mruffka27
11.03.03, 11:07
Witajcie :)
Od pewnego czasu mam problem. Może coś doradzicie... W
ubiegłym roku wyszłam zamąż z wielkiej miłości.
Wcześniej znaliśmy się 3 lata. Jak w każdym związku są
leósze i gorsze dni, ale kochamy sią bardzo :) Ja mam 27
lat, Tomek 30. Ostatnio pojawiła się na horyzoncie
koleżanka mojego męża (pracują razem w jednym dziale).
Niby nic, koleżanka jak koleżanka, ja też mam kolegów,
ale jej zachowanie wykracza nieco poza zawodowe
kontakty...
Ona ma ok. 38 lat, jest rozwódką, ma 12-letniego syna.
Najpierw zaczęła wydzwaniać do nas w weekendy. Rzekomo
pilne zawodowo sprawy. Rozmawiałam z mężem, przyznał, że
to nie były aż tak ważne rzeczy i można było spokojnie o
tym porozmawiać w poniedziałek. Jednak to do niej nie
dotarło, już 4 weekendy po kolei, kiedy dzwoni do niego
na komórkę. Później poprosiła męża o przewieznie rzeczy
do nowego mieszkania. Tomek miał wolne popołudnie i
pomógł jej. Potem było kilka podobnych drobiazgów. Nie
przywiązywałam do tego wagi, ufam mężowi, ale gdy
zadzwoniła któregoś piątkowego wieczoru o godz. 22 (mąż
brał prysznic, ja odebrałam tel.) i na moją prośbę, by
nie dzwoniła tak późno, burknęła: "chcę rozmawiać z
Tomkiem nie z panią, to nasze sprawy". Chodziło jej
pewnie o sprawy zawodowe, ale chyba intencje miała
inne... w każdym razie zrobiło mi się przykro. Tomek
obiecał, że pogada z nią na ten temat.
W ubiegłą sobotę firma męża obchodziła jubileusz. Miałam
okazję przekonać się, że chyba ma na mojego męża ochotę!
Gdy zostałyśmy sobie przedstwione, spojrzała na mnie z
góry (dosłownie, jest o głowę wyższa ;) i powiedziała:
"zupełnie inaczej wyobrażałam sobie żonę Tomka..." - nie
był to przyjemny ton. Potem cały wieczór mnie
ignorowała, nadskakiwała Tomkowi, wysyłała słodkie
uśmiechy, prężyła się na wszystkie strony. Potem pod
pretekstyem pilnej rozmowy odciągnęła Tomka od stołu
(staliśmy w czteroosobowej grupie). Rozmawiali na drugim
końcu sali. Temat rozmowy (jak powiedział Tomek):
"pierdoły". Była okazja do pogadania w większej grupie
na temat pracy, wtrąciłam kilka zdań, a ona spojrzała mi
się ironicznie w oczy i teatralnie westchnęła: "co ty
dziecko możesz o tym wiedzieć". Obraziła mnie, byłam
wściekła.
Wczoraj rozmawiałam z Tomkiem. Przyznał, że ona ma
trudny charakter (tlumaczy się ciężkim rozwodem, tylko
to było 5 lat temu). Tomek nie widzi żadnego zagrożenia,
na moje delikatne sugestie powiedział: "chyba
przesadzasz". Czy przesadzam? Moja intuicja mówi mi
jednoznacznie: babsztyl mnie nie lubi i ma ochotę na
mojego męża. Ja to widziałam? A może przesadzam... Sama
nie wiem, co o tym myśleć...
???