Dodaj do ulubionych

destrukcyjne związki

21.08.06, 20:41
dlaczego tkwimy w takich toksycznych , wyniszczających związkach , proszę o
opinie osoby , które tego doświadczyły i jak się to skończyło , bo przecież
trwać dalej nie mogło , chyba , że się mylę.
Obserwuj wątek
    • maureen2 Re: destrukcyjne związki 21.08.06, 20:44
      bywają slodkie trucizny, jednak powyżej pewnego stężenia związek rozpada się
      na składniki,zgodnie z prawami chemii
      • alfika Re: :)))))))))))))) 21.08.06, 20:49
        a cóż to za nowe prawo chemii??? :))))))))))))
        nie znam :))))))))))))))
        • wiarusik Re: :)))))))))))))) 21.08.06, 21:04
          Tak sobie patrzę na Twoją wizytówkę,na te wesołe oczy,brwi,okularki i
          zastanawiam się,czy reszta wygląda równie korzystnie?
          • alfika Re: :)))))))))))))) 21.08.06, 21:33
            witam kolejne wcielenie i pozostawiam resztę wyobraźni :))))))))))

            dodam złośliwie, że reszta wygląda wyjatkowo zniechęcająco, szczególnie kły i
            szpony... ale co kto lubi, ja lubię akurat tak
            • maureen2 Re: :)))))))))))))) 21.08.06, 21:35
              po alkoholu każdy tak wygląda
              • alfika Re: :)))))))))))))) 21.08.06, 21:39
                to juz wiesz, co zrobić, żeby się sobie spodobać ;)))))))
            • wiarusik Re: :)))))))))))))) 21.08.06, 21:42
              Nie było mnie tutaj ponad tydzień(wakacjowałem,niestety musiałem szybko wracać),
              a Wy znowu z tą paranoją trolową.Nudne to.Niby jakie,według Ciebie,loginy
              jeszcze posiadam?Powiedz-beczka śmiechu:)))
              Syreny też miały szpony;)
              • maureen2 Re: :)))))))))))))) 21.08.06, 21:53
                po prostu nie wyszło to kręcenie się wokół własnego ogona - zgadnij kto to,
                poniewważ nikogo to nie interesowalo.
                • wiarusik Re: :)))))))))))))) 21.08.06, 22:00
                  ???
                  Wybacz,trochę dzisiaj ja niekumaty raczej.
                  Możesz jaśniej?
                  • maureen2 Re: :)))))))))))))) 21.08.06, 22:04
                    taka zabawa w trolle-loginy, "zgadnij kto to,kto się za tym kryje", gra upadła
                    na skutek braku zainteresowania.
                    • wiarusik Re: :)))))))))))))) 21.08.06, 22:09
                      alfika dalej się w to bawi:))))
                      To znak,że zainteresowanie jest.Ludzie zawsze kochali teorie spiskowe.
                      Boom nastąpił po śmierci kenediego,tak myślę...
                      • alfika Re: tak, to bardzo zabawne... 21.08.06, 22:21
                        szczególnie po roku przynudzania wciąż na jedno kopyto przez młokosa z
                        problemami -
                        baaaardzo interesujące, baaardzo...
                        wręcz porażająco - i to właśnie widać na forum
                        ale oczywiście każdy widzi świat po swojemu

                        imagirowym buahahahaha się tymczasem znudzona pożegnam :)))))))))))))
                        • wiarusik Re: tak, to bardzo zabawne... 21.08.06, 22:29
                          Piszę od 2 miechów skarbie;)
                          Pomyliło ci się coś za tymi okularkami.
                          Lepiej wypocznij.
                          • amma10 Re: tak, to bardzo zabawne... 21.08.06, 22:39
                            Piszesz - sprawdziłam :)
                            • wiarusik Re: tak, to bardzo zabawne... 21.08.06, 22:52
                              Od kiedy?;)
                              • amma10 Re: tak, to bardzo zabawne... 21.08.06, 22:58
                                A nie pamiętasz ?
                                • wiarusik Re: tak, to bardzo zabawne... 21.08.06, 23:04
                                  To tak dla porządku.
                                  Zdajesz się stawać w mojej obronie,to powiedz że od 2 miesięcy.
                                  • amma10 Re: tak, to bardzo zabawne... 21.08.06, 23:09
                                    No właśnie... jak by to powiedzieć,żeby było prawdziwie... :)

                                    • wiarusik Re: tak, to bardzo zabawne... 21.08.06, 23:10
                                      no...no...na końcu języka...
                                      • amma10 Re: tak, to bardzo zabawne... 21.08.06, 23:13
                                        no właśnie....no...
                                        ale chyba pozostanę jednak bezstronna :)
                                        Ale to,że piszesz to fakt -i tą odpowiedź podtrzymuję :)
                                        • wiarusik Re: tak, to bardzo zabawne... 21.08.06, 23:25
                                          ...............
                                          ...............
                                          ...............
                                          Dużo ludzi robi mi na złość,dużo... >:|


                                          A tak swoją drogą-skąd to wiesz?
                                          Jest tu jakaś wyszukiwarka?
                                          :)
                                          • wiarusik Re: tak, to bardzo zabawne... 21.08.06, 23:31
                                            Forum psychologia to kiepawy dział na pogaduchy interpłciowe.
                                            Co tylko próbuję jakąś szturchnąć,od razu ucieka.
                                            A dziwne,ponoć tu tyle samotnych(i ślepych).Zresztą-w komp stukają tylko
                                            samotni.
                                            • amma10 Re: tak, to bardzo zabawne... 22.08.06, 16:41
                                              wiarusik napisał:

                                              > Forum psychologia to kiepawy dział na pogaduchy interpłciowe.
                                              > Co tylko próbuję jakąś szturchnąć,od razu ucieka.

                                              Może niektóre wyznają zasadę króliczka :)
                                            • miezekatze_78 Re: tak, to bardzo zabawne... 24.08.06, 01:32
                                              Wiarusiku a idźże Ty sobie na forum Szukam męża!, tam to dopiero będziesz miał
                                              używanie :))
                                              Moje ostatnie odkrycie i doprawdy bawię się równie dobrze, jak na CiPie (Ciąża
                                              i Poród) :))

                                              Ale, ale, żeby nie było, męża nie szukam, w ciąży nie jestem, samotna też nie,
                                              tylko te wakacje takie długie :)

                                              .......
                                              Morgen wirst du sein was du heute denkst
                                              .......
                                              Byłam Daschą
                                          • amma10 Re: tak, to bardzo zabawne... 22.08.06, 16:43
                                            wiarusik napisał:


                                            > A tak swoją drogą-skąd to wiesz?
                                            > Jest tu jakaś wyszukiwarka?
                                            > :)

                                            Jesteś na forum dłużej niż ja to powinienes wiedzieć:)
            • wiarusik Re: :)))))))))))))) 22.08.06, 00:24
              "Czy te oczy mogą kłamać?..."
              Tak sobie popatrzyłem znowuż na tą wizytówkę...
              "I ciągle sobie zadaję pytanie,czy..."reszta jest równie ociekająca sexem,czy
              mi się zdaje?
              :))
              Ola,Ola "pokaż rogi!Dam Ci..." śmietankę do pierożka [Ocho!To było mocne;)].
              Ale co to za czarny kołtun po lewej?Mam nadzieję,że wiesz jak wygląda grzebień?
              ;))))
              • alfika Re: :)))))))))))))) 23.08.06, 15:46
                powalające zanieczyszczenie chorej główki chorymi wyobrażeniami
                błeee
                lecz to, bo może zacząć boleć
                • wiarusik Re: :)))))))))))))) 23.08.06, 19:42
                  Cierpię na POŻĄDANIE,a nie ból głowy.
                  Tylko TY możesz to uleczyć:))))
                  Byle szybko-jesień się zbliża i mam wysokie libido.To przecież czas RYKOWISK.
                  ;)))))))))))
                  • alfika Re: :)))))))))))))) 23.08.06, 21:44
                    rycz, mały, rycz!
                    płacz, maleńki, płaaaaacz!...
                    • wiarusik Re: :)))))))))))))) 24.08.06, 21:10
                      Ty mnie Alfa nie zlewaj,bo w przeciwnym razie będę zobligowany do wycia na
                      Twojej skrzynce.
                      Chyba nie chcesz bym zaśmiecał Ci zaplecze jak rasowy troll?;))))))))
    • 3mocj4 Re: destrukcyjne związki 21.08.06, 21:49
      Szczerze powiedziawszy nigdy nie bylam w związku destrukcyjnym, bo jak mi coś nie pasuje to wyjaśniam, jeżeli nie działa rozstaje sie :/ szkoda czasu i energii ;) a tak sie nad tym wątkiem zastanawiałam, to sądze: że ludzie dziś dużo rzeczy nie chcą "wiedzieć" "widzieć" wolą przemilczeć wiele spraw, cierpiąc w duszy. Takie postępowanie jest konsekwencją, że ludzie boją się samotności :(... że on/ona zostanie sam. Brak pewności siebie... co u dzieci dziś można zobaczyć, szczególnie tych chamskich, bowiem chamstwo jest tylko przykrywką, ukryciem własnej bezsilności. Destrukcyjny związek... to obrona przed samotnością... przed przegraną... W sumie to nie kumam ludzi którzy w takich związkach tkwią... wydaje mi się, że to brak szacunku dla siebie :(, bo przecież destrukcyjność ma wiele wątków. Zazdrość, obłuda, fałsz, nieszczerośc... to schemat owego związku... a jak wiadomo nikt "święty" nie jest. Więc często ludzie tłumaczą sobie zachowanie destukcyjne partnera. A szkoda, że tak sie dzieje.......
    • shangri-la W sądzie..... 22.08.06, 08:10
      Kiedy jedna strona "na odchodne " popełnia przestępstwo ( nawet kilka) i
      wyczerpane zostają wszytkie polubowne środki powstrzymania takiego
      patologicznego osobnika, nie pozostaje nic innego....
      Szkoda , bo wystarczyło jedno, szczere "przepraszam".
      • friday133 Re: W sądzie..... 22.08.06, 10:28
        W pewnym momencie było tak źle, że wybór stał się jasny - zostaję z nim i
        umieram. Z własnej ręki. Albo odchodzę i żyję.
        Odeszłam.
        • a.niech.to Re: W sądzie..... 22.08.06, 10:37
          Dobrze, że nie odebrano Ci takiego wyboru. Szczęśliwa ... ja ciągle się boję,
          że los mi to udaremni... Rodzina, przyjaciele, opinia społeczna, dorobek wielu
          lat małżeństwa - to wszystko staje mi na drodze przerażającą przeszkodą.
    • lune nielatwy temat 22.08.06, 19:08
      najgorsze ze wchodzimy w to powoli - z biegiem czasu zatracajac siebie ;
      granica, poza ktora nie ma zgody na pewne zachowania, slowa, ta
      dotad 'nieprzekraczalna' granica przesuwa sie ciagle - w sposob dostrzegalny
      dla osob z zewnatrz - ale my tego nie widzimy, ciagle jestesmy w stanie to
      zaakceptowac, ufajac ze ON NAS KOCHA - pomimo ze krzywdzi ... trudno wyjsc z
      takiego zwiazku o wlasnych silach ; poza tym - najbardziej ludzki : strach
      przed zmiana - bo to co doswiadczone, znajome - nawet jesli gorzkie, nie budzi
      takiego leku jak nieznane ;

      dlaczego nie reagujemy na pierwsze niedobre oznaki ? COS JEST W NAS - ze
      takich wlasnie partnerow wybieramy /to po pierwsze/, ze nie reagujemy w sposob
      asertywny na zachowania ktore nas krzywdza ... a potem brniemy i brniemy ...
      i 'jest za pozno' ...

      to nie tylko problem 'toksycznego partnera', to takze nasz problem ;

      czy wejscie w role 'osoby krzywdzonej' cos nam zalatwia ? to powazne pytanie ...

      nie ma wiec mowy o tym ze - wychodzac z takiego zwiazku /wreszcie/ mamy problem
      z glowy ; jesli nie zmienimy czegos w sobie - nasze kolejne wybory partnerow
      moga byc rownie fatalne ;

      lune

      • sallvadore Re: nielatwy temat 22.08.06, 20:01
        w pelni sie zgadza, to jest tak ze sami troche sobie pozwalamy na takie
        trakotowanie. Kewstia charakterow jest osba silniejsza charalterem w zwiazku i
        tam dominuje i czasem pozwala sobie na takie zachowania wobec partnera. A ten,
        chyba, ze strachu przed samotnoscia brnie dalej lykajac "gorzkie pigulki" az sie
        pochoruje ale wtedy to juz za pozno...
      • hmatisse Re: nielatwy temat 23.08.06, 13:21
        A ja jestem w takim związku. Po raz kolejny przesunęłam granicę i sama siebie
        skazałam na wielki smutek. Wydaje mi się, że teraz jest dobry moment, żeby
        powiedzieć stop. Ale już raz sobie stop powiedzieliśmy i strasznie mnie to
        zabolało. I tak sobie w tym tkwię, jestem tego świadoma, ale nie mam pojęcia
        jak się z tego wyplątać, jak nad sobą pracować, żeby zmienić się na tyle
        bardzo, że mówiąc basta będę czuła ulgę a nie wielką rozpacz.
        • shangri-la Do Hmatisse;) 23.08.06, 15:12
          Powiem Ci z doświadczenia, że każde "przesuwanie granic" tylko nakręca tą
          drugą , bezduszną osobę i czynią ją ( w jej oczach oczywiście) bezkarną.
          Tak więc NIE WARTO(!)
          Są ludzie, którym nie warto dawać drugiej szansy.(!)
          Uciekaj i koniecznie zmień numer telefonu, bo są tacy, co siedem miesiecy po
          rozstaniu dostają nocnego ataku tęsknoty, jak jeden taki dzisiejszej nocy,
          ech.....
          • hmatisse Re: Do Hmatisse;) 23.08.06, 15:30
            shangri-la niestety problem jest bardziej złożony. Pracujemy w tej samej
            firmie. Więc dopóki nie uda mi się zmienić pracy nie rozstaniemy się tak na
            prawdę. Poza tym zawsze zostają mi wątpliwości, że może on na prawdę
            potrzebował wyjechać sam (mamy ostatnio b. napiętą sytuację w firmie a on
            zajmuje dość wysokie stanowisko)
            Poza tym nie wiem czy jestem na tyle silna, żeby powiedzieć cześć i odejść... :(
            • alfika Re: Do Hmatisse;) 23.08.06, 15:37
              jedyny problem to ten, o którym piszesz na końcu - jak pozbędziesz się jeszcze
              więcej sił i dasz się pognębi przez parę lat - to juz będziesz miała i siłę, i
              pomysł, i odwagę na rozstanie

              oby przez ten czas nie wyrobił Ci się nawyk niezdrowego, niemającego nic z
              miłością wspólnego, poświęcenia... ale to sama zobaczysz jak staniesz na nogi
              • mmax20 Re: Do Hmatisse;) 23.08.06, 16:05
                alfika napisała:


                > oby przez ten czas nie wyrobił Ci się nawyk niezdrowego, niemającego nic z
                > miłością wspólnego, poświęcenia... ale to sama zobaczysz jak staniesz na nogi
                >

                to geny alfiko, nawyki rodzą się z konstelacji genów,
                ale może być gorzej, np. karma
                i co wtedy?
                • alfika Re: Do Hmatisse;) 23.08.06, 16:06
                  pleciesz
                  • mmax20 Re: Do Hmatisse;) 23.08.06, 16:10

                    to udowodnij:)
                    • alfika Re: Do Hmatisse;) 23.08.06, 16:17
                      nie mam zamiaru
                      a jak kto plecie, to może sam powinien usiłować udowodnić swoje zdanie?
                      tak mi się przynajmniej wydaje
                      • mmax20 Re: Do Hmatisse;) 23.08.06, 16:25

                        dlaczego ja mam jakoby wierzyć w to, że plotę, mimo że zdanie bardzo szanuję??
                        • mmax20 Re: Do Hmatisse;) 23.08.06, 16:26

                          pletę??
                          • alfika Re: Do Hmatisse;) 23.08.06, 16:36
                            chcesz powiedzieć, że geny i karma decydują o naszych przyzwyczajeniach, zaś
                            to, co człowiek przeżywa, nie?
                            i że nalezy to przyjąć jako pewnik i kropka?

                            ps. podpowiadam: "plotę"
                            • mmax20 Re: Do Hmatisse;) 23.08.06, 16:57
                              dlaczego tak sądzisz, czy moje wypowiedzi naprawdę determinują kropkę?
                              a co do twierdzenia to tylko mówi się, oczywiście, mówi się dużo
                              jedno zauważam, że z wszystkich tutaj wypowiedzi bije tęsknota
                              no niech każdy sobie wyzna jaka, każdy ma inne cele, inną drogę
                              logiką tego nie ujmiesz
                              • alfika Re: Do Hmatisse;) 23.08.06, 17:02
                                to nie jest logika, to zwykła odpowiedź na choćby pytanie - skąd się wziął
                                alkoholizm u Indian, jak blade twarze im świeżutko przywiozły, skoro to geny?
                                jak długotrwały choćby ból fizyczny zmienia połączenia nauronowe w mózgu, jak
                                to wpływa na zachowanie...
                                no cokolwiek...
                                i dlaczego różniste psychoterapie ludziom pomagają, zamiast im geny reperować...

                                nie, no tak naprawdę to napisać można wszystko :) a jak nie "kropka", to ja
                                naprawdę widzę drugą możliwość: jakieś argumenty przedstaw albo co...

                                karmę uruchamia się też samemu, na siłę nie przyjdzie
                                • mmax20 Re: Do Hmatisse;) 23.08.06, 17:41

                                  oczekujesz rozwiązania problemu, podaj proszę jakiego?
                                  ale tak naprawdę to nie wierzę,
                                  popatrzyłem z ciekawości na wizytówkę, poza tym to nie ten ton

                                  ale żeby nie być gołosłownym jakieś argumenty przedstaw albo co...

                                  myślę, że nie można niczego tak sobie odrzucić, bo to nie to
                                  • mmax20 Re: Do Hmatisse;) 23.08.06, 18:21

                                    no dobra
                                    geny, karma, przeżycia i inne, można się kłócić o definicje, co jest czym i
                                    nie, jak długo i tak dalej, bo to jest przecież nasze główne zajęcie tutaj na
                                    tym ziemskim padole
                                    moim zdaniem punktem zwrotnym jest świadomość tego, że kiedyś kończy się to co
                                    jest, a ...
                                    i tu każdy musi sobie dopowiedzieć
                                    i skojarzyć, że nie pomoże ani tatuś ani mamusia ani ta/en, z którą/ym , a jak
                                    skojarzę jeszcze, że on/a ma ten sam problem,
                                    to o czym tutaj jeszcze mówić?
                                    :)

                                    tylko, że mówienie czasami też pomaga:)))))))))
                                    • alfika Re: Do Hmatisse;) 23.08.06, 21:11
                                      tylko się domyślam, że ciągle usiłujesz mówić o przyzwyczajeniach
                                      udanego wieczoru :)
                                      • mmax20 Re: Do Hmatisse;) 24.08.06, 06:41

                                        alfika napisała:

                                        > tylko się domyślam, że ciągle usiłujesz mówić o przyzwyczajeniach
                                        > udanego wieczoru :)
                                        >
                                        raczej o przyzwyczajaniu sie do udanych wieczorow :)

                                        • alfika Re: Do Hmatisse;) 24.08.06, 10:11
                                          udany wieczór to pokazanie własnego skretynienia światu?
                                          więc więcej takich pokazów, szczególnie na żywo, bez ograniczania się do netu,
                                          ci życzę
                                          • mmax20 Re: Do Hmatisse;) 25.08.06, 07:44

                                            pleciesz
              • a.niech.to Re: Do Hmatisse;) 23.08.06, 17:45
                alfika napisała:

                > oby przez ten czas nie wyrobił Ci się nawyk niezdrowego, niemającego nic z
                > miłością wspólnego, poświęcenia...
                Tu raczej należałoby mowić o wykorzystaniu. Poświęcenie to całkiem inna
                kategoria, np niedołężnej matce, kalekiemu dziecku.
                Będziesz się podstawiać, będzie Cię wykorzystywał.

                • a.niech.to Re: Do Hmatisse;) 23.08.06, 17:47
                  a.niech.to napisała:

                  > Będziesz się podstawiać, będzie Cię wykorzystywał.
                  Będzie się ..., będzie ją ... . Przepraszam.
                • alfika Re: Do Hmatisse;) 23.08.06, 21:32
                  sama się nie wykorzystuje - ona się co najwyżej poświęca :)
            • shangri-la Jestes silna!:) 23.08.06, 15:45
              Uwierz w siebie , dziewczyno i nie wahaj się podjąć ryzykowną decyzję, bo cena
              jaką zapłacisz póżniej może być daleko wyższa od obecnej.
              Rozumiem, że praca w jednej firmie stwarza trudną sytuację , ale tym bardziej
              UCIEKAJ , bo zacznie Ci robić świństwa w miejscu pracy.

              Wspomniany w poprzednim poście osobnik dwa dni temu napisał mail do mojej
              pracy, usiłując mnie skompromitować. Został zignorowany i stąd te nocne dowody
              tęsknoty z mną....

              Oni nie przebierają w środkach, pamiętaj.(!)
              Jeśli bedziesz zmieniać pracę , nie zostawiaj po sobie żadnych śladów. On
              absolutnie nie może wiedzieć , gdzie będziesz pracować.

              I jeszcze jedno.....bardzo Cię, proszę, nie tłumacz jego nieodpowiedzialnego
              zachowania zmęczeniem, przepracowaniem itp. Takie "furtki" bywają zgubne w
              przyszłości.
              Jesteś kobietą i oczekujesz szacunku w takim samaym stopniu od zmęczonego jak
              i wypoczętego mężczyzny.
              Oczekujesz uczucia , wsparcia i zrozumienia.
              Masz prawo oczekiwać jeśli to samo oferujesz.
              Trzymaj się dzielnie:))))
            • a.niech.to Re: Do Hmatisse;) 23.08.06, 17:42
              hmatisse napisała:

              > Poza tym nie wiem czy jestem na tyle silna, żeby powiedzieć cześć i odejść...
              To stań sobie z boczku, tak bez zobowiązań. To może być całkiem przyjemna forma
              koleżeńskiego kontaktu.
        • a.niech.to Re: nielatwy temat 23.08.06, 17:40
          hmatisse napisała:

          > tak sobie w tym tkwię, jestem tego świadoma, ale nie mam pojęcia
          > jak się z tego wyplątać, jak nad sobą pracować, żeby zmienić się na tyle
          > bardzo, że mówiąc basta będę czuła ulgę a nie wielką rozpacz.
          Poczekaj, to przyjdzie do Ciebie samo. Ten moment już gdzieś jest, wystarczy,
          że do niego dojdziesz. W ukojeniu rozpaczy pomoże Ci siła odzyskanego spokoju.
          • hmatisse Re: nielatwy temat 23.08.06, 21:00
            Dziękuję za zainteresowanie tematem.
            Znam go dość dobrze i na tyle, na ile znam do robienia świństw mu daleko. Już
            kiedyś się rozstaliśmy. Bardzo dużo wtedy pracował i nie poświęcał mi tyle
            czasu, ile bym chciała. Ja jestem osobą dość zaborczą i zazdrosną. No i
            spotkaliśmy się w pracy, pojechaliśmy na delegację, byliśmy obok siebie i mnie
            ciągle było ogromnie smutno, każde z nas prowokowało sytuacje, w których
            mogliśmy się spotkać, przejść obok siebie. W końcu coś pękło i znów zaczęliśmy
            dzielić nasze życia. Takie trochę katharsis. Od tego czasu rozmawialiśmy
            więcej, starał się lepiej okazywać uczucia (on ma z tym problem, ja też, jestem
            DDA). Teraz też było cudownie, aż do dnia, w którym powiedział, że musi
            pojechać na te parę dni, że nie wyklucza tym samym naszego urlopu, że wie, że
            odbiorę to jako krzywdę, ale on na prawdę potrzebuje pobyć daleko od firmy, a
            chcąc nie chcąc twierdzi, że mu się z nią kojarzę. Zapewniał, że to już nie
            potrwa długo, bo wkrótce rozkręci swoją firmę i wtedy powinno być między nami
            zdrowiej.
            I ja się w tym gubię, czasem na prawdę czuję, że mnie kocha, a czasem wydaje mi
            się, że mnie krzywdzi. Chyba nie potrafię zrozumieć własnych i jego uczuć. I
            najgorsze jest to, że nie wiem jak zacząć się zmieniać, jak nad sobą pracować,
            żeby osiągnąć maksimum szczęścia.
            • amma10 Re: nielatwy temat 23.08.06, 21:22
              hmatisse napisała:

              Chyba nie potrafię zrozumieć własnych i jego uczuć.

              On również powinien myśleć o tym ,zeby zrozumieć Ciebie .


              > najgorsze jest to, że nie wiem jak zacząć się zmieniać, jak nad sobą
              pracować,


              Dlaczego uważasz,że tylko Ty masz coś zmieniać ? A On?

              Nie powinnaś czuć się za wszystko odpowiedzialna.

              Pozdrawiam :)
            • a.niech.to Re: nielatwy temat 23.08.06, 21:29
              hmatisse napisała:

              < nie wiem jak zacząć się zmieniać, jak nad sobą pracować,
              > żeby osiągnąć maksimum szczęścia.
              Najpierw ogranicz nieco wymagania co do wielkości szczęścia. Z pewnością
              poprawi Ci się zdrowie - rzecz niebagatelna.
              • hmatisse Re: nielatwy temat 24.08.06, 08:34

                Masz rację co do szczęścia. Absolutną.
                Co do tego, że ja chcę zrozumieć swoje uczucia i siebie, chcę to robić tylko
                dla siebie, nie dla niego. Chcę móc potrafić poprawić poczucie własnej
                wartości. Kupiłam nawet książkę o tym. Rano zaczęłam czytać..
                • a.niech.to Re: nielatwy temat 24.08.06, 09:23
                  Nie bądź za ambitna, perfekcjonizm szkodzi. Obok książek istnieje zwyczajne
                  życie.
    • wichrowe_wzgorza Re: destrukcyjne związki 23.08.06, 16:07
      Z obserwacji - jest tak, kiedy jedna ze stron w związku jest znacznie slabsza i
      ma skłonność do dawania więcej. To wlasnie te "slabsze" osoby tworzą sytuacje
      przyzwalania, bo kochają za bardzo i sa w stanie zapomnieć o sobie. Nie jest to
      oskarżenie, to się dzieje nieświadomie. Chodzi o to, by w odpowiednim momencie
      umieć przywrocic rownowagę wlasnie w dawaniu i braniu między dwojgiem ludzi,
      zeby pamiętać o prostej prawdzie: nie mozna kochać kogoś bardziej niż siebie.
      • shangri-la Doświadczenie.... 23.08.06, 16:19
        ...ma wartość większą niż obserwacje, nie negując wartości tych drugich.:)

        Jakiś przedziwny mit o "kochajacych za bardzo" krąży w tym miejscu , jakby dla
        zaprzeczenia wszytkich opisywanych dramatów oraz faktu, że to nie zbyt wielka
        miłość , ale jej BRAK przynosi ludziom cierpienie.....

        Równowagi nie ma w związku, w którym jedna osoba kocha, a druga miłość udaje
        (oczywiście tak długo, jak jej samej to pasuje).
        I nie ma wówczas sensu "walczyć o przywrócenie równowagi", skoro brakuje
        zwykłej ,ludzkiej uczciwości i szacunku dla drugiego człowieka.

        Dobra nigdy zbyt wiele, pamiętaj.....:)

        • wichrowe_wzgorza Re: Doświadczenie.... 23.08.06, 16:59
          shangri-la napisała:

          > ...ma wartość większą niż obserwacje, nie negując wartości tych drugich.:)

          Skąd teza o braku doświadczenia? Własne doświadczenie pozwala na najtrafniejsze
          obserwacje i powinno się z niego wyciągac wnioski.

          > Jakiś przedziwny mit o "kochajacych za bardzo" krąży w tym miejscu , jakby dla
          > zaprzeczenia wszytkich opisywanych dramatów oraz faktu, że to nie zbyt wielka
          > miłość , ale jej BRAK przynosi ludziom cierpienie.....

          Ponoc większym szcześciem niz byc kochanym, jest moc kochać. Pewnie, to, ze ktos
          Cie kocha nie jest tragedia, ale jesli Ty kochasz za bardzo - to juz tak. owszem
          BRAK milosci wlasnej ( nie mylic z narcyzmem) przynosi cierpienie...


          >
          > Równowagi nie ma w związku, w którym jedna osoba kocha, a druga miłość udaje
          > (oczywiście tak długo, jak jej samej to pasuje).
          > I nie ma wówczas sensu "walczyć o przywrócenie równowagi", skoro brakuje
          > zwykłej ,ludzkiej uczciwości i szacunku dla drugiego człowieka.

          Coż, zanim sie stwierdzi, czy to jest milosc, czy zwykla fascynacja musi minac
          sporo czasu, podobnie jak z przyjaznia i innymi uczuciami. I co? Nie widzisz tu
          błedu osoby, która wierzy? Ktora zanadto ufa i zanadto pragnie? Przeciez to, w
          co wierzymy jest naszym wyborem i to, jak szybko komus zechcemy uwierzyc.

          > Dobra nigdy zbyt wiele, pamiętaj.....:)

          Dziekuje za radę, akurat nigdy o tym nie zapominam. Uwazam jednak, że to sztuka
          byc dobrym czlowiekiem i nie dac się wykorzystać innym.

          pozdrawiam
          • shangri-la Nie widzę błędu....:) 23.08.06, 17:28
            ....widzę różnicę poglądów wynikającą zapewne z różnych doświadczeń ...i nie
            tylko:)
            • wichrowe_wzgorza Re: Nie widzę błędu....:) 24.08.06, 09:47
              shangri-la napisała:

              > ....widzę różnicę poglądów wynikającą zapewne z różnych doświadczeń ...i nie
              > tylko:)


              Roznica doswiadczen i...?
              :)

              pozdrawiam
      • l.i.f.e Re: destrukcyjne związki 23.08.06, 16:54
        Dobrze by byłó, gdyby to tak prosto wyglądało...
    • cruciverba Re: destrukcyjne związki 24.08.06, 23:23
      Chyba nie można generalizować, tzn. dla różnych ludzi różne rzeczy mogą być
      toksyczne, dotyczy to niestety nie tylko związków. Ale Ty pytasz o te ostatnie
      więc odpowiadam...
      Sama kiedyś byłam w megatoksycznym związku. Na całe szczęście po wielu
      sytuacjach otworzyły mi się oczy i dziś jestem szczęśliwa, że tamto to już tylko
      przeszłość, bo toksyczny związek zjada cię od wewnątrz, jest takim cichym
      zabójcą, zabija ciebie wewnątrz i chociaż na zewnątrz żyjesz, to w zasadzie
      jesteś żywym trupem. Nie daje ci nic albo bardzo niewiele, a zabiera wszystko,
      przede wszystkim ten wewnętrzny spokój, który dla mnie jest bezcenny. Po takim
      związku wychodzisz poraniona i musisz na nowo budować samą siebie we własnych
      oczach, musisz jakby wyzdrowieć nim w ogóle będziesz zdolna dalej normalnie
      funkcjonować. Ja wiem jedno - na coś takiego nie wolno się godzić. Życie jest za
      krótkie, żeby skazywać samego siebie na bycie nieszczęśliwym. Ono samo przynosi
      takie sytuacje, na które nie mamy wpływu a które musimy mimo ich ciężaru nieść.
      Jeszcze mielibyśmy do tego sami wybierać cierpienie, czyli toksyczny związek
      właśnie? Ja parę lat temu powiedziałam temu zdecydowane "nie" i decyzji nie
      żałuję. Facet próbował mnie zmieniać na swoją modłę, całą mnie, a ja głupia na
      początku próbowałam. Aż w końcu przejrzałam na oczy, zrozumiałam, że coś tu jest
      nie tak, bo ja przecież lubię siebie właśnie taką jaką jestem i nie chcę żeby
      ktoś mnie zmieniał, szczególnie te cechy, które w sobie cenię. Zrozumiałam, że
      siebie, swojej osobowości, siebie samej będę zawsze bronić i nie dam tego
      zmieniać. Nie żałuję tamtej decyzji, a wręcz uważam, że uchroniłam się od
      koszmaru zrywając z tamtym facetem. Nie żałuję tego i nigdy żałować nie będę.
      Ale pamiętam, że wtedy w tamtym związku było makabrycznie, każdy dzień
      przepłakany, wieczne niezadowolenie z siebie i lęk... Takie życie to nie dla
      mnie. Naprawdę lepiej już być samemu. Pamiętam, że wtedy pomogli mi przyjaciele,
      pomogli otworzyć oczy, a potem na nowo stanąć na nogi i uwierzyć w swoją wartość
      i za to jestem im wdzięczna do granic.
    • pocopotka Re: destrukcyjne związki 25.08.06, 22:59
      bardzo jesteśmy podobne w opini i ocenie ,ja przekroczyłam linię z
      napisem "koniec" , teraz juz tylko przed siebie ,do przodu.
    • bszalacha Re: destrukcyjne związki 26.08.06, 14:13
      Ja myslę,że te związki dają nam bardzo dużo emocjonalnie i zwyczajnie
      dowartościowują,póki trwają.Wiem też/jestem psychologiem/,ze wynikaja z naszych
      deficytów uczuciowych w rodzinach pochodzenia/nie było aż takiej więzi,zeby
      tam,przy ojcu i matce/nabrać poczucia wartosci na reszte zycia.Bardzo,bardzo
      wiele osób szuka potem tego bezpieczeństwa i tej własnej wartosci w związkach z
      partnerami.A partnerzy NIE MOGĄ PO PROSTU TEGO DAĆ.To dostaje sie tylko w
      domu.Dlatego czasem okresla sie takie nieszcęśliwe kobiety,jako"kochajace za
      bardzo",tak przywiazujące sie do meżczyzny-partnera jakby był ich ojcem.TO JST
      WŁAŚNIE TOKSYCZNOŚĆ.
      • vitoria3 Re: destrukcyjne związki 26.08.06, 14:35
        Nie tylko w domu się to dostaje
        Na szczęście :)
        Inaczej dla tych ludzi nie byłoby już nadzieji

        pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka