zuzanna31
06.08.03, 10:40
Od kilkunastu tygodni jestem z kimś. Wcześniej byłam sama dość długo. Bardzo
szybko widac było po nim euforię, radość daru od losu. Snuł wizje
przyszłości, wspólnego życia az po grób już po kilku spotkaniach.
Ze mną było inaczej. Bardzo mi się spodobał, lubiłam jego towarzystwo,
prowadziliśmy niekończące sie rozmowy. Kiedy usłyszałam od niego "kocham Cię"
odpowiedziałam tym samym, choć tak naprawdę aż tak nie czułam... pewnie
zrobiłam tu pierwszy błąd.
Łapię sie na tym, że zaniedbuję swoje sprawy i większość energii skupiam na
tym, by było Jemu dobrze choć ja czuje dyskomfort. Ciągle mam wrażenie, że to
jego "kocham" to bardziej pragnienie kochania aniżeli miłość głęboka i
prawdziwa, dzięki której ludzie siebie zmieniają i dla której chcą żyć. Mam
uczucie, że moje przeciwstawienie się, niedostosowanie sie do jego oczekiwań
ten związek rozniesie w pył, a na pewno conajmniej mocno nadwyręży. Dochodzi
to takich absurdów,że mam opory, by mu powiedzieć, że chciałabym np.
wcześniej pojechać pociągiem do domu, bo wiązałoby się to z tym, że on
musiałby wcześniej wstać niż zazwyczaj. Jadę tak jak chcę ale te myśli są
niepokojące.
Podobnie jest w innych sytuacjach, kiedy dostosowuje się do jego potrzeb
kosztem swoich. Przymykam oczy np. na to, że mimo moich próśb by w moim
towarzystwie nie używał przekleństw (to nie sa notoryczne "przecinki") on i
tak to robi, zdając sobie z tego sprawę. Podobnie jest w intymnych sprawach -
nie umiem Mu powiedzieć, czego chcę. Wie, co lubię ale jest wygodny i ja
pozostawiam to tak jak jest. Ktoś powie dziewczyno, sama na siebie kręcisz
bat, bo w końcu wszystko pęknie. Wiem o tym... tylko tak sie boję, że go
stracę, że zachowuję się własnie w ten sposób.
Nie czuje sie przy nim jak przysłowiowa księżniczka, którą mężczyzna nosi na
rękach, bardziej jemu nadskakuję i czuwam nad każdą jego emocją i grymasem.
Ostatnio uświadomiłam sobie widzac jego zachowanie, że wokół mnie są inne
kobiety, które mu się bardzo podobają. Poczułam zagrożenie, niewiarę w jego
mocne zakochanie, o którym on mnie zapewnia. Znamy sie krótko czuje, że on
będąc pewnym moich wgledów, przestaje się starać jak na początku.
Przykładów i scenek z życia moge wymienić więcej.
Mam wątpliwości, czy chcę z nim być, czy on rzeczywiście mnie kocha.
Chciałbym zacząć wszystko od początku, inaczej, gdzie on musiałby się więcej
starać o mnie, by poczuć, że rzeczywiście to miłość do mnie a nie
wyrozumowanie: "to jest super dziewczyna, akurat dla mnie, więc ją biorę".
Czasem po prostu czuję się jak worek kompleksów niegodny miłości, który musi
musi zabiegać, by coś od innych dostać. A jak dostaje, to w to nie wierzy.