edith_28
18.06.08, 12:59
Właśnie uświadomiłam sobie, że mam problem z którym od kilku miesięcy nie
potrafię sobie poradzić. Przeczytajcie proszę, może coś doradzicie...
pomożecie....
Chodzi oczywiście o mężczyznę. Mężczyznę, którego kochałam, a który bardzo
mnie zranił. Zniknął nagle, zerwał ze mną kontakt bez słowa, choć jeszcze dwa
tygodnie wcześniej snuł wspólne plany na przyszłość. Nie rozumiałam co się
stało, więc po pewnym czasie wysłałam do niego sms-a z pytaniem – czy to już
koniec? Odpowiedzi nigdy nie otrzymałam, ale wiem co oznacza jej brak.
Przez pierwsze tygodnie cholernie bolało. Najbardziej to, że zakończył to w
ten sposób. Zlekceważył mnie, zignorował, uznał że nie warto wydać kasy nawet
na 1 sms-a. Poczułam się oszukana, zwątpiłam we wszystko co kiedykolwiek
mówił. Choć miałam ochotę wytknąć mu jego gó..arzowate tchórzostwo, jego
wszystkie fałszywe zapewnienia o szczerości i otwartości, to jednak coś się we
mnie zablokowało, coś pękło.... nie mogłam... Zdusiłam wszystkie emocje w
sobie i zamilkłam tak jak on.
Teraz żałuję że wtedy mu nie wygarnęłam, bo minęło 5 miesięcy, a ja nie mogę
sobie z tym poradzić. Nie z tęsknotą i zawiedzioną miłością, tego już nie ma.
Nie mogę darować sobie, że zachowałam się tak jak on – przemilczałam,
zniknęłam, schowałam głowę w piasek, nie powiedziałam co o nim i jego
zachowaniu myślę. Efekt jest taki, że piszę do niego listy, które nigdy nie
będą wysłane - bo przecież za późno. W myślach prowadzę z nim niekończące się
rozmowy, które nigdy się nie odbędą. Wszystko o tym jak bardzo mnie zranił,
jak oszukiwał gdy mówił o swojej szczerości, otwartości, jak wymagał tego ode
mnie, a sam postępował wobec mnie nie fair. Jak bardzo rozczarowałam się nim
jako człowiekiem itd.
Popadam ze skrajności w skrajność. Jednego dnia mam ochotę się zemścić, zrobić
mu coś złego, żeby jego też bolało. Szukam sposobów, opracowałam plan, już
nawet zaczęłam go realizować :( Następnego dnia moje odczucia są diametralnie
inne – jest mi go żal, chcę wybaczyć, bo widziałam jak idzie przez życie a z
nim tylko zgliszcza i pożary. Krzywdzi ludzi, potem miota się ze swoimi
wyrzutami sumienia, szukając pomocy u psychoterapeuty.
Ta huśtawka nastrojów trwa już 5 miesiąc i zaczynam wątpić czy kiedyś minie :(
Tylko nie mówcie żebym zajęła się czymś innym, zaczęła coś robić, zmieniła
środowisko itd. W moim życiu dzieje się teraz bardzo dużo. Zmieniłam pracę,
nowi ludzie, nowa firma, moja siostra jest ciężko chora wszyscy walczymy o jej
leczenie a nawet życie. Nie mam zbyt wiele czasu alby o historii sprzed 5
miesięcy myśleć, ale myślę. Myślę, w każdej wolnej chwili, przed snem, po
przebudzeniu, w pracy, w szpitalu, w domu... siedzi to we mnie głęboko jak
bolesna wielka zadra. Nie umiem sobie z tym poradzić... Jest we mnie wszystko
- poczucie krzywdy, wykorzystania, bezsilności, chęci zemsty, odegrania się,
wybaczenia, pojednania, zapomnienia.... KOCHANI, JAK MAM SIĘ OD TEGO UWOLNIĆ?!
CO ZROBIĆ?! POMÓŻCIE, PROSZĘ.... bo zaczynam popadać w jakąś paranoję... :(