bozena1980
30.08.06, 14:41
Mam problem, z którym jest mi ciężko, bo mam wrażenie, że zmarnowałam życie.
Na początku czerwca wyszłam za mąż. Jesteśmy z Pawłem parą praktycznie od
początku studiów tj. od 7 lat. Studia skończyliśmy 2 lata temu - mgr inż.
inżynieria lądowa - oboje z wyróżnieniem. Już od 3 roku studiów marzyliśmy o
tym by wziąć ślub, zamieszkac razem. Ale wiadomo - "najpierw trzeba studia
skończyć". Staraliśmy się więc jak najlepiej przykładać do wszelkich swoich
obowiązków - aby po studiach móc znaleźć dobrą pracę, jakieś mieszkanko i od
razu wziąć ślub. Niestety okazało się to byc bardzo trudne w realizacji...
Po studiach szukaliśmy pracy przez 9-10 m-cy. Wreszcie znaleźliśmy - ja praca
biurowa, PAweł -Projektowanie. Zaczęliśmy się rozglądać za mieszkaniem - i
tutaj koszmar. W naszym miescie strasznie wzrosły ceny mieszkań - zaczynają
sie od 5000 /m2 dla mieszkanek na peryferiach. O kupnie nie ma więc co marzyć
( min. 140000 PLN za malutka kawalerkę, w wieżowcu, na kompletnych
peryferiach, ponieżej tej kwoty niczego sienie kupi). Wynajem-
odstępne+czynsz+ media=900 -1000zł (minimalna cena), przyczym zanlezienie tak
taniej oferty graniczy z cudem.
Skńczywszy studia, przez ostatnie 2 lata, bardzo rzadko sie widywalismy (raz
w tygodniu w kawiarni na 3 godzinki)zwłaszcza po rozpoczęciu pracy -
pracowaliśmy i mieszkali dokładnie na dwóch przeciwnych końcach miasta
(wielkiego miasta wojew.).
Postanowiliśmy się więc -mimo wszystko - pobrać. Byliśmy już parą prawie 7
lat, do małzeństwa dojrzeliśmy wiele lat temu - tylko z braku mozliwości
zmuszeni byliśmy odkładać cały czas.
Zamieszkaliśmy u teścia - osoby bardzo ciezkiej we współżyciu. Mamy tam 1
pokój- a całość mieszkania to ok 35m2. Łazienka, kuchnia -wszystko wspólne.
Nawet pokój w którym my mieszkamy - teść trzyma tam pełno swoich rzeczy po
które cały czas przychodzi- nawet wieczorem jak kłądę siespać lub przebieram.
Łazienka nie jest zamykana na klucz - nawet tam nie ma chwili intymnosci,
trzeba liczyć siez faktem że w trakcie kąpieli lub korzystania z wc wejdzie
teść. Całe mieskzanie jest w fatalnym stanie- brud, zaniedbanie, grzyb (teść
ledwo 50-tke skończył, jest to sprawny fizycznie człowiek) - a nie wolno w
nim nic zmienić, nawet wersalki na któej śpimy - a się rozpada. Oczywiście -
o seksie też nie ma co marzyć (nie uprawialiśmy go przed ślubem - jako ludzie
głęboko wierzący)- więc ta sfera życia w domu nie ma szans sie rozwijać, teść
ciagle siedzi i nadsłuchuje pod drzwiami. Szafy w "niby naszym" pokoju są
całe załadowane jego rzeczami - ja swoje trzymam na malutkiej półce i na
krześle- (miejsca w pokoju nie ma prawie bo szaf mnóstwo tylko że pełne :()
W kuchnie też tzw. syf, którego ruszyć nie wolno, w żadnej szafce nie ma
miejsca na "nasze" talerze, jedzenie itp. , wiec trzymam je w pokoju.
W dodatku tesc hałasuje całą noc, kładzie sie o 5.00 rano ( ma takie nawyki,
pracuje po południu) a ja wstaje do pracy wcześnie rano.W ogóle wiec sie nie
wysypiam. Mój mąż nie jest w stanie poradzić sobie z włąsnym ojcem (fakt-
jest od niegodużo młodzy i mieszka u niego). W dodatku teść wymaga od
Pawła,żeby on spedzał z nim praktycznie cały czas (włacznie z wakacjami),
wymyśla liste zajeć na cały dzień. Nie mamy czasu dla siebie :(
Ta sytuacja to koszmar. Po slubie powinno być pieknie - a tu stres, koszmar,
zero intymności. Obawiam się że nasze małzeństwo nie wytrzyma -bo ja nie
wytrzymam. Robiliśmy co sieda - przez tyle lat- ale nasze zarobki (1000 zł na
reke) i niepewna praca nie pozwalają nam normalnie wynająć czy kupic
mieszkania i godnie żyć. Mamy po 26 lat. Niby można było jeszcze czekac ze
ślubem.. kolejne lata... ale smutek też był wówczas wielki, mijały kolejne
lata, znajomi juz dawno byli razem, a my ciągle czekaliśmy i czekali że
wreszcie nam sie ułoży, nie widywaliśmy się, kazde mieskzało u swoich
rodziców i pracowało zupełnie gdzie indziej, przez całe dnie . Smutno mi
bardzo i nie potrafię sobie z tym poradzić.