pomozcie mi!

18.02.07, 11:43
Dwa miesiące temu moja Mama i półtoraroczny siostrzeniec mieli
wypadek,przechodząc na pasach uderzył w nich tir.Mama zginęła na miejscu,
Malenstwo zaś w stanie agonalnym trafiło na oddział intensywnej terapii gdzie
lekarze nie dawali mu zadnych szans na przezycie.Jestem tak roztrzęsiona, ze
nawet nie wiem jak pisac.To był dla całej rodziny ogromny szok(2 tyg.przed
Swiętami)Nie mogłam uwierzyc, ze juz nie zobacze mojej Mamy. Dwa dni pózniej
był Jej pogrzeb ale nie mogłam usiąsc i sie nad sobą użalać poniewaz w
szpitalu lezał moj siostrzeniec.Kazdego dnia od chwili wypadku od rana do
wieczora razem z moją siostrą byłysmy przy jej umierającym dziecku(lekarze
powiedzieli nam, ze maluszek zmarł w chwili wypadku a podtrzymywanie go za
pomocą aparatury jest "pastwieniem sie nad zwłokami")zaniedbując moje
dzieci.Wielka pociechą był mój mąz, który przyjął na siebie wszystkie domowe
obowiązki.Czułam, ze zaszła we mnie ogromna zmiana, przede wszystkim zaczęłam
sie bac.Dosłownie wszystkiego.Bałam sie siedziec przy siostrze, która wrecz
szalała z rozpaczy, bałam sie umierającego i z kazdym dniem coraz bardziej
opuchniętgo chłopczyka.Lekarze wprost mówili, ze chlopiec z medycznego punktu
widzenie nie zyje, a jego mózg to "jajecznica".Malenstwo mialo jednak mocne
serce, które biło jeszcze tydzien.Najgorsze jest to , ze kazdy w rodzinie
uciekł od problemu,przychodzili na pare minut do szpitala i czym prędzej
uciekali do bezpiecznych domów.Stałam sie zaworem bezpieczenstwa dla
wszystkich, mialam wrazenie, ze tonę.Kiedy wracałam wieczorem ze szpitala
poniewaz moj ojciec chciał posiedziec przy wnuku i jego matce potrafił
zadzwonic do mnie za pol godziny abym szybko wracala do szpitala bo on nie
radzi sobie z sytuacją. Wszyscy nagle zapomnieli, ze ja tez straciłam Matke i
cierpie.Wiele razy po mnie dzwonili abym przyjechala bo siostra płacze w domu
a zaznacze, ze siostra mieszka u naszego ojca.Maluszek odszedł po tyg. nad
ranem.Kolejny pogrzeb, kolejna zaloba.I tu sie zaczyna.Boje sie o moje dzieci,
ze cos im sie stanie.Moj mąz miesiac temu musial wyjechac do pracy do
Niemiec.I zostalam sama ze swoimi myslami i lękiem.Dzis mialm straszny sen i
do tj pory nie moge sie uspokoic!!!Sniło mi se, ze to nie mój siostrzeniec a
moja coreczka jest umierająca!!!!Byłam z nią szpitalu, oszołomiona i złamana
bólem.Dotylałam jej coraz bardziej zimnego ciałka i słyszałam coraz słabszy
oddech. Nagle zobaczylam otwart grób z nową trumienka.Włozyłam do tej trumny
moją coreczke na boku jakby spała.A kiedy sie obudziłam nie mogłam sie
uspokic.A teraz pisze i płacze bo nikt mnie nie chce wysłuchac.Boję sie
bardzo, ze moja coreczka umrze!!!!Błagam, pocieszcie mnie bo ta cala sytuacja
zaczyna mnie przerastac.Tak sie boje tego snu...

    • solaris_38 w sobie masz ciepły piekny płomień 18.02.07, 12:02
      załóżmy ze twoje dziecko i siostra umrą za tydzień

      daj im ten tydzień przesycony miłością bo teraz sama sie i ich zadręczasz niby
      w imie miłości

      to samo może przytrafić sie tobie
      wiec nie zadręczaj sie
      zadręczanie sie jest krzywdzeniem sie

      strach jest wrogiem miłości

      otwórz sie na miłość do siebie siostry dzieci

      jeszcze tyle piękna i radości możesz dać
      tyle wsparcia sobie samej i innym


      bardzo ci współczuję i wierze ze od tej chwili twoja miłość rozpali sie jak
      pochodnia i będzie płonąc już zawsze nie gaszona lecz podsycana przez kruchość
      ludzkiego życia i potrzebę miłości

      nie bój się
      strach jest wrogiem miłości
      a ty potrzebujesz teraz tylko miłości
      tak samo jak ci co odeszli i ci którzy są

      pomocna bywa czasem terapia
      bo chwile związane ze śmiercią sa tak mocne że czasem przygaszają płomień
      miłości a bez niego trudno żyć, wiec jesli czujesz że nie potrafisz - udaj
      sie na terapię a nawet weź leki przeciwdepresyjne

      ale przede wszystkim kochaj
    • ewag52 Re: pomozcie mi! 18.02.07, 12:30
      przeżyłaś kwiatuszku, wielką traumę. Twoje sny, to odbicie Twojego lęku,ale
      Twoja córeczka bedzie żyła. Nie bój sie takich snow.Poszukaj pomocy u spe-
      cjalistów, potrzebujesz jej.Dwa miesiące, to bardzo niewiele, jesteś w dalszym
      ciągu w szoku.Tylko,że tu na forum, nikt Cię Twego lęku nie pozbawi.
      Bardzo, bardzo Ci współczuję, ale to Ci nic nie da.
      A Twoim dzieciom NIC SIĘ NIE STANIE! To strach, dyktuje Ci takie sny.
      pozdrawiam Cię serdecznie
      ps. jest taka pomoc dla osób, które straciły najbliższych. Poszukaj.
    • luty10 Re: pomozcie mi! 18.02.07, 13:08
      polny_kwiatuszek napisała:

      Dzis mialm straszny sen i
      > do tj pory nie moge sie uspokoic!!!Sniło mi se, ze to nie mój siostrzeniec a
      > moja coreczka jest umierająca!!!!Byłam z nią szpitalu, oszołomiona i złamana
      > bólem.Dotylałam jej coraz bardziej zimnego ciałka i słyszałam coraz słabszy
      > oddech. Nagle zobaczylam otwart grób z nową trumienka.Włozyłam do tej trumny
      > moją coreczke na boku jakby spała.A kiedy sie obudziłam nie mogłam sie
      > uspokic.A teraz pisze i płacze bo nikt mnie nie chce wysłuchac.Boję sie
      > bardzo, ze moja coreczka umrze!!!!Błagam, pocieszcie mnie bo ta cala sytuacja
      > zaczyna mnie przerastac.Tak sie boje tego snu...


      ten sen jest odpowiedzia na Twoja traume...
      ale, gdy nie ma traumy, gdy przysni sie nam sen o czyjejs smierci, jest
      to wbrew pozorom sen dobry...z mojego doswiadczenia wynika, ze ludzie, ktorzy
      w naszych snach umieraja, zyja dlugo...pamietam sny o smierci jeszcze z
      dziecinstwa i wczesnej mlodosci, nikt z tych ludzi nie umarl, a wrecz
      przeciwnie, zyja, cieszac sie dobrym zdrowiem...

      rozpacz po smerci bliskich jest nie do ukojenia, jedynie co ukoic nas moze, to
      milosc, ktora ofiarujemy INNYM...Twoja siostra stracila Mame i Dziecko, Twoj
      Ojciec stracil Zone, pomysl jak ciezko im byc musi...Ty masz Meza, masz swoje
      dzieci..wiem, ze strata Matki jest bardzo bolesna, ale to wg jakiegos w koncu
      porzadku sie stalo, bo najpierw umieraja dziadkowie, a pozniej rodzice...
      nie ma wiekszego bolu, niz strata dzieci...
      sa chwile w zyciu, ktore nas lamia, ale te same chwile maga z nas zrobic
      mocarzy, jestes wlasnie w takiej chwili, nie zmarnuj jej...oddaj sie milosci,
      skup swoja swiadomosc na sprawach, ktore moga pomoc innym przetrwac ten trudny
      czas...chcialbym to do czegos porownac, zeby bylo jasniej...
      przychodzi mi do glowy pole walki, kiedy zmagasz sie z wrogiem, ale po Twojej
      stronie trup sciele sie gesto...masz do wyboru; poddac sie i zginac, lub
      wykrzesac z siebie odwage, tak wielka, ze stajesz sie wrecz niesmiertelna...
      przyplw sil jest wtedy tak ogromny, ze sama sie dziwisz, skad ona sie bierze...
      bierze sie z odwagi i z milosci...

      • kontrreformacja Re: pomozcie mi! 18.02.07, 13:51
        ...Twoja siostra stracila Mame i Dziecko, Twoj
        Ojciec stracil Zone, pomysl jak ciezko im byc musi...Ty masz Meza, masz swoje
        dzieci..wiem, ze strata Matki jest bardzo bolesna, ale to wg jakiegos w koncu
        porzadku sie stalo, bo najpierw umieraja dziadkowie, a pozniej rodzice...
        nie ma wiekszego bolu, niz strata dzieci...

        Bez sensu jest takie porownywanie. Niby z logicznego punktu widzenia ojciec i
        siostra "mają gorzej", ale taka logika w uczuciach nie obowiązuje. Z tego co
        pisze kwiatuszek, mimo własnego cierpienia, przejęła na siebie rolę opiekunki i
        pocieszycielki, a przecież jak sama pisze - jej też jest ciężko. Nie stopniujmy
        cierpienia - prowadzi to zawsze do niesprawiedliwości. Kwiatuszku, ty też masz
        prawo do płaczu, żałoby. Śmierć matki i siostrzeńca jest wielką tragedią i masz
        prawo nie zawsze mieć siły, by pocieszać innych.
        Zastanów się, czy twój sen o córeczce nie jest przypadkiem wyrazem takiego
        dziwnego wyrzutu sumienia - że twoja siostra straciła dziecko, a ty swoje wciąż
        masz. Podświadomie możesz czuć się wobec siostry "nie w porządku", ze ona
        cierpi tak bardzo, a ty cierpisz mniej. Oczywiście kochasz też swoje dzieci
        więc jesteś jakby rozdarta pomiedzy miłością do siostry, a miłością do własnych
        dzieci.
        Poszukaj psychologa lub jakiejś grupy terapeutycznej - powinnaś dużo rozmawiać
        o swoich emocjach. Bądź dla siebie wyrozumiała, dwa miesiące to mało, masz
        prawo czuć lęk, złość, niepokój.
        • luty10 Re: pomozcie mi! 18.02.07, 14:04
          Nie stopniujmy
          >
          > cierpienia - prowadzi to zawsze do niesprawiedliwości. Kwiatuszku, ty też
          masz
          > prawo do płaczu, żałoby. Śmierć matki i siostrzeńca jest wielką tragedią i
          masz
          >
          > prawo nie zawsze mieć siły, by pocieszać innych.

          nie stopniuje cierpienia...pocieszam raczej...
          wlasnie o braku sily napisalem i skad ja brac...
    • stokrootka40 Re: pomozcie mi! 18.02.07, 17:45
      Kwiatuszku!!

      Z Tobą jest wszystko w porządku. Takie przeżycie MUSI boleć i spowodować
      problemy z samym sobą. Jak zmarł mój Tato też nie umiałam sobie poradzić. Wtedy
      ktoś mądry powiedział mi, że trzeba przeżyć swój żal, strach, gniew i mnóstwo
      innych trudnych uczuć, które towarzyszą nam w takiej chwili. Mądrość wielu
      pokoleń nakazała nam roczną żałobę. I rzeczywiście coś w tym jest. Kilka
      pierwszych miesięcy to nieustanna walka z tym, na co niestety nie mamy wpływu.
      Po roku zaczyna się poprawiać. To nie znaczy, że zapomninamy, ale powoli daje
      się z tym żyć.
      Bądź dobra dla siebie i pozwól sobie przeżyć żal, smutek i to wszytko, co jest
      w Tobie. Zaręczam Ci słowem honoru, że z każdym dniem będzie lepiej.
      Trzymaj się...
    • ewag52 Re: pomozcie mi! 18.02.07, 22:33
      powiedz Kwiatuszku, jak Ci pomóc?
      Obalać Twoje lęki? Mogę wszystkie.
      Podtrzymywać na duszy? Bede sie starać.
      Co chcesz jeszcze? Tobie sie teraz dużo należy,powinnaś dostawać samo dobro,
      cieplo i troskę.
      A wiesz, ze śmiercią mamy, to tak już jest.Ja do tej pory (3lata)codzien o Niej
      myślę, nie wierzę,że mi już nic nie wyjaśni, i regularnie co noc mi się śni.
      Czasem jesteśmy w konflikcie, ostatnio nie. Strasznie się ucieszyłam,że jednak
      żyje i wreszcie sie przytulimy i pogadamu, ale...sie obudzilam. I łzy się lały...
      • bszalacha Re: pomozcie mi! 20.02.07, 00:22
        Widać,jak bardzo próbujesz wynagrodzić siostrze jej ból po stracie
        dziecka .ale...wystarczy,że ją w takiej chwili nie zostawiasz samą.Bądż przy
        niej,to wystarczy.
    • syla026 Re: pomozcie mi! 20.02.07, 17:51
      Kochana. Głębokie wyrazy współczucia po stracie bliskich. Jestem całym sercem z
      tobą! Jeżeli chodzi o te sny to raczej bym się nie bała że są jakieś prorocze-
      przeważnie osoby które w naszych snach umierają tak naprawdę żyją dłuugo i
      szczęśliwie- choć rozumię twoje obawy. Trzymaj się cieplutko. Pozdrawiam.
    • taisy Re: Wyrazy wspolczucia! 20.02.07, 20:03
      To co się dzieje z Tobą w tej chwili to fakt ze padłas ofiarą tzw stresu
      pourazowego. PSST jest to trauma, którą leczy się terapią, czasami lekarstwami
      samo raczej nie przejdzie. Powinnas szukać pomocy dla siebie i jezeli siostra
      potrzebuje u psychologa. sama rozmowa o tym co sie stało bardzo pomaga. To musi
      byc doswiadczony psycholog, aby umiał pomóc w przerobieniu traumy.
      PSST dostają ofiary katastrof, wojen, kazdej zagrazajacej zyciu sytuacji,
      krewni osob ktore nagle i tragicznie odeszły i 10000 innych ludzkich wypadków.
      Osoby te potrzebują szybkiej pomocy zarówno lekarskiej jak i psychologicznej
      ponieważ sytacja w jakiej sie znalazly jest kryzysowa.
    • cleare Re: pomozcie mi! 20.02.07, 23:46
      <przytul>...
    • renkaforever Re: pomozcie mi! 21.02.07, 09:18
      Sama przezylam (tylko) strach w identycznej sytuacji na pasach, kiedy na metr
      przed moim mezem, ktory szedl z dzieckiem na reku smignal ni stad niz zowad
      samochod. Stanelismy jak sparalizowani na tych pasach.Twoja tragedia jednak nie
      da sie do niczego porownac.Nawet do tragedii twojej siostry.Ty oplakujesz
      strate mamy i siostrzenca, w ktorym widzisz swoje dzieci,tragedie siostry
      umierajacej z rozpaczy i tragedie bezradnego ojca.Do tego oplakujesz siebie
      sama, bo obawiasz sie czy dasz rade teraz ze swoimi sprawami, ze swoimi
      dziecmi, ze swoja rodzina. Jednak ten twoj strach jest wyolbrzymiony przez
      przezyta traume.Tak jak tragiczny film dziala na nas przez jakis czas,moze
      nawet zostawic slad na dlugo np w postaci jakiejs fobii, to ta tragedia trwala
      przeciez o wiele dluzej niz film i poczynila spustoszenie w twojej glowie i
      sercu.Ja mysle, ze powinnas naprawde rzetelnie zajac sie soba i swoimi
      dziecmi.Gdybys miala mozliwosc terapii, skorzystaj.Podejmij wszelkie dzialania
      wzmacniajace twoja psychike i cialo.Pomysl o silowni,rowerze, plywalni.Krotkie
      intensywne cwiczenia maja potezny wplyw na nasza psychike. To taki szok tlenowy
      dla mozgu,usuwa wszelkie toksyny.Mysle, ze warto pamietac, ze jest taka zdrowa
      kolejnosc : ja, moje dzieci, moj maz, a potem cala karawana rodzinna,
      przyjaciele i reszta.
      Naprawde wspolczuje ci z calego serca,pomysl jako najsilniejsza z rodziny o
      terapii rodzinnej.Wspolne spotkania, rozmowy, to pomoze ukoic bol.Bo tego sie
      nie da zapomniec, to juz zostanie, trzeba to po prostu przyjac.I zyc trzeba
      dalej jak najlepiej i najpelniej.
Pełna wersja