Dodaj do ulubionych

historia z kiepskiego romansu.....................

03.09.06, 10:12
Jak nie zwariować? Moja historia wydaje się być banalna, ale scenariusz mnie
przerósł.
Mój związek trwał 4 lata. Był toksyczny od samego początku. On miał zawsze
problem z pełnym zaangażowniem, bał się utraty "wolności". Mieszkalismy
razem, skończyłam studia, rozpoczęłam pracę i... było coraz gorzej. Czuł, że
oczekuję, żebyby sie wreszcie zdeklarował, czy chce się wiązać czy jednak
nie. Było bardzo źle. Ja kochałam bardzo, On (chyba) też jednak stwierdził,
że ten związek jet dla Niego zbyt intensywny, zaczęłm mysleć o wyprowadzce,
wiedział o tym, trwało to kilka miesięcy.
Aż wreszcie poznałam kogoś. Dzięki Niemu mogłam sie wyprowadzić. Zerwałam z
chłopakiem i zaczęłam sie spotykać z Nowym. Zauroczyłam się, poczułam się
wrszcie szczęśliwa, bylimsy razem na wakacjach, było wspaniale. Mój były
próbował się ze mną kontaktować, ale ja już nie chciałam, czułam, że
wreszcie odżyłam, że związek to nie wzajemne przepychanki emocjonalne. Jednak
po miesiącu poczułam, że jednak kocham poprzedniego, zaczęłam myślec o
powrocie. Mój były tez tego chciał. Jednak los chciał inaczej. Okazało się,
że jestem w ciąży z nowym partnerem. Wróciło całe uczucie do poprzedniego.
Ten z którym jestem jest szczęśliwy, planuje już ślub, uważa, że jestm mu
przeznaczona. To wspaniały, kochany i dobry człowiek, a ja powoli wpadam w
depresję i nawet nie mogę Mu powiedzieć co się ze mną dzieje. Kilka dni temu
były dowiedział sie o sytuacji ode mnie, było dramatycznie, On mnie kocha,
ale przestał sie odzywać. Rozumiem go. Ja powinnam sie skupić na przyszłości.
Proszę mnie nie osądzać, czasu cofnąć nie mozna, a będąc z obecnym partnerem,
miałam świadomośc, że mogę zajść w ciążę.
Jak sobie radzić z tępym bólem///? co z emocjami i uczuciami???????
Obserwuj wątek
    • wiedzma15 Re: historia z kiepskiego romansu................ 03.09.06, 10:50
      Kiedy zastanawiasz sie nad swoja obecną sytuacją, spróbuj przewidzieć skutki swego dalszego postępowania. Załóżmy , że wracasz do byłego chłopaka, jesteś w ciąży z innym. Czy on pokocha twoje dziecko, tak, jak jego biologiczny ojciec? Czy w ogóle wiedząc o tym, będzie gotowy na związek z tobą?
      To nie kiepski romans, to twoja rozpaczliwa chęć wyrwania się z toksycznego związku doprowadziła cię do takiej sytuacji. Chciałaś na siłę udowodnić i sobie i byłemu, że możesz być z kimś innym, że będziesz szczęśliwa na przekór wszystkim. I co? Na razie to widzę tylko, że świadomie skrzywdziłaś człowieka który cię pokochał i potraktował poważnie...
      nikt inny oprócz ciebie nie powinien ponosić konsekwencji twoich nieprzemyślanych działań, nawet jeśli ich źródłem były wielkie emocje.

      Ale to tylko moje zdanie, zrobisz jak zechcesz.

      Aha, tylko dlatego zdecydowałam się odpisać na twój post, że sama jestem w sytuacji, w kórej musiałam dokonać dramatycznego wyboru w swoim życiu.

      Powodzenia.
    • waldek1610 jezeli to zlagodzi twoj bol, to nie jestes jedyna 03.09.06, 10:57
      hmm, ja tez podobnie jak Ty zbuntowalem sie i ucieklem od przewlekajacej sie
      zznajomosci z dziewczyna, do tego jeszcze na odleglosc, mialem dosc czekania,
      wpadlem w apatie od jej pustych zapewnien; "nie martw sie spotkamy sie kiedys
      jeszcze, czekaj na mnie".

      Czekac mozna dlugo, ja czekalem 1.5 roku, ale nawet przez odleglosc mozna
      byc "blisko" emocjonalnie a ona chciala na sile utrzymac znajomosc, pewnie
      myslala ze byc moze nie znajdzie sobie lepszego chlopaka a ja moge sie jej
      przydac..., ja w USA ona w Japoni, zamierzala przyjechac "wkrotce" na studia, i
      przyjechala ale na drugi kraniec USA, i jakby nigdy nic (a minelo od ostatniego
      spotkanie 1.5 roku) pisze ze mozemy sie spotkac za pare miesiecy lub pol roku
      gdy bedzie miala ferie zimowe, na 7-9 dni...

      Mialem dosc nie odpisalem, bo juz od paru miesiecy zaczalem rozgladac sie za
      nowa dziewczyna. I znalazlem nastepna azjatke Chanieng, z ktora bylem 2 lata,
      potem wkoncu poznalem moja zone Polke i jestem z nia juz 4.5 roku z czego 3
      lata jestesmy malzenstwem.

      Wiem ze moje okolicznosci znajomosci z Junko sa inne, ale mysle ze ona tak samo
      jak twoj ex, grali na zwloke, nie chcieli sie zaangarzowac, troche pasorzytujac
      na drugiej osobie, wybagaja nie wiele dajac wzamian.

      I dzisaj po 4.5 roku bycia z moja zona nadal zastanawiam sie dlaczego nie dane
      mi bylo zakochac sie w mojej zone, tak gleboko jak kiedys kochalem tamta
      Junko...ktora nawet nie zasluzyla sobie na moja milosc. MIalem kryzys pare
      miesiecy temu, wiec musialem powiedziec zonie o tym, ale teraz jestem pewnien
      ze tamta znajomosc z Junko byla tylko znajomosci ktora skonczyla sie bo
      mielismy inne priorytety, i ona mnie nie kochala tylko chciala przytrzymac
      sobie "na pozniej"...no ale wkoncu ciesze sie ze spotkalem moja zone bo jest
      1000 razy lepsza dla mnie niz tamta Japonka.

      Pomysl o tym, moze moje doswiadczenia pomoga ci zobaczyc, ze warto dac czanse
      osobie ktora ciebie kocha, a nie tylko uparcie wmowic sobie ze ta druga osoba
      jest "wlasnie ta jedyna" tylko dlatego ze wmowilas sobie ze tylko z nia mozesz
      byc szczesliwa.

      Przyznam sie ze w mojej zonie nie zakochalem sie od razu tak jak w Junko, ale
      zona jest warta mojej milosci i rozumiemy sie bez slow. Junko tylko udawala
      mila bo miala swoje plany, i nie dbala za bardzo co ja chce.

      Mysle ze Ty powinnas, wybrac ta osobe na ktorej zawsze moglas polegac...na
      pewno wiesz kto jest ta osoba :)

      Ktos madrze kiedys powiedzial ze szczescie drugiej osoby nigdy nie powinno byc
      wazniejsze od naszego szczescia...wiec nie warto cierpiec bedac w zwiazku z
      osoba ktora sama nie wie czego chce i mysli tylko o sobie.
      • junaa Re: jezeli to zlagodzi twoj bol, to nie jestes je 03.09.06, 11:48
        Nie jest to budujące. Twoja historia ma juz dobrych kilka lat, a Ciebie nadal
        boli. A powinieneś być juz daleko do przodu... Zdecydowałeś się związać z kimś
        na stałe, ale czy jesteś szczęśliwy??????????
        Ja stoję przed samą decyzją. Teraz nie jestem już odpowiedzialna tylko za
        siebie, ale za tą malutką istotę, która zasługuje na wszystko co najlepsze
        oraz za człowieka, który mnie pokochał. Decyzja jest na całe życie. Czy będę
        umiała sie odnaleźć??? będę miała dosyć siły?
        • waldek1610 Re: jezeli to zlagodzi twoj bol, to nie jestes je 03.09.06, 13:22
          Junaa,
          Wiem ze moja historia nie wydaje sie budujaca ale tylko z pozoru.

          Milosc niestety to nie tylko euforia i radosne chwile spedzone z ukochanym,
          prawdziwa milosc wymaga wiele poswiecenia i cierpliwosci od obydwojga,
          partnerki i partnera.

          Nie chce byc nieprzyjemny, ale wyglada na to ze minelas sie ze
          swoim "pierwszym" chlopakiem. Prawda jest taka ze on nie chcial sie zdecydowac,
          a ty nie wytrzymalas presji, i zrobilas to co robi zdecydowana wiekszosc ludzi,
          znalazlas sobie komfort w kims na kogo moglas bardziej liczyc. Ile razy
          zamierzasz sie cofac w swoim zyciu?

          Ja zrobilem to samo, a moja ex zrobila to co zrobil twoj byly, i teraz juz za
          pozno i moze dobrze bo ona wcale nie nie kochala, tylko chciala miec.

          Jedyne co zaluje to to ze zaangazowalem sie w Junko wiecej niz ona na to
          zaslugiwala, bylem naiwny a znajomosc w wiekszosci na odleglosc tylko sprzyjala
          temu zebym sobie ja wyidealizowal, i byla sadzilem ze byla taka "wspaniala,
          jedyna".....ale wkoncu przejzalem na oczy, i nie chcialem dawac wszystko
          dziewczynie ktora anie nie kochala ani nie pozwolila odejsc.

          Wiesz, dlatego ze mialem Junko uwierzylem ze milosc powinna byc taka trudna,
          ale zrozumialem w koncu ze zyje sie raz i nie warto na sile utrzymywac
          znajomosc, jezeli druga strona nie czuje tego samego.

          Mysle ze masz dosc trudna sytuacje, ale wkoncu masz dla kogo zyc...Nie wiem co
          powinnas zorbic, ale wydaje mi sie ze zostawic twojego chlopaka zwlaszcza gdy
          spodziewacie sie dziecka bylo ta gorsza obcja.
    • yagiennka Re: historia z kiepskiego romansu................ 03.09.06, 11:26
      Coś mi się wydaje że gdybyś wróciła do poprzedniego to znów okazałoby się że nie
      możecie być razem, że już go nie kochasz tylko jednak kochasz ojca twojego
      dziecka. To się nazywa niestabilność i niedojrzałość emocjonalna :) Weź się w garść.
    • vampirrr Re: historia z kiepskiego romansu................ 03.09.06, 11:35
      milosc jest decyzja wolnej woli, wolnosc zas - swiadomoscia obowiazkow...

      v.
    • 3mocj4 Re: historia z kiepskiego romansu................ 03.09.06, 11:49
      A może Twoj były się przestraszył....że stracił Cię na zawsze...(nowy mężczyzna i pojawienie się dziecka) i dlatego że już nie może Cie mieć tak zachowuje się jak "zakochany" ? A po powrocie Twoim do niego.....było by jak dawniej....no bo przecież Cię odzyskał. I czy za kolejne 4 latka nie zostałabyś zupełnie sama z czteroletnim dzieckiem, który nie ma ani ojca, ani ojczyma? Znam taki przypadek, że dziewczyna mając już dość swojego chłopaka... (związek typowo toksyczny) znalazła sobie nowego :) Była szczęsliwa, że uwolniła się od tamtego... no ale pech chciał że się nie udał ten drugi związek. A o wszystkim wiedział ten pierwszy (od związku toksycznego) Sam ją namawiał do zerwania, by znów byli razem....posluchała...ale jak tylko wróciła do pierwszego... zaczeło sie to samo ( znów związek toksyczny, choć zapewniał, że będzie "lepiej" ) Zerwała kontakty... tyle że tu dziecka nie było.
    • wm32 Re: historia z kiepskiego romansu................ 03.09.06, 14:00
      zycie to jest w ogole kiepski romans a ludzie maja zdolnosc do komplikowania
      sobie zycia ; historia z zycia wzieta przyjaciel mojej rodziny w malzenswtei od
      10 lat niekochal zony jak brali slub ale wydawala mu sie najbardziej
      odpowiednia a mial juz swoje lata ; ona chciala chyba uciec z piekla domowego (
      matka i ojciec nie rozmawiali zesoba od lat choc mieszkali w jednym domu )
      malzenswto zaczelo sie sypac ona nie okazywala uczuc bo nie umiala on przestal
      walczyc przestali sie odzywac przestali sypiac bo na tym polu tez mieli inne
      oczekiwania ;zyli dla dziecka; on wielokrotnie mowil o rozwodzie ona myslala ze
      zartuje bo przeciez na pozor uchodzili zaidelane malzenstwo ; on poznaje
      kobiete i wlasciwie od samego poczatku sa to te same fale , zakochuje sie
      wreszcie ma z kim pogadac , wreszcie jest ktos kto go umie zrozumiec ona tez go
      kocha i to bardzo ; facet decyduje sie na rozwod zona robi sceny - cale lata go
      olewala a teraz mowi mu ze obiecuje nowa jakosc zycia ze go kocha ze sie
      zmieni ; on przez przypadek zostawia w domu komorke , zona dzowni do tej
      drugiej on sie wscieka i robi sie wojna ; wszytsko na ostrzu noza ; syn wpada w
      histerie nie wyobraza sobie zycia bez ojca ( choc ojciec tak naarwde rzadko
      bywal w domu bo uciekal przed zona ) , zona blaga stawia warunki szantazuje
      synem wlacza sie matka jego i tesciowa robia mu pranie mozgu ze jakie on zycie
      szykuje synowi , ze przeciez dziecko itd ; tamta kocha i czeka przezywa
      dramat ; facet nie wiedzac co robic przestaje odzywac sie do tamtej zostaje w
      domu ; tamta pisze do niego w koncu gdy on sie nadal nie odzywa pisze ze
      rozumie ze ma powody by sie nie odzywac ze poczeka ze stara sie zrozumiec ,
      mijaja tygodnie on sie nadal nie odzywa - powoli zycie w jego domu wraca do
      stanu sprzed wojny ( i zaczyna byc tak samo co bylo zreszta do przewidzenia ;
      tamta rezygnuje w koncu z czekania choc jest nadal sama ale musi zaczac zyc ; a
      jego zycie znow jest takie jak bylo przedtem mdle suche
    • solaris_38 Re: historia z kiepskiego romansu................ 03.09.06, 22:12
      twój ból jest bólem pzreniesionym. Gdybyś wróciła nawet do partnera
      popzredniego- w końcu znów bys cierpiała

      pewien poziom cierpienia NOSISZ w sobie cały zcas

      jest jak twój kolor skóry

      a ty myslisz że to zewnętrzne przyczyny sa jego powodem

      Teraz też myślisz że będziesz cierpieć bo TAMTEN był lepszy i bardziej go kochasz
      to złudzenia

      Zyj spokojnie . kochaj dziecko i pójdz na psychotweriapie aby poznac skąd w
      tobei ten ból
      Inaczj w różnych formach zostanei w tobei CAłE żYCIE

      I NIE WAZNE JAK GO NAZWIESZ
    • witch-witch Re: Jestes bardzo niestabilna uczuciowo... 03.09.06, 22:45
      troche cie zal. Widac potzrebujesz horroru w zwiazku taki zwiazek pompuje
      wiecej adrenaliny...a osoba nieosiagalna jest bardziej atrakcyjna niz taka
      ktora wie sie ze sie ma.....

      Twoj facet ten nowy pewnie jest fajny ...ale jak dlugo jest taki fajny, jutro
      moze sie zmienic, i wtedy nie bedzie ani wielkiej milosci ani wielkiego
      rozsadku. Czasami rozsadek to zrobic cos co nie jest takie rozsadne...I jezeli
      tamten ma jakies uczucia a ty do niego ...wiec sprobuj....Moze pokocha twoje
      dziecko, kto wie.
    • junaa Re: historia z kiepskiego romansu................ 04.09.06, 12:04
      Jestem bardzo niestabilna uczuciowo... Chcialbym przenieść uczucia na nowego
      partnera, ale to jest niemożliwe! On patrzy na mnie z zachwytem a ja nie umiem
      tego odwzajemnić. Bolał poprzedni związek , boli obecny!!! Gdzie ja popełniam
      błąd??? Wzorce rodzinne mam b. dobre, kochający sie rodzice nieprzerwanie od 30
      lat, zdrowie, urodę, dobre warunki życia i ........ czy tak ma wyglądać moje
      życie?
      • waldek1610 milosc czy........"syndrom niespelnionej milosci"? 04.09.06, 12:24
        Gdzie ty popelnilas blad?

        Ano, podjelas decyzje odejsc od pierwszego chlopaka, znalazlas sobie nowego,
        rozkochalas jego w sobie i teraz ty chcesz go porzucic dla twojego bylego....

        Podjelas raz decyzje, i mialas podody. Cofnij ise w czasie i pryzpomnij sobie
        dlaczego rozstalas sie ze swoim bylym...Rozstalas sie z nim dlatego ze nie
        bylas szczesliwa prawda.

        Znalazlas szczescie(i zaszlas z nim w ciaze) ale wydaje ci sie ze prawdziwa
        milosc to cos trudnego i nieosogalnego, wiec dlatego wracasz do
        tamtego "niespelnionego" zwiazku.

        Doskonale Ciebie rozumiem. Ale ja sobie poradzilem z tym problemem, z chwila
        gdy zrozumialem, ze z moaj ex to nie byla "niespelniona" milosc tylko po prostu
        pomylilem sie co do niej i zakochalem sie w nie tej kobiecie co trzeba, i wiem
        ze teraz udalo mi sie zabrac ta milosc do mojej ex spowrotem, i ofiarowac ja
        mojej zonie :)!!!
      • witch-witch Re:Nie uwazasz ze siebie krzywdzisz.... 04.09.06, 13:23
        W zwiazku z tamtym na pewno byly jakies bledy, moze ten facet jest taki, ze
        chce czuc kontrole nad swoim zyciem, dlatego nie zalezalo mu na zwiazaniu sie.
        Bo to on musi decydowac.
        Z tym jestes w ciazy...i tu jest wielki problem. Zastanow sie czy, aby sobie
        nie wyzradzasz krzywdy. Czy jestes gotowa aby byc matka do konca zycia, miec
        dziecko mezczzyny, ktorego nie kochasz....czy podolasz?
        Odrzuc wszystkie inne tematy i skoncentruj sie na sobie i swojej sytuacji...bo
        to co teraz sie dzieje u ciebie to nic dobrego nie wrozy....zastanow sie czy
        twoja decyzja o byciu matka jest przemyslana? Nie mysl o tych facetach, ich
        mozesz miec w zyciu wielu...Pomysl o sobie. Abys sobie zycia nie zepsula...
    • mku123 Re: historia z kiepskiego romansu................ 04.09.06, 12:26
      Bardzo dobrze Cie rozumiem. Trudna sytuacja, ale nie bez wyjścia. Życie tak
      czesto sie układa, nib sami to powodujemy, jestesmy tylko słabymi ludźmi. Tak
      jak napisała jedna osoba, stało sie bo bo uciekalaś dramatycznie od
      poprzedniego zwiazku. Wiem, ze teraz Ci ciezko, tego nowego nie znasz dobrze,
      bo z tego co napislas znacie sie nie dlugo. Musisz sama podjac decyzje, z kim
      widzisz swoje zycie, nie to za miesiac, ale to za rok itp. I jak w ogole
      widzisz to zycie. ja tez jestem emocjonalnie niestabilna i bardzo ciezko mi z
      tym. pozdrawiam Magda
    • junaa Re: historia z kiepskiego romansu................ 12.09.06, 14:20
      Minęło półtora tygodnia. Zamieszkałam z Nowym partnerem, a potem ... poroniłam.
      Bolało i boli, psychicznie i fizycznie. Żyję jak automat, kompletnie się
      zgubiłam w tym wszystkim, nie widzę żadnych gotowych rozwiązań, dobrze tylko,
      że praca daje ukojenie. Boję sie podejmować jakiechkolwiek decyzji, bo co tu
      jest do zrobienia??????????
      • mku123 Re: historia z kiepskiego romansu................ 12.09.06, 15:16
        Moze umów się na wizytę do dobrego psychologa. Do osoby z dużą wiedzą,
        doświadczeniem, praktyką. Wierzę, że jest Ci ciężko, trzeba szukac pozytywnych
        aspektów, zawsze są. Pozdrawiam M
    • e_mka1 Re: historia z kiepskiego romansu................ 14.09.06, 13:19
      Wiesz, mam tak samo ja Ty. Ale nie wiem, czy powinnam udzielać jakiś rad, bo
      sama sie jeszcze nie uporałam ze sobą, ze swoimi emocjami, bólem i tak ogólnie
      z życiem. Mogę Ci tylko powiedzieć, że Cie rozumiem. Kocham, albo wydaje mi
      się, że kocham (w każdym razie, wiele moich emocji wzbudza) facet, ktory tego
      nie umie docenić, z którym w zasadzie poza tymi emocjami mało mnie łączy. Ale
      wzbudza we mnie takie emocje jak nikt. Dzięki niemu pierwszy raz i pewnie
      ostatni poczułam takie iskry i ogień, ze nie mam nad tym kontroli. Ale brak
      planów, brak przyszłości i do tego odlegość nas powoli niszczy. To znaczy mnie,
      bo on obecuje, ze to się zmieni, tylko ze od dwóch lat nie potrafi zrobić nic,
      bo chyba to co jest mu odpowiada. Trzyma mnie na dystans, ale mimo wszystko
      chce mnie. Chce mnie tak tylko troszke, tak zebym była jego, dla niego, tak w
      rezerwie jakby coś mu sie odmieniło, ale jednocześnie na dystans. I jest
      jeszcze ktoś, ktoś mogłoby sie wydawać idealny, troskliwy, opiekuńczy, zaradny,
      ktoś kto traktuje mnie bardzo poważnie. Kto mnie kocha. Najpierw miał być tylko
      kumplem z którym wynajmuje razem mieszkanie, bo na samodzielne mieszkanie mnie
      nie stać, potem stał sie prawdziwym przyjacielem, na którego zawsze mogłam
      liczyć i przez którego nie czułam sie tak samotna, a ta tesknota za
      moją "miłością" nie byla tak wielka, przez którego miałam ochote wracać do
      domu, bo to mieszkanie stało sie moim prawdziwym domem, gdzie ktos zawsze
      czeka, kto zrozumie, pocieszy... Potem wydarzyło się coś wiecej. Tylko raz.
      Postanowilismy zapomnieć. Tylko, że ja zaszłam w ciąże. I miałam te same
      dylematy co Ty. Po miesiącu poroniłam. Wtedy zawalił mi się świat. Minęło pół
      roku. Jest troche lepiej. Wytłumaczyłam sobie, że poprotu Bóg uznał, ze jeszcze
      nie jestem gotowa na dziecko. Chociaż trudno było bo ja juz pokochałam tą
      istotke. Ale wiem, ze na mnie czeka w niebie i ze przyjdzie w końcu. Musze
      tylko do tego dojrzeć. I aż wstyd mi sie przyznać, ze nadal mam takie dylematy:
      nadal tęsknie do mojej "miłości" - ale już ograniczylismy nasze kontakty,
      chociaż on nadal mnie "kocha", ale nadal nie jest na nic gotowy. Ja juz nawet
      nie wiem, czy bym chciała. Chociaż czasem wieczorami, albo jak pada deszcz
      nachodzi mnie taka tęsknota, że aż boli. Tak jakby serce się kłóciło z rozumem.
      Jak by toczyli ze sobą wojne. I jest mój przyjaciel, mój Damianek, jest zawsze
      przy mnie. Chyba dzieki niemu udało mi się to wszystko przetrwać. Kocham go,
      ale tak innaczej,tak spokojniej, bez burzy, bez piorunów. Czasem mocniej,
      czasem mniej, czasem dziękuje Bogu ze go mam, a czasem żałuje bo tak bardzo się
      boje go skrzywdzić. Wydaje mi sie ze zasługuje na kogoś kto pokocha go bez
      zadnych ograniczeń. Bo ja chyba kocham za mało. Tak jakby część mojego serca
      została tam daleko. I niedawno poprosił zeby za niego wyszła, a ja nie umiem mu
      powiedzieć TAK. Ale on czeka i nadal widać w jego oczach miłość, ale widać też
      strach i ból. I wiem, ze długo czekać nie bedzie... Tak bardzo bym chciała
      umiec podjąć tą dezycje, ale chcialabym też być uczciwa...
      • hyper_mouse Re: historia z kiepskiego romansu................ 15.09.06, 15:13
        myślę, że Twój były nie zasługuje na Twoje uczucie, bawił się Tobą i pewnie
        gdybyś do niego wróciła nic by się nie zmieniło. A teraz dzięki całej tej
        sytuacji będziesz z dobrym, odpowiedzialnym człowiekiem i wkrótce dziecko
        wynagrodzi Ci wszelkie krzywdy...
      • junaa Re: historia z kiepskiego romansu................ 15.09.06, 18:18
        Rzeczywiście, możemy sobie podać rękę. Ty już jednak jesteś troche dalej niż
        ja..., a wiedza, którą cały czas zdobywam wystarcza żeby stwierdzić, że
        najlepszym rozwiązaniem byłoby się po prostu odciąć od przeszłości, czyli się
        odkochać!!!
        Ale nikt mądry jeszcze nie wymyslił i nie powie mi ani Tobie jak to zrobić!!!!

        Rozmawiałam z moim byłym kilka dni temu. Kocha mnie. Ale. Nie da mi gwarancji,
        gdybyśmy do siebie wrócili, że tym razem mogłoby byc lepiej niż przez ostatnie
        4 lata! I tutaj mu wierzę. Trzydziestokilkuletni mężczyzna nie zmieni sie z
        dnia na dzień, właściwie w ogóle się nie zmieni!!!!\
        Powiedział, że do rozmowy jeszcze wrócimy. Ale po co??????????

        Mieszkam za to z mężczyzną (też trzydziestokiluletnim), który twierdzi, że mnie
        kocha, troszczy się i bardzo stara, żeby mi było dobrze. Ale ja go nie kocham!
        On o tym wie. Na ile Mu wystarczy cierpliwości żeby czekać... na ...
        uczucie ???????/ które może się nigdy nie pojawić???
        Czy można kogoś pokochać, tylko dlatego, że ktoś nas kocha? chyba nie.
        uciekac z tego układu? mam zostać sama?
        jak zapomniec o tamtym,
        kiedy ja wreszcie odnajdę upragniony święty spokój???
        ile czasu trzeba??
        A życie się nie dzieje kiedyś tam, tylko teraz. Mam na nie wpływ, ale nie wiem
        jak się zachować!!!
        czemu to wszytko musi tak bolec???????
        • e_mka1 Re: historia z kiepskiego romansu................ 18.09.06, 10:02
          Nie wymagaj od siebie miłości do kogoś do kogo tego nie czujesz. Miłość
          przychodzi sama... Ale nie skreślaj tak od razu osoby której na Tobie zalezy.
          Przyjaźń też jest cenna. Bądz szczera, ale nie wyrzucaj z siebie wszystkich
          emocji które w Tobie siedzą. Uporządkuj je troszke, spróbuj zrozumieć siebie,
          to czego oczekujesz od życia. Czasem nieszczęsliwa, niespełniona miłość nas
          nakręca. Bo skoro kochamy mimo takich przeciwności to wydaje nam sie ze to jest
          prawdziwe. Ale czy faktycznie głębokie? Czy dojrzałe? Czy spełnienie tej
          miłości przyniosło by Ci szczęscie? Miłość to nie są krótkie chwile, to nie
          jest ból. Mi sie wydaje ze prawdziwą miłość odnajdujemy w codzienności, w
          trosce o siebie, w zrozumieniu. I wiadomo, ze musi być jakas iskra, ale ona nie
          musi nas spalać. Wazne ze nasze serce troche mocniej bije ;)
          Myśle ze Ty potrzebujesz czasu, zeby sie troszke wyciszyc wewnętrznie. Nie
          podejmuj teraz decyzji. Staraj się lepiej poznać siebie. Muisz uspokoic swoje
          emocje, a odpowiedz przyjedzie do Ciebie sama.
    • wielki_czarownik Ale się cieszę 15.09.06, 20:11
      Cieszę się, że nie znam podobnej niedojrzałej psychicznie idiotki.
      • e_mka1 Re: Ale się cieszę 18.09.06, 10:16
        chyba jesteś troche niesprawiedliwy. Nawet jak tak myslisz, nie powinienes tego
        pisać. Ta wypowiedż świadczy o niezrozumieniu tematu. Jak się czegoś
        nierozumie, lepiej się niewypowiadać. Są ludzie wrażliwi i mniej wrażliwi.
        Tacy, którzy kierują się emocjami i tacy którzy wybierają rozsądek. Nie mozna
        krytykować osoby, która się pogubiła, bo za bardzo czuje, bo za za bardzo
        kocha, być moze człowieka, który na to nie zasługuje. Niektórzy zapominają o
        tym, że człowiek odpowiada nie tylko za siebie, ale też za emocje, które
        wzbudza u innych. I świadomie, bądź nie swiadomie krzywdzi innych. Być moze dać
        się tak skrzywdzić świadczy o niedojrzałości emocjonalnej. Ale z drugiej strony
        wrażliwość to bardzo pozytywna cecha. Ja bym się bardziej zastanawiała nad
        niedojrzałością i egoizmem drugiej strony... I wiesz co Ci powiem, żałuj ze nie
        spokałeś "podobnej niedojrzałej psychychicznie idiotki" - chociaz może dobrze,
        bo z Twojej wypowiedzi wynika zupełny brak jakiejkolwiej wrażliwości. Biedna by
        była ta dziewczyna...

        Pozdrawiam
        • wielki_czarownik Wrażliwość 18.09.06, 18:00
          Mylisz nieodpowiedzialność z wrażliwością. Człowiek może być jednocześnie i taki i taki. Wrażliwy dla bliskiej osoby i jednocześnie wierny oraz oddany jej. Zaś autorka tego wątku to po prostu głupia gęś która nie wie czego chce i jest równie dojrzała psychicznie co karaluch w przedszkolu.
          • e_mka1 Re: Wrażliwość 19.09.06, 13:57
            Ludzie nie są chodzacymi ideałami, czasem mogą się pogubić, a Ty im to prawo
            odbierasz wypowiadając się w ten sposób. Ty jesteś taki idealny? Nigdy nie
            miałeś wątpliwości? Do każdego związku sie dojrzewa, do kazdej decyzji.
            Trudniej mają osoby po przejściach. Nie kazdy potrafi od razu spalic mosty jak
            coś nie wyszło i w nowy zwiazek zaangażować sie całym sercem. Potrzeba czasu...
            A ze autorka nie wiem czego chce, to nie do końca jej wina. Jak jej eks nie
            wiem czego chce, ale mówi ze ją kocha. Myslisz ze to jest łatwe tak sie odciąć
            od osoby, ktora przez długi czas była nam bliska i jeszcze mówi, ze kocha, no
            tylko ze nie umie nic dać od siebie, nie umie stworzyć normalnego związku...
            Myslisz ze długo tak mozna żyć, w koncu szuka sie dalej, czasem na oślep, bez
            zastanowienia i fakt to jest niedojrzałość - ale nie zawsze emocje da sie
            kontrolować. Jestem jednak pewna, że z czasem wszysko sie wyjaśni... A w Twoich
            wypowiedziach nie podoba mi sie to ze jesteś za ostry i niemiły, dla mnie to
            oznacza brak wrażliwości... Należało by uwzglenic fakt, ze autorka sporo
            przeszła i pisze tutaj bo szuka pomocy!
            • wielki_czarownik Re: Wrażliwość 20.09.06, 22:26
              e_mka1 napisała:

              > Ludzie nie są chodzacymi ideałami, czasem mogą się pogubić,

              Ale nie kosztem innych.

              a Ty im to prawo
              > odbierasz wypowiadając się w ten sposób.

              Odbieram prawo do głupoty.

              > Ty jesteś taki idealny?

              Tak.

              Nigdy nie
              > miałeś wątpliwości?

              Jak miałem to najpierw je rozwiewałem a potem ruszałęm sprawę dalej.

              > Do każdego związku sie dojrzewa, do kazdej decyzji.

              Niektórzy nigdy nie dojrzewają.

              > Trudniej mają osoby po przejściach. Nie kazdy potrafi od razu spalic mosty jak
              > coś nie wyszło i w nowy zwiazek zaangażować sie całym sercem. Potrzeba czasu...

              Jak nie jest ten ktoś gotowy to niech nie zaczyna nowego związku.

              >
              > A ze autorka nie wiem czego chce, to nie do końca jej wina.

              A niby czyja? Moja? Nie potrafi sobie poradzić ze sobą i niech nie zwala winy na innych. To ona jest BEZNADZIEJNA a nie inni.

              Jak jej eks nie
              > wiem czego chce, ale mówi ze ją kocha. Myslisz ze to jest łatwe tak sie odciąć
              > od osoby, ktora przez długi czas była nam bliska i jeszcze mówi, ze kocha, no
              > tylko ze nie umie nic dać od siebie, nie umie stworzyć normalnego związku...

              Tak.

              > Myslisz ze długo tak mozna żyć, w koncu szuka sie dalej, czasem na oślep, bez
              > zastanowienia i fakt to jest niedojrzałość - ale nie zawsze emocje da sie
              > kontrolować.

              Dorosły człowiek musi kontrolować swe emocje.

              Jestem jednak pewna, że z czasem wszysko sie wyjaśni... A w Twoich
              >
              > wypowiedziach nie podoba mi sie to ze jesteś za ostry i niemiły,

              Jestem szczery. Nie mam w zwyczaju kadzić i owijać w bawełnę. Walę prosto z mostu i między oczy.

              dla mnie to
              > oznacza brak wrażliwości...

              Kłamstwo = wrażliwość?

              Należało by uwzglenic fakt, ze autorka sporo
              > przeszła i pisze tutaj bo szuka pomocy!

              Niech się lepiej uda do specjalisty.
              • junaa Re: Wrażliwość 21.09.06, 13:35
                Autorka wątku okazała sie głupią i naiwną kobietą kochając wbrew zdrowemu
                rozsądkowi, wierząc, że zachowanie partnera się zmieni. Uczucie ze strony
                partnera może i było, ale nie takie, żeby przy tym nie ranić. Kiedy
                zdecydowała, że odchodzi, pojawił się ktoś innyy i zaoferował wiecej niz mogła
                się spodziewać (manipulacja?). odeszła, związała się z Nowym i wierzyła, że
                wreszcie odnalazła spokój przy kimś kto jest dla niej b. dobry. Niestety nowy
                partner wymagał zbyt wiele od razu i nie rozumiał, że ona potrzebuje czasu.
                Wiedział jak b. zły i wyniszczający był poprzedni związek, wypłakiwała Mu to
                przecież wszystko na ramieniu. Resztę już znasz.
                Ona nie zamierzała i nie chciała nikogo zranić. Powinna być teraz sama i będzie
                sama. Może kiedyś zmądrzeje i dojrzeje, ale to wymaga sporo czasu, a może
                terapii.

                Życzę samych prostych ścieżek w życiu i normalnych kobiet na drodze.
                Mam nadzieję, że przynajmniej jesteś szczęśliwy i zawsze trzymasz się swoich
                zasad.
              • mku123 Re: Wrażliwość 21.09.06, 13:58
                Boże uchroń mnie od takich typów. Pseudo mądrych, pseudo wrazliwych i
                nieomylnych. Ciekawe, czy masz bliską sobie osobę. Może tak, może trafiłeś na
                równa sobie. Obym ja nigdy na swojej drodze kogos takiego nie spotkala.
    • papciuch2 Re: historia z kiepskiego romansu................ 16.09.06, 03:20
      ja jestem w dosc odwrotnej sytuacji, kocham z wzajemnoscia faceta, ktoremu za
      miesiac rodzi sie dziecko, wpadl z kolezanka. przespali sie kilka razy , pekla
      gumka i tyle. ja go poznalam trzy miesiace pozniej i oboje wiemy ze jestesmy
      milosia zycia. i co teraz/ presja obu rodzin, dziewczyna w ciazy.... kupili
      razem mieszkanie i na razie jest z nia. ale jak dlugo? czy da rade ja zostawic?
      co powinien zrobic? co powinnas ty zrobic? dla dobra dziecka byc z facetem
      ktorego nie kochasz? czy na samym poczatku rozbic rodzine?
      nienawidze zycia!!!!!
    • andzia877 historia z kiepskiego romansu................ 19.09.06, 14:29
      Moja historia dokładnie jak z kispskiego romansu!:-( Adam był moją pierwszą
      miłością, bardzo mocną! W tym czasie miałam chłopaka, Adam był w wojsku i sie
      zaczeło, miłosnę smsy, pogaduchy pokryjome, czułam że uczucie wróciło i on chce
      być ze mną! Niestety na przeszkodzie stał mój chłopak, to nie byla miłośc taka
      jak do Adama, ale coś czułam...Niestety zrezygnowałam z niego...zostałam z
      chłopakiem i ciągle żałuję tego co mogło być! Z Adamem do dzisiaj łączy nas
      przyjaźń i pożadanie, ale on niestety już nie potrafi mnie kochać:-( ja jestem
      z tym samym facetem...on mnie kocha, ja dalej czuję coś do Adasia... On już
      nie...Bierzcie z życia to co najlepsze...
    • kornelia.80 Re: historia z kiepskiego romansu................ 19.09.06, 20:12
      Nie wychodz za maz!!! To przede wszystkim,jesli wyjdziesz za "nowego" tylko dla
      dobra dziecka, to kpala na calej linii!! Jesli Go nie kochasz, to nie ma co
      marnowac czasu na cos, co i tak sie rozpadnie i skonczy rozwodem. Nie jestem
      tylko pewna, czy nagle odrodzenie uczuc, do "Starego" to faktycznie milosc, czy
      sentyment, bo wsumie jeszcze nie mialas nawet czasu,zeby sie otrzasnac.
      Wiec zastanow sie z kim chcesz naprawde byc, jesli z tym "Starnym" musicie
      porozmawiac, zastanowic sie i jesli naprawde tak bardzo Cie kocha, pokocha tez
      Twoje dziecko (ale nikt nie mowi,ze bedzie latwo)
      Powodzenia, dbaj o siebie:)
    • junaa Re: historia z kiepskiego romansu................ 20.09.06, 16:30
      Autorka wątku bardzo chciałaby osiągnąć wreszcie stabilność emocjonalną!

      Nie chcę się juz sugerować "dobrymi "doradcami, których wokoło jest pełno.
      Zdecydowałam zamieszkac samodzielnie. Mężczyzna z którym mieszkam jeszcze o tym
      nie wie. Wraca w weekend z delegacji. Wtedy z Nim porozmawiam. Poproszę Go o
      czas, może z biegiem czasu, z dystansu pojawią się oczekiwane uczucia???????/
      Jeżeli mnie odtrąci......... tzn, że wszystko co przeżyliśmy do tej pory nie
      było nic warte! Zrozumiem .
      Chcę też zrezygnować z jakichkolwiek kontaktów z moim byłym. Co z oczu, to z
      serca, liczę, że czas wyleczy rany.
      Mam tylko nadzieję że w międzyczasie nie pojawi sie nikt nowy!!!!!!!!! Boże
      uchowaj!
      I przede wszystkim jak matrę, trzeba powtarzać: BĄDŹ MĄDRZEJSZA, (GŁUPIA
      BABO)!!!
      cHCIAŁBYM, ŻEBY WYSTARCZYŁO MI MOTYWACJI!

      A do mojego zagorzałego krytyka?::: Kazdy ma prawo do oceny!
      • mku123 Re: historia z kiepskiego romansu................ 20.09.06, 16:59
        Wystarczy Ci motywacji. Ja też jej potrzebuję. Też potrzebuję sobie powtarzać:
        bądź mądrzejsza. Wierzę ,że nam się uda. Ja zaczęłam chodzic na terapię
        grupową. na razie nie wiem co o tym mysleć, ale jutro też idę. Ciepło
        pozdrawiam mku
      • julinekk Re: historia z kiepskiego romansu................ 21.09.06, 16:51
        bardzo dojrzala decyzja! gratuluje i zycze jak najszybszego poukladania!
    • amelika1975 Re: historia z kiepskiego romansu................ 23.09.06, 16:53
      przeczytalam wiekszosc postow dotyczacyhc twojego watku. Prawda jest taka, ze
      kiedy raz sie kogos tak bardzo pokocha, to rzadko kiedy moze sie nam to jeszcze
      raz w zyciu przydazyc, cokolwiek bysmy sobie nie mowili, ze jest inaczej. To
      sie czuje i tylko trudno przyznac sie nawet przed samym soba, ze osoba, z ktora
      dzieli sie obecnie cale zycie nie dostaje tak wielkiej milosci od nas, jak ktos
      inny, ktos kto byc moze nawet na to nie zaslugiwal. Ciezko nawet mowic o
      zaslugiwaniu czy nie, to jest niezalezne od nas. Dzieje sie tak spontanicznie,
      ze nie zastanawiamy sie, czy ten ktos zasluguje na taka milosc czy nie. Sadze,
      ze ktorej drogi nie wybierzesz i tak bedzie Ci ciezko i uczuciowo i
      emocjonalnie. Wspomnienia beda powraca, a podczas gorszy dni tylko ze zdwojona
      sila. Podzielam jednak zdanie kolegi, ze serce to nie zawsze dobry doradca.
      Czesto zdrowy rozsadek sprawia, ze nasze zycie z druga osoba staje sie
      pelniejsze, bezpieczniejsze, a w reszcie i bliskosc i oddanie i zaangazowanie
      przychodzi. Z obserwacji i niewielkiego wlasnego doswiadczenie widze, ze i tez
      takie zwiazki maja duzo wieksza szanse na przetrwanie nizeli te szalone z
      milosci. Co do kiepskiego romansu to jeszcze tutaj daleko.... oj daleko....
      • e_mka1 Re: historia z kiepskiego romansu................ 25.09.06, 13:40
        Ostatnio widziałam gdzieś wywiad z Wiśniewskim autorem "Samotności w sieci" i
        powiedział coś takiego, że kobiety mają tendencje wierzyć że jezeli pokochały
        raz całym sercem, to drugi raz im sie to nie przytrafi, ze kogos innego tak nie
        pokochają, dlatego tak desperacko trzymają się nawet toksycznych związków,
        dlatego tak często cierpią przez swoją miłość i zamykają się na nową ;) Ale do
        pewnych decyzji się w końcu dojrzewa. Na siłe nic nie warto robić, ale trzeba
        wierzyć ze najpiękniejsze jeszcze przed nami. Najważniejsze to nigdy nie
        zatracić samej siebie i działać w zgodzie z sobą.
    • joy44 dwie drogi 26.09.06, 11:45
      1. Zostajesz Żoną drugiego
      Masz z nim dziecko. To jego dziecko.
      On Ciebie kocha.
      Ty rodzisz dziecko innego. Kochasz innego.
      Odsuwasz się od męża. Unikasz seksu.
      On się odsuwa. Przestaje być czuły.
      Piszesz nowy post.
      Co się stało w naszym związku
      2.
      Pierwszy zgadza się z sytuacją.
      Po pewnym czasie wszystko powszednieje.
      Uświadamia sobie, że to nie jego dziecko.
      Nie pomaga Tobie przy dziecku. Odsuwa się.
      Przestaje być czuły.
      Piszesz nowy post.
      3
      Trzecia droga.
      Proponuję pozostać z Ojcem dziecka i kochać go z całych sił.
      Zostawić toksyczny zwiazek.
      Wiadro z zimna wodą.
      Głowa do wody.
      Pomyśleć.
      j



      • junaa Re: dwie drogi 26.09.06, 13:19
        dzięki:) scenariusze bardzo prawdopodobne, jednak nie przeczytałeś wątku
        dokładnie... Niestety zycie zweryfikowało sytuację i nadało inny bieg
        wydarzeniom..........
        Dostałam zimny prysznic od losu i jeżeli nie wyciągne wniosków z tego co się ze
        mną działo, to nie powinnam żyć w społeczeństwie, tylko na bezludnej wyspie.
    • junaa Re: historia z kiepskiego romansu................ 24.01.07, 16:52
      przypominam się. może kogoś zaintersuje epilog tej "kiepskiej" historii.
      Zamieszkałam sama. zerwałam wszelkie kontakty z chłopakiem, który mnie kochał.
      Wpadlł w depresję.
      Ja odetchnęłam, poczułam, że zrzuciłam ogromny cieżar z serca..
      Mineło kilka, kilkanascie dni. O rozstaniu dowiedział się mój były chłopak. Po
      dwóch miesiącach wrócilismy do siebie. przez chwile było wspaniale. Ale wróciły
      dokładnie te same toksyczne problemy. Zaczęło mnie bardzo uwierać. Kiedy
      postawiłam sprawę jasno: co dalej z nami? Odrzekł: nie jestem dojrzały na taki
      związek z Tobą, jakiego ode mnie oczekujesz.
      Zdecydowałam w jednej chwili. odchodze. bardzo kocham, ale odchodzę. Za bardzo
      raniłby mnie taki układ. Miałam jeszcze tylko siły na przeżycie rozstania.
      Minęło juz trochę czasu.
      Powoli przyzwyczajam sie do życia bez Niego. NA razie sie udaje.
      Spotkałam mężczyznę, który chciał się zbliżyć do mnie, ale już się nie
      zdecyduję leczyć swojego serca kosztem drugiego człowieka.

      Nie czas żałować chwil, z których nie ma nic.
      pozdrawiam
      • berenikaxx Re: historia z kiepskiego romansu................ 24.01.07, 22:39
        Dobrze, ze napisałaś ponownie, gdyby nie to nie przeczytałabym Twojej historii.
        To co opisalas bardzo odpowiada ostatnim wydzarzeniom w moim życiu, rownie
        brzemiennym w skutki. Rozniez nie wiem co robic, miotam sie, czuje, ze
        jakąkolwiek decyzje podejme bede zalowac. Jestem przerazona konsekwecjami
        wyboru jaki podejme... ale po kolei. Mam trzydziesci kilka lat, od 5 lat bylam
        w zwiazku z mezczyzna, ktory nie mogl sie okreslic, zwiazac, widziec ze mna
        przszlosci. Przez kilka lat walczylam, cierpialam, walczylam z lekami i
        depresja i ogolnym zagubieniem. Sadzilam ze to milosc mojego zycia, ze tylko z
        nim jestem w stanie zalozyc rodzine, ze nikogo nie poznam, ze nikt mnie nie
        zechce itd. Zatrzymywalam go przy sobie kurczowo, kiedy jednak rok temu
        pwoiedzial ze nie widzi ze mna przyszlosci, cos sie we mnie zalamalo. Zaczelam
        sie spotykac z innymi mezczyznami poznanymi przez net. I tak poznalam kogos kto
        zaczal byc dla mnie wazny. Ktos kto okazywal mi uczucie, czulosc, szacunek.
        Wydawalo by sie ze pieknie, nic tylko w to sie zaangazowac. Niestety, zaczelam
        sie doszukiwac w nim potkniec, niedostatków, luk w wyksztalceniu, obyciu.
        zaczelam porownywac z bylym. Pod pewnymi wzgledami wypadal fatalnie pod
        wzgledem uczuciowym duzo lepiej. Niedawno spotkalam sie z bylym, powiedzial, ze
        chce ze mna byc, zalozyc rodzine i zadeklarowac sie. Ja jednak wiem juz jak
        moge sie czuc z innym mezyczyzna, ile moze mi dac i wiem ze on juz nigdy nie da
        mi tego ile moglabym otrzymac. Nie mam pojecia co robic- ani tu ani tu nie jest
        tak ze nie mam watpliwosci, przy "nowym" obawiam sie ze nie bedzie porozumienia
        duchowego, ze jest zbyt prosty i nieskomplikowany, ze nie jest wyksztalcony,
        przy "starym" ze kolejny raz mnie zawiedzie, zrani, nie bedzie w stanie dac
        tyle uczucia ile potrzebuje. Boje sie ze jakakolwiek decyzje podejme bede i tak
        zalowac, a niestety nie mam marginesu bezpieczenstwa w postaci czasu i
        mlodosci, tak zeby szukac i szukac ... w nieskonczonosc.
        • junaa Re: historia z kiepskiego romansu................ 25.01.07, 08:49
          rzeczywiście jesteśmy w podobnym momencie życia. podejrzewam jak się czujesz.
          Po tym co przeszłam, jednoznacznie będę twierdzić: NIE WCHODŹ JESZCZE RAZ W TEN
          ZWIĄZEK!!!
          Kiedy mój były chciał powrotu (a nie byłam wtedy juz z nikim związana)
          obiecywał, że teraz już będzie tak, żeby mi myło dobrze. Opierałam się
          walczyłam z sobą. W końcu po tym co sie stało, taka deklaracja w ustach
          dojrzalego trzydziestokilkulatka, swietnie wykształconego prawnika, musiała być
          powazna!
          Szkoda, że nie postawiłam sprawy na ostrzu noża i nie zaprowadziłam do urzędu
          stanu cywilnego!:)
          po kilku dnia kiedy juz weszłam w ten związek z otwartym sercem, usłyszłam, że
          nadal nie jest gotowy na poważną relacj e i moze bedzie za rok lub dwa lub
          trzy:!:):) popłakałam się. kiedy zobaczył moja reakcje, stwierdził: Ty i tak
          zawsze płakałaś, a teraz i nic nie zrobisz, bo juz raz odeszłas a i tak do mnie
          wróciłaś, więc się już nie wygłupiaj!
          Wtedy pomyslałam: kij Ci w oko!!!!!!!!!!!!! zabrałam swoje uczucia, wszelkie
          nadzieje, osobę i z silnym postanowieniem odeszłam.
          Ja zasługuję na szczęście, w związku mam sie czuć spełniona, rozwijać się i
          czuć dobrze.
          Mam 26 lat. Z toksyn po tej relacji jeszce sie długo będę leczyła, ale już nie
          kosztem drugiego człowieka.
          Nadal Go kocham, cierpię. On pisze, dzwoni, że kocha.
          Jednak miłości widać nam nie wystarcza, żeby żyć razem szczęśliwie.
          Może w Twoim przypadku będzie inaczej.
          Ja sie trzymam i coraz częściej usmiecham. Nie wiem skąd mam jeszce siłę.
          Życzę przemyślanych decyzji, życie mamy tylko jedno!!!
          pozdrawiam ciepło
          Im dalej w las tym więcej drzew, im dłużej oczekiwłabym od Niego deklaracji,
          tym bardziej niszczyłabym siebie.
          • brak-chmur Re: historia z kiepskiego romansu................ 25.01.07, 08:55
            "Ty i tak
            > zawsze płakałaś, a teraz i nic nie zrobisz, bo juz raz odeszłas a i tak do mnie
            >
            > wróciłaś, więc się już nie wygłupiaj!'

            Podłość mężczyzn jest nieograniczona.
            Skąd się takie cyborgi moralno-emocjonalne biorą na tym świecie?!
          • alfika Re: chcę Ci tylko napisać... 25.01.07, 16:04
            ...że umiejąc pokierować się głosem serca postąpiłaś szalenie odważnie i
            najmądrzej, jak to było możliwe

            a co do związków powrotnych... uważam, że są potrzebne - gdybyś nei spróbowała
            jeszcze raz, pewnie dłuuuugi czas zastanawiałabyś się, jak by to mogło się
            potoczyć - a teraz już wiesz
            to o niebo lepsze niż domysły

            gratuluję Ci życiowej mądrości...
            z takim sercem - będzie dobrze, na pewno!
            pozdrawiam serdecznie
    • pink.freud Re: historia z kiepskiego romansu................ 24.01.07, 17:42
      Nie przejmuj się, napewno jescze nie raz przytrafią Ci się takie wakacje:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka