Dodaj do ulubionych

Potrzeba samotności - dewiacja?

IP: *.opole.dialup.inetia.pl 08.12.01, 16:20
Witam
Jestem samotniczka. Najlepiej czuje sie we wlasnym pokoju, przy ksiazce, dobrej
muzyce, filmie itd. Nigdy sie nie nudze. Nie mam potrzeby spotykania sie ze
znajomymi. Czy to jest normalne? Moja rodzina twierdzi, ze nie. Nie potrafia
tego zaakceptowac, bo uwazaja, ze jestem nieszczesliwa. Hm. Mam 27 lat, pracuje
jako nauczycielka, lubie ta prace, dzieci tez mnie lubia, to zajecie daje mi
naprawde duzo satysfakcji. No, ale nie mam faceta, grupki plotkujacych
znajomych, moja pasja jest literatura. Moje najwieksze marzenie? Raczej
banalne: dom na wsi, ogromna biblioteka, kominek... i chyba cisza. Gdybym miala
finanse zamknelabym sie w tej chalupce i wilabym sobie gniazdko.
Nie mam jakis wielkich kompleksow, chyba te bardziej typowe: troche za gruba,
nie taka fryzura itd. Nie czuje sie dziwaczka, wydaje mi sie, ze ludzie raczej
mnie lubia i ja tez ich lubie. Ale ... no nie odczuwam potrzeby spedzania
z nimi wolnego czasu. Czy to jest normalne? Czy powinnam zaczac sie martwic?
Jestem szczesliwa. Kocham rodzine, moga na mnie liczyc, bliskich znajomych tez
nie opuszczam w biedzie.
Lubie samotnosc. Jestem normalna?
Obserwuj wątek
    • taira Re: Potrzeba samotności - dewiacja? 08.12.01, 16:30
      Tak jesteś normalna.
      Samotność i osamotnienie, to dwie różne sprawy. Samotność bywa kwestią wyboru,
      osamotnienie raczej nie.
      Samotność nie zawsze jest czymś przykrym. Znajdą się tacy, którzy wybierają ją
      świadomie i są zadowoleni, choć wielu z nas na owo zadowolenie patrzy
      podejrzliwie i z niedowierzaniem.
      Samotność, jeśli jest niewymuszona, może być stanem przyjemnym. Najgłębiej i
      najlepiej można poznać samego siebie właśnie w samotności. Poznać a nawet
      polubić. Tak naprawdę jesteśmy na nią skazani przebywając pośród innych. Często
      wartość naszych związków z ludźmi poznajemy w przysłowiowej biedzie. Zdarza
      się, że w chwilach próby zostajemy sami. Radzimy sobie wówczas bez wsparcia ze
      strony otoczenia. Po takich doświadczeniach może być już bardzo blisko do
      samotności z wyboru.
      Samotność niekoniecznie oznacza słabość, niemożność znalezienia kogoś
      bliskiego, czy założenia rodziny. Czasem jest świadomym wyborem wolności.
      Lepsze to niżeli późniejsza ucieczka od kieratu obowiązków i rygorów
      codzienności.
      Ogół nie lubi "innych" a więc i samotnych. Mogą wzbudzać zazdrość, czy niechęć.
      Samotność bywa traktowana jako kara, dopust za popełnione winy, stan godny
      współczucia i pożałowania.
      Simone de Beauvor twierdziła: "Jeśli ma się otwarte oczy, samotność nigdy nie
      jest całkowita".
      Stosując to w praktyce, można uczynić ją mniej dokuczliwą, ale nie sposób jej
      wyeliminować. Jest stanem fizycznym. Najbardziej dolega w starszym wieku, lub
      po utracie kogoś bliskiego, co nie oznacza, że nie dotyczy także osób młodych.
      Na pewno jest problemem na szerszą skalę niż się wydaje. Świadczy o tym spora
      ilość biur matrymonialnych, oraz innych tego typu ogłoszeń publikowanych w
      wielu czasopismach.
      Osamotnienie dotyczy przede wszystkim psychiki. Doświadcza go pewna grupa ludzi
      żyjących w pełnych rodzinach, otoczona wieloma bliskimi, czy połączona wzajem
      więzami krwi.
      Dotyczy najczęściej jednostek przerastających w jakiś sposób otoczenie:
      talentem, intelektem, ambicją. Jest bardzo przykrym i bolesnym doznaniem i
      rzadko mija z czasem. Człowiek czuje, że o wielu nurtujących go sprawach nie
      może z nikim porozmawiać, bo i tak nie zostanie zrozumiany. Obawia się także
      wyśmiania i odrzucenia.
      Przeszkodą w porozumieniu nie jest tylko to, że ktoś nas nie rozumie, bo jest
      na niższym poziomie umysłowym. Raczej, że czegoś nie odczuwa w zbliżony do
      naszego sposób. Każdy tę samą sytuację przeżywa inaczej. W inny sposób rozwiąże
      problem, znajdzie odmienną nań radę. Co komuś sprawi trudność, drugi nazwie
      błahostką, a trzeci nic nie znaczącym epizodem.
      Osamotnieniu sprzyja doznanie czegoś wcześniej od innych: np. utraty rodziców,
      domu rodzinnego, biedy, choroby własnej czy kogoś bliskiego także zdrady. Nikt,
      kto przez podobne przeżycia nie przebrnie nie jest w stanie pojąć czym one są.
      Niemożność porozumienia się i zrozumienia - oto najważniejsze cechy
      osamotnienia. Przyczynkiem do niej bywa nadwrażliwość, albo poczucie obcości.
      Osamotniony ma wrażenie jakby mówił innym językiem. I zwykle jest zmuszony do
      milczenia. Milczący wydaje się być nijaki, bezbarwny, infantylny, mruk.
      Traktuje się go lekceważąco, twierdząc, że głupio lub nie na temat mówi.
      Najczęściej takie werdykty wydają ci, którzy mają bardzo przeciętny poziom
      umysłowy.
      Chińska rada brzmi: "jeśli masz siedzieć i milczeć, lepiej siedź i rozmawiaj".
      Przychylam się do niej. Jednak większość ludzi unika rozmowy, a przecież, czy
      nie po to Bóg dał nam ów cudowny dar, abyśmy mogli się porozumiewać, wyjaśniać
      pogmatwane sprawy, zapobiegać konfliktom i rozwiązywać je. Czasem to, czego
      doznajemy przekracza nasze doświadczenie.
      Pewna kobieta w związku z powyższym przeżyła bardzo przykry przypadek.
      Odwiedziła ją samotna sąsiadka, chciała porozmawiać, ale odwiedzona odmówiła
      tłumacząc się brakiem czasu. Ludzka rzecz. Jak się okazało, brzemienna w
      skutkach. Sąsiadka opuściła jej mieszkanie i odebrała sobie życie. Widocznie
      nie była w stanie samej sobie przetłumaczyć, czy zaradzić kryzysowi.
      Co czuła kobieta, która odmówiła rozmowy?
      "- To przykre dla mnie doświadczenie - stwierdziła. Bardzo żałuję, że nie
      poświęciłam jej paru minut uwagi. To nauczyło mnie pokory wobec drugiego
      człowieka. Nęka mnie poczucie winy, nigdy już tak nie postąpię, gdybym z nią
      porozmawiała, być może nie doszłoby do tragedii."
      Czymże sa powszechne zajęcia wobec śmierci? Oczywiście dla żyjących są ważne,
      niezbędne a ich zaniedbanie grozi konsekwencjami czy powikłaniami.
      Współczuję obydwom. Samobójczyni, bo wybrała takie tragiczne rozwiązanie swoich
      problemów, choć gdyby przetrzymała złe chwile, na pewno mogłaby cieszyć się
      życiem. Tej drugiej, gdyż będzie ją nękać wspomnienie o tym wydarzeniu.
      Samotność i osamotnienie bywają bardzo uciążliwym i przykrym doznaniem. Co
      gorsza mogą się stać któregoś dnia, również naszym udziałem.
      • zosia11 Re: Potrzeba samotności - dewiacja? 08.12.01, 18:10
        Hmmmm, samotnosc cicha skrywana, czy taka ktora chcemy wykrzyczec...?

        Ostatnio malo pisalam na forum, ale przeczytalam duzo Waszych wypowiedzi,
        wypowiedzi kobiet, mezczyzn, osob mlodych, starszych i wiele z nich sklonilo
        mnie do glebszej (glebokiej) refleksji. Ten list nie jest jeszcze zapowiedzia
        mego uaktywnienia sie, ale wlasnie kolejna refleksja, ktora moge sobie dac.
        Moze tez ktos przeczyta i zastanowi sie, jak ja to czynie tu i teraz, wczoraj i
        wtedy pod wplywem wypowiedzi szanownych interlokutorow...
        Samotnosc i osamotnienie, pieknie napisaliscie powyzej, choc do konca nie
        jestem pewna czy tak jest. Jestesmy samotni z wyboru , ale nie zawsze. Gdy
        nasza samotnosc jest nam narzucona przez okolicznosci, wowczas przeradza sie w
        osamotnienie. Czy osamotnienie powinno byc rozumiane jako "wyzsza szkola jazdy"
        percepcji, inteligencji?. Nie wiem, chyba raczej nie, na pewno nie. Moze tak
        byc i jest np. wiekszosc wielkich umyslow, geniuszy cierpi na osamotnienie,
        niezrozumienie. Nawet nie probuja zazwyczaj dzielic sie "swoim" swiatem bo z
        gory zakladaja, ze inni ich nie zrozumieja. Moze to byc prawda, na ktora wcale
        nie trzeba sie obrazac raczej pozwolic im byc wolnymi we wlasnym krolestwie
        odczuwania, wiedzy, dogmatu. Osamotnienie dotyka rowniez ludzi zwyklych,
        przecietnych, nawet tych ponizej przecietnej swiadomosci. Ogladalam znakomity
        program o autyzmie, ktory dal mi wiele do myslenia. Lub inaczej- dlaczego tak
        wiele wypadkow samobojczych poprzedzonych zbiorowymi mordestwami jest w USA, a
        takowych nie ma w ogole w POlsce? Inny poziom samotnosci, frustracji,
        wrazliwosci, oczekiwan? Przepraszam, ze jestem tak chaotyczna w myslach i
        tematach, ale mam potworne niepoukladanie w glowie- slowem chaos. Nie ukladam
        siebie na sile, tkwie we wlasnym wyczekiwaniu, ze z mojego wewnetrznego chaosu
        cos wyloni sie, jakas struktura mysleniowa, ktorej dzis nie umiem nazwac. Znam
        jej zalazki, ale nie umiem przewidziec efektu procesu "fermentacji"
        psychicznej....
        Mowa jednak o osamotnieniu i samotnosci, a ja tu takie porzecznie skrzyzowane
        dygresje ;)).

        Jestem osoba przecietnie ladna, przecietnie inteligentna, przecietnie
        wyksztalcona i jest mi z tym dobrze. Dzisiaj tak. Kiedys myslalam, ze jestem
        inna, lepsza. Lepsza nie bylam na pewno, nie wiedzialam jednak kim jestem
        oprocz zbioru kompleksow. Bylam samotna i osamotniona. Zatem czy mozna przystac
        i nauczyc sie tych stanow, czy mozna je zmienic?
        Mysle, ze trzeba polubic siebie. Taaak, to stare wyswiechtane zdanie, ktore
        slyszymy na kazdym kroku. Slyszymy, ale nie sluchamy. Ja wreszcie uslyszalam to
        zdanie w sobie i w wyniku zmian, pracy zaakaceptowalam siebie taka jaka
        jestem. Nie jestem ksiezna Diana, ani geniuszem Sharon Stone, a tym bardziej
        profesorem habilitowanym w wieku lat trzydziestu kilku. Jestem Zosia.. raz
        elegancka raz bosa w sukience w kwiatki, umiejaca czytac i rozumiec tekst,
        wyksztalcona na tyle, aby wykszatlcenie nigdy nie bylo przeszkoda do zdobycia
        pracy (realizacji celow). Czy to oznacza, ze nalezy spoczac na laurach? O nie,
        ale to inny temat. Poprzez akceptacje siebie (jeszcze nie wiem czy siebie
        lubie, ale pracuje nad tym) moja samotnosc stala sie przyjemna. Lubie rowniez
        usiasc z ksiazka, saczyc wino, sluchac muzyki i byc zwyczajnie sama. Zaluje, ze
        nie mam kominka, wowczas bylabym caly czas do niego przyklejona. Czy jestem
        osamotniona? To zgola inne pytanie. Tak, jestem. Osamotnienie , jak
        napisaliscie powyzej w przeciwienstwie do samotnosci , nie jest pozytywne. Na
        osamotnienie skladaja sie nasze przezycia i one determinuja naze postawy,
        uczucia, czyny. Ktos poradzil- dlatego ze wie, zeby zastosowac tzw. wyciszenie.
        Ono pomaga w walce z uczuciem osamotnienia. Mysle, ze zrozumialam nareszcie co
        oznacza to wyciszenie. Nie chodzi zdaje sie o odseparowanie sie od wszystkiego
        i wszystkich, ale odnalezienie w sobie... zrodel, zrozumienie ich. Moje zrodla
        to chaos. Teraz rozpoczynam nauke ogarniecia chaosu (zrozumienia i
        zaakceptowania osamotnienia???). Nie wiem. Dzis wiem znacznie mniej niz wczoraj
        i jeszcze mniej niz przedwczoraj.

        Chyba Was zanudzilam nie przynoszac zadnych konkretnych mysli. Nie chcialam
        napisac (wymadrzac sie) nt czego czego nie umiem zdefiniowac, bylabym
        nieszczera. Klamca nie jestem i nie bede.

        Zrozumialam tez, aby byc blizej odpowiedzi nalezy szukac innych doznan
        duchowych. Te juz zdefiniowalam i podazam w ich kierunku.

        Wszystkim pozytywnie samotnym zycze ciekawych wpisow. Smutnym i pogubionym (jak
        ja na swoj sposob) odnalezienia drogi do siebie.

        Ide juz, aby znow zanurzyc sie we wlasne otchlanie chaosu. Wciaz jestem jeszcze
        bardzo plytko.

        Pozdrawiam bardzo cieplo tych, o ktorych mysle i caly czas jestem bardzo blisko
        ich oddechu.

        zosia

        PS Wiem, takie poswiedzi nie sa wskazane na forum, ale mialam potrzebe.
        PS2 Czy to jest szukanie metody w jakims szalenstwie?
        • sabe-na Re: Potrzeba samotności - dewiacja? 08.12.01, 19:03
          zosia11 napisał(a):

          > Hmmmm, samotnosc cicha skrywana, czy taka ktora chcemy wykrzyczec...?

          Jestesmy samotni z wyboru , ale nie zawsze. Gdy nasza samotnosc jest nam
          narzucona przez okolicznosci, wowczas przeradza sie w osamotnienie. Czy
          osamotnienie powinno byc rozumiane jako "wyzsza szkola jazdy" percepcji,
          inteligencji?.

          Wszystkie wielkie osiagniecia nauki, filozofii, religii, sztuki - powstawaly w
          samotnosci. Wiec chyba "wyzsza szkola jazdy"?
          "Wrony zyja w gromadzie - orzel sam"

          Srodki masowego przekazu dbaja codziennie o to, aby kazdy wiedzial co myslec i
          czuc, jak zablysnac zeby zauwazonym byc, zeby byc KIMS w oczach innych, wmawiaja,
          ze bez innych czlowiek jest niczym. Moze to jest przyczyna tych samobojstw -
          jezeli ktos jest w taki czy inny sposob odrzucony przez otoczenie?

          Wiec moze nie potrzeba samotnosci jest dewiacja a wlasnie brak tej potrzeby?
          • Gość: NH Boy Re: Potrzeba samotności - dewiacja? IP: 213.25.166.* 08.12.01, 19:38
            Jestem samotny i wcale się z tego nie cieszę, ani sobie tego nie chwalę.
            Szczególnie dzisiaj wieczorem jest mi przykro. Samotność a wynalazki mam
            przykład Piotr i Maria Curie, byli małżeństwem a dokonali tak fantastycznych
            odkryć z dziedziny chemii i co osiągnięcia naukowe wcale nie muszą powstawać w
            samotni.
            • Gość: renka Re: Potrzeba samotności - dewiacja? IP: *.home.cgocable.net 08.12.01, 20:31
              Piekne eseje .Uwielbiam to forum.Samotnosc jest zla, kiedy nam szkodzi, kiedy
              nam jest potrzebna , jest dobra samotnoscia. Osamotnienie jakos brzmi smutno,
              kojarzy mi sie ze smutkiem.Wszystkim samotnym , ktorym to zaczyna szkodzic
              proponowalabym prace dla innych, w szpitalach, w swietlicach szkolnych, czy
              nawet we wlasnym bloku, dla sasiada.
              • sabe-na Re: Potrzeba samotności - dewiacja? 09.12.01, 10:12
                Gość portalu: renka napisał(a):

                Wszystkim samotnym , ktorym to zaczyna szkodzic
                > proponowalabym prace dla innych, w szpitalach, w swietlicach szkolnych, czy
                > nawet we wlasnym bloku, dla sasiada.

                A co po pracy?

    • kwieto Samotnosc, osamotnienie i naukowcy 09.12.01, 02:36
      Na poczatku, slow kilka w kierunku aleeny - nie, nie jestes dewiantka. Jesli jest Ci z ta
      samotnoscia dobrze, jestes szczesliwa - to w porzadku.

      Padlo tu rozroznienie na samotnosc i osamotnienie - dla mnie samotnosc to wlasny wybor,
      sytuacja kiedy czuje sie szczesliwy bedac sam ze soba. Osamotnienie zas, to pewna alienacja,
      wyobcowanie ze swiata, niezaleznie od tego czy jestesmy sami, czy otaczaja nas tysiace
      ludzi...

      Nie zgadzam sie zas, z teza, ze osamotnienie dotyczy ludzi "innych" madrzejszych,
      inteligentniejszych, wrazliwszych, myslacych inaczej... Raczej dotyczy ludzi nie potrafiacych
      sie odnalezc w swiecie, zagubionych, wyalienowanych wlasnie. To "niezrozumienie ze
      swiatem" jesli jest, to wynika z osoby samego zainteresowanego, jego braku akceptacji siebie
      (jak zuwazyla zosia11), blednej wizji swiata, albo wpojonego poczucia "innosci". Natomiast
      mozna byc odszczepiencem i nie czuc sie samotnym, wpisac sie swietnie w ramy
      otaczajacego swiata.

      Kolejny stereotyp, to to, ze ludzie swiatli, madrzy, np. naukowcy sa samotni, niezrozumiani,
      w jakis sposob obok swiata. Wpajano nam to w szkole, w dziecinstwie, przedstawiajac wizje
      "chuderlawego inelektualisty" tudziez "tajemniczego naukowca". Gdy jednak wczytamy sie w
      biografie ludzi znanych, naukowcow, artystow - nagle okaze sie, ze wiekszosc z nich to
      ludzie szalenie towarzyscy, brylujacy w "salonach" - Ba! Kawalarze!. Bycie czlowiekiem nauki
      albo artysta wcale nie oznacza izolacji i alienacji. A stwierdzenie, ze akt tworczy (czy to w
      sztuce czy nauce) dzieje sie ZAWSZE w samotnosci, jest absurdem w czasach, kiedy
      wiekszosc naukowych odkryc to efekt pracy zespolowej...

      Mam takie wrazenie, ze czesc ludzi nie potrafiac sie dogadac z ludzmi ukrywa sie za
      samotnoscia, mowiac: "jestem sam, bo jestem wielki i nie dogaduje sie z przecietnymi
      ludzmi", albo "jestem sam, bo jestem artysta", albo "jestem sam, bo nie znalazlem nikogo
      kto by sprostal moim wymaganiom" - czesto mam wrazenie, ze to zwykle skrywanie
      osamotnienia za maska samotnosci z wyboru.
      • Gość: renka Re: samotnosc-stan ducha IP: *.home.cgocable.net 09.12.01, 03:14
        Jakze czesto jestesmy obrazani,ponizani..Zle slowa jak kamienie rzucone w
        przestrzen .Atakuja ducha czlowieka,ktory ucieka w samotnosc, by tam szukac
        sil do odparcia ataku zla.Spojrzcie, jak czesto jest tak, ze czlowiek
        odtracony przez rodzine, kolegow, slaby (psychicznie, czy duchowo)pograza sie
        w samotnosci, probujac znalezc w sobie odpowiedz, dlaczego.Zraniony nie idzie
        do ludzi. Oddala sie.
      • taira Re: Samotnosc, osamotnienie i naukowcy 09.12.01, 13:57
        kwieto napisał(a):

        > Nie zgadzam sie zas, z teza, ze osamotnienie dotyczy ludzi "innych" madrzejszyc
        > h,
        > inteligentniejszych, wrazliwszych, myslacych inaczej... Raczej dotyczy ludzi n
        > ie potrafiacych
        > sie odnalezc w swiecie, zagubionych, wyalienowanych wlasnie. To "niezrozumienie
        > ze
        > swiatem" jesli jest, to wynika z osoby samego zainteresowanego, jego braku akce
        > ptacji siebie

        > Kolejny stereotyp, to to, ze ludzie swiatli, madrzy, np. naukowcy sa samotni, n
        > iezrozumiani,
        > w jakis sposob obok swiata. Wpajano nam to w szkole, w dziecinstwie, przedstawi
        > ajac wizje
        > "chuderlawego inelektualisty" tudziez "tajemniczego naukowca". Gdy jednak wczyt
        > amy sie w
        > biografie ludzi znanych, naukowcow, artystow - nagle okaze sie, ze wiekszosc z
        > nich to
        > ludzie szalenie towarzyscy, brylujacy w "salonach" - Ba! Kawalarze!. Bycie czlo
        > wiekiem nauki
        > albo artysta wcale nie oznacza izolacji i alienacji. A stwierdzenie, ze akt two
        > rczy (czy to w
        > sztuce czy nauce) dzieje sie ZAWSZE w samotnosci, jest absurdem w czasach, kied
        > y
        > wiekszosc naukowych odkryc to efekt pracy zespolowej...

        Może masz racje, zbyt ostro podeszłam do sprawy. U mnie na roku są dwie osoby,
        które są bardzo mądre (nie chodzi mi tu o wykucie materiału na blachę), ale o
        możliwość jasnego myślenia, wyciągania wniosków i często się zdarza, że studenci
        chodząc na laboratoria czy seminaria nie są aktywni, nie biorą udziału w
        zajęciach. Natomiast te dwie osoby zawsze są chętne do odpowiedzi i pójścia do
        tablicy, a inni traktują ich jak kujonów i kogoś innego, jak nie z tego świata.
        O to mi chodziło, po jakimś czasie zamykają się w sobie i grupa zaczyna odrzucać
        (nawet na wspólnych imprezach oni jakby byli nie obecni, nie potrafią się śmiać
        ani bawić, chyba boją się, że jeśli cokolwiek powiedzą to i tak będzie źle, boją
        się przełamać tą barierę która ich odgradza od reszty ). Potem jest im trudno
        nawiązać jakikolwiek kontakt z resztą grupy. To jest smutne, ale prawdziwe –
        często się tak zdarza – nawet u dzieci w podstawówkach. Nie chodziło mi dokładnie
        o wszystkich naukowców, którzy coś robią wymyślają czy konstruują – zgadzam się z
        Tobą ze oni pracują obecnie w zespołach po kilka osób, ale co z tamtymi ludźmi?.
        Dlaczego się tak dzieje?.

        > Mam takie wrazenie, ze czesc ludzi nie potrafiac sie dogadac z ludzmi ukrywa si
        > e za
        > samotnoscia, mowiac: "jestem sam, bo jestem wielki i nie dogaduje sie z przecie
        > tnymi
        > ludzmi", albo "jestem sam, bo jestem artysta", albo "jestem sam, bo nie znalazl
        > em nikogo
        > kto by sprostal moim wymaganiom" - czesto mam wrazenie, ze to zwykle skrywanie
        > osamotnienia za maska samotnosci z wyboru.

        Jeśli chodzi o nie dogadywanie się ludzi bo uważają się za wielkich i bardzo
        mądrych to jest ich problem, czasami są to ludzie z wyboru tak jak mówisz, ale
        czasami są to czyści egoiści, którzy uważają się za lepszych od innych.

        • taira Re: Samotnosc, osamotnienie i naukowcy 09.12.01, 14:24
          Chciałam jeszcze dodać, że jest dużo przypadków gdzie „wielcy ludzie” będąc do
          dzisiaj wspominani i podziwiani byli samotnikami – weźmy np.: Cyprian Kamil
          Norwid żył w samotności i nędzy, a uczymy się jego wierszy szkole, –dlaczego bo
          jego twórczość nie była zrozumiała dla innych. Innym przykładem może być
          Vincent van Gogh- jego obraz „Droga z cyprysem i gwiazdą” wyrażą przesłanie o
          nieszczęśliwym stanie duch artysty. Oczywiście pomijając jego chorobę
          psychiczną i okaleczanie się. Nie potrafił odnaleźć się.
          Jest wiele przypadków odosobnienia takich ludzi.
          Mam pytanie, dlaczego „może” większa część ludzi potrafi sobie poradzić z tym a
          inni nie?
          Co na to wpływa?.
          • kwieto Re: Samotnosc, osamotnienie i naukowcy 09.12.01, 14:35
            na pewno nie "wielkosc" danego czlowieka: garsc kontrprzykladow:

            Picasso, Einstein, Arystoteles, Platon, Feynman, Fermi, zdaje sie, ze Rimbaud,
            Kochanowski, Rej...
            • taira Re: Samotnosc, osamotnienie i naukowcy 09.12.01, 16:09
              Oni się z tym na początku zaczęli obnosić, właśnie poprzez taką zwykłą
              aktywność na zajęciach, a potem nie chcieli nić wytłumaczyć jak się ich prosiło
              o pomoc – albo podawali wymijające odpowiedzi. Nie potrafili się moim zdaniem
              dostosować, może nie mieli nic do zaoferowania reszcie otoczenia i starali się
              być widoczni w ten sposób. Grupa jest mała, bo liczy 17 osób.
              A co do wyliczanki, może to jest spowodowane pewnym pesymistycznym podejściem
              do życia (ostatnio). Nie miłymi wydarzeniami w moim życiu. Dlatego widzę tylko
              same złe rzeczy. Jak wymieniłeś tych szczęśliwców, którzy nie byli samotni, to
              się nad tym zastanowiłam.
              • kwieto Re: Samotnosc, osamotnienie i naukowcy 09.12.01, 17:24
                Jesli sie wynosza, to jest to wtedy konsekwencja takiego podejscia do zycia - nikt nie lubi
                ludzi, ktorzy krzycza - "jestem od was lepszy, patrzcie jaki jestem genialny".
                Tylko, ze twoja druga wypowiedz czesciowo zaprzecza pierwszemu postowi (ze oni sie
                udzielaja, i nie sa przez to lubiani).

                A jesli chodzi o samotnosc - tez kiedys bylem przekonany, a to, ze wielcy sa samotni
                (oczywiscie siebie zaliczalem do tych wielkich), a to, ze czlowiek nawet jak jest wokol innych
                to jest samotny, a to, ze nawet w relacjach totalnie bliskich (milosc, gleboka przyjazn) jest
                skazany na samotnosc (bo nikt nie pozna Cie tak jak Ty sam, i tak dalej). Tyle ze pytanie
                zasadnicze brzmi - a po cholere inni maja znac cale Twoje wnetrze, Twoje "bebechy"?? Tak
                na prawde zamykanie sie w sobie, swoim wnetrzu to tylko problem. Im mniej przywiazujesz
                uwage do swojego wnetrza, swej niby lepszej albo niby skomplikowanej struktury - tym
                mniej masz problemow (oczywiscie mowie w pewnym uproszczeniu)
                Tak na prawde, od dluzszego juz czasu nie czuje sie samotny. I ilosc osob wokol mnie nie
                ma najmniejszego znaczenia. Moge byc sam na pustyni, i samotny sie nie bede czul...
        • kwieto Re: Samotnosc, osamotnienie i naukowcy 09.12.01, 14:31
          Pytasz sie jakie jest moje zdanie na temat tych dwoch studentow?
          Wedlug mnie, to ni oni sie izoluja, co sa izolowani przez reszte grupy. Co moze byc
          powodem? Zazdrosc, zawisc, nietolerancja... Ale problem lezy w grupie, a nie tych dwoch
          osobach. Podejrzewam, ze obaj maja rowniez takich znajomych z ktorymi czuja sie
          swobodnie...

          My sie skupilismy na wewnetrznych przyczynach, dla ktorych dana osoba jest samotna - tych
          tkwiacych w danej osobie.

          Natomiast tutaj masz do czynienia ze zwyczajnym ostracyzmem, uprawianym przez reszte
          grupy. Obaj sa traktowani jak tredowaci, prawda? Wiec problem nie lezy w nich, ale w
          totalnej niedojrzalosci reszty grupy...
    • enancjo Re: Potrzeba samotności - dewiacja? aleena 09.12.01, 10:39
      .. ej ej, czy aby napewno tak jest, moze to tylko Twoja
      interpretacja, ktora wymyslilas na wlasne potrzeby,
      a faktyczna i przytlumiona potrzeba jest inna ????
      .. nie twierdze ze czlowiek nie potrzebuje samotnosci,
      kazdy to ma, czasami wybiera to jako forme zycia, czasami
      zycie mu ja narzuca .. czasami poddajemy sie jakiemus
      rozwiazaniu itd...
      .. Twoj post jest sugestywny .. ale Ty nie pytasz o
      dewiacje, po prostu masz w sobie pytanie .. ktore Cie
      nurtuje i na ktore nie masz odpowiedzi w Twoim tzw
      samotnym Swiecie, w szokle, wsrod przyjaciol, rodziny,
      ksiazek, kominkow, pragnien itd.. nie masz odpowiedzi
      .. tego typu pytania sa podstawa czlowieczenstwa i
      tego ze szukamy rozwiazan, ze sie kontaktujemy ..
      dlatego samotnoscia jest nie miec pytan ... a dewiacja
      wybacz ... to ... nauczycielko polecam slownik ...
      nie ma tu nic do rzeczy !!!!
      .. pozdrawiam...
      Enancjo
      PS : Twoje grzebanie w sieci i pytanie nie ma nic
      wspolnego z samotnoscia :))) ... mozliwe ze tak Ci
      wygodnie .. ale to nie jest samotnosc .. moim zdaniem
      zle to pojmujesz,
    • Gość: claire Re: Potrzeba samotności - dewiacja? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.12.01, 11:12
      W pewnym sensie przez całe życie jesteśmy sami. Nawet jak przewalają się wokół
      nas tabuny ludzi, rodzina, mąż, dzieci, przyjaciele są takie momenty kiedy
      wstrzymuję oddech, patrzę wokół i widzę że nikt, tak naprawdę nikt do końca nie
      wie co dzieje się w drugiej osobie. Bardziej to nazwałabym
      samotnością, "samością" (a osamotnienie to rzeczywiście prywatny wybór
      jednostki, alienacja -tak się mówi? - odosobnienie). Najczęściej sami
      przychodzimy na świat (wyjątek blixniaki i itd), i na pewno sami odchodzimy,
      nikt nie trzyma nas za rękę w tej ostatniej chwili, sami musimy sobie
      poradzić. I tak samo jest w życiu. Oczywiście są osoby które mogą nas
      ukierunkować, przyjaciele, nauczyciele, mistrzowie, ale w ostateczności to my
      sami podejmujemy decyzje i idziemy przez życie. Dla mnie cała ferajna na około
      to jakby bohaterowie filmu, to projekcja moich wrażeń, w której oczywiście
      biorę udział bo inaczej się nie da.
      Wydaje mi się że w Twoim przypadku pytanie jakie mogłabyś sobie zadać, to czy
      lubisz ludzi? Jeśli tak, to wszytsko gra, po prostu masz taki pomysł na życie,
      dobry jak każdy inny, ponieważ kiedy w końcu spotykasz się z kimś to jest dla
      tej osoby miłe przeżycie, możesz jej opowiedzieć o książkach np, a może kiedyś
      zaczniesz sama pisać (a może już piszesz?). Jeśli nie lubisz ludzi to masz
      problem do rozwiązania, ponieważ wtedy nie przynosisz nikomu pożytku, i to taka
      strata czasu ślęczenie nad książkami dla własnej przyjemności, taki egoizm.
      Pozdrawiam Cię serdecznie
      • Gość: aleena Re: Potrzeba samotności - dewiacja? IP: *.opole.dialup.inetia.pl 09.12.01, 15:24
        Dziekuje za odpowiedzi.Nie wiem, czy uda mi sie zawrzec w jednym poscie
        wszystkie mysli, do ktorych mnie sprowokowaliscie, ale sprobuje. Po pierwsze
        nie czuje sie osamotniona. Samotnosc to wlasnie moj sposob na zycie -
        przynajmniej w tym momencie. Nie wykluczam, ze za pol roku, czy za piec lat
        stwierdze, ze to byl blad. Ale teraz tak nie czuje. Nie zamykam sie w czterech
        scianach, bo mam zal, czuje sie pokrzywdzona, niedowartosciowana... Moze to
        zabrzmi strasznie, ale czesto w trakcie pogaduszek wydaje mi sie, ze po prostu
        trace czas. Przeciez moglabym w tym momencie robic cos innego. Czy czuje sie
        lepsza, madrzejsza? Nie. Bo niby dlaczego? To, ze ja wole poczytac niz na
        przykład zajmowac sie dziecmi(ktorych nie mam) nie czyni mnie lepsza lub
        gorsza.
        To moja swiadoma decyzja dotyczaca tego jak ma wygladac m o j e zycie.
        Owszem, czasami sie zastanawiam: czy ja wole przezywac czyjes zycie(ksiazki)
        niz sama gromadzic nowe doswiadczenia? Ale odpowiedz pojawia sie bardzo szybko:
        gdy po kolejnym spotkaniu wracam do domu z ulga, ze obowiazki juz za mna. Teraz
        czas na przyjemnosci. A naprawde lubie to grono ludzi z ktorymi utrzymuje
        kontakt. Wiec ?
        A teraz do Enuncja: dewiacja pojawia sie w moim poscie nieprzypadkowo. Pytanie,
        ktore zadalam jest wynikiem kolejnych rozmow z moja rodzina, ktora za
        normalnosc uwaza zycie w stadzie. Tak sadza moi rodzice, babcie i pozostali
        czlonkowie rodziny. Pojawia sie okreslenie stara panna i mnie to nie boli, ale
        ich tak.
        Wg nich "zboczylam z drogi, oddalam sie od wlasciwego kierunku". A to jest
        definicja dewiacji, czyz nie?
        Nie rozumiem tez aluzji o inernecie. Ja nie powiedzialam, ze jestem wyobcowana:
        rozmawiam z ludzmi, kontaktuje sie z nimi a internet jest w tym bardzo pomocny.
        Mam ochote pogadac o czyms, moge wlaczyc komputer. Nudze sie, chce robic cos
        innego, wylaczam go. Po prostu. Nikomu nie musze sie tlumaczyc, nikogo nie
        uraze. Ide sobie i tyle.
        Pozdrawiam
        aleena

        • taira Re: Potrzeba samotności - dewiacja? 09.12.01, 15:46
          Jeżeli sama wybrałaś sobie taką drogę i jest Ci z tym dobrze i nie czujesz się
          źle to nie powinnaś się tym martwić. Przecież sama mówisz, ze tak Ci jest
          lepiej. Masz znajomych, lubisz utrzymywać z nimi kontakt to nadal je utrzymuj.
          Wydaje mi się, że nie powinnaś się przejmować tym, co mówią inni. Ja miałam
          trochę podobny problem, związany z rodziną –starszym pokoleniem – ciągle się
          pytali, kiedy złożę rodzinę i o mało włos nie popełniłabym tego błędu
          (oczywiście z nieodpowiednim mężczyzną), po co tyko dla tego żeby przestali
          gadać. Nie!!. Stwierdziłam, że nie chcę wychodzić za mąż, a tym bardziej za
          niego. Lecz przez częste ich uwagi zaczęłam się zastanawiać( wszystkie moje
          koleżanki np.: z liceum mają już mężów i dzieci) i może ze mną jest coś nie
          tak, a co z instynktem macierzyńskim? To też słyszałam. Jeśli teraz nie chcę to
          nie i jest mi z tym dobrze i nie będę robiła coś wbrew sobie, bo to dopiero
          miałoby negatywne skutki. Wydaje mi się, że powinnaś żyć własnymi pragnieniami
          i tym, co Tobie daje pełnię szczęścia. A rodzina i tak zawsze coś wynajdzie, do
          czego się doczepi.
          • Gość: czarek Re: Potrzeba samotności - dewiacja? IP: 65.128.159.* 09.12.01, 17:42
            Czlowiek na swojej sciezce rozwojowej doswiadcza calego wszechswiata.
            Samotnosci tez. Sa rozne stany, rozne potrzeby, rozni ludzie. Roznorodnosc to
            natura zycia. Bez tej roznorodnosci nie byloby intensywnosci przezyc. Mozna tak
            sobie mowic o samotnosci bez konca. Pamietam ze zanim rozpoczalem swoje wlasne
            zycie rodzinne, malzenskie, partnerskie - kochalem literature, jezyk, slowo. W
            koncu tam tez sa ludzie, i to ludzie z reguly oczyszczeni z tych wszystkich
            fizycznych 'nalecialosci', niemal czyste umysly, czasem dusze. Przypomina mi to
            troche, oczywiscie na innym poziomie, moja corke, ktora do pewnego czasu, przez
            pierwsze piec lat swojego zycia, po prostu nasycala sie cala ta struktura
            istnieniowa, jaka byla w stanie postrzec i ktora dawala jej bodzce rozwojowe, z
            pozycji bezpieczenstwa, obserwatora, u boku tylko i wylacznie mamy i taty.
            Potem kiedy nabrala juz pewnosci i pewnych metod, wyprobowanych w sytuacjach
            towarzysko-spolecznych na podworkach, wsrod rowiesnikow i nie tylko, weszla w
            faze intensywniejszego wspol-uczestniczenia. Mysle ze sa rozne fazy zyciowe.
            Trzeba im po prostu zaufac. Po nieudanym zwiazku malzenskim i utracie rodziny,
            ciezko bylo mi wrocic do samotnosci i wolnosci. Juz nigdy nie umialem kochac
            ksiazek, literatury, slow, tak samo jak za pierwszym razem. Ale i tak nastapil
            jakis proces rozwojowy, wynikajacy chyba z rozpuszczenia umyslu w emocjach i
            tym zyciu bezposrednio dla kogos, nie tylko obok i dla siebie. Nie mowie ze
            bycie nauczycielka nie jest zyciem dla kogos. Ale milosc, macierzynstwo,
            ojcostwo, troski, leki, utraty i zyski, wynikajace z takich bezposrednich
            doswiadczen, daja glebszy wglad w zasady wspol-istnienia i nature zycia w
            ogole. Ktos powiedzial, ze politykiem nie powinien nigdy byc ktos kto nie ma
            wlasnych dzieci.
            Sa pewne obszary niedostepne samotnikom, pomimo tego iz maja tak wiele czasu na
            zastanawianie sie i odkrywanie wielu wspanialych rzeczy. Geniusz chodzi
            wlasnymi sciezkami. Samotnosc czasem potrzebna jest kazdemu. Poza tym owa
            innosc ludzi zdominowanych calkowicie swoja pasja jest tylko dowodem na to jak
            szczerze podchodza do tego co ich pochlania. Ich niezdolnosc do wspol-
            uczestniczenia w codziennych problemach spolecznych jest naturalna tego
            konsekwencja. Sens tlumu (i niezrozumienia) moze byc w tym iz 'nieswiadomie'
            sprawdza wytrzymalosc, prawdziwosc geniusza. Bo jesli zajmuje sie on tym czym
            sie zajmuje dla poklasku, to bedac odrzuconym, czy wysmiewanym, odpadnie jak
            lupina. Albo przeciwnie,wobec bycia odrzuconym przez spoleczenstwo, geniusz
            moze doznac wewnetrznego umocnienia. Sa rozne sciezki. A inna sprawa, ze kiedy
            mowie geniusz, to mam na mysli dar, skarb wewnetrzny, jaki kazdy w sobie
            posiada, tylko moze nie rozwija. Tam skarb twoj gdzie srece twoje etc.
            Teraz kiedy jestem znow sam, choc jeszcze mnie to nie cieszy, zauwazylem ze od
            wielu lat nie patrzylem na niebo. Ale teraz patrze inaczej.
            A chaos? Przed chaosem byl caly wszeswiat, potem przyszla burza, i tyle.
            Burzyciel/e? Eee, tam. Wszystko to sluzy rozwojowi. Samotnosc sluzy refleksji.
            Czasem trzeba sie zatrzymac, odsunac, oddalic, nabrac dystansu. Ktos kto tylko
            uczestniczy w zyciu, nie potrafi go objac mysla. Samotnosc (i osamotnienie),
            gdyz doswiadczam wlasnie obojga, to rowniez praca samoistna, wewnetrzna, nad
            zapomnieniem i wybaczeniem, mozliwoscia wyjscia z chaosu, ku czemus nowemu.
            Ja to traktuje jako zasade: Odpoczywaj (badz samotny) przed praca! Oczywiscie,
            ze pisanie lub przygotowywanie sie do zajec szkolnych musi odbywac sie w
            samotnosci, dlatego nie ma w tym zadnej dewiacji. Poza tym praca w szkole to
            szarpanie w rozne strony przez rozne energie. A samotnosc dziala regenerujaco.
        • enancjo Re: Potrzeba samotności - dewiacja?- aleena 09.12.01, 17:34
          .. srki .. za nic Cie nie chcialem urazic, ale moze
          troche sprowokowac .. gdyz przy drugiej odslonie
          jestes juz zupelnie inna osoba niz przy pierwszej,

          .. troszke nie rozumiem ( pewnikiem z premedytacja
          nie chce ) tego problemu z dewiacja, wszyscy dewiujejmy
          w takim czy innym kierunku, takie jest zycie ...
          kwestia wyborow jest jednak skutkiem zawsze jakiejs
          jednej lub kilku przyczyn,

          .. w drugiej odslonie .. wygladasz juz tak ...jestem
          osoba otwarta, ale lubie byc sama ze soba, choc
          moi bliscy mowia ze to lekka dewiacja .. hmmm
          dla mnie nadal wyglada to na skutek a nie wybor
          i sie zastanawiam kto Cie epiej zna lub jaka
          tego przyczyna !!!

          .. pozdrawiam ...
          Enancjo
          PS : ja bym tam np chcial poznac tych wszystkich
          pisarzy ktorych lubie, by moc przebywac z nimi
          i dowiedziec sie jakie drobne momenty z ich zycia,
          przyzwyczajenia, wplynely na uksztaltowanie takiej
          a nie innej ksiazki. To tez dewiacja ... Twoim zdaniem?
          • Gość: aleena Re: Potrzeba samotności - dewiacja?- aleena IP: *.opole.dialup.inetia.pl 10.12.01, 20:41
            enancjo napisał(a):

            > .. srki .. za nic Cie nie chcialem urazic, ale moze
            > troche sprowokowac .. gdyz przy drugiej odslonie
            > jestes juz zupelnie inna osoba niz przy pierwszej,

            ?? Czy masz na mysli emocje? Owszem, pierwszy post
            byl podyktowany rozgoryczeniem i troche strachem.
            Drugi - bardziej... stonowany.
            Nie dostrzegam tez roznicy, o ktorej piszesz.
            Zmienia sie tylko stopien mojego zaangazowania...
            Reszta jest bez zmian. Tak ja to widze.

            > .. troszke nie rozumiem ( pewnikiem z premedytacja
            > nie chce ) tego problemu z dewiacja, wszyscy dewiujejmy
            > w takim czy innym kierunku, takie jest zycie ...
            > kwestia wyborow jest jednak skutkiem zawsze jakiejs
            > jednej lub kilku przyczyn,

            To znowu prowokacja...


            > .. w drugiej odslonie .. wygladasz juz tak ...jestem
            > osoba otwarta, ale lubie byc sama ze soba, choc
            > moi bliscy mowia ze to lekka dewiacja .. hmmm
            > dla mnie nadal wyglada to na skutek a nie wybor
            > i sie zastanawiam kto Cie epiej zna lub jaka
            > tego przyczyna !!!
            Ja tez sie nad tym zastanawialam. Klocilam sie z rodzina,
            wysuwalam argumenty a oni dalej uparcie swoje.
            Dlatego uznalam, ze warto wysluchac kogos,
            kto nie bedac zaangazowanym zachowa obiektywnosc.
            Moze ja sie tak upieram przy swoim
            bo nie chce sie przyznac do bledu? Nie wiem.
            Szukalam odpowiedzi albo przynajmniej podpowiedzi.
            Moze ukojenia.

            > PS : ja bym tam np chcial poznac tych wszystkich
            > pisarzy ktorych lubie, by moc przebywac z nimi
            > i dowiedziec sie jakie drobne momenty z ich zycia,
            > przyzwyczajenia, wplynely na uksztaltowanie takiej
            > a nie innej ksiazki. To tez dewiacja ... Twoim zdaniem?

            Szczerze? Tak ;))
            A teraz, jesli pozwolisz, mam pytanie. Jestes "scislowcem"?
            Twoje uparte analizowanie wszystkiego w kontekscie przyczyny
            i skutku... To takie...logiczne. Matematyczne.
            Jakbys probowal znalezc wzor: skutek= A+B+C
            Troche to odhumanizowane. Owszem, jako istota myslaca
            posiadam zdolnosc dostrzegania, ze kazda, nawet
            najmniejsza decyzja pociaga za soba konsekwencje.
            Czasami mam na te decyzje wplyw, bo przeciez
            podejmuje je swiadomie ale ile rzeczy uderza we mnie
            jako skutki ubocze krokow, ktorych ja nie podejmowalam?
            Eee... to juz jakis fatalizm.

            Pozdrawiam
            aleena
      • Gość: Mart@ Re: Alienacja...? IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 19.02.02, 19:22
        Gość portalu: claire napisał(a):

        > (a osamotnienie to rzeczywiście prywatny wybór
        > jednostki, alienacja -tak się mówi? - odosobnienie).

        Zaryzykuję i to napiszę, bo jeszcze się upowszechni błędne znaczenie słowa...

        Alienacja ma trzy znaczenia:
        1. Popularne: wyobcowanie (co by to nie było, jednak nie jest to synonim
        odosobnienia, jeśli już to samotności wśród ludzi).
        2. Filozoficzne: wytwory człowieka tworzą świat wrogi i obcy, nad którym człowiek
        nie panuje i nie widzi siebie jako podmiotu działania.
        3. Prawnicze: pozbycie lub sprzedaż majatku.

        Pozdrawiam
        Marta
    • Gość: lorenz Re: Potrzeba samotności - dewiacja? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 16.02.02, 17:12
      Dziewczyno!
      Badanai naukowe dowodzą,że akceptacja samotności a nawet to,że się ją lubi to
      objaw zdrowia psychicznego.Poza tym masz świetny trening,przyda sie na
      starośc,czy wiessz,ze starzy ludzie godzinami są zmuszeni być sami.Jesteś
      normalna,zapewniam cię!!
    • Gość: Misia Re: Potrzeba samotności - "kokon bezpieczenstwa"? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.02.02, 19:19
      Aleena , ja ci wierze ,ze to przyjemne siedziec sobie w spokoju. Czasami nawet
      marze o tym, ze posprzatalam i nikt tego nie porozwalam przez nastepne 15
      minut,rozkoszuje sie porzadkiem, jest cicho i nikt mnie szarpie, moge spokojnie
      wypic kawe bez kolejnej zabawki, ktora mi moj 3 latek wrzuca do niej, spie i
      nikt mnie nie budzi 50 razy w srodku nocy, aby isc z nim do ubikacji, czy dac
      mu sok do picia, nie ma wrzasku, krzyku, moge ogladac w telewizji to co lubie,
      nie tylko bajeczki, czytam ksiazke przez 10 minut bez przerywania czymkolwiek.
      Tak sie tu rozmarzylam.... Nie wiem jednak jak czulabym sie po dwoch dniach
      takiego relaksu, chyba oszalalabym od tego spokoju. Ps. Nie uwazasz, ze ta
      twoja potrzeba samotnosci , odciecie sie od innych jest dla ciebie
      takim "kokonem bezpieczenstwa" ???
      • kwieto Re: Potrzeba samotności - 16.02.02, 19:56
        Nieeeee.... Zaden kokon. Bycie samemu jest przyjemne, a jesli ktos po dwoch
        dnia bycia ze samym soba wariuje, to ja mu bardzo wspolczuje, biedakowi...
        • Gość: Misia Re: Potrzeba kontaktu i aktywnosci IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 17.02.02, 20:00
          Kwieto, kwestia przyzwyczajenia. Ktos nawykly do swietego spokoju zwariowalby
          przebywajac z moim 3 letnim synem po jednym dniu, nie dwoch. Ja prowadze
          bardzo aktywny styl zycia rodzinnego i towarzyskiego. Samotna to ja moge byc
          tylko na cmentarzu, a poki zyje to chce obcowac z ludzmi. Napewno to mniej
          wygodne i egoistyczne zajmowac sie rodzina niz sama soba.
          • kwieto Re: Potrzeba kontaktu i aktywnosci 17.02.02, 20:04
            Oj, ja sobie tyle klopotu sprawiam, ze mi wystarcza... I wcale nie jest
            egoistyczne, bo jak sie juz pozajmuje soba, to potem dla innych ludzi tez
            milszy jestem :")))
            • Gość: Misia Re: Kwieto milszy???? nie zawsze IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 18.02.02, 01:25
              Obserwujac inne watki to chyba nie zawsze ci sie to udaje.
          • Gość: aleena Re: Potrzeba kontaktu i aktywnosci IP: *.opole.dialup.inetia.pl 18.02.02, 16:12
            Gość portalu: Misia napisał(a):

            > Samotna to ja moge byc
            > tylko na cmentarzu, a poki zyje to chce obcowac z ludzmi.
            Twoje zycie, Twoj wybor... ale wydaje mi sie, ze innym na takie decyzje nie
            pozwalasz.
            > Napewno to mniej
            > wygodne i egoistyczne zajmowac sie rodzina niz sama soba.
            No coz... gdybym miala sie zajmowac rodzina umartwiajac sie przy tym to nigdy nie
            zdecydowalabym sie na zalozenie rodziny.... dla ich dobra... to tez egoizm? a
            moze odpowiedzialna i przemyslana decyzja? Ten znak zapytania jest tutaj
            niepotrzebny, bo ja znam odpowiedz. Uwazasz, ze kazda samotna, czy raczej
            bezdzietna kobieta jest "wynaturzeniem" i wcieleniem egocentryzmu?
            No i ten kokon bezpieczenstwa. Dla Ciebie chwile w samotnosci sa sposobem na
            odreagowanie aktywnosci rodzinno-towarzyskiej, dla mnie to sposob na zycie a nie
            ucieczka od niego... Kokonem bezpieczenstwa moze byc takze ucieczka np w zycie
            rodzinne, towarzyskie czy prace... Wtedy ludzie uciekaja od siebie... Ja jestem
            szczesliwa. Jest mi dobrze. Moze za pare lat zamienie sie w Matke Polke ale na
            razie nie podolalabym temu. I nie bede nic robic na sile... bo i po co? Kogo to
            uszczesliwi? Moja rodzine? Przykro mi, ze nie jestesmy w stanie sie zrozumiec,
            ale dogadujemy sie jakos i zyjemy razem, nie obok.... mimo mojej "pustelniczej
            natury" ...
            Pogodzona ze soba aleena
            • Gość: Misia Re: DO ALEENY IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 18.02.02, 16:55
              Prosciej byloby mi napisac krotko jak Andrzej, ze jestes normalna, a ty bys mi
              napisala, dziekuje i sprawa zalatwiona. No wiec napisze : jestes
              normalna .Aleena ja nie moge nikomu na nic pozwalac lub nie . Kazdy rzadzi
              swoim zyciem tak jak dla niego jest najlepiej. Ty sie bardzo mylisz, ja sie nie
              umartwiam moja rodzina,ja jestem w niej szczesliwa .Tylko czasami czuje sie
              chwilowo zmeczona i szukajaca odmiany na dzien lub dwa. Chyba podobnie jak ty
              moglabys radowac sie chwilowa odmiana w swoim zyciu. To jest to co chcialam ci
              powiedziec. System moich wartosci, napewno nie pasuje do kazdego. Nie kazdy
              musi miec rodzine i dzieci. Twoj wybor. Co do tego " kokonu" to chcialam tym
              slowem troche wiecej z ciebie wydobyc na temat twojego zycia, a nie obrazic
              cie. Zwroc uwage, ze to jest pytanie, a nie stwierdzenie. Mysle, ze szukasz
              troche potwierdzenia o slusznosci wybranej przez ciebie drogi, dlatego sie na
              mnie zdenerwowalas, ze napisalam nie po twojej mysli. Troche to przykre, ze
              okreslenie Matka Polka , jest uzywane w sposob ironiczny na tym forum , mnie to
              obojetne, co kto mysli o kobietach, ktore posiadaja meza i dzieci. Nie musze
              sie pytac innych czy to normalne.Pozdrawiam.
              • Gość: aleena Re: DO ALEENY IP: *.opole.dialup.inetia.pl 18.02.02, 21:39
                Gość portalu: Misia napisał(a):

                > Zwroc uwage, ze to jest pytanie, a nie stwierdzenie.
                Co do kokona to i owszem... ale Twoja wypowiedz do Kwieta byla juz
                wartosciowaniem mojego sposobu zycia...i to nie tylko zdecydowanie pejoratywnym
                (patrz fragment o cmentarzu...:((, wskazalas takze jedyna sluszna droge:
                rodzina.
                I tym zdaniem o zajmowaniu sie rodzina a nie samym soba... jasno powiedzialas,
                kto jest lepszy. Ty. I to stad i tylko stad pojawia sie ironia o Matce Polce...
                Masz prawo powiedziec, ze rodzina Cie uszczesliwia i jest byc moze najwazniejszą
                sprawą w Twoim zyciu. Gratuluje. Ale nie masz prawa mowic, ze ja tez tak musze
                zyc, bo inaczej bede gorsza... a wlasnie to powiedzialas.
                > Mysle, ze szukasz
                > troche potwierdzenia o slusznosci wybranej przez ciebie drogi, dlatego sie na
                > mnie zdenerwowalas, ze napisalam nie po twojej mysli.
                Nie. Ja czekam czy raczej czekalam na argumenty a nie na osadzanie mnie . Juz
                nie. Teraz juz wiem, ze jestem zwykla, mloda kobieta, ktora nie musi sie juz
                miotac w poszukiwaniu dla siebie miejsca. Ja je juz znalazlam. I dlatego walczę.
                I pewnie jeszcze niejeden boj przyjdzie mi stoczyc ;) Pzdr
                • Gość: Misia Re: DO ALEENY IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 21.02.02, 20:41
                  Rodzina jest rzeczywiscie dla mnie najwazniejsza w swiecie, ani moje dwa
                  fakultety, ani pozycja zawodowa, ani tym bardziej dobra materialne nigdy nie
                  beda stanowic dla niej konkurencji. Jesli mialabys okazje rozmawiac z kims kto
                  stoi w obliczu smierci to napewno nie powie ci ,ze zaluje iz za malo czasu
                  spedzil w pracy , badz czytajac ksiazki. Prawie napewno jednak moglabys
                  uslyszec ze zaluje iz nie spedzil wiecej czasu z bliskimi. Ja nie twierdze, ze
                  to jedynie sluszne stanowisko, to moje stanowisko i moje przemyslenia do
                  ktorych doszlam po wielu latach. Znam wiele samotnych, wartosciowych , madrych
                  kobiet i nie uwazam , ze jestem od nich lepsza, z tego powodu, ze mam rodzine,
                  a one nie, po prostu mysle, ze kazda z nas ma swoje powody do radosci. Czasem
                  tylko jest mi troche zal mojej cioci, osoby juz starszej, ktora jest sama i
                  mowi, ze chetnie zamienilaby sie z moja mama.
    • Gość: Andrzej do aleeny IP: *.unl.edu 18.02.02, 16:17
      Jestes normalna.
      • Gość: aleena Re: do aleeny IP: *.opole.dialup.inetia.pl 18.02.02, 16:27
        Dzięki ;))
        • Gość: Andrzej Re: do aleeny IP: *.unl.edu 18.02.02, 17:27
          Gość portalu: aleena napisał(a):

          > Dzięki ;))

          Prosze bardzo. Dla mnie miara czlowieka doroslego, dojrzalego emocjonalnie
          jest jego zdolnosc przebywania z samym soba w polaczeniu z odczuwaniem
          autentycznej radosci. Im mniej potrzebujesz innych by "byc soba", tym
          piekniejsze zycie jest Twoim udzialem. W pewnym sensie zazdroszcze Ci.
          Co nie oznacza ze nie chcialbym usiasc kolo Ciebie, przy kominku, i przyrzekam...
          nie odezwalbym sie ani slowem.
          Pozdr, Andrzej.
          • Gość: H.Hesse Re: do aleeny IP: *.prem.tmns.net.au 19.02.02, 01:53
            Einsam durch Nebel zu wandern
            leben ist Einsamkeit
            Kein Mensch kennt den andern
            Jeder ist allein.


            samotnie wedrowac wsrod mgiel
            zycie jest samotnoscia
            zaden z nas nie zna tak naprawde drugiego czlowieka
            Kazdy (z nas) jest sam
    • patab1 Re: Potrzeba samotności - dewiacja? 19.02.02, 14:21
      Jesteś normalna. Ciesz się sobą. Polecam książkę Clarissy Pinkola
      Estes "Biegnąca z wilkami". Nie zapomnij podzielić się wrażeniami.
      Pozdrowienia :-)
    • Gość: kas Re: Potrzeba samotności - dewiacja? IP: *.sosnowiec.sdi.tpnet.pl 19.02.02, 16:07
      jesteś normalna i ja tez (mam taka nadzieję)
      od imprez,dyskotek i towarzyskich spędów co wieczór wole przeczytać książke lub
      pobyc sama, nie różnimy się wiele wiekiem ale moja rodzina też zaczyna mnie
      nagabywac i wypominać, że powinnam wyjść do ludzi bo zostanę kiedyś sama
      a mnie tak jest dobrze, jak mam ochotę to czytam lub idę do kina ,czasem z kimś
      sie spotkam i porozmawiam a jedyne czego mi naprawdę brakuje to własne małe
      mieszkanie w którym wreszcie przestana mi zawracać głowę i doszukiwać się
      dziury w cały, przecież to w końcu moje zycie i to ja decyduję jak chcę je
      spędzać
      pozdrawiam
      kas
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka