akwarysta84
24.02.08, 00:20
Nie wiem, po co to piszę.
Może komuś to uzmysłowi, że ma jednak ciut lepiej ode mnie i mu to
pomoże. Mam 24 lat i nie widzę swojej przyszłości. To, co widzę to
dla mnie jakiś horror i absurd. Jestem królem frajerów. Dopiero
teraz przypominam sobie te wszystkie pobłażliwe uśmiechy na mój
temat. Jak przystało na kompletnego frajera, wydawało mi się, że
jestem typem zwycięzcy.
I pewnie gdyby po drodze znalazła się jakaś upośledzona kobieta,
która by mnie przygarnęła,
nadal by mi się tak wydawało. Niestety okazał się, że dla tak
naiwnego chłopca jak ja to zdecydowanie za wiele. Nagle otwarły mi
się oczy. Żyje w świecie opisanym przez Darwina, jesteś tu nikim,
nic nie znaczę, nie ma mnie. Każdego dnia wstawałem z
przeświadczenie, że na pewno jutro się uda, dostane, co mi się
należy, że będzie lepiej. Jest coraz gorzej. Jestem tu jeszcze
tylko, dlatego, że nie chcę niszczyć życia najbliższej rodzinie,
starzejącym się i zapracowanym rodzicom i dorastającemu rodzeństwu,
udaję, że mogę tu wytrzymać, że dam radę, codziennie siłuje się z
wargami pokazując uśmiech. Okazałem się nieudacznikiem, kompletnym
frajerem. Nie daje sobie rady w najprostszych sprawach Mam 24 lata
nigdy nie miałem kobiety i nie będę miał. Jestem dziś praktycznie
bez przyjaciół, z garstką
wykruszających się znajomych. Nie daje rady w pracy, każdy termin to
wyrok, moje błędy i spóźnienia. Z trudem kończona uczelnia na
najniższych stopniach. Mam cholerne problem z koncentracją i
pamięcią, jakiś pieprzony uraz kręgosłupa, kupę siana władowana w
rozpadające się zęby. Codzienność to chroniczne problemy finansowe i
zmartwienia rodzinne na głowie. Patrząc na potknięcia mojego ojca
myślałem, że on jest nieudacznikiem. Niestety przebiłem go, co
najmniej dwukrotnie. Każde wyjście na imprezę, do ludzi to dla mnie
prawdziwa katorga. Wracam do domu w kompletnej depresji. Kiedy
siedzę zamknięty w domu jest nieźle. Pomagam zmęczonemu ojcu, będąc
z nim kryję się za resztkami jego przemijającej siły. Moja
przyszłość to pogłębiające się wyobcowanie. Pewnie jeszcze kilka lat
dopóki rodzice pożyją jakoś pociągnę w domu. Jak widzę przyszłość?
Lat 25 kryzys. Lat 30 wyobcowanie, godny pożałowania nudziarz,coraz
dalej od ludzi. Lat 35 - 40 łysiejący nieudacznik, zakatowany
ciągłymi rozterkami, może dociągnę do tego wieku by wszystko
skończyć, dłużej nie czekać i nie umierać na starość w kompletnej
samotności. Miałem wielkie ambicje. Teraz nie mam zbyt wielkich.
Byle znaleźć sposób by to wszystko tak nie bolało. Być kimś, czasem
mam czelność marzyć, być przeciętnym, bardzo bym chciał, być gównem,
ale żyć bez tych wszystkich problemów, codziennie o tym marze.
Nie rozumiem świata, w którym żyje. Nie potrafię w nim postępować.
Nie rozumiem ludzi. Nie roszczę sobie prawa do istnienia, jeżeli
jestem za słabym by istnieć.
Nie musze skakać z budynku, po prostu chciałbym spać i się nie
budzić. Chociaż tyle, aż tyle. Niestety nie mogę spać, musze sobie
na to zapracować.
Dlaczego nie mam po prostu prawa nie istnieć? Dlaczego aby przestać
istnieć muszę zniszczyć siebie, musze skrzywdzić bliskich,
przeciwstawić się Bogu?
Zresztą gdybym mógł być pewien, że On istnieje to wiedziałbym, co
robić. Ale jeżeli by istniał to jak mógłby kogoś, kto z nim
codziennie rozmawia doprowadzać do takiego stanu, do takich myśli.
Gdyby to mogło być tak proste jak edycja tekstu. Delete i po krzyku.