kropelka_lzy
20.08.08, 19:51
czy nie macie czasem juz dosc, nie brak Wam sił, żeby dalej
próbowac, wmawiać sobie, że się uda, że jesteście silni, ze nie
dacie się, ze koszmarne zycie kiedys nie zmieni sie w cudne, ale
odrobine lżejsze...etc...?
Bo ja własnie doszłam do punktu, w którym nie mam już siły wmawiać
sobie, że kiedyś bedzie lepiej...ze coś sie uda i, że na cokolwiek
mam wpływ...Proszę nie piszcie mi o wynalazkach typu
książka "Sekret".. bo im bardziej ozytywnie myslę, im mocniej się
staram , tym bardziej dostaję od życia kopniaki...i nie są to
drobiazgi. Moja pseudoprzyjaciółka uważa , wręcz , że jestem
nienormlna, bo nie potrafię się cieszyć życiem ! Ale nie życze jej
1/20 tego, co ja już przeszłam...
Tkwię w tzw. wielkim g... i nie widzę światełka.
Zastanawiam się czasem, czy Niebiosa są gluche i ślepe, choć po tym
co już przeszłam, nie wiem czy w ogóle powinnam jeszcze w nie
wierzyć... Myślę czasami za co taki los, czy byłam w poprzednim
wcieleniu oficerem SS.. czy innym diabłem / ?
Nie piszcie mi prosze ,że pewnie mam depresję i żebym poszła do
specjalisty, bo już byłam, dla mnie to puste gadanie. Interesuje
mnie czy ktos z Was doznał takiego punktu zwrotnego, kiedy karta
losu jeszcze się odwróciła na korzyść.. ?
pozdrawiam
kropelka.