Jest ze swoim katastrofizmem
            całkiem szczęsliwa.

            > Teraz do Ciebie Carduus. Nadstawiam polika jednego i drugiego. Jak Ci moze to
            > pomoc, wyrznij mnie z calej sily. Prosze o wybaczenie.
            *******************
            Nie rozumiem dlaczego miałoby mi to pomóc. Zresztą jakoś wcale nie czuję się aż
            tak tragicznie, żebym miała kogokolwiek prosić o cokolwiek. Ja również ze swoim
            katastrofizmem czuję się zupełnie szczęśliwa. Może być, że to marne i nic nie
            warte. Ale mnie z tym dobrze. Więc po cóż miałabym to zmieniać. Życie bywa
            męczące. Lubię wierzyć, że kiedys sobie odpocznę.
            A Ty Imagine chciałabyś, żeby wszyscy widzieli świat takim jakim Ty go widzisz.
            I to mnie najbardziej denerwuje. Bo wg mnie każdy ma prawo do własnego świata i
            do własnych przekonań. A Ty z tym swoim mieczem, rewolwerem i kazaniami na
            dokładkę bywasz cięzkostrawny.
            Ja wiem, że można mnie nie lubić. Ale jesli tak, to po co mnie zaczepiasz?
            Lubisz się biczować?

            carduus

            > Pozdr, Imagine.
          • Gość: ryba Re: Miliardy miejsc... IP: *.blueyonder.co.uk 20.02.03, 09:02
            Gość portalu: Imagine napisał(a):

            > carduus napisała:
            >
            > > No cóż, niedokładnie o to mi chodziło, ale nie szkodzi.
            > > A Imagine chyba nie powinieneś sie tak przejmowąć. Jemu nigdy nie jest
            > przykro.
            > >
            > > On jest PONAD.
            > > :-)))
            > > carduus
            > Jestem OBOK, gdyz nic tak naprawde nie istnieje KOSZTEM i PONAD czyms.
            > Moj komentarz do wypowiedzi Pani Kofty: oczywiscie jestem przeciwko temu co
            > mowi. To katastrofizm. Nie tylko to co mowi, ze po zgasnieciu nie bedzie jej
            > jeszcze w tym jednym miejscu, jest nieprawda, ale i caly jej swiatopoglad
            > jest zwyklym, lokalnym rozumieniem egzystencji. Pani Kofta egzystuje w kazdym
            > punkcie tego Universe i nic sie nie zmieni w jej kondycji, po jej zgasnieciu.
            > Problem jaki ma Pani Kofta wymika z utozsamiania sie z cialem fizycznym, co
            jes
            > t
            > niestety powszechnym zjawiskiem, wynikajacym ze zwyklej ignorancji i braku
            > odpowiedniej, duchowej edukacji.
            > Teraz do Ciebie Carduus. Nadstawiam polika jednego i drugiego. Jak Ci moze
            to
            > pomoc, wyrznij mnie z calej sily. Prosze o wybaczenie.
            > Pozdr, Imagine.

            O, tak wlasnie chcialem napisac!!! I jeszcze moge dodac ze Pani Kofta jest
            ignorantka pierwszej klasy, poniewaz odmawia zauwazenia tych wszystkich duchow
            ktore chodza OBOK nas. jestem przekonany ze jest im bardzo przykro...
    • aiszka4 Re: Miliardy miejsc... 19.02.03, 17:30
      carduus napisała:

      > Przeczytałam dzisiaj ładną rzecz. W dzisiejszej Polityce jest wywiad z
      > Krystyną Koftą, która mówi o swojej ciężkiej chorobie i "oswajaniu się" ze
      > śmiercią. "Siedzimy tu teraz obie w jednym miejscu świata. Nie ma nas w
      > miliardach innych miejsc. Nasza śmierć oznaczałaby tylko tyle, że nie będzie
      > nas w tym jeszcze jednym". Co wy na to?


      Gdyby p. Kofta przebywała samiuteńka na bezludnej wyspie i nikt nie wiedziałby
      o jej istnieniu, to pewnie tak by było. Ale wtedy nikt nie wiedziałby, że taka
      osoba istniała i odeszła.
      A jeśli w innych miejscach (w których p. Kofta nie przebywa) przebywają inni
      ludzie, którzy ją znają, szanują, kochają, nie lubią, nie zgadzają się z nią i
      dotrze do nich informacja, że jej zabrakło w jednym miejscu, to to miejsce
      oddziaływuje na, może nie miliardy, ale na wiele innych.
      Myślę, że chociaż przebywamy na raz tylko w jednym punkcie, to nasz brak
      następuje w wielu.
      Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Pewnie milion osób wychowałoby moje
      dzieci sto razy lepiej ode mnie. Milion kobiet kochałoby mojego męża lepiej niż
      ja. Ale mnie nie da się zastąpić, ktokolwiek byłby na moim miejscu, to nie będę
      ja.
      Mam cichutkę nadzieję, że jeśli zabraknie mnie w jednym miejscu, zatęsknią za
      mną w conajmniej w kilku. Na miliardy się nie łapię.
      • Gość: Imagine Re: Miliardy miejsc... IP: *.unl.edu 19.02.03, 17:42
        "Myślę, że chociaż przebywamy na raz tylko w jednym punkcie, to nasz brak
        następuje w wielu.
        Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Pewnie milion osób wychowałoby moje
        dzieci sto razy lepiej ode mnie. Milion kobiet kochałoby mojego męża lepiej niż
        ja. Ale mnie nie da się zastąpić, ktokolwiek byłby na moim miejscu, to nie będę
        ja."

        Przebywamy wszedzie, jestesmy tylko swiadomi jednego miejsca. Stwierdzenie to
        stoi w totalnej opozycji do powszechnego przekonania o naszej lokalnosci.
        To jest cala zakala naszego myslenia, nauk ktore pobieramy, i calego zametu
        wokol tego KIM jestesmy.
        Masz racje, ze ktokolwiek bylby na twoim miejscu, nie bylby Toba. Ale tylko
        pod pewnymi warunkami. Zaleza one od tego jak Ty sobie wyobrazasz owo JA.
        Jesli TY to twoj umysl, twoje ego, to tak, tego nie da sie zduplikowac. Ale
        jesli TY to swiadomosc, to wszyscy jestesmy tacy sami i kazdy tam gdzies w glebi
        duszy postepowalby tak samo.
        Pozdr, Imagine.
        • aiszka4 Re: Miliardy miejsc... 20.02.03, 12:14
          Gość portalu: Imagine napisał(a):

          > Przebywamy wszedzie, jestesmy tylko swiadomi jednego miejsca. Stwierdzenie to
          > stoi w totalnej opozycji do powszechnego przekonania o naszej lokalnosci.
          > To jest cala zakala naszego myslenia, nauk ktore pobieramy, i calego zametu
          > wokol tego KIM jestesmy.
          > Masz racje, ze ktokolwiek bylby na twoim miejscu, nie bylby Toba. Ale tylko
          > pod pewnymi warunkami. Zaleza one od tego jak Ty sobie wyobrazasz owo JA.
          > Jesli TY to twoj umysl, twoje ego, to tak, tego nie da sie zduplikowac. Ale
          > jesli TY to swiadomosc, to wszyscy jestesmy tacy sami i kazdy tam gdzies w
          gleb i duszy postepowalby tak samo.
          > Pozdr, Imagine.


          Ja jestem bardziej "sercowa" niż "umysłowa". Pewnie dlatego nie bardzo rozumiem
          to o umyśle, ego i świadomości. Tak więc powiem, że czuję (a nie myślę), iż
          człowiek jest jednostką tak indywidualną i niepowtarzalną, że nawet bliźnięta
          jednojajowe różnią się od siebie. Czyli myślimy, czujemy, postępujemy podobnie
          w podobnych sytuacjach. Ale ponieważ te sytuacje nie są identyczne, nie są też
          identyczne nasze reakcje, odczucia, więc nie jesteśmy tacy sami ani w "głębi"
          ani na "powierzchni" duszy. Ale pewnie się mylę.
      • carduus Re: Miliardy miejsc... 20.02.03, 08:12
        No tak. Generalnie się zgadzam. Czasem tylko lubię pomyśleć, że wszystkie moje
        problemy są tak naprawdę wcale nie takie ważne, nie takie ogromne i nie takie
        straszne, jak się moga wydawać. I spojrzenie na nie z perspektywy smierci i
        miliardow miejsc czyni je łatwiejszymi do zniesienia, a czasem nawet pomaga je
        rozwiązać.
        Każdy z nas jest ważny dla kilku innych osób. Ale z perspektywy całego świata,
        ludzkości życie moje znaczy niewiele. Po mojej śmierci nic się nie zmieni.
        Słońce nadal będzie świeciło. Kwiaty nadal będą kwitły. Pijaczkowie nadal będą
        w bramie rozpijać wino. Dzieci nadal będą się śmiały. Ludzie nadal będą sie
        kochać, mordować, rozmwiać, pracować, zdradzać itd. itd. I to w tym jest
        najbardziej optymistyczne.

        carduus
        • kwieto Re: Miliardy miejsc... 20.02.03, 08:35
          Akurat umniejszanie swoich problemow przez mowienie sobie, ze jest jeszcze 6miliardow ludzi, z ktorych pewnie pare miliardow ma gorzej, to niekoniecznie dobry pomysl. Twoj problem jest wazniejszy, bo jest po prostu TWOJ. I nie ma w tym egoizmu.

          Ja moglbym mysl pani Kofty zinterpretowac bardziej jako takie swego rodzaju memento "koniecznie chcemy cos po sobie zostawic, jakis slad swej obecnosci, a tak naprawde naszym zniknieciem nie przejmie sie nikt". no moze prawie nikt. A po roku, dwoch, bedzie tak jakby nas nigdy nie bylo... i trzeba sie z takim przemijaniem pogodzic.
          • carduus Re: Miliardy miejsc... 20.02.03, 10:29
            kwieto napisał:

            > Akurat umniejszanie swoich problemow przez mowienie sobie, ze jest jeszcze
            6mil
            > iardow ludzi, z ktorych pewnie pare miliardow ma gorzej, to niekoniecznie
            dobry
            > pomysl.
            *****************
            No nie. Kwieto, albo nie doczytaleś, albo ja mam nie tylko omamy, ale i
            amnezję. Wybiórczą w dodatku. Bo nigdy mi do głowy nie przyszło polepszać sobie
            nastroju w ten własnie sposob. Wprost przeciwnie: takie podejście zawsze mnie
            dołowało jeszcze bardziej i nie uznaję go z całej siły.

            Twoj problem jest wazniejszy, bo jest po prostu TWOJ. I nie ma w tym e
            > goizmu.
            >
            > Ja moglbym mysl pani Kofty zinterpretowac bardziej jako takie swego rodzaju
            mem
            > ento "koniecznie chcemy cos po sobie zostawic, jakis slad swej obecnosci, a
            tak
            > naprawde naszym zniknieciem nie przejmie sie nikt". no moze prawie nikt. A
            po
            > roku, dwoch, bedzie tak jakby nas nigdy nie bylo... i trzeba sie z takim
            przemi
            > janiem pogodzic.

            *****************O tak. O to mi chodziło. Wszystko mija. Dzięki Bogu.

            carduus

            • kwieto Re: Miliardy miejsc... 20.02.03, 21:39
              > No nie. Kwieto, albo nie doczytaleś, albo ja mam nie tylko omamy, ale i
              > amnezję. Wybiórczą w dodatku. Bo nigdy mi do głowy nie przyszło polepszać sobie
              >
              > nastroju w ten własnie sposob. Wprost przeciwnie: takie podejście zawsze mnie
              > dołowało jeszcze bardziej i nie uznaję go z całej siły.
              >

              To ja przepraszam :")
              • Gość: Renka Re: jest przekorna :) IP: *.ADSL.mnsi.net 20.02.03, 23:39
                Pani Kofta mowiac takie slowa na lamach Polityki,( niegdys mojej ulubionej
                gazety) nie daje mi zasnac bez pomyslenia o niej milo.
                To taka przekora, bo mimo pozornie smetnego stwierdzenia, ze "jeszcze jedno
                miejsce bez nas",to stwierdza, ze jest ich przeciez miliardy, a swiat dalej
                sie kreci :))
                and nobody knows...but Him

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka