kardiolog lektura nie-obowiazkowa 08.11.04, 18:00 catv.retsat1.com.pl/aleksandramospinek/ola%20kala/favourites/szesc_dni_kacetu.htm Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: lektura nie-obowiazkowa 08.11.04, 18:16 kardiolog napisał: > catv.retsat1.com.pl/aleksandramospinek/ola%20kala/favourites/szesc_dni_kacetu.htm A teraz panie prosza panow czyli bialy walc z jedna wolta. Kardiologu, nie bede juz dzis sledzil Twoich wpisow, zreszta wiesz, ze i ja musze popisac gdzie indziej, wychodze z netu. Z tego co czytam odwracasz uwage od jadra i probujesz skoncentrowac sie,jak zwykle, na Zimbardo. Zimbardo dzialal jak dotad doskonale, jesli wciaz zadziala oznaczac bedzie, ze wciaz pociagasz za wszystkie sznurki. Nie mnie osadzac co na koncowkach uwiazano.. Mnie tam na pewno nie ma. M.S. Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: lektura nie-obowiazkowa 08.11.04, 20:13 Czesc Mathias, to znowu ja. Popracowalem intensywnie w archiwach, sprawdzalem Twoje koneksje i "ruchy realne". I znow, gdyby nie fakt, ze mnie widzisz od dobrych ilus tam minut nie uwierzylbym, ze Ty to Ty. Przemykam cichcem a widze na sobie zawieszony wzrok. Gdybym mial zamiar przylac Ci w gebe (a nalezy sie- zrobie to przy najblizszej okazji- polecam nosic zawsze przy sobie chu.jsteczki marki "Tempo") to nie moge dopasc Cie w domu. Slad zostaje zrecznie zatarty. Gdybym naslal policje na Ciebie, nie uwierza. Juz wtedy powinienem byl zaczac myslec, gdy pisales o Heglu w kontekscie Schopenhauera.. Juz wtedy- kardiologu- Ty glupcze! Gratuluje, pieknie utkana pajeczyna wlasnego powodzenia. Masz tak duza przewage, ze rozumiem Twoj smiech i komentarz, iz niektorzy powinni "macac kurki" a nie brac sie za polityke. Wlosy stoja mi deba, jeszcze chwile stan ow potrwa. Zakpiles ze wszystkich Mathiasie. Nieprawdopodobnie. No prosze, a taki bylem juz znudzony :) kardiolog P.S. Masz jednak dwa slabe punkty :)))) Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: lektura nie-obowiazkowa 08.11.04, 20:48 Przeczytalem, zabrzmialo madrze i popedzilem dalej porzucajac mysli. Wracam jeszcze raz do tekstu, zreszta, Mathiasie, sam prosiles o kilkukrotne wglebienie sie: Niemoznosc ontologicznego dowodu istnienia Boga. (...) /Istnieje wszak, powiadacie/ jedno i tylko jedno pojecie, w ktorym nieistnienie lub usuniecie jego przedmiotu jest samo w sobie sprzeczne, a jest nim pojecie istoty najrealniejszej (z wszystkiego). Istota ta, powiadacie, posiada wszelka realnosc- i jestescie uprawnieni do przyjecia takiej istoty za mozliwa (na co wyrazam na razie swa zgode, jakkolwiek pojecie w sobie niesprzeczne bynajmniej nie udowadnia jezcze mozliwosci przedmiotu). Otoz wszelka realnosc zawiera takze istnienie (Dasein), a wiec istnienie lezy w pojeciu tego, co mozliwe. Jezeli przeto rzecz ta zostanie usunieta, to zostanie usunieta wewnetrzna mozliwsoc rzeczy, co stanowi juz sprzecznosc. Odpowiadam: _ Popelniliscie juz sprzecznosc_, gdy _ w pojecie rzeczy_, ktora chcieliscie pomyslec jedynie jako mozliwa, _wprowadziliscie juz_, chocby pod ukrytym imieniem, _pojecie jej istnienia_. Jezeli sie na to zgodzimy, to na pozor wygraliscie sprawe, w rzeczywistosci jednak nic nie powiedzieliscie: popelniliscie bowiem tylko prosta tautologie. Pytam was, czy zdanie: ta lub owa rzecz (co do ktorej zgadzam sie, ze jest mozliwa, bez wzgledu na to, czym by byla) istnieje- czy zdanie to, powiadam, jest zdaniem analitycznym, czy syntentycznym? (Jak znajde czas w tym tygodniu to dorzuce dla lepszego rozumienia "O sadach analitycznych i syntetycznych"- luzny dopisek M.S.) Jezeli jest pierwszym z nich, to _przez istnienie rzeczy nic nie dodajecie do naszej mysli o tej rzeczy_, ale wowczas albo mysl, ktora jest w was, musialaby byc sama ta rzecza, albo tez zalozyliscie istnienie jako przynalezne do mozliwosci,a potem wywnioskowaliscie istnienie rzekomo z mozliwosci wewnetrznej, co nie jest niczym innym jak nedzna tautologia Slowo "realnosc" (Realität), ktore w pojeciu rzeczy inaczej brzmi niz "istnienie" (Existenz) w pojeciu orzeczenia, niczego tu nie zmienia. Albowiem, jezeli nawet wszelkie uznawanie w istnieniu (das Setzen) niezaleznie od tego, co w istnieniu uznajecie, nazywacie realnoscia, to juz w pojeciu podmiotu uznaliscie w istnieniu i za rzeczywista przyjeliscie rzecz ze wszystkimi jej cechami, zas w orzeczeniu juz tylko to powtarzacie. Jezeli zas przyznacie, jak to slusznie musi przyznac kazdy rozumny czlkowiek, ze kazde zdanie egzystencjalne jest syntetyczne, to jakze chcecie wtedy twierdzic, ze orzeczenie przyznajace istnienie nie da sie bez sprzecznosci uchylic- zaleta ta bowiem przysluguje swoiscie tylko zdaniom analitycznym, ktorych charakter wlasnie na tym polega. (...) _"Istnienie" nie jest oczywiscie realnym orzeczeniem_, tzn. pojeciem czegos, co moze dolaczac sie do pojecia pewnej rzeczy. _ Jest ono jedynie uznaniem w istnieniu (Position) pewnej rzeczy lub pewnych wlasnosci samymch w sobie_. W logicznym uzyciu jest to jedynie copula w pewnym sadzie. Zdanie: "Bog jest wszechmocny" zawiera dwa pojecia, ktore posiadaja swoj podmiot "Bog" i "wszechmoc". Slowko "jest" nie jest jeszcze ponadto jakims orzeczeniem, lecz jest tylko tym, co odnoszac orzeczenie do podmiotu przyznaje mu je. Jezeli tedy biore podmiot (Boga) wraz ze wszystkimi jego orzeczeniami (Praedikate) (do ktorych nalezy i wszechmoc) i powiadam "Bog istnieje" (Gott ist) lub tez "istnieje jakis Bog" (es ist ein Gott), to nie dodaje zadnego nowego orzeczenia do pojecia Boga, lecz tylko uznaje w istnieniu podmiot sam w sobie ze wszystkimi jego orzeczeniami, a mianowicie podmiot w jego stosunku do mego pojecia: Obydwa musza zawierac calkiem dokladnie to samo, i do pojecia, ktore wypowidada te mozliwosc, nie moze sie przeto nic dolaczyc dzieki temu, ze mysle o jego przedmiocie jako o bezwzglednie danym (przez wyrazenie:on jest). _ I w taki to sposob to, co rzeczywiste, nie zawiera nic wiecej niz to, co jedynie mozliwe_ . Sto rzeczywistych talarow nie zawiera nic wiecej niz sto mozliwych (..) Immanuel Kant "Krytyka czystego rozumu" BKF, Warszawa 1957, t.II, s.337-344; przeklad: Roman Ingarden Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog lektura OBOWIAZKOWA 08.11.04, 20:48 Nie zmienilem tytulu, do ponizszego tekstu. Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: Dojrzalosc..... 08.11.04, 22:04 Mathiasie, przemyslalem kwestie i oto wnioski: Piszac obszerniej na wczesniej omawiany temat musialbym zahaczyc o Twoje zycie w swiecie rzeczywistym, a nie skonstruowanym tutaj matrixie. W zwiazku z pewnymi niescislosciami w zyciorysie mogloby powstac niezle zamieszanie odbijace sie negatywnie na sferze, na ktora uczestnicy forum wirtualnego nie maja prawa wplywac. Zlota i glowana zasada bytu netowego odnoszaca sie do _nietykalnosci osobistej_ (tj w tym wypadku dobr ustanowionych poza monitorem) musi odnosic sie do kazdego uczestnika. Mam nadzieje, ze w nowych dla mnie i Ciebie okolicznosciach nie zapomnisz o zasadach i regulaminie. Niezaleznie od posiadanej przeze mnie wiedzy winny jestes ufundowania dla mnie nagrody. To raz. Zdajesz sobie sprawe, ze moj stosunek do Ciebie ulegnie calkowitej zmianie. To dwa. I teraz najwazniejsze: zdajac sobie sprawe, ze ktos zdecydowal sie uszanowac Twoja prywatnosc sam z siebie nabierzesz wiecej szacunku dla osob pisujacych w necie. To moje zyczenie, nie chcialbym by bylo traktowane jako przymus lecz dobra wola. Do Ciebie to juz wszystko na dzisiaj. kardiolog PS. Ja nie jestem i nie bede morderca. Odpowiedz Link Zgłoś
komandos57 pompiarz 08.11.04, 22:09 kardiolog napisał: xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx piszesz duzo.a gdzie merytum twojego bzdeta?ze oni to oni,ale ty......A bycie seksuologem to twoje hobby?prosilem cie o rade.pompa mnie boli Odpowiedz Link Zgłoś
bulterier Re: pompiarz 09.11.04, 10:18 komandos57 napisał: > kardiolog napisał: > > xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx > piszesz duzo.a gdzie merytum twojego bzdeta?ze oni to oni,ale ty......A bycie > seksuologem to twoje hobby?prosilem cie o rade.pompa mnie boli obawiam sie, ze bedziesz ostatnim, ktory zgasi swiatlo w "dojrzalosci" b. Odpowiedz Link Zgłoś
bulterier Re: Dojrzalosc..... 09.11.04, 10:17 kardiolog napisał: > Mathiasie, > przemyslalem kwestie i oto wnioski: > > > Piszac obszerniej na wczesniej omawiany temat musialbym zahaczyc o Twoje zycie > w swiecie rzeczywistym, a nie skonstruowanym tutaj matrixie. W zwiazku z > pewnymi niescislosciami w zyciorysie mogloby powstac niezle zamieszanie > odbijace sie negatywnie na sferze, na ktora uczestnicy forum wirtualnego nie > maja prawa wplywac. Zlota i glowana zasada bytu netowego odnoszaca sie do > _nietykalnosci osobistej_ (tj w tym wypadku dobr ustanowionych poza monitorem) > musi odnosic sie do kazdego uczestnika. Mam nadzieje, ze w nowych dla mnie i > Ciebie okolicznosciach nie zapomnisz o zasadach i regulaminie. > > Niezaleznie od posiadanej przeze mnie wiedzy winny jestes ufundowania dla mnie > nagrody. To raz. > Zdajesz sobie sprawe, ze moj stosunek do Ciebie ulegnie calkowitej zmianie. To > dwa. > I teraz najwazniejsze: zdajac sobie sprawe, ze ktos zdecydowal sie uszanowac > Twoja prywatnosc sam z siebie nabierzesz wiecej szacunku dla osob pisujacych w > necie. To moje zyczenie, nie chcialbym by bylo traktowane jako przymus lecz > dobra wola. > > Do Ciebie to juz wszystko na dzisiaj. > > kardiolog > > PS. Ja nie jestem i nie bede morderca. ++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++ kardiologu, "gdy niewiadomo o co chodzi chodzi na pewno o pieniadze"..? przeczytalam wczorajsza dyskusje, kilkakrotnie obejrzalam linki. pierwszy raz od kilku lat nie spalam cala noc. jezeli oczekuje sie od innych aby przestrzegano zasad (regulaminu) trzeba samemu postawic sie za wzor, prawda? inaczej wszystkie wypowiedziane slowa straca na znaczeniu. dla zasady stajemy sie zakladnikami wlasnych wartosci, lamiac je wymierzymy cios w siebie samych i nasze przekonania.kardiologu, niejednokrotnie brakowalo mi sil i checi, zalewala zlosc, robilam przerwe, aby jednak znow stanac na kretynskim posterunku nr 13. tak, tak wiem "co nas nie zabije to nas wzmocni". zatem silniejsza, "wzmocniona" walczylam z lepperami, giertychami, hipokryzja, slaboscia ludzka godzaca w honor. wydawalo mi sie, ze musze tak wlasnie czynic. czasami bezsilna, nieraz radosnie wypelniona poczuciem dobrze wypelnionej misji, zadowolona z wlasnej.. jakze dzis uludnej donkiszoterii. przez caly czas tak wlasnie mnie sie wydawalo. i nagle koniec. totalna porazka. kilkuletnia walka nie miala najmniejszego znaczenia. i nie chodzi tu tylko o mnie choc i ja stalam sie czescia mechanizmu, ktory na koncu okazal sie petla zarzucona na szyje. dosc samobojstw, dosc wirtualnego umierania, dosc slow o odchodzeniu, by ponownie za dni kilka wrocic. ten caly cyrk tez juz nie ma znaczenia, nie ma znaczenia walka o poglady, nie ma juz znaczenia psudo-umieranie. kiedy mathias pisal o czwartym wymiarze juz wtedy mial racje, sam jeszcze biedak nie wiedzial. kardiologu, moje zdania pisane sa bardzo chaotycznie, wiem, po wystukaniu kazdego robie przerwe, nie pozostawiam wielokropkow. czuje sie jak "okret trafiony i zatopiony", od lat nie czulam sie tak podle. czy w przyszlosci moje pisanie na forum bedzie mialo jakiekolwiek znaczenie? nie wiem, nie mysle w tej chwili o tym. wiem tylko jedno: sa grzechy, ktorych nie sposob wybaczyc. nie wiem, czy bede jeszcze kiedykolwiek potrafila rozmawiac z mathiasem... to wszystko kardiologu. musze zajac sie praca. swoj dzisjeszy dzien zaczynam od wpisania ponizszego tekstu i wykasowania gazety wyborczej z ulubionych stron. bulterier moze to egoizm, moze rzeczywista troska o drugiego czlowieka... jezeli mnie - osoby stojacej od dawna tak daleko od "srodka ciezkosci"- przybijaja informacje tak dalece , jakie spustoszenia moglyby poczynic joannie51..? joanna51 nie pisze od dawna, wiem, ze gdyby przeczytala te slowa nie byloby jej przyjemnie, byc moze poczulaby sie w opisywanej sytuacji wykorzystywana? pytania o kpine czy niezrecznosc beda mniejszym zlem. i ja nie moge inaczej. musialam jednak napisac co JA o calej sprawie mysle i co czuje. boli, chyba wiec jeszcze zyje... zegnam sie juz. nie zycze milego dnia, ten dzien nie bedzie mily, ale jutro juz, wierze, zaswieci slonce, moze pojutrze. potem beda swieta i wiosna. i znow jak co roku zakwitna biale bzy... Odpowiedz Link Zgłoś
100krotki Re: Dojrzalosc..... 09.11.04, 10:46 bulterier napisał: > swoj dzisjeszy dzien zaczynam od > > wpisania ponizszego tekstu i wykasowania gazety wyborczej z ulubionych stron. > > bulterier > w tym momencie.... czy jest tu więcej takich "dojrzałych" którzy GW ustawiają sobie jako "ulubiona strona" a nie jako..."strona do pracy"? bulterierko odróżniasz zapach bzu białego od liliowego? bo ja rozróżnię dopiero jak otworzę oczy Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: Dojrzalosc..... 10.11.04, 09:46 Czesc bulterier, rozumiem Twoj stan duszy, rozumiem niejako stan wlasnej. Zdolny jestem nawet pojac ile dla najwiekszego spiocha w calym miescie znaczy jedna nieprzespana noc. Mam jednak nadzieje, ze jedna zarwana noc jaskolki;) nie czyni i w nastepna czyli poprzednia runelas juz niczym susel smacznie pochrapujac staremu do ucha. Nie trzeba byc zakladnikiem wlasnych zasad, by zyc zgodnie z nimi. Jednak zamykanie oczu na trwajace wciaz oszustwo w sytuacji, gdy poznalo sie prawde, jest rowniez lamaniem zasad, prawda? Dlatego mam alternatywna propozycje nie do odrzucenia. Albo ja spotkam sie z Matthiasem Sammerem (imie przez "tt", sprawdze tylko gdzie i kiedy gra zespol ze Stuttgardu) albo Ty- bulterierko spotkasz sie ( w realu) z czlowiekim znanym Tobie jako mathias_sammer (przez jedno "t"). Jezeli zaden z mathiasow nie przyjmie zaproszenia na spotkanie wowczas proponuje dwa wyjscia: 1. nalezy powiadomic wirtualnegeo mathiasa o koniecznosci opuszczenia przez niego forum(s). Z chwila przyjecia przez niego naszego ultimatum oboje przestajemy z nim korespondowac. Jesli wylamiesz sie z ukladu (bo np. dostajesz na jego widok pikawy) bedziesz mogla miec pretensje wylacznie do siebie i wszelkie zlo, ktore spotka Cie w przyszlosci zostanie Tobie zaserwowane na wlasne zyczenie przy calkowitym rozgrzeszeniu sprawcy. 2. jezeli wirtualny mathias nie wycofa sie z uczestnictwa na forum wlasciwym bedzie spotkac poza netem i wyjawic prawdziwa tozsamosc. Zaproponuje takie miejsce, abys w ciagu godziny mogla naocznie skonfrontowac moje slowa. Radze przemyslec powaznie moja propozycje. Znacie mnie juz troszke. Nie boje sie podejmowac niewygodnych dla siebie decyzji. OSZUSTWU MOWIE: NIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! kardiolog Odpowiedz Link Zgłoś
100krotki Re: Dojrzalosc..... 10.11.04, 09:54 kardiolog napisał: > Nie boje > sie podejmowac niewygodnych dla siebie decyzji. > > > > OSZUSTWU MOWIE: NIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! > > kardiolog > > jeśli to prawda, to to jest DOJRZAŁOŚĆ moje gratulacje Kardiologu Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: Dojrzalosc..... 10.11.04, 10:14 Tak, 100krotki ,mam nadzieje, ze dotyczy wszystkich uczestnikow watku.. ......... Bulterierko, teraz musze juz isc, ale take your time. Nie podejmuj (jakiejkolwiek) decyzji zbyt pochopnie. Przemysl wszystkie "za" i "przeciw". Gdybys uznala koniecznosc mojego poslannictwa mowa jest i tak o przyszlym roku. Na jedno zwracam jeszcze uwage. Niech nie zawiedzie Cie tym razem Twoja kobieca intuicja. Kieruj sie zasada: "umiesz liczyc- licz na siebie" i tak podejmuj decyzje- wylacznie z mysla o sobie i swojej przyszlosci. O mnie sie nie martw, poradze sobie. Nie jestem Twoim przyjacielem, ale nie jestem tez wrogiem. Nie zapomnij o tym prosze. Kim bedzie dla Ciebie mathias_sammer- czas pokaze. Kazda z osob otrzymala propozycje, kazda ma wybor. Mathias rowniez. Musze teraz juz pozegnac sie, zycze dobrego dnia kardiolog Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer oto moje oswiadczenie 10.11.04, 10:45 Kardiolog, ty glupi c.h.u.ju. Klasy nie masz, w ogole nie masz pojecia o czym mowisz. Wcale ku.r.w.a. nie denerwuje sie twoimi slowami, gnojku. Wcale a wcale. Nie mam nic do ukrycia. Chyba nie sadzisz, ze bulterierka tobie uwierzy, chyba wyraznie powiedziala co mysli o tobie doktorku z bozej laski i gdzie twoje miejsce. Przez ciebie cale to zamieszanie, nie pchaj sie tam, gdzie cie nie chca. Uwazaj! Wykoncze cie psychicznie gnojku. A teraz konkrety: z toba nie spotkam sie w zyciu! Nie musisz wydawac ani zlotoweczki na mnie, kup lepiej lody dzieciom. Spotkam sie natomiast z bulterierka, ze mna juz nie rozmawiaj. Nie zycze sobie biedaku odrzucony, zapomniany, niechciany. Ty przybledo, ty..! M.S. Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: oto moje oswiadczenie 10.11.04, 11:52 mathias_sammer napisał: > Kardiolog, ty glupi c.h.u.ju. Klasy nie masz, w ogole nie masz pojecia o czym > mowisz. > Wcale ku.r.w.a. nie denerwuje sie twoimi slowami, gnojku. Wcale a wcale. Nie > mam nic do ukrycia. > > Chyba nie sadzisz, ze bulterierka tobie uwierzy, chyba wyraznie powiedziala co > mysli o tobie doktorku z bozej laski i gdzie twoje miejsce. Przez ciebie cale > to zamieszanie, nie pchaj sie tam, gdzie cie nie chca. > > Uwazaj! Wykoncze cie psychicznie gnojku. > > > A teraz konkrety: z toba nie spotkam sie w zyciu! Nie musisz wydawac ani > zlotoweczki na mnie, kup lepiej lody dzieciom. > > Spotkam sie natomiast z bulterierka, ze mna juz nie rozmawiaj. Nie zycze sobie > biedaku odrzucony, zapomniany, niechciany. Ty przybledo, ty..! > > M.S. Szanowny kolego, pozwol, ze zwiezle odpowiem: - pisz o filozofii, psychologii, matematyce, polityce, ksiazkach, muzyce etc., tylko nie pisz prosze o klasie ( i mam tu bynajmniej nie klase w szkole podstawowej na mysli); - ciesze sie, ze moje posty nie wywoluja agresji. Gdyby tak bylo musialbym siegnac do materialow , tym razem kolegow Zimbardo. Czy jest sens? Nie bardzo, gdy checi brak; - odnosnie naszego spotkania. Jezeli taka jest Twoja odpowiedz na moja dzisiejsza propozycje- przyjmuje. Dla mnie nawet lepiej. Dlaczego? Chocby ze wzgledu, jak napisales, na mozliwosc przeznaczenia funduszy dla moich dzieciakow. Zywie jedynie nadzieje , ze spotkanie z bulterierka nie odbedzie sie za dwadziescia lat lecz niebawem. W ten sposob wyrazisz prawdziwa, wczesniej deklarowana chec poznania, udowodnisz powazne zamiary oraz okazesz szacunek jaki masz dla jej osoby, mimo uprawiania niekiedy przez nia "bulterierki" (=woltyzerki). I jeszcze- wybacz kolego, ale to kiedy ja bede zagladac na forum zalezy nie od Ciebie tylko ode mnie. Acha, zapomnialbym na koniec. No coz, jesli bardzo pragniesz mnie wykonczyc to probuj. Nie zapomnij o jednej ulubionej przeze zasadzie "rzeczy powtarzane traca na znaczeniu". Musisz zatem zastosowac nowe metody. Niech moc bedzie z Toba , gdyby Cie jednak opuscila to nie przejmuj sie. Zawsze znajda sie inni, na ktorych bedziesz mogl "odbic sie........". Co do bulterierki- napisalem juz wczesniej. Na razie! kardiolog Odpowiedz Link Zgłoś
bulterier Re: Dojrzalosc..... 10.11.04, 17:07 czesc doktorku z bozej laski lepiej mi dzisiaj wiec nie martw sie o mnie. za troske jednak dziekuje, w uklady z nikim nie wchodze a juz zwlaszcza z toba. oczywiscie, ze pomysle o sobie, o tobie tez pomysle kiedy bedziesz na urlopie- czy mozesz podac szczesliwa date twojego wyjazdu? co do meritum: yyyy, nie wiem jeszcze, musze sie zastanowic. nie, chyba nie spotkam sie z mathiasem. nie wypada przeciez zebym za nim po boisku biegala i to do tego jeszcze w jakims sztutgarcie. do wloch:) mam blizej, ale do sztargardu to troche za daleko i za drogo. poza tym, nasza znajomosc jest wylacznie internetowa, kazdy wpada kiedy chce i pisze o czym chce, potem naciska guzik "wylacz" i przenosi sie do realnego zycia. nie chce mieszac dwoch swiatow, dobrze mi tak jak jest, lubie internet i nie widze nic zlego w pisaniu ani rozmawianiu z mathiasem. zreszta ja go lubie. jest mily, romantyczny, rzeczowy, niekiedy ladnie pisze. wystarczy mi tyle. poza tym mysl o spotkaniu troche przeraza. pomysl moze on jest psychopata, zamknie mnie w wiezy, przykuje lancuchami i krzywde zrobi? albo co gorsza do slubu zaciagnie a ja taka nieprzygotowana jestem.. nie wiem... nie..chyba nie... sama juz nie wiem... a ty chcesz z nim spotkac sie, gdy on nie ma ochoty wiecej cie ogladac? bulterier Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: Dojrzalosc..... 10.11.04, 17:43 Hej, widzialem Twoj post, odpisalem, ale telefon mnie przygwozdzil. Post zgubilem, niestety niecelowo. Musze juz isc, to co wczesniej napisalem nie weszlo. Postapisz tak jak bedziesz uwazala za stosowne, absolutnie uszanuje Twoj wybor. Ja postapie rowniez podobnie.. kardiolog Odpowiedz Link Zgłoś
100krotki Re: Dojrzalosc..... 10.11.04, 19:10 bulterier napisał: > czesc doktorku z bozej laski > > nie chce mieszac dwoch > > swiatow, nie istnieje coś takiego jak "nie mieszanie" jakiś tam światów na ziemi po prostu nie zdajesz sobie z tego sprawy i pisząc tak...chyba jednak nie jesteś w pełni DOJRZAŁA, a jedynie masz takie złudzenie bo nie odbiegasz od pewnej ustalonej normy klik guziczkiem-jestem klik guziczkiem-nie ma mnie to małe dzieci tak myślą jak się bawią w chowanego a ty, bulterierko, tak bez zastanowienia tak tu napisałaś klik-matias jest klik-matiasa nie ma a ja widzę, czytam, że ktoś taki jest-nawet jeśli tylko w mojej głowie czy na moim monitorze monitor jest jak najbardziej realny i wiem, że to nie krasnoludki siedzą w środku niego ktokolwiek klika po drugiej stronie, to NA PEWNO w pewien sposób jest realny i w materii nawet jak zmyśla sobie nowe krasnoludki czy trolle czy gnomy czy bulterierki > dobrze mi tak jak jest, lubie internet też lubię internet nieoceniona kopalnia wiedzy wystarczy natrafić na.... ale ponoć milczenie też jest złotem pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 12.11.04, 12:37 W oparciu o Wasze dyskusje pozwole sobie na szersze podsumowanie korzystajac ze slow osob lepszych ode mnie- tym samym zamykajac moj udzial w temacie: ramzes.umcs.lublin.pl/users/teodor/index.html Milego weekendu. M.S. Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: Dojrzalosc..../.mathias 15.11.04, 11:10 mathias_sammer napisał: > W oparciu o Wasze dyskusje pozwole sobie na szersze podsumowanie korzystajac ze > > slow osob lepszych ode mnie- tym samym zamykajac moj udzial w temacie: > > ramzes.umcs.lublin.pl/users/teodor/index.html > > Milego weekendu. > M.S. Mathias, rozumiem, ze uprawiasz relatywizm moralny w kwestii przemocy. Tyle z mojej strony na ten temat. Jedna z zalet (byc moze jedyna) watku "dojrzalosc" jest nie-informowanie czy interpretacja jest wlasciwa i podaza w oczekiwanym kierunku. Doskonale wiesz, ze zawsze zamieszczane slowa nie sa kluczem, lecz reakcje adresata lub "nozyczek lezacych na stole"... Jezeli nie myle sie ( a wiesz, ze chcialbym) powinienem zrozumiec, ze decyzja o ujawnieniu Twojej tozsamosci zostala przez Ciebie juz podjeta. Nie spotkamy sie (pomijam juz Twoj wlasny komentarz w tym watku:-))))), czemu mialaby sluzyc ta wymiana oprocz wreczenia na poczatku rozmowy chusteczek "tempo"? Dyskusja o motywacji, celach? Sam przyznasz, ze w Twoja historia zycia nie rzadzi przapadek. Podajesz, ze spotkasz sie bulterierka, choc nie okreslasz daty, a raczej okreslasz dosc mgliscie. Rownie dobrze pamietne dla potomnosci forumowej wydarzenie moze miec miejsce za lat 10 lub 20. Przez ten czas, wnioskuje, zamierzasz pisywac dalej na forum. Dopoki beda z Toba rozmawiac, dopoty nie widzisz powodu ustapienia ze stanowiska i placu boju. Przeciez Ty nie zlozysz broni. Nie unikasz potwierdzenia owego faktu. Co gorsza podkreslasz swiadomosc, ze nie mylisz sie.. No coz , mathiasie.. latwo pozbierac porozrzucane wnioski. Nic nie zmieni sie na forum w Twoich kontaktach z innymi. Jedynym novum jest nasza wspolna wiedza kim jestes Ty, rzeczywisty istniejacy, zywy organizm po drugiej stronie ekranu. Ciesze sie, ze nie zapytasz mnie o moje decyzje. Przyszlosc przyniesie odpowiedz. kardiolog Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gf Re: Dojrzalosc..../.mathias IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.04, 12:16 podczytuje Was z rosnacym zdumieniem... Odpowiedz Link Zgłoś
bulterier Re: Dojrzalosc..../.mathias 16.11.04, 13:11 hehehehe... czytam was od dobrych kilku minut i posikuje ze smiechu na owlosione lapy. przy okazji dzieki za rozrywke..ech rozmarzylam sie:)))) jak tam powyciagne trupy z szafy:))))???:))))) student.uci.agh.edu.pl/~bernacek/w-nowel.html lezka w oku sie kreci:))))) mathias, wlaczaj nawigacje hehehehe, ino c..hybko. ech, gdyby czlowiek byl madrzejszy przed laty...to nie mialby dzis takiej rozrywki. ale co sie odwlecze to nie wyciecze. :))))))) fortuna...kolem sie toczy... a tak przy okazji to o kim dyskutujecie? :)))) yes! jak to jest w twoim jezyku goebbels: ike bin unsterblich:)))))))))) bulterier Odpowiedz Link Zgłoś
bulterier Re: Dojrzalosc..../.mathias 16.11.04, 13:35 te..dochtorek z bozej laski:))) przegladam wlasnie archiwum X dojrzalosci waszemi oczmi, wolno chodzi niestety (przeladowanie:))) i widze, ze nie tylko mathias ciosal mi kolki na fryzurze, ale i doktorek pieknie mu wtorowal. zapomnialam wczesniej powiedziec, ze sobie juz kiedys poczytalam goebellsa i doktorka mengele w dueciku:)))))) tzn kilka miesiecy temu. gdybym podczas chrztu wiedziala, ze krystusik zmartwych-wstanie to poprosilabym, zeby mnie nie woda a winkiem polewano i to..prosto do ust...moze zostalaybm aniolkiem albo dzieciateczkiem z jezus i maryji? a tak..biedna ja, samotna, pojde wiersz na nromantyke zamiescic lub poczytac menika na ft:))) a tak przy okazji, licytujecie sie jeszcze, ktory z was jest lepszym czlowiekiem? obaj jestescie dobrzy:) i spotkacie sie w niebie, ale dopiero za chwile. poki co poczytajmy ksiazki dzieciom, 20minut obowiazkowo przed snem:)))))) bulterier Odpowiedz Link Zgłoś
bulterier Re: Dojrzalosc..../.mathias 16.11.04, 14:32 z tego wszystkiego zapomnialam o najwazniejszym czyli dlaczego dzis jestem na forum! kolejny szok /trzeci lacznie/ w calej mojej forumowej karierze. wczoraj otrzymalam list od niejakiej kowianeczki (rozmawialam z nia na tematy tzw. zyciowe). okazalo sie, ze jej kolezanka bedaca w czasie rozwodu (k. pisala o tym gdzies ) trafila na forum gazety. kolezanka wybiera oczywiscie tematy ja wielce interesujace czyli wiadomo jakie. kowianeczka wystapila do mnie z pytaniem czy dobrze bedzie jesli sobie jej kolezanka popisze na GW. podobno ona- ta kolezanka- wspomniala "wiem dlaczego uczestniczenie na forum wciaga", jest tez bardzo samotna . acha, ktos juz interesuje sie jej losem, stad koniecznosc prowadzenia dalszych konwersacji. no coz, bardzo powaznie przejelam sie historia kolezanki kowianeczki, dlatego poprzegladalam archiwum, by znalezc jej wpisy a przy okazji przejrzalam wasze baje:) bede cie miec mathias na oku (na wszelki wypadek). jako, ze wybieram sie w okolice zamieszkania kowianeczki poprosilam o spotkanie obie panie. poki co, nie bede jej powstrzymywac w pisaniu, ale gdyby okazalo sie juz konieczne to dam jej wirtualny kluczyk do rozumienia problemow:) bulterier ps nic do ciebie w tej kwestii nie mam tylko informuje chuchakac na zimne bye! Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: Dojrzalosc..../.mathias 16.11.04, 15:42 bulterierko :- ))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))) :-))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))) :-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))) :-))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))) :-))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))) szacuneczek! :-) i zupelnie z innej beczki, mam nadzieje, ze poinformowalas kolezanke kolezanki, zeby dala sobie spokoj. a ja bede mial pieeeeeekny urlop :-)))))) Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: Dojrzalosc..../.mathias 16.11.04, 15:59 Bulterierko, czy ja aby Cie nie przeceniam? :-) Myslalem, ze nalezysz do Ligii Mistrzow. Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: Dojrzalosc..../.bulterier 17.11.04, 11:51 Z reguly rezerwuje 15 minut na czytanie. Zreszta nie ma znaczenia w ktorym momencie skonsumuje teksty, maja z boku licznik czasowy i date obecnosci. Mam ogromny sentyment do Ciebie, sam niekiedy dziwie sie dlaczego. A moze wiem..? W kwestii wiarygodnosci i sportu a raczej jazdy konnej. Wybacz, nie jest wiarygodna osoba, ktorej jedyna reakcja na czyjas dyskusje jest rechot. Za chwila moge z Ciebie rechotac, zycie bywa dosc przewrotne. Mam nadzieje, ze tak nie bedzie, o klasie kardiologa wszak mowa. Naprawde polecam unikac takich sytuacji jak powyzsza- wypadniesz korzystniej. Ty i kardiolog jezdzicie (podobno) konno. Slyszalem wiele na temat siodel, jazdy na lonzy lub bez , toczkach, bryczesach, dosiadach, trzymaniu paskow od paszczy konskiej. Zadne z Was jednak nie napisalo, ze siedzac na koniu trzeba by wyprosotwanym.. Byc moze trenowaliscie tylko jazde na wysigowych koniach w pozycji jokeja..? ÜPolecam taka postawe, znakomia na kregoslup. Tak tylko dodaje, nie znam sie, oglad z pozycji stajennego spod boksu. Klaniam sie rowniez, M.S. Tym razem musze rzeczywiscie juz isc, ale nie radze mi wierzyc. To tylko net, forum. Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: Dojrzalosc..../.mathias 17.11.04, 11:20 Kardiologu, moj drogi chlopcze: zglupiales juz do reszty- a tak dobrze sie zapowiadales . Dlaczego uwziales sie na mnie? Kompletnie nie rozumiem Cie. Zakonczmy wreszcie dyskusje o mojej tozsamosci, OK? Gdybym chcial ujawnic swoja tozsamosc zrobilbym to juz wczesniej, nie sadzisz? Pomysl.. jesli jeszcze potrafisz. To jest net, w necie nie ma obowiazku ujawniania swoich danych personalnych. A to ze pisze o Kancie..coz w tym zlego. Nikt nie kaze Ci studiowac od razu filozofii. Twoja zlosc wynika z faktu, ze zapomniales o podstawowej zasadzie: swiat wirtualny to swiat wirtualny a real to real. Zatraciles granice i dlatego czujesz sie oszukany. Sadze, ze powinienes sprobowac spojrzec na sytuacje z innej perspektywy. Wiem, ze jestem dla Ciebie najwiekszym oszustem jakiego poznales, nic nie zmieni Twojego zdania o mnie, nawet za 10 lat. Przykro mi. Musze pogodzic sie z tym faktem. Byc moze jednak to co dla Ciebie jest wstretne wcale nie musi byc takie dla innych..? Zastanowiles sie kiedys nad tym? Dam przyklad: uwazasz mnie za lenia forumowego, gdyz najczesciej kopiuje teksty, rzadko wpisuje wlasne komentarze, mysli, odczucia. Wlasciwie masz racje.. jestem leniem. Inaczej, byc moze, postrzega mnie bulterierka? Dla niej moge okazac sie pracowitym uczestnikiem FP: staram sie dobierac teksty a zatem przegladam duzo zrodel, duzo czytam; nie narzucam myslenia pozostawiajac nie tylko wolnosc konsumpcyjna, ale i percepcyjna; nie naciskam, by rozmawiac nt zamieszczonych tasiemcow. Ma sens to co pisze, prawda? I na tym polega wlasnie relatywizm. A w kwestii prawdy..- moj drogi chlopcze- teksty przeze mnie zamieszczane sa niczym innym jak wlasnorecznie utworzona propagowana, polska wersja Konjunktivu I. I to w pelni swiadomie, nie ma pomylki. Czy rozumiesz co mam na mysli..? Zdaje sobie sprawe, ze ponad 90% zamieszczonych przeze mnie w przeszlosci lub terazniejszosci tekstow traca dla Ciebie na znaczeniu. W przyszlosci bedziesz je zwyczajnie omijal. Zachowywalbym sie podobnie wiedzac to co Ty, wlasciwie rozwazylbym powaznie opcje rezygnacji z forum. Wiem, ze trudno wygonic Cie z forum- jestes uparciuchem walczacym w imie zasad, ale czy aby teraz Twoje uczestnictwo nie utracilo sensu. O co chcesz walczyc? O zasady? Jakie? O prawde? Jaka? Dal bulterierki? Dlaczego? A my dwaj? O czym mielibysmy w obliczu nowych faktow rozmawiac? Moze w przyszlosci wypatrzysz cos, co Ciebie zainteresuje, jesli bedziesz chcial uzywac lupy, oczywiscie. Nie wiem, naprawde. Tyle ode mnie. Jak widzisz nie mam zadnych wyrzutow sumienia w kwestii tozsamosci. Rob to co uwazasz za sluszne. Nie bede przeszkadzal. Musze juz isc. Klaniam sie, M.S. Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: Dojrzalosc..../.mathias 18.11.04, 11:37 mathias_sammer napisał: > Kardiologu, > moj drogi chlopcze: zglupiales juz do reszty- a tak dobrze sie zapowiadales . > Dlaczego uwziales sie na mnie? Kompletnie nie rozumiem Cie. Zakonczmy wreszcie > dyskusje o mojej tozsamosci, OK? > Gdybym chcial ujawnic swoja tozsamosc zrobilbym to juz wczesniej, nie sadzisz? > Pomysl.. jesli jeszcze potrafisz. To jest net, w necie nie ma obowiazku > ujawniania swoich danych personalnych. A to ze pisze o Kancie..coz w tym zlego. > > Nikt nie kaze Ci studiowac od razu filozofii. Twoja zlosc wynika z faktu, ze > zapomniales o podstawowej zasadzie: swiat wirtualny to swiat wirtualny a real > to real. Zatraciles granice i dlatego czujesz sie oszukany. > Sadze, ze powinienes sprobowac spojrzec na sytuacje z innej perspektywy. Wiem, > ze jestem dla Ciebie najwiekszym oszustem jakiego poznales, nic nie zmieni > Twojego zdania o mnie, nawet za 10 lat. Przykro mi. Musze pogodzic sie z tym > faktem. Byc moze jednak to co dla Ciebie jest wstretne wcale nie musi byc takie > > dla innych..? Zastanowiles sie kiedys nad tym? > Dam przyklad: uwazasz mnie za lenia forumowego, gdyz najczesciej kopiuje > teksty, rzadko wpisuje wlasne komentarze, mysli, odczucia. Wlasciwie masz > racje.. jestem leniem. Inaczej, byc moze, postrzega mnie bulterierka? Dla niej > moge okazac sie pracowitym uczestnikiem FP: staram sie dobierac teksty a zatem > przegladam duzo zrodel, duzo czytam; nie narzucam myslenia pozostawiajac nie > tylko wolnosc konsumpcyjna, ale i percepcyjna; nie naciskam, by rozmawiac nt > zamieszczonych tasiemcow. Ma sens to co pisze, prawda? I na tym polega wlasnie > relatywizm. A w kwestii prawdy..- moj drogi chlopcze- teksty przeze mnie > zamieszczane sa niczym innym jak wlasnorecznie utworzona propagowana, polska > wersja Konjunktivu I. I to w pelni swiadomie, nie ma pomylki. > Czy rozumiesz co mam na mysli..? > Zdaje sobie sprawe, ze ponad 90% zamieszczonych przeze mnie w przeszlosci lub > terazniejszosci tekstow traca dla Ciebie na znaczeniu. W przyszlosci bedziesz > je zwyczajnie omijal. Zachowywalbym sie podobnie wiedzac to co Ty, wlasciwie > rozwazylbym powaznie opcje rezygnacji z forum. Wiem, ze trudno wygonic Cie z > forum- jestes uparciuchem walczacym w imie zasad, ale czy aby teraz Twoje > uczestnictwo nie utracilo sensu. O co chcesz walczyc? O zasady? Jakie? O > prawde? Jaka? Dal bulterierki? Dlaczego? A my dwaj? O czym mielibysmy w obliczu > > nowych faktow rozmawiac? Moze w przyszlosci wypatrzysz cos, co Ciebie > zainteresuje, jesli bedziesz chcial uzywac lupy, oczywiscie. Nie wiem, naprawde > . > > Tyle ode mnie. Jak widzisz nie mam zadnych wyrzutow sumienia w kwestii > tozsamosci. > Rob to co uwazasz za sluszne. Nie bede przeszkadzal. > Musze juz isc. > > Klaniam sie, > M.S. Witaj mathias, wszystko ladnie i nawet madrze napisane. Odnosisz sie do relatwywizmu, zapraszasz niejako do czytania filozofow. Kazdy, po ktorego siegniesz z polki, potwierdzi wysnuta przez Ciebie teze. Pozwol tedy, ze i ja teraz polece kilka linijek do czytania. Calosc teraz, lecz pozniej na tzw. stare lata, byc moze ominales nazwiska. Szukam w pamieci (ostatnio mam straszny smietnik pod kopula), znajduje, biore wiec stosowna knige w dlon i czytam na glos : (..) "Pojalem o co chodzi w leczeniu. Powoli nauczylem sie sposobow postepowania, ktore po czesci sam wynajdowalem. Gdybym prowadzil normalny tryb zycia, nie moglbym przstrzegac scisle wszystkich zalecen. Jezeli chce pracowac- musze miec odwage samemu sobie zaszkodzic, chcac zas zyc- musze zapobiegac temu, co szkodzi, scisle przestrzegac rygoru. Miedzy tymi skrajnosciami minelo moje istnienie."* I gdzies jeszcze bebni w glowie: "Nie ma takiego prawa w historii, ktore raz na zawsze okresla bieg rzeczy. Przyszlosc bowiem zalezy od odpowiedzialnosci samych decyzji i czynow ludzkich"*, by na koniec dwukrotnie powtorzyc: "Wolnosc nie wykazuje sie przez moje poglady, ale prze moje dzialanie"*... Piekne i calkiem sensowne, nieprawdaz? Zatrzymajamy sie jednak w pol kroku i postawmy stope pod katem 90". Zachlysnijmy sie dla odmiany relatywizmem niczym swiezym powietrzem na gorskim stoku(...) "Czlowiek jest przede wszystkim stworzeniem spolecznym, a nie jest- jak to uwazal Freud- samowystarczalny i zmuszony jedynie do utrzymywania stosunkow z innymi ludzmi dla wlasnej satysfakcji."** Moglybm ciagnac bez konca. Moglbym miesiacami podspiewywac: "Na prawo most, na lewo most, a dolem Wisla plynie". Masz racje, choc od dawna dzialam zrywami, tak teraz czuje w sobie koniec rewolucji. Jeszcze bronie sie, jeszcze sztandar na przyczolku powiewa, jeszcze czyjas piesn w oddali slychac. Mathiasie, rozwaze opcje rezygnacji z uczestnictwa. Jezeli poczuje, ze liczba procentowa zblizyla sie juz do wartosci calkowitej porzuce przyczolek. Nie ma we mnie jak wczesniej zlosci, nie ma we mnie pogardy. Jest tylko ogromne zdziwienie. Nawet nie ma juz niesmaku, ktorego moglbym sie uczepic.. kardiolog * Karl Jaspers "Filozofia" ** Erich Fromm "Ucieczka od wolnosci" ################################################# PS . powyzszy tekst napisalem wczoraj wieczorem (jak wiesz mam sluzbe rowniez na niemieckim forum), gdy bol po wieczornej wizycie u dentysty "sasiedzi" postanowili muzycnie zagluszyc. Fajni sa, ciesze sie z poznania. Znasz plyte "Planet punk" die Aertze? Wystukiwalem paluchem w rytm salsy do Bananow trzmajac sie za paszczeke. Zajrzalem rowniez na F-GW, ale trafilem akurat na dyskusje dwoch osob, ktore obrzucaly sie niespotykanym jak dotad (a moze spotykanym ale omijanym) scierwem slownym, bylem na koncowce "dyskusji", zdaje sie, ze potem poszli na forum erotyczne, aby poprzytulac sie. Intymnosci nie ogladalem. Tekst za to wieszam teraz. I za chwile znow do dentysty. ciao! Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: Dojrzalosc..../.mathias 18.11.04, 11:40 Calosc nie teraz lecz pozniej. Widze, ze nie uniknalem bledow, cho staralem sie. Wina 4-krotnego znieczulenia i marnego wykszalcenia. Odpowiedz Link Zgłoś
bulterier przytargalam krope 18.11.04, 19:08 nad "i" czyli brakujacy procencik do setki. czesc chlopy, jednak ludzie chodza po przypadkach kardiologu. wolalabym , abys z glowa podzialal, finezyjnie.. a tak wyniki analizy zostaly dopelnione..niestety przez przypadek oraz twoje pobiezne czytanie. gdybys przykucnal dluzej nad ksiazka swiadomie nie zredukowalbys wlasnej wpisu do najmniej dla ciebie wazkiego szczegolu. ale wiesz- to co dla ciebie jest niezbyt istotne, nie oznacza, ze niestotnym lub drugoplanowym staje sie dla innych. karl jaspers..lekarz i filozof w jednej osobie. w dodatku niemiec.. dziedzictwo kulturowe niemiec, a moze calej europy......? albo caly ten fromm.. niby niemiec a amerykanin. mielismy podobne przypadki w historii, choc dziedzictwo znacznie mniejsze.., wiec dumam tylko sobie skad takie zatrzeciewienie, gdy mowa wciaz o tej samej plaszczyznie? doktorku- mocno niechcaco, lecz z duzym powodzeniem przyniosles komentarz do wczesniejszych slow mathiasa o roznej (mojej i twojej) optyce. to tyle. teraz wklejam przytargana krope: "." zycze doktorkowi milego urlopu. bulterierka ps. mathias, widze cos jeszcze. widze, zes starasz sie byc dla mnie mily, zaczepiasz pilniczkiem do paznokci i widze rowniez jak kazde twoje posuniecie kardiolog szyderczo komentuje. chcialam powiedziec, ze znacznie wczesniej te ruchy widzialam, ale myslalam, ze z czasem wspolnie w tej kwestii cos uzgodnicie czyli np. przyjmmiecie pod paznokcie ze trzy centymetry szescienne dyplomacji. przestaje juz jednak myslec. boli mnie moja pusta makowka a tym bardziej zeby, gdy pomysle o dentyscie kardiologa. lepiej pozostan juz przy pozie przyjetej i zatwierdzonej przed laty przez gmine , nie wprowadzaj zamieszania i zmian.. mnie na ksiezycu i tak wszystko jedno. bye! Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: wyciskanie kitu na matrycy 19.11.04, 10:26 No nie:o)))))))) Haahahahaha Hihihi Huuuu Bulterierko, tylko wielokropka nie rob, niczym w telewizyji "Trwam" :öD. Hehehehehe Potwierdzilas, ze mam racje w moim wpisie. I to, no wlasnie w 100% Za te racje siebie niekiedy nie lubie, ale rzadko :o)))) M.S. Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: Dojrzalosc..../.mathias 19.11.04, 10:28 A ja jednak postawilbym na Augusta Comte :o)))) M.S. Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: Dojrzalosc..../.mathias 19.11.04, 10:53 No co Ty Wacus? Pekasz? A mialem Cie naprawde za inteligentnego. Ech, te wieczne rozczarowania. :o) M.S. Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: Dojrzalosc..../.do doktorka:) 19.11.04, 12:39 mathias_sammer napisał: ) A ja jednak postawilbym na Augusta Comte :o)))) ) M.S. Wiem, ze wyjezdzasz ( na urlop a nie zf orum hyhyhy), ale jeszcze na koniec krociutko: #######################Rozdział 17 Comte i Hegel I W każdym okresie historycznym występują spory między głównymi szkołami myślenia w pewnych kwestiach. Jednak ogólną atmosferę intelektualną danego okresu zawsze wyznaczają te poglądy, co do których przeciwstawne szkoły się zgadzają. Te poglądy stają się nie wypowiadanymi przesłankami wszelkiego myślenia, wspólną i niepodważalnie akceptowaną podstawą, na której toczy się każda dyskusja. Kiedy nie podzielamy już tych ukrytych przesłanek z czasów dawno minionych, to wówczas stosunkowo łatwo możemy je rozpoznać. Inaczej jednak rzecz wygląda z ideami, które leżą u podstaw myśli z okresów nam bliższych. Tutaj nie jesteśmy jeszcze najczęściej świadomi tych wspólnych właściwości przeciwstawnych systemów myślenia, tych idei, które dlatego właśnie wkradły się prawie niezauważalnie i panują bez poddania się poważnym próbom sprawdzenia. Może to być sprawa bardzo poważna, gdyż - jak to ujął Bernard Bosanquet - "skrajności myśli mogą spotykać się zarówno w prawdzie jak i w błędzie" [1] . Czasami takie błędy stają się dogmatami tylko dlatego, że zostały zaakceptowane przez różne grupy, które poza tym spierały się we wszystkich ważnych kwestiach, i mogą być nadal ukrytą podstawą myślenia nawet wówczas, gdy zapomniana już została większość teorii dzielących myślicieli, którym zawdzięczamy to dziedzictwo. Kiedy tak sprawy się mają, historia idei staje się przedmiotem o wybitnie praktycznej doniosłości. Może nam pomóc w uświadomieniu sobie wielu rzeczy z tego, co rządzi naszymi myślami bez naszej wyraźnej wiedzy. Może służyć psychoanalitycznemu zabiegowi wydobycia na powierzchnię nie uświadamianych elementów, które determinują nasze rozumowania, a może nawet także być pomocna w oczyszczeniu naszych umysłów od wpływów, które są poważnymi przyczynami tego, że błądzimy w naszych obecnych sprawach. Mam zamiar zaproponować pogląd głoszący, że znajdujemy się w takiej właśnie sytuacji. Stawiam tezę, że w dziedzinie myśli społecznej nie tylko druga połowa wieku dziewiętnastego, lecz także nasza epoka większość z tego, co stanowi jej charakterystyczne podejście, zawdzięcza zgodzie między dwoma myślicielami, których powszechnie uważa się za intelektualne antypody - miedzy niemieckim "idealistą" Georgiem Wilhelmem Fryderykiem Heglem a francuskim "pozytywistą" Augustem Comtem. Pod pewnymi względami ci dwaj mężowie rzeczywiście reprezentują tak całkowicie różne krańce myśli filozoficznej, że zdają się należeć do różnych epok i że nawet nie mówią o tych samych problemach. Ich filozoficznymi systemami jako pewnymi całościami będę się tu zajmował tylko incydentalnie. Koncentrować się będę przede wszystkim na ich wpływie na teorię społeczną. To na tym polu wpływ idei filozoficznych może być najgłębszy i najtrwalszy. Być może nie ma też lepszej ilustracji dalekosiężnych skutków najbardziej abstrakcyjnych idei niż to, co mam zamiar tu rozważyć. II Wysunięcie twierdzenia, że w tych kwestiach musimy borykać się z połączonym wpływem Hegla i Comte'a, nadal jeszcze brzmi tak paradoksalnie, iż lepiej będzie, gdy powiem od razu, że nie ja pierwszy zauważyłem podobieństwa między nimi. Mógłbym podać długą listę historyków idei, którzy wskazywali na te zbieżności, ale ograniczę się do wymienienia kilku wybitnych przykładów. Jest zadziwiające, że tego rodzaju obserwacje ciągle stanowią pewne zaskoczenie i są jakimś odkryciem, a ich autorzy wydają się zawsze lekko zakłopotani swą zuchwałością i obawiają się wykroczyć poza wskazanie kilku wyizolowanych punktów owej zgody. A tymczasem, jeśli się nie mylę, te zbieżności między Heglem i Comtem idą jeszcze dalej, a ich wpływ na nauki społeczne był o wiele donioślejszy, niż to sobie dotąd uświadamiano. Zanim jednak wymienię kilka przykładów takich wcześniejszych spostrzeżeń, muszę najpierw skorygować pewien powszechny błąd, który jest w dużym stopniu odpowiedzialny za zlekceważenie całej kwestii. Jest to przekonanie, że owe podobieństwa są rezultatem wpływu Hegla na Comte'a [2] . To przekonanie bierze się głównie z faktu, że rozprzestrzenienie się idei Comte'a wiązane jest powszechnie z ukazaniem się sześciu tomów Cours de philosphie positive w latach 1830-1842, podczas gdy Hegel zmarł w roku 1831. Tymczasem wszystkie swe zasadnicze idee Comte objaśnił już w roku 1822 w młodzieńczej pracy System polityki pozytywnej - w swym opuscule fondamentale, jak ją później nazwał - która ukazała się też jako jedno z dzieł grupy saintsimonistów [3] i jako taka dotarła prawdopodobnie do szerszego kręgu czytelników i wywarła większy wpływ, niż było to udziałem Wykładu filozofii pozytywnej. Uważam ją za jedną z najbardziej ważkich rozpraw dziewiętnastego wieku, nieskończenie inteligentniejszą niż dziś lepiej znane ciężkie tomiska Wykładu... Ale nawet Wykład..., który tylko niewiele wykracza poza opracowanie idei naszkicowanych w tej małej rozprawie, był planowany już w roku 1826 i przedstawiony znakomitej publiczności w serii wykładów w roku 1828 [4] . Główne idee Comte'a zostały zatem opublikowane w niecały rok po ukazaniu się Heglowskiej Filozofii prawa, w parę lat po jego Encyklopedii, i oczywiście przed pośmiertnym wydaniem Wykładów z filozofii dziejów, aby wymienić tylko najważniejsze dzieła Hegla, które są tu istotne. Innymi słowy, chociaż Comte był młodszy od Hegla o 28 lat, należy ich traktować praktycznie biorąc jako współczesnych sobie i byłoby mniej więcej równie zasadne sądzić, że to Hegel mógł ulec wpływom Comte'a, jak i że Comte uległ wpływom Hegla. Czytelnik doceni teraz znaczenie pierwszego i z wielu względów godnego uwagi przypadku dostrzeżenia podobieństwa między tymi dwoma myślicielami. W roku 1824 młody uczeń Comte'a, Gustaw d'Eichthal, przyjechał do Niemiec na studia. Wkrótce w listach do Comte'a donosił podniecony z Berlina o swym odkryciu Hegla [5] . "Występuje w nich - pisał o wykładach Hegla z filozofii historii - cudowna zgodność z wynikami, do których Pan doszedł, jakkolwiek zasady są odmienne, przynajmniej na pozór". Dalej pisał, że "identyczne wyniki istnieją nawet w zasadach praktycznych, jako że Hegel jest obrońcą rządów, to znaczy jest wrogiem liberałów". Parę tygodni później d'Eichthal mógł już donieść, że podarował egzemplarz traktatu Comte'a Heglowi, który wyraził zadowolenie i wielce chwalił część pierwszą, chociaż miał wątpliwości co do znaczenia metod obserwacji zalecanych w części drugiej. A sam Comte nie wiele później wyraził nawet naiwną nadzieję, że "wydaje mu się, iż w Niemczech Hegel jest człowiekiem najbardziej zdolnym posunąć naprzód filozofię pozytywną" [6] . Późniejsze prace, w których to podobieństwo zostało odnotowane, są, jak już powiedziałem, liczne. Ale chociaż tak szeroko czytane książki, jak Philosophy of History R. Flinta [7] i History of European Thought J. T. Merza [8] , fakt ten komentowały, a tak wybitni i rozmaici uczeni jak Alfred Fouillée [9] , Emile Meyerson [10] , Thomas Wittaker [11] , Ernst Troeltsch [12] i Eduard Spranger [13] go dyskutowali - wykaz innych nazwisk, które mógłbym wskazać, pozostawię do przypisu [14] - to niewiele dotąd zrobiono dla systematycznego zbadania tych podobieństw, jakkolwiek nie mogę nie zwrócić uwagi na porównawcze studium filozofii historii u Comte'a i Hegla autorstwa Fryderyka Dittmanna [15] , na którym w pewnej mierze będę się opierał. III Może jednak bardziej znaczący od listy nazwisk osób, które zauważyły te podobieństwa, jest w ostatnich stu latach długi szereg myślicieli społecznych, którzy świadczą o tym pokrewieństwie w inny i bardziej skuteczny sposób. Zaiste jeszcze bardziej zaskakująca niż lekceważenie podobień Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: Dojrzalosc..../.do doktorka:) 19.11.04, 12:39 III Może jednak bardziej znaczący od listy nazwisk osób, które zauważyły te podobieństwa, jest w ostatnich stu latach długi szereg myślicieli społecznych, którzy świadczą o tym pokrewieństwie w inny i bardziej skuteczny sposób. Zaiste jeszcze bardziej zaskakująca niż lekceważenie podobieństw obu oryginalnych doktryn jest nieumiejętność dostrzeżenia zadziwiającej liczby wybitnych postaci, którym udało się w ich własnej myśli połączyć idee pochodzące od Hegla i Comte'a. I znów mogę wymienić tylko kilka nazwisk [16] . Jeśli jednak powiem, że owa lista obejmuje Marksa, Engelsa i, być może, Feuerbacha z Niemiec, Renana, Taine'a i Durkheima z Francji, Mazziniego z Włoch - a powinienem prawdopodobnie dodać jeszcze z żyjących Benedykta Crocego i Jana Deweya - to Czytelnik zacznie dostrzegać, jak daleko sięga ów wpływ. Jak wielkie znaczenie przywiązuję do tego połączonego oddziaływania, będzie można zrozumieć, kiedy później będę miał okazję pokazania, jak z tych samych źródeł wypływa ów szeroko rozprzestrzeniony ruch umysłowy - owo szczególnie ahistoryczne podejście do historii, które paradoksalnie zwane jest historyzmem, a z czego większa część w ciągu ostatnich stu lat znana jest jako socjologia, a zwłaszcza jej najmodniejsza i najambitniejsza gałąź - socjologia wiedzy. Przed podjęciem głównego zadania muszę przebrnąć przez jeszcze jedną uwagę wstępną: uczciwie powinienem zapoznać Czytelnika z pewnym poważnym brakiem, z którym do tego zadania przystępuję. Jeśli chodzi o Comte'a, to jest prawdą, że zdecydowanie nie zgadzam się z większością jego poglądów. Jest to jednak jeszcze brak zgody tego rodzaju, że pozostawia miejsce na pożyteczną dyskusję, ponieważ istnieje przynajmniej pewna wspólna podstawa. Jeśli jest prawdą, że krytykować warto tylko wówczas, gdy do obiektu krytyki podchodzi się z jakim takim przynajmniej stopniem życzliwości, to nie mogę niestety spełnić tego warunku w odniesieniu do Hegla. Zawsze czułem nie tylko to, co powiedział wielki brytyjski wielbiciel Hegla, że jego filozofia jest "wniknięciem w myśl tak głębokim, że w przeważającej części niezrozumiałym" [17] , lecz również to, czego doświadczył John Stuart Mill, "odkrywając [...], że zażyłość z nim prowadzi do deprawacji intelektu" [18] . Powinienem przeto ostrzec, że nie mam zamiaru udawać, iż rozumiem Hegla. Na szczęście jednak dla mego zadania ogarnianie jego systemu jako całości nie jest niezbędne. Myślę, że dostatecznie dobrze pojmuję te części jego doktryny, które wywarły, albo przypuszcza się, że wywarły, wpływ na rozwój nauk społecznych. Są one w istocie tak dobrze znane, że moje zadanie sprowadzi się głównie do pokazania, iż wiele z tego, co powszechnie przypisywano wpływowi Hegla, może być faktycznie zasługą Comte'a. Wydaje mi się, że to głównie poparcie, jakie tradycja heglowska otrzymała z tej właśnie strony, wyjaśnia inaczej niewytłumaczalny fakt, iż w naukach społecznych heglowska myśl i język panowały jeszcze długo po tym, jak na innych polach nauki rządy tej filozofii zostały zastąpione przez rządy nauk ścisłych. IV Ich ogólne teorie wiedzy mają jednak jedną wspólną cechę, którą muszę wymienić zarówno dla niej samej, jak i dlatego, że daje mi możliwość przywołania pewnej interesującej kwestii, której nie będę miał czasu rozważyć w innym miejscu tego rozdziału, czyli kwestii pierwotnego źródła ich wspólnych idei. Mam na myśli ten punkt ich doktryn, w którym, jak może się zrazu wydawać, zajmują diametralnie przeciwstawne stanowiska, czyli ich stosunek do badań empirycznych. Dla Comte'a stanowią one całość nauki, dla Hegla są całkowicie poza tym, co nazywa nauką, choć bynajmniej nie kwestionuje on znaczenia wiedzy o faktach w jej własnej sferze. Tym, co ich łączy, jest przekonanie, że nauka empiryczna musi być czysto opisowa, ograniczona do stwierdzania regularnych związków między obserwowanymi zjawiskami. W tym sensie obaj są ścisłymi fenomenalistami, zaprzeczają temu, by nauka empiryczna prowadziła od opisu do wyjaśnienia. To, że pozytywista Comte uważa wszelkie wyjaśnienia, wszelkie dyskusje na temat sposobów powstawania zjawisk, za próżną metafizykę, podczas gdy Hegel zastrzega sobie to określenie dla swej idealistycznej filozofii przyrody, jest sprawą inną. W poglądach na funkcje badań empirycznych są zgodni prawie całkowicie, jak to pięknie wykazał Emile Meyerson [19] . Kiedy na przykład Hegel utrzymuje, że "nauka empiryczna nie ma żadnego powodu, aby stwierdzać istnienie czegokolwiek, co nie jest dane w postrzeżeniu zmysłowym" [20] , to jest tak samo pozytywistą, jak Comte. Nie ulega wątpliwości, że owo fenomenalistyczne podejście do problemów nauk empirycznych pochodzi w czasach nowożytnych od Kartezjusza, którego obaj filozofowie są bezpośrednimi dłużnikami. To samo, jak sądzę, jest prawdą w stosunku do drugiej ich wspólnej podstawowej cechy, która ukazuje się wyraźnie w bardziej szczegółowych punktach, co do których obaj się zgadzają - jest to ich racjonalizm, albo lepiej, intelektualizm. Kartezjusz był pierwszym myślicielem łączącym te zdawałoby się niezgodne idee fenomenalistycznego czy sensualistycznego podejścia do nauk fizycznych z racjonalistycznym poglądem na zadanie i funkcje człowieka [21] . W sprawach głównie nas interesujących dziedzictwo kartezjańskie przeszło na Comte'a i Hegla przede wszystkim za pośrednictwem Monteskiusza [22] , d'Alemberta [23] , Turgota i Condorceta we Francji, a w Niemczech - Herdera [24] , Kanta i Fichtego. Jednakże to, co u tych mężów było tylko śmiałymi i zachęcającymi propozycjami, u naszych obu filozofów stało się w ich czasach podstawą dwóch panujących systemów myślowych. Przez podkreślanie wspólnego kartezjańskiego pochodzenia tego, co uważam za wspólny błąd Hegla i Comte'a, nie mam zamiaru oczywiście w najmniejszym stopniu deprecjonować ogromnych zasług Kartezjusza dla myśli nowoczesnej. Ale, jak to bywa z wieloma płodnymi ideami, osiągają one często taki etap, w którym dzięki ich prawdziwemu sukcesowi zaczyna się je stosować tam, gdzie już nie są właściwe. A to właśnie, jak sądzę, uczynili Comte i Hegel. V Kiedy przechodzimy na pole teorii społecznej, odkrywamy, że wspólne dla Hegla i Comte'a centralne idee są tak ściśle powiązane, iż możemy je wszystkie niemal wyrazić w jednym zdaniu, jeżeli nadamy stosowną wagę każdemu słowu. Zdanie takie mogłoby brzmieć mniej więcej tak: Zasadniczym celem wszelkiego badania społeczeństwa musi być skonstruowanie uniwersalnej historii całej ludzkości, rozumianej jako schemat koniecznego rozwoju ludzkości zgodnie z dającymi się poznać prawami. O zakresie, w jakim ich idee weszły do intelektualnego wyposażenia naszych czasów, świadczy to, że tak śmiało sformułowane, brzmią dziś prawie banalnie. Dopiero kiedy bardziej szczegółowo zanalizujemy znaczenie tego zdania i jego implikacje, zaczniemy pojmować nadzwyczajny charakter przedsięwzięcia, jakie ono proponuje. Prawa, których obaj poszukują - i nie ma większego znaczenia to, że Comte przedstawia je jako "prawa przyrodnicze" [25] , zaś dla Hegla są one zasadami metafizycznymi - są przede wszystkim prawami rozwoju ducha ludzkiego. Obaj twierdzą, innymi słowy, że nasze jednostkowe umysły, które przyczyniają się do tego procesu rozwoju, są równocześnie zdolne do rozumienia go jako pewnej całości. To konieczne następowanie po sobie stadiów ludzkiego ducha, określone przez owe dynamiczne prawa, tłumaczy odpowiednie następstwo różnych cywilizacji, kultur, Volksgeister - duchów narodowych czy systemów społecznych. Nacisk, jaki obaj kładą na dominację rozwoju intelektualnego w tym procesie, nawiasem mówiąc, nie stoi wcale w sprzeczności z faktem, że najbardziej wpływową tradycję, którą obaj zainspirowali, zaczęto w końcu bałamutnie nazywać "materialistyczną" interpretacją dziejów. Comte, który jest tu, jak i w wielu Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: Dojrzalosc..../.do doktorka:) 19.11.04, 12:40 Nacisk, jaki obaj kładą na dominację rozwoju intelektualnego w tym procesie, nawiasem mówiąc, nie stoi wcale w sprzeczności z faktem, że najbardziej wpływową tradycję, którą obaj zainspirowali, zaczęto w końcu bałamutnie nazywać "materialistyczną" interpretacją dziejów. Comte, który jest tu, jak i w wielu innych punktach, bliższy Marksowi niż Hegel, dał podstawę do takiego odczytania przez podkreślanie dominującego znaczenia naszej wiedzy przyrodniczej; główne twierdzenie tzw. materialistycznej (albo lepiej: technologicznej) interpretacji dziejów głosi zresztą po prostu, że to nasza wiedza przyrodnicza i możliwości techniczne rządzą rozwojem w innych dziedzinach. Zasadnicza teza, że czyjś umysł winien być zdolny wyjaśnić siebie i prawa swego przeszłego i przyszłego rozwoju - nie mogę tu tłumaczyć, dlaczego wydaje mi się, że teza ta zawiera sprzeczność [26] - jest u obu taka sama i Marks zaczerpnął ją, a za nim jego uczniowie, od Hegla i Comte'a. Koncepcja praw następstwa odrębnych etapów rozwoju ducha ludzkiego w ogóle oraz we wszystkich jego szczególnych przejawach i konkretyzacjach zakłada oczywiście, że owe całości mogą być bezpośrednio ujmowane jako jednostki danego gatunku - że możemy bezpośrednio postrzegać cywilizacje lub systemy społeczne jako obiektywnie dane fakty. Taka pretensja nie jest zaskakująca w takim systemie idealistycznym jak Heglowski, to znaczy jako produktu realizmu pojęciowego albo "esencjalizmu" [27] . Wydaje się ona jednak na pierwszy rzut oka nie na miejscu w systemie naturalistycznym, takim jak Comte'a. Faktem jest wszakże, iż jego fenomenalizm, który unika wszelkich konstrukcji myślowych i zezwala mu na dopuszczenie tylko tego, co można bezpośrednio obserwować, zmusza go do zajęcia stanowiska bardzo podobnego do stanowiska Hegla. Ponieważ Comte nie może zaprzeczyć istnieniu struktur społecznych, musi utrzymywać, że są one bezpośrednio dane w doświadczeniu. Faktycznie posuwa się nawet do twierdzenia, że owe całości społeczne są niewątpliwie lepiej znane i bardziej bezpośrednio obserwowalne niż ich elementy składowe [28] i dlatego teoria społeczna musi zaczynać od naszego poznania bezpośrednio ujmowanych całości [29] . Tak więc Comte, nie mniej wcale niż Hegel, rozpoczyna od intuicyjnie ujmowanych abstrakcyjnych pojęć społeczeństwa czy cywilizacji, a następnie wyprowadza z nich dedukcyjnie swą wiedzę o strukturze tego przedmiotu. Dość niespodziewanie jak na pozytywistę, pozwala sobie nawet utrzymywać explicite, że z tej koncepcji całości możemy wyprowadzić wiedzę a priori o koniecznych stosunkach między częściami [30] . To właśnie usprawiedliwia fakt, że pozytywizm Comte'a nazywany jest czasem systemem idealizmu [31] . Podobnie jak Hegel, uważa on za "konkretne uniwersalia" [32] te struktury społeczne, które faktycznie poznajemy tylko za pomocą składania ich lub konstruowania ze znanych elementów; idzie nawet dalej niż Hegel, utrzymując, że tylko społeczeństwo jako całość jest realne, a jednostka jest tylko abstrakcją [33] . VI Podobieństwo w traktowaniu ewolucji społecznej przez Hegla i Comte'a wykracza daleko poza te aspekty metodologiczne. Społeczeństwo jawi się obu jako pewien organizm w całkiem dosłownym sensie. Obaj przyrównują etapy, przez które musi przejść ewolucja społeczna, do różnych okresów, przez które przejść musi pojedynczy człowiek w swym dojrzewaniu. Dla obu też wzrost świadomego kontrolowania swego losu przez człowieka jest główną treścią historii. Ani Comte, ani Hegel nie był oczywiście historykiem we właściwym sensie - jakkolwiek nie tak dawno zapanowała moda nazywania ich, w przeciwieństwie do ich poprzedników, "prawdziwymi historykami" [34] , ponieważ byli "naukowi", co prawdopodobnie miało znaczyć, że ich celem było odkrywanie praw. To, co przedstawiali jako "metodę historyczną", wkrótce zaczęło wypierać podejście stosowane w wielkiej szkole historycznej, reprezentowanej przez Niebhura lub Rankego. Od Hegla przyjęło się wywodzić późniejszy historyzm [35] , który jest wiarą w konieczne następstwo "etapów" przejawiających się we wszelkich obszarach życia społecznego; ale wpływ Comte'a był tu prawdopodobnie większy niż Hegla. W zamieszaniu terminologicznym, jakie panuje w tej materii [36] , jest prawdopodobnie konieczne, abym powiedział wyraźnie, że zdecydowanie odróżniam "szkołę historyczną" z początku XIX stulecia i większość późniejszych zawodowych historyków od historyzmu na przykład Marksa, Schmollera czy Sombarta. To ci drudzy wierzyli, że wraz z odkryciem praw rozwoju posiedli jedyny klucz do rozumienia historycznego, i w całkiem nieuzasadnionym poczuciu wyższości twierdzili, że wcześniejsi pisarze, zwłaszcza osiemnastowieczni, byli "niehistoryczni". Wydaje mi się, że np. Dawid Hume pod wieloma względami miał o wiele więcej racji, kiedy sądził, iż jego wiek "należy nazywać wiekiem historycznym i [jego] naród należy nazywać narodem historycznym" [37] , niż historyści, którzy usiłowali obrócić historię w naukę teoretyczną. Nadużycia, do których ostatecznie prowadzi ten historyzm, najlepiej widać w fakcie, że nawet myśliciel tak bliski historyzmowi, jak Max Weber, był kiedyś zmuszony nazwać Entwicklungsgedanke "romantycznym szwindlem" [38] . Nie mam wiele do dodania do mistrzowskiej analizy historyzmu dokonanej przez mego przyjaciela, Karla Poppera, ukrytej niestety w tomie "Economica" z czasów wojny [39] , poza tym, że odpowiedzialność za ten historyzm ponosi przynajmniej tak samo Comte i pozytywizm, jak Platon i Hegel. Ten historyzm, powtórzę raz jeszcze, jest o wiele mniej sprawą właściwych historyków niż przedstawicieli innych nauk społecznych, którzy stosowali to, co uważali, że jest "metodą historyczną". Gustaw Schmoller, twórca młodszej szkoły historycznej w ekonomii, jest może najlepszym przykładem teoretyka wyraźnie kierującego się filozofią Comte'a, nie zaś Hegla [40] . Jednak tego typu historyzm, być może najbardziej widoczny w ekonomii, stał się modą, która najpierw w Niemczech, a następnie gdzie indziej dotknęła wszystkie nauki społeczne. Można by pokazać, że wpłynął on na historię sztuki [41] , na antropologię czy filologię. A wielkie wzięcie, jakim w ciągu ostatnich stu lat cieszyły się "filozofie historii" - teorie przypisujące procesowi historycznemu jakieś zrozumiałe "znaczenie" i rzekomo ukazujące nam jakieś dające się poznać przeznaczenie ludzkości, jest przede wszystkim wynikiem połączonego wpływu Hegla i Comte'a. VII Nie będę się tu rozwodził nad innym i przypuszczalnie powierzchownym podobieństwem ich teorii - nad tym, że u Comte'a konieczny rozwój dokonuje się według słynnego prawa trzech stadiów, a u Hegla podobny trójfazowy rytm jest wynikiem rozwoju ducha w dialektycznym procesie, który przebiega od tezy do antytezy i syntezy. Ważniejszy jest fakt, że dla nich obu historia zmierza do jakiegoś predeterminowanego celu, że może być interpretowana teleologicznie jako następstwo osiąganych celów. Ich determinizm historyczny - przez co rozumie się nie tylko to, że wydarzenia historyczne są w jakiś sposób zdeterminowane, ale i to, że jesteśmy w stanie poznać, dlaczego musiały przyjąć określony bieg - nieuchronnie implikuje całkowity fatalizm: człowiek nie może zmienić biegu historii. Nawet wybitne jednostki są, według Comte'a, jedynie "narzędziami" [42] czy "organami z góry wyznaczonego ruchu" [43] , a według Hegla - Geschäftsführer des Weltgeistes, funkcjonariuszami Ducha Świata, których Rozum chytrze używa do swych własnych celów. W takim systemie nie ma miejsca dla wolności: dla Comte'a wolność jest "racjonalnym poddaniem się panowaniu praw przyrody" [44] , to jest, oczywiście, jego prawom nieuchronnego rozwoju; dla Hegla jest uznaniem konieczności [45] . A ponieważ obaj stali się posiadaczami tajemnicy "ostatecznej jedności intelektualnej" [46] Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: Dojrzalosc..../.do doktorka:) 19.11.04, 12:41 Znudzilem sie sam juz czytaniem. Tak tylko o Comte. M.S. Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: Dojrzalosc..../.kardio 19.11.04, 11:09 A teraz juz na koniec (nie, ja nigdzie nie wybieram sie kardiologu, to Ty odchodzisz, nie podbije juz zdania- dopoki mam interlokutorow dopoty..itd) kilka slow o Jaspersie. Jesli kiedys szerzej zapoznasz sie z jego tekstami zwracam uwage na swietnie przeprowadzona analize czlowieka w sytuacjach granicznych. Tam jest clou czy glou czy inny klebenek, nie pamietam;) Czolem! Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer up 19.11.04, 10:59 mathias_sammer napisał: > Kardiologu, > moj drogi chlopcze: zglupiales juz do reszty- a tak dobrze sie zapowiadales . > Dlaczego uwziales sie na mnie? Kompletnie nie rozumiem Cie. Zakonczmy wreszcie > dyskusje o mojej tozsamosci, OK? > Gdybym chcial ujawnic swoja tozsamosc zrobilbym to juz wczesniej, nie sadzisz? > Pomysl.. jesli jeszcze potrafisz. To jest net, w necie nie ma obowiazku > ujawniania swoich danych personalnych. A to ze pisze o Kancie..coz w tym zlego. > > Nikt nie kaze Ci studiowac od razu filozofii. Twoja zlosc wynika z faktu, ze > zapomniales o podstawowej zasadzie: swiat wirtualny to swiat wirtualny a real > to real. Zatraciles granice i dlatego czujesz sie oszukany. > Sadze, ze powinienes sprobowac spojrzec na sytuacje z innej perspektywy. Wiem, > ze jestem dla Ciebie najwiekszym oszustem jakiego poznales, nic nie zmieni > Twojego zdania o mnie, nawet za 10 lat. Przykro mi. Musze pogodzic sie z tym > faktem. Byc moze jednak to co dla Ciebie jest wstretne wcale nie musi byc takie > > dla innych..? Zastanowiles sie kiedys nad tym? > Dam przyklad: uwazasz mnie za lenia forumowego, gdyz najczesciej kopiuje > teksty, rzadko wpisuje wlasne komentarze, mysli, odczucia. Wlasciwie masz > racje.. jestem leniem. Inaczej, byc moze, postrzega mnie bulterierka? Dla niej > moge okazac sie pracowitym uczestnikiem FP: staram sie dobierac teksty a zatem > przegladam duzo zrodel, duzo czytam; nie narzucam myslenia pozostawiajac nie > tylko wolnosc konsumpcyjna, ale i percepcyjna; nie naciskam, by rozmawiac nt > zamieszczonych tasiemcow. Ma sens to co pisze, prawda? I na tym polega wlasnie > relatywizm. A w kwestii prawdy..- moj drogi chlopcze- teksty przeze mnie > zamieszczane sa niczym innym jak wlasnorecznie utworzona propagowana, polska > wersja Konjunktivu I. I to w pelni swiadomie, nie ma pomylki. > Czy rozumiesz co mam na mysli..? > Zdaje sobie sprawe, ze ponad 90% zamieszczonych przeze mnie w przeszlosci lub > terazniejszosci tekstow traca dla Ciebie na znaczeniu. W przyszlosci bedziesz > je zwyczajnie omijal. Zachowywalbym sie podobnie wiedzac to co Ty, wlasciwie > rozwazylbym powaznie opcje rezygnacji z forum. Wiem, ze trudno wygonic Cie z > forum- jestes uparciuchem walczacym w imie zasad, ale czy aby teraz Twoje > uczestnictwo nie utracilo sensu. O co chcesz walczyc? O zasady? Jakie? O > prawde? Jaka? Dal bulterierki? Dlaczego? A my dwaj? O czym mielibysmy w obliczu > > nowych faktow rozmawiac? Moze w przyszlosci wypatrzysz cos, co Ciebie > zainteresuje, jesli bedziesz chcial uzywac lupy, oczywiscie. Nie wiem, naprawde > . > > Tyle ode mnie. Jak widzisz nie mam zadnych wyrzutow sumienia w kwestii > tozsamosci. > Rob to co uwazasz za sluszne. Nie bede przeszkadzal. > Musze juz isc. > > Klaniam sie, > M.S. Dopoki nie zrozumiesz mathiasa, bede podbijal. M.S. Odpowiedz Link Zgłoś
bulterier slysze w telewizorku 18.11.04, 19:18 "caki caki" i lyzka pani miesza w jogurcie. alem-mania glodna. ide poogladac inne jedzeniowe cudaki. ech, zjadlabym kluske z sosem. ide czynic cudaki dla moich kochanych cudakow. hej! Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: slysze w telewizorku 19.11.04, 10:38 hahahahaha. No nie wytrzymam! Hihihi. "caki caki" To juz ta reklama jest w Polsce? :o))))))))))))))))))))) Hahahaháhaha "caki caki" hehehehe "caki caki". :öDDDD M.S. Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 19.11.04, 12:47 kardiologu, dosc juz slow plaskich jak pantofelek Kopciucha. Nie zapomnij przywiezc cygar ze soba, baw sie dobrze. Po powrocie w tym czy nastepnym roku nic na forum nie ulegnie zmianie czyli tak jak w operze mydlanej. Wrzucisz opcje "teleexpress" i wyskoczy wszystko, uzupelnisz szybko. Baw sie dobrze i nie podszczypuj dziewczyn! Adieu Acha, zapomnialbym. Troche zdziwilem sie (umawialismy sie inaczej ), ale dziekuje za.. wiesz co. Jestesmy kwita. Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: Dojrzalosc..... 19.11.04, 13:11 mathias, dzieki za zyczenia milego urlopu:-) Nie musze Tobie ani bulterierce powtarzac, ze _z nikim nie wchodze w uklady_. Napisalem tez, ze nie wiem o czym mozna jeszcze z Toba dyskutowac..? To tez prawada. Jesli cos wygrzebie to odpisze, jesli nie to zapatrze sie w wulkaniczna otchlan i wypelnie bezdenna pustka. Co do przyszlosci znajac siebie dosc szybko znudzi mnie powtarzanie w kolko tego samego. Fakty (daj juz spokoj z trescia wirtualna, mowie o realu)leza i tak na naszym stole. Nie zmienie rzeczywistosci przeciez,moja nalezy do mnie Twoja do Ciebie. rezerwuje sobie jednak prawo na czasowe podsmiec.hujki z wirtualnego matrixa. Czy chce wpylywac na jazn wirtualna? Phi. Walka o kropki na biedronce? Phi, nawet bialych rekawiczek nie chce sie zakladac. Phi. Moje stanowisko odnosnie Twojej osoby juz znasz, zdefiniowalem szczegolowo. O kobietach natomiast dzentelmeni nie rozmawiaja. Ale ladnie dzis na dworze, slonce swieci, snieg tez u mnie juz stopnial. Piatek, ogarnia mnie juz wena urlopowa :-)))))))))))))))))))))) To by bylo na tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 20.11.04, 01:11 Kardiolog, gosci mam..Takich jakis.wiesz..no.....nieznosnych.. KOCHAM ICH!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!:))))))))))) Naucze ich kupowac jutro swieze bulki w Tchibo. Ale to dopiero jutro. Poki co przydziele im zeslag. Naprawde przepraszam za te mini-zawieruche, ale oni czynni wirtualnie stad powstalo zamieszanie, ichhh....:/ Bulterierko, nie wiedzialem (bez zlosliwosci) ze Ty az tak...do granic Przepraszam chociaz ja...no coz... inaczej mysle... Rosol! juz stoi przy mnie spadaj durna ( do R). Ja lubie, po prostu lubie tego ch.kardiologa, ale na plaszczyznie dyskusjii to tez-jak czasem-, naprawde go lubie jako kolege, ale skoro rzeczywiscie (Rosol zagladajacy przez ramie mowi, ze milosc najwazniejsza jest)to musi byc glebokie. Dla mnie nie tylko po przyjacielsku, ale dla Ciebie. Kurcze, no ...kardiolog zachowaj sie, ozen sie wreszcie!. Przysle bukiet, raz na kwartal zajrzyj, pogadamy, Teraz spadam bo i tak zaraz Polizei przyjedzie po Metallice, zabije ich!!!!!!!!!!!!!!!! Hmmm...juz poszli wlaczyc, ha! schody do nieba Boba Dylana, pija... "w ciszy"... To nazywa sie relatywizm, kardiologu ;) . Teraz chca Püdeslow. Oh ne! Bulterierko, nie wiem co powiedziec, wpadlas , ale jak to ja (nie przywiazuj sie oczywiscie i na szczescie Ty - nie , nigdy do mych slow) jestem z Toba ).Nie chiclabym byc na Twoim miejscu, ale ja mialem wybor.. Zachowujcie sie czasem w..dykrecji.. A Rosol juz gra. Ida go mentalnie uciszyc. Alles gute! Widzimy jakos kiedys tam. M.S. Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 20.11.04, 01:15 mathias pie.., czytaliscie? :-)))))))))))) opil sie i polskiej czcionki nie ma. wul. Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 20.11.04, 01:21 jestes wulcowna!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! rosol!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! spadamy. Niexmniej, bulterierko, pomysl o tym, co wczesniej napisalem.. Prosze , pomysl.. Asekurujacy...i dbajacy o swoj sprzet hi-fi. Hmmm, A teraz juz jestesmy u nas czyli Element of Crime a za chwile Frank Black. Zdrowych i Wesolych Swiat. Tsch. Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 10.02.05, 09:38 > ----------- > O s w i e c e n i e m nazywamy wyjscie czlowieka z niepelnoletnosci, w ktora > popadl z wlasnej winy. Niepelnoletnosc to niezdolnosc czlowieka do > poslugiwania sie swym wlasnym rozumem, bez obcego kierownictwa. Z a w i n i o > n a jest ta niepelnoletnosc wtedy, kiedy przyczyna jej jest nie brak rozumu, > lecz decyzji i odwagi poslugiwania sie nim bez obcego kierownictwa. Sapere > aude! Miej odwage poslugiwac sie s w y m w l a s n y m rozumem- tak oto brzmi > haslo Oswiecenia. > Lenistwo i tchorzostwo to przyczyny, dla ktorych tak wielka czesc ludzi, mimo > wyzwolenia ich przez nature z obcego kierownictwa (naturalieter maiorennes), > pozostaje chetnie niepelnoletnimi przez cale swoje zycie. Te same przyczyny > sprawiaja, ze inni moga tak latwo narzucic sie im jako opiekunowie. (...) > Jesli posiadam ksiazke, ktora zastepuje rozum, (...) lekarza, ktory zamiast > mnie ustala diete itd itd.- nie musze sam o nic sie troszczyc. Nie potrzebuje > myslec, jesli tylko moge za wszystko zaplacic; inni juz zamiast mnie zajma > sie ta klopotliwa sytuacja. (...) > Totez kazdemu pojedynczemu czlowiekowi trudno jest wydobyc sie z > niepelnoletnosci, ktora stala sie prawie druga jego natura. Polubil ja nawet, > te swoja niepelnoletnosc i nie jest rzeczywiscie zdolny tak od razu zaczac > poslugiwac sie swym wlasnym rozumem- nigdy bowiem nie pozwolono mu nawet > uczynic proby w tym kierunku. Dogmaty i formulki-owe mechaniczne narzedzia > rozumnego uzywania, a raczej naduzywania swych naturalnych zdolnosci- to > dzwoneczki blazenskie wiecznie trwajacej niepelnoletnosci. Gdyby czlowiek > pojedynczy nawet od nich sie uwolnil, nie potrafilby w jakis pewny sposob > przeskoczyc nawet najwezszego rowu-nie przywykl bowiem do tak swobodnego > poruszania sie. Totez t y l k o n i ew i e l u ludziom udalo sie wydobyc z > niepelnoletnosci dzieki w l a s n e j pracy swojego ducha i stanac pewnie na > swych wlasnych nogach. > Natomiast taki wypadek, by publicznosc oswiecila sie sama, jest raczej > mozliwy; co wiecej nawet nieunikniony, jesli pozostawic publicznosci wolnosc. > Znajda sie bowiem wsrod nich zawsze ludzie samodzielnie myslacy, i to nawet > posrod opiekunow duzego stada, ktorzy zrzuciwszy z siebie jarzmo > niepelnoletnosci, szerzyc beda dokola siebie ducha rozumnej oceny wartosci > wlasnej kazdego czlowieka i samodzielnego myslenia o jego przeznaczeniu. > (...) Dlatego tez publicznosc moze- tylko- p o w o l i dojrzec do > Oswiecenia.. (...) > Do wejscia na droge Oswiecenia nie potrzeba niczego oprocz wolnosci: i to > wolnosci najnieszkodliwszej sposrod wszystkiego, co nazwac mozna wolnoscia, > mianowicie wolnosci czynienia wszechstronnego publicznego uzytku ze swego > rozumu. (...) ################################################################# czesc II (...) Jaka korzysc rodzajowi ludzkiemu przyniesie postep? Wynikow zmagan rodzaju ludzkiego na jego drodze ku temu, co lepsze, nalezy szukac nie we wciaz rosnacym quantum _m o r a l n o s c i_ w usposobieniu, lecz we wzroscie produktow jej _l e g a l no s c i_ w czynach obowiazkowych bez wzgledu na pobudki tj. tylko w dobrych, coraz liczniejszych i coraz lepszych czynach ludzi, a zatem jedynie w przejawach moralnej istoty rodzaju ludzkiego. Albowiem posiadamy tylko dane empiryczne (doswiadczenia), i na nich tez opieramy te prognoze; mianowicie na fizycznej przyczynie czynow, o ile zaistnieja, ktore przeto same sa zjawiskami, nie zas na przyczynie moralnej, zawierajacej pojecie obowiazku tego, co winno sie zdarzyc, a co mozna ustanowic jako czyste (pojecie) a prori. Stopniowo bedzie malec przemoc ze strony moznych, wzrosnie posluszenstwo wobec praw: umilowanie honoru lub dobrze pojeta korzysc wlasna przyczynia sie do wzrostu dobroczynnosci we wspolnocie, do zmnniejszenia zatargow w procesach, do coraz wiekszej slownosci itd., az w koncu proces ten rozciagnie sie rowniez na narody w ich wzajemnych stosunkach, az wreszcie na cala spolecznosc kosmopolityczna, bez najmniejszej koniecznosci zwiekszania przy tym podstawy moralnej rodzaju ludzkiego, do czego bowiem potrzeba by nowego stworzenia. Nie wolno nam jednak zbyt wiele oczekiwac od ludzi na ich drodze postepu, w przeciwnym razie bowiem padniemy- i nie bez racji- ofiarami drwin politykow, ktorzy taka nadzieje chetnie widzieliby jako urojenia oblakanego umyslu. (...) Zakonczenie Lekarza, ktory na co dzien pocieszal pacjentow, obiecujac im rychly powrot do zdrowia, jednemu przyrzekajac, ze mu wkrotce puls wroci do normy, drugiemu, ze mu sie flegma poprawi, trzeciemu, ze przestanie sie pocic itd., odwiedza przyjaciel. Jak tam twoja choroba, przyjacielu? - zapytuje.- A jakze ma byc? _K o n a m_ j u z_ o d_ t e j_ p o p r a w y_, ot co!. Nie biore nikomu za zle, gdy z powodu schorzen panstwa zaczyna tracic nadzieje na ozdrowienie rodzaju ludzkiego i jego postep. Wszelako sam zdam sie na heroiczny srodek leczniczy, zalecany przez Hume'a, gwarantujacy ponoc szybki powrot do zdrowia. -"Gdy widze teraz narody- powiada - prowadzace ze soba zacieta wojne, to przypomina mi to dwoch zapijaczonych typow, okladajacych sie palkami w sklepie z porcelana. Nie dosc, ze dlugo przyjdzie im leczyc guzy, ktore sobie wzajamnie nabili, to wszak beda musieli jeszcze potem pokryc wszelkie wyrzadzone szkody"* Sero sapiunt Phryges**. Jednakowoz skutki obecnie prowadzonej wojny moga zmusic politycznego wrozbite do przyznania, ze bliska perspektywa zmiany kierunku rodzaju ludzkiego na drodze ku lepszemu stoi juz otworem." * David Hume "Of Public Credit" **" Zbyt pozno zmadrzeli Trojanie" Cyceron Imamnuel Kant Der streit der Fakultäten, II Abschnitt. Der Streit der Philosophischen Fakultät mit der juridischen (Spor fakultetow. Dzial II. Spor fakultetu filozoficznego z prawniczym). Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: relacje swiadkow 10.02.05, 12:26 Wiesz MathiasA, zajrzalem na porzucona psychologie zastanawiajac sie jeszcze przez moment co mogloby wyrosnac na wierzbach. Wierzbinki, gruszki a moze nic.. z nadzieja, bo zima w koncu i roslinki powinny choc chwilowo zasnac. I wiesz co zobaczylem? Na wierzbach w zimie wyrosly dmuchawce. W sumie fenomen, tylko dlaczego nie dziwi...? Boze, jaki ja juz jestem stary..:( --- Nie chce tracic wiecej czasu dla forum. Moglibysmy przez najblisze kolejne dwa lata przerzucac sie cytatami. Zwyczajnie nie mam juz cierpliwosci, a gdy mnie zaczyna jej brakowac moj otwor gebowy wypelnia sie niewypowiedzianym niesmakiem, kwasnoscia jakas dziwna. Moze mam nadkwasota...? O ile z pewnym zrozumieniem mozna przyjac nieodroznianie Kanta od Nietschego, to zdecydowane zaprzeczanie faktom o istnieniu Lambinowic oraz wypedzaniu Niemcow jest co najmniej nie na miejscu. O! men, w archiwach biblioteki warszawskiej znajdziesz setki, jesli nie tysiace egzemplarzy o wypedzeniach, polskim KKK, rasizmie, narodowej pogardzie itd. Czy byly to dzialania nieswiadome..? Sam sobie odpowiedz. Troche ksiazek w zyciu przeczytalem i wybacz zmeczenie starego czlowieka- nie chce mi sie juz nic wiecej mowic. Na moje zakonczenie polece jedynie trudno dostepna, ale znakomicie napisana ksiazke Marii Podlasek "Wypedzenie Niemcow z terenow od Odry i Nysy Luzyckiej- relacje swiadkow", ktora autorka zaczyna slowami Jana Jozefa Lipskiego. Ksiazke mam tu w panszczyzniano-roboczej biblioteczce, wrocila pozyczona po dwoch latach. Przeczytam wiec: "Zlo jest zlem, a nie dobrem, nawet gdy jest mniejszym i niemozliwym do unikniecia zlem. To trudno: albo chce sie byc chrzescijaninem, albo nie...Jesli nim sie jest- wie sie, ze zasada zbiorowej odpowiedzialnosci nie ma nic wspolnego z etyka, ktora wyznajemy; ze nawet jesli musielibysmy wybrac mniejsze zlo- nie wolno nam zla nazywac dobrem; ze wyrzadzenie zla stwarza zobowiazanie moralne, choc ten, kto go od nas doznal, wyrzadzil nam stokroc wiecej zla- a na dodatek w slabym stopniu odczuwal potrzebe zadoscuczynienia." Nie nie bedzie wiecej cytatow, musialbym przepisac cala ksiazke od wstepu po zakonczenie. Ogranicze sie tylko do spisu tresci: I. Miedzynarodowa legitymacja wysiedlenia Niemcow z terenow na wschod od Odry i Nysy Luzyckiej po II wojnie swiatowej 1. Przyklady masowych przemieszczen ludnosci do 1945 roku 2. Polityka mocarstw zachodnich wobec pokonanych Niemiec 3. Spory aliantow wokol powojennych granic Polski 4. Geneza wysiedlenia Niemcow z Europy Srodkowo-Wschodniej po II wojnie swiatowej 5. Konferencja wielkiej trojki w POczdamie. Stanowisko mocarstw w sprawie zachodniej granicy Polski i w kwestii wysiedlenia Niemcow 6. Tragiczna rola Winstona Churchilla II. Wypedzenia Niemcow z terenow na wschod od Odry i Nysy Luzyckiej w latach 1944 -51 w relacjach swiadkow 1. Sytuacja w prowincjach wschodnich Niemiec w latach 44/45 2.Syndrom Nemmersdorf (Majakovskoe) 3.Ucieczka Niemcow przed Armia Czerwona 3.1. Ucieczka mieszkancow Prus Wschodnich 3.2 Ucieczka z Prus Zachodnich i Gdanska 3.3 Ucieczka ze Slaska 3.4 Ucieczka z Pomorza i Brandenburgii wschodniej 3.5 Ucieczka wewnetrzna-samobojstwa 4. Zbrodnie Armii Czerwonej na niemieckiej ludnosci cywilnej 4.1 Wychowanie w nienawisci do wroga 4.2 Gwalty na kobietach 4.3 Egzekucje 4.4 Rabunek 4.5 Deportacje 5 Niemieckie prowincje wchodnie pod administracja rosyjska 6. Rosyjsko-polska dwuwladza na ziemiach III Rzeszy 7. Przyjmowanie przez POlakow ziem na wschod od Odry i Nysy Luzyckiej 7.1 Szykanowanie ludnosci niemieckiej 7.2 Polska polityka wobec Niemcow 7.3 Niemcy i Polacy na ziemiach zachodnich i polnocnych 8. Akcja wysiedlania Niemcow z prowincji wschodnich III Rzeszy 8.1 Faza dzikich wysiedlen od wiosny do jesieniu 1945 8.2 Zorganizowane wysiedlenie Niemcow po konferencji poczdamskiej 8.3 Akcje weryfikacyjne na ziemiach zachodnich i polnocnych. Schylkowa faza wysiedlen 9. Kontrowersje wokol liczby ofiar wypedzenia. Bibliografia: mi.in.: Publikacje ksiazkowe: 1. Banasiak Stefan "przesiedlenie Niemcow z Polski w latach 1945-50" Lodz 1968 2."Die Umsiedlung der deutchen Bevolkerung aus POlen, Legende und Wirklichkeit" Warszawa, Poznan 1966 3. Dmitrow Edmund "Niemcy i okupacja w oczach Polakow. Poglady i opinie z lat 45-48" Warszawa 1987 4. Kersten Krystyna "Narodziny systemu wladzy. Polska 43-48" Poznan 1990 5. Kokot Jozef "Od Poczdamu do Helsinek" Opole 1974 6. Lippoczy Piotr, Walichowski Tadeusz "Przesiedlenie ludnosci niemieckiej z Polski po II wojnie swiatowej w swietle dokumentow" Warszawa 1982 itd 51 pozycji Artykuly prasowe: 1 Czy ziemie odzyskane to ziemie odzyskane? Odra 1/1990 2. Glowacki Wlodzimierz "Zagadnienie repatriacji Polakow obywateli niemieckich" Przeglad Zach. 3/46 3. Kowalik Helena "(O)polski exodus" "Prawo i Zycie" 14.07.1990 4.Lipski Jan Jozef "Dwie ojczyzny-dwa patriotyzmy" Kultura 10/81 5."Wysiedlalem Hostra Bienka" Polityka 16/88 pozycji 20 Ksiazke Marii Podlasek wydano w 1995 w Warszawie. --------- kardiolog Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: Dojrzalosc..... 15.02.05, 11:05 Latem 1966 roku Charles Whitman zabil swa zone i matke, a nastepnie wspial sie na szczyt wiezy gmachu Uniwersity of Texas. Uzbrojony postrzelil 38 ludzi- zabijajac 14, zanim sam zostal zastrzelony. Jak mogl popelnic ten czyn? Detektywi znalezli listy, napisane przez Whitmana w wieczor poprzedzajacy jego atak, ktore czesciowo daja odpowiedz na pytanie: "(...) naprawde nie rozumiem samego siebie. Sadzilem, ze jestem przecietnym, rozsadnycm, inteligentnym czlowiekiem. Jednakze ostatnio (nie potrafie sobie przypomniec, kiedy to sie zaczelo) stalem sie ofiara wielu niezwyklych racjonalnych mysli. Mysli te niesutannie powracaja, skupienie sie na uzytecznych, realizowanych stopniowo zadaniach wymaga olbrzymiego wysilku umyslowego. Udalem sie do doktora C. pracujacego w uniwersyteckim osrodku zdrowia, i poprosilem go, aby polecil mi kogos, u kogo moglbym zasiegnac porady, w sprawie pewnnych zaburzen psychicznych, ktore- jak sadzilem - wystepowaly u mnie. Rozmawialem z lekarzem raz (przez blisko dwie godziny) i staralem sie przekazac mu swoja obawe, ze jestem opanowany przez niezwyciezalne, gwaltowne impulsy. Po tej jednej wizycie nigdy juz nie widzialem tego lekarza i od tej pory sam walczylem ze swoim zaburzeniem psychicznym, jak sie wydaje - bez rezultatu. Zycze sobie, aby po mojej smierci przeprowadzono sekcje pozwalajaca stwierdzic, czy wystepowalo u mnie jakies widoczne schorzenie fizyczne. Dawniej miewalem okropne bole glowy, a w ostatnich miesiacach zuzylem dwie duze butelki ekscedryny (...)" Sekcja mozgu Charlesa Whitmana ujawnila wysoce zlosliwy guz wielkosci orzecha wloskiego, w okolicy ciala migdalowatego. Sveet, Ervin i Mark, 1969 --------- Bulterierko- jedyne ze swej strony, co chcialbym przekazac to dbaj o siebie. Idz do kina, teatru, kosmetyczki, wellness- gdziekolwiek, gdzie bedziesz mogla zobaczyc siebie wsrod ludzi. Podaruj sobie choc "godzine zycia" i skorzystaj z niej. To najwiekszy wysilek, jaki warto dla siebie podjac. Dziekuje za wczesniej wyartykulowane przeprosiny. Chcialem sprawdzic, czy rzeczywiscie jestes ich pewna. Przy najbliszym spotkaniu przekaze je rowniez mojej zonie. Wiecej nie potrzebuje. kardiolog Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: Dojrzalosc.....i do walpurgi 15.02.05, 15:09 Samochod wypelniony prezentami po brzegi (czy oni aby je wszystkie potrzebuja?). Poza tym, coz wiecej...? walpurga (na pewno tu zajrzysz). Dzisiaj przeczytalem gdzies o Faryzeuszu czy tez Judaszu. Tak , wlasnie tak funkcjonuja swieci.. Prawda jaka bezkarnosc..? Nic nie mozna zrobic. Mozna tylko bojkotowac i nie uczestniczyc. W zwiazku z wczorajszym grzecznym.. zyczeniem opuszczenia przeze mnie forum.. i nie dorastania niektorym do pantofli (swoja droga nigdy nie wybieralem sie pod gorke) bardzo prosze o nieuzywanie moich nickow, moich plyt, ksiazek i wszystkiego co kiedykolwiek bylo sygnowane moja reka! Nie mowie o przeszlosci tylko o dniu dzisiejszym (mam pokazac palcami kilka przykladow?!). Niee, ty uczepisz sie wszystkiego, co w twoim mniemaniu pozwoli na przezycie jeszcze jednego dnia- zawsze jednak na cudzym grzbiecie i cudzym kosztem. Walpurga jestes malutka, mizerna, ludzka gnida. Kazdy czlowiek ma prawo do drugiej szansy, ty juz jednak skorzystales z tego prawa i zmarnowales je. Dla mnie dzis umarles. Jestes trupem, zywym pelzajacym trupem, niezaleznie ile jeszcze dni i lat przed toba. zyj, szkoda nawet cie zabic. I nie twoje obelgi mnie wyprowadzaja z rownowagi tylko wieczne laszenie sie nawet do takiego zera- za jakie mnie uwazasz. Gdzie twoja godnosc? Jak smiesz zadawac sie z takim byle czym jak ja? Jak smiesz sie do mnie po tym wszystkim przymilac?!!!!! Jestes dla mnie skonczony. W pokera grac z toba juz nie bede. Szkoda mi 5 centow i czasu. Wole juz wyrzucic pieniadze w bloto lub do kloaki. Zaluje, ze zasiadlem w ogole z toba stolu, ale w koncu kazdy zasluguje na druga szanse, a i ja dalem sie nabrac na te "niesprawiedliwosc", ktora cie wiecznie spotyka od innych ludzi. Mysle, ze we wlasciwej tonacji utrzymuje teraz wczoraj rozpoczety przez nas dialog. Coz na koniec...? Mozesz mi zyczyc wypadku na drodze, podobno w okolicach Poznania slisko, a i polscy kierowcy nie zwazaja na czarne miejsca wyprzedzajac na "trzeciego". Mozesz mi zyczyc wlasnie takiego zejscia -bo to tego tez jestes zdolny. Zegnam, M.S. Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: Dojrzalosc..... 07.06.05, 13:19 mathias_sammer dnia 11.10.2003 napisał: > Przed dwoma laty .. cd---------------------------- Czym "nakarmisz" swoj samochod, gdy wcale nie bedzie benzyny? A jaki sposob nalogowi "samochodziarze" jacy sa wsrod nas, przystosuja sie do kryzysu energentycznego? Kenneth Bouldig wprowadza w swych przewidywaniach rozroznienie miedzy przystosowaniami dlugoterminowymi i krotkoterminowymi: "Najwazniejsza i najbardziej drastyczna zmiana byl nagly wzrost ceny i zmniejszenie dostepnosci benzyny dla posiadaczy prywatnych samochodow. Wydaje sie prawdopodobne, ze sytuacja tak utrzyma sie przez dluzszy czas (..). Dlugoterminowe skutki sa jednak uzaleznione zarowno od zmian w podazy, jak i w pewnym stopniu od tego, co mozna by nazwac "mechanizmem popytu"- przysosowaniem preferencji i stylu zycia do zmieniajcych sie cen i struktur dochodu. Musze wyznac, ze moim zdaniem, znacznie wiekszy wysilek zostanie wlozony w problemy zaopatrzenia i podazy, niz w przystosowaniu popytu... Samochod jest tym szczegolnym przedmiotem, ktory bardzo latwo powoduje wytworzenie sie specyficznego nalogu. Okreslilbym go jako zbroje z 200 konmi wewnatrz, dostatecznie duza, aby uprawiac w niej milosc. Nic wiec dziwnego, ze jest on popularny. Przeksztalca on swego kierowce w rycerza odznaczajacego sie ruchliwoscia arystokraty i zapewne takze niektorymi innymi jego wadami. Pieszy i osoba korzystajaca z srodkow transportu publicznego, sa przez porownanie, wiesniakami ( z niemal nieuknikniona zawiscia) spogladajacymi na rycerzy przejezdzajacymi obok nich w swych machanicznych rumakach. Raz posmakowawszy rozkoszy spoleczenstwa, w ktorym prawie kazdy moze byc rycerzem, trudno jest wrocic do roli wiesniaka. Podejrzewam wiec, ze beda bardzo silne naciski, aby zachowac samochod w jakiejs formie, nawet gdybysmy musieli uciec sie do syntezy jadrowej jako ostatecznego zrodla energii i do plynnego wodoru jako namiastki benzyny. Alternatywnym rozwiazenim byloby, jak sie zdaje, spoleczenstwo szczesliwych wiesniakow, z ktorych kazdy uprawialby swoj wlasny ogrodek i jechal do pracy autobusem lub nawet elektrycznym tramwajem. To rozwiazanie wydaje sie jakos mniej prawdopodobne, niz rozpaczliwe proby znalezienia nowych zrodel energii dla zachowania rycerkiej ruchliwosci" Kenneth Bouldig, 1974 Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Jakich ludzi lubimy? 07.06.05, 13:42 W zasadzie badania wykazaly, ze pociagaja nas ludzie, ktorzy dostarczaja nam maksymalnej ilosci nagrod czy gratyfikacji przy minimalnym koszcie. Lubimy ludzi, dla ktorych juz jestesmy atrakcyjni i ktorzy okazuja nam to wyswiadczajac przyslugi i mowiac o nas mile rzeczy. Lubimy ludzi, ktorzy zaspokajaja nasze potrzeby i ktorzy maja potrzeby, ktore my mozemy zaspokoic. Podobienstwo i komplementarnosc Jednym ze stwierdzen, najbardziej konsekwentnie powtarzajacych sie w badaniach nad atrakcyjnoscia, jest to, ze ludzie lubia tych, ktorzy sa podobni do nich samych. Lubimy zwlaszcza tych, ktorzy maja podobne postawy i zgadzaja sie z nami. (Byrne, 1971) Dlaczego osoba o podobnych pogladach ma byc tak atrakcyjna? Byc moze przyczyna jest to, ze owa zgodnosc dostarcza _wzmocnienia_. Jest mniej prawdopodobne, ze poklocimy sie lub bedziemy miec nieprzyjemna utarczke z kims, kto na ogol zgadza sie z nami, bardziej zas jest prawdopodobne, ze umocnimy sie w przekonaniu o slusznosci naszych postaw. Mozemy byc rowniez przekonani, ze czesciej bywamy atrakcyjni dla ludzi podobnych do nas. Ponadto podobienstwo moze prowadzic do atrakcyjnosci, poniewaz pozwala nam utrzymac _spojne_, zrownowazone stosunki z naszymi przyjaciolmi. Lubimy zatem tych, ktorzy lubia to, co my lubimy. Inne wyjasnienie glosi, ze ludzie o podobnych postawach sa dla nas atrakcyjni ze wzgledu na _porownania spoleczne_. Jak przekonalismy sie poprzednio, oczekujemy zwykle od innych ludzi, ze dostarcza nam informacji o naszych wlasnych zdolnosciach, uczuciach, przekonaniach- innymi slowy, atrakcyjni moga byc dla nas ludzie, ktorzy sa odzwierciedleniem nas samych lub tego, czym chcielibysmy byc. _Nie kazde_ podobienstwo rodzi jednak sympatie. Istnieje nieco materialu dowodowego, ze atrakcyjnosc jest wynikiem posiadania _komplementarnych_ (uzupelniajacych sie) potrzeb lub stylow osobowosci. Na przyklad osoba bardzo dominujaca moze lubic kogos, kto jest spokojny i ulegly, bardziej niz inna dominujaca jednostke. Byc moze w roznych okresach rozmaite czynniki maja szczegolny wplyw na ksztaltowanie zwiazku dwojga ludzi odmiennej plci. Podobienstwo wartosci moze byc na przyklad niezbedne we wczesnych fazach, podczas gdy komplementarnosc potrzeb moze miec decydujace znaczenie dla dlugotrwalego zwiazku. Kerckhoff i Davis, 1962 Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: Jakich ludzi lubimy? 07.06.05, 14:14 Byc moze przyczyna jest to, ze owa zgodnosc dostarcza _wzmocnienia_ dodam od siebie: oraz jednoczesnego "usprawiedliwienia"- termin traktowany po macoszemu przez niektorych psychologow. H. Schlosberg nie pomija. kardiolog Odpowiedz Link Zgłoś
kowianeczka Re: Jakich ludzi lubimy? 07.06.05, 14:58 Czy chcesz powiedziec, ze jesli nie zostana spelnione powyzsze warunki "podobienstwa" nie moze byc mowy o sympatii? A ja myslalam, ze jest inaczej? Byc moze z "komplementarnoscia" cos nie tak? kowianeczka Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: Jakich ludzi lubimy? 07.06.05, 15:11 "wzmocnienie" jest ucieczka. Tak, chodzi o rozbieznosci w "komplementarnosci". kardiolog Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog re: 07.06.05, 14:01 "Pewien pacjent psychiatryczny, majacy paranoidalne urojenia, zaczal wyobrazac sobie, ze ozenil sie z jedna pielegniarek, ktora ledwie znal. W miare jak mysli te rozbudowaly sie, jego "malzenstwo" zostalo pobogloslawione trojgiem dzieci, a cale jego zycie wypelnilo sie szczesciem. Wkrotce ow kawaler podjal decyzje o zaprzestaniu pracy "chocby ona byla realna" i zajety byl jedynie swoim marzeniem, ktore jak powiedzial terapeucie, "jesli jest realne, to jest cudowne". Gdy pacjent zapytal terapeute o jego zdanie, co do realnosci lub nierealnosci tych wyobrazen, ten odpowiedzial mu, ze sa one po prostu czyms w rodzaju marzenia na jawie. W tym momencie pacjent przypomnial mu o swojej samotnosci, zblizacej sie starosci. "Co ja bym zrobil?" zapytal, "gdyby zabrano mi moje marzenia?" Czy moze mi Pan zaoferowac cos lepszego od marzen? Gdybys _ty_ byl terapeuta, to co byc mu odpowiedzial? " Zimbardo (teraz powinna nastapic faza "wzmocnienia":) Odpowiedz Link Zgłoś
rainer_calmund 10 maja 1933 07.06.05, 14:03 Czy ksiazki Zimbardo lezaly na stosie? Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: 10 maja 1933 07.06.05, 14:05 Prosze nie kazac tlumaczyc mi oczywistosci... kardiolog Odpowiedz Link Zgłoś
rainer_calmund Re: 10 maja 1933 07.06.05, 14:08 Czy jest jakis ciag dalszy po pytaniu? R.C. Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog marzenie o przyszlosci czyli szok przyszlosci? 07.06.05, 14:11 Powzysze pochodzi z dzialu j.w. POnadto pewne przemyslenia podane sa w dzialach: Terapia jako sposob modyfikacji zachowania" oraz "Laczenie roznych technik terapeutycznych". kardiolog Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: marzenie o przyszlosci czyli szok przyszlosci 07.06.05, 14:18 Mysle, ze dopuscilem sie powaznego przekrecenia, powinienem wyjasnic, jesli chce cytowac mistrzow. Historia pacjenta i jego rozmowy z tereupeuta pochodzi rzeczywiscie z jednego z opracowan przygotowanych przez Zimbardo. Pacjentem byla kobieta nie mezczyzna. kardiolog Odpowiedz Link Zgłoś
rainer_calmund Re: marzenie o przyszlosci czyli szok przyszlosci 07.06.05, 14:19 Jesli cytujesz, drogi kolego, cytuj jak stoi. Poza tym, nie mam uwag. R.C. Odpowiedz Link Zgłoś
zonk.you Re: Dojrzalosc..... 13.09.05, 11:27 co to za brednie Kant nie wyraza sie przynajmniej w tym kawalku-/cytacie ktory przytoczyles slownie nie zastanawia sie nad tym jak reaguje, bo popiera sie tym co posiada zastanawia sie nad tym co ma, sam tak kiedys napisal, szkoda ze nie posiadam cytatu, a z pamieci cytowac nie umiem w kazdym badz razie- wystarczy nazwac sie filozofem, zeby kazde brzdło ktore sie napisze nazywac wielce filozoficznie i na wskroś głębokim kawałkiem niosącym wielce oswiecone przeslania autorowi raczylabym sie zastanowic, co w ogle mial na mysli, pozdrawiam zonk Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: Dojrzalosc..... 13.09.05, 12:01 O kto by tam czytal Kanta? Same brednie, masz racje:) Ja jak widze Mateusza piszacego o filozofii to omijam szerokim lukiem, niekiedy tylko go zaczepie, by chlopak mial radoche (ale nie mow mu, OK?):) kardiolog Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 16.09.05, 11:09 Przyjemnosc po mojej stronie:) Milego weekendu :) M.S. Odpowiedz Link Zgłoś
kowianeczka Re: Dojrzalosc..... 19.09.05, 22:19 Hmmmm... i tam i tamoj tez? No naprawde, naprawde:)Z biblioteczki przeczytanej:) ****************************** "Dobry uczynek Stary pan Scrouge nie mógł zasnąć. Męczyły go najróżniejsze dziwne myśli, do których nie był przyzwyczajony. Zupełnie jakby worek z myślami, nie tknięty przez siedemdziesiąt sześć lat, nagle pękł. Stary pan Scrouge przewracał się w łóżku z boku na bok. Wraz z tymi poruszeniami przed otwartymi oczyma zmieniały się obrazy. Jedna po drugiej defilowały postaci, które w życiu spotkał, a z którymi nie udało mu się zaprzyjaźnić. Znów oglądał twarze kobiet, które pozostały obce, bo bał się zakłócić swój wygodnicki tryb życia. Przypomniał sobie żebraka, któremu odmówił kawałka chleba, i zagubionego na środku ulicy ślepca; udał wtedy, że go nie widzi. Stłumił łkanie.Nagle poczuł straszliwy chłód. Zadrżał. Owinął się kocami cały, łącznie z głową, żeby się ogrzać własnym ciepłem. O północy dobiegło go dwanaście uderzeń zegara, przytłumionych grubą warstwą wełny. Potem zdawało mu się, że słyszy jakieś krzyki. Jednym ruchem z całej siły odrzucił koce. Słuchał. Nie mylił się. Słabnący głos krzyknął jeszcze kilka razy : - Ratunku! Pan Scrouge mieszkał przy Nabrzeżu Grands-Augustins. Głos należał zapewne do jakiegoś nieszczęśliwca, który wpadł do Sekwany. Nie bacząc na chłód, wstrzasający zasuszonym ciałem, szybko narzucił szlafrok, wsunął kapcie i wybiegł na dwór. Przeszedł ulicę, wychylił się przez balustradę i wpatrzył w czarną toń. Jakiś człowiek poruszał się niezdarnie, jakby uwięziony w kleistej mazi. - Jestem stary - pomyślał pan Scrouge - cóż mi jeszcze w życiu pozostało? Jeżeli teraz uratuję tonącegp człowieka, osiągnę więcej satysfakcji niż przez całe lata nędznej egzystencji. Odważnie przekroczył balustradę i dał nurka. Od razu poszedł na dno, bo miał serce z kamienia. Przekład Tomasz Matkowski Odpowiedz Link Zgłoś
kowianeczka Re: Dojrzalosc..... 19.09.05, 22:41 Poczekam jeszcze z 400. Mam duzo czasu, a Ty Mathiasie? kowianeczka Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: Jesteście Wiedźmami, 20.09.05, 11:28 Swietne!:)))))) Naprawde swietna uwaga w kontekscie tego, co wczesniej dzie indziej napisalem:))) M.S. Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 20.09.05, 11:27 Dzisiaj mam troszke luzniejszy dzien, ale i tak zaraz wychodze z netu. Wpisow moze byc i 400, 4000, 40 000, tylko co z tego? M.S. Odpowiedz Link Zgłoś
nabij_faje Re:cholerka! 19.09.05, 22:49 ale nadałaś! akurat na mój wisielczy nastrój. tego mi było nie potrzeba :) ale chociaz śmieszne Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 20.09.05, 11:24 Bardzo piekna opowiesc. Wczoraj spotkalem sie ponownie ze stwierdzeniem, ze R.T. kopiuje powstale juz historie (tu opowiesc Wiligilijna), ale nie zgadzam sie z tym. On na nowo bawi sie istniejacymi historiami , uwspolczesnia je, ozywia, nadajac zabwany ale i sarkastyczny ton. Lubie go, okladki jego ksiazek sa swietne (zwlaszcza jednej ilustratorki- kapitalna kobieta prywatnie). M.S. Odpowiedz Link Zgłoś
bezstronna Re: Dojrzalosc..... 20.09.05, 14:13 Jest to życie w zgodzie z samym sobą. A żyjąc w zgodzie ze sobą nie krzywdzimy po drodze innych. Odpowiedz Link Zgłoś
jula09 Re: coraz chętniej patrzę w lustro 21.09.05, 00:24 Przeszedłeś operacje plastyczną? Odpowiedz Link Zgłoś
q02121974 Re: Dojrzalosc..... 17.11.05, 10:29 Nie podnos starych wątków, bo i tak nic ci to już nie pomoże Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: Dojrzalosc..... 20.10.15, 11:03 Wezmę udział w wolnej chwili...(w ramach mojego egzystencjalnego minimum) Kardiolog Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: Dojrzalosc..... 20.10.15, 22:08 Jaki piekny pamietnik. Dużo czytania co czynie z prawdziwą przyjemnością. Muszę sobie dozowac, tyle tekstow ale starczy na wiele wieczorów. Herbatą ziołowa za tych co na i w morzu! Kardiolog Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: Dojrzalosc..... 20.10.15, 23:54 Też mam zamiar przeczytać. Juz pierwsze wpisy sa extra. Odpowiedz Link Zgłoś
bulterier kardiolog 31.10.04, 01:05 myslisz, kardiolog, ze mozna? no..ze mozna jak hitler i goebbels tak po prostu plakac nad przeziebieniem dzieci udajac, ze w auschwitz to tylko taka duza laznia? adolf i eva, urocze. oj, uderzy kiedys bozia po nerkach, oj uderzy. a tak a propos czytales (mathias) ostatnie geo, masz kilkanascie stron na temat jak im tam wypedzonych. Odpowiedz Link Zgłoś
bulterier Re: kardiolog 31.10.04, 01:42 no dobra chlopcy, znudzilo mnie na dzis wasze udawanie, wasze pseudo-umieranie na temat, ktory macie generalnie w dupo.ie. ta wasza psuedo-slusza wrazliwosc, wasze psuedo-wrodzone chrzescijasntwo (nie katolicyzm) i pseudo-agnostyzm a nie ateizm., wasze pseudo-zainteresowanie swiatem, ktory macie w glebokim powazaniu, dopoki nie dziala na wasz uzytek. a ku-tas swiat nie chce. coz za nierostropnosc bloody swiata, jak on moze. jeszcze nadzieja w bin ladenie i jego zywych wystapieniach. a ja? ja mam czas, duzo czasu, wiecej niz wy. ja maaam bardzo duzo czasu . no coz, w zestawie aktorskim "wesela" wyspianskiego nie bedzie obelga jesli zagram stol. drewno , do h.. z drewnem, martwe jest acz zywotne, nie zywsze od sznura i tego zlotego rogu, kto kto byl i go niechcao powedzil. pa kochani! do zobaczenia! wasz ukochany dr frnakenstein (musze nie odtswac od sredniej) b. Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: kardiolog 31.10.04, 11:10 bulterier napisał: > no dobra chlopcy, znudzilo mnie na dzis wasze udawanie, wasze pseudo- umieranie > na temat, ktory macie generalnie w dupo.ie. ta wasza psuedo-slusza wrazliwosc, > wasze psuedo-wrodzone chrzescijasntwo (nie katolicyzm) i pseudo-agnostyzm a nie > > ateizm., wasze pseudo-zainteresowanie swiatem, ktory macie w glebokim > powazaniu, dopoki nie dziala na wasz uzytek. a ku-tas swiat nie chce. coz za > nierostropnosc bloody swiata, jak on moze. jeszcze nadzieja w bin ladenie i > jego zywych wystapieniach. > a ja? > ja mam czas, duzo czasu, wiecej niz wy. > > ja maaam bardzo duzo czasu . > > no coz, w zestawie aktorskim "wesela" wyspianskiego nie bedzie obelga jesli > zagram stol. drewno , do h.. z drewnem, martwe jest acz zywotne, nie zywsze od > sznura i tego zlotego rogu, kto kto byl i go niechcao powedzil. > > pa kochani! > > do zobaczenia! > > wasz ukochany dr frnakenstein (musze nie odtswac od sredniej) > b. Szanowna bulterierko, naucz sie jezyka ojczystego , bo nas- wyksztalconych magistrow- obrazaja Twoje niedociagniecia. To uwaga najwazniejsza. Coz wiecej? Liczylem, ze wreszcie odejdziesz, usypalismy juz z kardiologiem symboliczny grobik, zatknelismy kijek z karteczka: Tu spoczywa nasza nieodzalowana kolezanka bulterierka". Przygotowalismy sie do swiecenia lampek, kardiolog kupil kilka pod cmentarzem zanim jeszcze cala katolicka Polska ruszy wzruszona wspominac poleglych na polu chwaly zycia. W poniedzialek chcielismy Cie oplakac lzami rzewnymi i szczerymi. Tyle przeszlas trudow, tyle zlego niesprawiedliwie Cie spotkalo, poczulismy nawet wyrzutki* sumienia. No coz, bedziemy oplakiwac innych zmarlych. Milej niedzieli M.S. Co do Evy Braun wrzuc na wyszukiwarke, znajdziesz tysiace wpisow, po co kopiowac? Hitler byl calym swiatem Evy Braun, gdy odchodzil , odeszla razem z nim. Kazde dziecko to wie. Ciekawe, czy NPD bedzie palic swieczki Adolfowi w imie "Gott mit uns"? * tak, wyrzutki nie mylic z wyrzutami czy innymi wypryskami rzucajacymi sie na twarz. Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: kardiolog 31.10.04, 11:20 kardiolog, spojrzalem na forum i zaniepokoilem sie pewnym chlopcem forumowym. Nazywa sie m.malone. Byl wczoraj wieczorem na forum (i przedwczoraj tez) i juz od rana znowu jest. Myslisz, ze zjadl chociaz sniadanie? Boje sie pomyslec, ze to moze byc uzaleznienie. Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: kardiolog 01.11.04, 11:14 mathias_sammer napisał: > kardiolog, spojrzalem na forum i zaniepokoilem sie pewnym chlopcem forumowym. > Nazywa sie m.malone. Byl wczoraj wieczorem na forum (i przedwczoraj tez) i juz > od rana znowu jest. > Myslisz, ze zjadl chociaz sniadanie? > Boje sie pomyslec, ze to moze byc uzaleznienie. Forum jest miejscem uzytecznosci publicznej. Kazdy moze tu przyjsc jak np. do.. publicznej toalety. Kazdy tez jest zarzadca wlasnego czasu, wlasnej woli oraz sam decyduje o wlasnym zdrowiu. Wprawdzie powiedziano "mam wolna wole i zadnego wyboru", ale ja akurat nie zgadzam sie z tym powiedzeniem. kardiolog Odpowiedz Link Zgłoś
mathias_sammer Re: kardiolog 02.11.04, 15:39 Wpisalem w sasiednim watku jakies nieznaczace pierdulki, ale forum nie chodzi. Bedzie przerwa:-)))))) Natomiast zauwazylem, ze ludzie jak to zwykle bywa emocjonuja sie tym, co ich nie dotyczy. Tja, nie ma to jak przerost ego nad World Trade Center. Tego drugiego juz nie ma, nie wytrzymalo proby czasu ani mocy cywilizacyjnej. ... . Biedny Kant w grobie przekreca swoje kosci. A moze tylko prochy przesypuja sie z jednej strony trumny na druga..? Biedny, biedny Kant... M.S. Odpowiedz Link Zgłoś
kardiolog Re: kardiolog 01.11.04, 11:11 To fakt, "znamy sie tyle na ile nas sprawdzono". Jesli chcesz wyrabiac "srednia" to baw sie dobrze. kardiolog Odpowiedz Link Zgłoś