sdfsfdsf
23.05.03, 20:33
Powiedzmy, że facetowi imieniem Roger podoba się
kobieta... Nazwijmy ją Elaine. Zaprasza ją do kina; ona się zgadza; spędzają
razem miły wieczór. Kilka dni później proponuje jej obiad w restauracji i
znów oboje są zadowoleni. Zaczynają się spotykać regularnie i żadne z nich
nie widuje się z nikim innym. Aż któregoś wieczoru w samochodzie, Elaine
zauważa:
"A wiesz, że dziś mija dokładnie sześć miesięcy odkąd się
spotykamy?"
W samochodzie zapada cisza. Dla Elaine wydaje się ona strasznie głośna.
Dziewczyna myśli:
"Kurczę, może nie powinnam była tego mówić. Może on nie czuje się dobrze w
naszym związku. Może sądzi, że próbuję na nim wymusić
jakieś zobowiązania, których on nie chce, albo na które nie jest jeszcze
gotowy."
A Roger myśli: "O rany. Sześć miesięcy".
Elaine myśli: "Ale zaraz, ja sama nie jestem pewna, czy chcę
takiego związku. Czasami chciałabym mieć więcej przestrzeni, więcej
czasu, żebym mogła przemyśleć, co chcę dalej zrobić z tym związkiem. Czy ja
naprawdę chcę, żebyśmy posuwali się dalej...? W zasadzie... do czego my
dążymy? Czy tylko będziemy się nadal spotykać na tym poziomie intymności? Czy
może zmierzamy ku małżeństwu? Ku dzieciom? Ku spędzeniu ze sobą całego życia?
Czy ja jestem już na to gotowa? Czy ja go właściwie w ogóle znam?"
A Roger myśli: "... czyli... to był... zobaczmy... czerwiec, kiedy zaczęliśmy
się umawiać, zaraz po tym, jak odebrałem ten samochód, a to znaczy...
spójrzmy na licznik... Cholera, już dawno powinienem zmienić olej!"
A Elaine myśli: "Jest zmartwiony. Widzę to po jego minie. Może to jest
zupełnie inaczej? Może on oczekuje czegoś więcej - większej intymności,
większego zaangażowania... Może on wyczuł - jeszcze zanim sama to sobie
uświadomiłam - moją rezerwę. Tak, to musi być to. To
dlatego on tak niechętnie mówi o swoich uczuciach. Boi się odrzucenia."
A Roger myśli: "I muszą jeszcze raz sprawdzić pasek klinowy. Cokolwiek te
bałwany z warsztatu mówią, on nadal nie działa dobrze. I
niech nie próbują tego zwalać na mrozy. Jakie mrozy? Jest 8 stopni, a ten
silnik brzmi jak stara śmieciarka! I jeszcze zapłaciłem tym niekompetentnym
złodziejom 600$."
A Elaine myśli: "Jest zły. Nie winię go. Też bym była na jego miejscu. Czuję
się taka winna, każąc mu przez to przechodzić, ale nic nie
poradzę na to, co czuję. Po prostu nie jestem pewna..."
A Roger myśli: "Pewnie powiedzą, że gwarancja jest tylko na 90 dni. To
właśnie powiedzą, szczury."
A Elaine myśli: "Może jestem po prostu idealistką, czekającą na rycerza na
białym koniu, kiedy siedzę obok wspaniałego mężczyzny, mężczyzny, z którym
lubię być, na którym naprawdę mi zależy, któremu chyba także zależy na mnie.
Mężczyzny, który cierpi z powodu mojej egoistycznej,
dziecinnej, romantycznej fantazji."
A Roger myśli: "Gwarancja! Ja im dam gwarancję! Powiem, żeby ją sobie
wsadzili w..."
- Roger - odzywa się Elaine.
- Co? - pyta Roger, wyrwany niespodziewanie z zamyślenia.
- Proszę, nie dręcz się tak - kontynuuje Elaine, a jej oczy zaczynają
napełniać się łzami - Może nigdy nie powinnam... Czuję się tak... (załamuje
się i zaczyna szlochać)
- Co? - dopytuje się Roger.
- Jestem taka głupia... Wiem, że nie ma rycerza. Naprawdę wiem. To głupie.
Nie ma rycerza i nie ma konia.
- Nie ma konia?
- Myślisz, że jestem głupia, prawda? - pyta Elaine.
- Nie! - odpowiada Roger, szczęśliwy, że wreszcie zna prawidłową odpowiedź.
- Ja tylko... Ja tylko po prostu... Potrzebuję trochę czasu...
(następuje 15-sekundowa cisza, podczas której Roger,
myśląc najszybciej jak potrafi, próbuje znaleźć bezpieczną odpowiedź. W końcu
trafia na jedną, która wydaje mu się niezła)
- Tak - mówi.
Elaine, głęboko wzruszona, dotyka jego dłoni.
- Och, Roger, naprawdę tak czujesz? - pyta.
- Jak? - odpowiada pytaniem Roger.
- No, o tym czasie... - wyjaśnia Elaine.
- Och... Tak.
(Elaine odwraca się ku niemu i patrzy mu głęboko w oczy,
sprawiając, że Roger zaczyna się czuć bardzo nieswojo i obawiać, co też ona
może teraz powiedzieć, zwłaszcza, jeśli to dotyczy konia. W końcu Elaine
przemawia)
- Dziękuję ci, Roger.
- To ja dziękuję - odpowiada mężczyzna.
Potem odwozi ją do domu, gdzie rozdarta, umęczona dusza
chlipie w poduszkę aż do świtu, podczas gdy Roger wraca do siebie, otwiera
paczkę chipsów, włącza telewizor i natychmiast pochłania go powtórka meczu
tenisowego między dwoma Czechami, o których nigdy wcześniej nie słyszał.
Cichy głosik w jego głowie podpowiada mu, że w samochodzie wydarzyło się dziś
coś ważnego, ale Roger jest pewny, że nigdy nie zrozumie, co, więc stwierdza,
że lepiej wcale o tym nie myśleć (tę samą taktykę stosuje w stosunku do głodu
na świecie).
Następnego dnia Elaine zadzwoni do swej najbliższej
przyjaciółki, może do dwóch i przez sześć godzin będą omawiać tę sytuację.
Drobiazgowo zanalizują wszystko, co ona powiedziała i wszystko, co on
powiedział, po raz pierwszy, drugi i n-ty, interpretując każde słowo, każdą
minę i każdy gest, szukając niuansów znaczeń, rozważając każdą możliwość...
Będą o tym dyskutować, przez tygodnie, może przez miesiące, nie osiągając
żadnej konkluzji, ale także wcale się tym nie nudząc.
W tym samym czasie, Roger, grając w golfa ze wspólnym
przyjacielem jego iElaine, zatrzyma się na chwilę przed uderzeniem, zastanowi
i zapyta:
- Norman, nie wiesz, czy Elaine kiedyś miała konia?