poetkam
14.05.07, 15:27
Wiecie, "zafundowałam" mężowi (choruje na ChAD) sporą dawkę "terapii
zajęciowej".Mąż pokrótce:
-opiekuje się naszą 4,5-letnią córeczką, kiedy ja jestem w pracy,
-opiekuje się swoim 76-letnim ojcem (inwalida bez nogi z zaawansowaną
miażdżycą i urojeniami),
-gotuje codziennie obiad,
-opiekuje się naszym domowym zwierzyńcem: psem, trzema kotami i papugą,
-sam jest chory...
Otóż zastanawiam się, czy nie przesadziłam z tym nadmiarem obowiązków.
Przyczyna: mój teść ostatnio szczególnie zrobił się zgryźliwy, nerwowy. Od
paru dni mówi, że pójdzie do ziemianki (taka mała piwnica w ogrodzie) będzie
tam mieszkał, albo się powiesi (notabene mąż też co jakiś czas mówi o
wieszaniu-zaraźliwe to czy co?). Wspomina o tym przy dziecku!
Na razie sami aplikujemy teściowi ziołowe leki na uspokojenie, bierze też
estazolan na spanie, ale jak tak dalej pójdzie, to trzeba będzie poradzić się
lekarza.
Zastnawiam się, czy nie będzie lepiej, jeśli zapiszę małą do przedszkola, ale
z drugiej strony mąż prosi mnie, abym tego nie robiła-czuje się potrzebny i
świata poza małą nie widzi.
Widzę, że mąż cierpi przez swojego tatę, bardzo się o niego martwi (stracił
już swoją mamę, z najbliższych ma tylko tatę i oczywiście mnie :-))
Nie chcę zrobić mężowi krzywdy, ale jak mam wybrać najlepsze rozwiązanie, aby
nikogo nie skrzywdzić?
Po nocach nie śpię, szukam dobrego wyjścia...
Zauważyłam, że dobrze mu robi, kiedy ma jakieś zajęcie, szczególnie
odpowiedzialne.
A tak w ogóle co myślicie o takim nawale obowiązków dla osoby chorej?
Przesadziłam trochę?
Dużo tych pytań.
Prawdę mówiąc zastanawiam się, czy nie łapie mnie depresja od nadmiaru
zmartwień i rozwiązywania wszystkich problemów. Codziennie coś , lub ktoś
zaskakuje mnie czymś nowym, najczęściej stresogennym.
Nie mam już siły sama rozwiązywać wszystkich problemów. W moim domu właściwie
tylko ja jestem "facetem", ale niestety bez jaj.