Gość: mała
IP: *.waw.cdp.pl / 172.30.1.*
01.07.03, 10:32
No właśnie, czy można?
Wychodzę właśnie z beznadziejnego związku, postanowiłam, że to
już na prawdę koniec, nie ma powrotu, nie ma oszukiwania się.
Byliśmy małżeństwem przez 5 lat, znaliśmy się dłużej.
Prawdopodobnie z mojej strony uczucie wygasło już dawno temu, w czasie ślubu
to był już tylko płomyczek.
Mąż zawsze kochał mnie dużo bardziej, byłam z nim bo wmówiłam sobie, że to
najlepsze co może mnie w życiu spotkać, że nikt mnie nie bęzie tak kochać -
więc nie mogę z tego zrezygnować.
Ale nie myslałam o swoich uczuciach - czy one są wystarczająco mocne.
Potem jeszcze wtrącili się rodzice - że już chyba czas, bo z powodów
materialnych zamieszkaliśmy razem i stało się.
Małżeństwo nie zostało skonsumowane, po nieuadanych próbach, ja całkowicie
straciłąm zainteresowanie seksem z nim, doszło do tego, że nie mogę się do
tego zmusić w żaden sposób.
Jednym słowem jest to bardzo chory związek, cierpimy oboje i jedne wyjście to
skończyć to , pytanie tylko dlaczego tak późno.
Chcę to zrobic, ale boję sie przyszłości.
Poznałam mężczyznę, an którym zaczęło mi bardzo zależeć. Nie powiedziałąm mu
od razu w jakiej jestem sytuacji. Gdy się dowiedział, stwierdził, że jestem
złą kobietą, ze muszę żyć ze swoim mężęm, bo za błędy się płaci, że nigdy już
nie ułożę sobie zycia, że mam za dobrze i stąd to wszsytko - wiele ostrych
słów z ust człowieka którego zaczęłam kochać.
Jestem załamana.
Nie wiem co ze mną będzie, nie mam siły przeżywać kolejnych rozczarowań,
walczyc (o co) i żyć nie wiem po, co.
Samotne życie jest takie straszne,
mimo, że jestem w związku, od dawna wiem już co to samotność.
Czy moje życie na prawdę jest już stracone?