witty
22.03.03, 17:39
jak sinusoida - gorki i dolki, gorki i dolki, caly czas
na zmiane. Jetstem w dolku trwam w nadziei o gorce,
jest gorka, naiwne myslenie ze jest i bedzie ok tylko
powieksza nerwy gdy nieuchronnie przychodzi dolek.
Jestesmy jak marne pyki we wszechswiecie, kompletna
iluzja jest wiara w Boga i to ze on nie ma nic innego
do roboty nuz patrzenie nam na rece a potem rozliczanie
za "zle i dobre" uczynki. Rownie dobrze ziarenka kwarcu
czy czegos tam na Jowiszu moglyby miec podobna
nadzieje. Nic nie osiagamy tak naprawde, nic nie
tracimy takze. Czlowiek zapieprza sam nie wie gdzie,
cele konsumpcyjne sa plaskie, glupie i beznadziejne i
niczego nie rozwiazuja. Dobra - zapieprzalem latami by
kupic sobie drozszy samochod i co? Mam, jezdze wydalem
kupe szmalu tylko po to by miec puszke z blachy z
troche lepszym silnikiem, dluzsza o 0,5 metra maska i o
1 sek. wczesniej miec na zegarze 100. Paranoja. Nic po
nas nie zostaje, nic tak naprawde nie jest w stanie nas
za zycia zmienic bysmy poczuli OOOOOOCHHHHHHHH, nowy
ja. Caly czas wg sinusoidy, gorka, dolek, gorka,
dolek.... mamy jedynie wplyw na godzine o ktorej sie
budzimy i z kim zadajemy, ewentualnie jeszcze ile i jak
zarabiamy. Male biedne stworki ktorym sie uroilo ze
ktos na nich patrzy a potem powie "cacy, cacy" albo
beeeee i do piekla :) gwiezdny pyl gdzies tam 100000
lat swietlnych od nas moglby miec podobne dylematy: w
dobrym kierunku lece? nie za szybko? nie za wolno? co
bedzie potem? nic nie bedzie. Nie wiem o co chodzi i co
ja tutaj robie. Ciagle malo, ciagle coraz bolesniej
rozumiem ze moja egzystencja jest straszliwie
ograniczona i nie wyskocze poza strasznie ciasne ramy.
Mam wiele popieprzonych czy ekstrawaganckich pomyslow
ale nie przejda, sa ZBYT, moglbym przewrocic siebie
albo innych i cos strasznie skomplikowac. Tutaj musimy
sie jednak trzymac jakis norm. Tory sa znane: pracuj,
plodz, zasiej drzewko i bedziesz szczesliwszy,
szczesliwszy, szczesliwszy........ do usranej smierci