Dodaj do ulubionych

Waszym zdaniem

23.09.07, 09:49
jak myślicie, czy małżeństwo ,w którym obie osoby wyrażają wzajemne
przyzwolenie na zdradę funkcjonowałoby szczęśliwie , nieszczęśliwie,
rozpadło by się w którymś momencie ?

czy wierność w stałym związku ma jakąś praktyczną funkcję ,rolę w
utrzymywaniu jego trwałości ?

jakie są wasze prognozy dla opisanego powyżej modelu związku ?
sytuacje można rozpatrywać z założeniem, gdy oboje umówili się na
zdrady pod warunkiem, że wiedzą o każdej oraz gdy inni partnerzy są
między nimi tematem tabu.
Obserwuj wątek
    • synvilla Re:Ja jestem tradycjonalna. 23.09.07, 10:09
      Po co komu takie malzenstwo gdzie ludzie nie umieja byc sobie
      wierni.tzw. malzenstwo kumplowskie.
      Moze lepiej sie wtedy rozejsc.
      Jezeli ludzie zdradzaja wzajemnie w najbardziej intymnych sprawach
      to jaka wiernosc zachowaja wtedy gdy np. jedno z nich bedzie
      powaznie chore i potrzebujace wsparacia drugiej osoby.

      .
    • 13kotek13 moim zdaniem 23.09.07, 10:25
      Dwa puszczalskie charakterki się spotkały. Będą ze sobą tak długo, dopóki nie
      spotkają ciekawszych osób. Czyli nie wróżę tu żadnej przyszłości. Taki model
      małżeństwa to jakaś chora schiza.
      • synvilla Re: Wspolczesny purytanin. 23.09.07, 10:33
        13kotek13 napisała:

        > Dwa puszczalskie charakterki się spotkały. Będą ze sobą tak
        długo, dopóki nie
        > spotkają ciekawszych osób. Czyli nie wróżę tu żadnej przyszłości.
        Taki model
        > małżeństwa to jakaś chora schiza.
        ..............
        Widac jest to problem seksu. Niedosytu seksualnego. I braku
        umiejestnosci znalezienia takiego partnera, ktory zaspokoi potrzeby
        seksualne, na tyle ze nie bedzie biegac na boki.
        Psychologicznie jest to bardzo zlozna sprawa.
        jezlei nie jest to seksoholizm, to jest to inny problem na
        plaszczyznie uczuciowej.
        Rollo May by powiedzial: "wspolczesny purytanin".
        To czlowiek, ktory bedzie kopulowal na prawo i lewo, nie
        zaglebiajac sie w uczucia. Tak jak przed wiekami, czlowiek kochal
        na umor, nie zaglebiajac sie w seks.
        • 13kotek13 Re: Wspolczesny purytanin. 23.09.07, 10:48
          No tak. To jest problem. I podobnie jak ty nie rozumiem dlaczego Ci ludzie sie
          pobrali, skoro niedosyt seksu maja tak duży, że muszą szukać atrakcji na boku ?
          No, ale synvillo, jeśli Ci ludzie maja kłopot z uczuciami, to znowu nasuwa mi
          się pytanie dlaczego wzięli ślub ? bardzo to dziwne...
          • synvilla Re: Wspolczesny purytanin. 23.09.07, 11:11
            Slub wzieli bo zapewniaja sobie inne podstawowe uczucia np.
            poczucie bezpieczenstwa.

            To jak male dziecko, cos grandzi na podworku i dostaje kik,bo wie
            ze zrobil zle, pozniej pedzi do domu gdzie jest cieplo i
            bezpiecznie do mamy.mama nic nie wie co Jasio nagrandzil.

            Gdzies do 8-10 roku zycia ksztaltuje sie cos co zwiemy wyrzuty
            sumienia i kontrola.Dzieciom do tego wieku jest ciezko z kontrola i
            zakazami.
            I napewno wiekszosc tych ludzi gdzies tam w dziecinstwie zostala.
            te same uczucia powtarzaja jako dorosli.Bo nie wyrobili sobie juz
            jako dziecko tej kontroli nad uczuciami przyjemnosci.

            Zdradzaja na boku- dostaja kik- po czym wracaja do zon, mezow do
            cieplego bezpiecznego domu gdzie na stole czekaja cieple pierogi z
            kapusta:=)))I tak zycie sie toczy.Az pewnego dnia, ktores z nich
            nie moze, bo penis nie staje, albo jej brak orgazmu.
      • aroden Przeciwnie, zupelnie nie masz racji. 24.09.07, 17:44
        Malzenstwa/Partnerstwa "Otwarte" - to w okreslonych liberalnych
        kregach na Zachodzie, wcale nierzadka supozycja.
        Zysk z tego jest taki, jak to opisala Mila mi Veroy :)
        Jest sie ze soba, ma sie obustronne wsparcie i dzieci, a
        jednoczesnie zgode na zdobycie (niekiedy) kogos interesujacego.
    • jesiennapani Re: Waszym zdaniem 23.09.07, 11:00
      Słowa przysięgi małżeńskiej mówią o miłości i wierności,
      więc po coż skladać taką przysięgę publicznie, gdy umawiaja sie
      małżonkowie na dopuszczanie się zdrady i informowanie o niej.
      Jedno wyklucza drugie.
    • veroy aby lepiej zobrazować problem. 23.09.07, 11:21
      nuda w łóżku ,brak seksu , zdrady - to są problemy istniejące w
      wielu tradycyjnych związkach.myśle, że można je wręcz określić
      mianem "powszechne".

      wierność,zazdrość - pragnienie partnera na wyłączność -
      nietolerowanie zdrad - w naturze miało to zapewnić kobiecie
      partnera, który posiada potomstwo wyłącznie z nią i dzięki temu
      inwestuje w to potomstwo całą swoją uwagę i środki. Partner
      natomiast miał jako tako gwarancję, że owe potomstwo ,w które
      inwestuje uwagę i środki jest jego, tzn zapewnia przetrwanie właśnie
      jego genom.

      innych funkcji wierność nie ma (w każdym razie nic o tym nie wiem) i
      chociaż uczucie zazdrości dotrwało do naszych czasów ,dzisiaj - w
      dobie skutecznych zabezpieczeń przed ciążą - biologicznego
      uzasadnienia nie ma, podobnie jak dochowywanie wierności utraciło
      swe biologiczne a więc chyba jedyne znaczenie.

      bilnas zysków i strat dla członków takiego małżeństwa zdaje sie
      wychodzić na ich korzyść - posiadają wspólne potomstwo ,w które
      oboje inwestują i mają zapewnione urozmaicone życie seksualne przez
      cały okres trwania małżeństwa.
      zamiast gwarancji wierności - jak w tradycyjnym małżeństwie - mają
      gwarancję trwałości - to małżeństwo nie rozpadnie się, jeśli tylko
      poradzi sobie z problemem zazdrości. odejście do kogoś lepszego (co
      zdarza sie w tradycyjnych małżeństwach) tutaj nie jest opłacalne,
      gdyż zostając małżonek zapewnia sobie kontakt zarówno z tym kimś
      lepszym (ma przyzwolenie drugiej strony) jak i z potomstwem , w
      które pragnie inwestować by zapewnić przetrwanie genom. w przeciwnym
      wypadku naraża relacje z dziećmi na poważny szwank.

      umowa zawiera przyzwolenie na zdradę , "zakaz" posiadania potomstwa
      z innym partnerem i deklaracje, że swojego stałego partnera sie nie
      opuści (jak w tradycyjnym małżeństwie).

      Dodam, że brak wierności nie przeczy miłości i o członkach
      małżeństwa mozna powiedzieć, że się kochają. Chcę otrzymać dowód, że
      tak nie jest jak i dowód na to ,że takie małżeństwo nie będzie udane
      i nie dotrwa szczęśliwej starości. czy ktoś potrafi ?
      • altinka Re: aby lepiej zobrazować problem. 23.09.07, 11:54
        veroy napisała:

        > wierność,zazdrość - pragnienie partnera na wyłączność -
        > nietolerowanie zdrad - w naturze miało to zapewnić kobiecie
        > partnera, który posiada potomstwo wyłącznie z nią i dzięki temu
        > inwestuje w to potomstwo całą swoją uwagę i środki. Partner
        > natomiast miał jako tako gwarancję, że owe potomstwo ,w które
        > inwestuje uwagę i środki jest jego, tzn zapewnia przetrwanie
        właśnie jego genom.

        pragnienie posiadania partnera na "wyłączność" to również wyraz
        bliskości tej wyjątkowej między nimi, relacji emocjonalnych, które
        wiążą te osoby, do których nie mają dostępu inni

        > dzisiaj - w dobie skutecznych zabezpieczeń przed ciążą -
        biologicznego uzasadnienia nie ma, podobnie jak dochowywanie
        wierności utraciło swe biologiczne a więc chyba jedyne znaczenie.

        a co z nie biologicznym uzasadnieniem? nie bierzesz pod uwagę
        relacji emocjonalnymch, nie ma ich?

        > bilnas zysków i strat dla członków takiego małżeństwa zdaje sie
        > wychodzić na ich korzyść - posiadają wspólne potomstwo ,w które
        > oboje inwestują i mają zapewnione urozmaicone życie seksualne
        przez cały okres trwania małżeństwa.

        czyli nie zakładasz, że w którymś momencie któreś z nich może się
        zakochać w bilogicznym partnerze seksualnym (?), nawet maszyny
        szwankują, a cóż dopiero człowiek, nie da się go zaprogramować

        > odejście do kogoś lepszego (co zdarza sie w tradycyjnych
        małżeństwach) tutaj nie jest opłacalne, gdyż zostając małżonek
        zapewnia sobie kontakt zarówno z tym kimś lepszym (ma przyzwolenie
        drugiej strony) jak i z potomstwem

        nie zawsze robi się rozsądną sumę zysków i strat odchodząc do kogoś
        nie zawsze zresztą lepszego

        > umowa zawiera przyzwolenie na zdradę , "zakaz" posiadania
        potomstwa z innym partnerem i deklaracje, że swojego stałego
        partnera sie nie opuści (jak w tradycyjnym małżeństwie).

        wszystkie umowy mogą okazać się względne

        > o członkach małżeństwa mozna powiedzieć, że się kochają.

        trudno mi w to uwierzyć
        • synvilla Re:Caly ten post jest bardzo samczy. 23.09.07, 12:12
          I pisany przez mezczyzne asekuranta.
          Jezeli sie myle to mnie popraw:=))
          Rozumiem,ze zyjesz w tzw. tradycyjnym zwiazku, gdzie seksualnosc
          byla przed laty motorem napedowym tego zwiazku, jednak z biegiem
          lat "wypalila sie". Teraz poniewaz nie jestes zaspokojony
          seksualnie i seks ciebie pociaga widzisz dookola kobiety, ktore
          chcialyby z toba to i owo. Pozostaje ci jedynie to co nazywasz
          skrupulami wobec zony.Powiedzmy zona zgadza sie na tzw. zwiazek
          otwarty.Ty zapewniasz sobie atrakcje seksualne. Chodzisz na boki.

          Ale w zwiazku otwartym kobieta tez ma otwarta furtke.Zaluzmy jest
          to kobieta inteligentna, seksowna, zadbana i atrakcyjna. Co robi
          taka wspolczesna kobieta? Szuka nowego mezczyzny.Dla siebie.
          Dzieci wyrosna , ona zostaje sama. Powiedzmy ma 40+ ulozone zycie
          taka kobieta nie cche miec juz dzieci. Wiec wiele kobiet wlasnie w
          tym wieku wychodzi ponownie za maz. Ukladaja sobie po raz kolejny
          zycie, na ogol coraz lepiej.

          Z twojego postu tak rozumiem, mozliwe ze zle, facet to ta osoba
          nadrzedna. Ale dzis juz tak nie jest.Dookola tylu wspanialych
          mezczyzn - wybierac przebierac ile sie chce:=))))Jak nie ten to
          jest inny.
          Kobieta ma takie same szanse do przygod seksualnych jak
          mezczyzna.Wiec po co rozmieniac sie na drobne.
          Szuka tego lepszego, ktory da wiecej uczcu i poczucia
          bezpiecznestwa, milosci, szacunku, - zakreci sie uczcuiowo w innym
          silniejszym samczyku i ten slaby samiec spada w dol. zwiazek sie
          rozpada.Zwiazki otwarte to utopia - nie maja szans.
          • veroy pudło. 23.09.07, 12:42
            jestem kobietą, zupełnie nie taką, jak ten mężczyzna opisany przez
            ciebie.
            • synvilla Re: Czego szukasz veroy? 23.09.07, 12:53
              odpowedzi na swoj koncept zycia?
              W moim przekonaniu otwarte zwiazki nie maja szans.
              czy taka odpowiedz cie zadawala?
              • veroy Re: Czego szukasz veroy? 23.09.07, 13:13
                szukam uzasadnienia, dlaczego tych szans nie maja. może nawet dowodu.
                • aroden maja... 24.09.07, 19:31
                  nikt im szans zabrac nie moze.
                  zyjemy w koncu w wolnosci i demokracji, w spoleczenstwie liberalnym.
                  zaden PiS, ani przyszly POPiS niczym nowym sie tu nie popisze :)))
                  • aroden a i... 24.09.07, 19:35
                    wreszczie jakis estetycznie i fonetycznie piekny nick :)))
          • 13kotek13 Re:Caly ten post jest bardzo samczy. 23.09.07, 13:12
            popieram Cie synvillo...

            Związki, w których partnerzy skaczą w bok za swoim przyzwoleniem nie przetrwają.
            Gdzie tu bliskość, oddanie, wzajemne obdarzanie się ciepłem ? Nie ma, bo
            ważniejsze jest to, by polować na nowe zdobycze łóżkowe.
            Zastanawiam sie czy Ci partnerzy nie boja się chorób wenerycznych, nie wspomnę
            już o AIDS. Brrrrr....
            • veroy Re:Caly ten post jest bardzo samczy. 23.09.07, 13:15
              nie rozumiem, dlaczego wiekszośc z was uważa ,że skoki w bok tylko
              dla seksu przeczą bliskości i oddaniu.
        • veroy Re: aby lepiej zobrazować problem. 23.09.07, 12:26
          altinka napisała:

          > pragnienie posiadania partnera na "wyłączność" to również wyraz
          > bliskości tej wyjątkowej między nimi, relacji emocjonalnych, które
          > wiążą te osoby, do których nie mają dostępu inni.

          bliskość czy wyjątkowość relacji emocjonalnych, miłość w sensie
          romantycznym - dla mnie to psychologiczne oprawki dorobione do
          biochemicznych mechanizmów. wierzę w miłość ukształtowaną przez
          chemię kobiety i mężczyzny oraz ich rozsądek , dopasowanie
          osobowości.

          > a co z nie biologicznym uzasadnieniem? nie bierzesz pod uwagę
          > relacji emocjonalnymch, nie ma ich?

          relacje emocjonalne są takie same jak w tradycyjnym małżeństwie.
          co do niebiologicznego uzasadnienia ,nie widzę takiego, stąd wynika
          wątek.

          > czyli nie zakładasz, że w którymś momencie któreś z nich może się
          > zakochać w bilogicznym partnerze seksualnym (?), nawet maszyny
          > szwankują, a cóż dopiero człowiek, nie da się go zaprogramować

          małżonkowie kochają się (są takim samym małżeństwem jak każde inne,
          jedyna różnica polega na zezwoleniu na zdradę) . oczywiście, może
          się zdarzyć ,że któreś się zakocha w innym partnerze, podobnie jak
          może się zdarzyć w tradycyjnym małżeństwie ,że mąż zakocha się w
          koleżance z pracy albo żona w listonoszu.

          > nie zawsze robi się rozsądną sumę zysków i strat odchodząc do
          kogoś
          > nie zawsze zresztą lepszego

          charakter małżeństwa świadczy o tym, że oboje jego członkowie
          przekładają ze swojej natury rozsądek ponad uczucia i że nad
          uczuciami w dużym stopniu panują.

          > wszystkie umowy mogą okazać się względne

          tradycyjna małżeńska także.



          • synvilla Re:Tak ci sie to spod piora wymknelo? 23.09.07, 12:42
            może się zdarzyć w tradycyjnym małżeństwie ,że mąż zakocha się w
            koleżance z pracy albo żona w listonoszu.
            .......................................................
            Co o tobie mowi to zdanie?

            Dla mnie mowi ogromnie wiele:=)
            • veroy Re:Tak ci sie to spod piora wymknelo? 23.09.07, 13:18
              nie mam pojęcia co o mnie miałoby mówić to zdanie.
              szczerze proszę o uświadomienie. to forum 'psychologia',tymczasem
              psychologia to moja pieta achillesowa, dlatego proszę cie, otwórz mi
              oczy :)
          • altinka Re: aby lepiej zobrazować problem. 23.09.07, 13:27
            Jeśli ma to być sposób na ratowanie małżenstwa to możecie się bardzo
            rozczarować.
      • synvilla Re: Rozne sa koleje ludzkosci. 23.09.07, 14:23
        wierność,zazdrość - pragnienie partnera na wyłączność -
        nietolerowanie zdrad - w naturze miało to zapewnić kobiecie
        partnera, który posiada potomstwo wyłącznie z nią i dzięki temu
        inwestuje w to potomstwo całą swoją uwagę i środki. Partner
        natomiast miał jako tako gwarancję, że owe potomstwo ,w które
        inwestuje uwagę i środki jest jego, tzn zapewnia przetrwanie
        właśnie
        jego genom.
        ...........................................
        Ludzie nigdy nie zyli w zgodzie z natura. Taki uklad o jakim
        piszesz powstal wtedy kiedy zaczal sie ksztaltowac patriarchat.
        czyli wtedy kiedy czlowiek z zycia koczowniczego zajal sie uprawa
        roli, osiadl na ziemi, skonczyla sie wedrowka z miejsca na miejsce
        i polowania.

        Zanim patrirachat powstal byly uklady, w ktorych kobieta miala
        decydujaca role w zyciu. Byla czczona jako Bogini. W tamtych bardzo
        odleglych czasach wlasnie byly otwarte zwiazki. W tzw,
        matriarchacie kobiety zyly z wieloma mezczyznami na raz. Pojecie
        malzenstwa nie istnialo. Kobietom nie bylo ono potrzebne.

        To o czym piszesz to wymysl patriarchatu, czyli mezczyzn.:=)
        • veroy Re: Rozne sa koleje ludzkosci. 23.09.07, 14:40
          ludzie są niewolnikami swej natury, gdyż to z natury wszytsko
          wynika, jakiego przykładu być nie podała, znajdziesz przyczyny tego
          stanu rzeczy w naturze człowieka.

          to co napisałas nie jest prawdą, wynika ze złej interpretacji
          historii człowieka. mechanizmu psychologicznego zazdrość-wierność
          wtedy jeszcze nie było, gdyż dopiero zaczynał się kształtować.
          zaczął sie kształtować, bo w toku ewolucji wynikła taka potrzeba.
          potrzeba wynikła, gdyż natura dąży do porządku, do zrównoważonego
          stanu rzeczy.



          • synvilla Re: Rozne sa koleje ludzkosci. 23.09.07, 15:29
            veroy napisała:

            > ludzie są niewolnikami swej natury, gdyż to z natury wszytsko
            > wynika, jakiego przykładu być nie podała, znajdziesz przyczyny
            tego
            > stanu rzeczy w naturze człowieka.
            >
            > to co napisałas nie jest prawdą, wynika ze złej interpretacji
            > historii człowieka. mechanizmu psychologicznego zazdrość-wierność
            > wtedy jeszcze nie było, gdyż dopiero zaczynał się kształtować.
            > zaczął sie kształtować, bo w toku ewolucji wynikła taka potrzeba.
            > potrzeba wynikła, gdyż natura dąży do porządku, do zrównoważonego
            > stanu rzeczy.
            >
            >
            >.........................................................
            Niewolnikami swojej natury sa jedynie zwierzeta.A chyba przyznasz,
            ze jest tu dosc duza roznica pomiedzy zwierzatkiem, a czlowiekiem.

            Ludzie od dawna wiedzieli, ze natura jest po to aby nia okielzac i
            kierowac.Ten kto kierowal sie jedynie swoimi naturalnymi
            instynktami- ginal w walce z silami natury.
            Czlowek aby przetrwac nauczyl sie kierowac swoimi instynktami i
            uzywac racjonalnego myslenia. Uczenia sie na bledach i korzystania
            z kreatywnosci.
            Zazdrosc -jest jednym z pierwotnych uczuc czlowieka. Mozna ja juz
            zaobserwowac u bardzo malych dzieci.Nawet kilku miesieczne
            niemowle, potrafi juz okazac "zazdrosc" o uwage matki.
            Sama "zazdrosc" wynikajaca z instynktu samozachowawczego wystepuje
            wszedzie w przyrodzie.
            Zobacz pod mikroskopem chocby komorki spermy, ktore niszcza sperme
            konkurenta w przewodach rozrodczych kobiety.

            Na temat matrarchatu powstalo bardzo wiele ksiazek i rozpraw
            naukowych. jedna z ciekawszych pozycji jest ksiazka Peggy Reeves.
            "Women in Center"

            Widze ze temat ogromnie cie interesuje, ale zapewne jestes bardzo
            mloda osoba, ktorej brak zarowno wiedzy jak i doswiadczenia
            zyciowego stad twoje dosc niepewne podejscie do spraw, ktore wiele
            nastolatek w twoim wieku juz dawno rozpracowalo, a wiedze w
            temacie poukladalo na wlasciwe polki.
            • veroy Re: Rozne sa koleje ludzkosci. 23.09.07, 18:30
              znowu pudło, synvilla.
              • fabriella Re: Ale to nieładnie jest tak powiedzieć komuś. 23.09.07, 19:03
                Pudło.
                Skąd u ciebie jest przekoannie o własnej i jedynej racji? Jeżeli
                masz inny punkt widzenia to go zaprezentuj. Od tego jest forum.
                Po co zakładasz wątek, gdzie rzucasz w ludzi pudłami, nawet nie
                wysilając się na pokazanie swoich racji. Czyżby brakowało ci
                wiedzy?
                • veroy Re: Ale to nieładnie jest tak powiedzieć komuś. 23.09.07, 21:04
                  czytaj wątek - babka próbuje zgadnąc kim jestem i jak potoczyło się
                  moje życie ,bo wydaje jej sie ,że można to zrobić na podstawie paru
                  zdań, które napisałam powyżej. za nic jej nie wychodzi. najpierw ze
                  świętym przekonaniem stwierdza, że jestem mężczyzną-asekurantem (co
                  delikatnie wskazuje jak na mój gust na jej nieco stereotypowe
                  myslenie, ale ja nie znam się na psychologii, do czego w
                  przeciwieństwie do niej się przyznaje) później strzela, że jestem
                  nastką, która nic nie wie o życiu. Nie jestem ani jednym, ani
                  drugim, choć bardzo by tego chciała ;)
                  To jest irytujące na forach, że często ktoś zamiast wnieść coś
                  ciekawego do wątku ,skupia się na jego autorze.
                  • synvilla Re: Ale to nieładnie jest tak powiedzieć komuś. 24.09.07, 09:27
                    A skąd wiesz,że Synvilla to "babka" Bo ma wizytowkę?
                    To też sobie załuż.

                    Na temat w ogóle zycia masz bardzo małą wiedzę, skoro borykasz się
                    z takimi pytaniami. Ktoś bardziej bystry i inteligentny umiałby w
                    bardziej ludzki i rzeczowy sposób podejśc do tematów takiej treści
                    jakiej to przedstawiałas na forum.
                    Ty nawet nie potrafisz poprowadzić dyskusji w ciekawy sposób.



                    ____________________
                    hem.bredband.net/waldon/
                    • veroy 'ty nawet nie potrafisz prowadzić dyskusji 25.09.07, 09:08
                      w ciekawy sposób' - powiedziała osoba, która w swoim poście wytknęła
                      głupotę, brak bystrości i inteligencji i dopisała coś , o ludzkim i
                      rzeczowym sposobie podejścia do tematu - dla mnie lol.
          • aroden Tu bym lekko oponowal, Mila :))) 25.09.07, 14:31
            veroy napisała:

            > ludzie są niewolnikami swej natury, gdyż to z natury wszytsko
            > wynika, jakiego przykładu być nie podała, znajdziesz przyczyny
            tego stanu rzeczy w naturze człowieka.

            To tylko w polowie prawda. Kazdy jest wprawdzie w jakims stopniu
            niewolnikiem (swojej) natury, ale tylko " w jakims stopniu" .

            Mamy jeszcze:
            b) prawo - czyli zachowania oczekiwane, zagrozone sankcja prawna.

            c) obyczaje - czyli zachowania oczekiwane przez okreslone srodowisko
            zagrozone obstrukcja spoleczna.
            d) kulture - czyli zachowania oczekiwane, stanowiace pewien wzror
            dla innych...

            I dopiero kombinacja natury ludzkiej i pozostalyh trzech elementow
            oddaje pelny obraz mozliwych zachowan.


            gdyż natura dąży do porządku, do zrównoważonego stanu rzeczy.

            - tak, lecz jest to porzadek animalny, jednoplaszczyznowy.
            porzadek "ludzki" jest wieloplaszczyznowy :)))



      • szarylemur Re: kotek i mlotek 24.09.07, 01:51
        jakies dwa lata temu, ja i moj kolega - gej wpadliwsmy na pomysl aby sie pobrac.
        nasze charaktery dobrze sie uzupelniaja, jestesmy dla siebie zrodlem pozytywnej
        inspiracji, tolerancyjna oparciem itd. nie byloby tez zazdrosci.
        bylo w historii wiele takich otwartych par, takze obustronnie heteroseksualnych.
        jezeli sytuacja jest od poczatku totalnie jasna, to czemu nie?

        moze pragnienie takiego zwiazku ma cos wspolnego z jakims kompleksem? jak
        'beznozki' slawomira mrozka? obiekt platoniczny musi byc czysty, obiekt
        kontaktow seksualnych traci czystosc = nie nadaje sie do milosci?

        mysle, ze racje maja piszace o problemach wynikajacych z takiej relacji. trudno
        spodziewac sie czegokolwiek od osoby ogarnietej namietnoscia, nawet jesli jest
        twoj partner. wiecej, nie masz nawet prawa czegos od takiej osoby oczekiwac. i
        nie chodzi tu o wielkie poswiecenia lecz chocby rozmowe, obecnosc, uwage.

        reasumujac : uwazam ze to moze sie udac.
        zastanawia mnie tylko ( twoja ) motywacja? cos wiecej niz strach przed samotnoscia?
        • veroy Re: kotek i mlotek 24.09.07, 09:13
          skąd pomysł, że mam cokolwiek wspólnego z sytuacją ? :)

          po prostu zastanawiałam się co myślą o takich kontaktach ludzie. mam
          wrażenie, że dla wiekszości jest niepojęte, że można kogoś kochać i
          chcieć uprawiać seks nie tylko z nim/nią , co nie jest ani trudne do
          zrobienia ,ani też nie są to w życiu odosobnione przypadki.
          Zdaję sobie sprawę, że dla wielu jest to naruszanie świętości, jaką
          jest miłość, sprowadzenie jej do czegoś na kształt origami - jak się
          popracuje, to się zrobi - w guncie rzeczy możemy o wiele więcej, niż
          nam się wydaje.
          • synvilla Re:Szczyt głupoty! 24.09.07, 09:31
            Zdaję sobie sprawę, że dla wielu jest to naruszanie świętości, jaką
            jest miłość, sprowadzenie jej do czegoś na kształt origami - jak
            się
            popracuje, to się zrobi - w guncie rzeczy możemy o wiele więcej,
            niż
            nam się wydaje.
            ...................................
            Nikt nie doprowadza miłosci do origami jak to okreslasz, tylko zyje
            tym uczuciem. Do takich porownan doprowadzaja ludzie tacy jak ty
            ciut zboczeni w mentalu!
        • synvilla Re:szarylemur szczyt beznadziejnej glupoty to 24.09.07, 09:35
          wychodzic za maz za geja.
          masz psychiczne problemy z identyfikazją z własną płcią.
          Pewnie nawet nie wiesz czyś kobietą, czy meżczyzną, a moze czymś
          posrodku czyli jeszcze jedno wielkie nic!
          ..................................................
          jakies dwa lata temu, ja i moj kolega - gej wpadliwsmy na pomysl
          aby sie pobrac.
          nasze charaktery dobrze sie uzupelniaja, jestesmy dla siebie
          • veroy Re:szarylemur szczyt beznadziejnej glupoty to 24.09.07, 11:26
            odmienne ,dosadnie określane poglądy i synvilla nam popuściła
            pokazując swój prawdziwy poziom - co nie my, to szczyt głupoty ;)
            • synvilla Re:szarylemur szczyt beznadziejnej glupoty to 24.09.07, 12:39
              Pudlo, veroy!
          • szarylemur Re:szarylemur szczyt beznadziejnej glupoty to 24.09.07, 12:01
            czesc synvilla
            a czy ja pisze ze wyszlam za niego?
            czy ja mam problemy z identyfikacja wlasnej plci? raczej nie zauwazylam, choc
            mozliwe, ze masz tu pewna racje. nie lubie byc identyfikowana ze stereotypem
            kobiety.
            nie sadze aby wyjscie za maz za geja bylo szczytem glupoty. szczegolnie takiego
            geja jk ten konkretny gej - moj przyjaciel.
            sa malzenstwa z milosci, sa i takie z rozsadku.
            pozdrawiam
            • veroy Re:szarylemur szczyt beznadziejnej glupoty to 24.09.07, 12:43
              i takie z origami też ;)
        • fruwajka1 Re: kotek i mlotek 24.09.07, 15:24
          "wpadliśmy na pomysł aby się pobrać" - to hasło mnie powaliło
    • jan_stereo Re: Waszym zdaniem 24.09.07, 12:52
      veroy napisała:

      > jak myślicie, czy małżeństwo ,w którym obie osoby wyrażają
      >wzajemne przyzwolenie na zdradę funkcjonowałoby szczęśliwie ,
      >nieszczęśliwie,rozpadło by się w którymś momencie ?

      Przyzwolenie na 'zdrade' wyklucza owa zdrade w takim zwiazku. Sa
      tacy ludzie,ktorzy nie lubia zdradzac ale maja przyjemnosc z
      kontaktow seksualnych z innymi ludzmi, dla nich to najzdrowsze
      wyjscie.

      > czy wierność w stałym związku ma jakąś praktyczną funkcję ,rolę w
      > utrzymywaniu jego trwałości ?

      Robi sie metlik, slowo 'wiernosc' oznacza niemal powszechnie brak
      sypiania z innymi kiedy ma sie partnera, a to przeciez nie jest jego
      definicja.

      > jakie są wasze prognozy dla opisanego powyżej modelu związku ?
      > sytuacje można rozpatrywać z założeniem, gdy oboje umówili się na
      > zdrady pod warunkiem, że wiedzą o każdej oraz gdy inni partnerzy
      > są między nimi tematem tabu.

      To nie zalezy od modelu zwiazku, ale od psychiki owych osob,
      tworzacych zwiazek, im bardziej jest to dla nich naturalne (zgodne z
      tym co czuja) tym lepiej powinno funkcjonowac.
      Sama 'wiernosc' czy 'niewiernosc' nie jest zadnym wyznacznikiem
      udanego zwiazku.
      • simply.red Re: Waszym zdaniem 24.09.07, 13:49
        Sama 'wiernosc' czy 'niewiernosc' nie jest zadnym wyznacznikiem
        udanego zwiazku


        czyzby? A to stwierdzenie to z jakiej planety?
        • jan_stereo Re: Waszym zdaniem 24.09.07, 14:12
          simply.red napisała:

          jan stereo:

          > Sama 'wiernosc' czy 'niewiernosc' nie jest zadnym wyznacznikiem
          > udanego zwiazku

          simply.red napisała:

          > czyzby? A to stwierdzenie to z jakiej planety?

          w takim razie z jakiej planety jest stwierdzenie przeciwne do mojego:
          sama 'wiernosc' badz 'niewiernosc' jest wyznacznikiem
          udanego/nieudanego zwiazku ?

          Mowiac inaczej, zakladasz ze jesli partner/partnerka nie sypia z
          nikim innym oprocz osoby z ktora jest w zwiazku, to taka realacja
          juz mozna okreslic jako udana ?
          • simply.red Re: Tak z oblokow na ziemie. 24.09.07, 16:33
            Sama 'wiernosc' czy 'niewiernosc' nie jest zadnym wyznacznikiem
            > > udanego zwiazku

            Dla wiekszosci ludzi wiernosc/niewiernosc jest duzym wyznacznikiem
            na fakt udanego/nieudanego zwiazku.
            I tam, gdzie ludzie sa sobie wierni, wiekszosc okresli mianem
            udanego zwiazku. Natomiast tam, gdzie ludzie sa sobie niewierni,
            tam oprocz ryzyka rozwodu, wiekszosc opowe sie jako zwiazkiem
            nieudanym.
            Zawsze jest wyrazny powod dlaczego ktos jest komus wierny, a
            dlaczego ktos jest niewierny.To jest cos co wyraznie da sie zarowno
            opisac jak i okreslic.Tzw. namacalna cecha zwiazku.
            • jan_stereo Re: Tak z oblokow na ziemie. 24.09.07, 17:54
              Nie zamierzam przeczyc, ze wiernosc/niewiernosc ma okreslone
              podstawy/pobudki, nie mowi nam jednak jej wystepowanie
              jednoznacznie, czy zwiazek jest udany czy nie. Jest to zwyczajnie
              niewystarczajacy opis sytuacji i moze wystepowac naprzemiennie,
              zarowno w dobrze prosperujacych parach, jak i tych rozpadajacych
              sie. Uznalem wiec,ze same te cechy nie sa pelnym wyznacznikiem w
              kwestii satysfakcji z zycia razem obu osob. Powodow na 'wiernosc'
              tez moze byc masa, przykladowo nieumiejetnosc znalezienia sobie
              kogos, kompleksy itd.

              ps. dla mnie, bardziej przekonujacym stwierdzeniem bylby poglad:
              wiedza partnera o tym, iz jest 'zdradzany' spowoduje duzo predzej
              kryzys w zwiazku, niz sam ow akt zdrady (kiedy nie idzie z owa
              wiedza), ktory z kryzysu wcale nie musi wyniknac.
    • jackulus A nie szkoda Ci... czasu ??? życia ??? n/t 24.09.07, 13:18
      • veroy Re: A nie szkoda Ci... czasu ??? życia ??? n/t 24.09.07, 13:38
        nie utożsamiaj postu ze mną.
        co do szkoda życia ,każdy zyje jak chce, mogłoby być komuś go szkoda
        żyjąc jak ty...
        • simply.red Re: A nie szkoda Ci... czasu ??? życia ??? n/t 24.09.07, 13:48
          veroy napisała:

          > nie utożsamiaj postu ze mną.
          > co do szkoda życia ,każdy zyje jak chce, mogłoby być komuś go
          szkoda
          > żyjąc jak ty...


          Duzo w twoim watku przepychanek slownych. A za malo konkretow. Moze
          to nie wlasciwe forum na takie filozofie.
          • veroy Re: A nie szkoda Ci... czasu ??? życia ??? n/t 24.09.07, 16:12
            dostosowuję charakter wypowiedzi do osób, z którymi piszę.
            • simply.red Re: A nie szkoda Ci... czasu ??? życia ??? n/t 24.09.07, 16:41
              veroy napisała:

              > dostosowuję charakter wypowiedzi do osób, z którymi piszę.


              A jezeli twoje wypowiedzi sa pozbawione "charakteru", to co moga
              sobie o tobie pomyslec te osoby, do ktorych piszesz?
              • veroy Re: A nie szkoda Ci... czasu ??? życia ??? n/t 24.09.07, 17:14
                że fajnie by było mi to wytknąć ?
                że jestem gorsza od nich ? :)
                • synvilla Re: A nie szkoda Ci... czasu ??? życia ??? n/t 24.09.07, 18:29
                  veroy napisała:

                  > że fajnie by było mi to wytknąć ?
                  > że jestem gorsza od nich ? :)

                  .............................
                  Dobre pytanie, ja tam sobie mysle, ze /veroy/ jeszcze jedna, ktora
                  mamusia wylala razem z woda do kompieli.
                  • veroy Re: A nie szkoda Ci... czasu ??? życia ??? n/t 25.09.07, 08:48
                    kąpieli, droga synvillo.
        • jackulus Re: A nie szkoda Ci... czasu ??? życia ??? n/t 24.09.07, 17:15
          Że niby moje zapytanie było takie agresywne ??? Może przez te
          pytajniki ??? ;-))).

          To niezamierzone - kolejny przykład, jak dużo zależy od odbioru.
          Jeśli natomiast, Twoja własna opinia, nie ma z główną myślą postu
          nic wspólnego, nie mogłem Cię tak naprawdę urazić. I dobrze... :-).

          Oczywiście - każdy jest kowalem swego losu i oby tak mogło być
          zawsze. Kiedy jednak widzę kolejną dyskusję, której mianownikiem
          jest seks, a związek między ludźmi scharakteryzowany zostaje jako
          szczegółowa instrukcja, w jaki sposób się zdradzamy, to... wybacz
          ostrość sformułowań - nie tędy według mnie droga. Mam wrażenie, że
          człowiek ma większy potencjał niż knucie ;-), w jaki sposób sprawić,
          aby jego życie seksualne zbyt szybko się nie znużyło. Abstrahując
          nawet od tego, że przy takim nakładzie środków, ze stałym partnerem
          można współżyć zupełnie ciekawie... ;-).

          Zastanawiające jest, jak niewspółmiernie dużo czasu, w stosunku do
          tego co dostajemy w zamian, poświęcamy na problem jak, kiedy i z kim
          pójść do łóżka ? Niewiarygodne !

          Jak w takim kontekście można mówić o miłości - a takie słowo też
          zdaje sie w tekście padło ??? Ne rozumem... :-).

          Poza tym, w stawianych tezach jest tak wiele luk... Wszystkie te
          założenia, umowy, że nie mamy innych dzieci, że zawieramy nową umowę
          na wychowanie istniejących, etc. - co to wszystko znaczy w
          kontekście realnego życia ? Mniej więcej tyle samo, co "tradycyjna"
          przysięga małżeńska. Jeśli ludzie mają małą świadomość, to jej
          złożenie nic nie znaczy, jeśli dużą, nie jest potrzebna...

          Co oznacza np. założenie, że ktoś nie odejdzie do kogoś "lepszego",
          ponieważ ma do niego "dostęp" na "legalnych" zasadach ? Co to znaczy
          w sytuacji, kiedy dajmy na to, spotka się osobę, z którą ma się
          wielopoziomowe porozumienie (zakładam, że w istniejącym związku
          czegoś takiego nie ma) ? Irracjonalne/niemożliwe dla mnie jest
          tkwienie w układzie, który został opisany, w sytuacji kiedy ludzie
          się kochają. Jeśli nie poznali jeszcze miłości, jeśli w opisany w
          poście sposób, starają się coś w życiu znaleźć, to oczywiście mają
          do tego prawo. Raz jeszcze zgadzam się z tym faktem :-)).

          Tylko, że lepszych sposobów jest tak wiele, że wybór dyskutowanej
          drogi, zupełnie odruchowo, budzi pytanie jak w tytule mojej
          odpowiedzi...

          :-)))
          • veroy Re: A nie szkoda Ci... czasu ??? życia ??? n/t 24.09.07, 18:06
            strasznie gmatwasz ;)

            mianownikiem dyskusji, na który ciagle staram się zwrócić uwagę,
            jest rola wierności w związku, nie sam seks pozamałżeński.
            o umowie pisałam ,by lepiej zobrazować problem, starając się go
            uczynić "bardziej zjadliwym".
            głównym problemem w wątku stał się fakt, że ludzie zwyczajnie nie
            pojmują istnienia normalnego ,a więc kochajacego się małżeństwa w
            którym obie strony przyzwalają sobie na zdrady.Ty także tego nie
            rozumiesz (zakładasz, że w zwiąku nie ma "wielopoziomowego
            porozumienia - jest, podobnie jak w innych zwanych tu "tradycyjnymi")

            wszyscy zapewne wierzą w istnienie platonicznej miłości między
            kobietą i mężczyzną, wszyscy praktykują miłość konsumowaną ;)
            nikt zdaje się nie pojmować, że można kochać i chcieć konsumować
            poza 1 stołem, dla samej radości seksu a to takie proste.
            • altinka Re: A nie szkoda Ci... czasu ??? życia ??? n/t 24.09.07, 18:13
              veroy napisała:

              > nikt zdaje się nie pojmować, że można kochać i chcieć konsumować
              > poza 1 stołem, dla samej radości seksu a to takie proste.

              przyjmiesz mężczyznę który dla samej radości seksu był z inną - a
              potem wraca do ciebie, widzisz, że jest zadowolony, wręcz
              rozanielony, a ciebie traktuje jak tzw. ciepłe nóżki - przyjmiesz,
              bo jesteś zadowolona że było mu tak dobrze
            • synvilla Re:" Radość z seksu". 24.09.07, 18:26
              nikt zdaje się nie pojmować, że można kochać i chcieć konsumować
              poza 1 stołem, dla samej radości seksu a to takie proste.

              ..........................................
              ............

              Tego pana, ktory wskoczy na ciebie w ciemnym parku,zgwalci cie w
              anal, to my nie bedziemy karac, co? No przeciez on mial taka radosc
              z seksu.
              • veroy Re:" Radość z seksu". 25.09.07, 09:00
                Twoje wypowiedzi już dawno nie wniosły niczego do "dyskusji" i od
                jakiegos czasu sprawiasz wrażenie osoby ,która nie potrafiąc
                udowodnić ,że bez wątpienia ma rację atakuje moje posty wyzywając od
                głupich czy tez sugerując mi ,że ze mną jest coś nie tak.
                w tym momencie przybrało to postać karykaturalną.
                Twoje porównanie jest zupełnie nie na miejscu - kojarzy mi się z
                moherem i hasłem "seks tylko do robienia dzieci"
                • synvilla Wątek jest "Waszym zdaniem" 25.09.07, 10:48
                  Jeżeli zależy ci na określonych opiniach, to zaznacz jakie opinię
                  cię drażnią, a jakie nie. I co byś chciała usłyszeć, bo jeżeli
                  odbiega od twojego -widzimisię- to ty masz dość brutalne zdanie na
                  temat osób, które nie podzielają twoich poglądów.
                  Jesteś mało tolerancyjną i otwartą na ludzi osobą, o bardzo
                  zawęzonych horyzontach.
                  I nie pisz mi już "pudło" Bo puste pudło to ty masz w głowie.

                  Na tym kończę dyskusję z tobą od tej pory mozesz prowadzic monolog
                  ze sobą.
                  • veroy Re: Wątek jest "Waszym zdaniem" 25.09.07, 12:39
                    wątek jest 'waszym zdaniem' co znaczy 'wyraź swoją opinię' a
                    nie 'wyzwij od głąbów tych ,którzy się z tobą nie zgadzają'.

                    czy ja kiedykolwiek obraziłam ciebie lub innych w tym wątku lub
                    zasugerowałam coś niemiłego ? teraz policz ile razy ty to zrobiłaś i
                    pomyśl nad swoją kulturą osobistą, bo po pierwszym poście który był
                    ok twoja obecność tutaj ograniczyła się tylko do tego.
            • jackulus Re: A nie szkoda Ci... czasu ??? życia ??? n/t 25.09.07, 08:24
              Zatem - ne rozumem... :-)))))

              powodzenia i radości (nie tylko z seksu ;-)), enyłej... :-)
    • aroden Widze... Zalozone_Nowe_Wcielenie :))) 24.09.07, 17:31
      Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie...
      Milosc, obustronna Milosc, w zasadzie minimalizuje "zdrady"
      (nie lubie tego slowa - wole raczej okreslenie : erotyczne kontakty
      pozapartnerskie), gdyz po prostu nie ma sie na nie ochoty, wyjawszy
      moze, hotelowe przygody na delegacjach sluzbowych
      - czyli tkzw. rozrywka_pure...

      Slowem - Ciebie bym zdradzal (jesli w ogole) - to sporadycznie
      i tylko tak :)))
      Jezeli zas mowisz o trwalszych erotycznych kontaktach, to tylko
      wtedy gdy o pelnej, obustronnej Milosci nie ma mowy...
      Do malzenstwa Milosc wszakze wcale nie jest niezbedna...
      wystarcza przyjazn i zrozumienie...
      Pozostaje jednak w takiej sytuacji otwartym - pytanie,
      czy o "zdradach" warto wtedy mowic...
      Moim zdaniem - nie.
      lepsze jest ciche przyzwolenie...
      Dlaczego?
      Gdyz kazda rozmowa o "zdradach" - to relatwizacja partnerstwa.
      A nawet ja jestem zwolennikiem szanowania, a nawet IDEALIZACJI
      Partnera/Partnerki :)))
    • mona.blue Re: Waszym zdaniem 25.09.07, 12:28
      Dla mnie nie ma sensu związek, w którym nawet obie strony deklarują
      programową niewierność. Jeżeli się kogoś naprawdę kocha, to ból
      zdrady jest tak wielki, że byłby to chyba związek masochistyczny.
      • simply.red Re: Proste i jakie madre. 25.09.07, 12:50
        czasami nie tzreba szukac filozofi gdzies za oceanem slow.
        Wystarczy powiedziec to prosto.:=)
    • juliaiga Re: Waszym zdaniem 25.09.07, 14:17
      Ponoć aktorka Kalina Jędrzejczak żyła w takim związku.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka