Dodaj do ulubionych

terapia....

18.05.07, 14:04
witam,

mam pytanie do znawcow tematu:
mam kolezankę ktora z powodu anoreksji poddala sie terapii u psychologa, po
jakiejs ilosci spotkań mialam okazje z nią porozmawiać i usłyszeć takie słowa:
-moje zycie jest teraz bardzo fajne, wczesniej nie zdawalam sobie z tego
sprawy
-nie potrzebuje zmiany pracy, bo nie chce uczestniczyć w wyscigu szczurów
-nie potrzebuje samodzielnego mieszkania bo nie chce pchać sie w kredyt na 30
lat

a teraz to co ja widze ze swojej strony: prawie całkowity brak zycia
towarzyskiego, brak znajomych, praca bardzo mało płatna do tego dużo roboty
(ale z fajnymi ludzmi), mieszkanie z rodzicami w tym z toksycznym ojcem,
ktory potrafił na nią podnosić rekę

podczas naszej 1 h rozmowy mialam wrazenie ze wypaliła sobie jakaś maryskę i
ma znakomity humor, podczas rozmowy powoli zmieniala zdanie np. nt
mieszkania, pracy, ponieważ ja szczerze mowiac jestem realistka i jakos nie
przytakiwalam jej nowym tezom, mialam trochę obawy ze burze czyjąs terapie
ale po prostu nie moglam jej przytakiwac i cieszyc sie ze mieszka z ojcem
ktory ja bil, przecież to paranoja,

tak wiec czy ktos moze mnie uswiadomoc czy to normalne a takich terapiach,
zeby człowieka po prostu przekonac ze to co ma jest swietne a nie
ukierunkowywac go na zmiane swojego zycia?

dodam, ze nasze nastepne przypadkowe spotkanie trwalo moze 1 min poniewaz sie
spieszyla a ja odnioslam wrazenie ze po prostu opowiedziala o naszej rozmowie
terapeucie i stalam się osobą z "ktorą nie powinna rozmawiac "





Obserwuj wątek
    • jszhc Re: terapia.... 18.05.07, 14:11
      Byc moze to wszytsko doprowadzilo ja do takiego stanu.....wiec psycholog pomaga
      jej znajdowac dobre strony:)
    • iwucha Re: terapia.... 18.05.07, 14:24
      Jeśli fajnego życia nie ma, jeśli trafiła na dobrego terapeutę, to za jakiś czas
      sama dojdzie do tych wniosków, co Ty (o ile rzeczywiście to wszystko tak wygląda).

      Jesli była bita przez ojca (czytaj : ofiara przemocy domowej), do tego
      anoreksja, to niestety, to wszystko trwa, całe układanie w głowie pewnych rzeczy
      to proces. I on może sobie jeszcze sporo trwać.

      Najprawdopodobniej jesteś tym wszystkim zaskoczona bo ona się zmienia pod
      wpływem tej terapii. Może to nie jest to, czego bys się spodziewała i nie
      wygląda to najlepiej z Twojego punktu widzenia ale jest to jakiś powód do
      zadowolenia - paradoksalnie. Bo to oznacza, że coś drgnęło, coś się dzieje i
      jest to krok do przodu. A czasem trzeba zrobić jeden krok do przodu i dwa do
      tyłu w takiej terapii.

      > -moje zycie jest teraz bardzo fajne, wczesniej nie zdawalam sobie z tego
      > sprawy
      > -nie potrzebuje zmiany pracy, bo nie chce uczestniczyć w wyscigu szczurów
      > -nie potrzebuje samodzielnego mieszkania bo nie chce pchać sie w kredyt na 30
      > lat

      Może właśnie to jest jej potrzebne na ten moment. Może takie są właśnie jej
      potrzeby. JEJ, nie - Twoje. Może to dowód na to, że widzi coś z nieco innej
      perspektywy a te perspektywa pewnie zmieni sie jeszcze 30 razy. Twoja kumpela po
      prostu szuka. Nie oceniaj jej, nie przytakuj i nie zaprzeczaj. Bądź przy niej w
      jej poszukiwaniach.

      > dodam, ze nasze nastepne przypadkowe spotkanie trwalo moze 1 min poniewaz sie
      > spieszyla a ja odnioslam wrazenie ze po prostu opowiedziala o naszej rozmowie
      > terapeucie i stalam się osobą z "ktorą nie powinna rozmawiac "

      Może właśnie z powodu Twojego punktu widzenia, to potkanie trwało tylko 1 min?
      Intencja szczytna, by pomóc jej w zmianie postrzegania swojej sytuacji i
      otwarcia oczu na pewne sprawy - pewno jej dobro leży Ci na sercu. Ale ona sama
      dojdzie do pewnych rzeczy. I na to trzeba człowiekowi pozwolić. Praca z
      anorektyczką i jeszcze ofiara przemocy domowej jest bardzo trudna. Nie da się
      zmienić w krótkim czasie tego, co działo się z jej psychika na przestrzeni wielu
      lat. To nierealne.

      "Po prostu bądź i patrz." - jak śpiewała Kora ;-)
      • wroc_ona29 Re: terapia.... 18.05.07, 14:46
        dzieki za odpowiedz, powiem szczerze ze czulam sie trochę "winna" po tej
        rozmowie, nie dlatego ze ją przekonywałam do czegoś bo tak nie bylo, ale po
        prostu było to dla mnie za bardzo "euforyczne", dla przykladu podam jeszcze
        kawałek rozmowy, ja - dostałam nowa prace zaczynam od ... koniec mojej
        wypowiedzi, ona - a mnie wyscigi szczurów nie interesują, więc sprostowałam ze
        nie biore udziału w wyscigu szczurów, po prostu zmieniam pracę, trudno mi było
        nie zareagować na takie słowa po wypowiedzeniu tylko tych kilku "zmieniam prace
        od..."
    • lsilanow Re: terapia.... 18.05.07, 14:25
      cos mieszasz, lepiej przestan, podejrzewam, ze to, co napisalas, to Twoje tezy,nie jej, daj sie komus troche pocieszyc, w koncu do zmian trzeba miec w sobie troche energii...
      po za tym - cokolwiek ona mowi, nie musi wynikac z terapii, lecz z jej osobistych przemyslen, idealow, terapeucie nie wolno wtlaczac swoich pomyslow na zycie drugiej osobie...
      nie wiem, czy jestes realistka, moim zdaniem raczej pesymistką, jezeli zakładasz, że musisz wszystko robic, poniewaz jej zycie sie zawali, mozesz dac sobie teraz spokoj, nie badz nadgorliwa...
      co do minutowej rozmowy - trudno chciec sie znowu spotykac z osoba, ktora burzy nasz dobry nastroj, skoro i tak mamy go bardzo malo...
      mozesz porozmawiac z nia o swoich watpliwosciach, moze to cos wam pomoze...
      • wroc_ona29 Re: terapia.... 18.05.07, 14:39
        sorry po pierwsze po czym wnosisz ze mieszam?
        po drugie kto powiedział ze ja cos robię zeby jej życie się nie zawaliło? to
        jest opis rozmowy a nie moich prob robienia czegokolwiek
        po trzecie ta rozmowa zawierała własnie moje watpliwosci i dlatego nastepna
        trwała 1 minute

        co do slow ze terapeucie nie wolno- mi wyglada na to ze w tym przypadku tak
        jest, ale czy wolno czy nie tego nie wiem i dlatego się własnie pytam
        • e4ska Re: terapia.... 18.05.07, 15:24
          Niestety... tak jest.
          Fajnie, że o tym piszesz.
          Mam identyczne doświadczenie.

          ładna całkiem dziewczyna... jej matka jest alkoholiczką.

          Terapia..
          no i ni stąd ni zowąd - dziewczyna podczas przyjęcia zadaje pytanie: co sądzisz
          o asertywności.
          Ja tam nawet nie wiedziałam, co to znaczy.
          I potem beczy, że ona kocha się w jakimś starszym panu, terapeucie... że ten
          starszy pan wygląda okropnie, ale ona i tak go kocha...

          Wniosek mój: trzymajmy sie z daleka - od takich.

          • lsilanow Re: terapia.... 18.05.07, 15:39
            Trudno się nie zakochac w kims, kto daje z siebie maksimum akceptacji, aangażowania, kto wysłucha i pomoże, kto daje poczucie stabilizacji, nawet za pieniądze.
            Gdybys Ty jej dawała to, czego nigdy nie miała, a co dostała od tego terapeuty, zakochałaby się w Tobie.
            Z wdzięczności...
          • wroc_ona29 Re: terapia.... 18.05.07, 15:52
            z daleka będe sie trzymac o ile ona nie wystapi z inicjatywa spotkania, a z
            tego co widze predko to nie bedzie, poza tym mam lekkie wyrzuty sumienia i nie
            chcę znowu namieszać, powiem szczerze ze fiz. wygląda lepiej niż kiedyś (chyba
            lekko przybrała na wadze) wiec efekty są, chyba rzeczywiscie najważeniejsze w
            tym momencie jest doprowadzenie do stabilizacji organizmu w kwestii ciala,
            tylko ciekawe czy po jakimś czasie terapeuta zacznie sciągać jej rozowe
            okulary? czy tez moze po uzyskaniu rownowagi terapia sie zakonczy pomimo tego
            ze jak dla mnie (powtarzam jak dla mnie, osoby ktora patrzy na to z boku) zyje
            w swiecie fantazji i docenia rzeczy ktore powinna chcieć zmienic, tak po
            prostu, kazdy z nas chce miec lepsze zycie i do tego dązy
            • kontrreformacja Re: terapia.... 18.05.07, 21:32
              > tylko ciekawe czy po jakimś czasie terapeuta zacznie sciągać jej rozowe
              > okulary?

              A co jeśli tak się nie stanie? Chęć do zmian czy poczucie szczęścia w danej
              sytuacji to sprawy osobiste. Nie rozumiem, dlaczego jej "różowe okulary" cię
              martwią. Masz zadowoloną, szczęśliwą koleżankę, chyba lepsza taka niż
              nieszczęśliwa i marudząca... Tak jak inne osoby mam wrażenie, że coś z twoją
              reakcją jest nie tak. Zastanów się, czy aby przypadkiem nie czujesz się
              oszukana przez to, że ktoś kto ma w życiu "gorzej", czuje się od ciebie
              szczęśliwszy.
            • lsilanow Re: terapia.... 19.05.07, 05:20
              bardzo mi się podoba to co powiedziałaś, co do różowych okularów, czasami są konieczne w niefajnym świecie, w jakim żyjemy...
              • lsilanow Re: terapia.... 19.05.07, 05:20
                oczywiscie, to bylo do autorki wątku...
          • iwucha Re: terapia.... 18.05.07, 19:26
            > ładna całkiem dziewczyna... jej matka jest alkoholiczką.
            >
            > Terapia..
            > no i ni stąd ni zowąd - dziewczyna podczas przyjęcia zadaje pytanie: co sądzisz
            > o asertywności.

            To znak, że dziewczyna rozwala swoje konstrukty myślowe, w których wyrosła,
            kwestionuje i dojrzewa. Czytaj: zmienia się. Ale ludzie boją się zmian. A
            zwłaszcza zmian w sposobie myślenia innych ludzi i wynikających stąd zmian w
            postępowaniu i zachowaniu, którzy dotąd byli czarni albo biali, przewidywalni. A
            teraz się zmieniają. I "zagrażają" innym nazywaniem rzeczy po imieniu. Trudno
            się dziwić, że budzą zaskoczenie i lęk...

            > Ja tam nawet nie wiedziałam, co to znaczy.

            Najwyższa pora się dowiedzieć. Wówczas ci, którym nie wystarcza życie czarne
            albo białe, staną się miłym towarzystwem :-)

            > I potem beczy, że ona kocha się w jakimś starszym panu, terapeucie... że ten
            > starszy pan wygląda okropnie, ale ona i tak go kocha...

            "Serce nie sługa", prawda? ma prawo kochać się w kim tylko chce.

            > Wniosek mój: trzymajmy sie z daleka - od takich.

            Zgadzam się. Pod warunkiem, że się np. mi.in nie jest DDA.
            • lsilanow Re: terapia.... 19.05.07, 05:25
              W świecie, w którym jest tylko lęk i nienawiśc, jest miejsce tylko na wrogów, i przyjaciół. W świecie, w którym nie ma lęku i nienawiści, jest miejsce dla wszystkich kolorów tęczy. Ten świat, to jest często świat, który my sami widzimy. (Uwaga - nie oznacza to, że na świecie nie ma strasznych rzeczy - są, ale na pewno jest dużo mniej strasznych ludzi niż nam się wydaje, a póżniej Ci straszni ludzie okazują się wcale nie byc tacy straszni, tylko biedni, bo są wielce zagubieni...)
    • bszalacha Re: terapia.... 18.05.07, 20:46
      Kochanie,coś mi tu pachnie Twoim własnym problemem,w ktory niechcący celnie
      trafiono.To bardzo dobrze rokuje,gdy dziewczyna przestaje ścigać się ze
      szczurami i pozwala sobie na docenienie tego wszystkiego,co ma bez wyscigu/a ma
      dom,rodzinę,pracę/.Próbujesz kwestionować wartości w jej zyciu,żeby mieć
      argumenty dla własnych wątpliwych poczynań toteż ona woli trzymać się od Ciebie
      z daleka.Największa wartośc zawsze tkwi w prostocie.Tak więc ma dobrego
      terapeutę i jest mądrą dziewczyną.
      • wroc_ona29 Re: terapia.... 20.05.07, 15:19
        nie narzekam na swoje zycie, zyje mi sie całkiem znosnie, co do wyscigu
        szczurow nigdy w nim nie uczestniczyła, bo ma pracę załatwioną w firmie gdzie
        pracuje jej mama, była to uwaga do mnie odnosnie zmiany pracy,
        tak generalnie chciałam zeby mi ktoś znajacy sie na rzeczy to wytłumaczył (czy
        to normalne taka forma terapii)i jedyna osobą ktora to zrobiła jest iwucha, tak
        wiec dzieki za profesjonalizm, krytykom mojej osoby rowniez dziekuje, teraz juz
        wiem ze jestem naprawde zła kobieta tylko moja psyche jest trochę za silna zeby
        sie załamac opiniami ludzi ktorzy sądzą innych po kilku wersach, pzdr
        • iwucha Re: terapia.... 21.05.07, 09:11
          hm...wiesz, abstrahując nieco od tego, co sama wcześniej napisałam, jestem
          również gotowa podspisać się pod postem bszalachy. Zapewniam Cię, że ta osoba
          jest zdecydowanie bardziej profesjonalna niż ja w swoich "wypocinach" - po
          trosze pedagogicznych, a po trosze ogólno-ludzko- doświadczalnych :-)

          Nikt nie stwierdził, że jesteś "zła kobieta", jednak po tych paru wersach można
          czasem dość łatwo wyczytać, "co w trawie piszczy". A w Twoich wypowiedziach
          motyw porównywania się z koleżanką, mierzenia jej swoją miarą, ocena jej życia
          itd (najpewniej czynionych całkowicie nieświadomie) dość mocno wysuwają się na
          pierwszy plan. Nie jest to może jednoznaczna ocena Twojej osoby ale jakieś
          ogólne spostrzeżenie, które daje sie zauważyć przynajmniej przez osoby, które w
          jakimś stopniu znają się na rzeczy albo same przeszły przez terapię. Dość często
          zdarza się, że myślimy o tym, że jakaś osoba z naszego otoczenia ma problem, a
          faktycznie jest tak, że to jest nasz problem a nie tej osoby. Prawda jest taka,
          że człowiek z "silną psychą" nie musi tłumaczyć innym, że takową posiada, że nie
          narzeka na swoje życie, że nie załamuje się opiniami innych... "Silna psycha"
          nie ma potrzeby o tym wspominać komukolwiek i gdziekolwiek. Tak myślę - zgodnie
          ze starą maksymą, że "tłumaczą się winni".

          Poczytaj też sobie nieco o "słodkich cytrynach" i "kwaśnych winogronach":
          pl.wikipedia.org/wiki/Racjonalizacja_(psychologia)
          Nie traktuj tego, jako ataku na swoją osobę. Może po prostu warto wziąć sobie te
          wszystkie słowa, które zostały tu napisane do serca - wówczas uda Ci się
          spojrzeć na sytuację koleżanki z nieco innej perspektywy. Zobacz, jak bardzo
          jesteś do przodu: dowiedziałaś się czegoś o koleżance i o sobie samej :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka