Dodaj do ulubionych

Popieprzona egzystencja

22.03.03, 17:39
jak sinusoida - gorki i dolki, gorki i dolki, caly czas
na zmiane. Jetstem w dolku trwam w nadziei o gorce,
jest gorka, naiwne myslenie ze jest i bedzie ok tylko
powieksza nerwy gdy nieuchronnie przychodzi dolek.
Jestesmy jak marne pyki we wszechswiecie, kompletna
iluzja jest wiara w Boga i to ze on nie ma nic innego
do roboty nuz patrzenie nam na rece a potem rozliczanie
za "zle i dobre" uczynki. Rownie dobrze ziarenka kwarcu
czy czegos tam na Jowiszu moglyby miec podobna
nadzieje. Nic nie osiagamy tak naprawde, nic nie
tracimy takze. Czlowiek zapieprza sam nie wie gdzie,
cele konsumpcyjne sa plaskie, glupie i beznadziejne i
niczego nie rozwiazuja. Dobra - zapieprzalem latami by
kupic sobie drozszy samochod i co? Mam, jezdze wydalem
kupe szmalu tylko po to by miec puszke z blachy z
troche lepszym silnikiem, dluzsza o 0,5 metra maska i o
1 sek. wczesniej miec na zegarze 100. Paranoja. Nic po
nas nie zostaje, nic tak naprawde nie jest w stanie nas
za zycia zmienic bysmy poczuli OOOOOOCHHHHHHHH, nowy
ja. Caly czas wg sinusoidy, gorka, dolek, gorka,
dolek.... mamy jedynie wplyw na godzine o ktorej sie
budzimy i z kim zadajemy, ewentualnie jeszcze ile i jak
zarabiamy. Male biedne stworki ktorym sie uroilo ze
ktos na nich patrzy a potem powie "cacy, cacy" albo
beeeee i do piekla :) gwiezdny pyl gdzies tam 100000
lat swietlnych od nas moglby miec podobne dylematy: w
dobrym kierunku lece? nie za szybko? nie za wolno? co
bedzie potem? nic nie bedzie. Nie wiem o co chodzi i co
ja tutaj robie. Ciagle malo, ciagle coraz bolesniej
rozumiem ze moja egzystencja jest straszliwie
ograniczona i nie wyskocze poza strasznie ciasne ramy.
Mam wiele popieprzonych czy ekstrawaganckich pomyslow
ale nie przejda, sa ZBYT, moglbym przewrocic siebie
albo innych i cos strasznie skomplikowac. Tutaj musimy
sie jednak trzymac jakis norm. Tory sa znane: pracuj,
plodz, zasiej drzewko i bedziesz szczesliwszy,
szczesliwszy, szczesliwszy........ do usranej smierci
Obserwuj wątek
    • Gość: Malwina Re: Popieprzona egzystencja IP: *.d1.club-internet.fr 22.03.03, 17:52
      generuj dobro
    • listopad_diabel_i_ja Re: Popieprzona egzystencja 22.03.03, 18:20
      Tak, trzeba się trzymać jakichś norm, tylko których? i tu się zaczyna
      kombinowanie czyli umysłowa kalapućka. Według jednych jesteś idealny, świnia
      według innych, ramy ciasne, coraz ciaśniejsze, tory też są niby znane ale na
      jednych tłok, inne rdzewieją, prowadzą wszystkie chuj wie gdzie, i czy poza tym
      nie są one właściwie przeznaczone dla tramwajów?

      • witty Re: Popieprzona egzystencja 22.03.03, 19:41
        propaguj dobro? ladna idea, wyswiectany frazes. Tak to
        juz jest ze zaczynasz propagowac dobro to ci niebawem
        wszyscy wejda na glowe bo nie czuja bata i wyrachowania.
        zreszta Polak to juz taka dziwna istota ze mu dogodzisz
        czy zrobisz od serca dobrze to jest to az podejrzane i z
        pewnoscia pokasa z nawiazka albo wywinie jakis swinski
        numer. Nauczony kolejkami i socjalizmem wie - gdy
        powalczy, dozna troche upokorzenia i olewania bedzie
        wdzieczny i wniebowziety. Jak za bardzo sie wyrachujesz i
        cynicznie zaczniesz zalatwiac swoje i tylko swoje -
        bezduszny, zimny, bez wspolczucia i w ogole. tak to
        wlasnie jest. A najgorszy jest panoszacy sie wszedzie
        subiektywizm, brak zasad i wszystkiego. Popatrzcie w TV -
        "elita" narodowa wszelkiej masci: przeczy sie temu co
        powiedziane przed chwila, nikt nic nie wie, nie slyszal,
        nie kuma, nie pamieta, nic nic nic. Zero poczucia ze za
        ewidentne, udokumentowane fakty, przekrety nalezaloby
        spuscic glowe czy podac sie do dymisji. Gdzie tam, nie
        wiem, nie kumam, nie przecze-nie potwierdzam a dowody? -
        nagonka, prowokacja, klamstwo ,manipulacja i ja tam sie
        winny nie czuje, bo jestem kompetentny i w ogole fajny
        gosc.....co tu sie dziwic ze ludzie szajby dostaja jak
        widza cala ta papke i krecenie wszystkimi i wszystkim bez
        opamietania. Kapitalizm sam w sobie nie jest zly ale
        polska wersja socjal-oligarchi dla wybranych to juz
        paranoja. Terminy, przyzwoitosc, uczciwosc, umowy
        (ustne!), zobowiazania - to i wiele innych to puste
        frazesy. a skoro frazesy to na czym bazowac?
        • miauczynska Re: Popieprzona egzystencja 22.03.03, 20:06
          witty napisała:

          > propaguj dobro? ladna idea, wyswiectany frazes. Tak to
          > juz jest ze zaczynasz propagowac dobro to ci niebawem
          > wszyscy wejda na glowe bo nie czuja bata i wyrachowania.
          > zreszta Polak to juz taka dziwna istota ze mu dogodzisz
          > czy zrobisz od serca dobrze to jest to az podejrzane i z
          > pewnoscia pokasa z nawiazka albo wywinie jakis swinski
          > numer. Nauczony kolejkami i socjalizmem wie - gdy
          > powalczy, dozna troche upokorzenia i olewania bedzie
          > wdzieczny i wniebowziety.

          Wiesz witty , ja sądzę że popieprzony to jesteś Ty dlatego życie postrzegasz
          tak popieprzenie. Wszędzie węszysz zło , beznadzieję , brak perspektyw ..
          jak więc możesz wieść inną niż popieprzoną egzestyncję?
          A już Twoja opinia o Polaku którego określasz 'dziwną istotą' wywijającą
          świńskie numery , kąsającą rękę podające serce na dłoni,potrzebującą bata
          i wyrachowania - mówi zbyt wiele żeby myśleć o Tobie-człowieku , Tobie_Polaku
          przedstawiającym swe dylematy i egzystencjalne rozważania tu na forum.
          Nienawidzę ptaków kalających własne gniazdo!
          • witty Re: Popieprzona egzystencja 22.03.03, 21:28
            Female Miauczynski napisala:

            Wiesz witty , ja sądzę że popieprzony to jesteś Ty
            dlatego życie postrzegasz
            > tak popieprzenie. Wszędzie węszysz zło , beznadzieję ,
            brak perspektyw ..
            > jak więc możesz wieść inną niż popieprzoną egzestyncję?
            > A już Twoja opinia o Polaku którego określasz 'dziwną
            istotą' wywijającą
            > świńskie numery , kąsającą rękę podające serce na
            dłoni,potrzebującą bata
            > i wyrachowania - mówi zbyt wiele żeby myśleć o
            Tobie-człowieku , Tobie_Polaku
            > przedstawiającym swe dylematy i egzystencjalne
            rozważania tu na forum.
            > Nienawidzę ptaków kalających własne gniazdo!

            Masz prawo nienawidziec. To sa moje opinie na podstawie
            zyciowych doswiadczen. Ile razy w porywie altruizmu,
            dobrego humoru i pozytywnej mysli zrobilem cos komus
            dobrze i bezinteresownie, to reakcja i efekty przerolsy
            (na -) moje najsmielsze oczekiwania. a propos Twoich
            ostatnich zdan: za duzy juz jestem zeby bezmyslnie gadac
            pewne patriotyczne frazesy i wierzyc w cos i byc slepym
            "bo tak wypada". Zyje w popierdolonym jak na Europejskie
            warunki panstewku i nie bede tego kryl. szaro-bura
            ojczyzna blotka, dziur w drogach, zlosliwosci i pijactwa
            naprawde nie zasluguje na to bym bij jej poklony tylko
            dlatego ze przytrafilo mi sie tutaj urodzic. mam prawo
            nie? :)
    • kamfora Re: Popieprzona egzystencja 22.03.03, 21:27
      witty napisała:

      > jak sinusoida - gorki i dolki, gorki i dolki, caly czas
      > na zmiane.

      To każdy tak ma :-))
      Na początek proponuję uporzadkować problemy z płcią - z dalszych
      zdań Twojego postu wynika, żeś mężczyzna ;-)

      A potem - właściwie co Cię obchodzą inni? To, że oni kłamią,
      są nieodpowiedzialni, ścigają się na podobieństwo szczurów - jak
      to się ma do Twojej odpowiedzialności, prawdomówności, życia?
      Malwina napisała: "generuj dobro" a to trochę co innego
      niż "propaguj" Propaguje się to, co ktoś inny "wygenerował" ;-)
    • Gość: ryba Re: Popieprzona egzystencja IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 22.03.03, 21:37
      Witty, z Twojego postu wnioskuje ze gotowy jestes odejsc z tego swiata.
      Doszedles do sedna sprawy, ujales to pieknie. Ja podzielam Twoje zdanie, tez
      tak mysle, ze to jest wszystko o kant dupy potluc. Kiedys balem sie smierci,
      dzisiaj, jak mysle o tym wyjatkowym dniu, sprawia mnie to ulge i czasami
      przyjemnosc...Tez jestem gotowy.
      • procesor Re: Popieprzona egzystencja 22.03.03, 21:55
        Gość portalu: ryba napisał(a):
        > Kiedys balem sie smierci,
        > dzisiaj, jak mysle o tym wyjatkowym dniu, sprawia mnie to ulge i czasami
        > przyjemnosc...Tez jestem gotowy.

        Rybo, ty jeszcze poczekaj!!
        A kto nam opowie jeszcze o jakiejś kawie albo układach małżeńskich?? :))
        Nie bój sie - umrzeć zawsze zdążysz! :)
        • Gość: Malwina Re: Popieprzona egzystencja IP: *.d1.club-internet.fr 22.03.03, 22:05
          witty, brzydota jest w tobie . Wyrzuc. Wymyj. Zdezynfekuj. Wypucuj.¨
          Potem pogadamy o swiecie.
          • Gość: ryba Re: Popieprzona egzystencja IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 22.03.03, 22:13
            :))) zapomnialas o francuskich perfumach:)))
          • witty Re: do Rybki i o rzeczy mocnej ;) 22.03.03, 22:26
            wiesz Rybo, to nie jest wcale tak ze chce. Kiedys w
            liceum uslyszalem cos takiego od kumpli z ktorymi tego
            wieczora nie poszedlem pic alkoholu: "wiesz gadalismy
            wczoraj kto na pewno nigdy, w zadnej sytuacji zyciowej by
            sie nie powiesil. Ty."

            Pamietam do dzisiaj bo strasznie mnie to zaskoczylo, nie
            bylo mi w glowie wieszanie czy tez nie-wieszanie ale skad
            takie wnioski?

            Ja tu pisze tak jak mnie najdzie straszna chandra albo
            przemyslenia ale taki zly to jednak nie jestem. Malwina
            brzydota? Na wymioty mnie zbiera gdy widze te spuscizne z
            okien pociagu, te wiochy jak z drugiej wojny swiatowej
            widziane z samochodu a gdy jeszcze jest pochmurny dzien
            to piekno mozna znalezc tylko w sobie:)

            A egzystencja taaaaak - popieprzona, bzykamy tu jak
            pszczolki, kazdy ma jakis patent na przetrwanie i nadanie
            sensu (tak na zewnatrz przynajmniej)temu tepemu bytowi.
            Roznimy sie tym od owadzikow i atomow wodoru w galaktyce
            czarka pazury ze niechcay wskutek ewolucji rozwinal nam
            sie mozg i tym samym wpedzil w wielka pulapke wlasnej
            wyobrazni, samoswiadomosci itd. Cos sobie usilujemy
            wcisnac i wytlumaczyc bo ten nasz rozwiniety mozg nie
            moze nas przeciez prowokowac do takich pytan sam z
            siebie, prawda?
            Zwierzeta wiadomo - instykt, spanie, zarcie, przetrwanie.
            A my tu kombinujemy z jakas specjalna rola w swiecie, z
            zostawianiem sladow po sobie, sami juz nie wiemy co to
            dobro a co zlo. Budujemy w slepym pedzie domki,
            fabryczki, drogi, mieszkanka i myslimy ze to ma
            sens.....biedne pszczolki:( a teraz rodzynek:

            Moze to wlasnie jest tak, ze slabe, tepe i nie zdolne do
            wielkich i znaczacych ruchow jednostki pedza swoj glupi
            zywot, szukajac czegos czego nie ma? Moze prawda,
            wyzwolenie, sens jest bardzo prosty i nazywa sie:szok,
            skrajne emocje, smierc. Moze Ci ktorzy decyduja sie na
            koniec z soba w efekcie (gdzies tam powiedzmy) zostaja
            nagrodzeni za smialosc i bezkompromisowosc a potem sobie
            patrza na te biedne ludki, ktore tkwia przy czyms czego
            kompletnie nie rozumieja, w wiekszosci nieszczesliwi.
            Moze w kategoriach "zostawiania po sobie sladu" dostaje
            sie premie za rzeczy typu zamach na WTC ?? Moze nikogo,
            zadnej sily nie interesuje kompletnie nasz slad w postaci
            jednego domku na przedmiesciu, pary bachorow i sterty
            smieci i odchodow wyprodukowanych za zycia? Moze danie
            nam zycia i rozumku to wlasnie proba - kto to zrozumie i
            wykona mocny krok a kto w swej slabosci zmagac sie bedzie
            cale zycie po to by i tak (tak naprawde) nic nie osiagnac?
            • Gość: ryba Re: do Rybki i o rzeczy mocnej ;) IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 22.03.03, 22:52
              Nie wiem ile masz lat, ale tego rodzaju refleksje doganiaja ludzi po 40-ce.
              Mysle ze jestes mlodszy i to mnie troche przeraza. Doswiadczenie,
              doswiadczeniem ale pod koniec dnia pozostaja wnioski ktore sam powinienes
              wyciagnac z zycia tych "pszczolek". Ja mam jedna doktryne w swoim zyciu. Wiem
              ze systemu nie pokonam, wiec musze sie do niego przystosowac. Nie jest mnie z
              tym dobrze, ale pod koniec dnia uwazam ze musze zrobic swoje. Nie, nie dla
              siebie, dla innych ktorzy maskuja sie jako moja bliska rodzina czy
              przyjaciele. Jedyna osoba ktora na tym swiecie wierze to jestem ja. Wierze w
              swoje uczucia, kocham siebie i nic mnie w tym nie pokona. Potrafie odejsc,
              olac, dla swojej dumy. Potrafie rowiez wziazc, jak mnie sie nalezy. Rowniez
              jestem gotowy odejsc...ale to pozostawie Wszechmogacemu ktory jak zwykle
              zostawi nas ostatnich...
              • witty Re: 29 - czy jest faktycznie zle?? 22.03.03, 23:47
            • procesor do autora o niesprecyzowanej płci :)) 22.03.03, 22:57
              witty napisała:
              > Moze Ci ktorzy decyduja sie na
              > koniec z soba w efekcie (gdzies tam powiedzmy) zostaja
              > nagrodzeni za smialosc i bezkompromisowosc a potem sobie
              > patrza na te biedne ludki, ktore tkwia przy czyms czego
              > kompletnie nie rozumieja, w wiekszosci nieszczesliwi.

              Ci którzy decyduja się na taki krok - ostateczne wyzwolenie jak mówia - maja
              nadzieje na NIEISTNIENIE. Wiec oni wcale nie chca patrzec na te biedne ludki co
              zostaja. Ja zakładam że istnienie po smierci jest faktem - i że poostajemy
              tymi samymi istotami co za życia. Co w duszy grało - nadal gra. Tutaj moze my
              jakos to zmieniać. A TAM?? Możemy sobie trwac w takim paskudnym stanie w jakim
              sobie życie odbieralismy. Parszywa perspektywa.


              > Moze w kategoriach "zostawiania po sobie sladu" dostaje
              > sie premie za rzeczy typu zamach na WTC ??

              Jestes muzułmaninem?? Raj hurysy i te rzeczy?

              > Moze nikogo, zadnej sily nie interesuje kompletnie nasz slad w postaci
              > jednego domku na przedmiesciu, pary bachorow i sterty
              > smieci i odchodow wyprodukowanych za zycia?

              Tak , chyba taki "ślad" nie jest interesujący. Ale to co jest istota nas to nie
              chałupa z ogródkiem - jeśli zostawimy ślad w umysłach i sercach innych ludzi to
              juz cos. Zwłaszcza jeśli to ślad dobra.

              > Moze danie nam zycia i rozumku to wlasnie proba - kto to zrozumie i
              > wykona mocny krok a kto w swej slabosci zmagac sie bedzie
              > cale zycie po to by i tak (tak naprawde) nic nie osiagnac?

              Nie wiem czy dobrze rozumiem - uważasz że samobójstwo jest powołaniem każdego
              myslącego człowieka??
        • Gość: ryba Re: Popieprzona egzystencja IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 22.03.03, 22:09
          procesor napisała:

          > Gość portalu: ryba napisał(a):
          > > Kiedys balem sie smierci,
          > > dzisiaj, jak mysle o tym wyjatkowym dniu, sprawia mnie to ulge i czasami
          > > przyjemnosc...Tez jestem gotowy.
          >
          > Rybo, ty jeszcze poczekaj!!
          > A kto nam opowie jeszcze o jakiejś kawie albo układach małżeńskich?? :))
          > Nie bój sie - umrzeć zawsze zdążysz! :)
          >

          Witaj Processorku :)))

          Widzisz zawsze twierdzilem ze Wszechmogacy zle wybiera. Zwatpilem w Niego.
          Chcialbym mu to osobiscie powiedziec. Znasz inna droge?
          Zreszta to nie tylko chec osobistej rozmowy mna kieruje. Nawet nie wiesz na
          ile moje zycie jest ubezpieczone...chcialbym zobaczy z gory twarz managera
          banku jak bedzie robil przelew...hehehehe:)))
          • procesor Re: Popieprzona egzystencja 22.03.03, 22:21
            Gość portalu: ryba napisał(a):
            > Widzisz zawsze twierdzilem ze Wszechmogacy zle wybiera. Zwatpilem w Niego.
            > Chcialbym mu to osobiscie powiedziec. Znasz inna droge?

            Wiesz, ja wiem że my tu cały czas na podsłuchu jestesmy. ;)
            Gadaj ile wlezie, i tak dotrze do adresata.

            > Zreszta to nie tylko chec osobistej rozmowy mna kieruje. Nawet nie wiesz na
            > ile moje zycie jest ubezpieczone...chcialbym zobaczy z gory twarz managera
            > banku jak bedzie robil przelew...hehehehe:)))

            Wiedziałam, wiedziałam! Ryba znowu wszystko sprowadził do pieniedzy! :))
            A rachunki wtedy żona sama bedzie płacic.

            A kto się na forum wygłupiał bedzie?! Bo jako duch w sieci to chyba nie dasz
            rady piasac?? :))
            • Gość: ryba Re: Popieprzona egzystencja IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 22.03.03, 22:29
              procesor napisała:

              > Gość portalu: ryba napisał(a):
              > > Widzisz zawsze twierdzilem ze Wszechmogacy zle wybiera. Zwatpilem w Niego.
              >
              > > Chcialbym mu to osobiscie powiedziec. Znasz inna droge?
              >
              > Wiesz, ja wiem że my tu cały czas na podsłuchu jestesmy. ;)
              > Gadaj ile wlezie, i tak dotrze do adresata.
              >
              > > Zreszta to nie tylko chec osobistej rozmowy mna kieruje. Nawet nie wiesz n
              > a
              > > ile moje zycie jest ubezpieczone...chcialbym zobaczy z gory twarz managera
              >
              > > banku jak bedzie robil przelew...hehehehe:)))
              >
              > Wiedziałam, wiedziałam! Ryba znowu wszystko sprowadził do pieniedzy! :))
              > A rachunki wtedy żona sama bedzie płacic.
              >
              > A kto się na forum wygłupiał bedzie?! Bo jako duch w sieci to chyba nie dasz
              > rady piasac?? :))
              >
              Moja zona wszystko przejmie. Nawet nie wiesz jakie ona ma poczucie humoru.
              Dzisiaj dwa razy powiedziala mi ze mnie zostawi, ostatnim razem nawet
              podnoszac glos. Glupio mi bylo przy tych wszystkich ludziach w sklepie i
              podpisalem czek. Teraz twierdzi ze zartowala i sie smieje. Sama widzisz, gdzie
              ja do niej...:)))
              • procesor Re: Popieprzona egzystencja 22.03.03, 23:02
                > Moja zona wszystko przejmie. Nawet nie wiesz jakie ona ma poczucie humoru.
                > Dzisiaj dwa razy powiedziala mi ze mnie zostawi, ostatnim razem nawet
                > podnoszac glos. Glupio mi bylo przy tych wszystkich ludziach w sklepie i
                > podpisalem czek. Teraz twierdzi ze zartowala i sie smieje. Sama widzisz,gdzie
                > ja do niej...:)))

                Fajna żona! Lubie ją! ;)

                Zastanawiam się - które z was ma większy wpływ na zachowanie drugiego??
                Tzn. czy ty wybrałes ja bo taka była - czy ona stała się taka przy tobie?
                Ewentualnie - czy to ona wybrała ciebie bo taki byłes - czy tez stałeś się taki
                przy niej??
                :))))
                • Gość: ryba Re: Popieprzona egzystencja IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 22.03.03, 23:14
                  procesor napisała:

                  > > Moja zona wszystko przejmie. Nawet nie wiesz jakie ona ma poczucie humoru.
                  >
                  > > Dzisiaj dwa razy powiedziala mi ze mnie zostawi, ostatnim razem nawet
                  > > podnoszac glos. Glupio mi bylo przy tych wszystkich ludziach w sklepie i
                  > > podpisalem czek. Teraz twierdzi ze zartowala i sie smieje. Sama widzisz,gd
                  > zie
                  > > ja do niej...:)))
                  >
                  > Fajna żona! Lubie ją! ;)
                  >
                  > Zastanawiam się - które z was ma większy wpływ na zachowanie drugiego??
                  > Tzn. czy ty wybrałes ja bo taka była - czy ona stała się taka przy tobie?
                  > Ewentualnie - czy to ona wybrała ciebie bo taki byłes - czy tez stałeś się
                  taki
                  >
                  > przy niej??
                  > :))))
                  >
                  Ja ja tez lubie...czasami. Ja mysle ze ona dobrze wiedziala co robi
                  oswiadczajac mi sie, ale ja postanowilem ze nie bede sie z nia klocil bo wcale
                  mi na tym nie zalezy zeby wszystkie domowe obowiazki samemu wykonywac...:)))
                  • procesor Re: Popieprzona egzystencja 22.03.03, 23:18
                    Gość portalu: ryba napisał(a):
                    > Ja ja tez lubie...czasami. Ja mysle ze ona dobrze wiedziala co robi
                    > oswiadczajac mi sie,ale ja postanowilem ze nie bede sie z nia klocil bo wcale
                    > mi na tym nie zalezy zeby wszystkie domowe obowiazki samemu wykonywac...:)))

                    A pierścionek tez ci kupiła?? :)
                    Z brylantem??

                    Padam na nos - i ide spac ale jutro sprawdze co z tym pierscionkiem. :)
                    --------
                    procesor_ka
                    • Gość: ryba Re: Popieprzona egzystencja IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 22.03.03, 23:24
                      procesor napisała:

                      > Gość portalu: ryba napisał(a):
                      > > Ja ja tez lubie...czasami. Ja mysle ze ona dobrze wiedziala co robi
                      > > oswiadczajac mi sie,ale ja postanowilem ze nie bede sie z nia klocil bo wc
                      > ale
                      > > mi na tym nie zalezy zeby wszystkie domowe obowiazki samemu wykonywac...:)
                      > ))
                      >
                      > A pierścionek tez ci kupiła?? :)
                      > Z brylantem??
                      >
                      > Padam na nos - i ide spac ale jutro sprawdze co z tym pierscionkiem. :)
                      > --------
                      > procesor_ka

                      Ciagle czekam, ona twierdzi ze to niby ja mam cos takiego zrobic. a ja mowie
                      ze to tylko przy slubie koscielnym...cywilny sie nie liczy.:))) ale zloty
                      zegarek, i inne duzej wartosci klejnoty dostala...:)))
        • Gość: desper Popieprzona egzystencja IP: 212.76.37.* 22.03.03, 22:12
          Ano, witty ile ty masz lat,piszesz że jesteś doświadczony człowiek, ja mam 26 i
          identyczne odczucia, ale myślałem że mi to przejdzie - a tu coraz gorzej mówisz-
          ratuuuuunkuuuuu.....
    • procesor Re: Popieprzona egzystencja 22.03.03, 22:46
      Jestes w dołku? Sądząc z tonu wypowiedzi. :))
      Moze i wiara w Boga jest kompletna iluzja - ale tym którzy maja głęboka wiare
      jakos łatwiej funkcjonowac w tym zwariowanym świecie. I nie mysle tu o ojcu
      Dyrektorze pewnego radia. :)
      Sa ludzie którym wiara jest potrzebna do życia - i nie warto im jej odbierac.
      Pewnie nawet się nie da! A sa tacy którzy odrzucając Boga dopiero żyja w
      spokoju.

      Jetes w dołku - masz nadzieję na górke. Czemu nadzieję? Czemu nie pewność?
      Jestes na górce - czemu OKŁAMUJESZ się że tak pozostanie? Jeśli wejdzisz na
      jakis szczyt - musisz z niego zejść. :) Byłes chyba kiedys w górach?? :))
      Istotna jest ta WIEDZA - że nie da się wejść i pozostac na szczycie. Jeśli
      chvcesz ŻYĆ musisz z niego zejść.

      Co do rozliczania nas przez Boga - niektóryz twierdza że to my sami osądzimy
      swe uczynki. Czy zreszta nie robimy tego ciagle? tyle że teraz możemy sie
      okłamywac - a tam podobno juz nie da się. :)

      Tracić, osiagać. Może naprawde nie musimy? Czym jest poczucie straty? Jeśli
      zapieprzasz sam nie wiesz gdzie - lepiej się zatrzymaj. Zabłądzisz. Jakie cele
      konsumpcyjne?? Jeśli dajesz sobie wmówic że musisz miec cos - to ty pozwalsz
      sobie wmówic. Jeśli juz wiesz że pozwalssz sobie wmówic - możesz - ODMÓWIĆ.
      Wtedy nie zapieprzasz przez lata by kupic sobie o pół metra blachy+silnik
      więcej!
      I skąd ta pewność ż enic nie jest w stanie nas zmienić? Przeciez ludzie się
      zmieniaja - i to nie tylko na gorsze.
      Z tym wpływem na nasze zycie jest faktycznie różnie - ale wg mnie nawet z tym
      budzeniem się nie jest tak prosto - ja tam nie zawsze mam wpływ na to o której
      sie budzę! hihi! A już ile i jak zarabiamy! Tu juz baaaardzo wiele może
      zalezaeć od innych. Dziwne jakies przykłądy podałeś.

      > Nie wiem o co chodzi i co ja tutaj robie. Ciagle malo, ciagle coraz bolesniej
      > rozumiem ze moja egzystencja jest straszliwie ograniczona i nie wyskocze poza
      > strasznie ciasne ramy.

      Chyba powoli dojrzewasz do radykalnych zmian. :)) Jak nie możesz wyskoczyc z
      ram to te ramy rozsadź. :)

      > Mam wiele popieprzonych czy ekstrawaganckich pomyslow ale nie przejda, sa
      > ZBYT, moglbym przewrocic siebie albo innych i cos strasznie skomplikowac.
      > Tutaj musimy sie jednak trzymac jakis norm. Tory sa znane: pracuj, plodz,
      > zasiej drzewko i bedziesz szczesliwszy, szczesliwszy, szczesliwszy........ do
      > usranej smierci

      Drzewko zasadź, będzie bardziej zielono. Z płodzeniem uważaj. :)
      Szczęścia nie znajdzisz poza soba. To nie sadzenie drzewka da ci szczeście.
      Ta presja by zaznac szczęścia jest straszna! To az unieszczęsliwia ludzi!
      A ja jestem szczęśliwa. Niezaleznie od obiektywnych trudnosci.. :))

      --------
      procesor_ka
      • witty Re: alez procesor (ko) 22.03.03, 23:29
        kurcze najwazniejsze to myslec i miec olej w glowie - Ty
        masz:) Duzo paplania a i tak jakos to bedzie. Hmmm
        wszystko mozna znalezc w sobie, wszystkiego szukac w
        sobie, tylko samemu czlowiek moze cos sobie dac. No tak
        ale to zakrawa na pochwale zycia pustelniczego;) a
        powaznie, tak mam dolka bo mam takie uczucie i zreszta
        narasta ono - ze z moim tempem, intensywnoscia czy
        sposobem robienia roznych rzeczy jakos nie pasuje do
        wielu ludzi. Ciezko mi znalezc kompanow ktorzy chcieliby
        robic rzeczy jak ja, podzielac entuzjazm i spalac sie
        ....a szukam, szukam. W ogole nie moge znalezc bratniej
        duszy a cale zycie szukam. Sa mniej czy bardziej ale i
        tak wychodza jakies powazne niezrozumienia, jakies
        uprzedzenia albo ufajac ze OTO JEST, zrobie cos (wcale
        nie zlego) jakos za mocno, doladuje ze zbyt grubej rury,
        liczac na podobna odpowiedz albo podobnie mocna
        stymulacje ktora z wielkim zapalem i radoscia podejme.
        Jestem straszliwie niespokojny i non-stop cos bym
        kombinowal, zaszczepial, pospuszczal, konkurowal,
        prowokowal, napedzal a to widze ze wiekszosc ludzi meczy.
        Sam sie takim patentom tez chetnie poddaje i sprawia mi
        to frajde. Cos mierzi mnie spokoj, flaki, gadanie o
        niczym, robienie rzeczy w sposob "wywazony". Jak sie
        wezme do konca, lubie i daze by czuc cos zwierzecego -
        mocno, ostro, imponujaco, na calosc. Niecierpliwie i poza
        konweansami.I tak oto w wielu waznych sprawach, nawet
        jesli rozpoczynam je wspolnie, zostaje sam.
        • malwinamalwina Re: alez procesor (ko) 23.03.03, 00:09
          bo JEST ciezko znalezc kompanow ktorzy podzielaja z toba wizje zycia !
          dla tych ktorzy te wizje maja jest ciezko !
          a ci ktorzy nie maja kontentuja sie ...zarciem.
          I dobrze. Co sie bedziesz w oceny wartosciujace bawil ? Co ci do tego ?
          Szukaj tobie podobnych ze swiadomoscia ze z latarnia bedziesz pol zycia ....
          A sens ?
          co cie obchodzi sens zycia ? jak jestes ciekaw co inni o tym mysla czytaj
          filozofow.
          a zajmij sie sensem SWOJEGO zycia. Samo w sobie ma sens. I przestan zalowac ze
          nie jestes bogiem ! nic tu nie poradzisz ;-)
          chlapnij se francuska perfuma na te ohydy - ryba ma niezle pomysly
          dezynfekcyjne.
          Procesorko, przeszlas sama siebie. Czy stoisz obok ?
          pzdr
          M.
          • procesor Re: alez procesor (ko) 23.03.03, 10:45
            malwinamalwina napisała:
            > Procesorko, przeszlas sama siebie. Czy stoisz obok ?
            > pzdr
            > M.

            Ło mamo!
            Usiadłam sobie z kawa by zobaczyc co z tym pierścionkiem co to zona Ryby mu
            dała albo nie - a tu? Malwino jeszcze obok nie stoje. :))
            Idę sprawdzić co ja tam wczoraj w amoku powypisywałam - od paru dni nie
            dosypiam. :))
        • procesor Re: alez procesor (ko) 23.03.03, 10:51
          To co pisałam to efekt tego że wróciłam - nie wiem który raz - do
          lektury "Przebudzenia" de Mello. Pierwszy raz jak to czytałam - nie docierało.
          To było dawno temu.
          Teraz biorę , otwieram w dowolnym miejscu - i czytam.
          I ciagle cos nowego mi przychodzi do głowy.

          A - i żeby nie było że ja taka owiecona jestem - KAŻDY ma gorsze i lepsze dni.
          Ale - co w "Przebudzeniu" jest jasno tez powiedziane - tylko nie do wszytskich
          dociera - to że jestem w depresji nie odbiera mi możliwości bycia szczęśliwym!
          Dziwne?? :))
          A jednak prawdziwe. :)
    • re_ne Re: Popieprzona egzystencja 23.03.03, 01:49
      Witty! Przez lata "zapieprzales" zeby sprawic sobie wieksza gablote,
      zapominajac o radosciach chwili obecnej, pracy nad soba - i teraz przyszedl
      rachunek. Dostales od zycia kopniaka - zzera Cie frustracja!
      Nie wierze ze pieklo istnieje po smierci, przynajmniej nie w takim sensie jak
      my to rozumiemy - miejscem, bo Bog musialby miec sklonnosci sadystyczne.
      W moim pojeciu pieklo jest przeciwnoscia radosci i niespelnieniem, i w takim
      wlasnie piekle sie juz znalazles.
      Za bardzo wierzyles w dobra materialne, zyles tylko tym, odkladajac na to. Nie
      potrafiles zyc radoscia kazdego poranka z ptakami i kwiatami.
      Czy znasz moze biblijna przypowiesc o ludu Izraela, ktory podczas marszu przez
      pustynie - bedacego obrazem naszej wlasnej drogi przez zycie - byl karmiony
      przez Pana co dzien zsylanym w pore blogoslawienstwem manny? Miala ona jednak
      to do siebie, ze mozna bylo zywic sie nia na bierzaco, i jesli ktos chcial
      robic sobie zapasy, by nastepnego dnia nie musial zbierac, to ta porcja gnila,
      i dostawaly sie do niej robaki. Wyjatkiem byl tyklo piatek, i wtedy kazdy mogl
      zgromadzic podwojna porcje, by uniknac pracy w szabat. Bierz tyle ile dzisiaj
      potrzebujesz, i spozywaj to z radoscia, a dzien nastepny przyniesie Ci kolejna
      porcje.

      Ty i Ryba, macie pretensje do Boga, ze zle stworzyl swiat, bo jest nam ciezko,
      i w kazdej chwili patrzy na nas, i czeka wrecz kiedy popelnimy jakis grzech, by
      mogl nas pozniej ukarac.
      A po co Bog mialby osadzac wlasne dzielo, i potepiac je ???
      Gdyby bylo Jego zamierzeniem abys byl idealny pod kazdym wzgledem, pozostawilby
      Ciebie w stanie skonczonej doskonalosci, z ktorej przybyles. Cala rzecz polega
      na tym, bys siebie odkryl, stworzyl swa Jazn jaka jestes w rzeczywistosci i
      jaka szczerze chesz byc. Ale to nie mogloby sie stac, gdyby nie dano Ci wyboru
      bycia czym innym. Zatem czy Bog ma Cie ukarac za to, ze dokonales wyboru, jaki
      sam przed Toba postawil? Gdyby nie zyczyl sobie abys wybral ta druga mozliwosc,
      to czy stwarzalby cokolwiek innego niz ta pierwsza?
      Mozesz wiec postepowac jak tylko uwazasz, bez obawy przed kara, ale miej jednak
      na uwadze konsekwensje tego. A te konsekwencje, to nie to samo co zemsta czy
      kara, ale sa to rezultaty, naturalne nastepstwa, ktore sa wynikiem puszczenia w
      ruch naturalnych praw. Wystepuja jako konsekwencja, dosc przewidywalna - tego
      co bylo!
      Jedni mowia wtedy, ze spotkala ich kara boska, inni mowia ze maja pecha, a
      jeszcze inni nie rozumiejac na czym ta cala sztuka zycia polega - po prostu
      bluznia przeciwko Bogu. Jedni juz zaskoczyli co tu chodzi, stosuja sie do tego,
      inni w nieswiadomosci zyja jak we snie. Ale bez wyjatku my wszyscy tworzymy
      sami swoja rzeczywistosc.
      Zapytasz wiec, co zrobic, by zycie nabralo rozpedu? To Ty sam sprawisz, ze
      ruszy ono z miejsca! Ale musisz najpierw uwolnic sie od leku, dokladnie
      sprecyzowac swoje mysli o tym jaki chcesz byc, co chesz robic i miec. Odrzuc
      wszystkie inne mysli, i mysl tylko o tym, mysl obrazowo, tak jakby to juz
      istnialo. Zacznij je glosic jako prawde. Mow je glosno. Cokolwiek wypowiesz po
      slowach "ja jestem...", wprawiasz w ruch ciag przyczyn i skutkow, ktory
      doswiadczenia te przywola, i przyniesie Tobie.

      A swoja droga, to kto powiedzial ze masz cos osiagnac? Czy Twoje zmartwienie i
      frustracja, nie jest czasem reakcja kogos, komu ze wzgledu na swoje ego zalezy
      na tym, jak postrzegaja go inni?


      Przemysl to i wyluzuj.

      Rene
      • Gość: ryba Re: Popieprzona egzystencja IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 23.03.03, 17:39
        Re-ne, ja nie mam zadnej pretensji do Wszechmogacego. Ja tylko mowie, ze jak w
        koncu go spotkam to powiem mu, ze na tej Ziemi panuje niezly balagan i
        poprosze go, zeby to troche lepiej zorganizowal.

        Pozdrowienia

        ryba
        • Gość: Malwina Re: Popieprzona egzystencja IP: *.d1.club-internet.fr 23.03.03, 17:46
          cos mi sie rybo wydaje ze on wszystko tak przewidzial zebys ty organizowal.
          Forsa to twoja domena - z reszta jakos marnie idzie ...;-)
          • witty Re: Synteza do rozwazan (2 czesci) 23.03.03, 21:15
            1) dzieki wszystkim za glosy, za optymizm ale i pesymizm.
            Mysle ze napisalem ten watek glownie z takich oto
            powodow. Szarowka zycia i pozorne cele, ktore okazuja sie
            klapa to jedno. To co pisalem troche dalej to drugie.
            Biega mianowicie o to, ze przewartosciowaujac swoje zycie
            lub tez starajac sie spojrzec na nie z innej strony
            trafiam w pewna sciane. Mianowicie - byly czasy gdy
            czulem sie wspaniale zsocjalizowany, nie przychodzily mi
            do glowy zadne niepokoje egzystencjalne itp. Uczylem sie,
            pracowalem, cos tam zdobywalem, wymyslalem..bylo mniej
            czy bardziej ok. Kiedys zaczelo switac, ze byc moze droga
            ktora ide, wprawdzie dobrze postrzegana przez otoczenie i
            w pewnym sensie zgodna ze standardami - co daje
            czlowiekowi to mile poczucie "zgodnosci, przynaleznosci"
            to chyba nie do konca i ja i to co naprawde we mnie
            siedzi, ze jest to ograniczone konweansami, trendami itd.
            no ok...towarzycho, marketing, to, tamto, sramto, to sie
            potrafi, tamto, jestem czescia spoleczenstwa i ok. kazdy
            tego potrzebuje. I jak wspomnialem zaczalem cos
            przewartosciowywac, pukac i eksplorowac glebsze obszary
            ambicji, siebie, pragnien i tamto widzenie poszlo niejako
            w odstawke, przynajmniej czesciowo. I im bardziej sie
            wciaz na siebie otwieram, pozwalam wychodzic pasjom,
            hobby, zamilowaniom, niekonwencjonalnym pomyslom ...to
            tym bardziej widze, ze to tez jest slepy zaulek. Nie
            obchodzi mnie w tym wzgledzie co sobie ktos tam mysli
            lecz jest to ALE. Im bardziej pozwalam w sposob
            nieskrepowany, nikomu nie wadzacy na objawy siebie i
            mocna ekspresje, tym bardziej widze ze jestem w tym
            kompletnie sam. Tzn. sprawia mi to wszystko radosc, daje
            wyzycie, czuje ze dusza spiewa ale widze tez ze to
            dryfuje w kierunku ekscentryzmu, przesadnej
            indywidualnosci. A takze chcialbym (i szukam) miec
            kompanow ktorzy pewne smiale czy ryzykanckie rzeczy chca
            robic ze mna....niestety. Do pewnych wizji biznesowych,
            sportow, wyjazdow na ktore mam ciekawe koncepcje, jakis
            projektow ciezko lub jest to niemozliwe by znalezc
            rownych zapalencow. I mozna powiedziec: o co Ci chodzi,
            wszystko jest ok. Otoz nie jest ok, pragne tej
            przyjemnosci, poczucia ze w tych rzeczach ktos jest ze
            mna a ja z kims. A tu widze ze wszystko ci smiale, inne,
            wymagajace werwy, wyobrazni czy przekonania i dania duzo
            z siebie spotyka sie z taka cicha obojetnoscia,
            wybaluszaniem oczu i rezygnacja ludzi ktorzy cenia sobie
            to co maja, nie chca nadstawiac karku, wlozyc inwencji w
            cos niekoniecznie pewnego czy dochodowego albo uprawiac
            sport w tak intensywny sposob jak przywyklem to robic. No
            NIE i juz. I teraz pytanie - czy rzeczywiscie pozwalajac
            sobie na robienie rzeczy w zgodzie z soba, pelna piersia
            i takich ktorych dusza pragnie skazani jestesmy na ta
            samotnosc??? Przestac szukac, w ogole sie tym nie
            przejmowac. Ale ja chce chociazby z tego powoduby zarazac
            tym, pokazywac, w pewnym sensie edukowac. A tu klapa jak
            na razie. Sa rzeczy w ktorych naprawde wybiegam ponad
            przecietnosc, mysle ze zachaczajac o zawodostwo i wtedy
            bolesnie zdaje sobie sprawe ze wszyscy gdzies za plecami.
            Bo nie potrafia, boja sie, bo tacy sa, bo maja zabawe
            wlasnie w tym ze sa przecietni i juz. Zastanawia mnie to.

            2) Wracajac do pierwszej czesci wypowiedzi - daleki
            jestem od typu charakteru merkantylnego, mam rdzen, nie
            jestem taki jakim chca (rynek np.) bym byl. Ale widze ze
            merkantylizm w naszych czasach staje sie dosc powszechny,
            bo daje poczucie przynaleznosci spolecznej i jest dobra
            maska. Co rozumiem jako merkantylizm? W skrocie, prawie
            synonim do kultru masowej i poddania sie jej panowaniu.
            Mam (tzn. nie ja)ciuszki, poglady, prace, sposob
            spedzania czasu jaki jest "modny, jaki sprawia ze naleze"
            czyli wlasnie jestem taki jak mnie ustroj i rynek chce.
            Centra handlowe, kregielnie, miasta, wsie, markety,
            bankiety pelne sa takich ludzi. Mysle ze swiadomie lub
            nie godza sie oni na odmozdzenie, po to by nalezec,
            zlewac sie a de facto nie wychylac. Zobaczcie ze teraz
            praktycznie poznikaly subkultruy, zanika indywidualizm,
            smialosc, innosc. To jest pietnowane, negowane. Mlodziez
            ubrana tak samo, sluchajaca tego samego, wluczaca sie po
            tych samych centrach. Oni nawet rechocza wszyscy tak
            samo, zra te same hamburgery i ogladaja sie za tymi
            samymi panienkami (notabene wygladajacymi tak samo). Sa
            wtloczeni w schemat, widocznie daje im to bezpieczenstwo.
            Jak to sie dzieje ze im wiecej towarow na rynku, im
            wiecej sklepow, tym bardziej podobnie wygladaja ludzie
            lub jakies grupy ludzi? Ostatnio zdumialem sie gdy
            uslyszalem wypowiedz jakies panny startujacej w
            "Debiucie". zapytana dlaczego chce byc slawna i miec
            zwiazane z tym pieniadze, powiedziala cos w tym stylu:

            "Bo chcialabym miec pieniadze zeby moc sobie pojsc do
            supermarketu i kupic jakis kosmetyk albo kostium, wybrac
            cos dla siebie..". Boze! Boze! Boze! kolejna spod
            sztancy, rownie banalnej jak jej marzenia.....
            • Gość: Malwina Re: Synteza do rozwazan (2 czesci) IP: *.d1.club-internet.fr 23.03.03, 21:20
              odkrywasz walec bis co to przyjdzie i wyrowna ...
              zmien srodowisko
              na artystyczne
              na uniwersyteckie
              na na na
              diabel wie na co ale zmien
              • listopad_diabel_i_ja Malwina przecenia diabła. 23.03.03, 21:29
                Gość portalu: Malwina napisał(a):

                > odkrywasz walec bis co to przyjdzie i wyrowna ...
                > zmien srodowisko
                > na artystyczne
                > na uniwersyteckie
                > na na na
                > diabel wie na co ale zmien

                Diabeł nie ma bladego. Może listopad coś wie, ale się właśnie zapruł na amen. A
                ja? Mnie w głowie tylko pierdolenie.

                Niemniej jednak Zmyślny/Zmyślony nie poddawaj się - tory są dla tramwajów, a
                taśma dla taśmaków (nie mylić oczywiście z tasiemcami).
              • re_ne Re: Synteza do rozwazan (2 czesci) 23.03.03, 21:49
                Gość portalu: Malwina napisał(a):

                > odkrywasz walec bis co to przyjdzie i wyrowna ...
                > zmien srodowisko
                > na artystyczne
                > na uniwersyteckie
                > na na na
                > diabel wie na co ale zmien

                A czy Ty Malwino chcialabys dostosowac sie do kogos majac jakies tam swoje co
                kolwiek by to nie bylo?
                Bardzo dobrze ze Witty dostrzegl ta szarosc, i stagmatyzm masy, ze ma chlopak
                wyobraznie. Ale zabraoklo mu odwagi bycia soba. Boi sie ze bedzie wytykany
                palcami, i postrzegany za jakiegos odmienca, ...no, ...zeby nie powiedziec
                pomylenca, bo nie wiem coz to takiego eksrawaganckiego chce robic?
                • procesor do Re_ne 24.03.03, 10:46
                  re_ne napisał:
                  > Ale zabraoklo mu odwagi bycia soba. Boi sie ze bedzie wytykany
                  > palcami, i postrzegany za jakiegos odmienca, ...no, ...zeby nie powiedziec
                  > pomylenca, bo nie wiem coz to takiego eksrawaganckiego chce robic?

                  Re_ne, czytaj ze zrozumieniem!
                  On ROBI co lubi, ma odwage by to robic - ale nie chce byc sam z tym!
                  Przeciez jasno to pisał.

                  Ale nie wiem czemu mam wrażenie że autor jest tak bardzo do przodu że cos za
                  nim nie nadąża..
                  Dusza??
                  :))

                  Jedni popadaja w rytm wyznaczany przez środowisko, przez "kulture masowa" -
                  inni w złudzenie że tylko wyrywajac do przodu, ciagle gnajac na łeb na szyję by
                  się "realizować" (hmm, swoja droga jakie to dziwne okreslenie). I jedni i
                  drudzy moga poczuc że cos jet nie tak.

                  Nie moge złapac teraz myśli która gdzieś tam mi umyka.
                  Chyba musze usiąść spokojnie i poczekac aż sama do mnie wróci. :))
            • kamfora Re: Synteza do rozwazan (2 czesci) 23.03.03, 21:47
              witty napisała:
              > I im bardziej sie
              > wciaz na siebie otwieram, pozwalam wychodzic pasjom,
              > hobby, zamilowaniom, niekonwencjonalnym pomyslom ...to
              > tym bardziej widze, ze to tez jest slepy zaulek. Nie
              > obchodzi mnie w tym wzgledzie co sobie ktos tam mysli
              > lecz jest to ALE. Im bardziej pozwalam w sposob
              > nieskrepowany, nikomu nie wadzacy na objawy siebie i
              > mocna ekspresje, tym bardziej widze ze jestem w tym
              > kompletnie sam. Tzn. sprawia mi to wszystko radosc, daje
              > wyzycie, czuje ze dusza spiewa ale widze tez ze to
              > dryfuje w kierunku ekscentryzmu, przesadnej
              > indywidualnosci. A takze chcialbym (i szukam) miec
              > kompanow ktorzy pewne smiale czy ryzykanckie rzeczy chca
              > robic ze mna....niestety. Do pewnych wizji biznesowych,
              > sportow, wyjazdow na ktore mam ciekawe koncepcje, jakis
              > projektow ciezko lub jest to niemozliwe by znalezc
              > rownych zapalencow. I mozna powiedziec: o co Ci chodzi,
              > wszystko jest ok. Otoz nie jest ok, pragne tej
              > przyjemnosci, poczucia ze w tych rzeczach ktos jest ze
              > mna a ja z kims. A tu widze ze wszystko ci smiale, inne,
              > wymagajace werwy, wyobrazni czy przekonania i dania duzo
              > z siebie spotyka sie z taka cicha obojetnoscia,
              > wybaluszaniem oczu i rezygnacja ludzi ktorzy cenia sobie
              > to co maja, nie chca nadstawiac karku, wlozyc inwencji w
              > cos niekoniecznie pewnego czy dochodowego albo uprawiac
              > sport w tak intensywny sposob jak przywyklem to robic. No
              > NIE i juz. I teraz pytanie - czy rzeczywiscie pozwalajac
              > sobie na robienie rzeczy w zgodzie z soba, pelna piersia
              > i takich ktorych dusza pragnie skazani jestesmy na ta
              > samotnosc???

              Tak - w takich srawach skazani jesteśmy na samotność.
              Bo Ty zdaje się masz zadatki na przywódcę. A przywódca jest sam.

              Twoje działanie spotyka się z cichą obojętnością i to Ciebie boli.
              Pragniesz, żeby ktoś docenił? To musiałby być ktoś Tobie równy,
              albo "większy", żeby to docenienie cieszyło.
              • Gość: Renka Re: zgadzam sie z witty, to jest beznadziejne IP: *.home.cgocable.net 24.03.03, 06:57
                Beznadziejna wydaje sie byc taka egzystencja, kiedy chcialoby sie zmieniac
                swoj maly swiat na kraine z marzen, ale nie ma z kim.
                Najpierw jest frustracja,
                Potem zniechecenie,
                a na koncu nuda.
                I samotnosc.
                Rzeczywiscie, watpliwym pocieszeniem jest stwierdzenie, ze na szczycie zawsze
                jest sie samemu.W maratonie rowniez jest sie samemu.
                Mysle, ze witty powinien jednak ciagle szukac podobnych sobie. Kreatywnych,
                spontanicznych,gotowych poniesc ryzyko, odwaznych.
                "Mali", prosci ludzie zyja spokojniej, to prawda, ale kazdy ma swoje zycie i
                inni nie maja prawa w nie ingerowac, krytykujac je lub wysmiewajac.
                Skoro zostawiasz z tylu tych prostaczkow, znaczy, ze twoj cel jeszcze przed
                toba, witty.Moze koregos dnia w swoim maratonie spotkasz rownie samotnego
                zawodnika i bedzie wam przez jakis czas razniej we dwojke :)No, ale potem ,
                nieuchronnie, jak w maratonie, tylko jeden moze wygrac.I znowu ktos bedzie
                samotny.
                • witty Re: zgadzam sie z witty, to jest beznadziejne 24.03.03, 11:05
                  Hej, hej najwazniejsze ze teraz, tutaj slonce swieci i
                  daje dobrego kopa i zachete. Naprawde bardzo fajnie czyta
                  sie wszystkie wypowiedzi, dziekuje za podjecie tematu.
                  Mam zreszta taki blysk albo szlif albo jak tam zwac aby
                  wnikac pod powierzchnie, rozgryzac, badac i rozumiec.
                  Krnabrny bachor zawsze ze mnie byl i zaskakiwalem
                  otoczenie roznymi trikami. Teraz gdy mam troche lat
                  zaczalem w skupieniu przygladac sie sobie i tym co siedzi
                  inside. Mige sie mylic ale mysle ze sporo wiem i
                  intuicyjnie czuje jak i dlaczego funkcjonuja inni
                  ludzie:) W ogole intuicja to podstawa, trzeba wierzyc i
                  dac jej sie sluchac. Rozumek jest bardzo mylny, bo
                  rozumek bierze pod uwage rzeczy "racjonalne" czyli czesto
                  nieracjonalne. Nasze zmysly, szkola, nauka, otoczenie
                  wprowadzaja nas w blad albo zdumiewaja dlatego rozumek
                  jest narzedziem na uslugach tych wszystkich pomylek i
                  prawd niecalkowitych. Intuicja....mmmmmmmm.....to jest
                  potega, to jest cos zwierzecego, niezrozumialego ,
                  przychodzacego spoza i przeczacego rozumkowi. A jakze
                  czesto sie sprawdza:)
                  • Gość: astinger Re: zgadzam sie z witty, to jest beznadziejne IP: 213.231.15.* 24.03.03, 14:47
                    Poczytałem, rozejrzałem sie, pogadałem i stwierdziłem że dookoła mnie prawie
                    wszyscy niemerkantylni, nie lubia supermarketów, lasek wygłądajacych tak samo i
                    śmiejacych sie tak samo. Zmeczeni i zniesmaczeni popkulturą. Wszyscy zadumani
                    nad własna egzystencją prowadzoną po torach a kazdy chciałby inaczej, mocniej,
                    wyzej, piekniej. Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle panie witty?
                    Takie mam wrazenie, ze w kazdym momencie rzeki czsasu byli sa i beda
                    merkantylni i wittys. Merkantylni byli sa i będą nierefleksyjni a wittys bedą
                    drażyć. Jeśli zas jestes na prawde witty zamiast sie nad tym zrzymać poogladaj
                    to wszystko uważniej, włącznie z pobałaganionym i zabłoconym koszmarem. Ja od
                    siebie powiem, ze mam zajebistą kolekcje zdjęć z podróży po Polsce.
    • Gość: Psychol [...] IP: 199.243.96.* 23.03.03, 01:52
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: Psychol [...] IP: 199.243.96.* 23.03.03, 02:02
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • witty Re: Popieprzona egzystencja 24.03.03, 20:54
      a generalnie jakims sensem, wyjsciem jest bycie i
      zadawanie sie z ludzmi wyraznymi, w pewnym sensie
      bezkompromisowymi i potrafiacymi sie jasno okreslic.
      Niewazne czy ktos ma rogi na glowie, jest homo, ma
      nasrane pod czaszka czy zieje ogniem. O to chodzi!!! :)
      Ludzie ktorzy sie boja robic i byc na full jakos mnie nie
      interesuja i nie ciagnie mnie do nich. Wg mnie taka
      wyraznosc o czyms waznym swiadczy i jestem pelen szacunku
      i sympatii dla takich ludzi
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka