emilka73
22.08.08, 10:53
Jesteśmy małżeństwem od zaledwie pól roku. Na początku naszej
znajomosci czyli okolo 5 lat temu rodzina mojego męża była ok,
nawet momentami za bardzo...czulam ze nie jest to do konca
szczere,ale czulam sie u nich dobrze i nie bylo problemu.Rodzina
mojego meza to ludzie dosyc trudni-sa bardzozakompleksienii przez
to wrogo nastawieni do ludzi.PO pewnym czasie doszlo do konfliktu
ktorego motorem byla bratowa meza chcaca zazdrosna chyba o mnie
jako kogos kto wedlug niej zajmie jej miejsce wtej rodzinie.Nie
miala zamiaru absolutnie z nia konkurowac. Lubialam ja i cieszylam
sie ze mam w niej kolezanke ..Doprowadzila do konfliktu ktorego
skutkiem bylo sklocenie mnie z przyszla tesiowia , siostrą meza i
reszta rodziny.Od tego czasau mimo tego ze bylo to poare lat temu
atmosfera kiedy tam jestesmy jest niemila. Bratowa meza i brat
czuja sie tma pewnie, sa faworyzowani przez mame a my z mezem
jestesmy jakby czarnymy owcami . /najgorsze jest to ze zupelnie
niesprawiedliwie i bez zadnego powodu. Siostra meza nas ignoruje ,
tak samo jej maz. Wiem za sa to ludzie prymitywni i w sumie biedni
ale za kazdym razem kiedy tam jestem przezywam horror. Moj maz
widzi to ale uwaza ze nie ma sensu sie przejmowac sie tym.Klocimy
sie o to bo moim zdaniem powinien czasami zareagowac jakos. Jemu
jest to niestety obojetne. Mieszkamy osobno i wedlug niego to ze
tam jestesmy raz na tydzien nie jest problelem. Mnie jednak boli to
ze tak jest i po kazdej wizycie tam jestem wrecz chora..Na naszym
weselu siositra meza zchwowywala sie strasznie- byla obrazona ,
naburmuszona...A teraz dowiedzialam sie od meza ze w ogole nie
chcial isc na ten slub.Naprawde nie miala powodu . Kolezanki ktore
znaly ja jedyniez moich opowiadan powiedzialy mi ze myslaly czasami
ze przesadzam mowiac o jej niej ,ale teraz zobaczly ze to jest
koszmarne. Moj maz mowi ze taka jest i ze zawsze taka byla i nie
zalezy mu na niej . Mnie jednak meczy ta atmosfera i mam ochote
czasami uciec ...Ona nastawia mame czyli tesiowa przeciwko nam .
BRatowa meza ktora kiedys jej nienawidziala teraz zyje z nia w
przjaźni ...To wszysstko jest tragicznie glupie i prymitywne ale
nie potrafie nie przejmowac sie tym widzac jak traktuja nas a jak
brata meza i jego zone.Ciązy mi to do tego stopnia ze czasami ulge
przynosi mi mysl o rozstaniu z mezem. Nogdy nie bylam w takiej
sytuacji . Mam duzo kolezanek , znajomych, z moja rodzina zyje w
dobrych stosunkach.Nie wiem jak poradzic sobie z ta sytuacja...Nic
nie zrobilam, nie czuje sie winna absolutnie i naprawde nie dam
rady nie przejmowac sie tym ze tak jest...Zaznaczam z gory ze zadna
rozmowa z nimi nie wchodzi w gre, po prostu nie ma sensu...