isabelchen
20.12.06, 21:03
hmmmm… nawet nie wiem od czego zacząć…..w kwietniu tego roku poznałam na forum
gazeta.pl faceta, którego wpisy zwróciły moją uwagę, rzucał mi się w oczy
dosyć często, wymienialiśmy zdania na forum ukierunkowanym w jednej
dziedzinie, zafascynował mnie swoją wiedzą – mieszka w kraju, którego języka
się uczę i pogłębiam wiedzę, zawodowo też mam z nim do czynienia….w sierpniu
nasz kontakt mailowy bardzo się rozwinął, doszło do zwierzeń, porad, czułam,
że znalazł się w końcu ktoś, kto mnie na tym świecie rozumie….utrzymując
kontakt mailowo-forumowy byłam w długoletnim związku z moim chłopakiem, można
powiedzieć, że znajomość internetowa przerodziła się w wirtualny
romans…zatraciłam się i zauroczyłam w mężczyźnie starszym o 25 lat…nic mi nie
przeszkadzało, liczyło się tylko to, aby uruchomić pocztę i pisać, pisać…..we
wrześniu wyznał mi miłość, później ja jemu…nie bałam się mojej żadnej reakcji,
bo skoro dojrzały facet mówi, że kocha, to to musi być dojrzałe i
przemyślane…jednocześnie uważał się za mojego przyjaciela i doradzał jako
osoba trzecia – ta postronna…uwierzyłam mu, że nie kochałam mojego partnera,
wyprowadziłam go z domu, zerwałam z nim kontakt….zachowywałam się jak w amoku
dla starszego mężczyzny byłam gotowa nawet walczyć z opinią otoczenia z uwagi
na tak dużą różnicę wieku, z rodziną, mamą….która nie akceptowała tego układu
i okazywała niechęć wirtualnemu przyjacielowi…w październiku spotkaliśmy się w
realu, przyjechał do mnie, tzn. do miasta, w którym mieszkam na urlop,
spotykaliśmy się przez 3 tygodnie, konfrontacja w 4 oczy potoczyła się
pomyślnie, w necie byliśmy szczerzy, nic nie zapowiadało rozczarowań w realu,
on koniecznie chciał znaleźć się ze mną w codziennych sytuacjach, namawiał na
kontakt ze znajomymi, rodziną, szybko w zawrotnym tempie, wnikał w moje
rozchody, utrzymanie domu, w którym mieszkam z mamą, już wtedy nie podobało mi
się takie zachowanie, ale z uwagi na to, iż każdy dzień pobytu przynosił nowe
emocje, walkę z rodziną, to wszystko przyćmiło w tamtym momencie pewne
niepokojące symptomy….po tym pobycie w Polsce stwierdziliśmy, że chcemy być
razem i budować szczęście wspólnie, tzn. wynajmiemy mieszkanko, urządzimy je i
będzie fajnie…tak też się stało…facet sprowadził się z całym dobytkiem do PL,
do wynajętego mieszkania, miałam mieć swój udział w jego utrzymaniu w
wysokości 400 PL oraz podrzucać czasem coś do tłumaczenia…..po wspólnym
weekendzie, tzn. pierwszym wspólnym szybko się rozczarowałam i postanowiłam,
że odchodzę, bo wykończę się nerwowo (leczę się od roku antydepresantami)…w
tygodniu po opuszczeniu „nowych” śmieci mój „nowy” partner upijał się chyba 3
dni pod rząd….szybko okazało się, ze ma słabości, doły, sam potrzebuje
wsparcia psychicznego….a obiecał silne wsparcie i gruszki na wierzbie….szybko
uświadomiłam sobie, że jednak kocham partnera, którego opuściłam we wrześniu,
na szczęście zeszliśmy się i odbudowujemy więzi po kryzysie…pozostał tylko
wirtualny przyjaciel z wynajętym mieszkaniem, bez pieniędzy, bez
pracy….odbyłam z nim wieczność rozmów, dopiero po fakcie dotarło do mnie, że
przyjechał tu bez żadnych oszczędności, szuka pracy, płatności za mieszkanie
pokrywa z pieniędzy z zagranicy, na życie nie zostaje mu z tego nic….w
listopadzie pomogłam na kwotę 750 zł, w grudniu trochę mniej, bo sama nie mam
kasy i płacę dwa podatki…..rodzina nie toleruje mojego zachowania, pomocy, ja
jednak czuję się w moralnym obowiązku pomocy, szczególnie teraz przed
świętami….facet popada ze skrajności w skrajność – wydał kasę na urlop w
hotelu a teraz jest gotowy prosić o wsparcie ośrodek pomocy społecznej…..czuję
się odpowiedzialna za niego, ale czy powinnam? On wini mnie, że ja go
zaczepiłam w necie i w ogóle…tylko. że to on zmienił kraj i swoje
dotychczasowe życie….
według mojej wiedzy facet ma osobowość paranoidalną