24.07.08, 17:29
Witam,
ostatnio byłam z moim chłopakiem (36l. rozwodnik, wykształcenie
wyższe)- spotykamy się od 3 lat w zoo, on
wyjechał teraz do pracy do Warszawy, widujemy się w weekendy, ja
(31l, panna, wykształcenie wyższe)
chwilowo mam niskie dochody, uczę się jeszcze.
Doszło do takiej sytuacji, nie pierwszy raz, że on wyjął z kieszeni
10 zł, podał mi i powiedział: "to kup bilety". Ja dołożyłam swoje 10
zł i zakupiłam nam po bilecie.
Było mi jednak przykro, widziałam przy kasie mężczyzn kupujących
bilety. Przemilczałam, ale... Ja zrobiłam kanapki do zoo, chłopak je
zjadł, zaś mi kupił gofra. Później poszliśmy do restauracji na
terenie ogrodu i każdy płacił za siebie - to jest dla mnie jeszcze
zrozumiałe, bo są to większe koszty. Ogólnie było miło, bo zwierzaki
były świetne. Póxniej wybraliśmy się do kina i też każdy płacił za
siebie.
Na 2 dzień przyszedł do mnie na obiad, przyniósł sok i ananasa.
Pokłociliśmy się, ponieważ ja mam bardzo chorą ciocię, taka byłam
przygnębiona, on miał zaś swoje problemy, które ja chciałam
zignorować, min. problem wyboru szkoły dla jego córki, która ma
zdawać do liceum za rok. Byłam rozdrażniona widząc jak czuje się
ciocia, widząc, że nie radze sobie tu i teraz, a inni mają problemy
perspektywiczne, za rok co będzie.
Po przyjeżdzie do Warszawy, napisał, że mu przykro, że się
oddalamy...
Ja byłam cicho, ale, gdy zadzwonił powiedziałam, że mnie jego
zachowanie i słowa zraniły...
Na 2 dzień, ponieważ wyczułam, że on nie wie, co miałam na myśli,
napisałam o zoo, o tym jak się czuję, że nie ma w nim galanterii, że
to bez klasy i że bardzo głupio i przykro mi zwracać mu uwagę, ale
już nie mogę. Dotychczas dobrze wiedział, ze nie jestem
materialistką, że jestem gościnna, notabene od roku nie byłam u
niego z wizytą i całość spotkań odbywa się u mnie...On mówi,że mogę
zawsze przyjśc, ale jak bym chciala, to się wykręca bałaganem etc.
On odpisał, że nie rozumie i że głupio, że upominam się o 10 zł na
bilet, jeżeli on kupuje mi za 100zł lekarstwo od 3 miesięcy.
Co o tym sądzicie?
Kto ma rację?
Teraz jesteśmy pokłoceni, od 2 dni nie mamy kontaktu i w ramach
smsów wyszło, że się rozstaliśmy - infantylny dość sposób, ale...
Z pozdowieniami, joanna


Obserwuj wątek
    • model.testowy Re: problem 24.07.08, 18:53
      Najgorsze co można zrobić w takiej sytuacji to "wyjaśniać" sprawę SMSami. Rób tak dalej, a z pewnością wszystko się jeszcze bardziej pochrzani.
      Tylko rozmowa w cztery oczy.
    • jz10 Re: problem 24.07.08, 19:46
      Ja powiedziałam wyrażnie, choć nie bezpośrednio, po czasie, po
      przemyśleniach, głupio było mi to powiedzieć, ale źle się z tym
      czułam. To nie pierwsza taka sytuacja, choć zdarzało się, że mój
      chłopak kupował bilet wstępu, a ja później kupowałam np. napoje,
      lody, tak dla równowagi, nie lubię bowiem nikogo wykorzystywać.
      Mój chłopak zarabia 4 tysięce, moje dochody po wszelkich opłatach to
      800zł, dlatego trudno byłoby mi zakupić lek za ok. 250zł i chłopak,
      pierwszy raz odkąd jesteśmy razem wspomógł mnie finansowo, zdwał
      sobie sprawę z powagi sytuacji, z tego, że opłacam szkołę itd.Jestem
      mu za to wdzięczna.
      Jednak mimo że z trudem,bo nie było to dla mnie łatwe wytknęłam mu
      zachowanie sprzed zoo, on nie zrozumiał tego, on uznał, że ja chcę
      wykorzystywać go finansowo, a z powodu 10 zł - ani on nie
      zbiedniałby, ani ja bym się nie wzbogaciła, chodzi tylko o
      zachowanie, o kulturę. Może ja żyję w jakiś konwenansach, mam
      staroświeckie podejście do życia. Nie wiem!
      Gdy jedziemy gdzieś na wycieczkę, zawsze składamy się na paliwo,
      rozumiem,bo to większy wydatek i nie chcę obciążać nikogo.
      Dodatkowo podczas wymiany zdań, dowiedziałam się, że wybrałam
      fatalny kierunek, że humanistyczne, uniwersyteckie wykształcenie nic
      mi nie dało, że kończę kolejną szkołę i nie wiadomo, co dalej, że on
      chce swoją córkę zabezpieczyć przed takimi złymi wyborami, jak moje.
      Fatalnie się poczułam, choć już kiedyś miał jakieś ale do mojego
      wykształcenia.
      Rozumiem, że ważny jest wybór szkoły, mnie tylko zdziwiło i
      zirytowało, że dziać się ma to z takim wyprzedzenie, byłam
      rozdrażniona po rozmowie z chorą, bliską osobą, widząc swoją
      bezradność, widząc cierpienie i śmierć...Wiem, że nieładnie, że
      chciałam zbagatelizować jego problemy. Ale w ogóle dziwne to mi się
      wydało, bo on ma słaby kontakt z córką, że rok wcześniej się
      postanowił zając szukaniem szkoły...Miałam taki wewnetrzny żal do
      świata, że wszystko mnie wkurzało i się niepotrzebnie zirytowałam...
      Później on stwierdził, że choroba jest mniej ważna, że to już
      dotyczy 60letniej osoby, że wiadomo czym rak się na ogól kończy, że
      niepotrzebnie się zamartiwam, że tracę życie itd, niż wybory młodej
      osoby, że przed nią życie, tak mnie to zabolało....
      Później rozwiązywanie spraw za pomocą smsów i cisza między nami...


    • ca-ti Re: problem 24.07.08, 20:52
      Witaj.

      W innym wątku zaprosiłaś mnie do rozmowy, za Ci dziekuję, chociaż
      poczułam też pewien ciężar odpowiedzialności, ufff...
      :-)))

      Nie piszesz jak długo jesteście parą (albo mnie to gdzieś umknęło).
      Spotykacie się w weekendy, a to trochę mało żeby poznać drugiego
      człowieka. Nie macie okazji sprawdzić się w codziennych życiowych
      sytuacjach, ale nawet te, o których piszesz dla mnie są niepokojące.
      Ten człowiek, którego nazywasz swoim chłopakiem to dojrzały
      mężczyzna, po przejściach ( czyli mający jako takie doświadczenie
      życiowe), ale wydaje się być albo żle wychowany, albo mało
      empatyczny, albo po prostu Cię nie kocha. Możliwe, że wszystkie te
      okoliczności mają miejsce razem.
      Uwierz mi, kochający mężczyzna nie pozwoli aby kobieta płaciła za
      swój bilet do zoo lub gdziekolwiek indziej, sam zaproponuje do tego
      jeszcze napoje i ciastka. Nie będzie krytykował wyborów życiowych
      swej ukochanej, ani mówił co ma czuć, a czego ma nie czuć.
      Jeśli kocha a mimo to tak się zachowuje, to jest skąpcem i
      agresorem, a od takich należy uciekać jak najszybciej.
      • jz10 Re: problem 24.07.08, 21:01
        Para jestesmy od 3 lat, znamy sie dobrze, choc nie mieszkalismy
        nigdy razem, od miesiaca chlopak wyjechal do pracy do Warszawy.
          • jz10 Re: problem 24.07.08, 21:06
            Hmm,
            od pewnego czasu gorzej się dzieje, ale co do zachowania w sprawie
            biletów, to nie pierwszyzna, to taki atak na moje wykształcenie to w
            sumie pierwszy raz.Ogólnie on jest nerwowy i mało cierpliwy, ale
            umie być bardzo pomocny, np. w postaci naprawy, remontu,
            podwiezienia..
            • ca-ti Re: problem 24.07.08, 21:12
              łuchaj, czego oczekujesz od tego forum? Rady co masz robić, innego
              spojrzenia na Twoją sprawę (problem, jak piszesz), czy czegoś innego?

              Co to znaczy, że on jest dość nerwowy? I właściwie dlaczego miałby
              go denerwować obrany przez Ciebie kierunek studiów?
              A to, że bywa pomocny - jako przeciwwaga do nerwowości - to wybacz,
              ale to trochę jakbyś mówiła, wprawdzie od czasu do czasu podbije mi
              oko, ale przecież kran naprawi i pieniądze do domu przynosi...
              Nie widzisz analogii?
      • jz10 Re: Moze nie spotykaj go w tym zooo 24.07.08, 21:20
        Nie,no bez przesady, gdyby podbił mi oko.
        Ta nerwowość to głównie w sensie braku cierpliwości się wyraża, nie
        lubi nic powtarzać,nie lubi gdy się go pytam o jedno 5 razy, on jest
        konkretny, a ja troche rozciapana.
        Oczekuje, hmmm opini, może rady co powinno się robić w takich
        sytuacjach?
        Mam cięzki okres, w życiu, powoli umiera jedna z najważniejszych
        osobób w moim życiu, tato zmarł, mama mieszka setki km ode mnie, nie
        mam rodzeństwa, mam komputer...i mase myśli w głowie i obojętność i
        smutek i zdziwienie i niezadowolenie....
        • ca-ti Re: Moze nie spotykaj go w tym zooo 24.07.08, 21:30
          jz10 napisała:

          > Nie,no bez przesady, gdyby podbił mi oko.
          Nie twierdzę, że on Ci podbije oko. Twierdze tylko, że tak wyglada
          tłumaczenie faceta, pokazałam Ci schemat wspóuzależnienia.

          > Ta nerwowość to głównie w sensie braku cierpliwości się wyraża,
          nie
          > lubi nic powtarzać,nie lubi gdy się go pytam o jedno 5 razy, on
          jest
          > konkretny, a ja troche rozciapana.


          Już nabyłaś pzrześwaidczenia, że on lepszy, a Ty gorsza. On
          konkretny, a Ty rozciapana.
          Przeczytaj co pisałam komuś innemu o agresorze. On ma w tym swój
          cel, żebyś sie tak czuła.



          > Oczekuje, hmmm opini, może rady co powinno się robić w takich
          > sytuacjach?
          > Mam cięzki okres, w życiu, powoli umiera jedna z najważniejszych
          > osobób w moim życiu, tato zmarł, mama mieszka setki km ode mnie,
          nie
          > mam rodzeństwa, mam komputer...i mase myśli w głowie i obojętność
          i
          > smutek i zdziwienie i niezadowolenie....


          Ja nie wiem co się robi w takiej sytacji, bo nie byłam w takiej
          sytuacji. Nie ma ogólnej recepty. Każda sytacja jest trochę inna.

          Ale mogę Ci powiedzieć co widzę. Widzę, że potrzbujesz wsparcia, a
          go nie dostajesz, potrzebujesz zrozumienia i też go nie dostajesz.
          Nie dostajesz również czułości, sympatii, ciepła.
          Co w takim razie dostajesz w tym związku?

          Facet przstał się odzywać jak mu powiedziałaś, że źle sie czujesz z
          powodu tych biletów. I co? Trzyletni związek przestał mieć dla niego
          zncazenie? Planowaliście wspólną przyszłość, małżeństwo?
          • jz10 Re: Moze nie spotykaj go w tym zoo 25.07.08, 00:15
            Cati,
            masz wiele racji.
            Ja chyba faktycznie współuzależniam się od ludzi, w ogóle jestem
            taka stacjonarna, przywiązuje się, ale widzę wady, niedoskonałości,
            a jak je wytknęłam, to już jest obraza jak widać i koniec.
            Sam napisał mi w smsie, że nic wielkiego się nie dzieje, ale jeżeli
            ja podjęłam decyzję, a ja mówiłam o rozważeniu rozstania,a nie o
            zrywaniu, następnie kilka linijek dalej napisał, że on odchodzi, bo
            nie chce żyć w żalach, że może dojść do konfliktów, i że on nie chce
            związku na 1/2 czy 1/3, a zarowno ja, jak i on chcemy wszystkiego...
            • ca-ti Re: Moze nie spotykaj go w tym zoo 25.07.08, 00:24
              jz10 napisała:

              > Cati,
              > masz wiele racji.
              > Ja chyba faktycznie współuzależniam się od ludzi, w ogóle jestem
              > taka stacjonarna, przywiązuje się, ale widzę wady,
              niedoskonałości,
              > a jak je wytknęłam, to już jest obraza jak widać i koniec.
              > Sam napisał mi w smsie, że nic wielkiego się nie dzieje, ale
              jeżeli
              > ja podjęłam decyzję, a ja mówiłam o rozważeniu rozstania,a nie o
              > zrywaniu, następnie kilka linijek dalej napisał, że on odchodzi,
              bo
              > nie chce żyć w żalach, że może dojść do konfliktów, i że on nie
              chce
              > związku na 1/2 czy 1/3, a zarowno ja, jak i on chcemy
              wszystkiego...


              Czyli wykorzystał pierwszy lepszy pretekst, żeby odejść od Ciebie i
              nawet nie miał na tyle klasy, żeby powiedzieć Ci to w twarz.

              Wiesz, ja bym jednak dążyła do spotkania, tzn. zażądałabym
              spotkania - nie prosiła o nie! - i wyjaśniłabym co i jak.
              Pomyśl czy chcesz z nim być czy nie, wyjaśnij mu jak rozumiesz bycie
              z sobą na 100%, powiedz co czujesz w związku z cała ta sytuacją (bez
              oskarżania go, tylko co Ty sama czujesz).
              Weż ster w swoje ręce, nie zdawaj się na jego widzimisię. Po trzech
              latach masz prawo oczekiwać czegoś więcej niż smsa.

              • jz10 Re: Moze nie spotykaj go w tym zoo 25.07.08, 00:29
                Hmm,
                ja myślę, że on nie zamiaru zrywać, to reakcja na sytuacje, na
                sprzeciw wobec jego zachowania, uniesienie się, zinterpretował, że
                ja chcę zerwania, albo uznał, że lepiej samemu zerwać niż zostać
                porzuconym. To było infantylne, potrafiliśmy nie z takich błahych
                powodów, przerzywając kryzysy,nie doprowadzić do zerwania, więc dość
                dziwne, choć fakt oboje mieliśmy już chyba dość i to zdarzenie, choć
                spędziliśmy tak miły dzień w tym zoo, on mnie czule całował po
                włosach np, w kinie, pełna sielanka.... że, a nie rozumiem życia.
                Ale ja zawsze byłam taka wrażliwa, płaczliwa, wychodząca do zgody,
                może on uznał, że będzie tak zawsze..
                • ca-ti Re: Moze nie spotykaj go w tym zoo 25.07.08, 00:45
                  jz10 napisała:

                  > Hmm,
                  > ja myślę, że on nie zamiaru zrywać, to reakcja na sytuacje, na
                  > sprzeciw wobec jego zachowania, uniesienie się, zinterpretował, że
                  > ja chcę zerwania, albo uznał, że lepiej samemu zerwać niż zostać
                  > porzuconym.



                  Przestań myśleć co on może myśleć, jak co zinterpretować... To są
                  właśnie symptomy współuzależnienia. Z zażądaj rozmowy i daj mu
                  szansę samemu powiedzieć.
                  A wtedy postaraj się go USŁYSZEĆ i nie tłumaczyć, nie wyjaśniać,
                  tylko przyjąć do wiadomości jego punkt widzenia. Następnie postapić
                  zgodnie z sobą.




                  To było infantylne, potrafiliśmy nie z takich błahych
                  > powodów, przerzywając kryzysy,nie doprowadzić do zerwania, więc
                  dość
                  > dziwne, choć fakt oboje mieliśmy już chyba dość i to zdarzenie,
                  choć
                  > spędziliśmy tak miły dzień w tym zoo, on mnie czule całował po
                  > włosach np, w kinie, pełna sielanka.... że, a nie rozumiem życia.
                  > Ale ja zawsze byłam taka wrażliwa, płaczliwa, wychodząca do zgody,
                  > może on uznał, że będzie tak zawsze..
        • majaa Re: Moze nie spotykaj go w tym zooo 25.07.08, 09:01
          jz10 napisała:

          > Nie,no bez przesady, gdyby podbił mi oko.

          A szkoda, że tego jeszcze nie zrobił, bo może gdyby Ci przyłożył raz
          a porządnie, to wreszcie byś oprzytomniała. Ten koleś to wygodny,
          cwaniaczkowaty egoista, który leczy swoje kompleksy Twoim kosztem.
          Zżera do okruszka zrobione przez Ciebie kanapki, a potem kupuje Ci
          gofra, dobrodziej; przeszkadzają mu Twoje studia i praca, bo w jego
          mniemaniu to Ty powinnaś jemu pomagać finansowo, gdy zajdzie
          potrzeba, a nie on Tobie. A jak już łaskawie rzucił Ci "ochłap" w
          postaci zakupu leku, to wydaje mu się, że może Ci teraz ustawiać
          życie i dyktować co masz czuć i do kogo.
          Niestety, patrząc z boku, tak to wygląda. A Ty rób, jak chcesz -
          możesz go nawet przeprosić, że w ogóle śmiesz żyć, nie spełniając w
          100 % jego wymagań, co do Twojej osoby.
          • malakas Re: Moze nie spotykaj go w tym zooo 25.07.08, 09:21
            Że trochę sknera jest nie da się ukryć :-) Ale gdyby już sknerzył na
            rachunek Was obojga nie miałabys prawdopodobnie nic przeciwko. Ja tu
            nie widzę jednak żadnego wykorzystywania czy żerowania na Twoich 800
            zł (rzeczywiście jest sie na czym paść). W ogóle tych bredni nie
            słuchaj. Wydaje sie po prostu trzeźwo myślącym gościem. Zbyt trzeźwo
            jak na Ciebie. Tobie potrzebny jest niewymagający facet z gestem, na
            którego przerzucisz wszelkie sprawy finansowo-organizacyjne i przy
            którym będziesz mogła realizować swoje humanistyczne pasje i
            biadolić nad losem świata. Tylko musiałabyś znaleźć czas aby mu
            ugotować, posprzątać, być zawsze grzeczna i uśmiechnięta. Życ nie
            umierać...
    • malakas Re: problem 24.07.08, 21:23
      Trzymaj sie od mężczyzn z daleka. To chamy i krwiopijcy, znajdą
      sobie ofiarę i żerują na niej odreagowując kompleks Edypa. A kran to
      każdy głupi umie naprawić, zwłaszcza po studiach...
    • plisowanka syndrom rozwodnika 25.07.08, 01:09
      Ludzie po przejściach, tj. po nieudanym poważnym związku zakończonym klęską, czyli rozwodem, wykształcają pewną filozofię życia przekładającą się na ich sposób postępowania. Nietrudno się domyślić, że taki delikwent kiedyś wiązał duże nadzieje ze swoim małżeństwem, poświęcał całą swoją energię na jego utrzymanie, wierzył, że miłość przetrwa wszystko. A stało się inaczej - skoro miłość go zawiodła, to teraz będzie przyjmował bardziej utrylitarny, żeby nie powiedzieć - egoistyczny, stosunek do kobiet. Nie będzie już miał chęci, by w uniesieniu miłosnym biec do jubilera - bo i po co, już to przerabiał i skończyło się źle. Taki rozwodnik będzie wobec kobiet przyjmował postawę w stylu "Kobietę trzeba sobie wychować" - cała jego uwaga będzie skoncentrowana na tym, by w jego mniemaniu nie dać kobiecie po raz kolejny wejść sobie na głowę, bo już raz na to pozwolił i małżeństwo się rozpadło. W razie jakichkolwiek problemów będzie sobie dawał spokój, bo nie będzie mu się chciało pakować w drugą gehennę, wszak już jedną miał na rozwodzie. Będzie "wychowywał kobiety finansowo", bo jednej już pozwolił korzystać ze swoich pieniędzy, a i tak go zostawiła. Dziecko będzie zawsze dla niego ważniejsze niż ciocie lub inne "fanaberie" jego nowej partnerki, bo taki facet ma już doświadczenie, że kobiety się w życiu zmieniają, a dziecko ma się na zawsze.

      Niestety człowiek, który wiele w życiu przecierpiał, wykształca pewną filozofię życia, ukierunkowaną na to, by nie dać sobie zrobić krzywdy po raz drugi. I nie ma znaczenia, czy to jest zasadne czy nie, wszak w życiu kierujemy się subiektywnymi emocjami. Nie ma także znaczenia, z czyjej winy był ten jego rozwód, bo i tak w jego subiektywnym odczuciu winna była żona a nie on.

      Generalnie rozwodnicy wyznają zasadę, że dla kobiet nie ma sensu się poświęcać, bo dla jednej już się niepotrzebnie poświęcili i zostali na lodzie; jak coś się nie podoba to "do widzenia", zero kompromisów w przyszłych związkach itd.

      Rozwodnik i panna - to złe połączenie. Ona do wszystkiego podchodzi jeszcze z entuzjazmem, a on "ja już to przerabiałem". A jak jest dziecko to już w ogóle mieszanka wybuchowa, która prędzej czy później wybuchnie.

      Szanse na sukces ma ewentualnie kombinacja - rozwodnik i rozwidziona; obydwoje jadą na tym samym wózku.

      Przeczytaj sobie ten wątek:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=81246984
      I w ogóle przed jakimkolwiek planowaniem życia z dzieciatym rozwodnikiem przeczytaj sobie całe forum "Macochy", żebyś widziała co cię czeka.
      • malakas Re: syndrom rozwodnika 25.07.08, 07:20
        O, mądrego to i przyjemnie posłuchać.
        Natomiast paniusia, która ma w ogólności jakieś anse do mężczyzn,
        każąc traktować ich jako pożytecznych idiotów i wmawia swoim
        domniemanym towarzyszkom niedoli jakies uzaleznienia, sama jest
        uzależniona od swoich chorych wyobrażeń.
        Jak można komuś radzić, żeby olewać sikiem prostym "co on mysli", co
        zamierza, co przeszedł i przechodzi, czego chce i oczekuje a co może
        dać? Co to za związki, gdzie kobieta ma być non stop w stanie
        najwyższej gotowości bojowej, gdyż nie zna dnia ani godziny w
        której "agresor", "truciciel", "kontroler" zaatakuje. To już zakrawa
        na paranoję.
        • mruff Re: wielki świat 25.07.08, 07:32
          jz czytając Twoje posty mam wrażenie,że przepraszasz,że żyjesz i
          masz poczucie winy,że to TWOJA wina,że stało się tak a nie inaczej.

          Nie myśl tak!

          Poza aspektem rozwodnika(mądry post) dochodzi aspekt tego,że facet
          wyjechał do Wawy. Żyłam w stolicy. Facetowi uderza woda sodowa do
          mózgu, bo zaczął pracować w "wielkim świecie" pełnym kobiet dobrze
          zarabiających, i nagle zobaczył w Tobie "kiepskie" studia, nie
          zarabiasz tyle co one...Zachłysnął się warszawskimi kobietami, ale
          nie na długo...
          One z pewnością spuszczą w kiblu faceta który posknerzy i nie kupi
          im biletu do kina (26 zł swoją drogą).

          Wiem,że potrzebujesz oparcia ale po co Ci facet, który tego Ci nie
          daje? I nie spełnia wielu innych oczekiwań?
          Będąc studentką na dziennych studiach nie miałam wiele grosza i
          facet z Warszawy dawał mi na bilety do niego byśmy mogli się widywać.
          Ja odwdzięczałam się np. gotując obiady by miał jakiś obiad na długo
          gdy wyjadę i będzie kucharzył sam.
        • majaa Re: syndrom rozwodnika 25.07.08, 10:12
          Czyżbyś Ty, Malakas, był jednym z tych "trzeźwo" myślących gości,
          którzy chcieliby dyktować kobiecie warunki ewentualnej wspólnej
          egzystencji? Twoje teksty zdają się na to wskazywać.
        • jz10 Re: problem 25.07.08, 15:32
          Witam,
          odpowiadając na pytania.
          W Warszawie pracuje on od 3 tygodni, w służbach mundurowych.
          Ja nie pracuje na dzień dzisiejszy,bo szkoła mi to unimożliwia,
          kończę ją w przyszłym roku i jak będzie dobrze, będę pracować w
          aptece. Żyję z wynajmu mieszkania, które mam w spadku po babci...Pół
          roku temu ze względu na naukę straciłam pracę.
          Nigdy nie byłam materialistką i głupie 10 zł,nie spowodowałoby
          mojego wzbogacenia, czy dla niego uszczebku, mi chodzi tylko o
          zachowanie.
          Mój chłopak opowiadał mi kiedyś po wizycie z córką nastoletnią, że
          powiedział jej, żeby następnym razem miała pieniądze na bilet. On
          płaci w jego mniemaniu wysokie alimenty, w tym na rozrywki i
          kulturę. Mówiłam mu, że nie ma racji, że to dziecko i że w ogóle...
          Ale z czasem straciłam chęć wpływania na sprawy jego i córki,
          przestało mnie to zajmować,bo ich kontakt był raz w miesiącu, może
          częściej, kiedyś mówiłam, gdzie mógłby się wybrać itd. Później
          zobaczyłam, że to chyba nie moja sprawa.
          Moja ciocia jest mi tak bliska jak mama, to siostra mojego zmarłego
          taty, stąd mój ból jest wileki, jej choroba mnie przerasta, może
          byłam wtedy nie do życia, może żle postąpiłam, ale widzę też i winę
          2 strony,bo czasem empatia wystarczy i problem staje się mniejszy.
          Z pozdrowieniami, A.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka