Dodaj do ulubionych

czemu zdradzamy?

IP: *.int.warszawa.sint.pl 30.06.03, 11:25
Czemu ludzie sie bie zdradzaja? Czy dzieje sie to pod wplywem okolicznosci,
czy tez trzeba byc "podatnym" na uleganie pokusom i co o tym przesadza?
Obserwuj wątek
    • alfika Re: czemu zdradzamy? 30.06.03, 11:28
      Siebie - z wygodnictwa, kogoś - z głupoty.
      • Gość: Bart Re: czemu zdradzamy? IP: *.int.warszawa.sint.pl 30.06.03, 11:30
        A moze po prostu niedostatecznie mocno kogos kochamy?Jak sie kogos kocha
        naprawde to nic nas nie usprawiedliwia.
        • alfika Re: czemu zdradzamy? 30.06.03, 12:24
          Gość portalu: Bart napisał(a):

          > A moze po prostu niedostatecznie mocno kogos kochamy?Jak sie kogos kocha
          > naprawde to nic nas nie usprawiedliwia.

          Jak kiedyś kochaliśmy dostatecznie, to nie ma co szukać na boku, tylko
          przywrócić czasy świetności - a na to ani wysiłków, ani funduszy nie żal,
          prawda?
          Ale różne sytuacje są w życiu.
          Szczególnie jak sobie staramy się to życie skomplikować.
          • Gość: molly Re: czemu zdradzamy? IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 03.07.03, 11:55
            alfika napisała:

            > Gość portalu: Bart napisał(a):
            >
            > > A moze po prostu niedostatecznie mocno kogos kochamy?Jak sie kogos kocha
            > > naprawde to nic nas nie usprawiedliwia.
            >
            > Jak kiedyś kochaliśmy dostatecznie, to nie ma co szukać na boku, tylko
            > przywrócić czasy świetności - a na to ani wysiłków, ani funduszy nie żal,
            > prawda?
            > Ale różne sytuacje są w życiu.
            > Szczególnie jak sobie staramy się to życie skomplikować.
            >

            Czy miłości można wystawiać oceny (niedostatecznie, dostatecznie itd.). Moim
            (skromnym) zdaniem nie. To niestety już nie szkółka. Jest TAK albo NIE
            (zerojedynkowo). Czasami widzi się to nieostro - po jakichś wybojach
            albo "łomocie" życiowym. A sprawa się nie zmienia. Pzdr
            • alfika Re: czemu zdradzamy? 03.07.03, 12:39
              Gość portalu: molly napisał(a):

              > Czy miłości można wystawiać oceny (niedostatecznie, dostatecznie itd.). Moim
              > (skromnym) zdaniem nie. To niestety już nie szkółka. Jest TAK albo NIE
              > (zerojedynkowo). Czasami widzi się to nieostro - po jakichś wybojach
              > albo "łomocie" życiowym. A sprawa się nie zmienia. Pzdr

              "Dostatecznie" czy "niedostatecznie" dotyczy faktu, ze nie wszystko w życiu
              jest białe lub czarne i nawet, jeśli kochamy, to czasem bardzo nieudolnie to
              okazujemy - lub nie okazujemy.
              Te określenia nie dotyczą ocen, są normalnymi słowami w języku polskim (jako
              język, a nie przedmiot:).
              • Gość: molly Re: czemu zdradzamy? IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 03.07.03, 12:50
                alfika napisała:

                > Gość portalu: molly napisał(a):
                >
                > > Czy miłości można wystawiać oceny (niedostatecznie, dostatecznie itd.). Mo
                > im
                > > (skromnym) zdaniem nie. To niestety już nie szkółka. Jest TAK albo NIE
                > > (zerojedynkowo). Czasami widzi się to nieostro - po jakichś wybojach
                > > albo "łomocie" życiowym. A sprawa się nie zmienia. Pzdr
                >
                > "Dostatecznie" czy "niedostatecznie" dotyczy faktu, ze nie wszystko w życiu
                > jest białe lub czarne i nawet, jeśli kochamy, to czasem bardzo nieudolnie to
                > okazujemy - lub nie okazujemy.
                > Te określenia nie dotyczą ocen, są normalnymi słowami w języku polskim (jako
                > język, a nie przedmiot:).

                Ba, tyle, że między słowem a faktem kładzie się cień. Miałam na myśli odczucia,
                a tu (dla siebie) należy IMHO ś w i a d o m i e "upraszczać". Wszystko jest
                tak okropnie skłębione i popaprane...:)
                >
                • alfika Re: czemu zdradzamy? 03.07.03, 12:58
                  > Ba, tyle, że między słowem a faktem kładzie się cień. Miałam na myśli
                  odczucia,
                  >
                  > a tu (dla siebie) należy IMHO ś w i a d o m i e "upraszczać". Wszystko jest
                  > tak okropnie skłębione i popaprane...:)
                  > >

                  Co to jest imho?
                  Dlaczego skłębione i popaprane?
                  • Gość: molly Re: czemu zdradzamy? IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 03.07.03, 13:16
                    alfika napisała:

                    > > Ba, tyle, że między słowem a faktem kładzie się cień. Miałam na myśli
                    > odczucia,
                    > >
                    > > a tu (dla siebie) należy IMHO ś w i a d o m i e "upraszczać". Wszystko je
                    > st
                    > > tak okropnie skłębione i popaprane...:)
                    > > >
                    >
                    > Co to jest imho?
                    > Dlaczego skłębione i popaprane?

                    Przepraszam za ten wtręt. IMHO = In my humble opinion (niektórzy używają tego
                    typu skrótowców w e-korespondencji).
                    Skłębione jest wszystko ze wszystkim. I znów przepraszam za obcojęzyczny wtręt:

                    "No man is an Iland, intire of itselfe; every man is a peece of the Continent,
                    a part of the maine..." (To z J.Donne'a w pisowni oryginalnej - zajrzyj do
                    motta w "Komu bije dzwon").

                    A i tu masz rację. Skłębione tak, ale nie wszystko popaprane. Jeśli to tylko
                    potencjalnie (tu znów musiałabym Cię odesłać do klasyki - tym razem do praw
                    Murphy'ego. Pozdrowienia
                    A o cieniu pisał T.S.Elliot
                    • alfika Re: czemu zdradzamy? 03.07.03, 13:34
                      Gość portalu: molly napisał(a):

                      >
                      > Przepraszam za ten wtręt. IMHO = In my humble opinion (niektórzy używają tego
                      > typu skrótowców w e-korespondencji).
                      > Skłębione jest wszystko ze wszystkim. I znów przepraszam za obcojęzyczny
                      wtręt:
                      >
                      > "No man is an Iland, intire of itselfe; every man is a peece of the
                      Continent,
                      > a part of the maine..." (To z J.Donne'a w pisowni oryginalnej - zajrzyj do
                      > motta w "Komu bije dzwon").


                      Pewnie nie wiesz, bo skąd, ale ja czasem rozumiem obcy zwrot :) O ile nie
                      napiszesz tego jako: "nmiai,ioi;emiapotc,apotm...", oczywiście :)
                      Dziękuję :)

                      Co do kłębienia, rozejrzyj się wokół siebie. Nadal się kłębi?
                      • Gość: molly Re: czemu zdradzamy? IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 03.07.03, 14:02
                        alfika napisała:

                        > Gość portalu: molly napisał(a):
                        >
                        > >
                        > > Przepraszam za ten wtręt. IMHO = In my humble opinion (niektórzy używają t
                        > ego
                        > > typu skrótowców w e-korespondencji).
                        > > Skłębione jest wszystko ze wszystkim. I znów przepraszam za obcojęzyczny
                        > wtręt:
                        > >
                        > > "No man is an Iland, intire of itselfe; every man is a peece of the
                        > Continent,
                        > > a part of the maine..." (To z J.Donne'a w pisowni oryginalnej - zajrzyj do
                        >
                        > > motta w "Komu bije dzwon").
                        >
                        >
                        > Pewnie nie wiesz, bo skąd, ale ja czasem rozumiem obcy zwrot :) O ile nie
                        > napiszesz tego jako: "nmiai,ioi;emiapotc,apotm...", oczywiście :)
                        > Dziękuję :)

                        Winna jestem przeprosiny, mam nadzieję,że zostaną przyjęte 8). I troszke się
                        wstydzę... Nie zakładam, że język angielski - jak Churchill - znam tylko ja (bo
                        wtedy nie byłoby sensu go używać, nie chciałam też epatować ani Ciebie, ani
                        nikogo cytatami(wtrętami). Skróty takie jak m.in. IMHO, IMO, LOL itd. są dość
                        powszechne, ale jeszcze raz przepraszam. Natomiast pomysł przekazywania poezji
                        skrótowcami - bomba. No właśnie ROTFL (Rolling on the floor laughing):D
                        >
                        > Co do kłębienia, rozejrzyj się wokół siebie. Nadal się kłębi?

                        Rozejrzałem - kłębi się:P
                        >
                        • alfika Re: czemu zdradzamy? 03.07.03, 14:37
                          Gość portalu: molly napisał(a):

                          > Winna jestem przeprosiny, mam nadzieję,że zostaną przyjęte 8). I troszke się
                          > wstydzę... Nie zakładam, że język angielski - jak Churchill - znam tylko ja
                          (bo
                          >
                          > wtedy nie byłoby sensu go używać, nie chciałam też epatować ani Ciebie, ani
                          > nikogo cytatami(wtrętami). Skróty takie jak m.in. IMHO, IMO, LOL itd. są dość
                          > powszechne, ale jeszcze raz przepraszam. Natomiast pomysł przekazywania
                          poezji
                          > skrótowcami - bomba. No właśnie ROTFL (Rolling on the floor laughing):D
                          > >
                          > > Co do kłębienia, rozejrzyj się wokół siebie. Nadal się kłębi?
                          >
                          > Rozejrzałem - kłębi się:P
                          > >

                          To się nazywa mieć poczucie humoru :)
                          Ale z tym kłebieniem to trochę przesadziłaś :)))
                          • Gość: molly Re: czemu zdradzamy? IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 03.07.03, 14:46
                            alfika napisała:

                            > > > >
                            >
                            > To się nazywa mieć poczucie humoru :)
                            > Ale z tym kłebieniem to trochę przesadziłaś :)))
                            >

                            Nie wiem dlaczego wyczuwam "cieniutką" ironię w zdaniu o poczuciu humoru;)
                            ale wciąż nie wiem czy przeprosiny przyjęte. No popatrz sama - nie kłębi się??
                            • alfika Re: czemu zdradzamy? 04.07.03, 07:48
                              Gość portalu: molly napisał(a):

                              > alfika napisała:
                              >
                              > > > > >
                              > >
                              > > To się nazywa mieć poczucie humoru :)
                              > > Ale z tym kłebieniem to trochę przesadziłaś :)))
                              > >
                              >
                              > Nie wiem dlaczego wyczuwam "cieniutką" ironię w zdaniu o poczuciu humoru;)
                              > ale wciąż nie wiem czy przeprosiny przyjęte. No popatrz sama - nie kłębi się??


                              Nie było grama ironii :)Wszystko przyjęte - formę doceniłam, ot co :)
                              Od wczoraj patrzyłam otwarcie i potem nawet podglądałam, nic się nie kłębiło,
                              naprawdę!

                              Może masz kotka w domu? Jak masz, to może się coś czasem kłębić...
                              • m.malone Re: czemu zdradzamy? 04.07.03, 13:04
                                alfika napisała:

                                > Gość portalu: molly napisał(a):
                                >
                                > > alfika napisała:
                                > >
                                > > > > > >
                                > > >
                                > > > To się nazywa mieć poczucie humoru :)
                                > > > Ale z tym kłebieniem to trochę przesadziłaś :)))
                                > > >
                                > >
                                > > Nie wiem dlaczego wyczuwam "cieniutką" ironię w zdaniu o poczuciu humoru;)
                                > > ale wciąż nie wiem czy przeprosiny przyjęte. No popatrz sama - nie kłębi s
                                > ię??
                                >
                                >
                                > Nie było grama ironii :)Wszystko przyjęte - formę doceniłam, ot co :)
                                > Od wczoraj patrzyłam otwarcie i potem nawet podglądałam, nic się nie kłębiło,
                                > naprawdę!
                                >
                                > Może masz kotka w domu? Jak masz, to może się coś czasem kłębić...

                                Alfiko, to ja, molly (teraz piszę z adresem), dzięki za dobre słowo. Kotka mam,
                                ale chyba w głowie:), a w domu psa (siunię - bardzo kochaną). A ty masz kotka
                                (w domu)? Pozdrowienia Molly
                                PS. okrutnie wcześnie wstajesz
                                • alfika Re: czemu zdradzamy? 04.07.03, 13:11
                                  m.malone napisał:

                                  > Alfiko, to ja, molly (teraz piszę z adresem), dzięki za dobre słowo. Kotka
                                  mam,
                                  >
                                  > ale chyba w głowie:), a w domu psa (siunię - bardzo kochaną). A ty masz kotka
                                  > (w domu)? Pozdrowienia Molly
                                  > PS. okrutnie wcześnie wstajesz

                                  Nie mam kotka w domu, ale psiunię mam i masz tu rację - ona też potrafi
                                  skłębić. Ale nie tak, jak kot, koty są zdecydowanie skuteczniejsze w
                                  kłębieniu :)
                                  A Twój dopisek, jeśli będę mogła, pokażę szefowi przed podziałem premii...

                                  Pozdrawiam :)))
                                  • komandos57 Bo jestes genetycznym po jebe m 04.07.03, 13:17
                                    I zdradzasz!Komu to wadzi?Tobie pojebie i pojebko.
                                  • m.malone Re: czemu zdradzamy? 04.07.03, 13:51
                                    alfika napisała:

                                    > m.malone napisał:
                                    >
                                    >> Pozdrowienia Molly
                                    > > PS. okrutnie wcześnie wstajesz
                                    >
                                    > Nie mam kotka w domu, ale psiunię mam i masz tu rację - ona też potrafi
                                    > skłębić. Ale nie tak, jak kot, koty są zdecydowanie skuteczniejsze w
                                    > kłębieniu :)
                                    > A Twój dopisek, jeśli będę mogła, pokażę szefowi przed podziałem premii...

                                    Myślisz,że to podziała na szefa? Mam nienajlepsze doświadczenia:\

                                    Twoją psiunię całujemy razem z moją Jotą w pyszczek (a i Ciebie, jeśli Cię to
                                    nie obrazi). Sprawa kot/pies... Tu znowu muszę sie na kimś oprzeć: wyszła
                                    kiedys taka książeczka "Bo kot to jest kot, a pies to jest pies" - zbiór
                                    wierszy TS Eliota na ten właśnie temat. pozdrowienia M.
                                    >
                                    > Pozdrawiam :)))
                                    • komandos57 Dupczyles dzika ges? 04.07.03, 13:55
                                      Ona ma ogon a ty nic.
                                    • alfika Re: czemu zdradzamy? 04.07.03, 13:59
                                      m.malone napisał:

                                      > Myślisz,że to podziała na szefa? Mam nienajlepsze doświadczenia:\


                                      No, pomyślę, czy ryzykować :)
                                      A moja Baja pewnie się najeży na poczatku, ale nie należy się wystraszać, zaraz
                                      się przekona :)
                                      Cieplutko i na dodatek weekendowo!
                                      • komandos57 Re: czemu zdradzamy? 04.07.03, 14:01
                                        alfika napisała:

                                        > A moja Baja pewnie się najeży na poczatku, ale nie należy się wystraszać,
                                        zaraz
                                        //////////////////////////////////////////////////////////////////////////////
                                        A moja baja jest najezona.Chcesz poczuc?
                                      • m.malone Re: czemu zdradzamy? 04.07.03, 14:08
                                        alfika napisała:

                                        > m.malone napisał:
                                        >
                                        > > Myślisz,że to podziała na szefa? Mam nienajlepsze doświadczenia:\
                                        >
                                        >
                                        > No, pomyślę, czy ryzykować :)
                                        > A moja Baja pewnie się najeży na poczatku, ale nie należy się wystraszać,
                                        zaraz
                                        >
                                        > się przekona :)
                                        > Cieplutko i na dodatek weekendowo!

                                        Mnie się Bajeczka nie przestraszy. Mam sposób na psy (działa także na małe
                                        dzieci - tak że i jedne i drugie jakoś mnie lubią). Dziękuję. Też cieplutko:)
                                        A i tak siedzę (niemal stale) przy komputerze. Hi!
                                        >
                                        >
            • derwishek Re: czemu zdradzamy? 09.07.03, 16:14
              Szukamy nowych doswiadczen,to tylko sex,przeciez kocha sie tylko te jedyną,czyż
              nie?
              • Gość: ewa moritz Re: czemu zdradzamy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.03, 12:51
                zdrada to wielka porażka. nic potem nie bedzie juz takie samo...
                niczego nie odbudowuje sie tak ciężko jak zaufania.
    • Gość: M. Re: czemu zdradzamy? IP: *.stacje.agora.pl 30.06.03, 11:49
      Myślę, że dlatego, że czegoś nam brakuje w związku, nie spełnia on naszych
      oczekiwań. Co oczywiście nie usprawiedliwia zdrady. Poza tym ludzie tkwią
      czasem w tak "popapranych" układach, z których nie mogą się wyzwolić, a serce
      nie sługa.
    • sdfsfdsf Re: czemu zdradzamy? 30.06.03, 12:17
      dlaczego? bo napakowali swoje puste lby kupa idealow ktore nijak sie maja do
      zycia i rzeczywistosci, zyja modelami lansowanymi przez tv w serialach i
      filmach, bawia sie w aktorow i to przewaznie w marnych sztukach, a to wszystko
      z ogarniajacej ich co 5 minut nudy i poczucia bezsensu, takie lazace,
      przelewajace sie przez rece, galaretowate stwory, zmieniajace co chwila swoje
      zdanie i cele zyciowe, plynne charaktery i zapatrywania, obrzydliwe sa te
      ludzie, dobrze ze jestem ubermensch he he
      • Gość: anka Re: czemu zdradzamy? IP: *.lublin.mm.pl 02.07.03, 09:48
        nigdy nie mów nigdy...;)
        • alfika Re: czemu zdradzamy? 02.07.03, 09:58
          Gość portalu: anka napisał(a):

          > nigdy nie mów nigdy...;)

          A Ty powiedziałaś.
    • Gość: Karina Re: czemu zdradzamy? IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 30.06.03, 13:28
      Bo jestem w popapranym układzie na własne życzenie.
      Bo wyszłam za mąż bo nie chciałam go skrzywdzić. A tego kogo kocham nie mogę
      zostawić. By też go nie skrzywdzić. Wszystko to jest chore i sama już nic nie
      rozumiem. Coraz częściej myślę o skończeniu z sobą bo nie potrafię wyjść z tej
      sytuacji. Wyrzuty sumienia, świadomość krzywdzenia obu stron staje się nie do
      zniesienia.
      • Gość: Dora Re: czemu zdradzamy? IP: *.int.warszawa.sint.pl 30.06.03, 14:43
        A czy wiesz czego Ty chcesz?
        • Gość: Karina Re: czemu zdradzamy? IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 30.06.03, 14:57
          Spokoju? Spokoju ducha? Cokolwiek zrobię ktoś będzie skrzywdzony. W tej chwili
          obie osoby są krzywdzone.
          Idę w piątek do psychologa. Kolejne podejście.
          Wiem, że ta sytuacja nie jest normalna. Od trzech lat niszczę innych i siebie.
          • Gość: Dora Re: czemu zdradzamy? IP: *.int.warszawa.sint.pl 30.06.03, 15:05
            Ale w takiej sytuacji nikt nie jest szczesliwy. A Ty chyba najbardziej... Teraz
            cierpia 3 osoby, a moze byc tak,ze bedzie cierpiala tylko jedna. I to tez nie
            na zawsze, bo dasz jej szanse zbudowania sobie zycia od nowa, i szanse na bycie
            szczesliwym z kims innym.
            Zycze duzo odwagi i madrych decyzji.
            • Gość: Karina Re: czemu zdradzamy? IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 30.06.03, 15:09
              Dziękuję... Nie spodziewałąm się, że ktoś odpowie i w dodatku nie obrzuci mnie
              błotem.
              Ja to wiem, że muszę skończyć, Boże, wiem od trzech lat, ale nie potrafię
              podjąć decyzji, w którą stronę pójść. Uciekam przed wszystkim.
      • Gość: max Re: czemu zdradzamy? IP: *.petrobaltic.com.pl 02.07.03, 10:25
        jestes madra dziewczyna
        chcialbym Ciebie pocieszyc
        wsadzic Ci?
    • Gość: 212 Re: czemu zdradzamy? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.06.03, 14:50
      Wiesz Karina, jestem w podobnej sytuacji jak Ty. no może już ciut innej,
      wreszcie (po prawie 2 latach) dotarłem do dna...muszę odejsć. Wiem, że to
      bardzo trudne, ale dalsze ciągnięcie tego związku krzywdzi także tę osobę
      której nie chcesz skrzywdzić...my te osoby poprostu oszukujemy, a one obawiam
      się, w świętej naiwności myślą że to mnie. Nie minie, coś już sie wypaliło...Ja
      w pewnym sensie jestem takim popaprańcem, zdradzałem i byłem zdradzany...a
      wciąż mówiliśmy kocham...to stało się nie do zniesienia. Przerosło mnie to
      wszytko, i pewnie dalej bym uciekał przed życiem gdybym nie spotkał kogoś kto
      uświadomił mi jak jałowo żyłem...chcę teraz o Nią walczyć, choć obwawiam się
      czy nie jest za późno, a będę próbował. Wiem że to nie łatwe, ale policz sobie
      ile osób jest teraz nieszczęśliwych a ile będzie jak odejdziesz?...Powodzenia i
      siły życzę...nie warto tkwić w popapranych układach...zrozumiałem to...szkoda
      że zmarnowałem tyle czasu.
      • Gość: Karina Re: czemu zdradzamy? IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 30.06.03, 15:04
        Ja to ciągnę od trzech lat. zakochałam się w człowieku, który był (i jest) dla
        mnie toskyczny. Gdy uwolniłam się od niego, spotkałam kogoś innego. Ale okazało
        się, że ten toksyczny nie ma zamiaru się ze mną rozstać. A co najgorsze, ja nie
        mogę się wyzwolić od kochania go. Wyszłam za mąż za innego myśląc, że to pomoże
        tamto przerwać. No i tez dlatego, bo nie potrafiłam odmówić!!! Tak, wiem,
        chore, nikt nie może tego zrozumieć. W XXI wieku takie historie?
        I w rezultacie ciagnę te obie sprawy, nie mogąc się wyzwolić z uczucia do
        człowieka, który chyba na nie nie zasługuje.
        • Gość: Dora Re: czemu zdradzamy? IP: *.int.warszawa.sint.pl 30.06.03, 15:06
          Tym bardziej pomysl o sobie!!!!!!!!!!!!
          • Gość: Karina Re: czemu zdradzamy? IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 30.06.03, 15:32
            Tylko tamten nie uznaje słowa "Nie". Chciałam skończyć z nim wielokrotnie, ale
            on za każdym razem powtarza, że ja muszę z nim być. I zaczyna się "jazda".
            Przyjeżdżanie do pracy, pod pracę, "spotykanie" mnie na ulicy... Zamykam się,
            biorę zwolnienie, mam tydzień spokoju a mąż tylko nie rozumie, dlaczego nie
            chcę nawet wyjść do sklepu. Tamten stosuje różne szantaże, gdy nie pomaga
            agresja, płacze i błaga. Z jednej strony boję się go, z drugiej są chwile, gdy
            chciałabym rzeczywiście z nim być. I byłabym, gdyby nie mąż...
            Sama już się gubię. Raz czuję, że kocham, raz czuję, że to strach.
            Czy psycholog może mi coś pomóc? Skoro ja sama nie wiem co czuję...
            • Gość: Dora Re: czemu zdradzamy? IP: *.int.warszawa.sint.pl 30.06.03, 15:36
              A czy Ty kochasz obu? Ja myslalam, ze to maz CIe szantazuje i nie pozwala
              odejsc. CHcesz odejsc od meza czy od tego drugiego?
              Mysle ze pojscie do psychologa (albo samo postanowienie pojscia) jest dobrym
              znakiem,ze chcesz cos zmienic i ze nie chcesz tak dalej zyc.
              • Gość: Karina Re: czemu zdradzamy? IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 30.06.03, 15:45
                To były narzeczony nie chce rozstania. Jeśli kogoś kocham, to niestety jego.
                Chcę zmienić sytuację, ale sama nie wiem czego chcę... Pójdę do psychologa,
                tylko nawet nie wiem co mam powiedzieć. Od kilku dni próbuję usiąść i poskładać
                sobie myśli, ale kartka pozostaje pusta.
                Nie potrafię nawet logicznie opowiedzieć mojej historii.
                Gdybym zdecydowała się odejść od męża, to mogę tylko zamieszkać u mamy. Już
                byłataka sytuacja, kilka miesięcy temu. Wróciłam do męża widząc jak cierpi on
                oraz moja mama, która bardzo go lubi (a poprzedniego narzeczonego nienawidzi).

                Zaraz muszę wyjść (piszę z pracy). :(
                Dora, czy jesteś psychologiem? A jeśli nie, to czy chodziłaś może do psychologa?
                Ja próbowałam i mam złe wspomnienia. Kiedyś w liceum, a później w ciągu
                ostatnich trzech lat próbowałam dwa razy. Nie wyszło mi jednak.

                Pozdrawiam
                • Gość: kk Re: czemu zdradzamy? IP: *.jci.com 01.07.03, 02:13
                  ja i bylam u psychologa i jestem psychologiem :)
                  jestem tez kobieta i dylematy sercowe takie jak Twoje nie sa mi obce
                  jesli chcesz to napisz na k1k2@gazeta.pl
                • Gość: Dora Re: czemu zdradzamy? IP: *.int.warszawa.sint.pl 01.07.03, 09:29
                  Nie, nie jestem psychologiem, i nie bylam u psychologa,ale na pewno tez
                  potrzebuje pomocy. Ale tak jak Ty mam straszne problemy z podejmowaniem decyzji
                  i wiem jakie to jest meczace. Najbardziej sie boje zburzenia tego stanu co
                  teraz jest. Nie wiem czemu? Moze daje mi jakies poczucie bezpieczenstwa? Jestem
                  tchorzem.
                  • Gość: Karina Re: czemu zdradzamy? IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 01.07.03, 11:06
                    Mnie moja sytuacja nauczyła jednego: nie oceniać innych. Lubie słuchac cudzych
                    historii, ale denerwują mnie opinie: "Jaka ta baba głupia, dawno powinna
                    zostawić tego durnia", gdy słyszymy o jakimś zawirowanym związku. Nie jesteśmy
                    wszyscy identyczni, są naprawdę różne okoliczności i gdy sami ich nie
                    przeżyliśmy to ich nie rozumiemy. I dlatego nie możemy oceniać.
                    • Gość: wadera Do Kariny IP: *.pkobp.pl 02.07.03, 11:24
                      Karina, byłam w toksycznym związku, przed poznaniem mojego męża zakończyłam
                      go. Powiem Ci jedno, facet dał mi spokój dopiero, jak wyszłam za mąż, ale
                      miałam to szczęście, że mnie nie nachodził. Jego toksycyzm polegał m.in. na
                      tym, że przyciąga kobietę jak magnes, uwolnić się jest bardzo ciężko, ma w
                      sobie coś takiego, i zawsze tak odwrócił mi kota ogonem, że ja byłam
                      wszystkiemu winna i tak się rzeczywiście wreszcie czułam (np. spóźnił się do
                      mnie 2 godziny i to była moja wina - wniosek: chory człowiek). Jestem zwykle
                      tolerancyjna i zgodna, ale potrafię być uparta, kiedy czuję, że ktoś robi mnie
                      w "konia". Tak więc pokazałam mu wreszcie drzwi. Dasz wiarę, że spotkałam się
                      z nim potem i było coś ...? Ale to był gwóźdź do trumny, zerwałam, bo już
                      wiedziałam, że nic się nie zmieni.
                      Potem poznałam mojego męża. Jest wspaniałym facetem, cudownym i ciepłym,
                      czasami stanowczym. Bardzo go kocham, ale czy potrafię to właściwie okazać,
                      nie wiem. Za dużo było w życiu "upadków" i bolało serduszko, żebym mogła być
                      bezgranicznie ufna i bezkrytyczna. Zresztą rozdzielają nas jego małe
                      kłamstewka czy też zatajanie prawdy. Czasem nawet mam wątpliwości, czy to
                      miłość. Za dużo było w moim życiu łez. Mam blokadę przed miłością, Karina.
                      Piszę, że kocham, bo tak myślę i czuję w tej chwili, ale jutro co będę czuła,
                      nie wiem. Boję się, bo posiadam coś takiego, co nazywa się chyba instynktem
                      samozniszczenia. Palę za sobą mosty. Nie potrafię czasem zatrzymać się ... A
                      jeśli go stracę, to co będzie? Myślę sobie i wmawiam sobie, że nic - to moja
                      obrona przed kolejną klęską. Nie będę się zarzekać, że nie myślę o innych
                      mężczyznach, jakby to było. Każdy/a z nas marzy i co z tego? Nic, o ile
                      człowiek zna granice i nie przekracza ich naprawdę, a nie w wyobraźni.
                      Karina, musisz wybrać swoje szczęście - spróbuj określić, co sprawia, że się
                      uśmiechasz, że czujesz się szczęśliwa, z kim jest to związane lub kto jest
                      wtedy w pobliżu.
                      Potem pomyśl, jak będzie wyglądać Twoje życie za 10-20 lat z jednym i z drugim
                      z tych mężczyzn. A może trzeba uwolnić sie od nich obu? Tylko czy jesteś
                      gotowa na tak olbrzymią i stresogenną zmianę podstaw życiowych - zmiana
                      miejsca zamieszkania itp. TY i tylko TY musisz to ocenić. I żaden psycholog
                      nie da Ci gotowej odpowiedzi. Bo jego zadaniem jest jedynie przybliżyć Cię do
                      podjęcia decyzji. Po co więc wywalać na to kasę, poradzisz sobie.
                      Pozdrawiam Cię ciepło i życzę uporu i konsekwencji w działaniu. Wokół Ciebie
                      jest więcej takich ludzi jak Ty.
                      • Gość: Karina Re: Do Kariny IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 02.07.03, 14:20
                        Dziękuje za te wszystkie słowa otuchy... Aż mi trudno uwierzyć, że są osoby,
                        które miały czy mają podobny problem i dlatego nie określą mnie krótko
                        jako "puszzalską dziwkę".
                        W moim przypadku niestety ślub nic nie pomógł. Poprostu tamten uważa, że skoro
                        byliśmy 7 lat, to nie możemy się już rozstać, inna wersja: "skoro poświęciłem
                        ci 7 lat, to coś mi się od ciebie należy", "skoro cvzekam na ciebie 3 lata to
                        musisz do mnie wrócić", "to co, że chcesz odejść, ja nie chcę i koniec"
                        itp. ...
                        Psycholog na szczęście, na razie, bezpłatny, koleżanka koleżanki. Chcę
                        spróbować, zobaczyć czy to coś da.
                        Pozdrawiam...
                    • Gość: talomai Re: czemu zdradzamy? IP: 213.216.82.* 02.07.03, 14:04
                      Karina
                      Jestem w stanie zrozumieć twoją sytuację i szczerze ci wspólczuję. Kiedyś
                      byłam w podobnej sytuacji - miał problem z zakończeniem toksycznego związku i
                      jednocześnie powoli wchodziłam w drugi. Na szczęście "toksyczny" podjął
                      najmądrzejszą decyzję w całym naszym osmioletnim zwiazku i po prostu odszedl w
                      najlepszym momencie, widzac jak mi ciezko podajc ta decyzje, a zdrugiej storny
                      widzac to, ze nie bede z nim nigdy do konca szczesliwa. zrobil to w taki
                      sposob ze juz nie mialam ochoty wracac.

                      Nie chcę do tego wracać nawet w taki sposób, więc wybacz, że nie napisze więcej
                      na ten temat. Jedyne co moge poradzić to maksymalne odcięcie się od którejś ze
                      stron (sama nie wiesz jeszcze od kogo) i RADYKALNA DECYZJA! Inaczej się nie da,
                      uświadom sobie wreszcie swój wybór, co ci daje szczęście, co jest dla ciebie
                      ważniejsze, który z nich. Czy więcej radości daje ci bycie w toksycznym związku
                      z osobą, którą mimo wszystko kochasz, czy z mężem, który daje ci spokój i
                      stabilizację. Wydaje mi sie że problem może być złożony - że ty tak naprawdę
                      potzrebujesz i stabilizacji i problemów, które masz z tym "toksycznym
                      mężczyzną". musisz gleboko sie zastanowic i nie ciagnac tego dluzej. pamietaj
                      ze czas jest najlepszym lekarstwem, bedzie ci ciezko, ale warto przeczekac dla
                      dalszego spokoju.
                      zycze ci wytrwalosci i wewnetrznej sily.
                      • Gość: Karina Re: czemu zdradzamy? IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 02.07.03, 14:23
                        Tylko, że toksyczny nie chce odcięcia. :( Potrafi mnie najść w pracy, czekac
                        pod nią, czekać pod domem. Przy okazji szantażować mnie groźbami wobec mojego
                        męża, wobec mnie...
                        Ech...
                        • Gość: talomai Re: czemu zdradzamy? IP: 213.216.82.* 02.07.03, 15:30
                          Moze sprecyzujmy - chcesz zakonczyc ten toksyczny zwiazek ale nie wiesz jak?
                          czy nie chcesz? Jesli chcesz to przeciez wszystko da sie zakonczyc, on pewnie
                          widzi jak ci trudno i caly czas probuje sobie udowodnic ile dla ciebie znaczy.
                          ja tez przez to przeszlam, powiem ci ze nawet mu sie udalo mnie zmusic do
                          powrotu, po czym zalowalam juz nastepnego dnia, ze znow w to wdeplam. Im
                          dluzsze rozstanie tym zaczyna byc latwiej, uswiadamiasz sobie ze swiat tez
                          kreci sie bez niego. moze warto sprobowac. po pierwsze OSTATECZNA DECYZJA i nie
                          daj ssie nabrac na kolejne sztuczki. napisz mi co ty do niego czujesz, ktorego
                          z nich kochasz, za co ich cenisz, co ci sie w nich podoba, co jest wazne dla
                          ciebie w tych zwiazkach, bedzie mi latwiej doradzic - jesli takowej porady
                          potrzebujesz. pozdrawiam
                        • Gość: talomai Re: czemu zdradzamy? IP: 213.216.82.* 02.07.03, 15:32
                          a... i nie daj sie nabrac na szantaz... to tylko pokazuje jego bezsilnosc w tej
                          sytuacji. wszytsko zalezy od ciebie.
                          • Gość: Karina Re: czemu zdradzamy? IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 03.07.03, 09:25
                            Wiem, że jest osobą toskyczną a jednocześnie jest wiele chwil gdy czuję się
                            przy nim dobrze. Przez 7 lat bycia razem dostosowaliśmy się, bawią i cieszą nas
                            te same rzeczy... Choć czasem zastanawiam się, że to chyba ja bardziej
                            wiedziałam jak mu sprawić przyjemność... Wiedziałam jak zorganizować wyjazd,
                            jakie podsunąć mu książki, filmy, wystawy. I w większości też mi się to
                            podobało co i jemu... Przy mężu okazuje się, że coraz więcej nas rózni. Drażni
                            mnie, gdy widzę z jakich filmów się śmieje, jakimi książkami się zachwyca. Z
                            byłym rozumieliśmy się w pół słowa, niemal telepatycznie.
                            Przepraszam. Sama nie potrafię sprecyzować czego chcę. :( Wizyta u psychologa
                            już jutro a ja nie wiem co jej powiedzieć, jak wytłumaczyć po co przyszłam...
                            • Gość: Agnieszka Re: czemu zdradzamy? IP: *.waw-smy.sint.pl 03.07.03, 09:43
                              Przeczytałam wszystkie Twoje wypowiedzi, i wesz co uwazam że oni obaj Cie
                              niszczą;( Ja też jestem w toksycznym związku i nie potrafie się uwolnić, w
                              jednej chwli chce a w drugiej wypobrażam sobiejak ja dam sobie radę i dalej
                              brnę w to .... :(
                              Trzymam za Ciebie kciuki, napewno dasz radę .
                              Pozdrawiam
                              • Gość: Karina Re: czemu zdradzamy? IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 03.07.03, 11:25
                                Cokolwiek zrobię, kogoś skrzywdzę... Do tego dochodzi rodzina... Nie
                                potrafiłabym póżniej wyjść na ulicę by przypadkiem kogoś nie spotkać...
                                Gdy marzę o przyszłości, widzę w niej byłego narzeczonego, jestem niczym
                                uzależniona od niego. :(
                                Dziękuję za wszystkie dobre, pomocne słowa i otuchę.
                                • Gość: Pola Do Kariny IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 03.07.03, 14:33
                                  Karina, czytałam Twoje wypowiedzi i chciałabym Cię o coś zapytać, jeśli
                                  oczywiście zechcesz się odezwać. Mam problem może podobny, ale jestem w nim
                                  inną stroną. Może pomogłabyś mi coś zrozumieć?
                                  • Gość: Karina Re: Poli IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 03.07.03, 14:51
                                    Gość portalu: Pola napisał(a):

                                    > Karina, czytałam Twoje wypowiedzi i chciałabym Cię o coś zapytać, jeśli
                                    > oczywiście zechcesz się odezwać. Mam problem może podobny, ale jestem w nim
                                    > inną stroną. Może pomogłabyś mi coś zrozumieć?

                                    Ja sama nic nie rozumiem. Przynajmniej w mojej sytuacji. :)
                                    Pisz:
                                    kar_ina@tlen.pl
                            • Gość: talomai Re: czemu zdradzamy? IP: 213.216.82.* 03.07.03, 11:32
                              w takim razie dlaczego chcesz sie go pozbyc?
                              musisz zmierzyc wlasne uczucia wedlug sobie znanej miary. wiem z doswiadczenia,
                              ze w takich sytuacjach nie jest w stanie nikt pomoc, jedynie ty sobie sama i
                              ewentualnie rozmowy z zaufana osoba.
                              czasem milosc jest glupia, ta jej glupota przeraza, ale trudno zrezygnowac z
                              tego calego wariactwa, bo trzyma tych kilka chwil szczescia, ktore sie razem
                              przezywa, przykurzone wspomnienia etc. musisz sama zadecydowac czy warto dla
                              tego wszystkiego byc razem, czy masz wiecej korzysci czy nie. i nie mysl ze
                              kogos skrzywdzisz odchodzac,najwazniejsze podjac decyzje i nie ogladac sie
                              wstecz, bo nigdy nie przerwiesz tego zakletego kregu. łez nie da sie uniknac.
                              mi osobiscie wydaje sie, ze ty gdzies gleboko wybralas ten toksyczny zwiazek,
                              ale boisz sie rozwodu i skutkow rozwiazania calej tej sytuacji - co pomysla
                              inni, rodzina. itd
                              • Gość: Karina Do talomei IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 03.07.03, 14:53
                                Jest chyba właśnie tak jak napisałaś. Wybrałam ten toksyczny, ale jednak się go
                                boję i boję się całych następstw. I tak tkwię i gniję. :(
                                • Gość: stary Re: Do talomei IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 03.07.03, 15:09
                                  Gość portalu: Karina napisał(a):

                                  > Jest chyba właśnie tak jak napisałaś. Wybrałam ten toksyczny, ale jednak się
                                  go
                                  >
                                  > boję i boję się całych następstw. I tak tkwię i gniję. :(

                                  Nie, z tym "wybrałaś/wybrałam" nie mogę się zgodzić. Co prawda mówi się, że
                                  człowiek jest kowalem... czy jak sobie pościelesz itd. ale tak do końca nie
                                  tylko my sami decydujemy o tym że "to" się dzieje i "tak" sie dzieje.
                                  Ostatecznie w tym wszystkim uczestniczą trzy świadome "podmioty" i to wszystko
                                  co się z nimi dzieje. Tyle, Karina, że chyba już najwyższy czas (dla Twojego
                                  zdrowia) wejść w rolę "kowala". Nawet jesli na początku stłuczesz sobie
                                  boleśnie palec, to i tak chyba nie bedzie gorzej. Trzymaj się:)
                                  • alfika Re: Do "namawiaczy" 04.07.03, 08:04
                                    Gość portalu: stary napisał(a):

                                    >
                                    > Nie, z tym "wybrałaś/wybrałam" nie mogę się zgodzić.


                                    Czy ktoś poza Kariną wie, na czym polega toksyczność tego, którego wybrała (JAK
                                    SAMA PISZE)? - poza oczywiście szantażami i nachodzeniem (to można z
                                    powodzeniem nazwać walką o miłość - a na pewno nie można tego wykluczyć).

                                    Zaczynam mieć wrażenie, że jesli Wam pomogły krople na serce, to pomogą każdemu
                                    na wszystko- od grypy do bólu nogi.
                                    A może to nie jest jednak ta sama sytuacja, w której byliście i w której teraz
                                    jest Karina?
                                    Bo to już mocna przesada wmawiać komuś, kto mówi o tym, co wybrał (i co widać
                                    po każdym poście), że wcale nie wybrał.
                        • Gość: stary Re: czemu zdradzamy? IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 03.07.03, 12:31
                          Gość portalu: Karina napisał(a):

                          > Tylko, że toksyczny nie chce odcięcia. :( Potrafi mnie najść w pracy, czekac
                          > pod nią, czekać pod domem. Przy okazji szantażować mnie groźbami wobec mojego
                          > męża, wobec mnie...
                          > Ech...

                          Karino
                          niewiele możemy Ci pomóc radami na tym forum, ale jeśli Twój mąż Cie kocha i Ty
                          jego, nie szukaj psychologów, tylko pomocy poszukaj u Niego. Jestem jak sie
                          domyślasz mężczyzną (i to naprawdę starym - ten mój nick to nie przypadek) i
                          mogę tylko powiedzieć, że stawianie sprawy "po x latach nie możesz odejść"
                          albo "po x latach COŚ mi się należy" jest przejawem infantylizmu, a od
                          dorosłych ludzi należy wymagać dojrzałości. Dlatego musisz przeciąć ten
                          bolesny "wrzód". Niestety nie znam sposobu na bezbolesne wykonanie takiego
                          zabiegu, ale potem - po przecierpieniu - dojdziesz do siebie i Ty i Twój mąż, a
                          przede wszystkich ochronicie to co jest między wami.
                          Przepraszam, że wtrącam swoje trzy grosze nawet nie czytając wszystkich postów
                          bo skoncentrowałem się na tym, jak Ty to odczuwasz i choć moja rada jest prosta
                          czy wręcz prostacka, powtarzam: najlepszym psychologiem dla Ciebie będzie ten,
                          którego kochasz i on Ci pomoże w Twojej walce. Miłość to nie tylko seks,
                          kwiaty, świece do kolacji, a przede wszystkim wsparcie (i wiele innych
                          rzeczy,których wyliczanie byłoby trywialne). Byłem kilka razy w życiu i w
                          pozycji wspierającego i tego, który potrzebował wsparcia, piszę więc opierając
                          się na własnym doświadczeniu. Jeśli wy sobie nie pomożecie, nie pomoże Wam
                          NIKT. Uwierz w niego, uwierz w siebie i... życzę Ci - podobnie jak inni
                          forumowicze - powodzenia. Pozdrawiam bardzo serdecznie:)
                          • Gość: talomai Re: czemu zdradzamy? IP: 213.216.82.* 03.07.03, 12:48
                            forum dla kariny to rodzaj wewnetrznej terapii, ale to ona dla siebie bedzie
                            najlepszym psychologiem. poperam starego, jesli chcesz budowac zwiazek z
                            ktoryms z tych dwoch mezczyzn o ktorych piszesz poszukaj kola ratunkowego w
                            jednym z nich - w tym, z ktorym chcesz budowac przyszlosc. tylko wyjasnienie
                            sprawy pozwoli ci spokojnie i szczesliwie zyc. niedomowienia i klamstwa nie sa
                            najlepszym rozwiazaniem, kawa na lawe i tyle. jesli uda wam sie przez to
                            przejsc - jestescie na prostej.
                            powodzenia
                            • Gość: stary Re: czemu zdradzamy?Do Kariny IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 03.07.03, 12:53
                              A może pokażesz mu Twój wątek (przynajmniej) z tego forum? Albo jeszcze lepiej
                              całe...
                              • Gość: Karina Do talomai i starego IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 03.07.03, 15:01
                                Przepraszam, że tak piszę o sobie. Fakt, to forum pomaga mi trochę rozjaśnić
                                sytuacje przed samą sobą, bo zazwyczaj uciekałam od myślenia, żyłam chwilą, nie
                                mogłam się z tego wyplątać, wypycham problem z siebie.
                                W moim sercu tkwi mój były, ten toksyczny. Jest jeszcze jedna sprawa:
                                odeszłabym od męża, gdyby ten toksyczny potrafił dać mi odrobinę stabilizacji.
                                Ale on mieszka z rodzicami, znów szuka pracy i praktycznie nie miałabym jak do
                                niego odejść. On chce bym ja wróciła do mojej mamy i przeczekała ten jego
                                trudny okres. Jest to kolejny z szantaży: nie chcę się dla niego poświęcić.
                                Zarzuca mi egoizm.
                                • Gość: talomai Re: Do talomai i starego IP: 213.216.82.* 03.07.03, 15:17
                                  postanowilam napisac cos jeszcze od siebie, cos co pewnie tak naprawde o sobie
                                  wiesz. kochasz Toksycznego choc nie jestes z nim do konca szczesliwa - pelnia
                                  szczescia nie jest mozliwa w zadnym zwiazku, zawsze sa jakies mniejsze czy
                                  wieksze problemy. szukalas wyzwolenia z tego toksycznego zwiazku w ramionach
                                  meza, nie udalo sie. Z mezem nie jestes szczesliwa - chociaz to inne znaczenie
                                  szczescia niz w zwiazku z toksycznym. nie powinnas wiec tkwic w zwiazku z
                                  mezczyzna ktorego nie kochasz, bo kochasz innego! odejdz od niego. przynamniej
                                  miej odwage wyznac mu cala prawde.
                                  to wcale nie musi oznaczac bycie z toksycznym. daj sobie czas, mozecie
                                  sprobowac byc razem, moze jemu rowniez bylo trudno pogodzic sie z tym, ze bylas
                                  z kims innym i z tego wynikaly jakies problemy miedzy wami.
                                  tak naprawde to jedyne wyjscie to odseparowanie sie od nich dwoch, wyciszenie,
                                  mialabys wtedy czas aby zastanowic sie czego tak nprawde chcesz. Bo zachowujesz
                                  sie niekonsekwentnie.
                                • Gość: stary Re: Do talomai i starego - do Kariny IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 03.07.03, 15:19
                                  Gość portalu: Karina napisał(a):

                                  > Przepraszam, że tak piszę o sobie. Fakt, to forum pomaga mi trochę rozjaśnić
                                  > sytuacje przed samą sobą, bo zazwyczaj uciekałam od myślenia, żyłam chwilą,
                                  nie
                                  >
                                  > mogłam się z tego wyplątać, wypycham problem z siebie.
                                  > W moim sercu tkwi mój były, ten toksyczny. Jest jeszcze jedna sprawa:
                                  > odeszłabym od męża, gdyby ten toksyczny potrafił dać mi odrobinę
                                  stabilizacji.
                                  > Ale on mieszka z rodzicami, znów szuka pracy i praktycznie nie miałabym jak
                                  do
                                  > niego odejść. On chce bym ja wróciła do mojej mamy i przeczekała ten jego
                                  > trudny okres. Jest to kolejny z szantaży: nie chcę się dla niego poświęcić.
                                  > Zarzuca mi egoizm.

                                  Przecieeż wiemy, że on "tkwi ci w sercu". Gdyby nie to, nie byłoby problemu.
                                  Ale to oczym piszesz to rzeczywiście kolejny szantaż, poparty ciężkim zarzutem
                                  egoizmu. To bardzo infantylne i przez to groźne. Jak długo może trwać "jego
                                  trudny okres(!?)". Ale jeśli i po tej stronie (męża) jest chwiejnie, to może by
                                  rzeczywiśie do Mamy, ale z odcięciem sie od wszystkiego. Może utworzyłabyś
                                  sobie pole do "nowego otwarcie"(przepraszam za ten zwrot). Nioe wiem, ale i
                                  cała sytuacja i Twoja obecna kondycja psychiczna, wymaga zdecydowanej i
                                  radykalnej zmiany. Pozdrowienia i uśmiechnij się.
                                  • Gość: stary Re: Do talomai i starego - do Kariny IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 03.07.03, 15:22
                                    Wprzedziłaś mnie o kilka minut:)
                                    • Gość: Karina Re: Do talomai i starego IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 03.07.03, 15:28
                                      Odeszłabym, ale już nie mam dokąd. To kolejny problem, bo gdybym miała gdzie
                                      się przeprowadzić, zrobiłabym to już kilka miesięcy temu. Właśnie by samej, bez
                                      nacisków się zastanowić. Ale właśnie już nie mam dokąd. Zarabiam zbyt mało by
                                      coś wynająć. Z mężem jestem niecały rok... Gdybym nie myślała o tamtym, może
                                      nie byłabym wtedy bezgranicznie szczęśliwa, ale jakąś oazę spokoju bym miała...
                                      • Gość: talomai Re: Do talomai i starego IP: 213.216.82.* 03.07.03, 15:45
                                        uciec mozesz jedynie na chwile, przed wlasnymi myslami i uczuciami nie ma
                                        ucieczki. to przykre, ale prawdziwe.
                                        wiesz, angazuje sie w twoje problemy bo cie rozumiem, przezylam podobna
                                        sytuacje. 8 lat bycia z kims w zwiazku, ktory nie dawal spokoju, szczescia,
                                        stabilizacji, a jednak kochalam za wszelka cene - ponizania, gnebienia,
                                        strachu.. tlumaczylam sobie ze to moja wina, ze tak ma byc, ze to ona ma
                                        problemy, a ja jestem po to by mu pomoc. wmowilam sobie ze wszystko sie kiedys
                                        zmieni, ale to KIEDYS nie nadchodzilo. wypalalam sie powoli, zostalam zdradzona
                                        raz, drugi, potem ja zaczelama zdradzac szukajac drogi ucieczki - ale to bylo
                                        DONIKAD.
                                        poznalam kogos, mojego obecnego meza i postanowilam sprobowac, bo znalazlam w
                                        sobie wreszcie sile by to wszytsko pokonac. i udalo sie, choc przez pierwszy
                                        rok bylo ciezko, sytuacja czesto sie komplikowala, przez nawracajace
                                        wspomnienia, przez bylego, ktory walczyl - nawet mu sie to udalo, bo wrocilam
                                        do niego, rezygnujac z nowego zwiazku. dzieki bogu zrozumialam wszystko w pore
                                        i dzis jestem tym kim jestem. za tamten zwiazek do dzis place cene - nie jestem
                                        juz ta sama osoba, wiele sie zmienilo. ale wyleczylam sie, potrafilam sobie
                                        wytlumaczyc, poukladac swiat na nowo. dzis wiem na pewno ze to juz raz na
                                        zawsze skonczone i gdy widzimy sie na ulicy - co zdarzylo sie 3 razy w ciagu
                                        kilku lat (choc mieszkamy w tym samym miescie) nie czuje NIC, nie mam ochoty
                                        wrocic.
                                        wiem, ze mozna w sobie pokonac chore uczucie, ale potrzebna jues dluga
                                        kwarantana.
                                        • Gość: stary Re: Do talomai i starego IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 03.07.03, 16:15
                                          Talomai, to jest tak jak po długiej, ciężkiej chorobie. Człowiek już
                                          wyzdrowiał, jest jeszcze słaby, może odczuwać blizny, ale jest wreszcie sobą.
                                          Cieszę się, że udało Ci się z tego wyjść i mam nadzieję, że Karina też to
                                          przeczyta. Pozdrowienia
                                          • Gość: talomai PS IP: 213.216.82.* 03.07.03, 16:35
                                            czasem trudno uwierzyc, ze czlowiek ktorego kochamy jest w stanie robic rzeczy
                                            przeciwko nam, ze jest w stanie nas uprzedmiotowic. to sa sytuacje ktore trudno
                                            pojac. a my? dlaczego wciaz kochamy czlowieka, ktory zdradza, ktory bije,
                                            poniza, szantazuje? dlaczego nie potrafimy odejsc? dlaczego biernie przyjmujemy
                                            role ofiary? nie jestem w stanie sobie tego wytlumaczyc, dlaczego ja, calkiem
                                            normalna, wesola, przebojowa wrecz osoba, pozwolilam mu na to wszystko?
                                            dlaczego?
                                            mowil ze kocha, jednoczesnie bijac, upijal sie po raz setny i ponizal mnie, a
                                            potem mowil ze to sie wiecej nie powtorzy. chore dni, chore noce, a ja trwam
                                            przy nim jak pies! powiedzcie dlaczego!
                                            znam duzo takich zwiazkow, ktore trwaja choc maja juz chore korzenie.
                                            dzis juz wiem, w ktorym momencie warto sie wycofac, aby nie dopuscic do tego o
                                            czym pisze.
                                            nie wiem Karino ile masz lat i ile lat ciagniesz te dwa zwiazki. pamietam, ze
                                            ja zakochujac sie w moim obecnym mezu czesto probowalam sobie wmawiac, ze to
                                            nie ma sensu, ze nie moge zostawic toksycznego, bo przeciez latwiej jest ufac
                                            komuc z kim sie jest iles tam lat, niz nowopoznanej osobie. stazem znajomosci
                                            probowalam wiele tlumaczyc - mowiac Nowemu np. ze on nie ma pojecia jak to
                                            jest, bo my juz jestesmy ze soba 8 lat. a on mowil ze poczeka az wszystko minie
                                            bo bardzo mnie kocha (dziekuje mu za to po dzis dzien)...
                                            przepraszam, niepotzrebnie o tym pisze, po prostu probuje pomoc...nie lubie
                                            jednak na ten temat wspominac. gdy o tym mowie i pisze, to jakos tak dziwnie
                                            wszytsko brzmi, nie umiem oddac tego wszytskkiego w formie slow pisanych
                                            a propos zdrady - napisze cos jutro, chcialabym poruszyc jakis watek, mam
                                            nadzieje ze go pociagniecie. pozdrawiam
                                      • Gość: CARYCA Re: Do KARINY IP: *.fornet.waw.pl / 192.168.3.* 03.07.03, 22:52
                                        Karino, wydaje mi się, że najlepszym wyjściem jest zaproponowane przez
                                        przedmówcę, POWINNAŚ NA JAKIŚ CZAS ODIZOLOWAĆ SIĘ OD OBYDWU PANÓW / np.
                                        wyjechać sama na wakacje, czy też skorzystać z pretekstu, że ciocia w innym
                                        mieście wymaga Twojej opieki itp./ Jeżeli jednak uznasz, że z jakiegoś powodu
                                        bliski jest Ci mąż poproś go, żeby np. przychodził po Ciebie po pracy i razem
                                        wracajcie. Staraj się, żeby w pracy przekazywano Ci telefon wyłącznie w
                                        sprawach służbowych. Tego toksycznego powiadom, że w pracy jest zakaz
                                        prowadzenie prywatnych rozmów. Jeśli nie okaże zrozumienia, masz kolejny
                                        przykład, że jemu na pewno nie chodzi o Ciebie... Jeżeli będziesz konsekwentna
                                        nszybko się znudzi. Jest jeszcze trzecie wyjście: ODPUŚĆ SOBIE OBYDWU,
                                        ODPOCZNIJ I POCZEKAJ NA NOWEGO. Uwierz, że jest jeszcze na świecie wielu
                                        mężczyzn.........
                                • Gość: ahoy Re: Do talomai i starego IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 03.07.03, 22:49
                                  Karino, bardzo ci współczuję, znam to z autopsji. Radzę ci wypisać na czym
                                  polega toksyczność jednego z partnerów. Jeżeli okaże się, że jesteś dla niego
                                  narzędziem do rzeźbienia jego życia, do podtrzymywania jego egoistycznej
                                  męskości, jeżeli cię kiedykolwiek poniża, straszy, szantażuje, wymusza, to
                                  uciekaj, nie patrząc na koszty. On cie potrzebuje jak smok wawelski dziewice.To
                                  nie miłość, ale głód. Jeżeli natomiast nie kochasz swojego męża, powiedz mu o
                                  tym, powiedz, że ci ciężko, może dacie sobie pół roku na przyjaźń i pomoc.
                                  Myślę, że on ci może pomóc. Potem coś się zdarzy, albo przyjdzie uczucie, albo
                                  kogoś spotkasz, on kogoś spotka, a pozostanie wam przyjaźń. Powiedz, że
                                  cierpisz, ale chcesz sprawy wyczyścić. Nie daj się też szantażować płaczem. To
                                  też szantaż. Zawrzyj umowę z uczciwszym partnerem.Pozdrawiam, ja w takiej
                                  sytuacji uczę się nowego zawodu. Odwagi.
                                  • Gość: Karina Dziękuję... IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 04.07.03, 08:52
                                    Wam talomai, stary, CARYCA i ahoj...
                                    Toksycznego nie widziałam dwa dni, udało mi się od tego wykręcić (jak to głupio
                                    i żenująco brzmi...). Ale nadchodzi weekend, już się boję. Powiem "nie" i
                                    zacznie się: "Jesteś egoizstką, dbasz tylko o siebie, ja zawsze byłem na twoje
                                    zawołanie, teraz ja potrzebuję pomocy..." itp. Idę też dziś do psychologa.
                                    Dziękuję Wam za Wasze historie, dzięki nim widzę, że nie tylko ja mam taki
                                    problem. Wciąż zastanawiałam się, czy jestem gorsza, głupsza, że coś takiego
                                    musiało mi się trafić podczas gdy inni zyją w normalnych związkach? Człowiek
                                    wykształcony, niealkoholik, lubiany a potrafi sprawić, że czuję się niczym...
                                    Nigdy nie oglądał się za innymi, dawał mi odczuć, że jestem tą jedyną a
                                    jednocześnie dawał mi odczuć, że jestem głupia i płytka.

                                    Talomai - czekam na Twój wątek.

                                    PS
                                    Nie wiem jak zacząć rozmowę z psychologiem. Boję się, że od dzrwi rozpłaczę się
                                    i nie wyduszę ani słowa. Tak już bywało. Dostawałam wtedy tabletki
                                    antydepresyjne i to była cała pomoc. I nie mam żalu do psychologa. Boję się, że
                                    któryś mi powie: "Tyle ludzi naprawdę cierpi, nie mają pracy, pieniędzy,
                                    zdrowia a pani się nad sobą rozczula. Idiotka."
                                    • alfika Re: Dziękuję... 04.07.03, 09:20
                                      To ja jeszcze raz sie wmieszam.

                                      To świetny pomysł z wizytą u psychologa, jak będzie chciał załatwić sprawę
                                      tabletkami na depresję - co brzmi mało prawdopodobnie, bo psycholog powinien
                                      wiedzieć, że płacz nie oznacza od razu depresji, ale czasem jest wyrzucaniem z
                                      siebie emocji - ale gdyby: zawsze możesz mu powiedzieć, że to nie depresja a
                                      emocje.
                                      Z tego co ja wiem, to czekają, aż sobie człowiek pobeczy, zeby w ogóle móc
                                      mowić :)

                                      Już widzę, gdzie tkwi toksyczność tego człowieka, nie będę go bronić. Ani
                                      nikogo, bo sytuację dokładnie znasz tylko Ty.
                                      Tylko nie szafujmy psychologicznymi pojęciami, bo tak naprawdę toksyczny jest
                                      każdy z nas - czyli każdy popełnia błędy w kontaktach także z bardzo bliskimi
                                      ludźmi. Rzecz w tym, by je korygować. A do tego trzeba czasem silnych sygnałów
                                      z zewnątrz - od bliskich chociażby.

                                      Daj sobie czas, popracuj nad sobą z terapeutą, a przede wszystkim nie podejmuj
                                      szybkich, pochopnych decyzji. im wolniej i rozważniej, tym korzystniej dla
                                      Ciebie.
                                      Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło :)
                                      • Gość: Karina Re: Dziękuję... IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 04.07.03, 10:21
                                        tak, toksyczność to modne słowo... Ale dobrze określa chyba niektórych ludzi.
                                        Tak, wciąż nie wiem, nie wybrałam.
                                        Nie mam możliwości by uciec, odpocząć. Nie mam dokąd jechać, nie mogę wziąć
                                        urlopu. Tydzień, dwa, to za mało. Wciąż miałabym świadomość, że trzeba jednak
                                        gdzieś wrócić.

                                        • alfika Re: Dziękuję... 04.07.03, 11:16
                                          Gość portalu: Karina napisał(a):

                                          > tak, toksyczność to modne słowo... Ale dobrze określa chyba niektórych ludzi.
                                          > Tak, wciąż nie wiem, nie wybrałam.
                                          > Nie mam możliwości by uciec, odpocząć. Nie mam dokąd jechać, nie mogę wziąć
                                          > urlopu. Tydzień, dwa, to za mało. Wciąż miałabym świadomość, że trzeba jednak
                                          > gdzieś wrócić.
                                          >

                                          Jeśli masz tylko możliwość wyjechać sama na te chociaż tydzień czy dwa, schować
                                          sie gdzieć - może połazić po górach? - albo na wieś, albo do jakiegokolwiek
                                          azylu, to może to jednak wystarczy, zobaczysz. Ale bez skupiania sie nad
                                          odpowiedzią, tylko żeby się oderwać, nie myśleć o tym wszystkim - wtedy jasne
                                          odpowiedzi naprawdę się pojawiają po prostu same, z Twojego wnętrza.

                                          Tylko sama, i żeby za Tobą żaden nie pojechał! To można zorganizować. Łatwiej
                                          niż rozwód, awantury z "toksycznym" itp.
                                          Spróbuj!

                                          Bo teraz to już gonisz w piętkę i nic owocnego z tego nie wynika.
                                          Pozdrawiam!
                                        • Gość: mam rade Re: Dziękuję...odpisz IP: *.nuigalway.ie / 10.16.95.* 08.07.03, 17:33
                                          Czytam te listy troche sie spuznilem ale moze przeczytasz ta wiadomosc
                                          ja bylem w podobnej sytuacji az posiwialem taki byl sters:)a mam 23 lata ale to
                                          przeszlosc wyciagnelem z tego wnioski jak bedziesz chciala to napisz do mnie
                                          poradze Tobie moze spotkamy sie na czacie pogadamy pozdrawiam i zycze wiary w
                                          Siebie moze podaj adres skrzynki...
                                          • Gość: Karina Do "mam rade" IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 14.07.03, 10:59
                                            Gość portalu: mam rade napisał(a):

                                            > Czytam te listy troche sie spuznilem ale moze przeczytasz ta wiadomosc
                                            > ja bylem w podobnej sytuacji az posiwialem taki byl sters:)a mam 23 lata ale
                                            to
                                            >
                                            > przeszlosc wyciagnelem z tego wnioski jak bedziesz chciala to napisz do mnie
                                            > poradze Tobie moze spotkamy sie na czacie pogadamy pozdrawiam i zycze wiary w
                                            > Siebie moze podaj adres skrzynki...

                                            kar_ina@gazeta.pl
                                            Czekam
                                            Karina
                                    • Gość: talomai Re: Dziękuję... IP: 213.216.82.* 04.07.03, 09:22
                                      moj watek mial byc a propos tej zdrady... ale jak zalozyc nowy watek? jestem
                                      tu nowa?
                                      • alfika Re: Dziękuję... 04.07.03, 09:29
                                        Jak klikniesz teraz na czerwony napis "psychologia" i pokaże się lista wątków,
                                        to po prawej stronie, pod datą, jest napis "załóż nowy wątek". Klikasz i masz
                                        okienko z tematem i miejscem na tekst. Jak przy odpowiadaniu.
                                        Powinno pójść :)
                                        • Gość: talomai Re: Dziękuję... IP: 213.216.82.* 04.07.03, 09:46
                                          juz jest, zapraszam
                                    • Gość: stary Re: Dziękuję... IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 04.07.03, 14:18
                                      Karina:

                                      >>PS
                                      >Nie wiem jak zacząć rozmowę z psychologiem. Boję się, że od dzrwi rozpłaczę
                                      >się i nie wyduszę ani słowa. Tak już bywało. Dostawałam wtedy tabletki
                                      >antydepresyjne i to była cała pomoc. I nie mam żalu do psychologa. Boję się,
                                      >że któryś mi powie: "Tyle ludzi naprawdę cierpi, nie mają pracy, pieniędzy,
                                      zdrowia a pani się nad sobą rozczula. Idiotka."

                                      Miejmy nadzieję, że trafisz na kogoś rozsądnego. W każdym razie, daj znać jak
                                      poszło (jeśli będziesz miała ochotę). Pozdrowienia (cieplutkie) :)
                                      • Gość: Karina Psycholog IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 07.07.03, 11:08
                                        Nie poszłam do psychologa. Stchórzyłam.
                                        Usłyszałam przez telefon (od toskycznego), że wiecznie się użalam nad sobą,
                                        chcę na siłę zrobić z siebie ofiarę.
                                        I stchórzyłam. Co miałam powiedziec psychologowi... Jest tyle osób, które
                                        naprawdę potzrebują pomocy, a tu przychodzi taka idiotka, która nie wie,
                                        którego faceta sobie wybrać. Ludzie nie mają pracy, chorują, zyją w złych
                                        warunkach, a ja się nad sobą użalam... :(
                                        nawet nie potrafię się zabić. :( Przestałam jeść. Może w ten sposób?
                                        Czy jest jakaś możliwość kontaktu z psychologiem poprzez internet??? czasem
                                        łatwiej mi napisać. Nie umiem rozmawiać. Nigdy nie potrafiłam. Dlatego
                                        zazwyczaj wyłączam telefony.
                                        • Gość: stary Re: Psycholog IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 07.07.03, 14:28
                                          Gość portalu: Karina napisał(a):

                                          > Nie poszłam do psychologa. Stchórzyłam.
                                          > Usłyszałam przez telefon (od toskycznego), że wiecznie się użalam nad sobą,
                                          > chcę na siłę zrobić z siebie ofiarę.
                                          > I stchórzyłam. Co miałam powiedziec psychologowi... Jest tyle osób, które
                                          > naprawdę potzrebują pomocy, a tu przychodzi taka idiotka, która nie wie,
                                          > którego faceta sobie wybrać. Ludzie nie mają pracy, chorują, zyją w złych
                                          > warunkach, a ja się nad sobą użalam... :(
                                          > nawet nie potrafię się zabić. :( Przestałam jeść. Może w ten sposób?
                                          > Czy jest jakaś możliwość kontaktu z psychologiem poprzez internet??? czasem
                                          > łatwiej mi napisać. Nie umiem rozmawiać. Nigdy nie potrafiłam. Dlatego
                                          > zazwyczaj wyłączam telefony.

                                          Szkoda Karina, ale dobrze,że sie odezwałaś. Spróbuj wariant samobójstwa przez
                                          zagłodzenie się(czy jakikolwiek inny sposób) ODRZUCIĆ. Nie myśl o tym, przecież
                                          przed Tobą całe życie. Może nie wysłane różami (tak jest tylko w bajkach) lecz
                                          takie w którym zdarzają sie rzeczy i złe i dobre. Myśl o tych ostatnich.
                                          Pozdrawiam i ustępuję miejsca innym. Może rzeczywiscie odezwie się jakis
                                          psycholog. Głowa do góry i zjedz coś;)
                                        • Gość: ahoy Re: Psycholog IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 07.07.03, 17:26
                                          Jesteś wyraźnie maltretowana. Porównywanie się z osobami jasno i wyraźnie
                                          poszkodowanymi świadczy o tym, że nie umiesz ocenić własnej sytuacji. Z twojego
                                          punktu widzenia ona jest wystarczająco zła. Albo się oszukujesz. Zrób coś dla
                                          siebie. Zastanów się co rzeczywiście chcesz. Jeżeli obu, to ich miej, ale tak
                                          ustaw sprawy, żeby wszystko grało i byś ty rozdawała karty, a nie oni, jak
                                          dotychczas. Wyobraź sobie sytuację, jaka by była dla ciebie najlepsza, namaluj
                                          ją sobie w myślach. Nie uciekaj, jak ten króliczek, którego gonią.
                                          Pozdrowienia.
                                          • Gość: stary Re: Psycholog IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 07.07.03, 22:04
                                            Gość portalu: ahoy napisał(a):
                                            >
                                            >
                                            >... Nie uciekaj, jak ten króliczek, którego gonią.
                                            > Pozdrowienia.

                                            Ale króliczka chyba nie dogonili? Nie pamiętam... A ona sama na siebie
                                            zastawiła wnyki.
                                        • luisssa Re: Psycholog 08.07.03, 02:27
                                          Karino,
                                          napisz prosze jaki jest stosunek meza do toksycznego i do calej tej sytuacji.
                                          Dziwi mnie, ze toksyczny zachowuje sie tak jakby meza w ogole nie bylo. Czy maz
                                          nie moze dac toksycznemu do zrozumienia, ze ma sie usunac?
                                          Co do Ciebie, to odnosze wrazenie, ze Ty nie tyle nie potrafisz, ile nie chcesz
                                          wybrac jednego z nich. Kazdy z nich daje Ci cos, co jest Ci w zyciu potrzebne.
                                          Twoja niedojrzalosc polega na tym, ze nie potrafisz sobie odmowic.
                                          To tak jak alkoholik nie potrafi sobie odmowic kolejnego kieliszka, chociaz
                                          wie, ze to do niczego nie prowadzi.
                                          Mysle, ze recepta na ta sytuacje jest skonczenie z toksycznym. Ale musi to byc
                                          definitywne. Zadnych telefonow, zadnych rozmow. Gdy zadzwoni, odkladaj
                                          sluchawke, na ulicy ignoruj, udawaj ze go nie znasz, nie odpowiadaj na pytania.
                                          Niech maz tez Ci pomoze. Niech on odbiera domowe telefony, wychodzi do pracy,
                                          chodzi z Toba po zakupy itd. Wszystko w Twoich rekach. Bedzie bolalo, ale
                                          przejdzie. Jak juz sie uwolnisz z tego osaczenia, bedziesz sama sie z siebie
                                          smiala.

                                          luisssa
                                          • Gość: Karina Luisssa IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 08.07.03, 09:35
                                            luisssa napisała:

                                            > Karino,
                                            > napisz prosze jaki jest stosunek meza do toksycznego i do calej tej sytuacji.

                                            Po 7 m-cach przyznał się, że widzi, że nie jest jedyny. Tylko czekał... ? Ja
                                            wciąż myślałam, że nie wie o tym. W końcu się zbuntował. ? Chce bym wybrała.

                                            > Dziwi mnie, ze toksyczny zachowuje sie tak jakby meza w ogole nie bylo.

                                            Przez większość czasu tak właśnie robi... zachowuje się tak jakbym wciąż była z
                                            nim. Gdy odkładałam słuchawkę, odmawiałam spotkania, wtedy się zaczynało: "Jak
                                            mogłaś mi to zrobić? Myślisz, że mogłaś mnie tak olać, znieważyć i teraz ci to
                                            ujdzie na sucho?"

                                            Czy maz nie moze dac toksycznemu do zrozumienia, ze ma sie usunac?

                                            Mam sama wybrać... Inna sprawa, że po prostu fizycznie się go boi. Co nie
                                            dodaje mi odwagi.


                                            > Co do Ciebie, to odnosze wrazenie, ze Ty nie tyle nie potrafisz, ile nie
                                            chcesz
                                            >
                                            > wybrac jednego z nich. Kazdy z nich daje Ci cos, co jest Ci w zyciu
                                            potrzebne.

                                            Tak, tak chyba jest... :(

                                            > Twoja niedojrzalosc polega na tym, ze nie potrafisz sobie odmowic.
                                            > To tak jak alkoholik nie potrafi sobie odmowic kolejnego kieliszka, chociaz
                                            > wie, ze to do niczego nie prowadzi.

                                            Az za dobre porównanie z tym alkoholikiem. Przepiłam chyba z rok czy dwa życia.

                                            > Mysle, ze recepta na ta sytuacje jest skonczenie z toksycznym. Ale musi to
                                            byc
                                            > definitywne. Zadnych telefonow, zadnych rozmow. Gdy zadzwoni, odkladaj
                                            > sluchawke, na ulicy ignoruj, udawaj ze go nie znasz, nie odpowiadaj na
                                            pytania.

                                            Próbowałam tak nie raz. Zawsze kończy się tym, że potrafi wzbudzi we mnie
                                            poczucie winy. Im bardziej jest brutalny i gwałtowny, im głośniej krzyczy i
                                            bardziej grozi tym łatwiej mi się bronić. Gorzej gdy zaczyna błagać, prosić,
                                            płakać...

                                            .

                                            • luisssa Re: Luisssa 08.07.03, 13:14
                                              Mysle, ze jesli Ty w pore nie podejmiesz decyzji, to maz od Ciebie odejdzie.
                                              Tylko co wtedy Ty bedziesz z tego miala? Z toksycznym juz bylas, wiesz jaki
                                              jest. Gdybys chciala z nim naprawde byc, nie rozstalibyscie sie. Kazda nastepna
                                              proba zejscia sie prawdopodobnie skonczylaby sie tak samo. Toksyczny gra Ci na
                                              uczuciach. Kazda krzywde mu wybaczasz, bo go kochasz. W sumie to najbardziej
                                              tutaj jest poszkodowany maz, bo zostal wciagniety w Twoje rozgrywki pomiedzy
                                              uczuciem, a rozumem.
                                              Nie radze Ci wracac do toksycznego. Najlepiej jesli skierujesz caly wysilek na
                                              uwolnienie sie z tego osaczenia. O ile nie masz moliwosci fizycznego unikania
                                              go, powalcz ze swoja slaba wola. Bo tak naprawde to Ty swoim stosunkiem i
                                              zachowaniem dajesz toksycznemu nadzieje. Jesli bierze Cie na litosc, to
                                              przynajmniej nie pokazuj mu tego, uciekaj od niego, ignoruj wbrew sobie.
                                              Przeciwstaw sie swojej slabosci.
                                              Jeszcze napisz tylko spod jakich znakow jestescie wszyscy troje.

                                              luisssa
                                              • Gość: stary Pytanie o znaki IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 08.07.03, 13:21
                                                Oj, oj! A co maja z tym wspólnego znaki zodiaku;)?
                                                • luisssa Re: Pytanie o znaki 08.07.03, 13:58
                                                  > Oj, oj! A co maja z tym wspólnego znaki zodiaku;)?

                                                  Zeby pokonac wroga, trzeba go najpierw poznac...
                                                  A tak na marginesie to bylo pytanie do Kariny :)

                                                  luisssa
                                                  • Gość: stary Re: Pytanie o znaki IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 08.07.03, 14:41
                                                    luisssa napisała:

                                                    > > Oj, oj! A co maja z tym wspólnego znaki zodiaku;)?
                                                    >
                                                    > Zeby pokonac wroga, trzeba go najpierw poznac...
                                                    > A tak na marginesie to bylo pytanie do Kariny :)
                                                    >
                                                    > luisssa

                                                    Przepraszam, wiem, że do Kariny (nie bądź przeczulona), tylko czy
                                                    wroga/przyjaciela poznaje się po znaku zodiaku?
                                              • Gość: Karina Znaki IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 09.07.03, 11:46
                                                Jeszcze raz dziękuję. Pierwszy raz od trzech lat czuję, że ktoś mi pomaga.
                                                Pyatnia mi pomagają, to co piszą inni również, bo w końcu zaczynam myśleć i nie
                                                uciekam...

                                                Znaki:
                                                eks - Ryba
                                                mąż - Panna
                                                ja - Rak.

                                                Karina
                                                • luisssa Re: Znaki 09.07.03, 13:34
                                                  Wbrew pozorom informacja o znakach mowi wiele, bo np. o temperamentach tych
                                                  osob.

                                                  No, nic dziwnego, ze Was tak do siebie ciagnie. Nadajecie na tych samych
                                                  falach. O panach Rybach slyszalam taka ciekawostke, ze jesli spotkaja milosc
                                                  swojego zycia, to wowczas albo ta, albo zadna. Nawet za cene zycia w
                                                  samotnosci. Pan Panna bedzie cierpliwie czekac, o ile nikt nie bedzie mu
                                                  zaklocal spokoju. Wiernosc ma we krwi. Ty mu raczej tez odpowiadasz.

                                                  To jest takie bledne kolo. Obu panom brakuje pewnej agresji, ataku, zeby to
                                                  przerwac.
                                                  Najszybciej komus psychika siadzie. Zgadnij komu...

                                                  luisssa

                                                  rozrywka.onet.pl/horoskopy/horoskop_part.html.php3
                                                  shangri-la.radiozet.wp.pl/horoskopy.html?POD=3&wid=9726&ona=ra&on=ry
                                                  • Gość: stary Re: Znaki IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 09.07.03, 14:03
                                                    luisssa napisała:

                                                    > Wbrew pozorom informacja o znakach mowi wiele, bo np. o temperamentach tych
                                                    > osob.
                                                    >
                                                    > > O znakach to takie troche ble, ble (przepraszam, ale sama odsyłasz do
                                                    rozrywki w onecie):)
                                                    > To jest takie bledne kolo. Obu panom brakuje pewnej agresji, ataku, zeby to
                                                    > przerwac.
                                                    > Najszybciej komus psychika siadzie. Zgadnij komu...
                                                    >
                                                    > luisssa

                                                    A komu chyba to dość jasne...:(
                                                    >
                                                    > rozrywka.onet.pl/horoskopy/horoskop_part.html.php3
                                                    > shangri-la.radiozet.wp.pl/horoskopy.html?POD=3&wid=9726&ona=ra&on=ry
                                                • Gość: stary Tak trzymaj Karino! IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 09.07.03, 14:25
                                                  Gość portalu: Karina napisał(a):

                                                  > Pierwszy raz od trzech lat czuję, że ktoś mi pomaga. Pyatnia mi pomagają, to
                                                  >co piszą inni również, bo w końcu zaczynam myśleć i nie uciekam...
                                                  >
                                                  >
                                                  >Karina

                                                  No wreszcie dobra wiadomość: NIE UCIEKAM...
                                                  Brawo!:)
                                                  Szczerze się cieszę i gorąco pozdrawiam
                                                  st
    • mala_100krotka do 212 30.06.03, 15:50
      A jak dojsc do stanu, zeby cos zrozumiec?? 212, jak to poczules?
    • Gość: smilla Re: czemu zdradzamy? IP: *.sloneczny.pl / 10.102.17.* 30.06.03, 16:36
      najczęściej dlatego, że jesteśmy znudzeni tym, co mamy. bo szukamy wrażeń i
      tych gwałtownych emocji, które kiedyś (np. 10 lat temu) przeżywaliśmy ze swoim
      obecnym partnerem. bo czasem chcemy sprawdzić, jak będzie albo coś sobie
      udowodnić, potwierdzic swoją atrakcyjność. itd.itd. ...
    • kamfora Re: czemu zdradzamy? 30.06.03, 19:56
      Gość portalu: patrycja napisał(a):

      > Czemu ludzie sie bie zdradzaja? Czy dzieje sie to pod wplywem okolicznosci,
      > czy tez trzeba byc "podatnym" na uleganie pokusom i co o tym przesadza?

      Ten, kto zdradza - kocha tylko siebie, a nie tę osobę, którą zdradza.
      • Gość: kiść Re: czemu zdradzamy? IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 30.06.03, 23:59
        kamfora napisała:

        > Gość portalu: patrycja napisał(a):
        >
        > > Czemu ludzie sie bie zdradzaja? Czy dzieje sie to pod wplywem okolicznosci
        > ,
        > > czy tez trzeba byc "podatnym" na uleganie pokusom i co o tym przesadza?
        >
        > Ten, kto zdradza - kocha tylko siebie, a nie tę osobę, którą zdradza.
        >
        > Słuszna uwaga. Ale nie zawsze tak jest. Można kochać i siebie i tę drugą
        osobę i tę trzecią... (kto chce niech wierzy, hłe, hłe)
        • Gość: mi Re: czemu zdradzamy? IP: 212.180.134.* 01.07.03, 07:06
          oj kiść...jak dla mnie 100% racji...
        • alfika Re: czemu zdradzamy? 01.07.03, 08:00
          Gość portalu: kiść napisał(a):

          Można kochać i siebie i tę drugą
          > osobę i tę trzecią... (kto chce niech wierzy, hłe, hłe)


          Nie można. Kto nie chce, niech nie wierzy.
          Pozdrawiam.

          • Gość: Malwina Re: czemu zdradzamy? IP: *.w193-250.abo.wanadoo.fr 01.07.03, 09:41
            jeden moze drugi nie moze ...
            ale ale
            nie ma czegos takiego jak "niedostatecznie kochac"
            albo sie kocha albo zyje w zludzie milosci
            M.
            PS czy mozna "niedostatecznie nienawidziec " ?
            • alfika Re: czemu zdradzamy? 01.07.03, 09:58
              Gość portalu: Malwina napisał(a):

              > jeden moze drugi nie moze ...
              > ale ale
              > nie ma czegos takiego jak "niedostatecznie kochac"
              > albo sie kocha albo zyje w zludzie milosci
              > M.
              > PS czy mozna "niedostatecznie nienawidziec " ?

              Nie potrafię sobie wyobrazić, że można kochać prawdziwą miłością dwóch mężczyzn
              albo dwie kobiety. Te dwie miłości chyba jednak wzajemnie się wykluczają.
              Miłość to kwestia wyłączności - można mieć do kogoś sentyment, można kogoś
              doskonale rozumieć, może być przyjaźń, ale miłość, która obejmuje i erotykę, i
              chęć dzielenia się każdą chwilą, wszystkim - może być raczej tylko pojedyńcza.
              A jeszcze do tego dodać oddanie, wierność? Eee tam!
              I w sytuacjach tzw. życiowych ta podwójność wysiada.
              Jak przytrafi się ciężki wypadek obu ukochanym, na dodatek w jednym czasie, to
              przy obu być się nie da. Co w takiej czy podobnej sytuacji?
      • Gość: luna Re: czemu zdradzamy? IP: 62.111.233.* 01.07.03, 09:58
        kamfora napisała:

        > Gość portalu: patrycja napisał(a):
        >
        > > Czemu ludzie sie bie zdradzaja? Czy dzieje sie to pod wplywem okolicznosci
        > ,
        > > czy tez trzeba byc "podatnym" na uleganie pokusom i co o tym przesadza?
        >
        > Ten, kto zdradza - kocha tylko siebie, a nie tę osobę, którą zdradza.
        >
        >
        Tez mi sie tak wydaje. Do tej pory myslałam, że cos musi szwankować w związku,
        by w ogóle myśleć o zdradzie i i tak tłumaczyłam sobie swoje wyskoki. W obecnym
        zwiazku nie mam się do czego przyczepić, a jestem o krok od zdrady, bo mnie to
        po prostu kręci, a okoliczności sa sprzyjające. Faktycznie chyba najbardziej
        kocham siebie i swój dobry nastrój. To po prostu taki gen kurewstwa.
        • Gość: nela Re: czemu zdradzamy? IP: *.lublin.mm.pl 02.07.03, 10:22
          przychylam się do Twojego zdania, mam coś podobnego, mało tego, podobno to jest
          tak już urządzone, ktoś to opisał jako "zapalnik zdrady" , ale nie w genach,
          tylko w mózgu, można tego słuchać, albo nie....
          • alfika Re: czemu zdradzamy? 02.07.03, 11:59
            Guzik prawda, sami odpowiadamy za własne czyny, nie szukać winy w genach :)
            Już widzę sądy, które uniewinniają: zabił, bo geny, zdradził, bo geny,
            zgwałcił, bo geny. Dalej też można: bije dziecko, bo geny, nie uczy się, bo
            geny.

            Dobrze nie szukać wymówek, tylko uczciwie się przyznać: mam ochotę swawolić i
            wkurza mnie koniecznosć ponoszenia konsekwencji. Tylko wtedy można wyłapać
            bezsens założeń takiego myślenia i zmienić podejście.
            • komandos57 A ty zdradzilas Alfiko? 02.07.03, 12:04
              Uczyn mnie szczesliwym!Powiedz prawde.Mam prezent dla ciebie.
          • _ares Re: czemu zdradzamy? 14.07.03, 17:15
            Pogadali sobie o zdradach, jednym lzej drugim ciezej. Jednak jak byly zdrady
            tak beda nadal. Takie jest zycie i dlatego jest takie piekne ze potrafi nam
            przyniesc cudowne niespodzianki. A ci co tak pisza ze one sa be to niech dalej
            piane bija.
        • Gość: bamse@gazeta.pl Re: czemu zdradzamy? IP: *.staszew.sdi.tpnet.pl 15.07.03, 10:54
          Racja!!
          Nie ma sensu szukac przyczyn gleboko w swiadomosci, najlepiej sprowadzmy to do
          przyrody.
          Mezczyzni zdradzaja - prawda i to o wiele czesciej.
          Misja czlowieka jest rozmnazanie sie, jak to w przyrodzie. A material do
          rozrodu ktory ma mezczyzna jest inny od kobieciego. Kobieta raz w miesiacu
          tworzy jajo gotowe do zaplodnienia i dlatego szuka najlepiej jednego i
          doskonalego partnera. Mezczyzna w trzech wytryskach teoretycznie zapladnia cala
          kule ziemska wiec rozsiewa ile sie da i gdzie sie da.
          Ot co.

          Ale wracajac do glownego tematu.
          Ja zdradzam bo lubie uczucie uniesienia, nie tyle fizycznego, co chwilowej
          wielkiej milosci do partnerki ktora wlasnie chwycilem w sidla. Sprawianie jej
          przyjemnosci, ssanie sutkow, sluchanie oodechu jej rozkoszy jest dla mnie jak
          narkotyk.
          Moja zdrada nie szkodzi mojemu zwiazkowi, ba, ona pomaga, bo dzieki niej wracam
          do swojego zwiazku jako zadowolony samiec, ktory sprawdzic sie w samczych
          zapedach.

          To cala wielka filozofia.
          A pozostala czesc dyskusji to sprawa sumienia, ktore mowi ze to dobre, albo
          zle.
    • Gość: 212 Re: czemu zdradzamy? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 01.07.03, 10:38
      Bardzo trafnie i generalnie zgodnie z rzeczywsitoscia napisała Smila...to się
      chyba tak zaczyna. W starym zwiąku coś zaczyna szwankować, coś się wypala, no
      to najłatwiejszym wyjściem jest dodać sobie w życiu adrenaliny...ale wierzcie
      mi to bardzo zgubne, i przyznaje to Facet!. A w moim przypadku to było troszke
      inaczej, nie chciałem już adrenaliny, a raczej chciałem z kimś porozmawiać czy
      tak musi wyglądac małżeństwo...no i stało się...świat mi zawirował.

      do małej 100_krotki: A kiedy czujemy że to już dno i trzeba się odbić?
      Próbowałem różnych rzeczy, psycholog, psychiatra, terapia rodzinna (!), środki
      typu zoloft...i nic nie mogłem zrobić, czułem się jak ,,zaklajstrowny w
      budyniu''. Ale któregoś dnia wstałem i pwiedziałem sobie dosyć. Teraz chcę
      walczyć o to aby się uśmiechać. Wiem, że czeka mnie może dalek droga, ale mam
      jakiś cel, wiem po co to robię. Pozdrawiam wszystkich.
      p.s Niestey jedna z Pań Psycholog powiedział mi, że każdy z nas potrzebuje
      różnego czasu aby dojść do pewnych decyzji, wiem że to może niezbyt
      optymistyczne ale jedno z nas potrzebuje kilku dni aby się spakować a ktoś inny
      2 lat. Niesprawiedliwie Pan Bóg nas obdzielił...
    • Gość: boczek Re: czemu zdradzamy? IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 02.07.03, 10:46
      Do suki nędzy!!!!! Przestańcie pieprzyć o zdradzie!!! Nie róbcie wała z drugiej
      osoby! Jak macie kompleksy i chcecie potwierdzać swoją atrakcyjność w nowych
      podbojach miłosnych to powiedzcie o tym swojej/emu dziewczynie/chłopakowi.
      Odejdźcie od nich i dalej sie bawcie. Osoby które zdradzają to świnie! Czy
      dobrze wam jest siedzieć w domu czy gdziekolwiek indziej i myśleć czy ktoś was
      teraz akurat nie puszcza kantem??!! Pasuje wam to???!!! Zdrada uraziłaby moją
      dumę i honor. A są one dla mnie bardzo istotnymi wyznacznikami mojego
      człowieczeństwa, jestestwa i życia w zgodzie ze samym sobą. Takiej zniewagi nie
      byłbym w stanie znieść... czułbym się oszukany...
      Jeśli jesteście w stanie zdradzić drugą osobę znaczy, że ja olewacie! Nie
      róbcie z niej przynajmniej debila, powiedzcie jak jest i odejdźcie...
      Przynajmniej tyle możecie zrobic dla niej dobrego...
      • Gość: Malwina Re: czemu zdradzamy? IP: *.w193-248.abo.wanadoo.fr 02.07.03, 10:53
        "Jeśli jesteście w stanie zdradzić drugą osobę znaczy, że ja olewacie! "

        :-) tylko spokoj moze nas uratowac....


        nie zawsze, czasem jest to zwyczajny wyraz banalnej ludzkiej slabosci
        nie jestesmy perfect
        jeszcze mniej bogami
        mniej zadufania plizzz
        • Gość: boczek Re: czemu zdradzamy? IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 02.07.03, 11:19
          No właśnie i tu rodzi się pytanie: czy zdrada jednorazowo a potem wyrzuty
          sumienia i koniec kropka z kolejnymi ekscesami czy zdrada praktykowana dla
          zabicia czasu i nudy??? Mój wstręt odnosi sie do osób które robią to namiętnie
          i bez opamiętania.
          Błądzić jest rzeczą ludzką... Ty usprawiedliwiasz to słabością ludzką - to jest
          wytłumaczenie??? Jesteś tylko człowiekiem więc ci wolno??!! Chyba nie...
          Zdarza sie jedna balanga, zatracenie z opicia a później dochodzi to do ciebie
          co zrobiłaś. Jeśli jesteś w stanie zrozumieć swój błąd i obiecać sobie że
          wiecej tego nie powtórzysz to twój plus. Chociaż jak raz to zrobiłąś to i tak
          powtórzysz...
          "Więc pieprzyc urojenia że nic złego sie nie stanie...AVE na przetrwanie, na
          otarcie łez, człowieku będzie dobrze, raczej dobrze NIE jest"
          • Gość: Malwina Re: czemu zdradzamy? IP: *.w193-248.abo.wanadoo.fr 02.07.03, 11:29
            zasada : nie ryzykuj, nie ruszaj sie , nie probuj bo raz zrobilas (es) zawsze
            bedziesz robic jest bariera dla slabych i nie myslacych
            normalny czlowiek uczy sie na bledach, popelnia ich mase cale zycie i daleki
            jest od wrodzonej perfekcji
            nie jestem bogiem
            natomiast dano mi mozliwosc myslenia
            Powiem wiecej : jesli ukradniesz nie zawsze znaczy ze JESTES zlodziejem
            czasem znaczy ze...ukradles. Kazdy ma szanse do ostatniego oddechu.
            Nikogo nie bede wieszac, nie ma mowy....
            • Gość: boczek Re: czemu zdradzamy? IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 02.07.03, 11:46
              Gość portalu: Malwina napisał(a):

              > zasada : nie ryzykuj, nie ruszaj sie , nie probuj bo raz zrobilas (es) zawsze
              > bedziesz robic jest bariera dla slabych i nie myslacych

              oczywiście! A kto każe nic nie robić??? co Ty?? To byłoby chore. Sukcesem jest
              pozostać wiernym swoim zasadom...
              > normalny czlowiek uczy sie na bledach, popelnia ich mase cale zycie i daleki
              > jest od wrodzonej perfekcji
              > nie jestem bogiem
              > natomiast dano mi mozliwosc myslenia

              No to niech sie uczy na błędach, żebym nie musiał później przez niego
              cierpieć...

              > Powiem wiecej : jesli ukradniesz nie zawsze znaczy ze JESTES zlodziejem
              > czasem znaczy ze...ukradles.

              Czasem znaczy, że przełamałeś właśnie pewne opory do rzeczy na które człowiek z
              założenia nie pozwala. "Cienka nitka" pękła...
              • alfika Re: czemu zdradzamy? 02.07.03, 11:51
                Gość portalu: boczek napisał(a):

                > No to niech sie uczy na błędach, żebym nie musiał później przez niego
                > cierpieć...
                >
                > > Powiem wiecej : jesli ukradniesz nie zawsze znaczy ze JESTES zlodziejem
                > > czasem znaczy ze...ukradles.
                >
                > Czasem znaczy, że przełamałeś właśnie pewne opory do rzeczy na które człowiek
                z
                >
                > założenia nie pozwala. "Cienka nitka" pękła...


                No to albo się uczymy na błedach, albo przekraczamy "cienką nitkę", zdecyduj
                się.
                A poza tym nie szufladkuj ludzi, to niezdrowe.
                Chyba że zaczynasz i kończysz na sobie.
                • komandos57 A ty Alfiko zdradzasz? 02.07.03, 11:55
                  Szczerze.Zaliczasz facetow?A ile masz lat?
                • komandos57 A ty Alfiko zdradzasz? 02.07.03, 11:55
                  Szczerze.Zaliczasz facetow?A ile masz lat?
                  • alfika Re: A po cóż mi to??? 02.07.03, 12:05
                    Nie cierpię określeń "zaliczać" kogoś. Nie napiszę, ile mam lat :)))
                    A jak polecą bluzgi, nie napiszę nic. Szczerze.
                • Gość: boczek Re: czemu zdradzamy? IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 02.07.03, 12:06
                  alfika napisała:

                  > Gość portalu: boczek napisał(a):
                  >
                  > > No to niech sie uczy na błędach, żebym nie musiał później przez niego
                  > > cierpieć...
                  > >
                  > > > Powiem wiecej : jesli ukradniesz nie zawsze znaczy ze JESTES zlodziej
                  > em
                  > > > czasem znaczy ze...ukradles.
                  > >
                  > > Czasem znaczy, że przełamałeś właśnie pewne opory do rzeczy na które człow
                  > iek
                  > z
                  > >
                  > > założenia nie pozwala. "Cienka nitka" pękła...
                  >
                  >
                  > No to albo się uczymy na błedach, albo przekraczamy "cienką nitkę", zdecyduj
                  > się.
                  > A poza tym nie szufladkuj ludzi, to niezdrowe.
                  > Chyba że zaczynasz i kończysz na sobie.
                  >

                  stwierdziłem tylko, że jak tak koleżanka Malwina tłumaczy wybryki, to życzyłbym
                  sobie żeby ta nauka jednak przyniosła efekty. A tak w ogóle to można się uczyć
                  i nic nie nauczyć... bo własnie moze owa przerwana nić przełamała kompletnie
                  nasze opory...
                  Radze ci Przeczytaj uważnie nastawienie forumowiczów do omawianej materii a
                  zobaczysz dziewcze samico Alfa, że niektórzy ludzie popierają zdradę i są też
                  nie akceptujący tego. To stwierdzenie ze zaczynam i kończe na sobie jest
                  kompletnie bez sensu.
                  • Gość: boczek tak wieć nie mogę ich szufladkować... IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 02.07.03, 12:11
                    Gość portalu: boczek napisał(a):

                    > Radze ci Przeczytaj uważnie nastawienie forumowiczów do omawianej materii a
                    > zobaczysz dziewcze samico Alfa, że niektórzy ludzie popierają zdradę i są też
                    > nie akceptujący tego. To stwierdzenie ze zaczynam i kończe na sobie jest
                    > kompletnie bez sensu.

                    tak wieć nie mogę ich szufladkować...
                  • komandos57 Re: Alfiko 02.07.03, 12:12
                    Powiedzialem ci ze cie nie wychloszcze.Oczywiscie,bede ryczec jak nic mi nie
                    napiszesz.Chcesz miec mnie na sumieniu?No to jak,zdradzilas?I ile masz lat?
                    Buziaczki.
                  • alfika Re: czemu zdradzamy? 02.07.03, 12:12
                    Gość portalu: boczek napisał(a):

                    > stwierdziłem tylko, że jak tak koleżanka Malwina tłumaczy wybryki, to
                    życzyłbym
                    >
                    > sobie żeby ta nauka jednak przyniosła efekty. A tak w ogóle to można się
                    uczyć
                    > i nic nie nauczyć... bo własnie moze owa przerwana nić przełamała kompletnie
                    > nasze opory...
                    > Radze ci Przeczytaj uważnie nastawienie forumowiczów do omawianej materii a
                    > zobaczysz dziewcze samico Alfa, że niektórzy ludzie popierają zdradę i są też
                    > nie akceptujący tego. To stwierdzenie ze zaczynam i kończe na sobie jest
                    > kompletnie bez sensu.


                    Zawsze czytam uważnie, co piszą inni. Stwierdzenie o zaczynaniu i kończeniu na
                    sobie, przyjacielu, dotyczyło szufladkowania i tu powinieneś szukac jego sensu.
                    Czytaj uważnie przynajmniej te posty, na które odpowiadasz.
                    I nie nadrabiaj braku argumentów prostotą :)))
                    Żegnam.
                    • Gość: boczek Re: czemu zdradzamy? IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 02.07.03, 12:23
                      alfika napisała:

                      > Zawsze czytam uważnie, co piszą inni. Stwierdzenie o zaczynaniu i kończeniu
                      na
                      > sobie, przyjacielu, dotyczyło szufladkowania i tu powinieneś szukac jego
                      sensu.
                      >
                      > Czytaj uważnie przynajmniej te posty, na które odpowiadasz.
                      > I nie nadrabiaj braku argumentów prostotą :)))
                      > Żegnam.
                      >

                      A ja witam!
                      Jaką prostotą??? o co Ci chodzi? Moze miałas na myśli inny wyraz?? ;-)))
                      Ciężko jest szukać sensu w zdaniach bez sensu, wiesz? Dobra, bo uciekam od
                      merytorycznego charakteru dyskusji...
                      Posłuchaj, powiem raz a wyrażnie: ja nie generalizuję. Wiem ze są osoby które
                      tak jak ja nie pochwalają tego typu zachowania (Ty chyba też nie pochwalasz
                      tego). Ubolewam JEDYNIE nad osobami które zdradzaja dla zabawy, bawiąc sie
                      uczuciami innych. Mam kilku takich kolegów, którzy przeżyli wielkie
                      rozczarowanie. Dlatego nie podoba mi sie gra w obdarowywanie nadziejami i
                      emocjami dla zabawy! Kapujesz?
                      Do zobaczenia raczej!
                    • komandos57 Re: czemu zdradzamy?Alfiko? 02.07.03, 12:27
                      Obiecujesz!Obiecanki cacanki o glupiemu stoi!Nie zalujesz ze ja tak cierpie?Ty
                      jestes przyczyna moich zmartwien.Ile masz lat?
                      • Gość: boczek Re: czemu zdradzamy?Alfiko? IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 02.07.03, 12:37

                        ALe cie wzięło..ulżyj sobie tylko sprawdź czy mozna....

                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=6754284
                        • komandos57 Re: czemu zdradzamy?Boczku zboczku 02.07.03, 12:44
                          Co mnie wzielo?Bzdzisz starym jajem.A w Pabianicach jest dom wariatow?
                          • Gość: boczek Czemu zdradzamy? Boczku zboczku IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 02.07.03, 12:49
                            Jest i właśnie dzwonili do mnie, że im uciekłeś. Jeśli mozesz coś zrobić dla
                            naszego kraju to wracaj tam! Czym prędzej, ugotowali specjalnie dla ciebie twój
                            ulubiony posiłek kupę węża!
                            Zdajesz sobie sprawę ze twoje posty to kawał beznadziejnego shitu, nic nie
                            wnoszącego do poruszanych tu tematów???
                            • komandos57 A czym ty blyszczysz? 02.07.03, 12:53
                              Pojebie miekim robiony.Szukasz ukojenia?Patrzysz w ekranik komputerka jak zaba
                              w bociania dupe,szczesliwa ze jej nie zauwazyl.Jeszcze tylko powiedz z czego
                              sie przebranzlowales na zboczka.Pierdolcu.
                              • Gość: Dora Re: komandos57 IP: *.int.warszawa.sint.pl 02.07.03, 13:23
                                Zaloz sobie oddzielne forum. Proponuje nazwe: DLA POJEBOW i tam sobie pisz, ok?
                        • Gość: stary Re: czemu zdradzamy?Alfiko? IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 05.07.03, 02:50
                          Gość portalu: boczek napisał(a):

                          >
                          > ALe cie wzięło..ulżyj sobie tylko sprawdź czy mozna....
                          >
                          > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=6754284


                          Poznałem kilka osób z Pabianic, ale żadna z nich nie okazała takiego chamstwa.
                          Tu się rozmawia zboczku, a nie obraża innych
                          • Gość: boczek do starego IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 09.07.03, 14:55
                            Gość portalu: stary napisał(a):


                            > Poznałem kilka osób z Pabianic, ale żadna z nich nie okazała takiego
                            chamstwa.
                            > Tu się rozmawia zboczku, a nie obraża innych

                            Poczekaj poczekaj... Nie wiesz nawet do kogo były skierowane te słowa...
                            Podczas tej dyskusji wtrącała się tutaj osoba o nicku KOmandos57 (czy jakos
                            tak), jego wrzuty denerwowały każdego, swoimi textami obrażał na lewo i prawo.
                            Postanowiłęm wieć mu pomoć i doradzić żeby sie bujał w taki czy inny sposób.
                            Nie miałęm za zadanie obrażać innych szanowanych forumowiczów.
                            To tyle...
                            • Gość: stary Re: do boczka IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 11.07.03, 00:28
                              Gość portalu: boczek napisał(a):

                              > Gość portalu: stary napisał(a):
                              >
                              >
                              > > Poznałem kilka osób z Pabianic, ale żadna z nich nie okazała takiego
                              > chamstwa.
                              > > Tu się rozmawia zboczku, a nie obraża innych
                              >
                              > Poczekaj poczekaj... Nie wiesz nawet do kogo były skierowane te słowa...
                              > Podczas tej dyskusji wtrącała się tutaj osoba o nicku KOmandos57 (czy jakos
                              > tak), jego wrzuty denerwowały każdego, swoimi textami obrażał na lewo i
                              prawo.
                              > Postanowiłęm wieć mu pomoć i doradzić żeby sie bujał w taki czy inny sposób.
                              > Nie miałęm za zadanie obrażać innych szanowanych forumowiczów.
                              > To tyle...

                              Twoją intencje rozumiem i przyjmuję, tylko sposób...no mniejsza o to.
                              Co mi przypomina starą historie. Kiedy w Warszawie praska komenda MO mieściła
                              się przy ul Cyryla i Metodego, ktoś kto został tam wezwany, na pytanie jak tam
                              było odpowiedział: "Cyryl jak Cyryl, ale te metody".
                              Pozdrawiam:)
                              I BBoże broń, nie chciałem obrazić nikogo z Pabianic,ani tego miasta
                      • alfika Re: czemu zdradzamy?Alfiko? 02.07.03, 13:13
                        komandos57 napisał:

                        > Obiecujesz!Obiecanki cacanki

                        Nie pożegnałam się z forum, ale z niejakim boczkiem. Nie podoba mi się
                        komentowanie ników w taki sposób, jak on to zrobił.
                        Ale wciąż tu jestem, czasem. I na razie zostaję. Zastanów się, czy ten drobny
                        fakt jest dla Ciebie aż tak przykry.
                        Powodzenia życzę.
                        • Gość: boczek Re: czemu zdradzamy?Alfiko? IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 02.07.03, 13:16
                          Wybacz... nie chcialem zrobić Ci przykrości <mruga oczkami>, zapałałem do
                          Ciebie sympatią po naszej dyskusji a Ty sie odwracasz. dziwie się jednakowoz że
                          zyczysz powodzenia komandosowim, w czy? w dalszym opluwaniu ludzi? dziwne...
                          Pozdrawiam Cie jednak!
                          • komandos57 Re: czemu zdradzamy?Alfiko? 02.07.03, 13:19
                            Mowilem Alfiko ze Ci tylek wychloszcza.Ale nie przejmuj sie.Ten pojeb zaraz sie
                            przebranzluje na kogos innego.
                            • Gość: boczek Re: czemu zdradzamy?Alfiko? IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 02.07.03, 13:20
                              Odjeb sie ode mnie! rozumiesz pomyleńcu??
                        • Gość: boczek szkoda...jest mi przykro...n/t IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 02.07.03, 13:30
      • Gość: fiuta Re: czemu zdradzamy? IP: *.rtk.net.pl 02.07.03, 19:15
        kolega chyba z radia maryja!

        życie bywa skomplikowane nie ze złej woli, ale z
        nietrafionych decyzji, wielebny moralisto...
        • Gość: boczek Re: czemu zdradzamy? IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 03.07.03, 10:01
          Gość portalu: fiuta napisał(a):

          > kolega chyba z radia maryja!
          >
          > życie bywa skomplikowane nie ze złej woli, ale z
          > nietrafionych decyzji, wielebny moralisto...

          Boże broń! Wręcz przeciwnie...

          Co Ty gadasz o nietrafionych decyzjach? Jakich? To człowiek swoimi działaniami
          determinuje zachowanie innych i otaczające go środowisko. Więc nie gadaj mi o
          tym , że masz dobrą wolę, tylko tak wyszło ze sie z kims przespać... Wiesz jak
          mówią na takiego kogoś....? (chyba wiesz...) Nie chce miec dziewczyny która
          puszcza mnie kantem, chyba ze tobie to odpowiada.
          • Gość: Goska Re: czemu zdradzamy? IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 04.07.03, 18:52
            Czemu zdradzamy?..
            Sama sie nad tym zastanawiam... Nigdy nie sadzilam, ze spotka to mnie a tym
            bardziej, ze osoba, ktora zdradzi bede ja. Wiec czemu??? Nie wiem... Zupelnie
            przez przypadek (w samolocie) poznalam rewelacyjna osobe. Jeszcze chyba z nikim
            tak mi sie wspaniale nie rozmawialo. Potem byly dlugie niekonczace sie rozmowy
            telefoniczne (nie, bynajmniej nie "o nas", milosci czy seksie). A potem jego
            firma wyslala w delegacje do Polski. I znowu byly dlugasne rozmowy, jakies
            szalenstwa ze znajomymi (i mezem) w dyskotece, przyjacielskie spotkanie w
            naszym domu, wpadniecie "na chwile" do pokoju hotelowego... I stalo sie... A
            najgorsze (?) jest to, ze .... nie zaluje (bo bylo naprawde cudownie...). I
            tylko nie pytajcie sie mnie co bym czula gdyby tak postapil moj maz...
          • lallka2 Re: czemu zdradzamy? 06.07.03, 11:40
            a skad wiesz, ze sie z kims przespala?
            Gość portalu: boczek napisał(a):

            > Gość portalu: fiuta napisał(a):
            >
            > > kolega chyba z radia maryja!
            > >
            > > życie bywa skomplikowane nie ze złej woli, ale z
            > > nietrafionych decyzji, wielebny moralisto...
            >
            > Boże broń! Wręcz przeciwnie...
            >
            > Co Ty gadasz o nietrafionych decyzjach? Jakich? To człowiek swoimi
            działaniami
            > determinuje zachowanie innych i otaczające go środowisko. Więc nie gadaj mi o
            > tym , że masz dobrą wolę, tylko tak wyszło ze sie z kims przespać... Wiesz
            jak
            >
            > mówią na takiego kogoś....? (chyba wiesz...) Nie chce miec dziewczyny która
            > puszcza mnie kantem, chyba ze tobie to odpowiada.
    • komandos57 Re: czemu zdradzamy?Patrycjo 02.07.03, 11:50
      Powiem ci!Przyjdz do mnie.Potraktuje cie motyka przyglupie walniety walonkiem w
      ptasi mozdzek.
    • Gość: facet Re: czemu zdradzamy? IP: *.dip.t-dialin.net 02.07.03, 14:06
      Ja myślałem, że ta problematyka mnie nie dotyczy do czasu kiedy zaczęły się
      pózne powroty do domu mojej żony. Tłumaczyła to dużą ilością nowych znajomych
      (zaczęla na początku roku pracę)oraz tym, że lubi towarzystwo i zabawę (to
      prawda). Niepokój ogarnął mnie na urlopie, kiedy zaczęło się wysyłanie SMS-ów
      i kartki pocztowej do jej znajomego (poza moją wiedzą). Była awantura, niby
      wszystko (?) zostało wyjaśnione, ale niepokój i niepewność pozostała.
      Nie wiem, czy powinienem czuć się zaniepokojony, ale przydarzyło się to po
      kilkunastu latach małżeństwa. Czy ktoś coś takiego z piszących na tym forum
      przeżył i co może powiedzieć na ten temat?
      • Gość: ? Re: czemu zdradzamy? IP: 57.66.48.* 02.07.03, 16:52
        Ja przezylam i przezywalam dlugo. Nie bylo fajnie, bo nie na sms-ach sie
        skonczylo.
        Generalnie - zdradzasz - pakujesz sie w klopoty (jak nie z innymi, to z samym
        soba). Tym sie czlowiek rozni od zwierzecia, ze moze swiadomie wybierac - i to
        kazdy - niezaleznie od genow. Jesli ktos nie nie odczuwa dyskomfortu zdradzajac
        partnera, a partner nie cierpi z tego powodu - wszystko jest w porzadku, ale w
        99,9% przypadkow tak sie nie dzieje. Robiac sobie dobrze, w konsekwencji robimy
        bardzo zle i sobie, i innym - a przeciez mamy wybor, bo mamy mozg.
        • Gość: facet Re: czemu zdradzamy? IP: *.dip.t-dialin.net 02.07.03, 17:09
          Widzisz, u mnie jeszcze sie nie skonczylo, bo SMS-y sa prawdopodobnie wysylane
          dalej (zona nie chce powiedziec wprost czy dalej pisze), ale problem polega na
          tym, ze oni tak czy inaczej beda sie widywac, bo zona pracuje w knajpce skad
          sie znaja i wraca zaraz do pracy po naszym urlopie. Pytanie, czy powinienem ta
          sprawe zostawic wlasnemu biegowi liczac na to, co mowi zona, ze miedzy nimi
          nic nie zaszlo (nie tylko w sensie fizycznym), czy tez przeprowadzic z gosciem
          krotka rozmowe, czego zona panicznie sie boi.
          Co myslisz ?
          • Gość: Malwina Re: czemu zdradzamy? IP: *.d1.club-internet.fr 02.07.03, 17:49
            przeprowadz z zona dluuuga rozmowe
            zapros do restauracji
            kup prezent
            patrz powloczyscie w oczy
            a z facetem nie gadaj bo jeszcze wilka z lasu wywolasz
            • Gość: facet Re: czemu zdradzamy? IP: *.dip.t-dialin.net 02.07.03, 18:12
              Gość portalu: Malwina napisał(a):

              > przeprowadz z zona dluuuga rozmowe
              > zapros do restauracji
              > kup prezent
              > patrz powloczyscie w oczy
              > a z facetem nie gadaj bo jeszcze wilka z lasu wywolasz

              Rozmowy byly, ale nie czuje sie po nich pewien.
              Co do tego wilka. Nie boje sie prawdy, nawet bolesnej. Uwazam, ze o wiele
              gorzej jest zyc w niepewnosci. Dlatego jesli sugerujesz, ze wg Twego
              doswiadczenia (moze zle to interpretuje), cos moglo (jeszcze moze) miedzy nimi
              byc, to wole to wiedziec niz udawac przyslowiowego jelenia.
              Jestem i fizycznie i psychicznie dosc silny aby nie bac sie konfrontacji.
              Zmiatanie smieci pod dywan nic nie daje. A moze sie myle ????
              • Gość: Malwina Re: czemu zdradzamy? IP: *.d1.club-internet.fr 02.07.03, 18:19
                a jesli to ty sprowokujesz wydarzenia glupia interwencja ?
                twoja zona prawdopodobnie potrzebuje ciebie - blizej lepiej czesciej cieplej
                • Gość: facet Re: czemu zdradzamy? IP: *.dip.t-dialin.net 02.07.03, 18:32
                  Gość portalu: Malwina napisał(a):

                  > a jesli to ty sprowokujesz wydarzenia glupia interwencja ?
                  > twoja zona prawdopodobnie potrzebuje ciebie - blizej lepiej czesciej cieplej

                  Wlasnie nie znam za dobrze kobiecej psychiki, dlatego Twoje uwagi sa tak cenne.
                  Nie bardzo rozumiem, jak moge sprowokowac wydarzenia i dlaczego bylaby to
                  glupia interwencja?
                  Mam nadzieje, ze przeczytalas uwaznie moja historie i rozumiesz dlaczego
                  uwazam za taka rozmowe z gosciem za porzadana.Wg mnie moze byc on przekonany,
                  ze jego umizgi padaja na podatny grunt, jesli zona ukrywac bedzie, ze ja
                  uwazam ich kontakt za niewlasciwy, lub tez ja nie zareaguje. Wolalbym to
                  przeciac jednym ruchem. Poza tym dziwie sie, dlaczego moja zona tak panicznie
                  boi sie ew. mojej wizyty w jej pracy i rozmowy z tym facetem. Przepraszam z
                  gory za moze haotyczny tryb narracji, ale tu graja troche emocje.
                  • Gość: Mysle ze Re: czemu zdradzamy? IP: *.d1.club-internet.fr 02.07.03, 18:54
                    zona moze poczuc sie dotknieta ze nie z nia problem (jesli jest ?)
                    rozwiazujesz, ze traktujesz ja jak sarne wsrod dwoch bijacych sie "leleni", ze
                    uwazasz ze jest niezdolna do rozporzadzania soba i nie odpowiedzialna, ze masz
                    ja za glupia i nie darzysz zaufaniem.
                    Obserwuj i zorganizuj inaczej wasze zycie we dwoje. Bedzie ci wysylac sms-y
                    :-)
                    a nie ma nic gorszego niz dotknieta kobieta ....
                    • Gość: Malwina Re: czemu zdradzamy? IP: *.d1.club-internet.fr 02.07.03, 19:08
                      to bylo moje ! zapomnialam podpisac
                      • Gość: facet Re: czemu zdradzamy? IP: *.dip.t-dialin.net 02.07.03, 19:21
                        Gość portalu: Malwina napisał(a):

                        > to bylo moje ! zapomnialam podpisac

                        Tak, wiem i dziekuje za Twoje uwagi.
                        Mam jeszcze jedno pytanie,na ktore nie odpowiadaj prosze, jesli uwazasz za
                        zbyt dociekliwe z mojej strony. Rozmawiamy jednak anonimowo, moze wiec ???
                        Otoz interesuje mnie Twoje doswiadczenie zyciowe, tzn czy jestes (bylas)
                        mezatka i jak dlugo.
                        Moj staz malzenski jest kilkunastoletni, ale oboje z zona wygladamy bardzo
                        mlodo, przez co dochodzi do wielu zabawnych nieporozumien.
                        Wlasnie ten facet jest o kilka ladnych lat mlodszy od mojej zony, bo myslal ze
                        ma do czynienia z rowiesnica. Tym bardziej go to prawdopodobnie "rajcuje"
                        • Gość: zdradzona Re: czemu zdradzamy? IP: *.kabaty.2a.pl 03.07.03, 00:26
                          do faceta
                          jestem kobietą ale byłam w podobnej sytuacji, tzn.podejrzewałam męża o
                          zdradzanie, nie miałam jakis namacalnych dowodów ale czułam to instynktownie i
                          jak Ty uważałam,ze lepsza jest najgorsza prawda niż niepewność,potem była
                          separacja ,bo ze względu na moje podejrzenia stałam się nie do zniesienia,a po
                          dwóch miesiącach powrót i wiesz, co się okazało :miałam rację - maż zdradził
                          mnie dwa razy ( tyle się przyznał sam od siebie ale ja już nigdy w tej kwestii
                          mu nie ufam), najpierw poczułam ulgę, ze nie jestem wariatką, która szaleje z
                          zazdrości ale jakiś czas po tym żałowałam,że o tym wiem, bo świadomość,że
                          osoba , którą kochasz kochała sie z inna jest potworna.
                          Od tego czasu mineło półtora roku i jesteśmy szczęśliwym małżeństwem(
                          wybaczyłam), i w zasadzie wszystko powinno być OK ale pamiętaj jak się dowiesz
                          o zdradzie- już jej nigdy nie zaufasz, zawsze w Tobie,w środku pozostanie
                          podejrzenie - myślę ,że na całe życie, ze mną tak jest -to blizna w sercu,
                          która nigdy nie zblaknie;
                          jeżeli macie dzieci i zależy ci na żonie to spraw aby ona zaczęła myśleć,że Ty
                          ją zdradzasz - to jedyny zdrowy sposób na zwrócenie uwagi na siebie;
                          wypytywanie i nagabywanie doprowadzi do poważnego kryzysu -piszę to w oparciu
                          o własne doswiadczenia i zacznij bardziej dbać o siebie ,wychodzić z domu na
                          spotkania z kolegami,wracaj póżniej etc.
                          i jeszcze jedno : sprawa rozprawienia się z konkurentem - wybacz za wyrażenie
                          ale to głupi pomysł-on nie ma z toba nic wspólnego ,tylko Twoja żona jest
                          winna lub nie i na niej musisz sie skupić, ona ma wobec ciebie jakieś
                          powinności, a nie ten facet ,
                          mamy to do siebie ,ze szukamy winnego tam,gdzie nam wygodnie i nie chcemy się
                          pogodzić z myślą, że to nasza druga połowa doskonale wie ,co robi, a niestety
                          naszej żony czy meża nikt do niczego nie może zmusić ,oni sami decyduj o sobie
                          a może nawet sami szukają kochanka
                          a do tych,co zdradzają szczególnie do Kariny- nawet nie macie maleńkiego
                          pojęcia o tym jaki to ból zostać zdradzonym przez kogoś,kogo się kocha;
                          myślę,że każdy ,kto zdradza nigdy nie kochał naprawdę i dopiero jak pokocha
                          naprawdę i zostanie zdradzony to dopiero wszystko zrozumie
                          pozdrawiam
                          • Gość: facet Re: czemu zdradzamy? IP: *.dip.t-dialin.net 03.07.03, 08:37
                            Bardzo dziekuję za mądry i ciepły list. Wyczuwam w Tobie instynktownie bratnią
                            duszę. Twoja uwaga, że dalsze nagabywania pogarszają sprawę znalazły u mnie
                            potwierdzenie. Najpierw u żony pojawił się strach, kiedy powiedziałem, że
                            wyjaśnię sprawę z podejrzanym. Próbowała zrobić wszystko, abym wycofał się z
                            tego pomysłu i zrobiła się miła. Taka, jak zawsze tego pragnąłem. Kiedy
                            próbowałem jednak sprawę wyjaśnić ostatecznie, bo tych póżnych powrotów trochę
                            się zebrało, a poza tym czuję instynktownie, że poza moimi plecami coś się
                            toczyło i będzie się jeszcze toczyć, żona zaczęła się zmieniać. Mówi, żebym
                            przestał o tym mówić i wracać do tego tematu,że inne kobiety też nie tylko
                            siedzą z mężem, ale mają własne życie - spotykają się, chodzą na dyskoteki (ja
                            akurat tego nie lubię).I może bym się z tym pogodził, ale dlaczego nie chce
                            powiedzieć mi jednoznacznie, czy dalej nie koreponduje z tym facetem,a widzieć
                            się będą i tak bo jak już pisałem, ma taki charakter pracy. Zona uważa poza
                            tym ,że z korespondowania (nawet jeśli to robi) nic nie wynika. Jaką mam więc
                            gwarancję, że coś się będzie toczyć, ale bardzo potajemnie ? Nasze rozmowy,
                            tak jak u Ciebie, nie doprowadziły do wyjaśnienia wszystkiego, poza ogólnym
                            stwierdzeniem żony, że do niczego nie doszło.
                            Może powinienem zabawić się w detektywa, ale mam b. absorbującą pracę, więc to
                            by było trudne.
                            Widzisz, mamy niemal dorosłe (wiekowo) dziecko, ale taka sytuacja, która trwa
                            od ok. 2 miesięcy jest dla mnie nowością.Stało się to parę miesięcy po tym ,
                            jak żona znalazła tą pracę. Czuję się zagubiony w tym wszystki i dlatego
                            szukam pomocy u osób, które przeżyły coś podobnego i może potrafią mnie
                            ukierunkować lub coś podpowiedzieć.
                            Dziękuję.
                            • malwinamalwina Re: czemu zdradzamy? 03.07.03, 08:47
                              z przyjemnoscia odpowiem na twoje pytania - prywatnie :-)
                            • Gość: cracovian Re: facet - czemu zdradzamy? IP: *.bankofamerica.com 03.07.03, 22:14
                              Na podstawie tego co napisales to nie mam zadnych watpliwosci, ze zona Ciebie
                              zdradza... Sam widzisz, ze rozmowami z Nia nic nie wyjasnisz i nigdy nie
                              bedziesz mial pewnosci jak bylo/jest naprawde, wiec spokoju nie zaznasz. Twoja
                              konfrontacja z tym facetem byc moze da Ci ostateczna odpowiedz, ale osobiscie w
                              miedzyczasie przestalbym z zona o tym rozwamiac. Tym sposobem uspisz Jej
                              czujnosc podczas gdy pobawisz sie w detektywa. Tak czy owak, warto znac
                              prawde... Rozmowe z facetem zostaw sobie na koniec.
                          • Gość: boczek Re: czemu zdradzamy? IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 03.07.03, 10:19
                            brawo! jestem pod wrażeniem! really
                  • Gość: Ona Re: czemu zdradzamy? IP: 212.244.226.* 08.07.03, 11:00
                    A może wyyśla z pomocą jakiejś koleżanki żeby wzbudzic zazdrość w Tobie.
                    Albo boi się kompromitacji w miejscu pracy.
          • Gość: boczek Re: czemu zdradzamy? IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 03.07.03, 10:06
            Porozmawiaj z tym człowiekiem! Powiedz co jest grane, jak sie czujesz w takiej
            sytuacji, jak to nie pomoze, to możesz z nim pogadać trochę ostrzej ;-) Chyba
            nie chcesz być rogaczem?? Żeby jakiś pajac latał koło Twojej kobiety... POstaw
            sprawe jasno!
            • Gość: Malwina Re: czemu zdradzamy? IP: *.w193-250.abo.wanadoo.fr 03.07.03, 10:18
              z takim nastawieniem to tylko "rogaczem" mozna byc.
              jesli to jedyna rzecz na jakiej mu zalezy (on i jego rogi) to jest koniec
              kwiotkow ! i wcale sie nie dziwie
              Malzenstwo to nie to, maj diir
              • Gość: boczek Re: czemu zdradzamy? IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 03.07.03, 10:23
                Gość portalu: Malwina napisał(a):

                > z takim nastawieniem to tylko "rogaczem" mozna byc.
                > jesli to jedyna rzecz na jakiej mu zalezy (on i jego rogi) to jest koniec
                > kwiotkow ! i wcale sie nie dziwie
                > Malzenstwo to nie to, maj diir


                A jak rzeczywiście tamten gość robi mu za plecami? WIesz...czasami takie
                konfrontacje oko w oko przynoszą rezultaty... moze jednak warto spróbować...
                Tamten zobaczy że ów FACET nie jest anonimowy...
                • Gość: Malwina Re: czemu zdradzamy? IP: *.w193-250.abo.wanadoo.fr 03.07.03, 10:26
                  a co go obchodzi co gosc robi ? on z nim zyje ? czy z zona ? zona bez woli ?
                  z baba roztrzygac - zaufanie na tym polega
                  jesli nie - kazdy nastepny facet bedzie niebezpieczenstwem. A on przeciez nie
                  jest psem warujacym przy kosci !
                  • Gość: facet Re: czemu zdradzamy? IP: *.dip.t-dialin.net 03.07.03, 10:35
                    Malwino,
                    tu właśnie stykają się męski i żeński tryb rozumowania.
                    A ja właśnie miotam się między tymi 2 - ma koncepcjami !
                    • Gość: Malwina Re: czemu zdradzamy? IP: *.w193-250.abo.wanadoo.fr 03.07.03, 10:38
                      jesli twoje rozumowanie przynosi (przynosilo) rezultaty pozytywne to zostan
                      przy nim
                      jesli nie radzisz sobie - sprobuj inaczej
                      mam kilka innych spraw do powiedzenia na temat twojej sytuacji ale nie wiem czy
                      tak daleko chcesz isc no i musialabym ci zadac pytanka (o wieku waszym i dzieci
                      itd)
                      • Gość: facet Re: do Malwiny IP: *.dip.t-dialin.net 03.07.03, 11:42
                        Nie mogę się przebić na Twój adres. Poczta wraca.
                        • malwinamalwina Re: do Malwiny 03.07.03, 11:45
                          bo musisz zlikwidowac nospam z adresu :-)

                          malwinamalwina@gazeta.pl
                        • Gość: zdradzona Re: do Malwiny IP: *.kabaty.2a.pl 03.07.03, 14:34
                          widzę,że chyba żadne rady ci nie pomogą -wiem jak to jest - miotasz się
                          strasznie w niepewności i chcesz "na złamanie karku" przyłapać żonę z tym
                          facetem,
                          jeżeli ulży ci- to możesz ją śledzić, bo ja w zasadzie też miałam takie zapędy,
                          ale cały czas nie myślisz ,co będzie jak już się dowiesz? - rozwód?, czy zycie
                          w układzie ze względu na dzieci?( z tego ,co wiem facetom trudniej wybaczyć
                          zdradę);
                          zadaj sobie jedno pytanie - czy kochasz żonę i zamierzasz jej wybaczyć?
                          jeżeli tak to po,co ci dowody jej winy ,czasami lepiej poczekać,az wszystko
                          samo się wyjaśni ,
                          nie masz siły stac i bezradnie czekać?- no to ją śledż,przynajmniej będziesz
                          czuł,że próbujesz coś z tym zrobić
                          pozdrawiam
        • Gość: Przemek Re: czemu zdradzamy? IP: *.tele.pw.edu.pl 05.07.03, 20:14
          Gość portalu: ? napisał(a):

          > Generalnie - zdradzasz - pakujesz sie w klopoty (jak nie z innymi, to z samym
          > soba). Tym sie czlowiek rozni od zwierzecia, ze moze swiadomie wybierac - i
          to
          > kazdy - niezaleznie od genow. Jesli ktos nie nie odczuwa dyskomfortu
          zdradzajac
          >
          > partnera, a partner nie cierpi z tego powodu - wszystko jest w porzadku, ale
          w
          > 99,9% przypadkow tak sie nie dzieje. Robiac sobie dobrze, w konsekwencji
          robimy
          >
          > bardzo zle i sobie, i innym - a przeciez mamy wybor, bo mamy mozg.


          Pod powyzszym moge sie podpisac.
          Ludzie tlumacza sie glupio, ze zdradzili pod wplywem zauroczenia, itd.
          Tymczasem od obejrzenia sie za kims na ulicy do pojscia do lozka jest szereg
          decyzji, ktore podejmujemy i za ktore bierzemy odpowiedzialnosc. Mozna z osoba,
          ktora nam sie podoba pojsc na kawe, a mozna nie (decyzja). Na kawie mozna
          rozmawiac na tematy obojetne, albo intymne (decyzja). Mozna sie zdecydowac na
          zlamanie bariery dotyku lub nie (decyzja, i to b. wazna). Mozna sie umowic na
          kolejne spotkanie lub nie, itd itd.....

          Nic nas nie zwolni z odpowiedzialnosci za nasze zycie i za krzywde wyrzadzona
          ludziom.

    • komandos57 Re: czemu zdradzamy?Boczku zboczku 02.07.03, 14:08
      Zaczynam cie lubic zboku z boku.A co znaczy"odjeb sie ode mnie"U was tak
      mowia.A gdzie twoja kultura forumowa.W moim filmie zagrasz odynca.
      • Gość: boczek do zwisa IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 02.07.03, 14:57
        hehe ok, a kultury ucze sie od cieie pederasto
    • Gość: zdradzona 2 Re: czemu zdradzamy? IP: *.zab.citynet.pl / 10.5.12.* 03.07.03, 14:13
      do faceta
      to jest tak jak żona idzie do pracy po długiej (jak rozumiem przerwie). Poczuła
      się dowartościowana i atrakcyjna .Spróbuj ty gdzieś wychodzić wieczorem lub po
      pracy (np. z kumplem napiwo ,do cioci wujka)Wracaj w szampańskim nastroju
      choćby ćię szlak trafiał że robisz to wbrew sobie udawaj że wysyłasz sms-y
      obserwuj żonkę jakie będzie jej zachowanie.Dorze by było mieć jakiegoś
      informatoa z jej pracy jak się zachowują .
      • Gość: Gabi Re: czemu zdradzamy? IP: *.leszno.sdi.tpnet.pl 03.07.03, 14:41
        Myślisz, że takie coś ma sens? Co to da? Jeśli coś się dzieje, to zdradzający w
        końcu sam się zdradzi. Nie trzeba go "przyłapywać". Zdradzą go emocje (lub ich
        brak), jeśli oczywiście zakocha się w tej "trzeciej" ("trzecim").
    • Gość: zuza Re: czemu zdradzamy? IP: *.zab.citynet.pl / 10.5.12.* 03.07.03, 14:20
      bo nie wierzymy w siebie
      • unknown10 Re: czemu zdradzamy? 04.07.03, 06:21
        mialo byc ogolnie o zdradzaniu a watek przerodzil sie w konkretne porady dla
        kogos w klopotach... wiec i ja przesylam kilka spostrzezen dla faceta
        -wiesz problem polega nie na tym ze jakis obcy facet interesuje sie twoja zona
        lecz ze ona nim sie interesuje, bo z tego co piszesz na to wyglada... jesli jak
        twierdzi ta jej z nim znajomosc jest niewinna dlaczego ten obcy nie moze zostac
        przyjacielem was obojga? Zaproponuj jej zebyscie sie wszyscy spotkali nie dla
        konfrontacji ale dla celow li tylko towarzyskich, w trojke, moze tez z innymi
        znajomymi (tylko trzymaj nerwy na wodzy). Jesli jej ten pomysl nie bedzie
        odpowiadal to bedzie oznaczalo ze ma cos do ukrycia, a to juz nie swiadczy
        dobrze o jej stosunku do ciebie i malzenstwa, w ktorym sekretow byc nie powinno.
        Jest rzecza naturalna ze zdradzajacy przewaznie zawsze unikaja odpowiedzi na
        zadawane pytania i zaprzeczaja jakoby cokolwiek sie dzialo. Ale jak piszesz
        twoja intuicja ci podpowiada ze cos jest nie tak. I zapewne sie nie mylisz.
        Mam nadzieje ze twoja zona nabiera wody w usta nie dlatego ze obawia sie twojej
        agresywnej reakcji. Jesli tak nie jest to jej "uniki" w rozmowie z toba
        swiadcza przeciwko niej. Czy zawsze byla taka? Czy nagle stala sie milczaca?
        Czy w waszym malzenstwie byla szczerosc? A moze po prostu powiedz jej ze jej
        zachowanie ostatnio sie zmienilo, ze sie oddalila od ciebie. Zapytaj ja czy jej
        zalezy na waszym malzenstwie i na tobie. Powiedz jej ze nie chcialbys jej
        stracic (jesli jest to prawda) ale jednoczesnie nie mozesz tolerowac takiej
        antymalzenskiej atmosfery, ktora tylko szczera rozmowa moze uzdrowic.
        Przebywanie z kims ma byc radoscia a nie wyczerpujaca sily witalne udreka, a
        takowa jest atmosfera nieufnosci i podejrzen. I nie wierze, ze ty nagle sobie
        to wszystko ubzdurales bez powodow.
        Powtarzam jeszcze raz, jesli twoja zona ma czyste sumieinie i jej zalezy na
        zdrowiu waszego malzenstwa zrobi wszystko zeby sprawe wyjasnic.
        Mam nadzieje ze twoje klopoty zakoncza sie happy endem.
        Powodzenia...
        u
        • Gość: facet Re: czemu zdradzamy? IP: *.dip.t-dialin.net 04.07.03, 07:59
          Rzeczywiście wyskoczyłem z moim problemem w tym wątku trochę jak Filip z
          Konopii. Jednakże fakt, że tyle osób zainteresowało się tą konkretną, moją
          sprawą, świadczyć może, że takie praktyczne sprawy w ogólnym wątku są
          potrzebne, aby nie sprowadzić tematu do teoretyzowania.
          Jestem wdzięczny wszystkim za porady. Nadal nie jestem przekonany jak
          postąpić, bo zaszły nieprzewidziane okoliczności -na skutek donosu (na razie
          nie do mnie) zona jest cała w panice, mówi że może ktoś do mnie zadzwonić i
          żebym niczemu nie wierzył.
          Nie piszę tego wszystkiego jako jakiś mięczak, który roztkwila się nad swoim
          nieszczęściem. Zawsze byłem mocnym facetem i fizycznie i psychicznie.W życiu
          służbowym a wydawało mi się, że i prywatnym wszystko funkcjonowało bez
          zakłóceń.
          Ta nowa sytuacja zasiała jednak we mnie uczucie,z którym trudno walczyć. Nie
          mogę spać a mimo to nie czuję braku snu. Zrobiłem się przewrażliwiony, nie
          mogę wierzyć teraz bez zastrzeżeń. To naprawdę działa wyniszczająco na
          człowieka. Nie życzę tego nikomu, ale jak czytamy choćby ten wątek, widzę że
          podobne sytuacje nie są rzadkością.
          Pozdrawiam
          • unknown10 Re: czemu zdradzamy? 07.07.03, 16:05
            Facet,
            zle mnie zrozumiales, przypuszczam, ze nikt ( a ja najmniej) nie ma za Ci za
            zle, ze opisales swoje wlasne zyciowe problemy na tym a nie innym watku . Wiec
            nie musisz sie czuc zle z tego powodu. :) pisuj tutaj nadal ...
            A co do tych dodatkowych komplikacji w twoim zyciu, to wydaje mi sie, ze twoja
            zona wplatala sie w jakas kabale - bo przeciez nikt nie szantazuje nikogo bez
            powodu. Szantaz jest narzedziem (kiepskim i chorym bardzo w/g mnie) do
            osiagniecia jakichs korzysci....jakie ktos moze miec korzysci z szantazowania
            twojej zony? I czy powiedziala ci w co masz nie wierzyc? Skad ona wie o tym
            szantazu i co jest jego trescia? I dlaczego twoja zona jest przerazona jakimis
            szantazami jesli jest niczemu nie winna?
            Wiesz wcale ci sie nie dziwie, ze tracisz spokoj ducha...a w dodatku twoja zona
            sama sie przyczynia do utraty twojego snu...
            pozdrawiam zyczac spokoju...




            Gość portalu: facet napisał(a):

            > Rzeczywiście wyskoczyłem z moim problemem w tym wątku trochę jak Filip z
            > Konopii. Jednakże fakt, że tyle osób zainteresowało się tą konkretną, moją
            > sprawą, świadczyć może, że takie praktyczne sprawy w ogólnym wątku są
            > potrzebne, aby nie sprowadzić tematu do teoretyzowania.
            > Jestem wdzięczny wszystkim za porady. Nadal nie jestem przekonany jak
            > postąpić, bo zaszły nieprzewidziane okoliczności -na skutek donosu (na razie
            > nie do mnie) zona jest cała w panice, mówi że może ktoś do mnie zadzwonić i
            > żebym niczemu nie wierzył.
            > Nie piszę tego wszystkiego jako jakiś mięczak, który roztkwila się nad swoim
            > nieszczęściem. Zawsze byłem mocnym facetem i fizycznie i psychicznie.W życiu
            > służbowym a wydawało mi się, że i prywatnym wszystko funkcjonowało bez
            > zakłóceń.
            > Ta nowa sytuacja zasiała jednak we mnie uczucie,z którym trudno walczyć. Nie
            > mogę spać a mimo to nie czuję braku snu. Zrobiłem się przewrażliwiony, nie
            > mogę wierzyć teraz bez zastrzeżeń. To naprawdę działa wyniszczająco na
            > człowieka. Nie życzę tego nikomu, ale jak czytamy choćby ten wątek, widzę że
            > podobne sytuacje nie są rzadkością.
            > Pozdrawiam
    • sdfsfdsf Re: czemu zdradzamy? 04.07.03, 09:14
      ufff jak dobrze ze jestem sam :)))))))))
      • Gość: Goska Re: czemu zdradzamy? IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 04.07.03, 18:59
        Czemu zdradzamy?..
        Sama sie nad tym zastanawiam... Nigdy nie sadzilam, ze spotka to mnie a tym
        bardziej, ze osoba, ktora zdradzi bede ja. Wiec czemu??? Nie wiem... Zupelnie
        przez przypadek (w samolocie) poznalam rewelacyjna osobe. Jeszcze chyba z nikim
        tak mi sie wspaniale nie rozmawialo. Potem byly dlugie niekonczace sie rozmowy
        telefoniczne (nie, bynajmniej nie "o nas", milosci czy seksie). A potem jego
        firma wyslala w delegacje do Polski. I znowu byly dlugasne rozmowy, jakies
        szalenstwa ze znajomymi (i mezem) w dyskotece, przyjacielskie spotkanie w
        naszym domu, wpadniecie "na chwile" do pokoju hotelowego... I stalo sie... A
        najgorsze (?) jest to, ze .... nie zaluje (bo bylo naprawde cudownie...). I
        tylko nie pytajcie sie mnie co bym czula gdyby tak postapil moj maz...
    • Gość: artur.S Re: czemu zdradzamy? IP: *.torun.mm.pl 05.07.03, 12:05
      Gość portalu: patrycja napisał(a):

      > Czemu ludzie sie bie zdradzaja? Czy dzieje sie to pod wplywem okolicznosci,
      > czy tez trzeba byc "podatnym" na uleganie pokusom i co o tym przesadza?
    • Gość: artur.S Re: czemu zdradzamy? IP: *.torun.mm.pl 05.07.03, 12:10
      Czasem człowiek po slubie może spotkac człowieka który mu się bardiej podoba
      niz ten z którym jest. tak jest na prawdę
    • Gość: zbok Re: czemu zdradzamy? IP: *.torun.mm.pl 05.07.03, 12:12
      Dla sexu wykożystywaniu. Człowiek nienasycony dzwoni pod 0 700 tylko dla
      rozrywki. wykozysta jedną pujdzie do drugiej itd.
    • Gość: gaga Re: czemu zdradzamy? IP: 213.39.30.* 05.07.03, 17:03
      Bo nie kochamy.Przeciez to proste. W definicje milosci wpisana jest
      monogamia.Nie utozsamiajmy z miloscia zauroczenia,pozadania,przyjazni czy
      przyzwyczajenia,czy nawet uzaleznienia...Tylko milosc wyklucza zdrade.
      • Gość: bez moze tak jest z kobietami IP: 192.120.171.* 08.07.03, 10:53
        mezczyzna, nawet jak kocha, to moze "zdradzic".
        Z ciekawosci, z potrzeby ducha (lub ciala, gdy zony dluzszy czas nie ma)
        itd.
    • Gość: Witold dlatego ze ludzie sa niskim poziome rozwoju duchow IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 05.07.03, 18:35
      dlatego ze ludzie sa niskim poziome rozwoju duchowego.
      a ze to jest od zarania to wystarczy przecztac
      10 przykazan.

      Witold
    • anna_bella Re: czemu zdradzamy? 05.07.03, 18:42
      Bo brakuje nam uwagi partnera, zainteresowania, czasem cieplego gestu nawet:
    • Gość: Bianka Re: czemu zdradzamy? IP: *.dialup.mindspring.com 06.07.03, 07:14
      Nie chcialo mi sie czytac innych wypowiedzi wiec moze nie bede oryginalna...
      wybaczcie.

      Zdradzamy bo nie kochamy. To takie proste. Jesli dwoje ludzi sie kocha to
      przyjemnie jest sie razem nudzic... pokusy nie istnieja... jesli dwoje ludzi
      sie kocha nic oprocz nich samych nie istnieje. Jesli tylko...
    • Gość: bez aby zdradzac, trzeba najpierw obiecac wiernosc. IP: 192.120.171.* 08.07.03, 10:55
      nigdy wiernosci nie obiecywalem.

      Nie mam wiec poczucia, ze zdradzam
      • Gość: Przemek Re: aby zdradzac, trzeba najpierw obiecac wiernos IP: *.tele.pw.edu.pl 08.07.03, 17:27
        Gość portalu: bez napisał(a):

        > nigdy wiernosci nie obiecywalem.
        > Nie mam wiec poczucia, ze zdradzam

        Moim zdaniem to troche bardziej skomplikowane. Jesli zwiazales sie z kims i nie
        omawiales problemu wiernosci, zdrady, itd. to dlaczego ta osoba ma domyslic
        sie, ze jestes nastawiony na jednoczesny zwiazek z innymi osobami? Innymi
        slowy, dlaczego zdrada ma byc DOMYSLNA a jej wyrzeczenie sie wymaga osobnej
        deklaracji (przyrzeczenia wiernosci).
        Bardziej naturalne jest w tej sytuacji przyjecie wiernosci jako DOMYSLNEJ, a
        nastawienie na zdrade niech wymaga deklaracji. Powiedz po prostu: "Wiesz,
        kochanie, ty sobie chyba nie wyobrazasz, ze jestes ta jedyna..." :-)) Jesli
        odpowie "Alez oczywiscie, nawet mi to przez mysl nie przeszlo" - to jestes w
        porzadku. Jesli poczuje sie zraniona, to znaczy, ze nie byles w porzadku.
        • Gość: bez to co piszesz, to tylko teoretyczna konstrukcja IP: 192.120.171.* 09.07.03, 11:32
          gdy ludzie sa ze soba dobrowolnie.
          Gdy jednak zdarzy im sie to wskutek "wpadki", to wtedy konieczne sa jakies
          kompromisy.
          zapewniam Cie , ze wiem co pisze, bo mamy juz dorosle (i udane) dzieci
          i przezylismy wiele lat w zgodzie.
          Nie zmienia to faktu, ze to bycie razem nastapilo wskutek stanu "wyzszej
          koniecznosci" i nie chcialem byc z ta kobieta.
          (ladna, madra, ale nie w moim typie).
          Nie moglbym jej powiedziec o moich "zdradach", poniewaz ona tego nie robi
          i gdybym powiedzial, zapewne poczulaby sie zraniona.
          A moich zdrad sie domysla, ale chyba udaje, ze nie widzi.

          Chodzilo mi w tym tekscie dokladnie o to, ze zdradza ten,
          kto obiecal wiernosc.
          Ty uwazasz , ze wiernosc jest domyslna.
          - zapewne tak, jezeli ludzie sobie powiedzieli: "kocham Cie"
          Jezeli sobie tego nie powiedzieli, to nie jest to takie oczywiste.
          A zapewniam tez, ze wystarczy lubic i rozumiec drugiego czlowieka
          i spokojnie mozna z nim przezyc cale zycie.
          Mimo, ze nie chcialem sie z ta osoba ozenic, mam calkiem udane malzenstwo.
          A te okresowe "niewiernosci" sa tego interesujacym (a mozei koniecznym)
          dopelnieniem.
          • Gość: Przemek Re: to co piszesz, to tylko teoretyczna konstrukc IP: *.tele.pw.edu.pl 09.07.03, 12:19
            Gość portalu: bez napisał(a):

            > gdy ludzie sa ze soba dobrowolnie.
            > Gdy jednak zdarzy im sie to wskutek "wpadki", to wtedy konieczne sa jakies
            > kompromisy.

            Jesli postawiliscie sprawe jasno - zwiazek jest ze wzgledu na dziecko, opinie
            rodziny, itd - a Was nie zobowiazuje do wiernosci, to nie mam sie do czego
            przyczepic. Moge tylko wyrazic ubolewanie, ze chce Wam sie tkwic w takim
            zwiazku.

            > Nie moglbym jej powiedziec o moich "zdradach", poniewaz ona tego nie robi
            > i gdybym powiedzial, zapewne poczulaby sie zraniona.
            > A moich zdrad sie domysla, ale chyba udaje, ze nie widzi.

            A wiec ona jest osoba wykorzystywana w tym zwiazku - daje wiecej, a otrzymuje
            mniej.

            >
            > Chodzilo mi w tym tekscie dokladnie o to, ze zdradza ten,
            > kto obiecal wiernosc.
            > Ty uwazasz , ze wiernosc jest domyslna.

            Uwazam, ze jako domyslne lepiej przyjmowac wysokie standardy, niz niskie. Jesli
            zawiazujesz spolke "byznesowa", to czy podpisujesz ze wspolnikami klauzule, ze
            nie bedziecie sie wzajemnie okradali? :-)


            > - zapewne tak, jezeli ludzie sobie powiedzieli: "kocham Cie"
            > Jezeli sobie tego nie powiedzieli, to nie jest to takie oczywiste.

            Nie rozumiem, po co zawierac malzenstwo, gdy z gory wiadomo, ze nie ma uczucia.

            > A zapewniam tez, ze wystarczy lubic i rozumiec drugiego czlowieka
            > i spokojnie mozna z nim przezyc cale zycie.

            Lubic i rozumiec to mozesz ciocie albo wujka :-) Zonie nalezy sie cos wiecej.

            > Mimo, ze nie chcialem sie z ta osoba ozenic, mam calkiem udane malzenstwo.
            > A te okresowe "niewiernosci" sa tego interesujacym (a mozei koniecznym)
            > dopelnieniem.

            TY masz udane (wg Twoich kryteriow), ale czy ona? Jest oszukiwana, o ile sie
            nie myle.
            Zreszta, wg moich kryteriow, Ty tez nie masz udanego malzenstwa - jak nazwac
            udanym zwiazek, z ktorego sie ucieka w celu zaspokojenia potrzeb uczuciowych i
            erotycznych?
            • Gość: bez teoria, a praktyka. IP: 192.120.171.* 09.07.03, 13:27
              to byla nasza suwerennna decyzja.
              Jestesmy z wielkiego miasta, wiec tradycja , rodzina, kosciol nie ma zadnego
              znaczenia.
              bylo to obustronne poswiecenie w imie interesu dziecka.
              na zasadzie, moze sie uda...
              I udalo sie.
              Ale podkreslam, jasne, ze aby taka decyzja byla mozliwa, ludzie musza sie
              conajmniej lubic (jako ludzie, a niekoniecznie jako kobieta i mezczyzna)
              i jeszcze raz podreslam: jezeli erotyka w czyms takim nie gra, to uwazam
              za naturalne, ze gdzie indziej dopelnia sie "oczekiwania".
              natomiast jezeli tej drugiej stronie (kobiecie) niczego nie brakuje (erotycznie)
              to wciaganie jej w swoje sprawy (na ktore ona nic nie moze zaradzic) nie ma
              sensu.
              • Gość: Przemek Re: teoria, a praktyka. IP: *.tele.pw.edu.pl 10.07.03, 18:35
                Gość portalu: bez napisał(a):

                > Jestesmy z wielkiego miasta, wiec tradycja , rodzina, kosciol nie ma zadnego
                > znaczenia.

                Nie kazdy mieszkaniec wielkiego miasta tak mysli...

                > bylo to obustronne poswiecenie w imie interesu dziecka.
                > na zasadzie, moze sie uda...
                > I udalo sie.

                To jestem w stanie zrozumiec. Jednak role w takim zwiazku powinny byc
                rozdzielone - bez zadnych niedomowien.

                > i jeszcze raz podreslam: jezeli erotyka w czyms takim nie gra, to uwazam
                > za naturalne, ze gdzie indziej dopelnia sie "oczekiwania".
                > natomiast jezeli tej drugiej stronie (kobiecie) niczego nie brakuje
                (erotycznie)
                > to wciaganie jej w swoje sprawy (na ktore ona nic nie moze zaradzic) nie ma
                > sensu.

                Nie rozumiem co oznacza ze jej "niczego nie brakuje".
                Jesli ona nie ma zadnych potrzeb erotycznych i nie interesuje sie Twoimi, dajac
                Ci wolna reke - to nie bede sie czepial.
                Jesli ona ma jakies potrzeby (tylko mniejsze) i oczekuje wiernosci, to sprawa
                nie wyglada "czysto" (z mojego punktu widzenia, oczywiscie). Nawet jesli
                pominiemy sprawy uczuciowe, to w sytuacji "skokow w bok" jednego partnera
                istnieje zagrozenie zawleczenia choroby przenoszonej droga plciowa, co juz
                wyglada bardzo paskudnie.

                Moja uwaga natury ogolnej jest taka, ze bardzo trudno o szczesliwy zwiazek
                oparty na "kontrolowanej zdradzie" (jak w tych starych filmach z
                serii "Emmanuelle" :-)) Zawsze w takim zwiazku jest ktos, kto wykorzystuje i
                ktos, kto jest wykorzystywany.
                Tak samo nie wierze w szczesliwe zwiazki praktykujace "wymienianie sie
                partnerami". Zawsze jest ktos, kto narzuca taka gre i ktos, kto ja jest
                zmuszony zaakceptowac, zeby nie stracic partnera.
                Zawsze traci bardziej ten, kto jest bardziej zaangazowany i przestrzega
                wyzszych standardow etycznych.

                • Gość: bez pewnie, ze trudno... IP: 192.120.171.* 11.07.03, 09:38
                  nie chcialbym sie wybielac, ale ja mialem o tyle czysta sytuacje,
                  ze od poczatku bylo wiadomo, dlaczego sie pobieramy.
                  Oczywiscie nie odpowiada mi ani ilosc, ani jakosc "oferty" erotycznej mojej zony
                  (natomiast podkreslam, odpowiada mi cala jej reszta, uroda, inteligencja itd...)
                  Dlaczego mialbym sie "samoograniczac" ?
                  Moja moralnosc mi tego nie nakazuje.
                  Natomiast, oczywiscie, piszesz o niebezpieczenstwach
                  (choroby weneryczne itd...).
                  No wiesz, ja "sie pilnuje". Nigdy nie zadawalem sie z przypadkowymi kobietami...
                  zawsze byly to jakis czas trwajace uklady, najczesciej z kobietami
                  "na poziomie" ktore tez sie pilnowaly...

                  Zejde troche z mojego tematu.
                  Mam kolegow, ktorzy pobierali sie bez zadnego przymusu...
                  Zony im odpowiadaly pod wzgledem erotyki...
                  I tez je zdradzali.
                  Z ciekawosci, dla urozmaicenia...
                  Zaden sie nie rozwiodl, ale tez zaden nie zaluje tych "skokow".
                  Badzmy szczerzy, dla niektorych malzenstwo monogamiczne,
                  gdy przeminie "wielkie uczucie" zaczyna byc nudnawe.
                  I pojawia sie potrzeba urozmaicenia sobie zycia.
                  • Gość: Przemek Re: pewnie, ze trudno... IP: *.tele.pw.edu.pl 11.07.03, 14:32
                    Gość portalu: bez napisał(a):

                    > (natomiast podkreslam, odpowiada mi cala jej reszta, uroda, inteligencja
                    itd...
                    > )
                    > Dlaczego mialbym sie "samoograniczac" ?
                    > Moja moralnosc mi tego nie nakazuje.

                    Jesli zalozymy, ze wszystkie rodzaje "moralnosci" sa rownowazne, to dyskusja
                    nie ma sensu. Ja wychodze z zalozenia, ze nalezy unikac wyrzadzania krzywdy
                    ludziom, nalezy wywiazywac sie z przyjetych zobowiazan. Mysle ze te zalozenia
                    maja charakter uniwersalny, a nie sa tylko sztuczna konstrukcja.
                    Nieprawidlowa moralnosc to m.in. "moralnosc Kalego". Jesli jeden ze
                    wspolmalzonkow pozwala sobie na zdrade, drugi musi miec te same prawa.
                    Co wiecej, taka obopolna zgoda na zdrade musi byc wczesniej uzgodniona, nie do
                    pomyslenia jest zawarcie "normalnego" malzenstwa (np w kosciele) a nastepnie
                    jednostronne wypowiedzenie umowy: "Postanowilem cie zdradzac, ty tez mozesz,
                    jesli chcesz".

                    > Natomiast, oczywiscie, piszesz o niebezpieczenstwach
                    > (choroby weneryczne itd...).
                    > No wiesz, ja "sie pilnuje". Nigdy nie zadawalem sie z przypadkowymi
                    kobietami..

                    Jesli akceptuja zwiazek z zonatym i nie daza do wylacznosci to wchodza w uklad
                    niestabilny, ktory najczesciej nie trwa dlugo. Im czestsze zmiany partnerow,
                    tym wieksze ryzyko.

                    > Badzmy szczerzy, dla niektorych malzenstwo monogamiczne,
                    > gdy przeminie "wielkie uczucie" zaczyna byc nudnawe.

                    Dla niektorych.

                    > I pojawia sie potrzeba urozmaicenia sobie zycia.

                    Potrzeby powinny byc zaspokajane, jednak nie kosztem innej osoby (w tym wypadku
                    wspolmalzonka).

                    P.S. Zapewne juz nie odpowiem, bo wyjezdzam na kilka tygodni.
                    Pozdr.
                  • Gość: aiszka4 Re: pewnie, ze trudno... IP: 217.8.186.* 14.07.03, 15:42
                    Gość portalu: bez napisał(a):

                    > Mam kolegow, ktorzy pobierali sie bez zadnego przymusu...
                    > Zony im odpowiadaly pod wzgledem erotyki...
                    > I tez je zdradzali.
                    > Z ciekawosci, dla urozmaicenia...
                    > Zaden sie nie rozwiodl, ale tez zaden nie zaluje tych "skokow".
                    > Badzmy szczerzy, dla niektorych malzenstwo monogamiczne,
                    > gdy przeminie "wielkie uczucie" zaczyna byc nudnawe.
                    > I pojawia sie potrzeba urozmaicenia sobie zycia.


                    A co na to ich żony? Też sobie "urozmaicają", czy tylko tolerują wyskoki mężów:(
                    • Gość: bez dziewczyno, w polskich warunkach IP: 192.120.171.* 14.07.03, 16:10
                      tego "normalny" maz nie mowi.
                      wiec ich zony nic nie wiedza.
                      ale dwoch z nich przyznalo mi, ze wszystkiego sie ukryc nie da,
                      wiec zapewne ich zony sie domyslaja.
                      - ale sa to domysly bez dowodow.

                      zmierzam do tego, ze zdrady sa rzecza powszechna
                      i zapewne polowa malzenstw ma to za soba.
                      Tylko, ze dla moich znajomych byla to jedynie rozrywka.
                      dla mnie jest to i rozrywka i koniecznosc...
                      • Gość: aiszka4 Re: dziewczyno, w polskich warunkach IP: 217.17.46.* 15.07.03, 11:43
                        Gość portalu: bez napisał(a):

                        > tego "normalny" maz nie mowi.
                        > wiec ich zony nic nie wiedza.
                        > ale dwoch z nich przyznalo mi, ze wszystkiego sie ukryc nie da,
                        > wiec zapewne ich zony sie domyslaja.
                        > - ale sa to domysly bez dowodow.


                        A co mają do tego polskie warunki? A normalny mąż to nie zdradza, chyba, że
                        operujesz innym opojęciem normalności/moralności.
                        >
                        > zmierzam do tego, ze zdrady sa rzecza powszechna
                        > i zapewne polowa malzenstw ma to za soba.

                        To, że coś jest powszechne, to nie znaczy, że muszę się na to zgadzać. Nie
                        odpowiada mi argument, że skoro koledzy zdradzają swoje żony, to ja też
                        powinnam to znosić. Nie widzę najmniejszego powodu, żadnego wytłumaczenia.


                        > Tylko, ze dla moich znajomych byla to jedynie rozrywka.
                        > dla mnie jest to i rozrywka i koniecznosc...


                        Rozrywka - to jest wyjście do kina lub do teatru; konieczność - to dach nad
                        głową i coś w garnku i buty na zimę dla dziecka. Reszta to popędy, nad którymi
                        można zapanować, albo załatwić w inny sposób. Kłamstwo i zdrada dla mnie zawsze
                        będzie kłamstwem i zdradą.
                        • Gość: bez teoretycznie pewnie masz racje. IP: 192.120.171.* 15.07.03, 12:10
                          kolegow nie tlumacze.
                          opisalem tylko ich sytuacje.
                          niech tlumacza sie sami.

                          a wracajac do mnie, przypominam,
                          co napisalem w moim 1.szym, czy 2.gim poscie.

                          Ja nie obiecywalem erotycznej wiernosci, wiec nie mam poczucia zdrady.
                          i basta.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka