wyalienowana w pracy

20.02.08, 22:25
hej, piszę do was i proszę o radę. Muszę zmienić swoje życie - zwłaszcza
siebie i swoje nastawienie do siebie samej. Nie potrafię nawiązywać
znajomości, pracuję w pewnej firmie już około roku, od tamtego czasu
zakolegowałam się z jedną osobą z którą jestem cały czas w pokoju, co do
innych to tylko rzucę zdawkowe cześć i albo odpowiedzą albo odwrócą się i
udadzą że nie zauważają. Wiem że to częściowo przez moje zachowanie, ponieważ
jestem strasznie zamknięta w sobie, nieśmiała i niewygadana i nie potrafię tak
podejść do kogoś i zacząć gadać. Próbuję podejść czasem do kogoś i zacząć coś
mówić ale tak naprawdę przez to że zastanawiam się co powiedzieć, nic mi nie
wychodzi, widzę ich niechęć lub "miły" uśmiech. Wmawiam (?) sobie że nikt mnie
nie lubi, nie szanuje i bardzo żle się z tym czuję, zamykam się jeszcze
bardziej. Jestem już tym bardzo zdołowana, w domu po pracy przeżywam wszystko
co się stało w pracy, kto jak na mnie spojrzał lub miny robione przez nich do
siebie. Jestem tam najmłodsza i wiele osób nie słucha moich poleceń, a jak o
coś pytam to odpowaidają z wielką łaską. Ja nie umiem się do tego odnieść, nie
potrafię zareagować na takie zachowanie i się postawić. Mam przez to wszytko
"dołek" który juz się ciągnie za mną od pół roku. Mąż mówi żebym szukała nowej
pracy ale ja nie szukam, kupuje tylko gazetę z ofertami co tydzień i
przeglądam - jak juz coś znajdę to nie wysyłam bo uważam że się nie nadaję i
zmiana pracy nie pomoże mi zdobyć poczucia wartości i będzie to samo...
pomóżcie
    • clarissa3 Re: wyalienowana w pracy 20.02.08, 22:54
      Obawiam się że to współczesny problem - brak uprzejmości. Wielu
      ludziom wydaje sie że im korona z głowy spadnie jeśli się uśmiechną
      lub powiedzą 'dzień dobry'. Moja metoda to być uprzejmym i nie
      przejmować się - to o ich poziomie świadczy, nie o Twoim. Ale
      zgadzam się, że to dołuje. Zniechęca. Odpycha. A przecież o tyle
      lżej w życiu mogłoby być...
      Fajnie pomarzyć:)
    • tom-77 Mam trochę podobnie, ale się tym nie przejmuję. 21.02.08, 11:46
      Jestem raczej wyalienowany, ale wydaje mi się, że oprócz tego, że
      moja towarzyskość i kontaktowość jest chyba poniżej przeciętnej w
      populacji, wynika to w dużym stopniu również z faktu, że osoba z
      mojej rodziny jest we władzach firmy i wszyscy o tym wiedzą. Przez
      to zapewne boją się poruszać przy mnie niektóre tematy i mogą
      obawiać się jakiejś "infiltracji".
      Obawy są nieuzasadnione, ale nie chcę się kopać z koniem. Traktuję
      pracę jako miejsce zarabiania pieniędzy, a nie kawiarenkę do
      pogaduszek. Moja postawa wynika w dużym stopniu z tego, że widzę
      wyraźny kontrast między stosunkami międzyludzkimi w pracy mojej i
      znajomych, a moimi dotyczczasowymi doświadczeniami w szkołach czy
      nawet kiedyś na podwórku. W pracy powszechny jest brak zaufania
      (chyba uzasadniony), maskowana wrogość, obgadywanie, złośliwe
      plotki, ciągłe podkreślanie swojej "pozycji", nieżyczliwość i
      nieuprzejmość. Nie pociągają mnie takie społeczności - wolę się nie
      integrować, robić swoje, a w wolnej chwili siedzieć w internecie.
      • wypasiona_foczka I ja. 21.02.08, 14:49
        Tom - mam podobnie. Z tą róznicą, że autorka watku chyba chciałaby
        miec lepszy kontakt z współpracownikami a ja go zupełnie nie
        potrzebuję. W swoim miejscu pracy jestem juz rok, to duża spółka
        zatrudniajaca wielu pracowników a ja jestem wyalienowana na własne
        życzenie. Nie chadzam na kawki, ploteczki, piwka po pracy, unikam
        jak ognia debilnych imprez integracyjnych itp. Nie czuję potrzeby
        spoufalania się z kimkolwiek, mam przyjaciół poza pracą i oni mi
        wystarczają. Tak jak Ty uważam, że przychodzę tu zarabiac pieniądze
        a nie wczuwać się w udawane przyjaźnie.
        Oczywiście, mimo że mam bardzo żywiołowy charakter uznawana jestem
        za mruka, bufona i nadętą pindę "gardzącą maluczkimi" :) i zwisa mi
        to zupełnie. Jestem gruboskórna, ważne sa dla mnie opinie tylko
        tych, których kocham i z którymi sie przyjaźnię, reszta może sobie
        najwyżej pogadać.
        Autorko wątku, zastanów się czy naprawdę potrzebujesz głębszego
        kontaktu ze współpracownikami i w jakim celu go potrzebujesz. Jeśli
        po prostu szukasz znajomych, przyjaciół to OK - próbować zawsze
        warto ale jesli chcesz się zaznajamiać ot tak, bo wypada, to
        przykład mój, toma-77 i pewnie wielu innych ludzi najlepiej
        ilustruje, że da się bez tego żyć.
        Pozdrawiam.
        • 10iwonka10 Re: I ja. 21.02.08, 18:24
          To chyba jestes malo sympatyczna osoba zwlaszcza ze czy chcemy tego
          czy nie to wiekszosc naszego czasu spedzamy w pracy a jesli ty masz
          wszystkich w nosie to nie dziwie sie ze cie nie lubia.Tu chodzi o
          zwykle relacje miedzyludzkie nie od razu wielkie
          kaweczki...ploteczki...przyjaznie...

          Autorce watku nie chodzi chyba o wielkie przyjaznie ale o to ze ona
          ma problemy z nawiazaniem jakiegokolwiek dialogu z ludzmi w pracy.
          Nie jest to przyjemne ale jedyna rada to aby przestala sie tak
          przejmowac!!!!
          • wypasiona_foczka Re: I ja. 22.02.08, 08:44
            E tam! Jestem normalną, sympatyczną babką. Choć w sumie nie mnie to
            oceniać. Owszem, mam wszystkich w nosie ale tylko na gruncie
            prywatnym. W pracy jestem miła, pomocna, nigdy jeszcze nie zdarzyło
            mi sie jakieś spięcie z kimkolwiek, chętnie uczę nowych pracowników,
            zastępuję starych jesli są na urlopie itp. Zachowuję się IMHO bardzo
            profesjonalnie pod tym wzgledem i nikt mi nie jest w stanie niczego
            zarzucić. Ewentualne złe zdanie o mnie bierze się z tego, że ludzie
            po prostu mnie nie znają i łatwiej o kims nieznanym sadzić, że jest
            nadęty, niesympatyczny itp. Trudniej sobie wyobrazić, że może to
            jest miła osoba. U mnie w pracy kwitnie plotkarstwo, układy i
            układziki. Od razu dałam do zrozumienia,że nie ze mną takie akcje i
            odsunęłam się do swoich spraw.
            Czasem zdarza się zabawna sytuacja gdy zaproponuję podwiezienie
            komuś, kto akurat jedzie w tym samym kierunku co ja i czeka na
            autobus. Taki ktos wsiada do samochodu, ja zaczynam z nim rozmawiać,
            słuchamy razem muzyki, smiejemy sie z głupot i widzę ten zszokowany
            wyraz twarzy gdy taka osoba wysiada, bo myslała, że jestem zupełnie
            innym człowiekiem. Na drugi dzien krzyczy do mnie "cześć" z drugiego
            końca korytarza :D - odpowiadam oczywiście :))
            • 10iwonka10 Re: I ja. 22.02.08, 09:38
              Czyli jestes normalna nie "nadeta " , pewno zle zrozumialam twoj
              pierwszy post. Mnie sie wydaje ze jakies uklady, plotki to sa
              wszedzie w pracy, ale duzo zalezy od zespolu w ktorym sie pracuje.
              Ja mam bardzo dobre wspomnienia ze swojej poprzedniej pracy. Zespol
              byl sympatyczny, dowcipny , bylo calkiem dobrze. Moze to ze wszyscy
              bylismy na podobnym poziomie wiec nie bylo jakich wielkich
              zazdrosci, obgadywan. Mnie sie wydaje ze im wyzej ktos awansuje , w
              gre wchodza wieksze pieniadze to zaczyna sie zazdrosc,
              wspolzawodnictwo ,kopanie dolkow.

              Matomiast wydaje mi sie ze trzeba starac sie aby byc pracy
              otwartym ,zawsze miec o czym porozmawiac, posmiac sie. Gdy ktos sie
              tak strasznie zablokuje, ze boi sie powiedziec slowa to na dluzsza
              mete bedzie sie czul nieszczesliwy,wyalienowany .....chyba traci sie
              bardzo pewnosc siebie. Czlowiek potrzebuje jednak troche akceptacji
              i interakcji z innymi.
              • wypasiona_foczka Re: I ja. 22.02.08, 10:22
                Zgadzam się z Tobą w całej rozciagłosci.
                Ja normalnie z ludźmi gadam, rzucam nawet jakies żarciki :P, jak
                pisałam staram się być pomocna, sympatyczna itp. Nie opowiadam za to
                o swoim życiu prywatnym, nie pytam o sprawy prywatne innych i nie
                umawiam sie na piwka po pracy. Ludzie mnie kompletnie nie znają i
                wymyslają niestworzone historie. Też mam w pracy mnóstwo miłych
                osób, normalnie z nimi rozmawiam ale nie czuję potrzeby głębszego
                zaprzyjaźniania się.
                Mieszkam na wschodzie Polski, tu ludzie mają dziwne charaktery
                i nawyki. Bardzo widać zazdrość szczególnie w stosunku do osób
                ambitnych, którym się w życiu udaje, którzy wiecej zarabiają itp.
                Współpracownicy bardzo interesują się faktem czy masz własne
                mieszkanie, ile wynosi twoja pensja, kim są twoi rodzice, co robi
                twój mąż po czym uzyskane fakty komentują w szerszym gronie (byłam
                świadkiem). Dla mnie to kompletnie niezrozumiałe.
                Mam znajomych i przyjaciół spoza pracy. Nie jest ich wielu ale za to
                mogę za nich ręczyć głową. Idę w jakość a nie w ilość. :)
                Pozdrawiam
                • 10iwonka10 Re: I ja. 22.02.08, 19:49
                  Ja mam podobnie. Najwieksze przyjaznie ktore wciaz trwaja i kwitna
                  to mam ze swoimi znajomymi ze studiow. W pracy jednych sie lubi
                  bardziej, drugich mniej i tyle. ja tez nie rozmawiam o swoim
                  roywatnym zyciu- ale sa osoby ktore nie moga sie powstrzyma zeby ci
                  wszystkiego powiedziec, zero prywatnosci. Ha,- ty mieszkasz na
                  wschodzie Polski a co ja mam powiedzic ja mieszkam w Anglii i
                  pracuje w biurze z samymi Anglikami- I oni sa mistrzami w potkowaniu
                  i wscibstwie. Naprawde myslalam ze my jestesmy w tym dobrzy ale oni
                  nas bija na glowe!!!.A jeszcze w ich kulturze trzeba zawsze byc
                  milym i usmiechac sie a ledwie sie odwrocisz to juz cie obrobia. Ja
                  juz sie do tego przywyczailam- i chyba mam nad nimi jedna mala
                  przewage.Cas w tym jest ale ich "social skills" sa marne dlatego oni
                  tyle pija aby sie rozluznic mnie sie wydaje ze my slowianie jestesmy
                  jacys tacy bardziej na luzie. Trudno to wytlumaczyc ale tak jest.
                  Moze mam dobre porownanie bo przedtem pracowalam w Polsce w bardzo
                  podobnej firmie jak w Anglii wiec mam na zywo dobry przeglad
                  charakterow....
          • tom-77 Niekoniecznie. 22.02.08, 09:40
            Ja na przykład w innych grupach jestem uważany raczej za
            sympatycznego, wesołego osobnika, tzw, równego gościa. Z foczką
            zapewne jest podobnie, jak i z wielu podobnymi ludźmi.
            Oprócz pracy studiuję i tam raczej nie mam oporów przed
            integrowaniem się. Ale wynika to z tego, że tamta społeczność jest
            po prostu normalna, nie widzę żadnych toksyn, wrogości, albo mają
            marginalne znaczenie. Jeśli już, to jest obojętność, bo jaki sens ma
            na przykład obgadywanie kogoś? W pracy jest odwrotnie - mam
            wrażenie, że prostolinijność (nie mylić z prostactwem) i szczera
            przyjaźń powoduje, że raczej uznawany jest się za jakiegoś frajera,
            którego ktoś wyroluje. Nie dla mnie jest zażyłość czy przyjaźń,
            jeśli komuś po prostu nie ufam.
            Jeśli ktoś przekłada "bycie w towarzystwie" nad podstawowe wartości
            międzyludzkie, to jego sprawa.
        • kadanka Re: I ja. 22.02.08, 18:14
          kurcze, ale spedzasz w pracy 3/4 dnia, codziennie!
          nie szkoda zycia na bycie mrukiem i nadętą pindą. pytam, bo wydaje
          mi sie ze skoro piszesz o tej sytuacji, to w jakis sposob ci ona
          dokucza. nie wierze, ze ktokoliwiek moze byc na tyle gruboskurny,
          zeby obejsc sie bez zyczliwosci,ciepla, humoru przez 8 godzin
          dziennie.
          ludzie mowia ze praca to nie zycie towarzyskie itp itd. ale skoro
          spedzamy w niej tyle czasu ze swojego zycia, to moze jednak musi
          byc?..
          • wypasiona_foczka Re: I ja. 22.02.08, 21:40
            Kadanka, kurcze czytaj moje inne wpisy :) Ja piszę o tym, że mrukiem jestem tylko w głowach niektórych współpracowników, szczególnie tych, którym nie chce powiedziec ile mam pieniedzy, skąd, czy mam własne mieszkanie i wszystkiego innego co w danym momencie ich ciekawi.
            Nie dokucza mi ta sytuacja - wprost przeciwnie! Czuję się bardzo komfortowo unikajac spoufalania z ludźmi, którym nie ufam.
            Zainteresował mnie ten wątek bo jest jakas niezrozumiała presja na poklepywanie po plecach, debilne integracje i "wspólne piwka" z ludźmi z którymi pracujesz. Po co? Ja jestem profesjonalna, nawet jeśli kogos nie znoszę a muszę z nim pracowac zachowuję sie uprzejmnie, nie wchodze w drogę, udzielam niezbednych informacji i staram sie by ta niechęc nie rzutowała na moją współpracę z tym człekiem. Tego samego oczekuję od drugiej strony.
            • kadanka Re: I ja. 26.02.08, 12:13
              jezeli ci sie to udaje - tzn niechec nie rzutuje na wspolprace z
              ludzmi, to ok. nie ma problemu. ale czesto jest tak, ze jak np. szef
              kogos lubi to toleruje jego zle cechy - lenistwo, niestarannosc itp.
              a jak kogos nie lubi jako osoby, to i nie bedzie docenial jako
              pracownika. bardzo przykra sprawa.
              a twoje pozostale wpisy przeczytalam dopiero po wyslaniu twojego -
              takjze sorry za popedliwosc:)
              wazne jest to zeby oddzielac w pracy rzeczy strikte pracowe od
              pozostalych i nie rzutowac swoich checi i niechęci do kogoś na jego
              prace. ale podejrzewam ze niewielu sie to udaje
        • kamilatko Re: I ja. 25.02.08, 22:59
          wiesz bez znajomych w prcy nie mozna zyc normalnie atmosfera jest badzo wazna i co cieszysz sie ze maja cie za mruka aspoleczna odludka to tylko normalne okreslenia a jak cie nazywaja w myslach ? Mysle ze raz od swieta mozna wyjsc na piwo czy cos ale unikac plot
          • wypasiona_foczka Re: I ja. 26.02.08, 10:46
            kamilatko napisała:

            > i
            > co cieszysz sie ze maja cie za mruka aspoleczna odludka to tylko
            normalne okre
            > slenia a jak cie nazywaja w myslach ?

            Wiesz, są na tym świecie ludzie, którym naprawde wisi co jakieśtam,
            zupełnie zresztą obce osoby o nich myślą.
            I to nie jest robienie dobrej miny do złej gry bo ja tak naprawdę
            mam, od zawsze. Jestem typem gruboskórnym, o bardzo mocnym
            charakterze i nie zadręczam się przemyśleniami co tez jedna z drugą
            osoba naprawde o mnie mysli oraz co ja mam z tym faktem zrobić. To
            świetne dla higieny psychicznej. Polecam.
            Wychodzę z założenia, że NIGDY nie zadowolę WSZYTKICH w 100%. Jesli
            bedę "zaprzyjaźniała się" z jednymi to natychmiast będę na językach
            innych. W mojej pracy sa "grupki wzajemnej adoracji" niosące na
            sztandarach zasadę "kto nie z nami ten przeciw nam!" Po co mam się w
            to ładować?

            > bez znajomych w prcy nie mozna zyc normalnie

            Owszem, można.

            >Mysle ze raz od swieta mozna wyjsc na piw
            > o czy cos ale unikac plot

            Mam taką zasadę, że nigdy, do niczego się nie zmuszam i jeśli czegoś
            nie chcę - po prostu nie robię. Mam to szczęscie w życiu, że jak
            dotąd los oszczędza mi dramatycznych wyborów i udaje mi się być
            wierną tej zasadzie. Czy pójdę z towarzystwem na piwo czy nie pójdę
            to i tak nie mam gwarancji, że plotek nie bedzie. Parafrazując starą
            reklamę proszku Dosia: skoro nie widać różnicy to po co mam się w
            takie układy pchać?
    • kore12 Re: wyalienowana w pracy 21.02.08, 19:01
      Słuchaj, a może warto jednak czasem próbować zagadywać? Albo ta
      osoba z pokoju ma lepsze konakty z innymi i jakoś może Cię trochę
      wesprzeć.
      I chyba nie ma sensu tak przeciwko sobie interpretować tych
      wszystkich reakcji. Ludzie mogą być nieco zdziwieni zmianą Twojego
      zachowania, ale to nie znaczy, że są Tobie niechętni. Oni nie mieli
      okazji Cię poznać.
      A zagadać można o czymkolwiek. Zastanów się jak zagadałabyś do
      kogoś, kogo znasz i lubisz i spróbój w miarę możliwości podobnie.
      Potem rozmowy same się jakoś potoczą. Powodzenia!
      • toflerek1 Re: wyalienowana w pracy 21.02.08, 21:59
        hej, dziękuję wam za wasze opinie na ten temat. Rzeczywiście nie chodzi mi o
        wielkie przyjażnie w pracy tylko o zwykłą życzliwość. Koleżanka z pokoju ma
        dobry kontakt z innymi pracownikami (ale też nie ze wszystkimi), jest zabawna,
        dowcipna, rozmowa z innymi przychodzi jej raczej łatwo i co ważne nie przejmuje
        się tym co ja. Ja niestety wszystko przeżywam - nie mam silnego charakteru - i
        ludzie może wyczuwają że nie lubię siebie. Nikt nie lubi kogoś kto jest z siebie
        niezadowolny i jest "delikatny". A ja mam potrzebę akceptacji innych. W pracy
        jak obserwuję i nad czym ubolewam nie ma chyba szans na prawdziwe, godne
        zaufania znajomości. Ktoś z kim można czasem pogadać potrafi innym razem być
        chamski i złośliwy. No i te plotki, obgadywanie...To mnie strasznie drażni i
        ciężko mi to zrozumieć - czemu ludzie jak już im zaufam potrafią wbić nóż w plecy.
        Te wszystkie znajomości w pracy są takie prowizoryczne
    • wikikasia powiem tak... 21.02.08, 22:18
      Koledzy i koleżanki w pracy są świetne zwłaszcza, gdy czujemy ich aprobatę,
      próbuj nawiązywać kontakty bo są ważne dla Ciebie samej, ale ja (32l.)
      nauczyłam się jednego w pracz powinna liczy się praca+bo kiedy zaczniesz
      nawiązywać bliższe kontakty-bardziej serdeczne, przyjacielskie, uważaj bo ktoś
      może to wykorzystać przeciwko Tobie. Ludzie są różni, czasem to co nam wydaje
      się normalne np. szczęście rodzinne, dom, dzieci dla innych może okazać się
      bytem do zazdrości a wówczas chętnie bezie kopał Dołki po Tobą. Dlatego może
      lepiej mieć jedną ale zaufaną koleżankę niż mnóstwo ale fałszywych. Ponadto nie
      zawsze jest też i tak, że jeśli już zaprzyjaźnimy się z ludzi i danej firmy i po
      czasie odejdziemy- okazuje się, że jednak nie wszyscy nadal będą utrzymywać z
      nami kontakt. Pomyśl najważniejsza w życiu jest rodzina a resztę można spokojnie
      samemu wybrać- spokojnie i bez pośpiechu.:)
    • solaris_38 Re: wyalienowana w pracy 21.02.08, 22:34
      sa dobre i złe zespoły

      szukaj dobrego

      złego zostaw złym

      wrażliwe osoby bardziej niż inne potrzebują dobrej atmosfery

      i tak najczęściej sa są jakieś nieporozumienia i komplikacje

      najważniejsze mieć także przyjaciół lub choć dobrych znajomych


      a swoja droga warto sobie zasponsorować dobry kurs asertywności

      :)
    • mychazosia Re: wyalienowana w pracy 22.02.08, 21:48
      Według mnie , praca jest po to żeby ją jak najlepiej wykonywać i
      zarabiać pieniążki.Jesli lubisz , to co robisz , to już bardzo
      dużo .Rozmawiać z ludzmi trzeba , usmiechać się , ale rozmawiać jak
      najmniej o sobie a najlepiej wcale.Rozmawiać na tematy obojętne lub
      związane z pracą.Nie dajesz wtedy ludziom tematów do plotek.
      Wychodzisz z pracy i zapominasz o pracy , zaczyna się twoje życie
      prywatne i ewentualne przyjaznie.Wszędzie gdziekolwiek udało mi się
      tę metodę zastosować, byłam bardzo lubiana i szanowana , choć się
      wcale o to jakoś usilnie nie starałam.
      W przedostatniej pracy przyjazniłam się z ludzmi i choć sama z tej
      pracy zrezygnowałam , bo byłam za bardzo zmęczona, to efekt jest
      taki, że brakuje mi teraz tych ludzi, choć znając życie plotkują o
      mnie do dziś i nie koniecznie muszą to być opinie pozytywne.
      Zdarzało się też tak, że dopiero jak zmieniłam pracę to dopiero
      wtedy zawiązywały sie długoletnie przyjaznie , trwające do dziś .
      W życiu bywa różnie.Zależy gdzie i na jakich ludzi się trafia.
    • pedromag75 Re: wyalienowana w pracy 24.02.08, 16:44
      pozdrowienia przesyła Piotr
      na skutek różnych sytuacji w pracy musiałem przejsć na rentę
    • kamilatko Re: wyalienowana w pracy 25.02.08, 23:08
      hej mysle ze 1. wrazenia i roku wspolnie spedzonego czsasu w dretwej atmosferze powoduje ze nawet jezeli nie wiem jak mocno bys sie starala , byla sympatyczna, rozmowniejsza to nie zmienisz stosunkow innych do Ciebie... Juz za pozno, ci ludzie niestety maja wyrobione zdanie na Twoj temat. Radze zmienic prace. Wczesniej moze pojdz do psychologa, wvrew pozoru to bardzo powazny problem w pracy spedzasz mnustwo czasu... I nie ma czego sie wstydzic... My forowicze nie pomozemy ci nalezycie
      • mychazosia Re: wyalienowana w pracy 25.02.08, 23:35
        kamilatko napisała:

        > hej mysle ze 1. wrazenia i roku wspolnie spedzonego czsasu w
        dretwej atmosferze
        > powoduje ze nawet jezeli nie wiem jak mocno bys sie starala ,
        byla sympatyczn
        > a, rozmowniejsza to nie zmienisz stosunkow innych do Ciebie... Juz
        za pozno, ci
        > ludzie niestety maja wyrobione zdanie na Twoj temat. Radze
        zmienic prace. Wcze
        > sniej moze pojdz do psychologa, wvrew pozoru to bardzo powazny
        problem w pracy
        > spedzasz mnustwo czasu... I nie ma czego sie wstydzic... My
        forowicze nie pomo
        > zemy ci nalezycie

        Hm...
        Czasami wystarczy zacząć się uśmiechać i przestać przejmować tym co
        myślą czy mówią.Po co od razu psycholog czy zmiana pracy?
    • antybyt Re: wyalienowana w pracy 26.02.08, 18:30
      Miałam podobny problem,też byłam jednym z najmłodszych w pracy i też mnie nikt
      nie chciał słuchać,ale zaczęłam się uczyć wszystkiego co sie dało
      najlepiej,dzisiaj starzy pracownicy przychodzą do mnie po porady albo jak mają
      problem z programem na którym wszyscy pracujemy i są milutcy jak nie wiem
      (wiadomo jak chcą łaski to wiedzą jak i kiedy się uśmiechnąć).Najlepiej skupić
      się na efektywności i swoich umiejętnościach,na tym lepiej się wychodzi,niż na
      biurowych przyjaźniach.
      Co do nieśmiałości,to ja jestem pyskata i wygadana i uwierz mi więcej przez to
      tracę,nieśmiałości niekiedy może być tarczą,a poza tym praca nie jest miejscem
      na przyjaźnie,a na pracowanie i zarabianie pieniędzy;))a ludzie obgadują
      niezależnie czy jest się śmiałym,nieśmiałym miłym czy nie miłym etc. I wierz mi
      to nie inni stanowią o naszej wartości i nie wolno im na to pozwolić...to my
      wyznaczamy własną wartości;)))
Pełna wersja