Dodaj do ulubionych

Porzucone, zostawione - co dalej?

IP: 81.210.121.* 15.09.03, 09:44
Proszę, pomóżcie mi, jak przestać kochać???
Próbowałam przez trzy lata, odpychałam go od siebie, zrywałam, odchodziłam,
ale on zawsze był przy mnie. Wiedziałam, ze to miłość do końca życia, ale nie
mogłam z nim być szczęśliwa. Zbyt wiele razy cierpiałam przy nim.
W sobotę dowiedziałam się, że od miesiąca się do mnie nie odzywa bo pojawiła
się inna...
Dostaję szału... Nie mogę z nim być. Nie mogę o niego walczyć...
Jak się odkochać? Jak? Próbuję sobie przypomnieć dlaczego od niego
odchodziłam, dlaczego kończyłam ten związek, próbuję przypomniec sobie
wszystkie jego złe cechy i nie mogę!
W sobote pojechałam wezwana przez moją przyjaciółkę. zostawił ją chłopak.
Pojechałam jej pomóc przetrwać to. I po kilku godzinach płakałam razem z nią.
Można powiedzieć, że mam za swoje... Znałam go od 11 lat, 8 byliśmy razem,
ostatnie 3 lata, to moja walka, by zostawił mnie... Wiem dlaczego, ale teraz
wydaje mi się, że może źle zrobiłam? Może powinnam byłą wybrać miłość, ślepą
miłość, a nie rozum, który mówił, że przy nim będę musiała sama walczyć o
jutro, że... No właśnie, nie potrafię teraz sobie przypomnieć...
Po co to piszę? szukam pomocy, chcę wiedzieć jak inne dziewczyny sobie z tym
poradziły...
Boje się wychodzić z domu, chyba się zamknę na cztery spusty i przestanę
wychodzić, by ich razem nie spotkać...
Czas leczy rany... Ale dlaczego tak wolno płynie! Nie chcę już żyć... Nie
chcę...
Ogrania mnie szał. Zwabic go raz jeszcze, zwabić i zajść w ciążę, zachować
jego namiastkę...
Już dwa razy to forum mi pomogło. Szukam pomocy po raz trzeci...
Obserwuj wątek
    • pastellowa Re: Porzucone, zostawione - co dalej? 15.09.03, 11:03
      Chcesz drzec przez cale zycie?? Nie warto, wiem cos o tym. Popatrz na siebie i
      swoj czas, swoje zdrowie, zycie bez niego, czyli bez bolu. Czy nie za duzo
      czasu juz stracilas?? Nawet jesli w gre wchodzi wielka milosc, a wlasciwie
      wyobrazenie o ideale?? NIE WARTO! Zostaniesz tylko z poszaprana psychika...
      • Gość: zero Re: Porzucone, zostawione - co dalej? IP: 81.210.121.* 15.09.03, 12:09
        Pojechałam mówic to samo przyjaciółce... Boze, w jeden dzien z pocieszycielki
        stałam się porzuconą. Nic wtedy nie przemawia...
        Gdy zadzwoniła do mnie: "Zostawił mnie. Odszedł. Nie chce mnie znać. Nie chce
        juz żyć." jej problemy wydały mi się takie bezsensowne. Taka atrakcyjna,
        inteligentna dziewczyna, faceci zawsze za nią szaleli. Pojechałam by z nią być,
        pocieszać, że wróci. Odszedł, bo miał dość tego, że ona utzrymuje jakikolwiek
        kontakt z poprzednim facetem. Biedna, musi przetrwac jego złość.
        A w ten sam dzień też chciałam przestac żyć.
        Nie czuję się nic warta, nie znam tamtej dziewczyny, widziałam tylko zdjęcia.
        Porównuję się teraz, wydaje mi się, ze wszystko we mnie jest gorsze...
        Jak to przetrwać. Jak uwierzyć w siebie. Czy czas to uleczy? Zabliźni...
    • Gość: awe airam Re: Porzucone, zostawione - co dalej? IP: *.itpp.pl 15.09.03, 11:43
      ... i pozwole sobie na odrobine apodyktyzmu :)
      Ani sie waz zachodzic w ciaze... do konca zycia nie uwolnisz sie od tego
      chorego uczucia!
      Ja znam mojego bylego od 15 lat mamy razem 9 letniego syna. Od czterech lat nie
      jestesmy razem... i tez cierpialam tak jak ty
      Teraz tymbardziej ze majac z nim dziecko i dbajac o jak najlepsze stosunki ojca
      z synem widze go co weekend...
      Mimo ze on ma druga rodzine spodziewa sie drugiego dziecka... Mnie rozwala
      uczucie... nie umiem sie tego uczucia wyzbyc. Rozum mowi nie kochaj serce i
      dusza nie poddaja sie logice :(
      Ale dziecko nigdy go przy tobie nie zatrzyma jesli on nie darzy Cie takim samym
      uczuciem.
      1- zdaj sobie sprawe czego oczekujesz od mezczyzny w zwiazku
      2- szukaj takiego mezczyzny (TAKIEGO CO CIE POKOCHA!!!)
      ...
      wtedy nawet nie wiesz jak szybko zapomnisz
      (ja zapominalam wtedy kiedy bylam w udanych zwiazkach)
      Do dziela
      Po prostu ubierz sie super - wyjdz z domu na przekor samej sobie i usmiechaj
      sie do SWIATA!!!
      POWODZENIA
      • Gość: zero Re: Porzucone, zostawione - co dalej? IP: 81.210.121.* 15.09.03, 12:25
        Wiesz, myśl o zachodzeniu w ciążę, pozostanie tylko myślą... Jestem zła, jestem
        wściekła. Nie chodzi mi o zatrzymanie jego, tylko o cząstkę jego... Ale wiem,
        że nie posunę się do tego.

        I wciąż go kochasz... Choc tyle lat... Czy przez te 4 lata pojawił się ktoś,
        kto miał szanse zająć jego miejsce w Twoim sercu?

        > 1- zdaj sobie sprawe czego oczekujesz od mezczyzny w zwiazku
        > 2- szukaj takiego mezczyzny (TAKIEGO CO CIE POKOCHA!!!)

        Jest ktos taki, kto mnie kocha... To z nim wybrałam życie, niestety za późno
        uświadomiłam sobie, że nie potrafię go kochać... Staram się nie pokazać mu
        teraz co się ze mna dzieje...
        Wiem, brzmi to okropnie. Jeden mnie kocha a ja płaczę za innym. Ale takich
        historii były już miliony... Nie jestem najgorsza...

        > ...
        > wtedy nawet nie wiesz jak szybko zapomnisz
        > (ja zapominalam wtedy kiedy bylam w udanych zwiazkach)

        Czyli teraz brakuje Tobie kolejnego udanego związku? :(
        Też życzę powodzenia...
        • Gość: awe airam Re: Porzucone, zostawione - co dalej? IP: *.itpp.pl 17.09.03, 22:49
          ... a moze przyjdzie czas kiedy radosc bycia z tym co darzy cie silnym uczuciem
          pozwoli ci sie w tym zwiazku odnalezc? :)
          Tak, masz racje teraz brakuje mi bliskiej osoby (bardzo)... ale wiara nie
          pozwala mi sie smucic pozwala mi cierpliwie czekac
          Jedno jest w tym wszystkim najmilsze - odkrylam swoj wewnetrzny spokoj i umiem
          go nie gubic w emocjach :) nawet nie wiedzialam jakie to dla mnie istotne
          Tamten zwiazek mnie wyczerpywal, czekam na taki z rownowaga uczuc

          ...
          • Gość: emi Re: Porzucone, zostawione - co dalej? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.03, 02:15
            a myslalam, ze to tylko ja wciaz kocham swego ex, ojca dziecka, choc nie
            jestesmy juz razem, choc ja juz jestem z kim innym...

            jestem ze wspanialym czlowiekiem, jestem bardzo szczesliwa...to swierzy
            zwiazek, ale ja coraz bardziej czuje, ze rosnie we mnie milosc do nowego
            partnera...rosnie i rosnie...
            a jednoczesie widze ojca dziecka- tez dbam o ich kontakty- i czuje tak wielka
            milosc,tak wielka czulosc, tesknote...
            i mysle, ze tajemnica polega na tym, ze nie trzeba przestac kochac. przeciez z
            tym kims sie bylo tak dlugo, to zrozumiale, ze jest tak bardzo bliski, nawet,
            jesli sie rozstalismy, to co z tego- dlaczego trzeba przestac kochac?

            dlaczego przestawac kochac drugiego czlowieka? nie musimy razem mieszkac ani
            spac ani jadac, zeby sie kochac. mozemy kochac kogos nic od niego nie chcac,
            mozemy kochac kogos po prostu.
            wtedy nawet tesknota, ktora czasem szarpnie, nie boli, a jak boli to takim
            bolem, ktory jst bardzo słodki.
            jesli akceptuje sie koleje zycia, jesli jest sie wdziecznym za to wszysko, co
            sie dzieje, z zaufaniem, ze nawet jesli teraz sie tego nie rozumie, to przeciez
            zawsze z perspektywy widzimy, ile nam to dalo, jak nas wzmocnilo,
            uwolnilo, "uprzestrzennilo",etc..jesli tak do tego podchodzimy, to dlaczego
            mielibysmy walczyc z miloscia, ktora buzuje nam w sercu?

            ile radosci dla mnie widziec go w dobrym zdrowiu, slyszec jego glos. widziec,
            ze kocha dziecko.

            a potem dzwoni moj parter, albo przychodzi, i - moj Boze- jaka jestem
            szczesliwa. I znow czuje milosc. czy jestem nie w porzadku wobec obecnego,
            kochajac wciaz poprzedniego?
            hihi, na szczescie nie. moj ma juz swoje lata i nie jest biala karta. nie
            jestem zazdrosna o jego uczucia do moich poprzedniczek.
            one, odwrotnie, budza moje zaufanie. ze jest wlasnie takim czlowiekiem, z
            ktorym chce byc. jego ewidentna milosc, gdy mowi o ktorejs z nich ( powtarzam,
            ma swoje lata, wiec oczywiste, ze mial przede mna kilka partnerek) zachwyca
            mnie. skoro jest ze mna, to dlatego, ze chce byc ze mna. nie musze sie bac, ze
            zywi jakies uczucia do tamtych.
            w koncu ja tez jestem z nim, choc wciaz kocham jego poprzednika. dobrze mi z
            tym, nawet jak czasem do trzewi zaszarpnie.
            bo zycie jest po to, zeby je zyc, a nie wygodnie i biernie przekimac przed
            telewizorem.
            a jak sie zyje, to sie czuje. czasem bolesnie, do trzewi.
            ale to jest piekne.

            Ludzie sa tacy piekni. jesli zdarzylo nam sie ich kochac, dotrzec do tej
            enklawy ich bezbronnosci, jesli na moment odslonila nam sie zaslona i obraz
            ktory ujrzelsimy pozostanie w naszym sercu na zawsze, nie pozwalajac sie
            zapomniec i wciaz plonac swoim swiatlem- to mozemy czuc sie szczesciarzami.

            To wszystko jest TAKIE PIĘKNE!!!
            Nawet jesli cholernie trudne.
            No bo, czy warto inaczej?

            P.S.- na pocieszenie- moj ex wrocil do kobiety, ktora byla jedna z moich
            poprzedniczek.
            do lozka ze mna zakladal t-shirty z jej rysunkami.

            no i co z tego, moj Boze? jesli to Wielka Milosc, ktora sie odnalazla?
            czy to nie piekne? nam sie nie ukladalo. pewnie by sie nigdy nie ulozylo. mimo,
            ze TAK STRASZNIE go kochalam. Bywa.

            Ech, w ogole to wszystko jakies takie fajne mi sie wydaje. jak to pisal
            Salinger i wkladal w usta Seymoura Glassa " Jestem paranoikiem na opak.
            Podejzewam, ze caly swiat spiskuje, by uczynic mnie szczesliwym".
            (cyt. z pamieci).

            Zycie jest cholernie trudne. I to jest w nim takie fajne! Nie musimy chrapac
            przed telewizorem. Zyjemy! czujemy! hohohoho!
            naprawde chodzi o ZABAWE. zyjmy absolutnie, zawsze na sto procent, ale z
            poczuciem humoru.
            Tak malo sie o tym mowi. A jaki byl pierwszy cud Jezusa- zamienil wode w winko
            na weselu. ZABAWA. radosc. Celebracja. Misterium.

            Ps. nie upalilam sie :). zlapalam faze na trzezwo :).



    • Gość: girlfriend > Proszę, pomóżcie mi, jak przestać kochać??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.03, 23:00
      jest Pani zerem.
      • Gość: ryb Re: > Proszę, pomóżcie mi, jak przestać kochać IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 17.09.03, 23:15
        Girlfriend, nie pisz tak prosze. Zero jest prawdziwa kobieta a nie jakims tam
        mutantem....


        ryb
    • silverstone szczescie 18.09.03, 10:44
      Sa na tym swiecie faceci, przy ktorych wolalabym byc do konca zycia
      nieszczesliwa niz z innymi - szczesliwa. Szczescie ma wiele twarzy;
      niekoniecznie wszystkie jak z kolorowego magazynu...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka