patrycja033
06.09.06, 17:47
glownie Polki..., a ze ze mnie urodzona obserwatorka zycia, doszlam do takich
oto wnioskow:
- wiekszosc niestety, pomimo, ze nie trudni sie najstarszym zawodem swiata i
kradziezami telefonow w nieokreslonych blizej celach, mentalnie oraz
intelektualnie nie rozni sie od oslawionej na forum i nie tylko Anny B.
Ta sama glupota, kompleksy, pustoslowie, zawisc, zlorzeczenie
- kolejna czesc to podobienstwo takiej tamarki, ktora jest jednym chodzacym
kompleksem. Wszystko birze do siebie a pozniej knuje i nienawidzi. Bedzie
taka blagac, by facet ponizal, zdradzal, pil, byle tylko nie odchodzil.
Koniecznie musi byc do tego zonaty lub zajety, zeby taka mogla dowartosciowac
sie rywalizacja. Zonaty mezczyzna ironicznie powiedzial ile w takiej ciepla i
milosci... wiec musi... no musi obowiazkowo byc zonaty. Nic, ze jak przejrzy
na oczy zapragnie wrocic do pieknej, podobno egoistycznej zony, ktora zna
swoja wartosc i nie wiadomo, czy bedzie chciala przyjac z powrotem
marnotrawnego po krotkim zachwycie kompleksami.
- kolejne- gruba luba majaca pretensje do calego swiata szczuplych o swoje
120 kilo zywej wagi... przeciez to nie jej wina, ze duzo zre. Nie jej wina,
ze maz nie moze na nia patrzec... w koncu kochanego ciala nigdy dosc...
Konkluzja... jak dlugo mozna zachwycac sie spesonifikowanym kompleksem,
jadowitym, lejacym na pokaz lzy i wspolczucie? Co lepsze, w razie czego jesc
torta w towarzystwie, czy gowno samemu???