teściowa!

24.08.08, 18:01
Po dwumiesięcznej nieobecności wraca znów do polski moja teściowa.
Na samą myśl mnie mdli. Nie cierpię jej. Dopóki byliśmy z mężem sami
to latało mi czy ona przyjdzie czy nie. Od kiedy na świecie jest
nasz syn to aż mnie trzęsie na samą myśl, że przyjdzie i będzie
mojego synka przytulała i całowała w czółko. Nie wiem jak sobie z
tym poradzić? Wiem, że ma prawo do bycia z nim tak jak moja mama ale
nie potrafię sobie tego wytłumaczyć i wprowadzić w życie. Ona by
kota na śmierć zagłaskała ma tysiąc rad na wszystko i jest chora na
wszystkie choroby świata. Nie potrafi słuchać, a sama gada tyle, że
nie można jej wejść w słowo. Nie lubi jej cała moja rodzina jest
męcząca nie do zniesienia. Co robić by móc z nią życ?
    • malakas Re: teściowa! 24.08.08, 18:13
      www.klikplej.pl/film,3794
    • kol.3 Re: teściowa! 24.08.08, 19:05
      Trudno coś napisać bo nie wiadomo co jej zarzucasz.
      • kaz-oo Re: teściowa! 24.08.08, 19:56
        Chyba głównie to, że w ogóle żyje-;)
    • marzeka1 Re: teściowa! 24.08.08, 20:47
      Problemem jest nie teściwa, a ty i sposób, w jaki piszesz o babci swojego dziecka czy matce męża. Z postu nie wynika, coż takiego ci zrobiła (no chyba tylko to,że jeszcze żyje)złego.
      "Nie lubi jej cała moja rodzina "- czyli co? Powielamy po stokroć wyświechtane stereotypy "moja cudna rodzina", "jego wstrętna rodzina".
      " Co robić by móc z nią życ?"- a co? zyjesz w jej mieszkaniu/domu czy problemem jest spotkanie od czasu do czasu?
      • tere-sa22 Re: teściowa! 25.08.08, 11:35
        Jeśli będziesz żle do niej nastawiona to może twoje dziecko
        podświadomie zacznie traktować ją tak samo. A dziecku babcia jest
        bardzo potrzebna. Ty też na pewno nie jesteś ideałem. A że całuje w
        czółko to co. Babcie po to są- skoro go kocha to całuje.
        • miseczka.0 Re: teściowa! 25.08.08, 12:06
          a ja chyba wiem na czym to polega,mam podobną sytuację.Moja teściowa
          pomimo wielkiej wylewności w stosunku do mnie czy mojej córki ma w
          nosie nasze życie i problemy.To ona jest pępkiem
          świata.Najpracowitsza,najbardziej chora,jej problemy urastaja do
          rangi tragedii.Nigdy nie słucha co mamy do powiedzenia ale musimy
          znosić jej nieprzerywalny monolog. Acha, jest jeszcze wyłączność na
          rację, nie można mieć innego zdania bo inaczej narażasz się na
          śmiertelne oburzenie i fochy.Zjeżdża na wszystkie święta, rozsiada
          się i zaczyna się jazda kilkudniowa.Ktoś powie-tak rzadko bywa to
          można znieść.Z roku na rok coraz gorzej to znoszę.
          • myszadlo Re: teściowa! 29.08.08, 18:05
            Wreszcie ktoś kto mnie rozumie!
    • ba-7 Re: teściowa! 25.08.08, 12:18
      Ja już się cieszę, że za parę lat BĘDZIESZ TEŚCIOWĄ.
    • moofka Re: teściowa! 25.08.08, 12:22
      Od kiedy na świecie jest
      > nasz syn to aż mnie trzęsie na samą myśl, że przyjdzie i będzie
      > mojego synka przytulała i całowała w czółko. Nie wiem jak sobie z
      > tym poradzić?

      jakos musisz
      za jakis czas pojawi sie mlodsza ladniejsza, ktora synia nie tylko w czolko
      bedzie calowala
      i tez bedzie zla
      • myszadlo Re: teściowa! 29.08.08, 18:07
        Dziecka dla siebie sie niestety nie wychowuje tylko dla świata i dla
        tej jedynej która byc może jest już też na świecie i z tym jakos
        jestem pogodzona. I poprosiłam meża żeby mnie zastrzelił jeśli będę
        choć w połowie taka jak jego matka. Zgodzil się:)
    • veroy Re: teściowa! 25.08.08, 12:32
      spokojnie, twojego chlopa tez calowala w czolko i chyba mu nie
      zaszkodzilo ? ewentualnie ona wie, ze jednak zaszkodzilo skoro
      wyszedl za ciebie i juz nie powieli swoich bledow.
      • polnaro Re: teściowa! 25.08.08, 12:39
        Ktoś napisał, że będzie teściową, ja tam w to wątpię. Bo, czy wychowa normalnego
        faceta z takim rozumem jaki ma?
        • myszadlo Re: teściowa! 29.08.08, 18:09
          Na forum najlatwiej nawtykac komus prawda? mimio że nie zna sie go
          za bardzo? A dla mnie to jest problem bo jej po prostu nie lubie i
          kiedy wróci postaram się "byc normalna" w stosunku do niej bo nie
          chodzi mi o to żeby mój syn patrzyl jak matka z babcią źle żyje.
    • dekadencja1 Re: teściowa! 25.08.08, 13:15
      To ona urodziła Ci męża i może to już czas by to zaakceptować. A że
      jest trudna... no cóż każdy z nas ma jakieś trudne strony. Na
      szczęście.
      • leda16 Re: teściowa! 25.08.08, 23:39
        To ona urodziła Ci męża


        I wychowała na człowieka, którego pokochałaś. Więc z tego prosty wniosek, że wychowała go na kogoś wyjątkowego, wspaniałego i niezwykłego, bo pewnie inaczej byś za niego nie wyszła za mąż. Módl się, żebyś Ty tak umiała wychować swoje dziecko, żeby ktoś go kochał tak bardzo, jak ty swojego męża. Więc czemu tak nienawidzisz tej kobiety, jesteś o Nią zazdrosna, czy jak?
        Mam nadzieję, że moje przyszłe synowe nie będą tak głęboko psychicznie zaburzone jak Ty, nie będą z zaborczą zazdrościa patrzeć, jak całuję swoje wnuki. A w Tobie więcej złości, agresji i zawiści niż rozumu. :(.
      • myszadlo Re: teściowa! 29.08.08, 18:10
        I bardzo jej za to dziękuję. Z całego serca.
        Ja tez nie jestem łatwa. nikt nie jest.
    • spinline Re: Nie lubi jej cala rodzina.. 25.08.08, 21:55
      Myslisz,ze o na o tym nie wie.
      Sciezek masz kilka albo pokazesz warunki jaki u ciebie panuja i
      jakie ma szanowac. spotykajac sie np. 1 w mies.

      Albo unikac jak ognia co sprawize bedzie zla atmosfera pomiedzy
      wami.
      • przemek.plywak Re: Nie lubi jej cala rodzina.. 30.08.08, 13:08
        Rozumiem, na czym polega problem z teściową, bo sam mam podobny. Nie
        na tym, że teściowa jest zła, ale że nie potrafi wyczuć granicy,
        której w swojej dobroci nie powinna przekroczyć. To paradoks, ale
        czasem dobroć, życzliwość, troskliwość bywają uciążliwe, a nawet
        zabójcze. Wtedy, gdy zmieniają się we władczość i wtrącanie się.
        Chodzi o to,że taka dobra ale w tym zaborcza osoba nie zostawia
        przestrzeni na samodzielność człowieka, w jakiś sposób odbiera mu
        jego wolność. To klasyczne uszczęśliwianie na siłę.
        Ja czasem dziękuję Bogu, że mamy trudności z poczęciem dziecka, bo
        jego pojawienie się z pewnością spowodowałoby nadaktywność moejj
        teściowej, a może nawet emocjonalne odebranie mi dziecka. Bo już
        odbiera mi psa (na szczęście on woli mnie niż ją, ale to tylko pies)
        i ostatnio właściwie odebrała mi nowe mieszkanie, bo codziennie
        przychodzi z kilkunastoma pomysłami, mam wrażenie, że już nie
        mieszkam u siebie: teraz otwórz okno, kwiatki mają za sucho, na ten
        stół trzeba położyć obrus itd. Najczęściej jej uwagi są słuszne, ale
        ja naprawdę mam ochotę się wyprowadzić. Bywają teściowe, które swoją
        dobrocią unieszczęśliwiają tak zięciów/synowe, jak własne dzieic.
        Przydałby im się krótki kurs nabierania dystansu i umiejętnego
        wycofywania się.
        Niestety, z własnego doświadczenia wiem, że stereotyp teściowej
        zakorzeniony jest w prawdzie
        • ba-7 Re: Nie lubi jej cala rodzina.. 30.08.08, 22:07
          Taką granicę Wy powinniście postawić i to jasno.
          Mam jednak wrażenie, że jesteś zaborczym i egoistycznym typem faceta, który nie
          odda kawałka terytorium dla dobra rodziny. Walcz o swoje jeśli musisz. A gdzie
          rola żony w tym układzie? Fajnie byłoby gdybyś Ty też nabrał dystansu i
          przestał reagować na wszystko co mówi i robi teściowa z takim przewrażliwieniem.
          • przemek.plywak Re: Nie lubi jej cala rodzina.. 30.08.08, 22:21
            Cudowna rada: "granicę postawić i to jasno". Tylko że problem
            polega na tym, że ta druga osoba stawianie granic uważa za agresję i
            niezroozumienie intencji.
            A tak przy okazji? Co Cię upoważnia do powiedzenia, że
            jestem "zaborczym i egoistycznym facetem, który nie odda kawałka
            terytorium dla dobra rodziny"? Dobrem jest teściowa, która się
            szarogęsi? Co ja komu zabieram? Na czym polega egoizm? Co ty w ogóle
            o mnie wiesz, że pozwalasz sobie na takie sądy?
            Tak, fajnie by było, gdybym nabrał dystansu. Najfajniej by było,
            gdyby wszyscy nabrali dystansu i pozwalali sobie wchodzić na głowę.
            A już tak zupełnie najfajniej by było, gdyby osoby tak przemądrzałe
            jak ba-7 swoje przemądrzalstwo zachowały dla siebie...
            • leda16 Re: Nie lubi jej cala rodzina.. 31.08.08, 08:48
              Co Cię upoważnia do powiedzenia, że
              > jestem "zaborczym i egoistycznym facetem, który nie odda kawałka
              > terytorium dla dobra rodziny"?


              Nooo, najpierw będziesz walczył o uczucia psa, potem o uczucia Jej wnuka. Rozumiem, ze walkę o uczucia żony juz wygrałeś...;).
              • sbelatka przemek 31.08.08, 09:39
                wydawalo mi sie, ze spokojnie i bardzo czytelnie opisałes na czym
                polegają problemy z rodzicem, ktory pzrekracza granice. I na dodatek
                nie wyczulam w tym agresji.. co najwyżej slad złości, ktora w takim
                pzrypadku wydaje mi sie bardzo oczywistym uczcuiem.
                A do uczuć - jak zakładam każdy wie - mamy prawo..

                Mysle, ze rzecz nie o tym, ze to teściowa. Tylko, ze to mama lub
                teściowa.

                Moja teściowa to super babka. natomiast moja mama oj, oj...

                I bardzo upraszam osoby którte nie zetknęly sie w realu z takim
                nadopiekunczym typem mamusi/teściowej o nie chrzanienie o stawianu
                granic.

                Ja mam wrodzona umiejnośc stawiania granic. Ale postawienie
                skutecznej granicy mojej mamy - udalo mie sie dopiero po 40-tce i po
                tym jak zaszły w moim zyciu dośc dramtyczne wydarzenia po ktorych
                bylam juz na tyle zmęczona, że postawilam wszystko na ostrzu noża.
                Albo zostawi mi swobodę i pzrestanie nieustająco probowac ingerowac
                w moje życie - albo zrywam kontakty. I uwierz mi, bylam w stanie to
                zrobic.

                Wiec bardzo proszę - po pierwsze nie zarzucajcie ludziom czegoś
                czego w ich postach nie ma
                a po drugie nie podrzucajcie pomyslow, które mozliwe, ze i sa do
                zastosowania.. tylko nie wiadomo jak to zrobic..

                ale niestety... osobiście tez uważam, ze konieczne jest podejmowanie
                prob postawinia granic. Tyle tylko, ze powinny to robic dzieci. Ale
                one najczęsciej nie mają siły do pzreciwstawiania sie swoim
                mamusiom.. Czasem tatusiom..

                i niestety zmiany relacji koniecznie trzeba zacząc zmieniac od
                siebie.
                bo dopoki nie bedziecie mieli W SOBIE sily na postawienie tych
                granic.. to ich nie postawicie
                a wasze mamusie będe włażic w wasze życie.. z dobrymi intencjami..
                ale "kot będzie zagłaskany na smierć.."

                wiec szukajcie w sobie sily.. bo nie ma innej drogi...
                powodzenia
        • basilicum Re: Nie lubi jej cala rodzina.. 01.09.08, 09:36
          Ja mam niestety podobny problem. Moja teściowa co prawda nie mieszka
          z nami, mieszka w mieście oddalonym 300 km, ale poniewaz jest sama i
          sie nudzi bywa czesto, zwlaszcza od narodzin dziecka. Jej wizyty sa
          tak emocjonalnie dla mnie cieżkie, ze kazdej mam dość na dluzszy
          czas. Ponadto kazda z wizyt powoduje klotnię z mężem. Tesciowa - byc
          może w swojej trosce-udziela garscie rad, o ktore Jej nikt nie
          prosi. Dodam, że zazwyczaj nie informuje o swoich planach. Efekt byl
          taki, ze zjechala jak sie okazalo na tydzien w 3 dni po moim
          porodzie, kiedy ja obolala dochodzilam do siebie i nie bylam w
          stanie jeszcze Jej obiegac. Wyglosila przy tym tysiac rad w
          stylu: "ty wiesz co ja sadze o pieluszkach jednorazowych",
          albo "masz za chude mleko, dziecko sie nie najada" (co nota bene
          prawda nie jest, bo dziecko jest w gornych granicach sietek
          centylowych). Tesciowa uyszczesliwia mnie tez obrazami, ktore mi sie
          nie podobaja. Niestety poniewaz sa one od mamusi mojego meza, On je
          wiesza co jest kością niezgody w naszym malżenstwie. Rozumiem, że
          można komus kupic jeden obrazek, ale my mamy juz ich 6, a zadnego,
          ktory bysmy kupili wspolnie. Tak wiec duch tesciowej roznosi sie po
          calym mieszkaniu nawet jak jej nie ma. Niestety przy tym wszytkim
          maz nie bierze mojej strony, twierdzac, ze przesadzam. Nie wiem co z
          tym wszytkim bedzie, ale jest coraz gorzej.
          • assdra Re: Nie lubi jej cala rodzina.. 01.09.08, 21:28
            Do tej pory myślałam, że tylko mnie spotkało to szczęście posiadania
            nadopiekuńczej teściowej.

            Pierwsza zadra powstała, gdy na naszą radosną wiadomość o terminie
            ślubu, odburknęła, że nie przyjedzie, bo obiecała pomoc mojej
            obecnej szwagierce w "wekowaniu" śliwek i moreli! Efekt był taki, że
            resztę wieczoru spędziłam rycząc w kuchni.

            Mieszka kilkaset kilometrów od nas. Jest samotna więc kursuje
            pomiędzy swoim bratem, córką i nami. Jej wizyty nie trwają tydzień
            czy dwa - ale nawet trzy miesiące... I nigdy nie zapytała jeszcze,
            czy może tak długo u nas gościć. Zawsze pyta "ile moge jeszcze u was
            być?" I co mam jej odpowiedzieć? "Pomóc ci się spakować?"

            Nie omieszkała odwiedzić nas, już nazajutrz po moim powrocie z
            noworodkiem ze szpitala.

            Jest nadpobudliwa, nerwowa, nie potrafi usiedzieć w miejscu. Obraża
            się, jeśli nie pozwolę jej czegoś w domu zrobić.
            A ja przez to jej ciągle kręcenie się, czuję się skrępowana we
            własnym domu. Nie zdążę dobrze odłożyć widelca po obiedzie, a ona
            już zbiera naczynia i idzie je pomywać; kiedy rano ide do łazienki
            ona już biega żeby pościelić MOJE łóżko, nie dopuszcza mnie do
            własnego dziecka, bo niby jestem zmęczona po pracy, itd...

            Sama niewiele ma, ale prezent od mojej mamy potrafi nazwać
            gó..anym, podobnie jak nasze podłogi - też gó..ane, gó..ane
            sztućce...

            Jej ostatnią wizytę przypłaciłam ostrą nerwicą żołądka. Nie
            potrafiłam znaleźć miejsca we własnym domu i aż mną trzęsie na myśl,
            że w październiku znowu pewnie "wpadnie" na trzy miesiące!!!!!!!!!!!
            • basilicum Re: Nie lubi jej cala rodzina.. 02.09.08, 11:12
              No to witam w klubie. Mnie skreca na mysl o Bozym Narodzeniu i
              skladaniu sobie życzeń. Tesciowa ma 2 syna, ale ten żyjąc w
              konkubinacie czuje sie zwolniony z goszczenia jej na swieta, bardzo
              wygodna sytuacja niby jest, ale jak przychodzi do swiat to nie jest
              w zwiazku.
            • only_anette Re: Nie lubi jej cala rodzina.. 05.09.08, 11:25
              Moja teściowa jest identyczna jeśli chodzi o porządki.Jak mieszkaliśmy z nią też
              rano tylko wstawałam do łazienki,wracałam spowrotem się położyć a tu: łóżko
              pościelone! No ale wtedy to było u niej, teraz mieszkamy oddzielnie,przyjeżdża
              raz na pół roku i raczej do niczego się nie wtrąca a to dzięki mojemu mężowi bo
              ustawił ją do pionu.Jednej rzeczy tylko nie przebijecie: Teściowa była z nami w
              podróży poślubnej !!! Sama się wepchnęła, bez zaproszenia!!!
        • anaisanais Re: Nie lubi jej cala rodzina.. 01.09.08, 15:21
          Ja mam podobny problem. Moja tesciowa (a raczej mama mojego
          chlopaka) jest totalnie nadopiekuncza. Na szczescie nie przychodzi
          codziennie, tylko przyjezdzaja raz na kilka miesiecy na tydzien. Mam
          wrazenie ze dom nie nalezy juz do mnie. Ciezko tu stawiac granice,
          nie mowimy w tym samym jezyku, a z drugiej strony to tez nie jest
          takie latwe, bo ona to roi z milosci. Rozmawialam z moim chlopakiem
          o tym wiele razy, on chyba uwaza za niemozliwe powiedzenie jej zeby
          sie tak nie wtracala, woli przeczekac. Mnie to doprowadza do szalu i
          chyba nastepnym razem powiem zeby nie przyjezdzali.
          Moim zdaniem Przemku to ty musisz pogadac z zona - to ona powinna
          mamie powiedziec ze za duzo tego. To jest po prostu sprawowanie
          kontroli nad dziecmi, nieumiejetnosc wypuszczenia ich z gniazda.
          I potomka zycze serdecznie.
    • waldemarv Re: teściowa! 31.08.08, 15:55
      trudna sprawa morze szczera rozmowa na spokojnie może zrelaksuj sie
      gabinet SPA np. Porozmawiaj że nie chcesz mieć rozpieszczonego syna
      ma wyrosnąć na prawdziwego męszczyzne.
      • meg-gy Re: teściowa! 02.09.08, 01:17
        Przeczytałam wszystkie komentarze. Odwieczny, drażliwy temat..
        Synowa kontra teściowa.
        Wina leży pośrodku. Brak wzajemnej tolerancji.
        Bardzo podobają mi się niemieckie kobiety, one mają gdzieś
        swoje wnuki, synowe.
        Jeżdża na wczasy, wycieczki. Chodzą na fitnes, koncerty. Mają
        swoje kluby, tańczą, śpiewają imprezują. Dlatego tam kobieta 70-
        letnia wygląda jak w Polsce zadbana 55-latka.
        My z mężem nigdy nie angażujemy nikogo w wychowanie synka.
        Wizyty teściów i moich rodziców traktujemy jak miłe
        spotkanie towarzyskie. Fakt, że wszyscy mieszkamy we Wrocławiu
        i po imprezce każdy wraca do siebie. Jak potrzebujemy
        gdzieś wyjść, to nie dzwonię do dziadków, tylko na te
        godziny wynajmuję nianię. Poprostu nie uzależniamy się od
        nikogo i dlatego nikt nas nie poucza, ani nie nachodzi bez
        zaproszenia.
        • pomocnik.freuda Re: teściowa! 02.09.08, 05:52
          Rozmawiałem z ludźmi z róznych kultur, krajów i odnoszę wrażenie, że polskie teściowe to jakiś światowy fenomen (chodzi mi o statystyczną teściową). Dlaczego nasze społeczeństwo wyprodukowało taki typ teściowej? Pewnie istnieje jakieś wyjaśnienie socjologiczne. Może polskie kobiety chciały ukarać mężczyzn za seryjnie przegrywane powstania narodowe? Nie wiem, błądzę i zgaduję.
          • anaisanais Re: teściowa! 02.09.08, 09:51
            nie, nie, moja tesciowa to wloszka, nie tylko polskie sa takie.
        • anaisanais Re: teściowa! 02.09.08, 09:59
          Wina lezy faktycznie posrodku, co do tolerancji to nie jestem pewna.
          Tesciowa narzuca sie, albo po prostu przychodzi i traktuje wszystko
          jak swoje. To jest problem z jednej strony nieszanowania granic a z
          drugiej - nieumiejetnosci ich stawiania. Albo raczej w trudnosci ich
          postawienia bo nie mamy do czynienia z agresorem ale osoba ktora
          teoretycznie robi wszystko zeby pomoc i dla naszego dobra.
          Chetnie traktowalabym spotkanie z tesciami jako towarzyskie, ale oni
          tego tak nie traktuja. Na pewno nie bede ich angazaowac w wychowanie
          dziecka, ale przypuszczam ze sie na sile beda wtracac.
          • meg-gy Re: teściowa! 02.09.08, 11:17
            Opisałam swoje relacje, ale masz rację Anaisanais(mój ulubiony
            zapach). Mam natomiast ciotkę, którą przyjechała po 10-ciu
            latach do Wrocławia i nas odwiedziła.
            Po krótkim przywitaniu "wparowała" do pokoju i zaczęła mi
            robić uwagi na temat moich obrazów, które wg. niej nie wiszą
            na właściwym miejscu, w sypialni łóżka powinnam postawić pod
            oknem, a w tak dużej łazience powinna być wanna, a nie
            prysznic i tyle wolnej przestrzeni.
            Najpierw dostałam szczękościsku,ponieważ nie po to ją
            zaprosiłam, a pózniej nie wytrzymałam i grzecznie, lecz
            dobitnie wyjaśniłam, że to jest mój dom i projektanta nie
            zatrudniam, bo sama nim jestem. Ciotka wyjechała obrażona a
            ja mam ten komfort, że już pewnie nigdy mnie nie odwiedzi.
            A moja koleżanka miała teściową, która 2x dziennie robiła
            jej "naloty" jak kontrol z Sanepidu, w końcu sprzedali
            mieszkanie i wyjechali do Danii. Teściowa rozpacza, że
            zerwali z nią wszelkie kontakty. No więc przestroga dla
            tych teściowych, więcej luzu, a synowa to żona waszego syna i
            matka waszych wnuków, a nie wróg.
            • nrg67 problem nie do rozwiazania 02.09.08, 15:11
              Sluchajcie, to jest klincz, którego sie nie da rozwiazac. To
              biologia. Psy sie gryza, pszczoly żądlą, krowy ryczą - taka jest
              natura.
              Czytam te posty i widze, ze sie krecicie w kolko: tesciowa zaborcza,
              maza za slaby, zona zbyt ulegla i t d.
              Jestem zonaty od 9 lat. Kiedys tez myslalem, ze kawaly o tescoiwych
              są śmieszne, ale teraz juz wiem, ze ten temat w ogole nie jest do
              smiechu. Ból, łzy, nieszczęście ludzkie.
              U mnie sie to juz prawie dotarło (choc bylo tak ,ze sie boje myslec
              ze jeset lepiej...) - i to jest chyba jedyne ,co sie da zrobic tzn.
              sie utrzec. Ja w malzentwo wchodzilem z bagazem malzenstwa swojego
              kuzyna: widzialem, jak ciotka (jego matka) sie wpieprzala we
              wszytko, rujnowala zycie jego zonie (ktora ja bardzo lubilem i mi
              jej zal bylo). Bardzo chcialem, zeby tak nie bylo u mnie, wiec ...
              wiec niedlugo po slubie dokonalem rytualnego łamania kręgosłupa
              własnej matce - zeby sie trzymala z daleka. Był płacz, zrywanie
              kontaktow - wytrzymalem, bo wiedialem, ze robie to dla mojej zony i
              dla nasej przyszlosci. I co? I sie okazalo, ze zona dziala na
              zasadzie "daj psu palec": jej mamusia okazalo sie, ze jest
              nietykalna i wolno jej wszystko :) A ja przeciez podswiadomie
              oczekiwalem ,ze ona tez swojej matce wyznaczy granice. Przyklad:
              swieta mialy byc raz jednymi rodzicami ,raz z drugimi ,taka byla
              umowa. Na pierwszych byli tesciowie, potem byla kolej moich - a
              akurat ojciec umarl, matka byla sama. Dwa tyg przed swietami zona
              mowi slodkim glosem: "Pewnie chcesz spedzic swieta z matka, prawda?
              Alez oczywiscie ,ze mozesz do niej pojechac ja sie na Ciebie nie
              pogniewam, jedz i nie martw sie o mnie ,bo ja nie bede sama, tylko z
              mamą". Prawie by do rozwodu doszlo wtedy. Drogie panie - wychodzac
              za maz zastanawiajcie sie nad tym ,ze druga strona tez ma rodzine, i
              ta druga strona te swoja rodzine zostawia - po to, aby zalozyc nowa
              rodzine - swoja rodzine. Wy macie zrobic to samo - zalozyc nowa
              rodzine, wraz ze swoim mezem. Polega to na tym, ze w waszym domu
              jestscie razem, i owszem ,czasem zapraszacie jednych, a czasem
              drugich rodzicow. Ustawinie sprawy tak, ze do jednych rodzicow jest
              wyraznie blizej, niz do drugich to pomylka: wy probujecie po prostu
              zostac w swojej rodzinie, meza traktujac jako rodzaj
              przystawki ,chlopaka, kolegi - nikt mu krzywdy nie bezie robil,
              dostanie jesc ,tesciowa go nakarmi, ale jego miesce jeste na kanapie
              przed telewizorem, buzia na klodke ,piwo do reki i grzecznie kiwac
              glowka "smakuje, tak, pyszne"

              Moja matka nie jest latwa, przeciwnie - jest okropna, nadopiekuncza
              manipulatorka ,gra na poczuciu winy ludzi dookola siebie. Ale moja
              tesciowa - nie gra na poczuciu winy ,tylko jest normalnie,
              zwyczajnie agresywna: mowi zawsze podniesionym glosem. Jak czytam o
              tych Waszych obrazkach na scianach to mi sie smiac chce, bo pare
              late temu moja tesciowa w czasie obiadu u mnie w domu, kiedy mowilem
              4 letniemu dziecku "nie smiej sie juz, tylko zacznij jesc" potrafila
              wysyczec jadowicie "jaaaaasne, bo tatus tak chce, a jak tatus chce
              to wszyscy musza". Kiedy wracalem wieczorem z pracy, bylo ostatnich
              30 min zanim dziecko szlo spac - chcialem ten czas sie z nim pobawic
              i zamknalem sie z dzickiem w pokoju. A ona oczywicie po 2 min wlazi
              do pokoju u mowi "choc, dostaneisz cos slodkiego". I oczywiscie
              dzieciak leci za babcia. Albo inna scenka: jemy w kuchni sniadanie:
              zona, ja, dziecko. Babcia wchodzi do kuchani i od drzwi pretensje:
              co tak wczesnie wstajecie? (nie mowila tego zartem ,to byl prawie
              krzyk!), i tak powrzaskujac podchodzi do dziecka, ktore sobie wesolo
              i spokojnie jadlo, zabiera mu miseczke, zaczyna rozscierac serwetke
              pod talerzykiem, zabiera mu lyzeczke z reki, wklada inna... caly
              czas sztorcujac mnie i zone.
              Te rzeczy sie dzialy caly czas, a moja zona byla za miekka zeby sie
              odszczeknac (choc z czasem sama zaczela sie skarzyć, ze nie moze
              wytrzymac). Ja nie chcialem sie wtrącać. I tak sie toczylo ,kobieta
              nie znala garnic, nie wiediala, gdzie skonczyc. No i stalo sie -
              doszlo do ryku, wrzasku, wyrzucania z domu.
              Nie zaluje ,dobrze zrobilem. POte przeprosilem, rownowaga wrocila,
              ale juz jeste inaczej. I ja juz wiem, ze nigdy nie bedzie dobrze,ale
              ona tez wie ,ze ja tez potrafie podniesc glos, ze mam kly i pazury.
              Omijamy jeszcze dokladniej. Z jej strony czuje wyraznie, ze omija
              mnie demonstracyjnie "za daleko" tak, zebym czuł - ja i moja zona -
              ze ona sie caly czas nie moze pozbierac. Np przejezdzajac przez
              naszze miasto mowi, ze jest tu przejazdem - i gwaltownie protestuje,
              zeby w czasie kilkugodzinnego oczekiwanai na przesiadke przyjechac
              do centurm i przywiezc wnuki,ktore babcie kochaja. Mowi "nie", ja
              jej zmusic nie jestem w stanie ,ale to "nie" brzmi tak, zebysmy
              rozumieli, ze to moja wina, ze dzieci nie zobaczą babci.
              Z zona sie dogadalem, jest z grubsza biorac normalnie. I tylko
              czasem mysle sobie ze smutną satysfakcja, ze my mamy synów, którzy
              tez dorosna, tez wyjda z domu - i to moja zona bedzie tą teściową,
              która mlode zony beda chcialby trzymac jak najdalej i od synow, i od
              wnukow.
              • polnaro Re: problem nie do rozwiazania ? 02.09.08, 16:32
                Nigdy nie miałam problemów z teściową, bywa często ale krótko, swoje opinie
                wyraża b. rzadko i w formie: "a może rozważycie taką ewentualność...","
                chcielibyście...?". Czasem słuchamy jej podpowiedzi, bo mądra z niej kobieta,
                czasem nie, nigdy nie miała pretensji. Teraz jest już starszą panią i czasem
                cierpliwości trzeba, by wysłuchać jej zdrowotnych problemów, ale czy można mieć
                komuś za złe, że się starzeje? Też już widzę na horyzoncie swoją synową, oby
                była taka jak teściowa. Umiejętność porozumienia, ot cała tajemnica.
                Przynajmniej jedna strona musi ją posiadać.
                Sposobu rozwiązywania konfliktów można się nauczyć.
              • basilicum Re: problem nie do rozwiazania 02.09.08, 21:33
                Drogi nrg67, obrazki na ścianie wcale nie sa najważniejsze. Jest to
                jakby przenośnia, kwintesencja postepowania teściowej,
                która "dekoruje" całe moje życie. Jak okreslic bowiem decyzje typu:
                jak wasze dziecko skonczy 2 miesiace to ja przyjade, zamieszkam z
                Wami i zajme sie dzieckiem, bo przeciez musisz wrocic do pracy!!!!
                (nota bene mam wolny zawod, wiec to ja decyduje kiedy wroce) Albo
                przyjezdza i pierwsze co chwyta za szmate i zaczyna sprzatac
                lazienke (wypucowana poprzedniego dnia). Albo wyjmuje z szafy swetry
                męża i je pierze o 2 nocy, bo nie może spac!!!

                Wyczuwam w Twoim poście złość, ale chyba głownie na żonę, że nie
                umiala sie przeciwstawić. Nie ma sensu przenosic tego na wszytkie
                kobiety.
                • nrg67 Basilicum... 02.09.08, 22:29
                  ja sie nie zloszcze na kobiety ani na Ciebie, doskonale wiem, ze "tylko obrazki"
                  to w rzeczywistosci obrazki z prawdziwego piekla. Chodzilo mi o to, ze - jak
                  sadze - ja mialem do czynienia z typem wyjatkowo bezczelnym, bezwzglednym i
                  agresywnym, ktory nie tyle narzucal sie z nieproszonymi "poradami", co po prostu
                  bez pytania o zdanie robil co chcial z dziecmi oraz z moja relacja z dziecmi,
                  wrecz przy moich dzieciach na mnie wrzeszczac. Ale masz racje, ze w gruncie
                  rzeczy "agresji" nie da sie opisac slwoami, pranie swetra moze byc wyjatkowo
                  chamskim wyskokiem. Wybacz, jesli zabrzmialem protekcjonalnie, jestem jak
                  najdalszy od lekcewazenia problemu :)
                  Swoja droga, troche mnie dziwi ze Twoj maz sie nie postawi - moja matka po
                  wspomnianym łamaniu kregoslupa nie odwazyla by sie pewnie nawet swojego swetra u
                  nas wyprac bez pytania o zgode. Nadal bywa uciazliwa, ale to juz tylko w
                  stosunku do mnie, a zone omija szerokim łukiem bo wie, ze ona sie z nia kłócic
                  nie bedzie, tylko ja zaprotestuje.
                  Na zone bylem kiedyś wkuty, teraz juz tylko troche fusow zostalo na dnie. Troche
                  dojrzala przez pare lat bycia ze mna (a ja tez do latwych nie naleze) i co
                  najwazniejsze: w czasie kluczowej awantury stanela murem po mojej stronie.
                  • basilicum Re: Basilicum... 03.09.08, 12:24
                    nrg67 ja sie tego wlasnie boje, że moja tesciowa bedzie wkladala
                    klin miedzy mnie a dziecko, juz wyglasza stwierdzenia, ze jak bede
                    dziecko zle karmic, to ona wszytsko mu powie jak dorosnie oraz snuje
                    wyobrazenia jakto beda razem spedzac wakacje. A moze tak sie spyta
                    gdzie my chcemy spedzic wakacje? Moze niekoniecznie z nia? Po prostu
                    brak wyczucia i nachalne zachowanie. Brak empatii.
                    • nrg67 Re: Basilicum... 03.09.08, 13:11
                      Brak empatii. w ogole to trudne, ale mam wrazenie, ze razdis zsobie
                      z tym niezle, mąż też jej coś tam wyklarował. Ja osobiście uwazam,
                      ze tych relacji nie da sie w racjonalny, rozumowy i elegancki sposob
                      ułożyć tak, jak nauczeni są swoje relacje z ludzmi układac dobrze
                      wychowani ludzie. uwazam, ze to sie rozgrywa na poziomie
                      biologicznym i tez uklada sie to na tymze poziomie. Innymi slowy:
                      bez jawnie okazywanej agresji, wrzaskow, obrazania sie - sie nie
                      obejdze. No way. Ja juz wiem, ze np. moja tesciowa wiele rzeczy
                      rozumie, ma przemyslane i ona nie chce zle - tylko ze ona tego po
                      prostu nie jeste w stanie zastosowac w praktyce. Stad - metoda
                      silowa. Psy tez sobie nie tlumacza "Przepraszam Pana, ale to ja
                      jestem o 3 kg ciezszy i mam wieksza paszcze, wiec to ja bede samcem
                      alfa" ,tylko albo warcza, albo kłapia zębami, albo.. łąpią za kudły
                      i do boju.
                      A co do wakacji - ja mam co roku nieprzyjemnosci z tym zwiazane, ale
                      u mnei sie uciera, jest coraz mniej konfliktow, mamy juz pewna
                      rutyne. W kazdym razie wiem, ze moje dzieci jednak te babcie i
                      dziadka kochaja, sa z nimi na wakacjach bardzo szczesliwi,
                      rozpuszczani jak diabli - ale tez ja uwazam, ze to troche tak musi
                      byc. Moja babcia tez mnie rozpieszczala :) Wiec jest tak: ja bym byl
                      szczesliwszy ,gdyby tej osoby w moim zyciu w ogole nie bylo, ale
                      wiem tez ,ze moje dzieci byly by z tego powodu bardzo nieszczesliwe.
                      Wiec te wakacje, mimo roznych podchodow i t p - jakos ustalamy i ja
                      sie ciesze, ze one z babcia jednak gdzies tam sobie jadą. Natomiast
                      sytuacjie, w ktorej ja z nimi pojade gdziekolwiek nie widze, bo
                      skonczy sie przelewem krwi.
                      • basilicum Re: Basilicum... 03.09.08, 14:29
                        Widze, ze zachowujesz przy tym sporo humoru. Niestety u mnie tez tak
                        jest, że sugestiami nie dalo rady, bo nie docieralo. Do mnie przez
                        pewnien czas nie docierało zaś, że można nie zrozumieć delikatnej
                        aluzji, wytyczenia granic. Dopiero jak sie we mnie zgromadziło to
                        wybuchłam.
                        Co do dzieci to nie chcę utrudniac kontaktu, ale mam nadzieje, ze
                        tesciowa nie bedzie nastawiala dziecka przeciw mnie. Poki co dziecko
                        ma 2 miesiace, a ona juz roztacza wizje jak to sie beda dogadywac.
                        Uff, ciezkie to wszytko i meczace. Przyznam, ze nigdy nie spotkalam
                        sie z tak meczaca relacją. Zawsze jak dawalam do zrozumienia komuś,
                        że dziekuję, to ta osoba kapowala o co chodzi i nie bylo tematu.
                        • nrg67 wybuchanie... 03.09.08, 14:55
                          wybuchanie to metoda - moze nie jedyna - ale w tej relacji na pewno
                          dopuszczalna. Wybuchaj wiec do woli. Nie przejmuj sie i walcz.
                          Tylko dogadaj sie z mezem, powiezd mu ,ze jak on matki nie opanuje,
                          jak nie zejdzie jej z kolan, to Ty sama wypowiesz jej wojne. NO i
                          zoabcz, jak zareaguje.
                          A co do dziecka - paplanie babci o tym, jak bedzie spedzal czas z
                          dziekiem jest irytujace, ale to jednak chyba mniej uciazliwe od
                          realnego wpierniczania sie w prowazdenie domu, pranie itd, prawda?
                          A - powtarzam swoje - dziecko z babcia na wakacjach bedzie naprawde
                          szczesliwe. Oczywiscie nie jak ma 2 miesiace, ale odstawiony od
                          piersi maluch = przynajmniej u mnie - ze spiewem na ustach jechal z
                          babcai na wakacje. Zysk z tego dodatkowy taki, ze dziecko sie
                          usamodzielnia, ze jest jakis czas "bez mamy", ale jednak z osoba
                          bliska. A przy tym dla mnie - przy calej niecheci do tesciowej -
                          wiem , ze to osoba absolutnie godna zaufania jesli chodzi o
                          bezpieczenstwo dzieci. To znaczy ja wiem, ze ona temu dziecku ,wbrew
                          naszym zakazom napakuje slodyczy do buzi i nawet marchewke posłodzi,
                          ale tez gdyby zaszła tak potrzeba, bez wahania rzuci sie z gołymi
                          rękami na wścieklego lwa w obronie wnucząt. Wcale nie jestem pewien,
                          czy bym chcial byc tym lwem ,choc sam tez do owieczek nie naleze :)
                          • basilicum Re: wybuchanie... 03.09.08, 16:55
                            Masz rację. Gadac to sobie może, bo pogada i pojedzie, gorzej jak
                            sie wchrzania, albo probuje przeforsowac swoj pomysl. Moj maz
                            zachowuje sie jakby byl miedzy mlotem, a kowadlem, probuje sie
                            zachowywac, aby matce bylo przyjemnie, ale tez na szczescie potrafi
                            powiedziec "nie". Zgadza sie, ze odpepowienie jest tu najwazniejsze,
                            i to nie tylko meza, ale tez tesciowej.

                            Moj mąz obawia sie tez jednej rzeczy, ze nasze dziecko bedzie
                            bardziej zwiazne z jedna z babc, tu akurat moja mama, bo ta jest
                            blizej i ze nie bedzie rownowagi. Nie wiem czy tak bedzie, prawda
                            jest taka, ze moja mama sie nie naprasza, nigdy nie odwiedzila nas
                            bez zapowiedzi, a wrecz bywa rzadziej niz tesciowa, ktora mieszka
                            300 km od nas. (moja mama w tym samym mieście)
                • anaisanais basilicum: problem nie do rozwiazania 03.09.08, 09:17
                  I co robisz jak ona sprzata czy pierze te swetry?
                  • basilicum Re: basilicum: problem nie do rozwiazania 03.09.08, 12:16
                    Już nie sprzata, ale niestety doszo do ostrej wymiany zdań, wręcz
                    awantury. Dwiedzialam sie, ze jestem smarkula i ze nie szanuje matki
                    swojego meza. Mąż w koncu pogadał ze swoja mama, że ma mi sie co
                    niczego nie wtrącać i wreszcie dotarło. Teraz tesciowa omija mnie
                    łukiem, jak przyjezdza mowi sucho "dzien dobry", rozmawia tylko z
                    meżem, a jak wyjezdza to wszytskim kamien spada z serca. Nic na to
                    nie poradzę, że jest osoba samotną, ale przeciez nie będę komus
                    zapełniac zycia. Powinna tez zrozumiec, że przyjezdzajac do syna
                    przyjezdza tez do mnie, a to jakos uchodzi jej uwadze.

                    anaisanais problem jest niestety trudny, ja juz czytam wszelkie
                    ksiazki na temat relacji z tesciowa, aby zrozumieć temat od strony
                    psychologicznej i teraz juz wiem, ze te stosunki nigdy nie beda
                    idealne, bo tesciowa uwaza, ze zabralam jej syna (dowód: jak
                    przyjezdza to mowi do mojego meza: synku powiedz, ze kochasz
                    mamusie..., a moj maz ma 35 lat!)
                    • anaisanais Re: basilicum: problem nie do rozwiazania 03.09.08, 13:14
                      Dzieki za odpowiedz. Moja tesciowa generalnie nie wtraca sie w
                      prywatne sprawy, ale przyjedzaja na tydzien i ona generalnie
                      przejmuje dom. My pracujemy, wiec jestesmy tylko wieczorem, a ona w
                      tym czasie "robi u nas porzadek". Tak bylo dopoki moj chlopak
                      mieszkal sam - ona wpadala i porzadkowala wszystko, lazienka,
                      dywany, pranie, prasowanie, generalne sprzatanie. Co jej w reke
                      wpadlo. Tak jakby raz na jakis czas musiala sie upewnic ze jej
                      dziecko ma wszystko w porzadku. Gotuje tez oczywiscie.
                      Mnie nie traktuje jak pani domu, tylko jak drugie dziecko. Pierze
                      tez moje rzeczy i je pracuje itp. Co tam znajdzie w koszu na
                      bielizne, niewazne ze tam jest jedna rzecz - ona robi pranie.
                      Generalnie wkurza mnie to, a jeszcze bardziej ze moj chlopak moim
                      zdaniem powinien powiedziec tu "nie". Moj blad ze nie powiedzialam
                      na poczatku, teraz juz po prostu nie mam ochoty zeby przyjezdzala.
                      Na mojego chlopaka jestem wkurzona o to i rozwazalam zerwanie. Nie
                      stanal po mojej stronie, a powinien. Nie chce miec chlopaka -
                      dziecko, wylko faceta, a na ten tydzien on zamienia sie w dziecko,
                      ja to tak widze. We mnie chyba sie za duzo zlosci nazbieralo o to.
                      Drugi problem to taki, ze mieszkam zagarnica, chlopak jest wlochem,
                      mama jego tez i nie mowimy w tym samym jezyku. Wiec sama nie umiem
                      jej powiedziec. Moj chlopak ma tez 35 lat :) i generalnie na
                      codzien normalnie zajmuje sie domem, sprzata i gotuje partnersko.
                      • anaisanais Re: basilicum: problem nie do rozwiazania 03.09.08, 13:23
                        I generalnie porozmawialam z nim i powiedzialam (sto razy) ze nie
                        cierpie zeby mi sie panoszyla po domu i wysunelam trzy propozycje:
                        zeby przyjedzali tylko na weekend, albo mieszkali w hotelu, albo on
                        niech jezdzi do nich na dluzej. Jakos nie poczul sie dobrze z zadna
                        z tych propozycji (oczywiscie ma tez powiedziec ze dosc panoszenia
                        sie - sa jak goscie, moga sobie ugotowac itp ale nie caly dom na
                        glowie). Genralnie nie wiem co zrobic, jak zechca przyjechac
                        nastepnym razem. Brrrrrrr
                        • basilicum Re: basilicum: problem nie do rozwiazania 03.09.08, 14:20
                          Dobrze sie zastanow zanim podejmiesz dalsze kroki (mam na mysli
                          ewnetualny ślub), bo jak teraz tak jest, to po ślubie lepiej nie
                          będzie. Ja niestety przed slubem z moim mężem nie mieszkałam, a
                          jakbym mieszkała to bym sie mocno zastanowiła. Na szczęście mój mąż
                          w zaistniałej sytuacji tez sie nie czuje komfortowo i dużo na ten
                          temat rozmawiamy. Polecam Ci tez książkę:
                          www.medicon.pl/4392.html i życze powodzenia.
                          • anaisanais Re: basilicum: problem nie do rozwiazania 03.09.08, 17:46
                            Dziekuje, poczytam sobie.
                            Troche mnie zmrozilas przyznam :(
                            • basilicum Re: basilicum: problem nie do rozwiazania 03.09.08, 21:22
                              Przepraszam. Pamietaj, że ja nie znam do końca Twojej sytuacji, że
                              sama musisz przemyśleć sprawę. Wiem, że to nie jest łatwe, bo
                              przeciez za coś kochasz swojego chlopaka i że może On to wreszcie
                              zauwazy, że źle sie czujesz. Życze Ci powodzenia i trzymam kciuki.
                              • anaisanais Re: basilicum: problem nie do rozwiazania 04.09.08, 10:13
                                Nie szkodzi :) Prawda jest ze te systuacje z tesciami spowodowaly we
                                mnie duza zadre i poczucie krzywdy. Kocham swojego chlopaka ale
                                faktyczne te sytuacje mi ciaza, a fakt ze on nie podejmuje decyzji
                                mnie martwi.
                                tobie tez powodzenia :)
    • neopsycholog !! taaak - teściowa i twoje podejście :) 03.09.08, 16:53
      Cześć Myszadło!!

      Kluczem jest twoje podejście, zamiast wkręcać się, że ona trajkocze i daje
      "kwocze" rady, możesz patrzeć na to z dystansu i cieszyć się, że to Twoje
      dziecko a nie jej i że to ty jesteś odpowiedzialna za jego wychowanie tak samo
      ja ty jesteś ostateczną wyrocznią co jest dla niego dobre. Jak się zorientowałem
      to jeszcze nie przyjechała a ty już się wkręcasz, to chyba nie jest
      najkorzystniejsze co możesz w tej chwili robić, nieprawdaż?

      bo jak by ludzie tak mieli że będą zanim wsiądą do samochodu będą myśleli że
      uderzą w drzewo, będą mieli wypadek, albo stanie się im coś złego w samochodzie
      to nigdy by do niego nie wsiedli, bo po co robić sobie coś wbrew sobie.

      Jak wspomniałem na początku twoje podejście jest najważniejsze, bo przecież jak
      bierze twoje dziecko ktoś inny to masz luz prawda?? np twoja mama, mąż, ty :) -
      więc uświadom sobie że przytulanie i całowanie przez nią nie będzie "zabójcze"
      ani "chorobotwórcze" dla dziecka, nieprawdaż??

      tak jak radzisz sobie z innymi ludźmi którzy biorą dziecko i przytulają tak samo
      wybierasz w każdym tym momencie jak chcesz się czuć. Tak to kwestia wyboru
      twojego podejścia do tej szczególniej sprawy. W wielu przypadkach wystarczy to
      sobie uświadomić by zacząć właśnie bardziej świadomie wybierać to jak chcesz się
      czuć w różnych sytuacjach :) - ty kontrolujesz się bardziej w tym kontekście i
      wszyscy są szczęśliwsi, bo nie zarażasz ich jadem który sama sobie produkujesz :P

      Przemyśl to i jeśli będziesz miała pytania, napisz do nas na pirv, maila albo
      skontaktuj się z nami przez stronę www.neopsycholog.pl

      Pozdrawiam i życzę więcej dystansu do siebie i lepszych relacji z teściową! :)

      Neopsycholog
      • leda16 Re: !! taaak - teściowa i twoje podejście :) 04.09.08, 07:51
        Kluczem jest twoje podejście, zamiast wkręcać się,...bo jak by ludzie tak mieli


        "Wkręcać się, tak mieć" ? Czy aby na pewno stosujesz terminologię psychologiczną, czy może slang z marginesu społecznego. Myszadło pewnie zrozumie o co Ci chodzi. Człowiek kulturalny, dysponujacy nawet przeciętnym zasobem słownikowym, po prostu skrzywi się z niesmakiem. "O take psychologie" profesorowie uniwersyteccy ze swoimi studentami nie walczą. Oblewają ich na egzaminie po pierwszych trzech zdaniach :). Litościwie bez komentarza pozostawię treść Twoich wywodów. Wybierz sobie, jak chcesz się czuć :))).
        • nrg67 Re: !! taaak - teściowa i twoje podejście :) 04.09.08, 11:23
          NIe mam pojecia kim jest autor tych autoreklamowych wpisow, ale
          takie przemadrzale pierniczenia jak prezentuje leda mnie wpieprza
          jak malo co. Typowe zadzieranie nosa niedouczonych snobow, ktorzy
          jeszcze nie zdarzyli sie dowiezdic, ze znane z komunizmu
          pojecie "margines spoleczny" jest juz passe = luzdie sa tyle samo
          warci, a jak ktos ma pecha, to nalezy mu pomoc, a nie nalepkowac go
          pojeciami typu "margines" .No chyba ze tak jak ledzie zalezy nam na
          tym ,zeby kosztem innych poczuc sie kims lepszym od reszty swiata -
          taki domowy sposob na niska samoocene
          • leda16 Re: !! taaak - teściowa i twoje podejście :) 04.09.08, 22:19
            luzdie sa tyle samo
            warci,

            Nie są. Oszust nigdy nie będzie tyle samo wart co człowiek uczciwy, obcy tyle co bliski, a wybitnie zasłużony dla społeczeństwa tyle, co egoistyczna, sobkowata miernota. Ludzie nie są też równi.

            a jak ktos ma pecha, to nalezy mu pomoc


            A coś takiego jak "pech" nie istnieje. Niepowodzenia z reguły są kosztami, które musimy zapłacić za własną głupotę.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja