Dodaj do ulubionych

rozwazni i romantyczni

IP: *.cm-upc.chello.se 28.11.01, 17:01
Natchnieniem byl mi watek 'wspolczesny model zwiazku' i rozpoczeta tam dyskusja
nad tym czy da sie pogodzic, jak ktos to sformuowal, 'mocne osadzenie w
rzeczywistosci materialnej' lub 'przywiazywanie wagi do mamony' z romantyzmem.
Osobiscie to wlasnie czynic wiekszosc zycia sie staram... Albo moze raczej tak
mam wlasnie, Toi rozwazna i romantyczna (zalezy od ilosci zubrowki z sokiem
jablkowym... - zart) i starac wcale sie nie musi... A moze nie jestem ani jedno
ani drugie, w czyjas mysl 'albo rybki albo akwarium'? A moze jestem tylko jedno
(albo tylko drugie) a drugiego (albo jednego) jedynie wypaczeniem...?

Pytanie:
Co to jest romantyzm? Co to jest rozwaga?


Zapalam swiece i wnosze imbryk i talerzyki ... niestety tylko wirtualne ;)

Toi
Obserwuj wątek
    • Gość: czart Re: rozwazni i romantyczni IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 28.11.01, 18:34
      Gość portalu: Toi napisał(a):

      > Natchnieniem byl mi watek 'wspolczesny model zwiazku' i rozpoczeta tam dyskusja
      >
      > nad tym czy da sie pogodzic, jak ktos to sformuowal, 'mocne osadzenie w
      > rzeczywistosci materialnej' lub 'przywiazywanie wagi do mamony' z romantyzmem.
      > Osobiscie to wlasnie czynic wiekszosc zycia sie staram... Albo moze raczej tak
      > mam wlasnie, Toi rozwazna i romantyczna (zalezy od ilosci zubrowki z sokiem
      > jablkowym... - zart) i starac wcale sie nie musi... A moze nie jestem ani jedno
      >
      > ani drugie, w czyjas mysl 'albo rybki albo akwarium'? A moze jestem tylko jedno
      >
      > (albo tylko drugie) a drugiego (albo jednego) jedynie wypaczeniem...?
      >
      > Pytanie:
      > Co to jest romantyzm? Co to jest rozwaga?
      >
      >
      > Zapalam swiece i wnosze imbryk i talerzyki ... niestety tylko wirtualne ;)
      >
      > Toi

      Na sama mysl - zubrowka z sokiem jablkowym przechodzi mi chec aby byc "razwaznym
      i romantycznym", no i jeszcze te "rybki w akwarium" - toc to "Maxymum
      perwersum"... ale swiece, imbryk i talerzyki (a gdzie kiliszki na winko czerwone
      wytrawne)... brzmi obiecujaco (pomimo malego niedociagniecia).
      Rozwoju watku zyczy Czart


    • zosia11 Re: rozwazni i romantyczni 28.11.01, 18:54
      Ja przynioslam kieliszki i butelke Rioji :o)))) Czy moze byc? (prosze nie pytac
      o rocznik... :o))

      Nie przeczytalam watku o nowoczesnym modelu zwiazku, uczynie niebawem, wiec
      moja odpowiedz bedzie jakby niekompletna.

      Z tego co zrozumialam rozwage nalezy potraktowac jako metode w zdobywaniu
      pieniedzy, pozyskiwaniu dobr materialnych. Hmmm, rozwaga kojarzyla mnie sie
      zawsze z czyms innym np. zeby nie wsadzac palca do ognia. Z realizacja bywalo
      roznie :o))), ale teza jako taka byla. Nie bedzie odkryciem, jesli powiem, ze
      bez pieniedzy zyc sie nie da. Wiemy to, prawda? Zwlaszcza gdy ich gwaltownie
      zabraknie i nie ma na chlebek, wtedy robi sie potwornie niefajnie i romantyzm
      duszy gdzies ulatuje (chyba do dziury jakiejs). Wlasciwie ciekawe postawilas
      pytanie Toi - co to jest rozwaga i romantycznosc. Latwiej mnie powiedziec, ze
      jestem rowniez romantyczka, ale wyjasnic co to znaczy - znacznie trudniej. Czy
      romantyk to optymista..? Jesli zachwyca go promien slonca, listek na drzewie,
      usmiech na twarzach bliskich to jest romantykiem? Patrzac w historie i sledzac
      okres "romantyzmu" w dziejach Polski toc tam siedza sami pesymisci! O kurde
      felek, nie wiem jak zdefiniowac romantycznosc, wiec nie moge o sobie myslec w
      ten sposob. Hmm.. Moze ktos pomoze?...

      zosia
      strapiona, ale na wesolo :o))
      • Gość: Czart Re: rozwazni i romantyczni IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 28.11.01, 19:54
        zosia11 napisał(a):

        > Ja przynioslam kieliszki i butelke Rioji :o)))) Czy moze byc? (prosze nie pytac
        >
        > o rocznik... :o))

        Nie pytam... tak samo jak o rocznik kobiet (to nieladnie) ;-)

        > Nie przeczytalam watku o nowoczesnym modelu zwiazku, uczynie niebawem, wiec
        > moja odpowiedz bedzie jakby niekompletna.
        >
        > Z tego co zrozumialam rozwage nalezy potraktowac jako metode w zdobywaniu
        > pieniedzy, pozyskiwaniu dobr materialnych. Hmmm, rozwaga kojarzyla mnie sie
        > zawsze z czyms innym np. zeby nie wsadzac palca do ognia. Z realizacja bywalo
        > roznie :o))),

        ...samo zycie

        ale teza jako taka byla. Nie bedzie odkryciem, jesli powiem, ze
        > bez pieniedzy zyc sie nie da. Wiemy to, prawda? Zwlaszcza gdy ich gwaltownie
        > zabraknie i nie ma na chlebek, wtedy robi sie potwornie niefajnie i romantyzm
        > duszy gdzies ulatuje (chyba do dziury jakiejs).

        (???) No wlasnie wtedy jest niezwykle romantycznie - byle na swiczke starczylo...

        Wlasciwie ciekawe postawilas
        > pytanie Toi - co to jest rozwaga i romantycznosc. Latwiej mnie powiedziec, ze
        > jestem rowniez romantyczka, ale wyjasnic co to znaczy - znacznie trudniej. Czy
        > romantyk to optymista..? Jesli zachwyca go promien slonca, listek na drzewie,
        > usmiech na twarzach bliskich to jest romantykiem? Patrzac w historie i sledzac
        > okres "romantyzmu" w dziejach Polski toc tam siedza sami pesymisci! O kurde
        > felek, nie wiem jak zdefiniowac romantycznosc, wiec nie moge o sobie myslec w
        > ten sposob. Hmm.. Moze ktos pomoze?...

        Romantycznosc to taki szczegolny stan na pograniczu kiczu i obledu :o0

        >
        > zosia
        > strapiona, ale na wesolo :o))

        Rozromantniczony (;-)) Czart
        ps. dzis nie mam na dobry rocznik Rioji wiec przesylam pivko...

        • Gość: Toi Re: rozwazni i romantyczni IP: *.cm-upc.chello.se 28.11.01, 20:06
          Gość portalu: Czart napisał(a):

          >No wlasnie wtedy jest niezwykle romantycznie - byle na swiczke starczylo.
          > Rozromantniczony (;-)) Czart


          Czartowi (nie wystarczy) ogarek? ;)

          • Gość: Czart Re: rozwazni i romantyczni IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 28.11.01, 21:20
            Gość portalu: Toi napisał(a):

            > Gość portalu: Czart napisał(a):
            >
            > >No wlasnie wtedy jest niezwykle romantycznie - byle na swiczke starczylo.
            > > Rozromantniczony (;-)) Czart
            >
            >
            > Czartowi (nie wystarczy) ogarek? ;)
            >
            Nie musi miec jeszcze swieczke... buteleczke i dzieweczke i... i ... i ...
            ;o)

    • fantasia Re: rozwazni i romantyczni 29.11.01, 09:01
      Droga Toi, ponieważ "albo rybki, albo akwarium" było moje, czuję się
      zobowiązana do dostarczenia tła leksykalnego.

      Słownik języka polskiego mówi tak:
      romantyzm (m IV D... itede :-)) 2. postawa życiowa charakteryzująca się
      przewagą pierwiastków irracjonalnych, uczuciowych nad innymi; niedostateczne
      liczenie się z rzeczywistością w jakimś działaniu, poglądach; nadmierna
      uczuciowość, marzycielskość; zamiłowanie do niezwykłości, fantastyki.
      romantyczny 2. odznaczający się romantyzmem, skłonnością do marzeń, fantazji,
      egzaltowanych uczuć, charakteryzujący się brakiem realizmu życiowego.

      rozwaga 1. skłonność do namysłu, refleksji przed działaniem, zastanowienie,
      rozsądek; cecha właściwa działaniu, zachowaniu się osoby mającej taką skłonność.
      rozważny 1. działający z rozwagą, z namysłem, roztropnie.

      Z definicji leksykalnej wynika bezdyskusyjnie, że albo rybki, albo akwarium.

      Tylko że...
      "tylko my chcemy być wciąż albo albo
      i jesteśmy w kratkę"

      Ja bym się raczej skłaniała ku twierdzeniu, że to nie ludzie są rozważni i/albo
      romantyczni, a działania.
      To, w jaki sposób reagujemy na konkretną sytuację, można opisać jako
      romantyczne (egzaltowane, intuicyjne, emocjonalne...) albo rozważne
      (zdystansowane, przemyślane, racjonalne...).
      A stosowanie tych pojęć do opisania "osoby" prowadzi do ślepego zaułka.
      Tu chyba klucz do dylematu... :-)
      Człowieka trudno opisać w jednoznacznych kategoriach. Na tyle się znamy, na ile
      nas sprawdzono.

      Ale bo ja wiem...
      :-)
      • kwieto Re: rozwazni i romantyczni 29.11.01, 11:17
        Ten slowik wiele wyjasnia - bo moja szefowa pare prac dalej zachowywala sie jak
        furiatka - podejmowala nieprzemyslane decyzje (idiotyczne w skutkach), nie
        dawala sobie wytlumaczyc niczego (ona wiedziala lepiej), obrazala sie, jesli
        ktos jej powiedzial, ze jej pomysl nie jest dobry...

        A to po prostu byla romantyczka...
        • Gość: fnoll szefowa i uzywki a romantyzm IP: 195.150.224.* 29.11.01, 13:11
          w kontekscie postu kwieto pojawilo mnie sie pytanie:

          czy "romantyzm" bywa cykliczny?

          plci piekna - bez urazy!

          mysle, ze odnalezienie zwiazkow miedzy "romantyzmem" a "hormonami" i "chemia
          mozgu" wzniosloby wiele do naszej dyskusji uwspolczesniajac samo pojecie
          "romantyzmu" i wpisujac je w kontekst naszych scjentystycznych czasow

          moznaby sie tez zastanowic nad relacja miedzy "romantyzmem" a spozyciem
          poszczegolnych uzywek - czego sztandarowym przykladem jest spozywanie alkoholu w
          postaci wina przy jednoczesnym draznieniu kanalow wzrokowych migotliwym swiatlem
          swiec, czego wspolczesnym odpowiednikiem jest drink z red bullem przy blyskaniu
          stroboskopow na tekno party (a zatem romantyzm wciaz jest wsrod nas i ma sie
          dobrze)

          pzdr!

          fnoll
          • fantasia Re: szefowa i uzywki a romantyzm 29.11.01, 13:16
            fnollu, a czy Mickiewicz była kobietą?
            (i pozostała horda romantycznych grafomanów?)
            • Gość: fnoll romantyzm literacki - meski czy kobiecy? IP: 195.150.224.* 29.11.01, 13:28
              chyba sie rozni nieco romantyzm meski od kobiecego

              poza tym moznaby sie zastanowic, na ile tresciowa zawartosc romantycznych dziel
              byla wynikiem "romantycznosci" pisarza, a na ile "romantycznoscia" odbiorcy

              uwazny pisarz slucha i opisuje, niekoniecznie bedac sam bohaterem swoich opisow

              sprytny pisarz daje czytelnikowi to, co on chcialby przeczytac

              a "romanse" czytaly glownie kobiety (sfrustrowane seksulanie i niezrealizowane
              "zawodowo", z nadmiarem wolnego czasu)

              nie wyklucza to naturalnie istnienia pierwiastkow "romantycznosci" u mezczyzn w
              sposob samoistny (nie zapodanych nawet przez "romantyczna" matke) - w postaci
              chocby usposobienia melancholijnego czy niedojrzalosci emocjonalnej

              pzdr!

              fnoll
              • seboc Re: romantyzm literacki - meski czy kobiecy? 29.11.01, 13:42
                Czytam i błądzę.
                Gdzie leży źródło romantyzmu?
                Kto tu jest dawcą, kto biorcą owego?
                Kobieta, czy mężczyzna, zawsze autor?
                Jaki wpływ na życie ma i jakie są najodpowiedniejsze proporcje nabytego i
                wyssanego z mlekiem matki romantyzmu?

                I co było pierwsze - jajko, czy kura?

                Ostrożnie, nie zachowując zupełnie rozwagi jednak, zapytuję.
                Pozdrawiam serdecznie.
                • fantasia Re: romantyzm literacki - meski czy kobiecy? 29.11.01, 14:03
                  Polecam na tę okoliczność książki pani Janion.
                  Zawierają odpowiedzi - czasem wyczerpujące, czasem satysfakcjonujące, a czasem
                  oczywiście nie - na większość postawionych przez Cię pytań.
                  Tekstów, wycinków, recenzji możesz też poszukać w archiwum ResPubliki
                  (www.respublica.onet.pl, o ile się nie mylę).
                  • seboc Re: romantyzm literacki - meski czy kobiecy? 29.11.01, 14:18
                    Dziękuję Ci za podaną wskazówkę.
                    Skorzystam.

                    Czy ktoś już stanął nade mną i zapytał:
                    "zupełnie mu odbiło, czy tylko udaje?".
                    :-)


                    Pytaniom brak końca.
      • Gość: missy Re: rozwazni i romantyczni IP: 195.117.144.* 29.11.01, 11:27
        Zgadzam się z fantasia że to jak reagujemy zależy od sutuacji, w której w danej
        chwili się znajdujemy. Okoliczności wymuszają na nas pewne zachowania i
        reakcje. Zawsze możemy jednak stwierdzić czy my jako osoby (bez czynników
        zewnętrznych)mamy więcej pierwiastka romantyzmu czy nie. Znamy siebie więc
        wiemy co wprowadza nas w zachwyt, co powoduje że się wzruszamy. Romantycy w
        pewnych okolicznościach będą bardziej racjonalni, w innych mniej ale pozostaną
        romantykami.
        Przynajmniej ja tak mam :-)
        • fantasia Re: rozwazni i romantyczni 29.11.01, 11:56
          Gość portalu: missy napisał(a):

          Znamy siebie więc
          > wiemy co wprowadza nas w zachwyt, co powoduje że się wzruszamy.

          VETO!
          Zachwyt, wzruszenie, i mnóstwo innych uczuć to są takie, których za cholerę nie
          można przewidzieć, a jeśli można, to znowu gdzieś jest pomieszanie pojęć. Gdyby
          można było przewidzieć zachwyt, to on by nie był już zachwytem, a co najwyżej
          bardzo nudnym odruchem warunkowym. Gdyby można było przewidzieć wzruszenie, tak
          jak można na przykład przewidzieć zmęczenie, nie byłoby to wzruszenie, a coś
          bliżej konwenansu.
          Nie znamy się na tyle, żeby wiedzieć z góry, czy film o Titaniku nas zachwyci,
          czy nie, i czy śmierć przyjaciela nas wzruszy, czy właśnie spowoduje zdrewnienie
          emocjonalne.
          "Romantyczność" trochę na tym polega, że działa się odruchowo i poddaje się temu,
          co nagłe, nieprzewidziane, o nieprzewidzianych skutkach...
          A już żeby romantyk znał samego siebie na tyle? Niewyobrażalne...
          Tak mi mówi moja rozwaga, nudny realizm i czepianie się pojęć... :-)


          • seboc Re: rozwazni i romantyczni 29.11.01, 12:34
            Ale fajnie, będziemy się razem bić.
            Zupełnie zamierzenie (z rozwagą?) bronisz romantyzmu.

            Dużo zdrowia, bardzo dużo.
            • fantasia Re: rozwazni i romantyczni 29.11.01, 12:41
              Czyżby mnie Pan niniejszym demaskował?... :-)

              Bo to jeszcze pojmuję, choć się gniewam :-) Ale żeby mnie posądzać o obronę
              romantyczności - ta zniewaga krwi wymaga!
              Bijmy się... :-)
              • seboc Re: rozwazni i romantyczni 29.11.01, 12:54
                O, jest! Bitwa.
                Armie, szable, świst, kule, sztandary, okrzyki, krew, ofiary...

                I jak to teraz wygląda?
                Wydaliśmy kupę pieniędzy.
                Miało być tak pięknie...
                • fantasia Re: rozwazni i romantyczni 29.11.01, 13:04
                  Jakiś poeta wreszcie hymn napisze, opiewający naszą chwałę...
                  A nas jeszcze na jednym płótnie jakiś mistrz umieści, wrogu.
                  Poczekajmy. Miejcie nadzieję, nie tę lichą, marną... :-)
                  • kwieto Peany? 29.11.01, 13:51
                    Peanow i pomnikow sie za wojne zachciewa !
                    Co najwyzej dostaniecie na spole ekonomicznego Nobla - przeciez wojna (a juz ta
                    romantyczna, z ofiarami, krzykiem, dzialami) to jest tak gigantyczny mechanizm
                    napedzajacy gospodarke ze... Pomyslcie - nie ma bezrobocia (bo wszyscy albo na
                    wojnie, albo bron produkuja), innowacyjnosc (wynalazki wojenne) idzie pelna
                    para, A i potrzeba wciaz nowych mieszkan, zywnosci, ubran, itd. (bo wszystko si
                    ekspresowo niszczy w tym zamieszaniu). Chwala racjonalnosci bedacej efektem
                    romantyzmu!
    • Gość: fnoll Re: rozwazni i romantyczni IP: 195.150.224.* 29.11.01, 12:28
      romantyzm jest na tyle obszernym i niekonkretnym pojeciem, ze kazdy moze sobie
      nim nazwac niemalze co chce, to napisze moze o swoich wlasnych skojarzeniach:

      ROMANTYZM - ksiezyc, mgla i jelenie oraz sowy; milosc platoniczna (frustracja
      seksualna), poswiecenie dla spraw metafizycznych i ponadczasowych, wstret do
      tego co mieszczanskie i przyziemne; bujanie w obłokach; niebieskie migdały;
      wizja miłości nierozerwalnie splecionej z cierpieniem; miłość jako wzdychanie,
      tęsknienie i imaginowanie raczej niż obcowanie; seks oralny i inne takie
      fanaberie są zdecydowanie nieromantyczne; cnotą jest poświęcenie swego
      szczęścia, zdrowia, a nawet życia - świadczy to o wielkości uczucia;
      umiejętność czarowania słowem

      a rozważność? dla mnie to po prostu branie pod uwagę konsekwencji swoich
      wyborów podczas ich podejmowania, czyli działanie nie tylko pod wpływem
      impulsu, ale i namysłu - przesada w rozważności to działanie jedynie pod
      wpływem namysłu, co może nas oderwać od naszych rzeczywistych potrzeb, które
      dają o sobie znać jako "impulsy do działania" właśnie

      także ja w kontekście tego o czym pisze Toi i tego co napisano we wspomnianym
      przez nią wątku widziałbym konflikt nie tyle między niejasną "romantycznością",
      a rozwagą, co między naszymi potrzebami, z których jedne są bardziej nasze
      prywatne, a drugie bardziej usankcjonowane społecznie

      bo nikt nas nie nagrodzi za szczęśliwą miłość - to nasza prywatna sprawa

      natomiast awans, większe zarobki itp. - to już osiągnięcia które spotykają się
      ze społecznym aplauzem (wyrażanym czasem za pomocą zawiści), jesteśmy za nie
      nagradzani przez otoczenie, realizujemy też w ten sposób pewien model
      kulturowy, wyobrażenie o tym, co w życiu ważne

      także pytanie jest: dla kogo żyjemy? dla siebie, czy dla "społecznych mitów"?

      naturalnie jedno nie wyklucza drugiego, pozostaje pytanie o hierarchię: co
      najpierw? miłość? czy mieszkanie?

      osobiście uważam, że zbyt "rozważne" podejście do kwestii miłości może nam
      bardziej zaszkodzić, niż pomóc

      ale kiedy zaczyna się "zbyt"?

      cóż, arystoteles ze swoim "złotym środkiem" się tu prosi, i tyle

      pzdr!

      fnoll
      • fantasia Re: rozwazni i romantyczni 29.11.01, 12:39
        fnollu, a jeśli ja mam odwrotnie?
        jeśli to rozwaga właśnie jest u mnie potrzebą osobistą, a pewien stopień
        romantyczności - koniecznością, wymuszoną przez obłudę społeczną?
        to co?
        Arystoteles ze znakiem minus by się przydał? czy jak?
        :-)
        • Gość: renka Re: rozwazni i romantyczni IP: *.home.cgocable.net 29.11.01, 15:44
          Wedlug mnie romantykiem sie jest albo nie.Zgodnie z definicja slownikowa
          decyzje podjete w oparciu o UCZUCIE, PRZECZUCIE itd sa faktycznie decyzjami
          romantyka.Czlowiek realista zrezygnuje nawet z wielkiej milosci, aby
          realizowac swoj osobistymaterialny cel, kariere, wladze czy pieniadze.Romantyk
          kierujacy sie uczuciem popelnia wiele bledow, czesciej cierpi, ale tez jego
          zycie wewnetrzne jest bogatsze( co za fantazja zycia,marzenia..), co wcale nie
          oznacza, ze jest szczesliwy.Cholera. Bo ja pisze o sobie.Nawet, kiedy
          podejmuje decyzje finansowa to jakby mnie skrecalo w srodku..Natomiast inne,
          nie zwiazane z realiami zycia codziennego, prosze bardzo, moge fantazjowac,
          roic i marzyc!!hahahaha Pomysly na zycie-to ja, ale kto bedzie placil?
          Marzyciele ida przez swiat, nie zwracajac uwagi na innych, ida za swoimi
          marzeniami, zamykaja sie w swoich zamkach fantazji i tam doznaja swojego
          szczescia. Patrza z gory na swiat ruszajacych sie malych samochodzikow i
          ludzikow, szczesliwi , ze nie musza tam byc, w tym ruchu realnych, ktorzy tak
          naprawde buduja swiat.Romantyczni raczej, jakby to bylo zupelnie naturalne
          rzuca troche barw do tego swiata.Dzieki nim nie jest on szary i calkowicie
          skomputeryzowany.Romantyczni cierpia czesciej, ich serca i dusze pokaleczone
          urazami, zranionymi uczuciami, niedomowieniami i niezrealizowanymi marzeniami
          wyja do ksiezyca nie baczac na pogode i szerokosc geograficzna...Romantyczni
          poza tym sa nie do kupienia. Bo nawet jak kupisz im te ich marzenia, to dla
          nich zadne poswiecenie , zaden wydatek nie jest wielki. Ich marzenia sa
          wielkie. Pieniadze sa marnoscia.
          • Gość: Toi skrajnosci IP: *.cm-upc.chello.se 29.11.01, 20:54
            Ludzie, dlaczego Wy wszyscy, no prawie wszyscy, piszecie o skrajnosciech? Co to
            jest romantyzm i rozwaga gdy myslimy o sobie, o ludziach z naszego otoczenia?
            Czy romantyczny umiera za ojczyzne i pisze 'Switezianke'? Bo takie odnosze
            wrazenie z Waszych postow...
            No i co z tym 'rozwaznym I romantycznym'? Czyzby Mr.Jekyll i Dr.Hyde? Bo takie
            tez mam wrazenie po lekturze postow...
            • dike Re: skrajnosci 29.11.01, 21:24
              Gość portalu: Toi napisał(a):

              > Ludzie, dlaczego Wy wszyscy, no prawie wszyscy, piszecie o skrajnosciech? Co to
              >
              > jest romantyzm i rozwaga gdy myslimy o sobie, o ludziach z naszego otoczenia?


              Gdy mysle o sobie, to wydaje mi sie, ze jestem wlasnie taka: rozwazna i
              romantyczna...
              A ludzie z mojego otoczenia? Jedni mowia: Wypchaj sie z tym twoim romantyzmem...
              Inni, w takiej samej(tej samej!) sytuacji: Wiecej romantyzmu!

              Moze...jestem po prostu ...nijaka?

              Pozdrawiam
              • Gość: fnoll do dike IP: 195.150.224.* 29.11.01, 22:40
                dike napisał(a):

                > Moze...jestem po prostu ...nijaka?

                a moze jestes w arystotelesowskim zlotym srodku? :-)

                pzdr!

                fnoll
                • Gość: dike zloty srodek IP: 195.216.121.* 30.11.01, 12:14
                  Gość portalu: fnoll napisał(a):

                  > a moze jestes w arystotelesowskim zlotym srodku? :-)

                  To mi sie podoba...:)
                  A poniewaz nie wszystko, co zlote - swieci sie...wiec nie kazdy...(no, wiecie)
            • maly.ksiaze Romantycy i kabotyni 29.11.01, 22:00
              Switezianka, Giaur, smierc romatyczna (bohaterska w nurtach Elstery badz tez z
              milosnej rozpaczy). To jest, moi panstwo, albo literatura, albo kabotynizm.
              Albo jedno i drugie.

              Zaby kumkajace, ptaszki kwilace itd. itp. To wszysko jest sztafaz, ktorego
              mlody Polak plci meskiem musi sie nauczyc uzywac. Jest to bowiem niemal
              gwarantowany sposob na podryw i dobry wstep do jakze niezbednego przedluzenia
              niezbyt romantycznej egzystencji naszego gatunku.

              Owe zaby i ptaszeta kojarza sie romantycznie, gdy sie na nie patrzy w
              odpowiedniej sytuacji. Zakladam, ze jak ktos jezdzi akurat snopowiazalka w
              kolko, to mu sie nic romantycznie nie kojarzy.
              Zatem romantyzm, jak i piekno, jest w oku patrzacego. Jest postawa, sposobem
              patrzenia na swiat.

              Nie oznacza wcale nieprzemyslanego dzialania, szarzy na okopy i milosci do
              grobowej deski (zwroccie uwage, ze tzw. "wielcy romantycy" do grobowej deski
              nie kochali).
              Moze np. oznaczac takie zalozenie w kontaktach z ludzmi, ze ludzie sa dobrzy i
              uczciwi (unless proven guilty). Mimo, ze strategia odwrotna (zalozenie ze kazdy
              inny to podly skurwysyn) przynosi zwykle lepsze efekty w np. interesach.

              Takie podejscie do zycia nie wyklucza rozwagi. Jesli ktos jest tak romantyczny,
              ze (pewnie z milosci) nie oglada sie przechodzac przez ulice, to bedzie wkrotce
              nieromantycznie niezywy.

              Czy mozna byc jednoczesnie rozwaznym i romantycznym? Oczywiscie! Ktoz z nas
              jest monolitem? W jednych sprawach postapimy tak, w drugich inaczej. Wobec
              jednych jestesmy tacy, wobec drugich inni.
              Mozemy bardzo rozwaznie dazyc do absolutnie romantycznych celow.

              Mam wrazenie, ze sprzecznosc, ktora wielu widzi miedzy tymi postawami bierze
              sie stad, ze romantyzm mylony jest z zabami i kabotynizmem, a rozwaga z
              wyrachowaniem i malostkowoscia.

              Pozdrawiam wszystkich, ktorzy bywaja romantyczni w swiecie, ktory wymaga
              rozwagi.

              mk.

              • Gość: Toi do malego ksiecia IP: *.cm-upc.chello.se 29.11.01, 22:09
                Ksiaze Gwiazdzisty,

                Pragne podziekowac za wypowiedz - dlaczego dopiero teraz?
                (Nie dlaczego dopiero teraz dziekuje tylko dlaczego dopiero teraz wypowiedz)
                Z wypowiedzia zgadzam sie bardzo. A najbardziej z rozwaznym dazeniem do
                romantycznych celow.

                Co inni na to?

                pzdr wszystkich
                • maly.ksiaze Toi jako przyczyna nadmiernego uzycia alkoholu 29.11.01, 22:21
                  Odlegla Tajemnico (Daleka Pytajko?),

                  > Pragne podziekowac za wypowiedz - dlaczego dopiero teraz?
                  Ta szarlotka (zubrowka z sokiem jablkowym to 'szarlotka', prawda?) tak mnie
                  wczoraj wieczorem rozochocila, za dobylem flaszke (sherry) i zaczalem medytowac.
                  Najpierw o tym, co napisac, ale potem tematyka mi sie zmienila.
                  Potem zasnalem.

                  Pozdrawiam,

                  mk.
                  • Gość: Toi Re: Toi jako przyczyna nadmiernego uzycia alkoholu IP: *.cm-upc.chello.se 29.11.01, 22:58
                    ...jak go Bog stworzyl, jesli dobrze pamietam? To musial byc wielki romantyzm
                    pod wplywem spozycia...

                    ;)
                • Gość: fnoll a inny na to ze... IP: 195.150.224.* 29.11.01, 22:56
                  Gość portalu: Toi napisał(a):

                  > A najbardziej z rozwaznym dazeniem do romantycznych celow.
                  >
                  > Co inni na to?

                  optuje za romantyczno/rozwaznym dazeniem do romantyczno/rozwaznych celow :-)

                  choc zwykle unikam tak mglisto-ksiezycowego terminu jak "romantycznosc", w ktorym
                  zawiera sie niemalze wszystko: od kumkajacej zaby do namietnej milosci

                  zgodze sie zdecydowanie z malym ksieciem, ze "romantyzm" to jedna z metod
                  podrywu, kiedy ktoras ze stron krepuje sie mowic wprost, i potrzebuje bawelny
                  metafor do owiniecia swych oporow i lekow

                  o roli tej wersji "romantycznosci" wiele nam mowi charakterystyka czytelniczek
                  ksiazek z serii "harlequin" (czy jak to sie pisze) oraz tresc tychze pozycji;
                  taki "romantyzm" to kraina niespelnionych pragnien, ktore znajduje swe
                  symboliczne zaspokojenie w swiecie fantasmagorii

                  tak sadze

                  howgh

                  pzdr!

                  fnoll
              • Gość: Toi Przypomnialo mi sie - do m-k i innych IP: *.cm-upc.chello.se 30.11.01, 04:06
                Przypomnialo mi sie, ze choc sie z malym ksieciem zgadzam, to:

                maly.ksiaze napisał(a):
                > Czy mozna byc jednoczesnie rozwaznym i romantycznym? Oczywiscie! Ktoz z nas
                > jest monolitem? W jednych sprawach postapimy tak, w drugich inaczej. Wobec
                > jednych jestesmy tacy, wobec drugich inni.

                Z tego by wynikalo, ze WSZYSCY sa rozwazni i romantyczni, a z tym zgodzic sie nie
                moge. Sa osoby zdecydowanie romantyczne, nie musza od razu wpadac pod samochody,
                ale na przyklad ida na historie sztuki (i sa glodne).
                Sa tez osoby bardzo rozwazne, nie musza od razu byc wyrachowane i malostkowe, ale
                na przyklad ida na prawo z zalatwiona aplikacja (i mecza sie strasznie bo guzik
                ich to interesuje, ale za to moga byc spokojne o pokarm).
                U rozwazno-romantycznych natomiast moze wystepowac zdecydowana przewaga jednej z
                cech.

                Poza tym kontynuuje zgadzanie sie.
        • Gość: fnoll co to jest ta rozwaznosc? dla fantasii IP: 195.150.224.* 29.11.01, 21:10
          fantasia napisał(a):

          > fnollu, a jeśli ja mam odwrotnie?
          > jeśli to rozwaga właśnie jest u mnie potrzebą osobistą, a pewien stopień
          > romantyczności - koniecznością, wymuszoną przez obłudę społeczną?

          moze niejasno sie wyrazilem, ale rozwaga jest sposobem realizowania potrzeb (na
          ktory sklada sie waznosc przewidywania konsekwencji swoich dzialan, umiejetnosc
          odroczenia zaspokojenia potrzeby, poczucie kontroli i cos tam jeszcze), a nie
          potrzeba

          no, mozna powiedziec, ze ma sie potrzebe "rozwaznego" realizowania swoich
          potrzeb, ale to sie robi maslo maslane

          nie bede sie tu wdawal w rozwazania na temat natury potrzeb, bo to strasznie
          obszerny temat i dokonywanie rozgraniczen miedzy potrzebami "pierwotnymi" i
          "wtornymi" i "trzeciorzedowymi" to ciezka robota

          dosc powiedziec, ze na hierarchie potrzeb mamy wplyw spory, i czasem sie dzieje
          nawet tak, ze potrzeba tak podstawowa jak glod schodzi na plan dalszy wobec innej
          potrzeby, ktorej zawilosci nie smiem w tym miejscu rozwiazac - ale chodzi mi o
          przypadek anorexi

          strategie realizacji potrzeb sa rozne, ale mieszcza sie na kontinuum od
          natychmiastowego zadania zaspokojenia sfrustrowanej potrzeby charakterystycznego
          dla niemowlat, do patologicznego "oderwania sie" od czesci swych istotnych potrzeb

          w ramach bycia calkiem zdrowym mamy wycinek tego kontinuum od impulsywnosci do
          chlodnego opanowania

          i gdzies w tym jest zloty srodek

          o to z grubsza mi chodzilo

          a zeby zycie mialo smak, to, uwazam, nie mozemy byc zawsze rozwazni, z drugiej
          strony zle jest byc tez zbyt impulsywnym, gdy w imie chwilowego zaspokojenia
          odbierzemy sobie szanse realizacji wiekszego celu czy lepszych warunkow do
          zaspokajania swoich potrzeb

          ze posluze sie przykladem:

          przesadnie rozwazne przygotowywanie posilkow, gdy mamy pelna kontrole nad iloscia
          skladnikow pokarmowych i kalorii, sprawi, ze nie bedziemy jesc "cialem", ale
          "glowa" - a jedzenie "glowa" niesie w sobie konflikt z "cialem", ktore nie jest
          tak "racjonalne" w swych smakach - w wyniku tej walki mozemy stracic prosta
          radosc jedzenia i smakowania bez myslenia o tym i zastanawiania sie, co dalej z
          tym spozytym jedzeniem sie stanie

          z drugiej strony mozna popasc w impulsywne obzarstwo (najgorsze w wersji
          fastfudowej), ktore co prawda cialo mile napycha, ale i niezdrowo rozpycha

          to o co mi chodzi, to harmonia miedzy kontrolujacym "umyslem" i spontanicznym
          "cialem" - by oba te aspekty czlowieka sie dopelnialy, i zaden nie dominowal
          kosztem drugiego

          to bylby ten arystotelesowski zloty srodek, chyba

          pzdr

          fnoll

      • Gość: zosia11 Re: rozwazni i romantyczni IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.11.01, 20:57
        Gość portalu: fnoll napisał(a):

        > romantyzm jest na tyle obszernym i niekonkretnym pojeciem, ze kazdy moze sobie
        > nim nazwac niemalze co chce, to napisze moze o swoich wlasnych skojarzeniach:
        >
        > ROMANTYZM - ksiezyc, mgla i jelenie oraz sowy; milosc platoniczna (frustracja
        > seksualna), poswiecenie dla spraw metafizycznych i ponadczasowych, wstret do
        > tego co mieszczanskie i przyziemne; bujanie w obłokach; niebieskie migdały;
        > wizja miłości nierozerwalnie splecionej z cierpieniem; miłość jako wzdychanie,
        > tęsknienie i imaginowanie raczej niż obcowanie; seks oralny i inne takie
        > fanaberie są zdecydowanie nieromantyczne; cnotą jest poświęcenie swego
        > szczęścia, zdrowia, a nawet życia - świadczy to o wielkości uczucia;
        > umiejętność czarowania słowem
        >
        > a rozważność? dla mnie to po prostu branie pod uwagę konsekwencji swoich
        > wyborów podczas ich podejmowania, czyli działanie nie tylko pod wpływem
        > impulsu, ale i namysłu - przesada w rozważności to działanie jedynie pod
        > wpływem namysłu, co może nas oderwać od naszych rzeczywistych potrzeb, które
        > dają o sobie znać jako "impulsy do działania" właśnie
        >
        > także ja w kontekście tego o czym pisze Toi i tego co napisano we wspomnianym
        > przez nią wątku widziałbym konflikt nie tyle między niejasną "romantycznością",
        >
        > a rozwagą, co między naszymi potrzebami, z których jedne są bardziej nasze
        > prywatne, a drugie bardziej usankcjonowane społecznie
        >
        > bo nikt nas nie nagrodzi za szczęśliwą miłość - to nasza prywatna sprawa
        >
        > natomiast awans, większe zarobki itp. - to już osiągnięcia które spotykają się
        > ze społecznym aplauzem (wyrażanym czasem za pomocą zawiści), jesteśmy za nie
        > nagradzani przez otoczenie, realizujemy też w ten sposób pewien model
        > kulturowy, wyobrażenie o tym, co w życiu ważne
        >
        > także pytanie jest: dla kogo żyjemy? dla siebie, czy dla "społecznych mitów"?
        >
        > naturalnie jedno nie wyklucza drugiego, pozostaje pytanie o hierarchię: co
        > najpierw? miłość? czy mieszkanie?
        >
        > osobiście uważam, że zbyt "rozważne" podejście do kwestii miłości może nam
        > bardziej zaszkodzić, niż pomóc
        >
        > ale kiedy zaczyna się "zbyt"?
        >
        > cóż, arystoteles ze swoim "złotym środkiem" się tu prosi, i tyle
        >
        > pzdr!
        >
        > fnoll


        Fnoll,
        O ktorych przemysleniach Arystotelesa mowisz? (tylko nie wolaj Seneki ;o))

        Dla mnie te dwa pojecia jawia sie dosc mgliscie. No bo jesli dla mnie zaplatanie
        wiankow moze wydac sie romantyczne to ktos inny powie "toz to glupota!".

        Sprobuje wzorem Fnolla napisac co dla mnie jest romantyczne a co rozwazne
        (osobiste, bez definicji)

        Romantyczne: wschod slonca na pustej plazy lub nad lasem, noc nad jeziorem gdy
        slychac kumkajace zaby i cykady, otwierajce sie paki kwiatow, naga kobieta
        przytujaca niemowle do piersi, wzruszenie, radosc, lzy, stan zakochania, milosc
        (wszystkie jej odmiany), poezja, obraz, muzyka, kromka chleba dzielona na czesci,
        ogien i woda.

        Rozwazne: rozgladanie sie na strony przy przechodzeniu przez jezdnie,
        przykrywanie sie ciepla koldra gdy zimno, przyjmowanie pokarmow.
        Powtorze jakoby za fnollem: zdolnosc prawidlowej oceny nastepujacych w
        terazniejszosci i przyszlosci zjawisk i ich konsekwencji, zdolnosc
        minimalizowania wszelkiego ryzyka badz jego wykluczania, odpowiedzialnosc w
        kazdym "calu".

        zosia

    • kwieto A moze bysmy... 30.11.01, 10:46
      Potraktowali rozwage i romantyzm nie jako cechy "stale" ale swego rodzaju
      emocje, ktore pojawiaja sie i znikaja w zaleznosci od sytuacji?

      Bo ja na przyklad mam "na koncie" sytuacje w ktorych moj mozg pracowal lepiej
      niz Pentium XVIII, analizowal dane lepiej niz jakikolwiek arkusz kalkulacyjny,
      i tak dalej - czysta rozwaga, racjonalizm, mozg.

      A takze sytuacje, kiedy to maslane oczy, westchnienia do czyjegos usmiechu,
      kolacje przy swiecach, i tak dalej, i tak dalej... Strzelac sie na grobie
      dziadka co prawda nie chcialem...
      • seboc Re: A moze bysmy... 30.11.01, 10:55
        Kiepski to pomysł, uważam.
        W ten sposób możemy, co najwyżej, udowodnić, że wszyscy jesteśmy do siebie
        podobni. Stworzyć kolejną teorię, jakże bzdurną, kolejne ramki - niepotrzebne.
        Są systuacje, konieczności też, kiedy zachowujemy się w jakiś naciągnięty
        sposób, zawsze tak.
        Jesteśmy podobni wszyscy? Raczej nie za bardzo.
        • kwieto Re: A moze bysmy... 30.11.01, 11:47
          A nie jestesmy podobni?
          Czy nie zachowujemy sie podobnie w podobnych sytuacjach?
          Czy nie wygladamy podobnie (dwie nogi, dwie rece, glowa, para oczu, nos,
          usta...)

          I wydaje mi sie, ze wlasnie przywiazywanie sie do wizji - ja to jestem rozwazny
          (albo romantyczny) jest bez sensu...
          Wyobrazasz sobie, gdy mezczyzna patrzy na randce kobiecie w... oczy i
          jednoczesnie mysli - "trzeba zalatwic sprawe tego kontraktu, bo jeszcze
          inwestor nam ucieknie"
          Bo ja sobie nie wyobrazam

          I nie wyobrazam sobie romantyka, ktory patrzy sie z uwielbieniem na szefowa
          kadr, ktora go wlasnie zwalnia...
          • seboc Re: A moze bysmy... 30.11.01, 12:10
            Nie jesteśmy.
            Jedni są grubsi inni wyżsi,
            jednym człowiekiem trzepie byle życiowy cios, drugi bez wyrzutów sumienia sika
            na ławkę na przystanku.
            Nikt nie powie mi, że ja się mam z takim obszczymurkiem utożsamiać,
            albo że umrę, gdy nie będę się żywił u McDonalda.
            • kwieto Re: A moze bysmy... 30.11.01, 14:10
              Seboc, czy Ty czytasz uwaznie?

              Podobni nie znaczy, ze identyczni.
              Gruby-chudy
              Glupi-madry
              To tylko detale w ogolnej konstrukcji, pewnej matrycy, ktora jest taka sama...

              Nie wmowisz mi, ze masz romantyzm zakodowany w genach, albo, ze "taki sie
              urodziles". Generalnie potrafisz byc tak samo rozwazny jak romantyczny. Wiecej
              - podejzewam, ze w pewnych sytuacjach stresu, katastrofy - jestes skrajnie
              rozwazny, bo wtedy wlacza sie instynkt samozachowawczy, ktory wg mnie jest
              przykladem skrajnej rozwagi!
              A ze wolisz byc romantyczny lub rozwazny - to juz Twoja sprawa, predyspozycje
              masz te same.
              • seboc Re: A moze bysmy... 30.11.01, 20:03
                > Nie wmowisz mi, ze masz romantyzm zakodowany w genach, albo, ze "taki sie
                > urodziles".

                Nie, nie mówię.
                Ale docierały do mnie przez lata bodźce przeróżne. Nie pamiętam, kiedy sam
                zacząłem dawkować sobie kolejne, starannie wyselekcjonowane i określonego rodzaju
                już.
                A teraz:

                włosie moje faluje na nakrytych czarnym płaszczem ramionach,
                wiatr ciągnie szal długi biały

                Nijak do Ciebie podobny nie jestem,
                tatarem też się nie żywię.

                Dobrego wieczoru.
                • kwieto Re: A moze bysmy... 30.11.01, 22:13
                  Iiii tam, ciagle mowisz o formie - ale obaj sie cieplo okrywamy, obaj spozywamy posilki -
                  wiec podobni jestesmy
                  • Gość: Toi Re: A moze bysmy... IP: *.cm-upc.chello.se 01.12.01, 05:14
                    • Gość: Toi Re: A moze bysmy... IP: *.cm-upc.chello.se 01.12.01, 05:16
                      Pardon. Co to ja chcialam... Aha! Obaj czytamy ksiazki od lewej do prawej...
                      Kwieto, kwieto...
          • reggina Re: A moze bysmy... 30.11.01, 12:23
            kwieto napisał(a):


            > Wyobrazasz sobie, gdy mezczyzna patrzy na randce kobiecie w... oczy i
            > jednoczesnie mysli - "trzeba zalatwic sprawe tego kontraktu, bo jeszcze
            > inwestor nam ucieknie"
            > Bo ja sobie nie wyobrazam
            >
            > I nie wyobrazam sobie romantyka, ktory patrzy sie z uwielbieniem na szefowa
            > kadr, ktora go wlasnie zwalnia...

            A ja mysle, ze tak sie czasem dzieje, oj tak.

      • yess Re: A moze bysmy... 30.11.01, 11:11
        alez oczywistym jest to ze rozwaga i roamntyzm to emocje. sa pod nasza kontrola
        i kierujemy nimi. pojawia sie kiedy chcemy jes uruchomic i sa nam potrzebne. Sa
        calkowicie naszym wyborem.
        • Gość: żona? Re: A moze bysmy... IP: *.punkt.pl 30.11.01, 12:14
          a rozważny romantyzm...czy istnieć może? bo skoro jestem romantyczna do bólu,
          ale włączam co jakiś tam czas rozwagę? a może tylko raz włączam romantyzm by
          innym- rozwagę?..kurde, trudne to...w obecnej sytuacji mej jestem i taka i
          taka, czyli, jak to już ktoś tu napisał, nijaka..(?)
          no bo to jest tak- chcę by "jeszcze mąż' poszedł sobie precz, bo to takie
          rozważne jest...ale kilka dni później mówię sobie- ty , porzecież tak bardzo
          go kochasz, stań na głowie i zatrzymaj czas, zatrzymaj "jeszcze męża"...
          no trudne trudne
          smacznego
          • Gość: renka smart Romeo IP: *.home.cgocable.net 30.11.01, 14:11
            W poprzednim moim poscie zaczelam moja analize od postaw skrajnych, czekajac
            na rozwoj dyskusji... Romantykiem kieruja UCZUCIA, bo wcale nie musi
            slimaczyc wzrokiem za zwalniajaca go szefowa, ale np palnie jej cos, czego
            pozniej zaluje.Ja mysle, w ogole wypowiadanie opinii naladowanych uczuciem ,
            czy to pozytywnym, czy negatywnym, to WSZYSTKO znamionuje zachowania
            romantyczne. Mowie tu o kims,kto nie bedzie bawil sie w szczegoly, tylko np
            wrzuci pare szmat do plecaka i ruszy w swiat!(pozniej sie bede martwil)
            Realista w takiej sytuacji przeprowadzi najpierw analize,potem bedzie
            dzialac.Przerobi sobie wszystkie warianty i tak zabezpieczony wyruszy w
            swiat.Robic pieniadze przede wszystkim, a nie rozkoszowac sie pieknem
            swiata.Ja wcale nie zaprzeczam, ze istnieja realni romantycy i romantyczni
            realisci.Roznia sie chyba tym, ze ci z wiekszym romantycznym drive ida za
            swoimi marzeniami , ktore sa wielkie i nierealne.Ale ja uwazam, ze KAZDE
            MARZENIE mozna zrealizowac, po drodze bedac raz romantykiem , raz realista. A
            to sztuka.To chyba ideal czlowieka wspolczesnego.Taka flexybility, raz jestem
            Romeo, a raz Mr Smart.Dostosowywanie sie do sytuacji. I tu jest pies
            pogrzebany, lub ktores tam prawo biologiczne"organizm nieprzystosowany,
            ginie". Dlatego romantycy wygineli.A ja wyjechalam z Polski.
            • Gość: deska sense&sensibility IP: *.pl 30.11.01, 22:10
              witam forumowiczow,
              wasze rozwazania o rozwadze i romantycznosci naklonily mnie do malej refleksji
              na temat wlasnej osoby. coz wyszlo? ano, ze mam predyspozycje zarowno do
              emocjonalnego odbierania swiata, jak i do skrupulatnego planowania i
              obliczania, co moze przyniesc dane posuniecie. o ile kiedys balansowalam na
              mojej prywatnej osi blizej kranca "romantycznosc", o tyle teraz znalazlam
              srodek ciezkosci w bepzosrednim sasiedztwie "rozwagi". oczywiscie zadarzaja sie
              mi "skoki w bok" (mowa o napadach chronicznego uromantycznienia mysli, dzialan
              i opinii), ale szczerze mowiac, nie umiem ich juz przezywac z taka
              intensywnoscia jak dawniej. zawsze mialam sklonnosc do analizowania sytuacji. a
              milosc? hmm.. chyba staram sie myslec..sercem..
              kolejna "nijaka"
              de_ska
              • mariposa tez taka-nijaka 01.12.01, 01:09
            • kwieto Re: smart Romeo 30.11.01, 22:26
              E nie do konca tak.
              1. Decyzje szybkie, blyskawiczne, wcale nie swiadcza o braku rozwagi, a wrecz o jej
              obecnosci (np. szybka reakcja na niebezpieczenstwo)
              2. Analiza wszystkiego przed wyjazdem, nijak sie ma do romantyzmu/rozwagi, a raczej
              swego rodzaju leku przed swiatem tudziez hipochondrii (?) "bo zawsze moze mi cos spasc
              na glowe" - mowi ktos przygotowujacy sie na wszystko wyjezdzajac nad morze. Poza tym
              osoba rozwazna moze przy podejmowaniu decyzji nie brac pod uwage dalszego horyzontu
              czasu niz np. pare dni - wtedy niby jest rozwazna, a wszystkiego nie przewidzi
              3. Palniecie glupoty to tez nie romantyzm, a raczej brak kontroli nad emocjami - dla mnie nie
              jest to tozsame
              4. W negocjacjach sa trzy typy prowadzenia : "twardy" - nieuprzejmy oschly, bardzo
              konkretny (czyzby rozwazny??), "miekki" - pelen zachwytow, maslanych oczu, uprzejmy do
              bolu, i zarazem zgadzajacy sie na wszystko (czyzby romantyk,?), "rzeczowy" - uprzejmy i
              delikatny, ale zarazem konkretny, nieustepliwy; zorientowany na osiagniecie porozumienia,
              ale nie "za wszelka cene" (czyzby rozwazny-romantyk?)

              Ja uwazam, ze sa sytuacje kiedy ktos sie zachowuje romantycznie, i sa takie, kiedy zachowuje
              sie rzeczowo. I przechodzenie z jednego "stanu" w drugi moze byc bardzo plynne. Kiedys
              przetestowalem, ze przejscie np. z gniewu do blogiego spokoju (i odwrotnie) zajmuje mi w
              sprzyjajacych warunkach doslownie kilkanascie sekund. Nie widze powodu, aby tak nie bylo
              z romantyzmem i rozwaga...
              • Gość: renka negocjacje IP: *.home.cgocable.net 01.12.01, 00:29
                Wszelkie negocjacje nie maja wiele wspolnego z romantyzmem,poniewaz nie mozemy
                wowczas kierowac sie uczuciami .Jasne, ze pewne znaczenie ma przeczucie, ale
                nie mozemy sie na nim opierac. Ja wowczas musze twardo stac na ziemi i byc
                realista.Nawet, jezeli negocjuje warunki realizacji moich MARZEN, ktore moga
                wygladac jak nie do spelnienia,a z zalozenia moga obiecywac mi romantyczne
                sytuacje.Sytuacje takie, w ktorych nie bede musiala ulegac presji realizmu.
                • Gość: renka Re: negocjacje IP: *.home.cgocable.net 01.12.01, 00:40
                  Czyli jako romantyczka, realizm odbieram jako presje na mnie, niewygode, z
                  ktora musze zyc, bo zycie ode mnie wymaga dzialania pragmatycznego. Zycie nie
                  obchodzi, ze jest pieknie , slonecznie, kwiaty kwitna, a ja musze cos napisac,
                  albo pomedytowac, pobyc ze soba...Zycie kaze mi byc realista: wstawaj, idz do
                  pracy,(ktora lubisz), nie len sie!Trzeba zarobic , aby wydawac! Dla realnego
                  romantyka chyba tu nie byloby zadnego problemu.Po prostu trzeba isc do pracy,
                  (ktora sie lubi), zeby zarobic pieniadze. Dla zdecydowanego realisty byloby
                  pytanie? Czy warto za TE pieniadze isc do TEj pracy?No , nawet jak ja sie lubi?
                  • kwieto Re: negocjacje 01.12.01, 00:49
                    Ale mowimy o skrajnosciach, ktore wedlug mnie rodza straszne frustracje! (realista - musze
                    byc romantyczny bo zycie tego wymaga; romantyk - musze byc pragmatyczny, bo zycie tego
                    wymaga)
                    No wiec wychodzi na to, ze sam swiat jest i romantyczny i pragmatyczny zarazem. Albo raz
                    jest taki a raz taki. I szczesliwi sa ludzie, ktorzy zalenie od sytuacji potrafia byc i tacy i tacy
                    :"))))

                    A negocjacje - uwazam, ze sa swietna analogia. Bo owszem, rozmawiasz o konkretach, ale
                    w warstwie "towarzyskiej" (przynajmniej dla mnie) negocjacje bardzo przypominaja randke!
                    (randka dla mnie jest synonimem romantyzmu)
                    • Gość: renka Re: negocjacje kwieto IP: *.home.cgocable.net 01.12.01, 01:04
                      No wlasnie, tu jest pies pogrzebany. Jezeli sie jest prawie skrajnym
                      romantykiem, a tacy ludzie bywaja, to zyje sie w ciaglych frustracjach. Masz
                      racje.Pewnie ze najlepiej byc elastycznym. Raz tak, raz siak, a moze i
                      owak.Ale to ideal, do ktorego niektorym baaardzo daleko.I dlatego przychodza
                      na to forum, bo czegos sie chca dowiedziec i nauczyc..
                      Jezeli chodzi o te negocjacje, to pewnie, to jest dziwna randka , bo ty z gory
                      masz pewnie zaplanowana strategie , ze masz wygrac dla siebie jak najwiecej.
                      Na randce chyba tak nie jest?
                      • kwieto Re: negocjacje kwieto 01.12.01, 01:23
                        1. W negocjacjach nie chodzi o to aby wygrac dla siebie jak najwiecej. Z reguly dwie firmy
                        zainteresowane sa raczej malzenstwem niz flirtem - i sa w stanie pojsc na pewne ustepstwa
                        w imie dalszej wspolpracy. I da sie znalezc taki uklad, aby obu bylo dobrze.

                        2. Jak to randka nie jest sytuacja, kiedy chcesz zagarnac dla siebie jak najwiecej??? A czy nie
                        chodzi o zdobycie CALEJ osoby z ktora sie umawiasz? Wiec jest to poniekad wojna totalna -
                        gdzie nie ma czegos takiego jak "polowiczne zwyciestwo". I na randke tez mozna pojsc "z
                        zaplanowana strategia" jesli ktos chce. W sumie wybor miejsca gdzie sie umawiasz, wybor
                        jedzenia, drinkow i td. - to nie jest nic innego jak strategia - czysty racjonalizm!
                        • Gość: renka Re: negocjacje kwieto IP: *.home.cgocable.net 01.12.01, 02:14
                          Wiesz, a ja mysle calkowicie odwrotnie. To pierwsze to randka, to drugie to
                          negocjacje!
                          • kwieto Re: negocjacje kwieto 01.12.01, 02:21
                            A mnie uczyli negocjacji w mysl punktu 1-szego. I nawet mam certyfikat!
                            A randka... no coz a poco idziesz na randke jak nie po zwyciestwo? (czytaj zdobycie danej
                            osoby)
                            • Gość: Toi rozwazni i romantyczni IP: *.cm-upc.chello.se 01.12.01, 05:21
                              Komu jeszcze ciasta? Herbatki?
                              • Gość: renka Re: rozwazni i romantyczni IP: *.home.cgocable.net 01.12.01, 06:08
                                Ja juz dziekuje. Naprawde pyszne byly te faworki. A ta herbatka z cytrynka...
    • maly.ksiaze Romantyczni czy wrazliwi 04.12.01, 19:40
      Przepraszam, ze ozywiam watek, ktory juz wlasicwie wygasl. Zawsze mam przed tym
      opory - obawiam sie, ze to, co biore za rzecz warta napisania, to tak
      naprawde 'flogging the dead horse'.

      Przyszlo mi do glowy, ze dla wielu z nas (dzielona kromka chleba, wieczor nad
      rzeka i zaby, tak, zwlaszcza zaby) ta 'romantycznosc' jest rodzajem pozy. Taki
      zgryw, zle nazwany na dodatek.
      Nie o konika chodzi, ani o szabelke i grob dziadka czy tym podobne
      parafernalia "romantycznego fachu", tylko o wrazliwosc i umiejetnosc
      pokierowania sie od czasu do czasu nia wlasnie, a nie dobrze skalkulowanym
      interesem.

      Chcemy czasem byc wrazliwi, chcemy by inni wokol tacy byli, chcemy, by inni nas
      za takich uwazali - i na szczescie wrazliwi bywamy.

      Pozdrawiam,

      mk.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka