wroc_ona29
18.05.07, 14:04
witam,
mam pytanie do znawcow tematu:
mam kolezankę ktora z powodu anoreksji poddala sie terapii u psychologa, po
jakiejs ilosci spotkań mialam okazje z nią porozmawiać i usłyszeć takie słowa:
-moje zycie jest teraz bardzo fajne, wczesniej nie zdawalam sobie z tego
sprawy
-nie potrzebuje zmiany pracy, bo nie chce uczestniczyć w wyscigu szczurów
-nie potrzebuje samodzielnego mieszkania bo nie chce pchać sie w kredyt na 30
lat
a teraz to co ja widze ze swojej strony: prawie całkowity brak zycia
towarzyskiego, brak znajomych, praca bardzo mało płatna do tego dużo roboty
(ale z fajnymi ludzmi), mieszkanie z rodzicami w tym z toksycznym ojcem,
ktory potrafił na nią podnosić rekę
podczas naszej 1 h rozmowy mialam wrazenie ze wypaliła sobie jakaś maryskę i
ma znakomity humor, podczas rozmowy powoli zmieniala zdanie np. nt
mieszkania, pracy, ponieważ ja szczerze mowiac jestem realistka i jakos nie
przytakiwalam jej nowym tezom, mialam trochę obawy ze burze czyjąs terapie
ale po prostu nie moglam jej przytakiwac i cieszyc sie ze mieszka z ojcem
ktory ja bil, przecież to paranoja,
tak wiec czy ktos moze mnie uswiadomoc czy to normalne a takich terapiach,
zeby człowieka po prostu przekonac ze to co ma jest swietne a nie
ukierunkowywac go na zmiane swojego zycia?
dodam, ze nasze nastepne przypadkowe spotkanie trwalo moze 1 min poniewaz sie
spieszyla a ja odnioslam wrazenie ze po prostu opowiedziala o naszej rozmowie
terapeucie i stalam się osobą z "ktorą nie powinna rozmawiac "