Gość: "dark"
IP: *.coltexdakar.pl
19.08.03, 09:14
Nie wiem jak mam to zacząć ale nie moge już z tym wytrzymać. A więc, jestem z
pewną dziewczyną już od dłuższego czasu ale ten czas czasami
przypomina "drogę krzyżową" i wszystko co najgorsze. Już od dłuższego czasu
nie układa się najlepiej, ciągłe obelgi, wmawiania, upokorzenia i szantarze z
jej strony uczyniły z mojego życia trudne do opisania i wytrzymania piekło.
Od kilku miesięcy nic ale to nic nie moge jej powiedzieć, wszystko we mnie
siedzi i gnije i z dnia na dzień jest coraz gorzej, męcze sie z tym
strasznie. Niewiem czy kto kolwiek z "was" odczuwał kiedyś podobne uczucie co
ja - ciągłej niemożności powiedzenia NICZEGO partnerowi.
Wczoraj nie wytrzymałem już nerwowo nie mogłem się już dłużej
powstrzymywać i pomimo tego że jestem facetem z oczu spłyneły mi łzy,... ale
dalej nie mogłem z siebie nic wydusić, ból psyhiczny i fizyczny który mi
towarzyszył jest nie do opisania. Najciekawsze jest to, że świadkiem tego
wszystkiego była - ona - moja dziewczyna którą musiałem prosić o to aby mi
pomogla w problemie który sama wywołuje. Pomogła, ... kilka razy przytulając
się i muskając ustami o moje usta, czekała aż mi przejdzie i że mam
powiedzieć co mi jest. Nie takiej pomocy oczekiwałem. Nie takiej.
Nie moge nic powiedzieć - ponieważ moja dziewczyna zachowuje sie tak
jakby była niezrównoważona psyhicznie, ciągłe darcie sie , wyzwiska,
szantarze itd. po prostu nie znosi słów krytyki, jej jedyną jedyną obroną
jest atak w stylu "dobij leżacego". Widzi że cierpie ale zachowuje się tak
jakby to sprawiało jej przyjemność.
Sam kocham ją ona twierdzi ze mnie też ale co to za miłość jeżli druga
polowa oczekuje pomocy bo cierpi a zamiast pomocy dostaje kopa na dobicie?
Przez to wszystko sam stałem sie strasznie nerwowy, chamski i bezczelny,
nigdy wczesniej taki nie byłem. Nie moge spać w nocy, budze sie coo chwila
zlany potem, do pracy ide z bulem glowy , nie moge sie skupić na
najprostrzych sprawach. Zaczołem nawet podnosić rękę na moja dziewcz. kilka
razy ją uderzyłem, szarpnołem, a nawt groziłem, że coś jej zrobie, a po tym
wszystkim sam niemogłem uwierzyć w to co sie stało. Ona nazwała
mnie "potworem" - nie jestem nim ale boje się że sie nim stane.
A zawsze znajomi i rodzina mówili mi że jestem nadzwyczaj spokojnym
człowiekiem ( a raczej byłem ).
Ta sytuacja wykańcza mnie nie wiem co mam zrobić nie chce sie z nią
rozstawać ale nie chce też cierpieć. Zastanawiam się nad pójściem do lekarza
psychologa lub psychiatry bo jeszcze troche i sie wykończe.
Prosze o kilka rozsądnych wypowiedzi.
( sory za pisownie i styl)