Dodaj do ulubionych

Nadzieja...

02.03.03, 01:02
nie jest ani pasywnym czekaniem, ani nierealnym wywolywaniem okolicznosci,
ktore nie moga zaistniec.
Jest najwyzszym stopniem optymizmu, czy powstaje wtedy, gdy odpada podstawa
do naszego pesymizmu?

Czym dla Was jest nadzieja? Czy dobrze jest ja miec, czy moze lepsza od niej
jest rezygnacja, bo jesli nie spelnia sie nasze oczekiwania, czujemy sie
bezradni, i zagubieni?

Pozdr., Rene
Obserwuj wątek
    • nieto Re: Nadzieja... 02.03.03, 01:17
      Ja polecam ci rezygnację ;) i ty wiesz z czego i dlaczego.
      n.
      • re_ne Re: Nadzieja... 02.03.03, 13:40
        nieto napisała:

        > Ja polecam ci rezygnację ;) i ty wiesz z czego i dlaczego.
        > n.

        Jesli myslimy o tym samym - to wiem z czego, ale nadal nie wiem dlaczego?

        R.
    • Gość: Witold jak nie ma nadziei to ludzie bladza IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 02.03.03, 02:19
      Kazdy czlowiek ma dwie mozliwosci.
      Zrezygnowac i co wtedy
      oraz miec nadzieje.
      Sa glupie osoby ktore powtarzaja glupie zdanie
      ze "nadzieja jest matka glupich"
      nie ma nic bedziej glupiego w zyciu
      jak powtarzanie takiego idiotyzmu.
      To jest programowanie sie na pozazka i przegrana.
      Kazdy czlowiek porzebuje nadzieji malej i duzej.
      Bez nadziei przy chodzi zniechecenie depresja i smierc.
      Jezli juz nic nie masz, ale masz nadzieje to masz wszystko.

      Bo kazde zozwazanie najpierw powstaje w naszej glowie
      w naszych myslach. Potem rodzi sie plan i akcja.
      Nadzieja muzi byc z gruntu pozytywna.
      Tu nie da sie oszukac nikogo.
      Albo myslimy pozytywnie albo rezygnujemy i myslimy
      negatywnie.
      Tysiace niesamowitych histori ludzi ktorzy byli bez
      wyjscia majac nadzieje i czesto modlac sie pierwszy raz w
      zyciu rozwazywali jaies swoje problemy.
      Cudowne sa opowiadnia o tym ze dochodzi nawet do
      uratowania zyciam, gdzie wszystko wskazuje ze to juz
      koniec. np. Historija czlowieka ktory wychodzi wolny z
      celi smierci.
      Tylko nadzieja moze zapoczatkowac nasza akccje.
      Jej brak to czesto calkowita rezygnacja i czesto choroba
      lub nawet smierc.
      Nasze mysli tworza nasza rzeczywistosc

      Witold

      re_ne napisał:

      > nie jest ani pasywnym czekaniem, ani nierealnym
      wywolywaniem okolicznosci,
      > ktore nie moga zaistniec.
      > Jest najwyzszym stopniem optymizmu, czy powstaje wtedy,
      gdy odpada podstawa
      > do naszego pesymizmu?
      >
      > Czym dla Was jest nadzieja? Czy dobrze jest ja miec,
      czy moze lepsza od niej
      > jest rezygnacja, bo jesli nie spelnia sie nasze
      oczekiwania, czujemy sie
      > bezradni, i zagubieni?
      >
      > Pozdr., Rene
    • anahella Re: Nadzieja... 02.03.03, 03:05
      Mysle ze jest czescia nas. Nawet gdy mowimy "jest beznadziejnie" to jej
      iskierka tkwi gdzie gleboko w nas. pozdro
    • czarna33 Re: Nadzieja... 02.03.03, 03:12
      Mysle,ze nadzieja zawsze jest ,musi byc.I dla mnie jest zawsze ostatnia deska
      ratunku,mysle ze bez nadziei ciezkie byloby zycie kazdego czlowieka.Nawet dzis
      mam nadzieje,ze wszystko jest OK,bo przez caly dzien dzwonie do osoby samotnej
      i nikt nie odbiera,mam nadzieje ze wszystko jest dobrze(choc przyznaje
      zaczynaja mi rozne mysli po glowie chodzic).
    • kwieto Szkodliwosc nadziei 02.03.03, 07:38
      "Nadzieja ma dla nas taka wartosc, poniewaz dzieki niej latwiej jest tam zniesc chwile obecna. Kiedy sie wierzy w lepsze jutro, to latwiej jest znosic dzisiejsze trudnosci. Na tym sie jednak wyczerpuje dzialania nadziei - potrafi sprawic, z nasze ciezary wydaja nam sie nieco lzejsze. Kiedy zastanawiam sie glebiej nad istota nadziei, to dostrzegam w niej cos tragicznego. (...) Kultura zachodu tak bardzo przywiazna jest do konceptu nadziei, ze stale jest gotowa dla nadziei poswiecac chwile obecna. Tymczasem nadzieja nalezy do przyszlosci; nie moze nam pomoc w odkryciu radosci, pokoju czy oswiecenia w chcwili obecnej. (...) Nadzieja jest do pewnego stopnia szkodliwa i jesli bedziecie plawic sie w jej energii, to nie bedziecie w pelni uczestniczyc w chwili obecnej."

      Thich Nhat Hanh
      "Kazdy krok niesie pokoj"


      I ja sie z tym zgadzam
      • Gość: witold Re: Szkodliwosc nadziei ZAJMIJMY SIE BZDURA IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 02.03.03, 10:05
        kwieto napisał: WIELKA BZDURE.
        Ta wypowiedzia posumowal on calkowice swoja ignorancje
        w temacie psychologi, oraz psychologi stosowajej.
        Istota bytu czlowieka jest funkcjonowanie na poziomach
        normalnosci. Inaczej piszac kazda choroba jest sytuacja
        nie normalna. Kazde lekarstwo w normalnych chorobach ( na
        razie nie poruszam przypadkow szegolnch np wypadki, ale i
        to jest kwestia do osobnej dyskusji)
        ma za zadanie stymulowac organizm czlowieka do dzialnia
        obronnego. System imunologiczny ma przejac walka z kazda
        choroba. Dotyczy to calego oraganizmu a przedewszystkim
        umyslu czlowieka. Tam sie zaczyna kazdy proces choroby.
        Nasze wyobraznie o tym jak sie czujemy w danym momencie
        bedzie wkrotce urzeczywistnione przez odpowiednie czesci
        naszego oranizmu. L Hay wypisuje w swojej ksiaze na jakie
        choroby zapadamy a dokadnie masze cialo gdy myslimy w
        sposob negatywny. Jest ona bardzo dokadna w swoim opisie.
        Radze zajrzec do jej ksiazek.
        tak ze pisanie przez kwieto takich bzdur
        moze miec dawa powody.
        Obydawa sa glupie i puste w sobie.
        Moze naprawde nie wie on o czym pisze. I to juz samo w
        sobie jest koszmarne. Bo uwaza sie on za czlowieka
        wszychwiedzacego.
        Lub drugi powod jeszcze gorszy od pierwszego
        udaje on takiego ignoranta tylko po to, aby mnie mimo
        wszystko sprowokowac do napisania postu mimo ze mialem
        juz nie pisac.
        Ja wzasadzie nie pisze ja robie swoja robote
        jak Arnold Schwartzenegger
        w jednym filmie bohater mial do niego nawet pretensje
        ze nie dotyrzymal on obietnicy, ze go zabije na koncu.
        A nato Arnold Schwartzenegger wypuszajac go z reki w
        przepasc powiedzal z usmiechem - JA SKLAMALEM
        i tamtem polecial sobie do piekala.
        Daj mi spokuj kwieto bo nie wiesz o czym piszesz
        w nic nie woerzysz i szukasz tylko zaczepki na tym forum.
        To co pisze jest przytaczane przez setki osob w roznych
        stroanach swiata.
        Jezli jestes az tak uparty i odporny na wiedze to pisz
        listy z pretensjami do nich a nie do mnie, ja ich tylko
        cytuje.
        Zrozumiesz to co napisalem, to bede lepszy niz Arnold
        Schwartzenegger.

        Witold

        > "Nadzieja ma dla nas taka wartosc, poniewaz dzieki niej
        latwiej jest tam zniesc
        > chwile obecna. Kiedy sie wierzy w lepsze jutro, to
        latwiej jest znosic dzisiej
        > sze trudnosci. Na tym sie jednak wyczerpuje dzialania
        nadziei - potrafi sprawi
        > c, z nasze ciezary wydaja nam sie nieco lzejsze. Kiedy
        zastanawiam sie glebiej
        > nad istota nadziei, to dostrzegam w niej cos
        tragicznego. (...) Kultura zachodu
        > tak bardzo przywiazna jest do konceptu nadziei, ze
        stale jest gotowa dla nadzi
        > ei poswiecac chwile obecna. Tymczasem nadzieja nalezy
        do przyszlosci; nie moze
        > nam pomoc w odkryciu radosci, pokoju czy oswiecenia w
        chcwili obecnej. (...) Na
        > dzieja jest do pewnego stopnia szkodliwa i jesli
        bedziecie plawic sie w jej en
        > ergii, to nie bedziecie w pelni uczestniczyc w chwili
        obecnej."
        >
        > Thich Nhat Hanh
        > "Kazdy krok niesie pokoj"
        >
        >
        > I ja sie z tym zgadzam
        >
        • sheana Re: Szkodliwosc nadziei ZAJMIJMY SIE BZDURA 02.03.03, 10:13
          Gość portalu: witold napisał(a):
          > Ja wzasadzie nie pisze ja robie swoja robote
          > jak Arnold Schwartzenegger
          > w jednym filmie bohater mial do niego nawet pretensje
          > ze nie dotyrzymal on obietnicy, ze go zabije na koncu.
          > A nato Arnold Schwartzenegger wypuszajac go z reki w
          > przepasc powiedzal z usmiechem - JA SKLAMALEM
          > i tamtem polecial sobie do piekala.
          > Daj mi spokuj kwieto bo nie wiesz o czym piszesz
          > w nic nie woerzysz i szukasz tylko zaczepki na tym forum.

          > Zrozumiesz to co napisalem, to bede lepszy niz Arnold
          > Schwartzenegger.
          >
          > Witold


          Nasermater! Gdybym była kwieto, miałabym pełne portki ze strachu!
          sheana

          • re_ne Re: Szkodliwosc nadziei ZAJMIJMY SIE BZDURA 02.03.03, 13:48
            sheana napisała:


            >
            > Nasermater! Gdybym była kwieto, miałabym pełne portki ze strachu!
            > sheana
            >

            Powiem za Kwieto: Eeeeee tam! Przeciez Witold to nie to samo co Arnold S. :))))
        • Gość: OLT Miales nie tylko "wzasadzie" ale i W OGOLE... IP: *.wat.sdi.tpnet.pl 02.03.03, 10:57
          ...TU NIE PISAC!
          ale skoro nawet swoich wlasnych obietnic nie potrafisz
          dotrzymac, to wskazuje to jednoznacznie na mizerie
          twojego "pozytywnego myslenia". a wiec albo cala teoria
          jest do bani, albo jej zastosowanie mocno przerasta twoje
          mozliwosci - wybieraj.
        • kwieto Re: Szkodliwosc nadziei ZAJMIJMY SIE BZDURA 02.03.03, 15:48
          Witoldzie:

          1. oprocz ksiazki do ortografii polecam jeszcze podrecznik do erystyki (sztuki prowadzenia sporow)

          2. Nie wiem czy zauwazyles, ale Twoja odpowiedz jest zupelnie nie na temat. Ja pisalem o nadziei, a Ty... no wlasnie, o czym wlasciwie pisales w powyzszym tekscie? Bo zwiazku z nadzieja nie widze zadnego

          3. Arnoldem Schwarzenegerem mnie nie strasz, jakos nie widze bys byl postrachem tego forum, a raczej posmiewiskiem.

          4. A mi jest Cie zal. Bo bardziej lub mniej swiadomie sie na tym forum osmieszasz, i stajesz sie coraz bardziej zalosniejszy. Nie zauwazasz tego? Nie chcesz zauwazyc? Masz poczucie "misji na przekor"?
          Nie wiem. Ale w gruncie rzeczy Twoje pisanie na forum jest smutne.
          A najsmutniejsze jest to, ze osmieszasz sie na wlasne zyczenie.


          P.S.
          Nadal czekam na rzeczowe odpowiedzi do moich pytan z innych watkow.
        • sellma ZAJMIJMY SIE DYPLOMACJA 02.03.03, 18:41
          Gość portalu: witold napisał(a):

          > kwieto napisał: WIELKA BZDURE.
          > Ta wypowiedzia posumowal on calkowice swoja ignorancje
          > w temacie psychologi, oraz psychologi stosowajej.

          Na litosc Boska, wysil Ty sie Witold na troche dyplomacji. Chyba nigdy nie
          stacby mnie bylo na to, zeby napisac cos takiego.
      • re_ne Re: Szkodliwosc nadziei 02.03.03, 13:15
        kwieto napisał:

        > " dostrzegam w niej cos tragicznego. (...) Kultura zachodu
        > tak bardzo przywiazna jest do konceptu nadziei, ze stale jest gotowa dla
        nadzi
        > ei poswiecac chwile obecna. Tymczasem nadzieja nalezy do przyszlosci; nie
        moze
        > nam pomoc w odkryciu radosci, pokoju czy oswiecenia w chcwili obecnej. (...)
        Na
        > dzieja jest do pewnego stopnia szkodliwa i jesli bedziecie plawic sie w jej
        en
        > ergii, to nie bedziecie w pelni uczestniczyc w chwili obecnej."
        >
        > Thich Nhat Hanh
        > "Kazdy krok niesie pokoj"
        >
        >
        > I ja sie z tym zgadzam
        >

        Jesli sie z tym zgadzasz Kwieto, to powiedz coz takiego dostrzegasz w niej
        tragicznego?
        Nie uwazam wcale, ze nadzieja odbiera nam radosc chwili obecnej, bo chwila
        obecna mozesz zawsze sie cieszyc! A majac ja, przeksztalcasz niejako
        przyszlosc, co prowadzic moze do swiadomych dzialan pomocnych przy nadawaniu
        ksztaltow przyszlym wydarzeniom.
        Zycie jest jak jazda pociagiem. Jedziesz wpatrujac sie w obecna rzeczywistosc,
        ktora za chwile bedzie juz przeszloscia, moze Ci sie ona podobac, lub nie. Ale
        bez wzgledu na to, majac nadzieje cieszysz sie i oczekujesz na triumfalne
        narodziny czegos nowego. I to jest cos, co dodaje nam checi i energii zycia.
        • kwieto Re: Szkodliwosc nadziei 02.03.03, 16:09
          Co jest tragicznego w nadziei?

          To ze nadzieja transmituje cala energie w oczekiwanie. Oczekiwanie na cos, co moze nigdy sie nie wydarzyc. Samo oczekiwanie nie byloby moze takie zle, ale nadzieja moze sprawic, ze przerodzi sie ono w laknienie owej oczekiwanej rzeczy. Przestajemy zwracac uwage na tym co jest dookola, a skupiamy sie jedynie na nadziei, ze nasze zyczenie sie spelni. I swiat dookola traktujemy jako niepelnowartosciowy - liczac, ze pelniejszy sie stanie wraz ze spelnieniem naszych nadziei.

          czy nie jest smutne, gdy np. samotna osoba, zamiast zajac sie sprawianiem aby jej codzienne zycie bylo szczesliwe, skupia sie na wypatrywaniu "tego jedynego/tej jedynej" ktory ja uszczesliwi? A co jesli taki ktos sie nie zjawi, a oczekujacy bedzie mial poczucie zmarnowanego zycia? - czy nie jest to w jakims sensie tragiczne?

          A czy nie jest smutne, gdy ktos znosi biernie niegodziwosc, pocieszajac sie (majac nadzieje), ze zostanie mu to wynagrodzone np. po smierci?


          Nadzieja to szerokie okreslenie. Nadzieja, ze np. zdaze na autobus raczej nie jest tragiczna :")
          Gorzej, kiedy nadzieja staje sie esencja zycia, gdy ja ciagle czekam na ten autobus, a on ciagle nie nadjezdza...
          A przeciez moglbym pojechac metrem. albo tramwajem. albo...
          A nadzieja sprawia, ze jak sparalizowany stoje wciaz kolkiem na tym przystanku. a zycie mija...
          • sofianee Re: Szkodliwosc nadziei 02.03.03, 17:19
            To wszystko jest ladne i madre co piszesz kwieto tyle, ze dotyczy nie wiem
            kogo, chyba ludzi o wyzszym poziomie swiadomosci.
            Na przyklad dzisiaj czuje sie fatalnie. Mam wrazenie, że nic mi sie w zyciu nie
            uklada. Poczawszy od sprzeprzonego dziecinstwa, po moja aktualna sytuacje.
            Przeciez gdyby obiektywnie spojrzec na zycie kogos takiego jak ja to moznaby
            stwierdzic, ze nic tylko sie powiesic. A jednak tego nie robie. Czemu? Moze
            nadzieja? Na to, ze kiedys bedzie lepiej, ze uda mi sie przezwyciezyc trudnosci
            wewnatrz siebie i na zewnatrz siebie. CZy to nie jest wiara? Nadzieja?
            Samo trwanie w tym co jest nie zawsze jest mozliwe. Szczegolnie gdy sytuacja
            jest skrajnie trudna.

            kwieto napisał:

            > Co jest tragicznego w nadziei?
            >
            > To ze nadzieja transmituje cala energie w oczekiwanie. Oczekiwanie na cos, co
            m
            > oze nigdy sie nie wydarzyc. Samo oczekiwanie nie byloby moze takie zle, ale
            nad
            > zieja moze sprawic, ze przerodzi sie ono w laknienie owej oczekiwanej rzeczy.
            P
            > rzestajemy zwracac uwage na tym co jest dookola, a skupiamy sie jedynie na
            nadz
            > iei, ze nasze zyczenie sie spelni. I swiat dookola traktujemy jako
            niepelnowart
            > osciowy - liczac, ze pelniejszy sie stanie wraz ze spelnieniem naszych
            nadziei.
            >
            > czy nie jest smutne, gdy np. samotna osoba, zamiast zajac sie sprawianiem aby
            j
            > ej codzienne zycie bylo szczesliwe, skupia sie na wypatrywaniu "tego
            jedynego/t
            > ej jedynej" ktory ja uszczesliwi? A co jesli taki ktos sie nie zjawi, a
            oczekuj
            > acy bedzie mial poczucie zmarnowanego zycia? - czy nie jest to w jakims
            sensie
            > tragiczne?
            >
            > A czy nie jest smutne, gdy ktos znosi biernie niegodziwosc, pocieszajac sie
            (ma
            > jac nadzieje), ze zostanie mu to wynagrodzone np. po smierci?
            >
            >
            > Nadzieja to szerokie okreslenie. Nadzieja, ze np. zdaze na autobus raczej nie
            j
            > est tragiczna :")
            > Gorzej, kiedy nadzieja staje sie esencja zycia, gdy ja ciagle czekam na ten
            aut
            > obus, a on ciagle nie nadjezdza...
            > A przeciez moglbym pojechac metrem. albo tramwajem. albo...
            > A nadzieja sprawia, ze jak sparalizowany stoje wciaz kolkiem na tym
            przystanku.
            > a zycie mija...
            • kwieto Re: Szkodliwosc nadziei 02.03.03, 18:02
              no dobrze, ale zamiast liczyc, ze kiedys bedzie lepiej, moze bardziej warto zajac sie tym, zeby teraz bylo milo?
              Byc szczesliwym mozna tu i teraz i nie wymaga to specjalnych zabiegow i nadziei.

              Problem z nadzieja jest taki, ze myslisz wtedy troche tak: "jak moja nadzieja sie spelni, to bede szczesliwa". Sek w tym, ze jesli nie jestes szczesliwa Teraz, to i po spelnieniu sie owej nadziei szczesliwa nie bedziesz. Moze przez chwilke (i to raczej na zasadzie prostej euforii - "spelnilo sie"), ale zaraz wyjda na jaw braki, niedociagniecia spelnionego marzenia, i okaze sie, ze trzeba miec nadzieje na kolejna odmiane losu. A potem nastepna, nastepna, nastepna...
              czy koniecznie trzeba tak gonic w kolko?
              • sofianee Re: Szkodliwosc nadziei 02.03.03, 18:25
                To, ze bede sie starac zyc chwila obecna, TU i TERAZ- tak jak piszesz nie
                oznacza, ze gdzies tam w duchu nie bede liczyc na zmiane sytuacji i odwrocenie
                losu. Jedno drugiego nie wyklucza. Byc moze sa tacy ludzie, ktorzy potrafia
                pogodzic sie ze wszystkim co ich w zyciu spotyka. Calkowicie akceptujacy i
                nierozrozniajacy niczego. Ale do tego trzeba byc chyba oswieconym?:-) Poki co
                to ja sie nie zgadzam na swoje zycie takie jakie jest i buntuje sie na sama
                mysl, ze nic by sie w nim juz nie mialo zmienic.
                Kwieto jestes tak samo zadowolony i szczesliwy przez caly czas? Twoje zycie nie
                ma wzlotow i upadkow?

                kwieto napisał:

                > no dobrze, ale zamiast liczyc, ze kiedys bedzie lepiej, moze bardziej warto
                zaj
                > ac sie tym, zeby teraz bylo milo?
                > Byc szczesliwym mozna tu i teraz i nie wymaga to specjalnych zabiegow i
                nadziei
                > .
                >
                > Problem z nadzieja jest taki, ze myslisz wtedy troche tak: "jak moja nadzieja
                s
                > ie spelni, to bede szczesliwa". Sek w tym, ze jesli nie jestes szczesliwa
                Teraz
                > , to i po spelnieniu sie owej nadziei szczesliwa nie bedziesz. Moze przez
                chwil
                > ke (i to raczej na zasadzie prostej euforii - "spelnilo sie"), ale zaraz
                wyjda
                > na jaw braki, niedociagniecia spelnionego marzenia, i okaze sie, ze trzeba
                mie
                > c nadzieje na kolejna odmiane losu. A potem nastepna, nastepna, nastepna...
                > czy koniecznie trzeba tak gonic w kolko?
                >
                • re_ne Re: Szkodliwosc nadziei 02.03.03, 18:55
                  Sofianee, w zupelnosci z Toba sie zgadzam! Nadzieja jest nam jak najbardziej
                  potrzeba!!! Jesli potraktujemy ja tak jak Kwieto, ze jest tylko zyczeniem, to
                  popadniemy w stagnacje i niechec do zycia!
                  Uwazam ze nadzieja jest kwestia perspektywy. Jest glebia zrozumienia, ktora
                  moze przeksztalcic przyszlosc, a takze prowadzi do swiadomych dzialan pomocnych
                  przy nadawaniu ksztaltow przyszlym wydarzeniom. Powiedzialbym ze jest wrecz
                  pewna forma blogoslawienstwa, zezwolenia na cos, by rozwinelo sie w calej swej
                  pelni. Wiec miejmy zawsze nadzieje!
                  • kwieto Re: Szkodliwosc nadziei 02.03.03, 19:16
                    re_ne napisał:

                    > Sofianee, w zupelnosci z Toba sie zgadzam! Nadzieja jest nam jak najbardziej
                    > potrzeba!!! Jesli potraktujemy ja tak jak Kwieto, ze jest tylko zyczeniem, to
                    > popadniemy w stagnacje i niechec do zycia!


                    Eeeeetam :")))
                    czy naprawde zadowolenie z tego jak jest dookola musi oznaczac stagnacje i niechec do zycia?

                    zadowolenie z zycia oznacza niechec do zycia? dziwna logika.
                    a stagnacje powoduje raczej rozpacz - a w rozpaczy nadzieja kwitnie najbardziej :")


                    > Uwazam ze nadzieja jest kwestia perspektywy. Jest glebia zrozumienia, ktora
                    > moze przeksztalcic przyszlosc, a takze prowadzi do swiadomych dzialan pomocnych
                    >
                    > przy nadawaniu ksztaltow przyszlym wydarzeniom. Powiedzialbym ze jest wrecz
                    > pewna forma blogoslawienstwa, zezwolenia na cos, by rozwinelo sie w calej swej
                    > pelni. Wiec miejmy zawsze nadzieje!


                    A czy cos tworczego, czy lepsza jakosc MUSI powstawac z niezadowolenia i negacji tego co juz istnieje? Czy aby zrobic cos nowego, zawsze trzeba burzyc stare?
                • kwieto Re: Szkodliwosc nadziei 02.03.03, 19:12
                  sofianee napisał(a):

                  > To, ze bede sie starac zyc chwila obecna, TU i TERAZ- tak jak piszesz nie
                  > oznacza, ze gdzies tam w duchu nie bede liczyc na zmiane sytuacji i odwrocenie
                  > losu. Jedno drugiego nie wyklucza. Byc moze sa tacy ludzie, ktorzy potrafia
                  > pogodzic sie ze wszystkim co ich w zyciu spotyka. Calkowicie akceptujacy i
                  > nierozrozniajacy niczego. Ale do tego trzeba byc chyba oswieconym?:-)


                  Eeeeeeeeetam, zaraz oswieconym :")))

                  Co do marzen o odmianie losu - akurat kiedy zaczynam marzyc o odmianie losu, to wtedy wpadam w najglebsze dolki :((
                  A swietnie jest, kiedy nie licze i nie mam nadziei na nic, tylko zajmuje sie samym zyciem. I wtedy sie poprawia :"))

                  Choc nie przecze, moze ktos ma inaczej, niestety z obserwacji wynika, ze wiekszosc ma podobnie jak ja.


                  > Poki co
                  > to ja sie nie zgadzam na swoje zycie takie jakie jest i buntuje sie na sama
                  > mysl, ze nic by sie w nim juz nie mialo zmienic.
                  > Kwieto jestes tak samo zadowolony i szczesliwy przez caly czas? Twoje zycie nie
                  >
                  > ma wzlotow i upadkow?
                  >

                  Miewam, z powodow o ktorych napisalem powyzej.
                  Ale de facto nie pamietam kiedy mialem cos, co moglbym okreslic jako "dolek". Jest lepiej, gorzej, czasem nie starcza do pierwszego, czasem jest kupa pracy i chodze ledwie zywy - ale nie wplywa to jakos znaczaco na ogolny poziom "radosci", czy poczucie zadowolenia z zycia jako takiego.
                  Co nie znaczy, ze nie zauwazam np. swoich wad itd, tudziez nie przymierzam sie do zmiany pewnych nawykow ktorych nie darze szczegolna sympatia. Ale nie mam nadziei, ze wraz ze zmiana jakos drastycznie mi sie polepszy. Po co, skoro teraz tez jest dobrze?
                  • kamfora Re: Szkodliwosc nadziei 02.03.03, 19:21
                    kwieto napisał:

                    > Ale nie mam nadziei, ze wraz ze zmiana jakos drastycznie mi sie polepszy. Po
                    co, skoro teraz tez jest dobrze?

                    No, ale pewnie masz nadzieję, że Ci się "drastycznie" nie pogorszy?;-)
                    • kwieto Re: Szkodliwosc nadziei 02.03.03, 19:56
                      Szczerze?
                      Po prostu sie nad tym nie zastanawiam.
                      A trudno mowic o nadziei, jesli sie o czyms po prostu nie mysli :")
                    • sofianee Re: Szkodliwosc nadziei 02.03.03, 20:01
                      A może sekret tkwi w tym, że mamy prawo mieć nadzieje, marzenia, fanatazje,
                      tyle, że nie powinniśmy się do nich przywiązywać?

                      • kwieto Re: Szkodliwosc nadziei 02.03.03, 20:10
                        Moze?
                        Poza tym, pewnie kazdy ma inna definicje tego, co to znaczy "nadzieja" :")))
                        • re_ne Re: Szkodliwosc nadziei 02.03.03, 20:22
                          kwieto napisał:

                          > Moze?
                          > Poza tym, pewnie kazdy ma inna definicje tego, co to znaczy "nadzieja" :")))

                          Definicja nadziei jest chyba jedna, chociaz trudno ja dokladnie zprecyzowac.
                          I kazdy ja chyba ma! Wezmy np nowe podejmowania, dotycza one bez wyjatku
                          kazdego. Albo gry liczbowe. Ile to juz ludzi wygralo fortune? Ale nie majac
                          nadziei - nie graliby!

                          • kwieto Re: Szkodliwosc nadziei 02.03.03, 21:15
                            Dlaczego? moga grac dla zabicia czasu, a nowe wyzwania podejmowac nie w nadziei na poprawe losu, ale np. dlatego zeby "sie sprawdzic", albo dlatego, ze zwyczajnie akurat maja taka ochote.

                            tak jak np. spacer. Przeciez idziesz na spacer aby spacerowac, a nie w nadziei na cokolwiek?
                            • re_ne KWIETO PRZERAZASZ MNIE!!!!!! 03.03.03, 15:25
                              kwieto napisał:

                              > Dlaczego? moga grac dla zabicia czasu, a nowe wyzwania podejmowac nie w
                              nadziei
                              > na poprawe losu, ale np. dlatego zeby "sie sprawdzic", albo dlatego, ze
                              zwycza
                              > jnie akurat maja taka ochote.
                              >
                              > tak jak np. spacer. Przeciez idziesz na spacer aby spacerowac, a nie w
                              nadziei
                              > na cokolwiek?

                              Kwieto! Przyznaj sie ze dales totalna plame!!!???
                              Jak mozesz twierzic ze ktos wydajac pieniadze na gre, i robi to bez nadziei na
                              wygrana, ale robi to dla zabicia czasu??? KAZDY Ci powie ze to jest bzdura!!!
                              Dla zabicia czasu mozna pojsc na spacer albo wytrzec np kurze!

                              A jesli chodzi o nowe podejmowania, to np zakladajac firme, nie mow ze ludzie
                              robia to po to zeby sie sprawdzic, bez nadziei na wygrana? To jest bezsens!!!
                              • kwieto Re: KWIETO PRZERAZASZ MNIE!!!!!! 03.03.03, 18:45
                                Znowu wracamy do definicji slowa "nadzieja".
                                Hazard jest choroba, i hazardzista nawet jak bedzie stuprocentowo pewny, ze przegra, pojdzie zagrac. A "nadzieja" jest tu wymowka, usprawiedliwieniem, liczy sie gra, gra, gra....

                                Natomiast w przypadku zakladania firmy, nie ma mowy o nadziei. (przynajmniej tak jak ja ja rozumiem) Bo nadzieja to takie oczekiwanie, ze cos sie stanie niejako niezaleznie od naszego udzialu - taka "gwiazdka z nieba" ktora spadnie. "moj los sie odmieni", "ktos mnie pokocha", "zostane dyrektorem" - typowe nadzieje - ktore centrum uwagi przekladaja na niezalezne sprawstwo (bo "KTOS przyjdzie i mnie pokocha").
                                Zarazem wiekszosc energii przenosze w wyobrazanie sobie "jak to fajnie by bylo gdyby odmienil sie los/zostalbym dyrektorem/ktos by mnie kochal", jednoczesnie zaniedbujac dzialanie w kierunku spelnienia owego zyczenia.

                                Natomiast osoba ktora zaklada firme, przeprowadza chlodna kalkulacje - i jesli mimo wszelkich nadziei z takiej kalkulacji wynika, ze pomysl sie nie przyjmie - wtedy zwyczajnie nie zaklada tej firmy i juz :")
                                Oczywiscie, w pewnym stopniu "liczy na sukces". Ale mi trudno nazwac to nadzieja, a nawet jesli - pelni ona tu funkcje jedynie pomocnicza. Jest tylko dodatkiem, malo istotnym.


                                Puentujac wypowiedz znowu zacytuje pana Thich Nhat Hanh'a, ktorego wypowiedz bardzo dobrze opisuje reakcje na pierwszy cytat, ktory zapostowalem:

                                "wiele religii bazuje na pjeciu nadziei, wiec moj wyklad o powstrzymywaniu sie od nadziei moze wywolac w niektorych z was silna reakcje. Jednak szok, jaki wywoluja moje slowa, moze miec bardzo korzystne nastepstwa. nie twierdze bynajmniej, ze powinnismy powstrzymwac sie od wszelkiej nadziei, twierdze natomiast, ze energia nadziei nie jest energia wystarczajaca".
                                • re_ne Re: KWIETO PRZERAZASZ MNIE!!!!!! 03.03.03, 20:41
                                  kwieto napisał:

                                  > Znowu wracamy do definicji slowa "nadzieja".
                                  > Hazard jest choroba, i hazardzista nawet jak bedzie stuprocentowo pewny, ze
                                  prz
                                  > egra, pojdzie zagrac. A "nadzieja" jest tu wymowka, usprawiedliwieniem, liczy
                                  s
                                  > ie gra, gra, gra....

                                  Tak! Hazard jest horoba, ale co innego jak wydajesz na gre niewielkie
                                  pieniadze, i masz nadzieje ze wygrasz. Systematycznie gram inwestujac nie
                                  odczuwajac tego, i zaczynajac mialem nadzieje na wygrana. Moje oczekiwania sie
                                  spelnily - wygralem! I to 2 razy!Wprawdzie nie byla to glowna wygrana, ale
                                  wystarczyloby zeby kupic za to np dobry samochod.


                                  >
                                  > Natomiast w przypadku zakladania firmy, nie ma mowy o nadziei. (przynajmniej
                                  ta
                                  >Bo nadzieja to takie oczekiwanie, ze cos sie stanie nieja
                                  > ko niezaleznie od naszego udzialu - taka "gwiazdka z nieba" ktora
                                  spadnie. "moj
                                  > los sie odmieni", "ktos mnie pokocha", "zostane dyrektorem" - typowe
                                  nadzieje

                                  Kwieto! Zastanow sie nad tym co mowisz!!! Czy mozliwe jest uruchomienie
                                  jakiejkolwiek dzialalnosci bez swojego udzialu????????????????????

                                  Von nichts - kommt nichts!

                                  Nie zaklada sie po to firmy zeby "ktos mnie pokochal", bo przewaznie liczyc
                                  mozna wtedy tylko na zawisc, a jesli robi to ktos po to, zeby zostac
                                  dyrektorem, to znaczy ze ma kompleks nizszosci albo manie wyzszosci.
                                  Najczesciej jednak ludzie zakladajac swoja firme, robia to z nadzieje na
                                  poprawienie standartu zycia. I NIKT nie liczy, ze cokolwiek
                                  osiagnie "niezaleznie bez swojego udzialu"!



                                  >, twierdze natomiast, ze
                                  > energia nadziei nie jest energia wystarczajaca".
                                  >
                                  >

                                  Do czego? W moim przekonaniu jest wystarczajaco duza, do tak jak juz
                                  powiedzialem swiadomego dzialania pomocnego do nadania ksztaltow przyszlym
                                  wydarzeniom.

                                  Przekonalem Cie?
                                  • kwieto Re: KWIETO PRZERAZASZ MNIE!!!!!! 03.03.03, 23:05
                                    re_ne napisał:

                                    > Tak! Hazard jest horoba, ale co innego jak wydajesz na gre niewielkie
                                    > pieniadze, i masz nadzieje ze wygrasz. Systematycznie gram inwestujac nie
                                    > odczuwajac tego, i zaczynajac mialem nadzieje na wygrana. Moje oczekiwania sie
                                    > spelnily - wygralem! I to 2 razy!Wprawdzie nie byla to glowna wygrana, ale
                                    > wystarczyloby zeby kupic za to np dobry samochod.
                                    >

                                    A teraz wezmy statystycznie - ilu majacych nadzieje na wygrana, wygralo w istocie? Aby organizator gry mogl zarobic - musi byc to razaco niski procent. zawsze znajdzie sie ktos, kogo nadzieje sie spelnily. pytanie - ilu takich jest?

                                    Ergo - Twoje nadzieje sie spelnily. Natomiast w tym samym momencie nadzieje tysiaca innych osob legly w gruzach. Zatem - statystycznie - warto bylo miec nadzieje na wygrana?
                                    Czy lepiej bylo dac sobie spokoj? Popatrz nie z perspektywy wygranego, ale ogolnej - czyli ogolnego bilansu wygranych/przegranych.



                                    > Kwieto! Zastanow sie nad tym co mowisz!!! Czy mozliwe jest uruchomienie
                                    > jakiejkolwiek dzialalnosci bez swojego udzialu????????????????????
                                    >

                                    Ujme to tak - jesli Twoim udzialem ma byc tylko nadzieja, to ja nie wchodze w taka spolke :")))

                                    Nadal nie wiem czemu zakladasz, ze to nadzieja jest motorem sprawczym dzialania.
                                    Nie wiem jak Tobie, ale mnie bardzo ciezko jest okreslic "nadzieja" planowe dzialanie - takie jak np. zalozenie firmy.
                                    Nadzieja ma w tym jakis udzial (co juz wspomnialem gdzies wyzej), ale stanowi tylko element, i wcale nie jest to element decydujacy.

                                    Znowu rozbijamy sie o definicje :")


                                    > Nie zaklada sie po to firmy zeby "ktos mnie pokochal", bo przewaznie liczyc
                                    > mozna wtedy tylko na zawisc, a jesli robi to ktos po to, zeby zostac
                                    > dyrektorem, to znaczy ze ma kompleks nizszosci albo manie wyzszosci.

                                    Pls, czytaj uwaznie. czy ja gdzies powiedzialem, ze firme zaklada sie zeby mnie ktos kochal? Nie przypominam sobie...


                                    > Najczesciej jednak ludzie zakladajac swoja firme, robia to z nadzieje na
                                    > poprawienie standartu zycia. I NIKT nie liczy, ze cokolwiek
                                    > osiagnie "niezaleznie bez swojego udzialu"!
                                    >

                                    Wiesz, argumentujac w Twoj sposob, mozna dojsc do wniosku, ze kazdy ma nadzieje, ze np. jutro wstanie z lozka.
                                    Problem polega na tym, ze wiekszosc ludzi nie zastanawia sie, czy wstanie jutro. czy mozna mowic o nadziei?

                                    Caly czas rozbijamy sie o definicje nadziei.


                                    > Do czego? W moim przekonaniu jest wystarczajaco duza, do tak jak juz
                                    > powiedzialem swiadomego dzialania pomocnego do nadania ksztaltow przyszlym
                                    > wydarzeniom.
                                    >

                                    Znowu mamy problem definicji. ja nie potrafie postawic znaku rownosci pomiedzy "realizacja zalozonych celow", czy nawet ich wytyczaniem a nadzieja jako taka.

                                    Wspomnialem juz wyzej - w ten sposob mozemy do wniosku, ze nie ma chwili zebysmy nie mieli jakiejs nadziei - ze jutro bedzie dzien, ze uda mi sie tego dozyc, ze zaraz wypije herbate....

                                    Ale to jest "reductio ad absurdum" i wtrynianie pojecia nadziei na sile, tam gdzie jej wcale nie potrzeba
                      • re_ne Re: Szkodliwosc nadziei 02.03.03, 20:25
                        sofianee napisała:

                        > A może sekret tkwi w tym, że mamy prawo mieć nadzieje, marzenia, fanatazje,
                        > tyle, że nie powinniśmy się do nich przywiązywać?
                        >

                        ...i nikomu sie do nich przyznawac! :)
        • Gość: SAMA PRAWDA To ze nadzieja transmituje cala energie w oczekiwa IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 02.03.03, 23:05



















          > obecna mozesz zawsze sie cieszyc! A majac ja,
          przeksztalcasz niejako
          > przyszlosc, co prowadzic moze do swiadomych dzialan

          I TO JEST CAPA PRAWDA
          OCZEKIWANIE to rodzaj mysli ktory razem z nadzieja jako
          mysla pozytywna tworza podstawy do zaczecia czegos nowego.
          Czegos co przynieszie lepsze rozawanie.
          _______
          TO takie proste sa tu osoby ktore chyba tylko na zlosc
          chca stopredowac wszystko co rodzi sie optymisttczne
          czy dobre.
          Taki cal maja wszystko zburzyc i cieszyc sie ze oni maja
          racje. Zaczyna mnie to irytowc. Co sie napisze to ZAWSZE
          MUSI SIE SNALESC KROS CO MUSI to zgnoic.
          Co za parszywy charaakter.
          Czemu pisze o tym to proste nikt z was nie ma odwagi
          napisac prawdy tylko kady spisza po sobie ogon i czeka na
          nastpne razy od takich piewcow jak kwieto.
          Albo bawie sie widzac ze ktos mi cos napisal.
          Ti tez jest slaboesc wewnetrzna - gapiostwo
          jak na oni sie bija na ulicy - czy o ale wypadek samochodowy.

          Czemau ma to sluzyc - nizczemu
          Gdzie rozwanie dla innych nie ma
          ANO FAJNIE BYLO POBAWISLISMY SIE

          W zyciu trzeba umiesc przeciwastawiec sie gluposcie i
          chamstwu

          sama prawda









          re_ne napisał:

          > kwieto napisał:
          >
          > > " dostrzegam w niej cos tragicznego. (...) Kultura
          zachodu
          > > tak bardzo przywiazna jest do konceptu nadziei, ze
          stale jest gotowa dla
          > nadzi
          > > ei poswiecac chwile obecna. Tymczasem nadzieja nalezy
          do przyszlosci; nie
          > moze
          > > nam pomoc w odkryciu radosci, pokoju czy oswiecenia w
          chcwili obecnej. (..
          > .)
          > Na
          > > dzieja jest do pewnego stopnia szkodliwa i jesli
          bedziecie plawic sie w j
          > ej
          > en
          > > ergii, to nie bedziecie w pelni uczestniczyc w chwili
          obecnej."
          > >
          > > Thich Nhat Hanh
          > > "Kazdy krok niesie pokoj"
          > >
          > >
          > > I ja sie z tym zgadzam
          > >
          >
          > Jesli sie z tym zgadzasz Kwieto, to powiedz coz takiego
          dostrzegasz w niej
          > tragicznego?
          > Nie uwazam wcale, ze nadzieja odbiera nam radosc chwili
          obecnej, bo chwila
          > obecna mozesz zawsze sie cieszyc! A majac ja,
          przeksztalcasz niejako
          > przyszlosc, co prowadzic moze do swiadomych dzialan
          pomocnych przy nadawaniu
          > ksztaltow przyszlym wydarzeniom.
          > Zycie jest jak jazda pociagiem. Jedziesz wpatrujac sie
          w obecna rzeczywistosc,
          > ktora za chwile bedzie juz przeszloscia, moze Ci sie
          ona podobac, lub nie. Ale
          > bez wzgledu na to, majac nadzieje cieszysz sie i
          oczekujesz na triumfalne
          > narodziny czegos nowego. I to jest cos, co dodaje nam
          checi i energii zycia.
      • felczer Re: Szkodliwosc KWIETO 03.03.03, 14:04
        jego szkodliwość bierze się z tego, że emocjonalnie znajduje się na poziomie
        ameby, co nieraz już udowodnił swoimi wypowiedziami, z drugiej strony jest
        w nim olbrzymia potrzeba udowadniania sobie i innym, że ma zawsze rację.
        To nienajlepsze połączenie cech osobowości.
        • lisette Re: Szkodliwosc KWIETO 03.03.03, 14:41
          Zgadzam sie z toba absolutnie. Ciesze sie ze jeszcze ktos tez doszedl do tego
          samego wniosku.
          Kwieto jest zablokowany uczuciowo, nie ma empatii za grosz, nic nie czuje a
          tylko rozumuje, a zeby to jeszcze umial logicznie rozumowac!
          Kwieto przestac udawac sam przed soba ze sobie poradziles ze swoimi problemami
          we wlasnym zakresie. Idz do psychologa, niech cie wreszcie odreaguje.
          • kwieto Chyba nie ma obowiazku czytania moich postow? 03.03.03, 18:55
            A zakladam, ze kazdy kto je czyta posiadl zdolnosc myslenia i analizowania cudzych wypowiedzi - moze sie ze mna zgodzic lub nie. :")
    • kszyho Re: Nadzieja... 02.03.03, 09:13
      Nadzieja przeszkadza w dostosowaniu się do obecnej przykrej sytuacji. To jest
      jej wada.
    • kamfora Re: Nadzieja... 02.03.03, 10:26
      Tak naprawdę - nie może człowiek żyć bez nadziei.
      Codziennie , na każdym kroku akceptujemy jakieś nadzieje.
      Nawet, jeśli na godziny jedynie liczone.
      Może to jakaś potrzeba człowieka oparcia się o rzeczywistość
      poza rzeczami, poza ludźmi, poza doświadczeniem?.
      Człowiek chce chronić siebie.
      Choćbyśmy z całym przekonaniem deklarowali sceptycyzm,
      nadzieja i zawierzenie wpisane są w naturę ludzką.
      Nawet, jeśli zostaje tylko nieufność - to zostaje w NADZIEI, że
      chociaż ta nieufność nas uchroni, nie zawiedzie.
      • re_ne Re: Nadzieja... 02.03.03, 13:44
        kamfora napisała:


        > Nawet, jeśli zostaje tylko nieufność - to zostaje w NADZIEI, że
        > chociaż ta nieufność nas uchroni, nie zawiedzie.
        >

        Bardzo trafnie to zauwazylas Kamforo, chociaz to bardzo smutne.
      • Gość: wredny Re: Nadzieja... IP: *.pppool.de 02.03.03, 16:50
        Wg. Twojej definicji nadzieja bylyby zatem li tylko dopuszczeniem mozliwosci,
        iz nie nastapi najgorsze...

        wr
        • pani_domu Re: Nadzieja... 02.03.03, 18:40
          Najpiekniejsze jest jednak oczekiwanie. Jesli wiec zgodzic sie z Kwieto i tym,
          ze nadzieja jest oczekiwaniem na lepsze jutro, to nadzieja jest w sumie
          piekniejsza niz to, na co sie te nadzieje ma. Pomyslcie o tej waznej randce,
          kiedy to moze sie zdarzyc "to". Te przygotowania, muzyka, bielizna, swiece,
          kwiaty, nastroj - to wszystko "przed" i z nadzieja jest wlasciwie
          najpiekniejsza czescia calego misterium. Potem, oczywiscie, jest sex dziki
          szalony i orgazm, i ziemia drzy ale te godziny przed sa jednak "the best".
          Bo my wszyscy zyjemy nadzieja, wyobrazeniem, o tym, co gdy sie juz wydarza
          bywa krociutkie, maciupenkie i warte tyle ile nowej nadziei moze ze soba
          przyniesc. Tak wiec Kwieto ma racje, ze nadzieja jest tragicznym oszustem, bo
          kaze nam zyc przyszloscia a nie terazniejszoscia. Ale kwieto nie ma tez racji,
          bo owo zycie przyszloscia jest cieszeniem sie z terazniejszosci i zapelnianiem
          terazniejszosci wszystkim, co potrzebne by nadzieja trwala.
          • re_ne Re: Nadzieja... 02.03.03, 19:07
            Tak Pani_domu, to oczekiwanie jest piekne! :))) Liczenie dni, i godzin do tej
            randki, no i ten sex namietny, goracy, przy swiecach, muzyce i winie, ale to
            jest oczekiwanie. Oczekiwanie na cos, co wiesz ze sie wydarzy, i ono z nadzieja
            nie ma nic wspolnego! Gdybys chciala sie z kims unowic, a cos to by sie nie
            kleilo, to pzozostalaby Ci tylko nadzieja. I to juz jest zupelnie co innego.
            Ale zawsze jest lepiej ja miec, i zyc nia, niz ubolewac nad porazka.
    • anutka1 Re: Nadzieja... 02.03.03, 23:22
      ...nadzieja??? Matką głupich i tyle....
    • sdfsfdsf Re: Nadzieja... 03.03.03, 21:50
      nadzieja wiaze sie z praca nad przyszloscia, planowaniem celow ktore chcemy
      osiagnac, jak moge do czegos dazyc bez nadziei ze to zrealizuje? to ze mam
      nadzieje nie oznacza ze siedze z zalozonymi rekami, raczej sklonilbym sie do
      tego ze zla interpretacja filozofii buddyzmu a w szczegonosci TU I TERAZ
      poruszanej przez niektorych forumowiczow moze prowadzic do marazmu, oczywiscie
      ze nalezy jak najlepiej korzystac z kazdej chwili swojego zycia, ale sorry nie
      jestem gosciem ktory nie dba o jutro i siedzi dzien w dzien medytujac z
      usmiechem na ustach, pozdro
      • re_ne Re: Nadzieja... 03.03.03, 22:51
        Sdf.., jesli chodzi o filozofie wschodu, to buddysci maja podejscie do kwestii
        odnajdywania nadziei w chwilach nieszczesc i podejmowania tego, co
        nazywaja "wlasciwym dzialaniem". Zamiast zwracac sie do wszechswiata z
        zapytaniem co dana sytuacja oznacza, i co nalezy zrobic aby ja naprawic,
        opieraja sie na stanowisku typu: "nie wiem". I to "nie wiem", zezwala na
        spokoj, a spokoj na madrosc.

        ...moze to jest i metoda? Ale przyznam ze dla mnie jest to za trudne! :)))








      • kwieto Re: Nadzieja... 03.03.03, 23:34
        Poczulem sie wywolany do tablicy, wiec napisze pokrotce.
        Nie ja jestem autorem koncepcji "szkodliwosci nadziei" (to czy sie z nia zgadzam czy nie, jest tutaj mniej istotne), tylko niejaki Thich Nhat Hanh, ktory NIE interpretuje buddyjskiego pojecia "tu i teraz", ale JEST buddyjskim mnichem.
        Dosc znanym zreszta, krotki rys biograficzny:

        Zalozyciel Buddyjskiego Uniwersytetu Van Hahn, zakonu Tiep Hien (zakon wspolistnienia), wykladowca uniwersytetu Columbia oraz Sorbony. Przewodniczacy buddyjskiej delegacji pokojowej w trakcie Rokowan Paryskich. Zglaszany jako kandydat do nagrody Nobla przez Martina Luthera Kinga.

        Nie sadze, zeby tego typu osoba "blednie rozumiala buddyjska koncepcje tu i teraz" :"))
        • Gość: Malwina Re: Nadzieja... IP: *.abo.wanadoo.fr 04.03.03, 10:01
          faktycznie matka glupich.
          trzeba nie pojmowac natury calego naszego zycia by nadzieja sie zywic.
          Po kiego licha myslec o jutrze gdy wszyscy doskonale wiemy ze to jutro moze nie
          przyjsc z tysiaca niezaleznych od nas powodow.
          I niby dlaczego jutro mialoby byc lepsze od dzis ? Nadzieja jest pasywna i
          polega na oparciu sie na ...przypadku i "przeznaczeniu". Maz mnie bije od 10
          lat ale moze jutro sie zmieni (np przejedzie go ciezarowka )
          Najlepszym antydotum na nadzieje jest ...akcja.
          No i oszczedza nam tym samym oczekiwania, ktore jest frustracja i powolna
          smiercia. A zyc kiedy ?
          wiec teraz i tutaj to jedyne wyjscie.
          Tyle teorii :-)
          M.
          PS mam (skryta :-) nadzieje ;-))) ze mnie ksiaze na rumaku pokocha ;-)))
          • sdfsfdsf Re: Nadzieja... 04.03.03, 10:06
            skad pomysl ze moglbym atakowac tego pana z mysla ze nie rozumie tu i teraz? w
            kazdym razie wydaje mi sie ze troche przesadza z ta szkodliwoscia nadziei ;)
            zreszta jeden mowi to drugi co innego:

            Budda uczył nas sposobu w jaki można uwolnić się od cierpień żądzy, nienawiści
            i głupoty. Gdy osiągnie się taka wolność, pojawia się w oparciu o nią silne
            poczucie szczęścia, spontanicznie powstaje nadzieja.

            Yutang Lin
            Świeto Środka Jesieni 1995
            El Cerrito, Kalifornia

            dla wyjasnienia kontekst w jakim sie to zdanie znajdowalo nie zmienia jego
            znaczenia, pozdr
            p.s. ja myslalem o ksiezniczce w mercedesie ;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka