ewag52
19.05.07, 10:40
wieczór. Przystanek autobusowy.
Kilka osób stoi i czeka. M.inn. i ja.
Długo nie nadchodzi. Zerkam na rozkład, celem ustalenia godziny.
Podchodzi starsza pani i pyta. O której będzie, bo nie widzi.
Odczytuję i odpowiadam: za 10 min.
Od tego momentu, poczułam wielka odpowiedzialność, za rzetelnośc
swojej informacji.Im bliżej wyznaczonego czasu, tym wiekszy niepokój.
Czy aby na pewno przyjedzie? Jak sie będe czuła, jeżeli sie spóźni?
Jestem nie w porządku,ona liczy,że mówiłam prawdę.
Kurcze, przeciez nie ja ustalam rozkład. Nie moja wina,że sie spóźnia.
Skąd ten niepokój i odpowiedzialnośc, za cos, na co nie mam wpływu?
Oczywiście spóźnił się.A ja, wprowadziłam ją w błąd.(?)
Chore jakies.