Dodaj do ulubionych

Dojrzalosc.....

    • kardiolog lektura nie-obowiazkowa 08.11.04, 18:00
      catv.retsat1.com.pl/aleksandramospinek/ola%20kala/favourites/szesc_dni_kacetu.htm
      • mathias_sammer Re: lektura nie-obowiazkowa 08.11.04, 18:16
        kardiolog napisał:

        > catv.retsat1.com.pl/aleksandramospinek/ola%20kala/favourites/szesc_dni_kacetu.htm

        A teraz panie prosza panow czyli bialy walc z jedna wolta.

        Kardiologu, nie bede juz dzis sledzil Twoich wpisow, zreszta wiesz, ze i ja
        musze popisac gdzie indziej, wychodze z netu. Z tego co czytam odwracasz uwage
        od jadra i probujesz skoncentrowac sie,jak zwykle, na Zimbardo. Zimbardo
        dzialal jak dotad doskonale, jesli wciaz zadziala oznaczac bedzie, ze wciaz
        pociagasz za wszystkie sznurki.
        Nie mnie osadzac co na koncowkach uwiazano..
        Mnie tam na pewno nie ma.

        M.S.

        • kardiolog Re: lektura nie-obowiazkowa 08.11.04, 20:13
          Czesc Mathias, to znowu ja.
          Popracowalem intensywnie w archiwach, sprawdzalem Twoje koneksje i "ruchy
          realne". I znow, gdyby nie fakt, ze mnie widzisz od dobrych ilus tam minut nie
          uwierzylbym, ze Ty to Ty. Przemykam cichcem a widze na sobie zawieszony wzrok.

          Gdybym mial zamiar przylac Ci w gebe (a nalezy sie- zrobie to przy najblizszej
          okazji- polecam nosic zawsze przy sobie chu.jsteczki marki "Tempo") to nie moge
          dopasc Cie w domu. Slad zostaje zrecznie zatarty. Gdybym naslal policje na
          Ciebie, nie uwierza. Juz wtedy powinienem byl zaczac myslec, gdy pisales o
          Heglu w kontekscie Schopenhauera.. Juz wtedy- kardiologu- Ty glupcze!
          Gratuluje, pieknie utkana pajeczyna wlasnego powodzenia.

          Masz tak duza przewage, ze rozumiem Twoj smiech i komentarz, iz niektorzy
          powinni "macac kurki" a nie brac sie za polityke. Wlosy stoja mi deba, jeszcze
          chwile stan ow potrwa.
          Zakpiles ze wszystkich Mathiasie. Nieprawdopodobnie.
          No prosze, a taki bylem juz znudzony :)
          kardiolog

          P.S. Masz jednak dwa slabe punkty :))))
          • kardiolog Re: lektura nie-obowiazkowa 08.11.04, 20:48
            Przeczytalem, zabrzmialo madrze i popedzilem dalej porzucajac mysli. Wracam
            jeszcze raz do tekstu, zreszta, Mathiasie, sam prosiles o kilkukrotne
            wglebienie sie:
            Niemoznosc ontologicznego dowodu istnienia Boga.

            (...) /Istnieje wszak, powiadacie/ jedno i tylko jedno pojecie, w ktorym
            nieistnienie lub usuniecie jego przedmiotu jest samo w sobie sprzeczne, a jest
            nim pojecie istoty najrealniejszej (z wszystkiego). Istota ta, powiadacie,
            posiada wszelka realnosc- i jestescie uprawnieni do przyjecia takiej istoty za
            mozliwa (na co wyrazam na razie swa zgode, jakkolwiek pojecie w sobie
            niesprzeczne bynajmniej nie udowadnia jezcze mozliwosci przedmiotu). Otoz
            wszelka realnosc zawiera takze istnienie (Dasein), a wiec istnienie lezy w
            pojeciu tego, co mozliwe. Jezeli przeto rzecz ta zostanie usunieta, to zostanie
            usunieta wewnetrzna mozliwsoc rzeczy, co stanowi juz sprzecznosc.

            Odpowiadam: _ Popelniliscie juz sprzecznosc_, gdy _ w pojecie rzeczy_, ktora
            chcieliscie pomyslec jedynie jako mozliwa, _wprowadziliscie juz_, chocby pod
            ukrytym imieniem, _pojecie jej istnienia_. Jezeli sie na to zgodzimy, to na
            pozor wygraliscie sprawe, w rzeczywistosci jednak nic nie powiedzieliscie:
            popelniliscie bowiem tylko prosta tautologie. Pytam was, czy zdanie: ta lub owa
            rzecz (co do ktorej zgadzam sie, ze jest mozliwa, bez wzgledu na to, czym by
            byla) istnieje- czy zdanie to, powiadam, jest zdaniem analitycznym, czy
            syntentycznym? (Jak znajde czas w tym tygodniu to dorzuce dla lepszego
            rozumienia "O sadach analitycznych i syntetycznych"- luzny dopisek M.S.)
            Jezeli jest pierwszym z nich, to _przez istnienie rzeczy nic nie dodajecie do
            naszej mysli o tej rzeczy_, ale wowczas albo mysl, ktora jest w was, musialaby
            byc sama ta rzecza, albo tez zalozyliscie istnienie jako przynalezne do
            mozliwosci,a potem wywnioskowaliscie istnienie rzekomo z mozliwosci
            wewnetrznej, co nie jest niczym innym jak nedzna tautologia Slowo "realnosc"
            (Realität), ktore w pojeciu rzeczy inaczej brzmi niz "istnienie" (Existenz) w
            pojeciu orzeczenia, niczego tu nie zmienia. Albowiem, jezeli nawet wszelkie
            uznawanie w istnieniu (das Setzen) niezaleznie od tego, co w istnieniu
            uznajecie, nazywacie realnoscia, to juz w pojeciu podmiotu uznaliscie w
            istnieniu i za rzeczywista przyjeliscie rzecz ze wszystkimi jej cechami, zas w
            orzeczeniu juz tylko to powtarzacie. Jezeli zas przyznacie, jak to slusznie
            musi przyznac kazdy rozumny czlkowiek, ze kazde zdanie egzystencjalne jest
            syntetyczne, to jakze chcecie wtedy twierdzic, ze orzeczenie przyznajace
            istnienie nie da sie bez sprzecznosci uchylic- zaleta ta bowiem przysluguje
            swoiscie tylko zdaniom analitycznym, ktorych charakter wlasnie na tym polega.
            (...)

            _"Istnienie" nie jest oczywiscie realnym orzeczeniem_, tzn. pojeciem czegos, co
            moze dolaczac sie do pojecia pewnej rzeczy. _ Jest ono jedynie uznaniem w
            istnieniu (Position) pewnej rzeczy lub pewnych wlasnosci samymch w sobie_. W
            logicznym uzyciu jest to jedynie copula w pewnym sadzie. Zdanie: "Bog jest
            wszechmocny" zawiera dwa pojecia, ktore posiadaja swoj podmiot "Bog"
            i "wszechmoc". Slowko "jest" nie jest jeszcze ponadto jakims orzeczeniem, lecz
            jest tylko tym, co odnoszac orzeczenie do podmiotu przyznaje mu je. Jezeli tedy
            biore podmiot (Boga) wraz ze wszystkimi jego orzeczeniami (Praedikate) (do
            ktorych nalezy i wszechmoc) i powiadam "Bog istnieje" (Gott ist) lub
            tez "istnieje jakis Bog" (es ist ein Gott), to nie dodaje zadnego nowego
            orzeczenia do pojecia Boga, lecz tylko uznaje w istnieniu podmiot sam w sobie
            ze wszystkimi jego orzeczeniami, a mianowicie podmiot w jego stosunku do mego
            pojecia: Obydwa musza zawierac calkiem dokladnie to samo, i do pojecia, ktore
            wypowidada te mozliwosc, nie moze sie przeto nic dolaczyc dzieki temu, ze mysle
            o jego przedmiocie jako o bezwzglednie danym (przez wyrazenie:on jest). _ I w
            taki to sposob to, co rzeczywiste, nie zawiera nic wiecej niz to, co jedynie
            mozliwe_ . Sto rzeczywistych talarow nie zawiera nic wiecej niz sto mozliwych
            (..)

            Immanuel Kant "Krytyka czystego rozumu"
            BKF, Warszawa 1957, t.II, s.337-344; przeklad: Roman Ingarden
            • kardiolog lektura OBOWIAZKOWA 08.11.04, 20:48
              Nie zmienilem tytulu, do ponizszego tekstu.
    • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 08.11.04, 22:04
      Mathiasie,
      przemyslalem kwestie i oto wnioski:


      Piszac obszerniej na wczesniej omawiany temat musialbym zahaczyc o Twoje zycie
      w swiecie rzeczywistym, a nie skonstruowanym tutaj matrixie. W zwiazku z
      pewnymi niescislosciami w zyciorysie mogloby powstac niezle zamieszanie
      odbijace sie negatywnie na sferze, na ktora uczestnicy forum wirtualnego nie
      maja prawa wplywac. Zlota i glowana zasada bytu netowego odnoszaca sie do
      _nietykalnosci osobistej_ (tj w tym wypadku dobr ustanowionych poza monitorem)
      musi odnosic sie do kazdego uczestnika. Mam nadzieje, ze w nowych dla mnie i
      Ciebie okolicznosciach nie zapomnisz o zasadach i regulaminie.

      Niezaleznie od posiadanej przeze mnie wiedzy winny jestes ufundowania dla mnie
      nagrody. To raz.
      Zdajesz sobie sprawe, ze moj stosunek do Ciebie ulegnie calkowitej zmianie. To
      dwa.
      I teraz najwazniejsze: zdajac sobie sprawe, ze ktos zdecydowal sie uszanowac
      Twoja prywatnosc sam z siebie nabierzesz wiecej szacunku dla osob pisujacych w
      necie. To moje zyczenie, nie chcialbym by bylo traktowane jako przymus lecz
      dobra wola.

      Do Ciebie to juz wszystko na dzisiaj.

      kardiolog

      PS. Ja nie jestem i nie bede morderca.
      • komandos57 pompiarz 08.11.04, 22:09
        kardiolog napisał:

        xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
        piszesz duzo.a gdzie merytum twojego bzdeta?ze oni to oni,ale ty......A bycie
        seksuologem to twoje hobby?prosilem cie o rade.pompa mnie boli
        • bulterier Re: pompiarz 09.11.04, 10:18
          komandos57 napisał:

          > kardiolog napisał:
          >
          > xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
          > piszesz duzo.a gdzie merytum twojego bzdeta?ze oni to oni,ale ty......A bycie
          > seksuologem to twoje hobby?prosilem cie o rade.pompa mnie boli

          obawiam sie, ze bedziesz ostatnim, ktory zgasi swiatlo w "dojrzalosci"
          b.
      • bulterier Re: Dojrzalosc..... 09.11.04, 10:17
        kardiolog napisał:

        > Mathiasie,
        > przemyslalem kwestie i oto wnioski:
        >
        >
        > Piszac obszerniej na wczesniej omawiany temat musialbym zahaczyc o Twoje
        zycie
        > w swiecie rzeczywistym, a nie skonstruowanym tutaj matrixie. W zwiazku z
        > pewnymi niescislosciami w zyciorysie mogloby powstac niezle zamieszanie
        > odbijace sie negatywnie na sferze, na ktora uczestnicy forum wirtualnego nie
        > maja prawa wplywac. Zlota i glowana zasada bytu netowego odnoszaca sie do
        > _nietykalnosci osobistej_ (tj w tym wypadku dobr ustanowionych poza monitorem)
        > musi odnosic sie do kazdego uczestnika. Mam nadzieje, ze w nowych dla mnie i
        > Ciebie okolicznosciach nie zapomnisz o zasadach i regulaminie.
        >
        > Niezaleznie od posiadanej przeze mnie wiedzy winny jestes ufundowania dla
        mnie
        > nagrody. To raz.
        > Zdajesz sobie sprawe, ze moj stosunek do Ciebie ulegnie calkowitej zmianie.
        To
        > dwa.
        > I teraz najwazniejsze: zdajac sobie sprawe, ze ktos zdecydowal sie uszanowac
        > Twoja prywatnosc sam z siebie nabierzesz wiecej szacunku dla osob pisujacych
        w
        > necie. To moje zyczenie, nie chcialbym by bylo traktowane jako przymus lecz
        > dobra wola.
        >
        > Do Ciebie to juz wszystko na dzisiaj.
        >
        > kardiolog
        >
        > PS. Ja nie jestem i nie bede morderca.

        ++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
        kardiologu,
        "gdy niewiadomo o co chodzi chodzi na pewno o pieniadze"..?
        przeczytalam wczorajsza dyskusje, kilkakrotnie obejrzalam linki.
        pierwszy raz od kilku lat nie spalam cala noc.
        jezeli oczekuje sie od innych aby przestrzegano zasad (regulaminu) trzeba
        samemu postawic sie za wzor, prawda? inaczej wszystkie wypowiedziane slowa
        straca na znaczeniu. dla zasady stajemy sie zakladnikami wlasnych wartosci,
        lamiac je wymierzymy cios w siebie samych i nasze przekonania.kardiologu,
        niejednokrotnie brakowalo mi sil i checi, zalewala zlosc, robilam przerwe, aby
        jednak znow stanac na kretynskim posterunku nr 13. tak, tak wiem "co nas nie
        zabije to nas wzmocni". zatem silniejsza, "wzmocniona" walczylam z lepperami,
        giertychami, hipokryzja, slaboscia ludzka godzaca w honor. wydawalo mi sie, ze
        musze tak wlasnie czynic. czasami bezsilna, nieraz radosnie wypelniona
        poczuciem dobrze wypelnionej misji, zadowolona z wlasnej.. jakze dzis uludnej
        donkiszoterii.

        przez caly czas tak wlasnie mnie sie wydawalo.

        i nagle koniec. totalna porazka. kilkuletnia walka nie miala najmniejszego
        znaczenia. i nie chodzi tu tylko o mnie choc i ja stalam sie czescia
        mechanizmu, ktory na koncu okazal sie petla zarzucona na szyje.

        dosc samobojstw, dosc wirtualnego umierania, dosc slow o odchodzeniu, by
        ponownie za dni kilka wrocic. ten caly cyrk tez juz nie ma znaczenia, nie ma
        znaczenia walka o poglady, nie ma juz znaczenia psudo-umieranie. kiedy mathias
        pisal o czwartym wymiarze juz wtedy mial racje, sam jeszcze biedak nie wiedzial.
        kardiologu, moje zdania pisane sa bardzo chaotycznie, wiem, po wystukaniu
        kazdego robie przerwe, nie pozostawiam wielokropkow.
        czuje sie jak "okret trafiony i zatopiony", od lat nie czulam sie tak podle.
        czy w przyszlosci moje pisanie na forum bedzie mialo jakiekolwiek znaczenie?
        nie wiem, nie mysle w tej chwili o tym. wiem tylko jedno: sa grzechy, ktorych
        nie sposob wybaczyc. nie wiem, czy bede jeszcze kiedykolwiek potrafila
        rozmawiac z mathiasem...

        to wszystko kardiologu. musze zajac sie praca. swoj dzisjeszy dzien zaczynam od
        wpisania ponizszego tekstu i wykasowania gazety wyborczej z ulubionych stron.

        bulterier

        moze to egoizm, moze rzeczywista troska o drugiego czlowieka... jezeli mnie -
        osoby stojacej od dawna tak daleko od "srodka ciezkosci"- przybijaja informacje
        tak dalece , jakie spustoszenia moglyby poczynic joannie51..?
        joanna51 nie pisze od dawna, wiem, ze gdyby przeczytala te slowa nie byloby jej
        przyjemnie, byc moze poczulaby sie w opisywanej sytuacji wykorzystywana?
        pytania o kpine czy niezrecznosc beda mniejszym zlem. i ja nie moge inaczej.
        musialam jednak napisac co JA o calej sprawie mysle i co czuje.
        boli, chyba wiec jeszcze zyje...
        zegnam sie juz. nie zycze milego dnia, ten dzien nie bedzie mily, ale jutro
        juz, wierze, zaswieci slonce, moze pojutrze. potem beda swieta i wiosna.
        i znow jak co roku zakwitna biale bzy...
        • 100krotki Re: Dojrzalosc..... 09.11.04, 10:46
          bulterier napisał:

          > swoj dzisjeszy dzien zaczynam od
          >
          > wpisania ponizszego tekstu i wykasowania gazety wyborczej z ulubionych stron.
          >
          > bulterier
          >

          w tym momencie....
          czy jest tu więcej takich "dojrzałych" którzy GW ustawiają sobie jako "ulubiona
          strona" a nie jako..."strona do pracy"?

          bulterierko

          odróżniasz zapach bzu białego od liliowego?
          bo ja rozróżnię dopiero jak otworzę oczy
        • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 10.11.04, 09:46
          Czesc bulterier,
          rozumiem Twoj stan duszy, rozumiem niejako stan wlasnej. Zdolny jestem nawet
          pojac ile dla najwiekszego spiocha w calym miescie znaczy jedna nieprzespana
          noc. Mam jednak nadzieje, ze jedna zarwana noc jaskolki;) nie czyni i w
          nastepna czyli poprzednia runelas juz niczym susel smacznie pochrapujac staremu
          do ucha.
          Nie trzeba byc zakladnikiem wlasnych zasad, by zyc zgodnie z nimi.

          Jednak zamykanie oczu na trwajace wciaz oszustwo w sytuacji, gdy poznalo sie
          prawde, jest rowniez lamaniem zasad, prawda?

          Dlatego mam alternatywna propozycje nie do odrzucenia.

          Albo ja spotkam sie z Matthiasem Sammerem (imie przez "tt", sprawdze tylko
          gdzie i kiedy gra zespol ze Stuttgardu) albo Ty- bulterierko spotkasz sie ( w
          realu) z czlowiekim znanym Tobie jako mathias_sammer (przez jedno "t").

          Jezeli zaden z mathiasow nie przyjmie zaproszenia na spotkanie wowczas
          proponuje dwa wyjscia:
          1. nalezy powiadomic wirtualnegeo mathiasa o koniecznosci opuszczenia przez
          niego forum(s). Z chwila przyjecia przez niego naszego ultimatum oboje
          przestajemy z nim korespondowac. Jesli wylamiesz sie z ukladu (bo np. dostajesz
          na jego widok pikawy) bedziesz mogla miec pretensje wylacznie do siebie i
          wszelkie zlo, ktore spotka Cie w przyszlosci zostanie Tobie zaserwowane na
          wlasne zyczenie przy calkowitym rozgrzeszeniu sprawcy.
          2. jezeli wirtualny mathias nie wycofa sie z uczestnictwa na forum wlasciwym
          bedzie spotkac poza netem i wyjawic prawdziwa tozsamosc. Zaproponuje takie
          miejsce, abys w ciagu godziny mogla naocznie skonfrontowac moje slowa.

          Radze przemyslec powaznie moja propozycje. Znacie mnie juz troszke. Nie boje
          sie podejmowac niewygodnych dla siebie decyzji.



          OSZUSTWU MOWIE: NIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

          kardiolog


          • 100krotki Re: Dojrzalosc..... 10.11.04, 09:54
            kardiolog napisał:

            > Nie boje
            > sie podejmowac niewygodnych dla siebie decyzji.
            >
            >
            >
            > OSZUSTWU MOWIE: NIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
            >
            > kardiolog
            >
            >

            jeśli to prawda, to to jest DOJRZAŁOŚĆ

            moje gratulacje Kardiologu
            • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 10.11.04, 10:14
              Tak, 100krotki ,mam nadzieje, ze dotyczy wszystkich uczestnikow watku..
              .........

              Bulterierko, teraz musze juz isc, ale take your time. Nie podejmuj
              (jakiejkolwiek) decyzji zbyt pochopnie. Przemysl wszystkie "za" i "przeciw".

              Gdybys uznala koniecznosc mojego poslannictwa mowa jest i tak o przyszlym roku.

              Na jedno zwracam jeszcze uwage. Niech nie zawiedzie Cie tym razem Twoja kobieca
              intuicja. Kieruj sie zasada: "umiesz liczyc- licz na siebie" i tak podejmuj
              decyzje- wylacznie z mysla o sobie i swojej przyszlosci. O mnie sie nie martw,
              poradze sobie.

              Nie jestem Twoim przyjacielem, ale nie jestem tez wrogiem. Nie zapomnij o tym
              prosze.

              Kim bedzie dla Ciebie mathias_sammer- czas pokaze.

              Kazda z osob otrzymala propozycje, kazda ma wybor. Mathias rowniez.

              Musze teraz juz pozegnac sie,
              zycze dobrego dnia
              kardiolog
              • mathias_sammer oto moje oswiadczenie 10.11.04, 10:45
                Kardiolog, ty glupi c.h.u.ju. Klasy nie masz, w ogole nie masz pojecia o czym
                mowisz.
                Wcale ku.r.w.a. nie denerwuje sie twoimi slowami, gnojku. Wcale a wcale. Nie
                mam nic do ukrycia.

                Chyba nie sadzisz, ze bulterierka tobie uwierzy, chyba wyraznie powiedziala co
                mysli o tobie doktorku z bozej laski i gdzie twoje miejsce. Przez ciebie cale
                to zamieszanie, nie pchaj sie tam, gdzie cie nie chca.

                Uwazaj! Wykoncze cie psychicznie gnojku.


                A teraz konkrety: z toba nie spotkam sie w zyciu! Nie musisz wydawac ani
                zlotoweczki na mnie, kup lepiej lody dzieciom.

                Spotkam sie natomiast z bulterierka, ze mna juz nie rozmawiaj. Nie zycze sobie
                biedaku odrzucony, zapomniany, niechciany. Ty przybledo, ty..!

                M.S.
                • kardiolog Re: oto moje oswiadczenie 10.11.04, 11:52
                  mathias_sammer napisał:

                  > Kardiolog, ty glupi c.h.u.ju. Klasy nie masz, w ogole nie masz pojecia o czym
                  > mowisz.
                  > Wcale ku.r.w.a. nie denerwuje sie twoimi slowami, gnojku. Wcale a wcale. Nie
                  > mam nic do ukrycia.
                  >
                  > Chyba nie sadzisz, ze bulterierka tobie uwierzy, chyba wyraznie powiedziala
                  co
                  > mysli o tobie doktorku z bozej laski i gdzie twoje miejsce. Przez ciebie cale
                  > to zamieszanie, nie pchaj sie tam, gdzie cie nie chca.
                  >
                  > Uwazaj! Wykoncze cie psychicznie gnojku.
                  >
                  >
                  > A teraz konkrety: z toba nie spotkam sie w zyciu! Nie musisz wydawac ani
                  > zlotoweczki na mnie, kup lepiej lody dzieciom.
                  >
                  > Spotkam sie natomiast z bulterierka, ze mna juz nie rozmawiaj. Nie zycze
                  sobie
                  > biedaku odrzucony, zapomniany, niechciany. Ty przybledo, ty..!
                  >
                  > M.S.

                  Szanowny kolego,
                  pozwol, ze zwiezle odpowiem:
                  - pisz o filozofii, psychologii, matematyce, polityce, ksiazkach, muzyce etc.,
                  tylko nie pisz prosze o klasie ( i mam tu bynajmniej nie klase w szkole
                  podstawowej na mysli);
                  - ciesze sie, ze moje posty nie wywoluja agresji. Gdyby tak bylo musialbym
                  siegnac do materialow , tym razem kolegow Zimbardo. Czy jest sens? Nie bardzo,
                  gdy checi brak;
                  - odnosnie naszego spotkania. Jezeli taka jest Twoja odpowiedz na moja
                  dzisiejsza propozycje- przyjmuje. Dla mnie nawet lepiej. Dlaczego? Chocby ze
                  wzgledu, jak napisales, na mozliwosc przeznaczenia funduszy dla moich
                  dzieciakow. Zywie jedynie nadzieje , ze spotkanie z bulterierka nie odbedzie
                  sie za dwadziescia lat lecz niebawem. W ten sposob wyrazisz prawdziwa,
                  wczesniej deklarowana chec poznania, udowodnisz powazne zamiary oraz okazesz
                  szacunek jaki masz dla jej osoby, mimo uprawiania niekiedy przez
                  nia "bulterierki" (=woltyzerki).

                  I jeszcze- wybacz kolego, ale to kiedy ja bede zagladac na forum zalezy nie od
                  Ciebie tylko ode mnie. Acha, zapomnialbym na koniec. No coz, jesli bardzo
                  pragniesz mnie wykonczyc to probuj. Nie zapomnij o jednej ulubionej przeze
                  zasadzie "rzeczy powtarzane traca na znaczeniu". Musisz zatem zastosowac nowe
                  metody. Niech moc bedzie z Toba , gdyby Cie jednak opuscila to nie przejmuj
                  sie. Zawsze znajda sie inni, na ktorych bedziesz mogl "odbic sie........".

                  Co do bulterierki- napisalem juz wczesniej.

                  Na razie!
                  kardiolog
              • bulterier Re: Dojrzalosc..... 10.11.04, 17:07
                czesc doktorku z bozej laski

                lepiej mi dzisiaj wiec nie martw sie o mnie. za troske jednak dziekuje, w
                uklady z nikim nie wchodze a juz zwlaszcza z toba. oczywiscie, ze pomysle o
                sobie, o tobie tez pomysle kiedy bedziesz na urlopie- czy mozesz podac
                szczesliwa date twojego wyjazdu?
                co do meritum: yyyy, nie wiem jeszcze, musze sie zastanowic. nie, chyba nie
                spotkam sie z mathiasem. nie wypada przeciez zebym za nim po boisku biegala i
                to do tego jeszcze w jakims sztutgarcie. do wloch:) mam blizej, ale do
                sztargardu to troche za daleko i za drogo. poza tym, nasza znajomosc jest
                wylacznie internetowa, kazdy wpada kiedy chce i pisze o czym chce, potem
                naciska guzik "wylacz" i przenosi sie do realnego zycia. nie chce mieszac dwoch
                swiatow, dobrze mi tak jak jest, lubie internet i nie widze nic zlego w pisaniu
                ani rozmawianiu z mathiasem.
                zreszta ja go lubie. jest mily, romantyczny, rzeczowy, niekiedy ladnie pisze.
                wystarczy mi tyle. poza tym mysl o spotkaniu troche przeraza. pomysl moze on
                jest psychopata, zamknie mnie w wiezy, przykuje lancuchami i krzywde zrobi?
                albo co gorsza do slubu zaciagnie a ja taka nieprzygotowana jestem.. nie
                wiem... nie..chyba nie... sama juz nie wiem...

                a ty chcesz z nim spotkac sie, gdy on nie ma ochoty wiecej cie ogladac?
                bulterier
                • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 10.11.04, 17:43
                  Hej,
                  widzialem Twoj post, odpisalem, ale telefon mnie przygwozdzil. Post zgubilem,
                  niestety niecelowo.
                  Musze juz isc, to co wczesniej napisalem nie weszlo. Postapisz tak jak bedziesz
                  uwazala za stosowne, absolutnie uszanuje Twoj wybor.

                  Ja postapie rowniez podobnie..

                  kardiolog
                • 100krotki Re: Dojrzalosc..... 10.11.04, 19:10
                  bulterier napisał:

                  > czesc doktorku z bozej laski
                  >
                  > nie chce mieszac dwoch
                  >
                  > swiatow,

                  nie istnieje coś takiego jak "nie mieszanie" jakiś tam światów na ziemi
                  po prostu nie zdajesz sobie z tego sprawy i pisząc tak...chyba jednak nie
                  jesteś w pełni DOJRZAŁA, a jedynie masz takie złudzenie bo nie odbiegasz od
                  pewnej ustalonej normy
                  klik guziczkiem-jestem
                  klik guziczkiem-nie ma mnie
                  to małe dzieci tak myślą jak się bawią w chowanego
                  a ty, bulterierko, tak bez zastanowienia tak tu napisałaś
                  klik-matias jest
                  klik-matiasa nie ma
                  a ja widzę, czytam, że ktoś taki jest-nawet jeśli tylko w mojej głowie
                  czy na moim monitorze
                  monitor jest jak najbardziej realny
                  i wiem, że to nie krasnoludki siedzą w środku niego
                  ktokolwiek klika po drugiej stronie, to NA PEWNO w pewien sposób jest realny i
                  w materii nawet jak zmyśla sobie nowe krasnoludki czy trolle czy gnomy czy
                  bulterierki



                  > dobrze mi tak jak jest, lubie internet

                  też lubię internet
                  nieoceniona kopalnia wiedzy
                  wystarczy natrafić na....
                  ale ponoć milczenie też jest złotem

                  pozdrawiam
              • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 12.11.04, 12:37
                W oparciu o Wasze dyskusje pozwole sobie na szersze podsumowanie korzystajac ze
                slow osob lepszych ode mnie- tym samym zamykajac moj udzial w temacie:

                ramzes.umcs.lublin.pl/users/teodor/index.html

                Milego weekendu.
                M.S.
                • kardiolog Re: Dojrzalosc..../.mathias 15.11.04, 11:10
                  mathias_sammer napisał:

                  > W oparciu o Wasze dyskusje pozwole sobie na szersze podsumowanie korzystajac
                  ze
                  >
                  > slow osob lepszych ode mnie- tym samym zamykajac moj udzial w temacie:
                  >
                  > ramzes.umcs.lublin.pl/users/teodor/index.html
                  >
                  > Milego weekendu.
                  > M.S.


                  Mathias,
                  rozumiem, ze uprawiasz relatywizm moralny w kwestii przemocy. Tyle z mojej
                  strony na ten temat. Jedna z zalet (byc moze jedyna) watku "dojrzalosc" jest
                  nie-informowanie czy interpretacja jest wlasciwa i podaza w oczekiwanym
                  kierunku. Doskonale wiesz, ze zawsze zamieszczane slowa nie sa kluczem, lecz
                  reakcje adresata lub "nozyczek lezacych na stole"...

                  Jezeli nie myle sie ( a wiesz, ze chcialbym) powinienem zrozumiec, ze decyzja o
                  ujawnieniu Twojej tozsamosci zostala przez Ciebie juz podjeta.
                  Nie spotkamy sie (pomijam juz Twoj wlasny komentarz w tym watku:-))))), czemu
                  mialaby sluzyc ta wymiana oprocz wreczenia na poczatku rozmowy
                  chusteczek "tempo"?
                  Dyskusja o motywacji, celach? Sam przyznasz, ze w Twoja historia zycia nie
                  rzadzi przapadek.
                  Podajesz, ze spotkasz sie bulterierka, choc nie okreslasz daty, a raczej
                  okreslasz dosc mgliscie. Rownie dobrze pamietne dla potomnosci forumowej
                  wydarzenie moze miec miejsce za lat 10 lub 20. Przez ten czas, wnioskuje,
                  zamierzasz pisywac dalej na forum. Dopoki beda z Toba rozmawiac, dopoty nie
                  widzisz powodu ustapienia ze stanowiska i placu boju. Przeciez Ty nie zlozysz
                  broni. Nie unikasz potwierdzenia owego faktu. Co gorsza podkreslasz
                  swiadomosc, ze nie mylisz sie..

                  No coz , mathiasie.. latwo pozbierac porozrzucane wnioski. Nic nie zmieni sie
                  na forum w Twoich kontaktach z innymi. Jedynym novum jest nasza wspolna wiedza
                  kim jestes Ty, rzeczywisty istniejacy, zywy organizm po drugiej stronie ekranu.

                  Ciesze sie, ze nie zapytasz mnie o moje decyzje.
                  Przyszlosc przyniesie odpowiedz.

                  kardiolog
                  • Gość: gf Re: Dojrzalosc..../.mathias IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.04, 12:16
                    podczytuje Was z rosnacym zdumieniem...
                    • bulterier Re: Dojrzalosc..../.mathias 16.11.04, 13:11
                      hehehehe...
                      czytam was od dobrych kilku minut i posikuje ze smiechu na owlosione lapy. przy
                      okazji dzieki za rozrywke..ech rozmarzylam sie:))))
                      jak tam powyciagne trupy z szafy:))))???:)))))

                      student.uci.agh.edu.pl/~bernacek/w-nowel.html

                      lezka w oku sie kreci:)))))

                      mathias, wlaczaj nawigacje hehehehe, ino c..hybko.
                      ech, gdyby czlowiek byl madrzejszy przed laty...to nie mialby dzis takiej
                      rozrywki. ale co sie odwlecze to nie wyciecze. :)))))))

                      fortuna...kolem sie toczy...

                      a tak przy okazji to o kim dyskutujecie? :))))

                      yes! jak to jest w twoim jezyku goebbels: ike bin unsterblich:))))))))))

                      bulterier
                  • bulterier Re: Dojrzalosc..../.mathias 16.11.04, 13:35
                    te..dochtorek z bozej laski:)))
                    przegladam wlasnie archiwum X dojrzalosci waszemi oczmi, wolno chodzi niestety
                    (przeladowanie:))) i widze, ze nie tylko mathias ciosal mi kolki na fryzurze,
                    ale i doktorek pieknie mu wtorowal.
                    zapomnialam wczesniej powiedziec, ze sobie juz kiedys poczytalam goebellsa i
                    doktorka mengele w dueciku:)))))) tzn kilka miesiecy temu.
                    gdybym podczas chrztu wiedziala, ze krystusik zmartwych-wstanie to
                    poprosilabym, zeby mnie nie woda a winkiem polewano i to..prosto do ust...moze
                    zostalaybm aniolkiem albo dzieciateczkiem z jezus i maryji? a tak..biedna ja,
                    samotna, pojde wiersz na nromantyke zamiescic lub poczytac menika na ft:)))

                    a tak przy okazji, licytujecie sie jeszcze, ktory z was jest lepszym
                    czlowiekiem?
                    obaj jestescie dobrzy:) i spotkacie sie w niebie, ale dopiero za chwile. poki
                    co poczytajmy ksiazki dzieciom, 20minut obowiazkowo przed snem:))))))
                    bulterier
                    • bulterier Re: Dojrzalosc..../.mathias 16.11.04, 14:32
                      z tego wszystkiego zapomnialam o najwazniejszym czyli dlaczego dzis jestem na
                      forum! kolejny szok /trzeci lacznie/ w calej mojej forumowej karierze.

                      wczoraj otrzymalam list od niejakiej kowianeczki (rozmawialam z nia na tematy
                      tzw. zyciowe). okazalo sie, ze jej kolezanka bedaca w czasie rozwodu (k. pisala
                      o tym gdzies ) trafila na forum gazety. kolezanka wybiera oczywiscie tematy ja
                      wielce interesujace czyli wiadomo jakie. kowianeczka wystapila do mnie z
                      pytaniem czy dobrze bedzie jesli sobie jej kolezanka popisze na GW. podobno ona-
                      ta kolezanka- wspomniala "wiem dlaczego uczestniczenie na forum wciaga", jest
                      tez bardzo samotna . acha, ktos juz interesuje sie jej losem, stad koniecznosc
                      prowadzenia dalszych konwersacji.
                      no coz, bardzo powaznie przejelam sie historia kolezanki kowianeczki, dlatego
                      poprzegladalam archiwum, by znalezc jej wpisy a przy okazji przejrzalam wasze
                      baje:)

                      bede cie miec mathias na oku (na wszelki wypadek). jako, ze wybieram sie w
                      okolice zamieszkania kowianeczki poprosilam o spotkanie obie panie. poki co,
                      nie bede jej powstrzymywac w pisaniu, ale gdyby okazalo sie juz konieczne to
                      dam jej wirtualny kluczyk do rozumienia problemow:)

                      bulterier
                      ps nic do ciebie w tej kwestii nie mam tylko informuje chuchakac na zimne

                      bye!
                    • kardiolog Re: Dojrzalosc..../.mathias 16.11.04, 15:42
                      bulterierko :-
                      )))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
                      :-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
                      :-))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
                      :-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
                      :-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

                      szacuneczek! :-)

                      i zupelnie z innej beczki, mam nadzieje, ze poinformowalas kolezanke kolezanki,
                      zeby dala sobie spokoj.

                      a ja bede mial pieeeeeekny urlop
                      :-))))))
                    • kardiolog Re: Dojrzalosc..../.mathias 16.11.04, 15:59
                      Bulterierko, czy ja aby Cie nie przeceniam? :-)
                      Myslalem, ze nalezysz do Ligii Mistrzow.
                    • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..../.bulterier 17.11.04, 11:51
                      Z reguly rezerwuje 15 minut na czytanie. Zreszta nie ma znaczenia w ktorym
                      momencie skonsumuje teksty, maja z boku licznik czasowy i date obecnosci.
                      Mam ogromny sentyment do Ciebie, sam niekiedy dziwie sie dlaczego. A moze
                      wiem..?
                      W kwestii wiarygodnosci i sportu a raczej jazdy konnej.
                      Wybacz, nie jest wiarygodna osoba, ktorej jedyna reakcja na czyjas dyskusje
                      jest rechot. Za chwila moge z Ciebie rechotac, zycie bywa dosc przewrotne. Mam
                      nadzieje, ze tak nie bedzie, o klasie kardiologa wszak mowa. Naprawde polecam
                      unikac takich sytuacji jak powyzsza- wypadniesz korzystniej.
                      Ty i kardiolog jezdzicie (podobno) konno. Slyszalem wiele na temat siodel,
                      jazdy na lonzy lub bez , toczkach, bryczesach, dosiadach, trzymaniu paskow od
                      paszczy konskiej. Zadne z Was jednak nie napisalo, ze siedzac na koniu trzeba
                      by wyprosotwanym.. Byc moze trenowaliscie tylko jazde na wysigowych koniach w
                      pozycji jokeja..? ÜPolecam taka postawe, znakomia na kregoslup. Tak tylko
                      dodaje, nie znam sie, oglad z pozycji stajennego spod boksu.

                      Klaniam sie rowniez,
                      M.S.
                      Tym razem musze rzeczywiscie juz isc, ale nie radze mi wierzyc. To tylko net,
                      forum.
                  • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..../.mathias 17.11.04, 11:20
                    Kardiologu,
                    moj drogi chlopcze: zglupiales juz do reszty- a tak dobrze sie zapowiadales .
                    Dlaczego uwziales sie na mnie? Kompletnie nie rozumiem Cie. Zakonczmy wreszcie
                    dyskusje o mojej tozsamosci, OK?
                    Gdybym chcial ujawnic swoja tozsamosc zrobilbym to juz wczesniej, nie sadzisz?
                    Pomysl.. jesli jeszcze potrafisz. To jest net, w necie nie ma obowiazku
                    ujawniania swoich danych personalnych. A to ze pisze o Kancie..coz w tym zlego.
                    Nikt nie kaze Ci studiowac od razu filozofii. Twoja zlosc wynika z faktu, ze
                    zapomniales o podstawowej zasadzie: swiat wirtualny to swiat wirtualny a real
                    to real. Zatraciles granice i dlatego czujesz sie oszukany.
                    Sadze, ze powinienes sprobowac spojrzec na sytuacje z innej perspektywy. Wiem,
                    ze jestem dla Ciebie najwiekszym oszustem jakiego poznales, nic nie zmieni
                    Twojego zdania o mnie, nawet za 10 lat. Przykro mi. Musze pogodzic sie z tym
                    faktem. Byc moze jednak to co dla Ciebie jest wstretne wcale nie musi byc takie
                    dla innych..? Zastanowiles sie kiedys nad tym?
                    Dam przyklad: uwazasz mnie za lenia forumowego, gdyz najczesciej kopiuje
                    teksty, rzadko wpisuje wlasne komentarze, mysli, odczucia. Wlasciwie masz
                    racje.. jestem leniem. Inaczej, byc moze, postrzega mnie bulterierka? Dla niej
                    moge okazac sie pracowitym uczestnikiem FP: staram sie dobierac teksty a zatem
                    przegladam duzo zrodel, duzo czytam; nie narzucam myslenia pozostawiajac nie
                    tylko wolnosc konsumpcyjna, ale i percepcyjna; nie naciskam, by rozmawiac nt
                    zamieszczonych tasiemcow. Ma sens to co pisze, prawda? I na tym polega wlasnie
                    relatywizm. A w kwestii prawdy..- moj drogi chlopcze- teksty przeze mnie
                    zamieszczane sa niczym innym jak wlasnorecznie utworzona propagowana, polska
                    wersja Konjunktivu I. I to w pelni swiadomie, nie ma pomylki.
                    Czy rozumiesz co mam na mysli..?
                    Zdaje sobie sprawe, ze ponad 90% zamieszczonych przeze mnie w przeszlosci lub
                    terazniejszosci tekstow traca dla Ciebie na znaczeniu. W przyszlosci bedziesz
                    je zwyczajnie omijal. Zachowywalbym sie podobnie wiedzac to co Ty, wlasciwie
                    rozwazylbym powaznie opcje rezygnacji z forum. Wiem, ze trudno wygonic Cie z
                    forum- jestes uparciuchem walczacym w imie zasad, ale czy aby teraz Twoje
                    uczestnictwo nie utracilo sensu. O co chcesz walczyc? O zasady? Jakie? O
                    prawde? Jaka? Dal bulterierki? Dlaczego? A my dwaj? O czym mielibysmy w obliczu
                    nowych faktow rozmawiac? Moze w przyszlosci wypatrzysz cos, co Ciebie
                    zainteresuje, jesli bedziesz chcial uzywac lupy, oczywiscie. Nie wiem, naprawde.

                    Tyle ode mnie. Jak widzisz nie mam zadnych wyrzutow sumienia w kwestii
                    tozsamosci.
                    Rob to co uwazasz za sluszne. Nie bede przeszkadzal.
                    Musze juz isc.

                    Klaniam sie,
                    M.S.
                    • kardiolog Re: Dojrzalosc..../.mathias 18.11.04, 11:37
                      mathias_sammer napisał:

                      > Kardiologu,
                      > moj drogi chlopcze: zglupiales juz do reszty- a tak dobrze sie zapowiadales .
                      > Dlaczego uwziales sie na mnie? Kompletnie nie rozumiem Cie. Zakonczmy
                      wreszcie
                      > dyskusje o mojej tozsamosci, OK?
                      > Gdybym chcial ujawnic swoja tozsamosc zrobilbym to juz wczesniej, nie sadzisz?
                      > Pomysl.. jesli jeszcze potrafisz. To jest net, w necie nie ma obowiazku
                      > ujawniania swoich danych personalnych. A to ze pisze o Kancie..coz w tym
                      zlego.
                      >
                      > Nikt nie kaze Ci studiowac od razu filozofii. Twoja zlosc wynika z faktu, ze
                      > zapomniales o podstawowej zasadzie: swiat wirtualny to swiat wirtualny a real
                      > to real. Zatraciles granice i dlatego czujesz sie oszukany.
                      > Sadze, ze powinienes sprobowac spojrzec na sytuacje z innej perspektywy.
                      Wiem,
                      > ze jestem dla Ciebie najwiekszym oszustem jakiego poznales, nic nie zmieni
                      > Twojego zdania o mnie, nawet za 10 lat. Przykro mi. Musze pogodzic sie z tym
                      > faktem. Byc moze jednak to co dla Ciebie jest wstretne wcale nie musi byc
                      takie
                      >
                      > dla innych..? Zastanowiles sie kiedys nad tym?
                      > Dam przyklad: uwazasz mnie za lenia forumowego, gdyz najczesciej kopiuje
                      > teksty, rzadko wpisuje wlasne komentarze, mysli, odczucia. Wlasciwie masz
                      > racje.. jestem leniem. Inaczej, byc moze, postrzega mnie bulterierka? Dla
                      niej
                      > moge okazac sie pracowitym uczestnikiem FP: staram sie dobierac teksty a
                      zatem
                      > przegladam duzo zrodel, duzo czytam; nie narzucam myslenia pozostawiajac nie
                      > tylko wolnosc konsumpcyjna, ale i percepcyjna; nie naciskam, by rozmawiac nt
                      > zamieszczonych tasiemcow. Ma sens to co pisze, prawda? I na tym polega
                      wlasnie
                      > relatywizm. A w kwestii prawdy..- moj drogi chlopcze- teksty przeze mnie
                      > zamieszczane sa niczym innym jak wlasnorecznie utworzona propagowana, polska
                      > wersja Konjunktivu I. I to w pelni swiadomie, nie ma pomylki.
                      > Czy rozumiesz co mam na mysli..?
                      > Zdaje sobie sprawe, ze ponad 90% zamieszczonych przeze mnie w przeszlosci lub
                      > terazniejszosci tekstow traca dla Ciebie na znaczeniu. W przyszlosci bedziesz
                      > je zwyczajnie omijal. Zachowywalbym sie podobnie wiedzac to co Ty, wlasciwie
                      > rozwazylbym powaznie opcje rezygnacji z forum. Wiem, ze trudno wygonic Cie z
                      > forum- jestes uparciuchem walczacym w imie zasad, ale czy aby teraz Twoje
                      > uczestnictwo nie utracilo sensu. O co chcesz walczyc? O zasady? Jakie? O
                      > prawde? Jaka? Dal bulterierki? Dlaczego? A my dwaj? O czym mielibysmy w
                      obliczu
                      >
                      > nowych faktow rozmawiac? Moze w przyszlosci wypatrzysz cos, co Ciebie
                      > zainteresuje, jesli bedziesz chcial uzywac lupy, oczywiscie. Nie wiem,
                      naprawde
                      > .
                      >
                      > Tyle ode mnie. Jak widzisz nie mam zadnych wyrzutow sumienia w kwestii
                      > tozsamosci.
                      > Rob to co uwazasz za sluszne. Nie bede przeszkadzal.
                      > Musze juz isc.
                      >
                      > Klaniam sie,
                      > M.S.

                      Witaj mathias,
                      wszystko ladnie i nawet madrze napisane. Odnosisz sie do relatwywizmu,
                      zapraszasz niejako do czytania filozofow. Kazdy, po ktorego siegniesz z polki,
                      potwierdzi wysnuta przez Ciebie teze. Pozwol tedy, ze i ja teraz polece kilka
                      linijek do czytania. Calosc teraz, lecz pozniej na tzw. stare lata, byc moze
                      ominales nazwiska. Szukam w pamieci (ostatnio mam straszny smietnik pod
                      kopula), znajduje, biore wiec stosowna knige w dlon i czytam na glos :
                      (..) "Pojalem o co chodzi w leczeniu. Powoli nauczylem sie sposobow
                      postepowania, ktore po czesci sam wynajdowalem. Gdybym prowadzil normalny tryb
                      zycia, nie moglbym przstrzegac scisle wszystkich zalecen. Jezeli chce pracowac-
                      musze miec odwage samemu sobie zaszkodzic, chcac zas zyc- musze zapobiegac
                      temu, co szkodzi, scisle przestrzegac rygoru. Miedzy tymi skrajnosciami minelo
                      moje istnienie."*
                      I gdzies jeszcze bebni w glowie: "Nie ma takiego prawa w historii, ktore raz
                      na zawsze okresla bieg rzeczy. Przyszlosc bowiem zalezy od odpowiedzialnosci
                      samych decyzji i czynow ludzkich"*, by na koniec dwukrotnie powtorzyc: "Wolnosc
                      nie wykazuje sie przez moje poglady, ale prze moje dzialanie"*...

                      Piekne i calkiem sensowne, nieprawdaz? Zatrzymajamy sie jednak w pol kroku i
                      postawmy stope pod katem 90". Zachlysnijmy sie dla odmiany relatywizmem niczym
                      swiezym powietrzem na gorskim stoku(...) "Czlowiek jest przede wszystkim
                      stworzeniem spolecznym, a nie jest- jak to uwazal Freud- samowystarczalny i
                      zmuszony jedynie do utrzymywania stosunkow z innymi ludzmi dla wlasnej
                      satysfakcji."**

                      Moglybm ciagnac bez konca. Moglbym miesiacami podspiewywac: "Na prawo most, na
                      lewo most, a dolem Wisla plynie".
                      Masz racje, choc od dawna dzialam zrywami, tak teraz czuje w sobie koniec
                      rewolucji. Jeszcze bronie sie, jeszcze sztandar na przyczolku powiewa, jeszcze
                      czyjas piesn w oddali slychac.
                      Mathiasie, rozwaze opcje rezygnacji z uczestnictwa. Jezeli poczuje, ze liczba
                      procentowa zblizyla sie juz do wartosci calkowitej porzuce przyczolek.
                      Nie ma we mnie jak wczesniej zlosci, nie ma we mnie pogardy. Jest tylko
                      ogromne zdziwienie. Nawet nie ma juz niesmaku, ktorego moglbym sie uczepic..

                      kardiolog

                      * Karl Jaspers "Filozofia"
                      ** Erich Fromm "Ucieczka od wolnosci"


                      #################################################

                      PS . powyzszy tekst napisalem wczoraj wieczorem (jak wiesz mam sluzbe rowniez
                      na niemieckim forum), gdy bol po wieczornej wizycie u dentysty "sasiedzi"
                      postanowili muzycnie zagluszyc. Fajni sa, ciesze sie z poznania. Znasz
                      plyte "Planet punk" die Aertze? Wystukiwalem paluchem w rytm salsy do Bananow
                      trzmajac sie za paszczeke. Zajrzalem rowniez na F-GW, ale trafilem akurat na
                      dyskusje dwoch osob, ktore obrzucaly sie niespotykanym jak dotad (a moze
                      spotykanym ale omijanym) scierwem slownym, bylem na koncowce "dyskusji", zdaje
                      sie, ze potem poszli na forum erotyczne, aby poprzytulac sie. Intymnosci nie
                      ogladalem.
                      Tekst za to wieszam teraz. I za chwile znow do dentysty.
                      ciao!
                      • kardiolog Re: Dojrzalosc..../.mathias 18.11.04, 11:40
                        Calosc nie teraz lecz pozniej. Widze, ze nie uniknalem bledow, cho staralem
                        sie. Wina 4-krotnego znieczulenia i marnego wykszalcenia.
                        • bulterier przytargalam krope 18.11.04, 19:08
                          nad "i" czyli brakujacy procencik do setki.

                          czesc chlopy,
                          jednak ludzie chodza po przypadkach kardiologu. wolalabym , abys z glowa
                          podzialal, finezyjnie.. a tak wyniki analizy zostaly dopelnione..niestety przez
                          przypadek oraz twoje pobiezne czytanie. gdybys przykucnal dluzej nad ksiazka
                          swiadomie nie zredukowalbys wlasnej wpisu do najmniej dla ciebie wazkiego
                          szczegolu. ale wiesz- to co dla ciebie jest niezbyt istotne, nie oznacza, ze
                          niestotnym lub drugoplanowym staje sie dla innych.
                          karl jaspers..lekarz i filozof w jednej osobie. w dodatku niemiec.. dziedzictwo
                          kulturowe niemiec, a moze calej europy......? albo caly ten fromm.. niby
                          niemiec a amerykanin. mielismy podobne przypadki w historii, choc dziedzictwo
                          znacznie mniejsze.., wiec dumam tylko sobie skad takie zatrzeciewienie, gdy
                          mowa wciaz o tej samej plaszczyznie?

                          doktorku- mocno niechcaco, lecz z duzym powodzeniem przyniosles komentarz do
                          wczesniejszych slow mathiasa o roznej (mojej i twojej) optyce.
                          to tyle. teraz wklejam przytargana krope: "."


                          zycze doktorkowi milego urlopu.

                          bulterierka

                          ps. mathias, widze cos jeszcze. widze, zes starasz sie byc dla mnie mily,
                          zaczepiasz pilniczkiem do paznokci i widze rowniez jak kazde twoje posuniecie
                          kardiolog szyderczo komentuje. chcialam powiedziec, ze znacznie wczesniej te
                          ruchy widzialam, ale myslalam, ze z czasem wspolnie w tej kwestii cos
                          uzgodnicie czyli np. przyjmmiecie pod paznokcie ze trzy centymetry szescienne
                          dyplomacji. przestaje juz jednak myslec. boli mnie moja pusta makowka a tym
                          bardziej zeby, gdy pomysle o dentyscie kardiologa.
                          lepiej pozostan juz przy pozie przyjetej i zatwierdzonej przed laty przez
                          gmine , nie wprowadzaj zamieszania i zmian.. mnie na ksiezycu i tak wszystko
                          jedno.
                          bye!

                          • mathias_sammer Re: wyciskanie kitu na matrycy 19.11.04, 10:26
                            No nie:o)))))))) Haahahahaha

                            Hihihi
                            Huuuu
                            Bulterierko,
                            tylko wielokropka nie rob, niczym w telewizyji "Trwam" :öD. Hehehehehe
                            Potwierdzilas, ze mam racje w moim wpisie. I to, no wlasnie w 100%

                            Za te racje siebie niekiedy nie lubie, ale rzadko :o))))

                            M.S.
                      • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..../.mathias 19.11.04, 10:28
                        A ja jednak postawilbym na Augusta Comte :o))))
                        M.S.
                        • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..../.mathias 19.11.04, 10:53
                          No co Ty Wacus? Pekasz?

                          A mialem Cie naprawde za inteligentnego.

                          Ech, te wieczne rozczarowania.
                          :o)
                          M.S.
                        • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..../.do doktorka:) 19.11.04, 12:39
                          mathias_sammer napisał:

                          ) A ja jednak postawilbym na Augusta Comte :o))))
                          ) M.S.
                          Wiem, ze wyjezdzasz ( na urlop a nie zf orum hyhyhy), ale jeszcze na koniec
                          krociutko:
                          #######################Rozdział 17
                          Comte i Hegel


                          I

                          W każdym okresie historycznym występują spory między głównymi szkołami myślenia
                          w pewnych kwestiach. Jednak ogólną atmosferę intelektualną danego okresu zawsze
                          wyznaczają te poglądy, co do których przeciwstawne szkoły się zgadzają. Te
                          poglądy stają się nie wypowiadanymi przesłankami wszelkiego myślenia, wspólną i
                          niepodważalnie akceptowaną podstawą, na której toczy się każda dyskusja.

                          Kiedy nie podzielamy już tych ukrytych przesłanek z czasów dawno minionych, to
                          wówczas stosunkowo łatwo możemy je rozpoznać. Inaczej jednak rzecz wygląda z
                          ideami, które leżą u podstaw myśli z okresów nam bliższych. Tutaj nie jesteśmy
                          jeszcze najczęściej świadomi tych wspólnych właściwości przeciwstawnych
                          systemów myślenia, tych idei, które dlatego właśnie wkradły się prawie
                          niezauważalnie i panują bez poddania się poważnym próbom sprawdzenia. Może to
                          być sprawa bardzo poważna, gdyż - jak to ujął Bernard Bosanquet - "skrajności
                          myśli mogą spotykać się zarówno w prawdzie jak i w błędzie" [1] . Czasami takie
                          błędy stają się dogmatami tylko dlatego, że zostały zaakceptowane przez różne
                          grupy, które poza tym spierały się we wszystkich ważnych kwestiach, i mogą być
                          nadal ukrytą podstawą myślenia nawet wówczas, gdy zapomniana już została
                          większość teorii dzielących myślicieli, którym zawdzięczamy to dziedzictwo.

                          Kiedy tak sprawy się mają, historia idei staje się przedmiotem o wybitnie
                          praktycznej doniosłości. Może nam pomóc w uświadomieniu sobie wielu rzeczy z
                          tego, co rządzi naszymi myślami bez naszej wyraźnej wiedzy. Może służyć
                          psychoanalitycznemu zabiegowi wydobycia na powierzchnię nie uświadamianych
                          elementów, które determinują nasze rozumowania, a może nawet także być pomocna
                          w oczyszczeniu naszych umysłów od wpływów, które są poważnymi przyczynami tego,
                          że błądzimy w naszych obecnych sprawach.

                          Mam zamiar zaproponować pogląd głoszący, że znajdujemy się w takiej właśnie
                          sytuacji. Stawiam tezę, że w dziedzinie myśli społecznej nie tylko druga połowa
                          wieku dziewiętnastego, lecz także nasza epoka większość z tego, co stanowi jej
                          charakterystyczne podejście, zawdzięcza zgodzie między dwoma myślicielami,
                          których powszechnie uważa się za intelektualne antypody - miedzy
                          niemieckim "idealistą" Georgiem Wilhelmem Fryderykiem Heglem a
                          francuskim "pozytywistą" Augustem Comtem. Pod pewnymi względami ci dwaj mężowie
                          rzeczywiście reprezentują tak całkowicie różne krańce myśli filozoficznej, że
                          zdają się należeć do różnych epok i że nawet nie mówią o tych samych
                          problemach. Ich filozoficznymi systemami jako pewnymi całościami będę się tu
                          zajmował tylko incydentalnie. Koncentrować się będę przede wszystkim na ich
                          wpływie na teorię społeczną. To na tym polu wpływ idei filozoficznych może być
                          najgłębszy i najtrwalszy. Być może nie ma też lepszej ilustracji dalekosiężnych
                          skutków najbardziej abstrakcyjnych idei niż to, co mam zamiar tu rozważyć.



                          II

                          Wysunięcie twierdzenia, że w tych kwestiach musimy borykać się z połączonym
                          wpływem Hegla i Comte'a, nadal jeszcze brzmi tak paradoksalnie, iż lepiej
                          będzie, gdy powiem od razu, że nie ja pierwszy zauważyłem podobieństwa między
                          nimi. Mógłbym podać długą listę historyków idei, którzy wskazywali na te
                          zbieżności, ale ograniczę się do wymienienia kilku wybitnych przykładów. Jest
                          zadziwiające, że tego rodzaju obserwacje ciągle stanowią pewne zaskoczenie i są
                          jakimś odkryciem, a ich autorzy wydają się zawsze lekko zakłopotani swą
                          zuchwałością i obawiają się wykroczyć poza wskazanie kilku wyizolowanych
                          punktów owej zgody. A tymczasem, jeśli się nie mylę, te zbieżności między
                          Heglem i Comtem idą jeszcze dalej, a ich wpływ na nauki społeczne był o wiele
                          donioślejszy, niż to sobie dotąd uświadamiano.

                          Zanim jednak wymienię kilka przykładów takich wcześniejszych spostrzeżeń, muszę
                          najpierw skorygować pewien powszechny błąd, który jest w dużym stopniu
                          odpowiedzialny za zlekceważenie całej kwestii. Jest to przekonanie, że owe
                          podobieństwa są rezultatem wpływu Hegla na Comte'a [2] . To przekonanie bierze
                          się głównie z faktu, że rozprzestrzenienie się idei Comte'a wiązane jest
                          powszechnie z ukazaniem się sześciu tomów Cours de philosphie positive w latach
                          1830-1842, podczas gdy Hegel zmarł w roku 1831. Tymczasem wszystkie swe
                          zasadnicze idee Comte objaśnił już w roku 1822 w młodzieńczej pracy System
                          polityki pozytywnej - w swym opuscule fondamentale, jak ją później nazwał -
                          która ukazała się też jako jedno z dzieł grupy saintsimonistów [3] i jako taka
                          dotarła prawdopodobnie do szerszego kręgu czytelników i wywarła większy wpływ,
                          niż było to udziałem Wykładu filozofii pozytywnej. Uważam ją za jedną z
                          najbardziej ważkich rozpraw dziewiętnastego wieku, nieskończenie
                          inteligentniejszą niż dziś lepiej znane ciężkie tomiska Wykładu... Ale nawet
                          Wykład..., który tylko niewiele wykracza poza opracowanie idei naszkicowanych w
                          tej małej rozprawie, był planowany już w roku 1826 i przedstawiony znakomitej
                          publiczności w serii wykładów w roku 1828 [4] . Główne idee Comte'a zostały
                          zatem opublikowane w niecały rok po ukazaniu się Heglowskiej Filozofii prawa, w
                          parę lat po jego Encyklopedii, i oczywiście przed pośmiertnym wydaniem Wykładów
                          z filozofii dziejów, aby wymienić tylko najważniejsze dzieła Hegla, które są tu
                          istotne. Innymi słowy, chociaż Comte był młodszy od Hegla o 28 lat, należy ich
                          traktować praktycznie biorąc jako współczesnych sobie i byłoby mniej więcej
                          równie zasadne sądzić, że to Hegel mógł ulec wpływom Comte'a, jak i że Comte
                          uległ wpływom Hegla.

                          Czytelnik doceni teraz znaczenie pierwszego i z wielu względów godnego uwagi
                          przypadku dostrzeżenia podobieństwa między tymi dwoma myślicielami. W roku 1824
                          młody uczeń Comte'a, Gustaw d'Eichthal, przyjechał do Niemiec na studia.
                          Wkrótce w listach do Comte'a donosił podniecony z Berlina o swym odkryciu Hegla
                          [5] . "Występuje w nich - pisał o wykładach Hegla z filozofii historii -
                          cudowna zgodność z wynikami, do których Pan doszedł, jakkolwiek zasady są
                          odmienne, przynajmniej na pozór". Dalej pisał, że "identyczne wyniki istnieją
                          nawet w zasadach praktycznych, jako że Hegel jest obrońcą rządów, to znaczy
                          jest wrogiem liberałów". Parę tygodni później d'Eichthal mógł już donieść, że
                          podarował egzemplarz traktatu Comte'a Heglowi, który wyraził zadowolenie i
                          wielce chwalił część pierwszą, chociaż miał wątpliwości co do znaczenia metod
                          obserwacji zalecanych w części drugiej. A sam Comte nie wiele później wyraził
                          nawet naiwną nadzieję, że "wydaje mu się, iż w Niemczech Hegel jest człowiekiem
                          najbardziej zdolnym posunąć naprzód filozofię pozytywną" [6] .

                          Późniejsze prace, w których to podobieństwo zostało odnotowane, są, jak już
                          powiedziałem, liczne. Ale chociaż tak szeroko czytane książki, jak Philosophy
                          of History R. Flinta [7] i History of European Thought J. T. Merza [8] , fakt
                          ten komentowały, a tak wybitni i rozmaici uczeni jak Alfred Fouillée [9] ,
                          Emile Meyerson [10] , Thomas Wittaker [11] , Ernst Troeltsch [12] i Eduard
                          Spranger [13] go dyskutowali - wykaz innych nazwisk, które mógłbym wskazać,
                          pozostawię do przypisu [14] - to niewiele dotąd zrobiono dla systematycznego
                          zbadania tych podobieństw, jakkolwiek nie mogę nie zwrócić uwagi na porównawcze
                          studium filozofii historii u Comte'a i Hegla autorstwa Fryderyka Dittmanna
                          [15] , na którym w pewnej mierze będę się opierał.



                          III

                          Może jednak bardziej znaczący od listy nazwisk osób, które zauważyły te
                          podobieństwa, jest w ostatnich stu latach długi szereg myślicieli społecznych,
                          którzy świadczą o tym pokrewieństwie w inny i bardziej skuteczny sposób. Zaiste
                          jeszcze bardziej zaskakująca niż lekceważenie podobień
                          • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..../.do doktorka:) 19.11.04, 12:39

                            III

                            Może jednak bardziej znaczący od listy nazwisk osób, które zauważyły te
                            podobieństwa, jest w ostatnich stu latach długi szereg myślicieli społecznych,
                            którzy świadczą o tym pokrewieństwie w inny i bardziej skuteczny sposób. Zaiste
                            jeszcze bardziej zaskakująca niż lekceważenie podobieństw obu oryginalnych
                            doktryn jest nieumiejętność dostrzeżenia zadziwiającej liczby wybitnych
                            postaci, którym udało się w ich własnej myśli połączyć idee pochodzące od Hegla
                            i Comte'a. I znów mogę wymienić tylko kilka nazwisk [16] . Jeśli jednak powiem,
                            że owa lista obejmuje Marksa, Engelsa i, być może, Feuerbacha z Niemiec,
                            Renana, Taine'a i Durkheima z Francji, Mazziniego z Włoch - a powinienem
                            prawdopodobnie dodać jeszcze z żyjących Benedykta Crocego i Jana Deweya - to
                            Czytelnik zacznie dostrzegać, jak daleko sięga ów wpływ. Jak wielkie znaczenie
                            przywiązuję do tego połączonego oddziaływania, będzie można zrozumieć, kiedy
                            później będę miał okazję pokazania, jak z tych samych źródeł wypływa ów szeroko
                            rozprzestrzeniony ruch umysłowy - owo szczególnie ahistoryczne podejście do
                            historii, które paradoksalnie zwane jest historyzmem, a z czego większa część w
                            ciągu ostatnich stu lat znana jest jako socjologia, a zwłaszcza jej
                            najmodniejsza i najambitniejsza gałąź - socjologia wiedzy.

                            Przed podjęciem głównego zadania muszę przebrnąć przez jeszcze jedną uwagę
                            wstępną: uczciwie powinienem zapoznać Czytelnika z pewnym poważnym brakiem, z
                            którym do tego zadania przystępuję. Jeśli chodzi o Comte'a, to jest prawdą, że
                            zdecydowanie nie zgadzam się z większością jego poglądów. Jest to jednak
                            jeszcze brak zgody tego rodzaju, że pozostawia miejsce na pożyteczną dyskusję,
                            ponieważ istnieje przynajmniej pewna wspólna podstawa. Jeśli jest prawdą, że
                            krytykować warto tylko wówczas, gdy do obiektu krytyki podchodzi się z jakim
                            takim przynajmniej stopniem życzliwości, to nie mogę niestety spełnić tego
                            warunku w odniesieniu do Hegla. Zawsze czułem nie tylko to, co powiedział
                            wielki brytyjski wielbiciel Hegla, że jego filozofia jest "wniknięciem w myśl
                            tak głębokim, że w przeważającej części niezrozumiałym" [17] , lecz również to,
                            czego doświadczył John Stuart Mill, "odkrywając [...], że zażyłość z nim
                            prowadzi do deprawacji intelektu" [18] . Powinienem przeto ostrzec, że nie mam
                            zamiaru udawać, iż rozumiem Hegla. Na szczęście jednak dla mego zadania
                            ogarnianie jego systemu jako całości nie jest niezbędne. Myślę, że dostatecznie
                            dobrze pojmuję te części jego doktryny, które wywarły, albo przypuszcza się, że
                            wywarły, wpływ na rozwój nauk społecznych. Są one w istocie tak dobrze znane,
                            że moje zadanie sprowadzi się głównie do pokazania, iż wiele z tego, co
                            powszechnie przypisywano wpływowi Hegla, może być faktycznie zasługą Comte'a.
                            Wydaje mi się, że to głównie poparcie, jakie tradycja heglowska otrzymała z tej
                            właśnie strony, wyjaśnia inaczej niewytłumaczalny fakt, iż w naukach
                            społecznych heglowska myśl i język panowały jeszcze długo po tym, jak na innych
                            polach nauki rządy tej filozofii zostały zastąpione przez rządy nauk ścisłych.



                            IV

                            Ich ogólne teorie wiedzy mają jednak jedną wspólną cechę, którą muszę wymienić
                            zarówno dla niej samej, jak i dlatego, że daje mi możliwość przywołania pewnej
                            interesującej kwestii, której nie będę miał czasu rozważyć w innym miejscu tego
                            rozdziału, czyli kwestii pierwotnego źródła ich wspólnych idei.

                            Mam na myśli ten punkt ich doktryn, w którym, jak może się zrazu wydawać,
                            zajmują diametralnie przeciwstawne stanowiska, czyli ich stosunek do badań
                            empirycznych. Dla Comte'a stanowią one całość nauki, dla Hegla są całkowicie
                            poza tym, co nazywa nauką, choć bynajmniej nie kwestionuje on znaczenia wiedzy
                            o faktach w jej własnej sferze. Tym, co ich łączy, jest przekonanie, że nauka
                            empiryczna musi być czysto opisowa, ograniczona do stwierdzania regularnych
                            związków między obserwowanymi zjawiskami. W tym sensie obaj są ścisłymi
                            fenomenalistami, zaprzeczają temu, by nauka empiryczna prowadziła od opisu do
                            wyjaśnienia. To, że pozytywista Comte uważa wszelkie wyjaśnienia, wszelkie
                            dyskusje na temat sposobów powstawania zjawisk, za próżną metafizykę, podczas
                            gdy Hegel zastrzega sobie to określenie dla swej idealistycznej filozofii
                            przyrody, jest sprawą inną. W poglądach na funkcje badań empirycznych są zgodni
                            prawie całkowicie, jak to pięknie wykazał Emile Meyerson [19] . Kiedy na
                            przykład Hegel utrzymuje, że "nauka empiryczna nie ma żadnego powodu, aby
                            stwierdzać istnienie czegokolwiek, co nie jest dane w postrzeżeniu zmysłowym"
                            [20] , to jest tak samo pozytywistą, jak Comte.

                            Nie ulega wątpliwości, że owo fenomenalistyczne podejście do problemów nauk
                            empirycznych pochodzi w czasach nowożytnych od Kartezjusza, którego obaj
                            filozofowie są bezpośrednimi dłużnikami. To samo, jak sądzę, jest prawdą w
                            stosunku do drugiej ich wspólnej podstawowej cechy, która ukazuje się wyraźnie
                            w bardziej szczegółowych punktach, co do których obaj się zgadzają - jest to
                            ich racjonalizm, albo lepiej, intelektualizm. Kartezjusz był pierwszym
                            myślicielem łączącym te zdawałoby się niezgodne idee fenomenalistycznego czy
                            sensualistycznego podejścia do nauk fizycznych z racjonalistycznym poglądem na
                            zadanie i funkcje człowieka [21] . W sprawach głównie nas interesujących
                            dziedzictwo kartezjańskie przeszło na Comte'a i Hegla przede wszystkim za
                            pośrednictwem Monteskiusza [22] , d'Alemberta [23] , Turgota i Condorceta we
                            Francji, a w Niemczech - Herdera [24] , Kanta i Fichtego. Jednakże to, co u
                            tych mężów było tylko śmiałymi i zachęcającymi propozycjami, u naszych obu
                            filozofów stało się w ich czasach podstawą dwóch panujących systemów myślowych.
                            Przez podkreślanie wspólnego kartezjańskiego pochodzenia tego, co uważam za
                            wspólny błąd Hegla i Comte'a, nie mam zamiaru oczywiście w najmniejszym stopniu
                            deprecjonować ogromnych zasług Kartezjusza dla myśli nowoczesnej. Ale, jak to
                            bywa z wieloma płodnymi ideami, osiągają one często taki etap, w którym dzięki
                            ich prawdziwemu sukcesowi zaczyna się je stosować tam, gdzie już nie są
                            właściwe. A to właśnie, jak sądzę, uczynili Comte i Hegel.



                            V

                            Kiedy przechodzimy na pole teorii społecznej, odkrywamy, że wspólne dla Hegla i
                            Comte'a centralne idee są tak ściśle powiązane, iż możemy je wszystkie niemal
                            wyrazić w jednym zdaniu, jeżeli nadamy stosowną wagę każdemu słowu. Zdanie
                            takie mogłoby brzmieć mniej więcej tak: Zasadniczym celem wszelkiego badania
                            społeczeństwa musi być skonstruowanie uniwersalnej historii całej ludzkości,
                            rozumianej jako schemat koniecznego rozwoju ludzkości zgodnie z dającymi się
                            poznać prawami. O zakresie, w jakim ich idee weszły do intelektualnego
                            wyposażenia naszych czasów, świadczy to, że tak śmiało sformułowane, brzmią
                            dziś prawie banalnie. Dopiero kiedy bardziej szczegółowo zanalizujemy znaczenie
                            tego zdania i jego implikacje, zaczniemy pojmować nadzwyczajny charakter
                            przedsięwzięcia, jakie ono proponuje.

                            Prawa, których obaj poszukują - i nie ma większego znaczenia to, że Comte
                            przedstawia je jako "prawa przyrodnicze" [25] , zaś dla Hegla są one zasadami
                            metafizycznymi - są przede wszystkim prawami rozwoju ducha ludzkiego. Obaj
                            twierdzą, innymi słowy, że nasze jednostkowe umysły, które przyczyniają się do
                            tego procesu rozwoju, są równocześnie zdolne do rozumienia go jako pewnej
                            całości. To konieczne następowanie po sobie stadiów ludzkiego ducha, określone
                            przez owe dynamiczne prawa, tłumaczy odpowiednie następstwo różnych
                            cywilizacji, kultur, Volksgeister - duchów narodowych czy systemów społecznych.

                            Nacisk, jaki obaj kładą na dominację rozwoju intelektualnego w tym procesie,
                            nawiasem mówiąc, nie stoi wcale w sprzeczności z faktem, że najbardziej
                            wpływową tradycję, którą obaj zainspirowali, zaczęto w końcu bałamutnie
                            nazywać "materialistyczną" interpretacją dziejów. Comte, który jest tu, jak i w
                            wielu
                            • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..../.do doktorka:) 19.11.04, 12:40

                              Nacisk, jaki obaj kładą na dominację rozwoju intelektualnego w tym procesie,
                              nawiasem mówiąc, nie stoi wcale w sprzeczności z faktem, że najbardziej
                              wpływową tradycję, którą obaj zainspirowali, zaczęto w końcu bałamutnie
                              nazywać "materialistyczną" interpretacją dziejów. Comte, który jest tu, jak i w
                              wielu innych punktach, bliższy Marksowi niż Hegel, dał podstawę do takiego
                              odczytania przez podkreślanie dominującego znaczenia naszej wiedzy
                              przyrodniczej; główne twierdzenie tzw. materialistycznej (albo lepiej:
                              technologicznej) interpretacji dziejów głosi zresztą po prostu, że to nasza
                              wiedza przyrodnicza i możliwości techniczne rządzą rozwojem w innych
                              dziedzinach. Zasadnicza teza, że czyjś umysł winien być zdolny wyjaśnić siebie
                              i prawa swego przeszłego i przyszłego rozwoju - nie mogę tu tłumaczyć, dlaczego
                              wydaje mi się, że teza ta zawiera sprzeczność [26] - jest u obu taka sama i
                              Marks zaczerpnął ją, a za nim jego uczniowie, od Hegla i Comte'a.

                              Koncepcja praw następstwa odrębnych etapów rozwoju ducha ludzkiego w ogóle oraz
                              we wszystkich jego szczególnych przejawach i konkretyzacjach zakłada
                              oczywiście, że owe całości mogą być bezpośrednio ujmowane jako jednostki danego
                              gatunku - że możemy bezpośrednio postrzegać cywilizacje lub systemy społeczne
                              jako obiektywnie dane fakty. Taka pretensja nie jest zaskakująca w takim
                              systemie idealistycznym jak Heglowski, to znaczy jako produktu realizmu
                              pojęciowego albo "esencjalizmu" [27] . Wydaje się ona jednak na pierwszy rzut
                              oka nie na miejscu w systemie naturalistycznym, takim jak Comte'a. Faktem jest
                              wszakże, iż jego fenomenalizm, który unika wszelkich konstrukcji myślowych i
                              zezwala mu na dopuszczenie tylko tego, co można bezpośrednio obserwować, zmusza
                              go do zajęcia stanowiska bardzo podobnego do stanowiska Hegla. Ponieważ Comte
                              nie może zaprzeczyć istnieniu struktur społecznych, musi utrzymywać, że są one
                              bezpośrednio dane w doświadczeniu. Faktycznie posuwa się nawet do twierdzenia,
                              że owe całości społeczne są niewątpliwie lepiej znane i bardziej bezpośrednio
                              obserwowalne niż ich elementy składowe [28] i dlatego teoria społeczna musi
                              zaczynać od naszego poznania bezpośrednio ujmowanych całości [29] . Tak więc
                              Comte, nie mniej wcale niż Hegel, rozpoczyna od intuicyjnie ujmowanych
                              abstrakcyjnych pojęć społeczeństwa czy cywilizacji, a następnie wyprowadza z
                              nich dedukcyjnie swą wiedzę o strukturze tego przedmiotu. Dość niespodziewanie
                              jak na pozytywistę, pozwala sobie nawet utrzymywać explicite, że z tej
                              koncepcji całości możemy wyprowadzić wiedzę a priori o koniecznych stosunkach
                              między częściami [30] . To właśnie usprawiedliwia fakt, że pozytywizm Comte'a
                              nazywany jest czasem systemem idealizmu [31] . Podobnie jak Hegel, uważa on
                              za "konkretne uniwersalia" [32] te struktury społeczne, które faktycznie
                              poznajemy tylko za pomocą składania ich lub konstruowania ze znanych elementów;
                              idzie nawet dalej niż Hegel, utrzymując, że tylko społeczeństwo jako całość
                              jest realne, a jednostka jest tylko abstrakcją [33] .

                              VI

                              Podobieństwo w traktowaniu ewolucji społecznej przez Hegla i Comte'a wykracza
                              daleko poza te aspekty metodologiczne. Społeczeństwo jawi się obu jako pewien
                              organizm w całkiem dosłownym sensie. Obaj przyrównują etapy, przez które musi
                              przejść ewolucja społeczna, do różnych okresów, przez które przejść musi
                              pojedynczy człowiek w swym dojrzewaniu. Dla obu też wzrost świadomego
                              kontrolowania swego losu przez człowieka jest główną treścią historii.

                              Ani Comte, ani Hegel nie był oczywiście historykiem we właściwym sensie -
                              jakkolwiek nie tak dawno zapanowała moda nazywania ich, w przeciwieństwie do
                              ich poprzedników, "prawdziwymi historykami" [34] , ponieważ byli "naukowi", co
                              prawdopodobnie miało znaczyć, że ich celem było odkrywanie praw. To, co
                              przedstawiali jako "metodę historyczną", wkrótce zaczęło wypierać podejście
                              stosowane w wielkiej szkole historycznej, reprezentowanej przez Niebhura lub
                              Rankego. Od Hegla przyjęło się wywodzić późniejszy historyzm [35] , który jest
                              wiarą w konieczne następstwo "etapów" przejawiających się we wszelkich
                              obszarach życia społecznego; ale wpływ Comte'a był tu prawdopodobnie większy
                              niż Hegla.

                              W zamieszaniu terminologicznym, jakie panuje w tej materii [36] , jest
                              prawdopodobnie konieczne, abym powiedział wyraźnie, że zdecydowanie
                              odróżniam "szkołę historyczną" z początku XIX stulecia i większość późniejszych
                              zawodowych historyków od historyzmu na przykład Marksa, Schmollera czy
                              Sombarta. To ci drudzy wierzyli, że wraz z odkryciem praw rozwoju posiedli
                              jedyny klucz do rozumienia historycznego, i w całkiem nieuzasadnionym poczuciu
                              wyższości twierdzili, że wcześniejsi pisarze, zwłaszcza osiemnastowieczni,
                              byli "niehistoryczni". Wydaje mi się, że np. Dawid Hume pod wieloma względami
                              miał o wiele więcej racji, kiedy sądził, iż jego wiek "należy nazywać wiekiem
                              historycznym i [jego] naród należy nazywać narodem historycznym" [37] , niż
                              historyści, którzy usiłowali obrócić historię w naukę teoretyczną. Nadużycia,
                              do których ostatecznie prowadzi ten historyzm, najlepiej widać w fakcie, że
                              nawet myśliciel tak bliski historyzmowi, jak Max Weber, był kiedyś zmuszony
                              nazwać Entwicklungsgedanke "romantycznym szwindlem" [38] . Nie mam wiele do
                              dodania do mistrzowskiej analizy historyzmu dokonanej przez mego przyjaciela,
                              Karla Poppera, ukrytej niestety w tomie "Economica" z czasów wojny [39] , poza
                              tym, że odpowiedzialność za ten historyzm ponosi przynajmniej tak samo Comte i
                              pozytywizm, jak Platon i Hegel.

                              Ten historyzm, powtórzę raz jeszcze, jest o wiele mniej sprawą właściwych
                              historyków niż przedstawicieli innych nauk społecznych, którzy stosowali to, co
                              uważali, że jest "metodą historyczną". Gustaw Schmoller, twórca młodszej szkoły
                              historycznej w ekonomii, jest może najlepszym przykładem teoretyka wyraźnie
                              kierującego się filozofią Comte'a, nie zaś Hegla [40] . Jednak tego typu
                              historyzm, być może najbardziej widoczny w ekonomii, stał się modą, która
                              najpierw w Niemczech, a następnie gdzie indziej dotknęła wszystkie nauki
                              społeczne. Można by pokazać, że wpłynął on na historię sztuki [41] , na
                              antropologię czy filologię. A wielkie wzięcie, jakim w ciągu ostatnich stu lat
                              cieszyły się "filozofie historii" - teorie przypisujące procesowi historycznemu
                              jakieś zrozumiałe "znaczenie" i rzekomo ukazujące nam jakieś dające się poznać
                              przeznaczenie ludzkości, jest przede wszystkim wynikiem połączonego wpływu
                              Hegla i Comte'a.



                              VII

                              Nie będę się tu rozwodził nad innym i przypuszczalnie powierzchownym
                              podobieństwem ich teorii - nad tym, że u Comte'a konieczny rozwój dokonuje się
                              według słynnego prawa trzech stadiów, a u Hegla podobny trójfazowy rytm jest
                              wynikiem rozwoju ducha w dialektycznym procesie, który przebiega od tezy do
                              antytezy i syntezy. Ważniejszy jest fakt, że dla nich obu historia zmierza do
                              jakiegoś predeterminowanego celu, że może być interpretowana teleologicznie
                              jako następstwo osiąganych celów.

                              Ich determinizm historyczny - przez co rozumie się nie tylko to, że wydarzenia
                              historyczne są w jakiś sposób zdeterminowane, ale i to, że jesteśmy w stanie
                              poznać, dlaczego musiały przyjąć określony bieg - nieuchronnie implikuje
                              całkowity fatalizm: człowiek nie może zmienić biegu historii. Nawet wybitne
                              jednostki są, według Comte'a, jedynie "narzędziami" [42] czy "organami z góry
                              wyznaczonego ruchu" [43] , a według Hegla - Geschäftsführer des Weltgeistes,
                              funkcjonariuszami Ducha Świata, których Rozum chytrze używa do swych własnych
                              celów.

                              W takim systemie nie ma miejsca dla wolności: dla Comte'a wolność
                              jest "racjonalnym poddaniem się panowaniu praw przyrody" [44] , to jest,
                              oczywiście, jego prawom nieuchronnego rozwoju; dla Hegla jest uznaniem
                              konieczności [45] . A ponieważ obaj stali się posiadaczami
                              tajemnicy "ostatecznej jedności intelektualnej" [46]
                              • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..../.do doktorka:) 19.11.04, 12:41
                                Znudzilem sie sam juz czytaniem. Tak tylko o Comte.
                                M.S.
                      • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..../.kardio 19.11.04, 11:09
                        A teraz juz na koniec (nie, ja nigdzie nie wybieram sie kardiologu, to Ty
                        odchodzisz, nie podbije juz zdania- dopoki mam interlokutorow dopoty..itd)
                        kilka slow o Jaspersie. Jesli kiedys szerzej zapoznasz sie z jego tekstami
                        zwracam uwage na swietnie przeprowadzona analize czlowieka w sytuacjach
                        granicznych. Tam jest clou czy glou czy inny klebenek, nie pamietam;)

                        Czolem!
                    • mathias_sammer up 19.11.04, 10:59
                      mathias_sammer napisał:

                      > Kardiologu,
                      > moj drogi chlopcze: zglupiales juz do reszty- a tak dobrze sie zapowiadales .
                      > Dlaczego uwziales sie na mnie? Kompletnie nie rozumiem Cie. Zakonczmy
                      wreszcie
                      > dyskusje o mojej tozsamosci, OK?
                      > Gdybym chcial ujawnic swoja tozsamosc zrobilbym to juz wczesniej, nie sadzisz?
                      > Pomysl.. jesli jeszcze potrafisz. To jest net, w necie nie ma obowiazku
                      > ujawniania swoich danych personalnych. A to ze pisze o Kancie..coz w tym
                      zlego.
                      >
                      > Nikt nie kaze Ci studiowac od razu filozofii. Twoja zlosc wynika z faktu, ze
                      > zapomniales o podstawowej zasadzie: swiat wirtualny to swiat wirtualny a real
                      > to real. Zatraciles granice i dlatego czujesz sie oszukany.
                      > Sadze, ze powinienes sprobowac spojrzec na sytuacje z innej perspektywy.
                      Wiem,
                      > ze jestem dla Ciebie najwiekszym oszustem jakiego poznales, nic nie zmieni
                      > Twojego zdania o mnie, nawet za 10 lat. Przykro mi. Musze pogodzic sie z tym
                      > faktem. Byc moze jednak to co dla Ciebie jest wstretne wcale nie musi byc
                      takie
                      >
                      > dla innych..? Zastanowiles sie kiedys nad tym?
                      > Dam przyklad: uwazasz mnie za lenia forumowego, gdyz najczesciej kopiuje
                      > teksty, rzadko wpisuje wlasne komentarze, mysli, odczucia. Wlasciwie masz
                      > racje.. jestem leniem. Inaczej, byc moze, postrzega mnie bulterierka? Dla
                      niej
                      > moge okazac sie pracowitym uczestnikiem FP: staram sie dobierac teksty a
                      zatem
                      > przegladam duzo zrodel, duzo czytam; nie narzucam myslenia pozostawiajac nie
                      > tylko wolnosc konsumpcyjna, ale i percepcyjna; nie naciskam, by rozmawiac nt
                      > zamieszczonych tasiemcow. Ma sens to co pisze, prawda? I na tym polega
                      wlasnie
                      > relatywizm. A w kwestii prawdy..- moj drogi chlopcze- teksty przeze mnie
                      > zamieszczane sa niczym innym jak wlasnorecznie utworzona propagowana, polska
                      > wersja Konjunktivu I. I to w pelni swiadomie, nie ma pomylki.
                      > Czy rozumiesz co mam na mysli..?
                      > Zdaje sobie sprawe, ze ponad 90% zamieszczonych przeze mnie w przeszlosci lub
                      > terazniejszosci tekstow traca dla Ciebie na znaczeniu. W przyszlosci bedziesz
                      > je zwyczajnie omijal. Zachowywalbym sie podobnie wiedzac to co Ty, wlasciwie
                      > rozwazylbym powaznie opcje rezygnacji z forum. Wiem, ze trudno wygonic Cie z
                      > forum- jestes uparciuchem walczacym w imie zasad, ale czy aby teraz Twoje
                      > uczestnictwo nie utracilo sensu. O co chcesz walczyc? O zasady? Jakie? O
                      > prawde? Jaka? Dal bulterierki? Dlaczego? A my dwaj? O czym mielibysmy w
                      obliczu
                      >
                      > nowych faktow rozmawiac? Moze w przyszlosci wypatrzysz cos, co Ciebie
                      > zainteresuje, jesli bedziesz chcial uzywac lupy, oczywiscie. Nie wiem,
                      naprawde
                      > .
                      >
                      > Tyle ode mnie. Jak widzisz nie mam zadnych wyrzutow sumienia w kwestii
                      > tozsamosci.
                      > Rob to co uwazasz za sluszne. Nie bede przeszkadzal.
                      > Musze juz isc.
                      >
                      > Klaniam sie,
                      > M.S.


                      Dopoki nie zrozumiesz mathiasa, bede podbijal.
                      M.S.
    • bulterier slysze w telewizorku 18.11.04, 19:18
      "caki caki" i lyzka pani miesza w jogurcie. alem-mania glodna. ide poogladac
      inne jedzeniowe cudaki. ech, zjadlabym kluske z sosem. ide czynic cudaki dla
      moich kochanych cudakow.

      hej!
      • mathias_sammer Re: slysze w telewizorku 19.11.04, 10:38
        hahahahaha. No nie wytrzymam!
        Hihihi.

        "caki caki" To juz ta reklama jest w Polsce? :o)))))))))))))))))))))

        Hahahaháhaha "caki caki" hehehehe "caki caki". :öDDDD

        M.S.
    • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 19.11.04, 12:47
      kardiologu, dosc juz slow plaskich jak pantofelek Kopciucha. Nie zapomnij
      przywiezc cygar ze soba, baw sie dobrze.

      Po powrocie w tym czy nastepnym roku nic na forum nie ulegnie zmianie czyli tak
      jak w operze mydlanej. Wrzucisz opcje "teleexpress" i wyskoczy wszystko,
      uzupelnisz szybko.

      Baw sie dobrze i nie podszczypuj dziewczyn!
      Adieu
      Acha, zapomnialbym. Troche zdziwilem sie (umawialismy sie inaczej ), ale
      dziekuje za.. wiesz co.
      Jestesmy kwita.
      • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 19.11.04, 13:11
        mathias,
        dzieki za zyczenia milego urlopu:-)

        Nie musze Tobie ani bulterierce powtarzac, ze _z nikim nie wchodze w uklady_.
        Napisalem tez, ze nie wiem o czym mozna jeszcze z Toba dyskutowac..? To tez
        prawada. Jesli cos wygrzebie to odpisze, jesli nie to zapatrze sie w
        wulkaniczna otchlan i wypelnie bezdenna pustka.
        Co do przyszlosci znajac siebie dosc szybko znudzi mnie powtarzanie w kolko
        tego samego. Fakty (daj juz spokoj z trescia wirtualna, mowie o realu)leza i
        tak na naszym stole. Nie zmienie rzeczywistosci przeciez,moja nalezy do mnie
        Twoja do Ciebie. rezerwuje sobie jednak prawo na czasowe podsmiec.hujki z
        wirtualnego matrixa. Czy chce wpylywac na jazn wirtualna? Phi. Walka o kropki
        na biedronce? Phi, nawet bialych rekawiczek nie chce sie zakladac. Phi.
        Moje stanowisko odnosnie Twojej osoby juz znasz, zdefiniowalem szczegolowo. O
        kobietach natomiast dzentelmeni nie rozmawiaja.

        Ale ladnie dzis na dworze, slonce swieci, snieg tez u mnie juz stopnial.
        Piatek, ogarnia mnie juz wena urlopowa :-))))))))))))))))))))))

        To by bylo na tyle.
        • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 20.11.04, 01:11
          Kardiolog, gosci mam..Takich jakis.wiesz..no.....nieznosnych..
          KOCHAM ICH!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!:)))))))))))
          Naucze ich kupowac jutro swieze bulki w Tchibo. Ale to dopiero jutro. Poki co
          przydziele im zeslag.

          Naprawde przepraszam za te mini-zawieruche, ale oni czynni wirtualnie stad
          powstalo zamieszanie, ichhh....:/

          Bulterierko, nie wiedzialem (bez zlosliwosci) ze Ty az tak...do granic
          Przepraszam chociaz ja...no coz... inaczej mysle... Rosol! juz stoi przy mnie
          spadaj durna ( do R). Ja lubie, po prostu lubie tego ch.kardiologa, ale na
          plaszczyznie dyskusjii to tez-jak czasem-, naprawde go lubie jako kolege, ale
          skoro rzeczywiscie (Rosol zagladajacy przez ramie mowi, ze milosc najwazniejsza
          jest)to musi byc glebokie. Dla mnie nie tylko po przyjacielsku, ale dla Ciebie.
          Kurcze, no ...kardiolog zachowaj sie, ozen sie wreszcie!. Przysle bukiet, raz
          na kwartal zajrzyj, pogadamy, Teraz spadam bo i tak zaraz Polizei przyjedzie po
          Metallice, zabije ich!!!!!!!!!!!!!!!!
          Hmmm...juz poszli wlaczyc, ha! schody do nieba Boba Dylana, pija... "w
          ciszy"... To nazywa sie relatywizm, kardiologu ;) . Teraz chca Püdeslow. Oh ne!


          Bulterierko, nie wiem co powiedziec, wpadlas , ale jak to ja (nie przywiazuj
          sie oczywiscie i na szczescie Ty - nie , nigdy do mych slow) jestem z
          Toba ).Nie chiclabym byc na Twoim miejscu, ale ja mialem wybor..
          Zachowujcie sie czasem w..dykrecji.. A Rosol juz gra. Ida go mentalnie uciszyc.
          Alles gute!
          Widzimy jakos kiedys tam.

          M.S.

          • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 20.11.04, 01:15
            mathias pie.., czytaliscie? :-))))))))))))
            opil sie i polskiej czcionki nie ma. wul.
    • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 20.11.04, 01:21
      jestes wulcowna!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      rosol!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      spadamy.


      Niexmniej, bulterierko, pomysl o tym, co wczesniej napisalem.. Prosze , pomysl..

      Asekurujacy...i dbajacy o swoj sprzet hi-fi. Hmmm, A teraz juz jestesmy u nas
      czyli Element of Crime a za chwile Frank Black.

      Zdrowych i Wesolych Swiat.

      Tsch.
    • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 10.02.05, 09:38

      > -----------
      > O s w i e c e n i e m nazywamy wyjscie czlowieka z niepelnoletnosci, w ktora
      > popadl z wlasnej winy. Niepelnoletnosc to niezdolnosc czlowieka do
      > poslugiwania sie swym wlasnym rozumem, bez obcego kierownictwa. Z a w i n i o
      > n a jest ta niepelnoletnosc wtedy, kiedy przyczyna jej jest nie brak rozumu,
      > lecz decyzji i odwagi poslugiwania sie nim bez obcego kierownictwa. Sapere
      > aude! Miej odwage poslugiwac sie s w y m w l a s n y m rozumem- tak oto brzmi
      > haslo Oswiecenia.
      > Lenistwo i tchorzostwo to przyczyny, dla ktorych tak wielka czesc ludzi, mimo
      > wyzwolenia ich przez nature z obcego kierownictwa (naturalieter maiorennes),
      > pozostaje chetnie niepelnoletnimi przez cale swoje zycie. Te same przyczyny
      > sprawiaja, ze inni moga tak latwo narzucic sie im jako opiekunowie. (...)
      > Jesli posiadam ksiazke, ktora zastepuje rozum, (...) lekarza, ktory zamiast
      > mnie ustala diete itd itd.- nie musze sam o nic sie troszczyc. Nie potrzebuje
      > myslec, jesli tylko moge za wszystko zaplacic; inni juz zamiast mnie zajma
      > sie ta klopotliwa sytuacja. (...)
      > Totez kazdemu pojedynczemu czlowiekowi trudno jest wydobyc sie z
      > niepelnoletnosci, ktora stala sie prawie druga jego natura. Polubil ja nawet,
      > te swoja niepelnoletnosc i nie jest rzeczywiscie zdolny tak od razu zaczac
      > poslugiwac sie swym wlasnym rozumem- nigdy bowiem nie pozwolono mu nawet
      > uczynic proby w tym kierunku. Dogmaty i formulki-owe mechaniczne narzedzia
      > rozumnego uzywania, a raczej naduzywania swych naturalnych zdolnosci- to
      > dzwoneczki blazenskie wiecznie trwajacej niepelnoletnosci. Gdyby czlowiek
      > pojedynczy nawet od nich sie uwolnil, nie potrafilby w jakis pewny sposob
      > przeskoczyc nawet najwezszego rowu-nie przywykl bowiem do tak swobodnego
      > poruszania sie. Totez t y l k o n i ew i e l u ludziom udalo sie wydobyc z
      > niepelnoletnosci dzieki w l a s n e j pracy swojego ducha i stanac pewnie na
      > swych wlasnych nogach.
      > Natomiast taki wypadek, by publicznosc oswiecila sie sama, jest raczej
      > mozliwy; co wiecej nawet nieunikniony, jesli pozostawic publicznosci wolnosc.
      > Znajda sie bowiem wsrod nich zawsze ludzie samodzielnie myslacy, i to nawet
      > posrod opiekunow duzego stada, ktorzy zrzuciwszy z siebie jarzmo
      > niepelnoletnosci, szerzyc beda dokola siebie ducha rozumnej oceny wartosci
      > wlasnej kazdego czlowieka i samodzielnego myslenia o jego przeznaczeniu.
      > (...) Dlatego tez publicznosc moze- tylko- p o w o l i dojrzec do
      > Oswiecenia.. (...)
      > Do wejscia na droge Oswiecenia nie potrzeba niczego oprocz wolnosci: i to
      > wolnosci najnieszkodliwszej sposrod wszystkiego, co nazwac mozna wolnoscia,
      > mianowicie wolnosci czynienia wszechstronnego publicznego uzytku ze swego
      > rozumu. (...)

      #################################################################
      czesc II
      (...)

      Jaka korzysc rodzajowi ludzkiemu przyniesie postep?

      Wynikow zmagan rodzaju ludzkiego na jego drodze ku temu, co lepsze, nalezy
      szukac nie we wciaz rosnacym quantum _m o r a l n o s c i_ w usposobieniu,
      lecz we wzroscie produktow jej _l e g a l no s c i_ w czynach obowiazkowych bez
      wzgledu na pobudki tj. tylko w dobrych, coraz liczniejszych i coraz lepszych
      czynach ludzi, a zatem jedynie w przejawach moralnej istoty rodzaju ludzkiego.
      Albowiem posiadamy tylko dane empiryczne (doswiadczenia), i na nich tez
      opieramy te prognoze; mianowicie na fizycznej przyczynie czynow, o ile
      zaistnieja, ktore przeto same sa zjawiskami, nie zas na przyczynie moralnej,
      zawierajacej pojecie obowiazku tego, co winno sie zdarzyc, a co mozna ustanowic
      jako czyste (pojecie) a prori.
      Stopniowo bedzie malec przemoc ze strony moznych, wzrosnie posluszenstwo wobec
      praw: umilowanie honoru lub dobrze pojeta korzysc wlasna przyczynia sie do
      wzrostu dobroczynnosci we wspolnocie, do zmnniejszenia zatargow w procesach, do
      coraz wiekszej slownosci itd., az w koncu proces ten rozciagnie sie rowniez na
      narody w ich wzajemnych stosunkach, az wreszcie na cala spolecznosc
      kosmopolityczna, bez najmniejszej koniecznosci zwiekszania przy tym podstawy
      moralnej rodzaju ludzkiego, do czego bowiem potrzeba by nowego stworzenia. Nie
      wolno nam jednak zbyt wiele oczekiwac od ludzi na ich drodze postepu, w
      przeciwnym razie bowiem padniemy- i nie bez racji- ofiarami drwin politykow,
      ktorzy taka nadzieje chetnie widzieliby jako urojenia oblakanego umyslu.

      (...)

      Zakonczenie

      Lekarza, ktory na co dzien pocieszal pacjentow, obiecujac im rychly powrot do
      zdrowia, jednemu przyrzekajac, ze mu wkrotce puls wroci do normy, drugiemu, ze
      mu sie flegma poprawi, trzeciemu, ze przestanie sie pocic itd., odwiedza
      przyjaciel. Jak tam twoja choroba, przyjacielu? - zapytuje.- A jakze ma byc?
      _K o n a m_ j u z_ o d_ t e j_ p o p r a w y_, ot co!. Nie biore nikomu za zle,
      gdy z powodu schorzen panstwa zaczyna tracic nadzieje na ozdrowienie rodzaju
      ludzkiego i jego postep. Wszelako sam zdam sie na heroiczny srodek leczniczy,
      zalecany przez Hume'a, gwarantujacy ponoc szybki powrot do zdrowia.
      -"Gdy widze teraz narody- powiada - prowadzace ze soba zacieta wojne, to
      przypomina mi to dwoch zapijaczonych typow, okladajacych sie palkami w sklepie
      z porcelana. Nie dosc, ze dlugo przyjdzie im leczyc guzy, ktore sobie wzajamnie
      nabili, to wszak beda musieli jeszcze potem pokryc wszelkie wyrzadzone szkody"*
      Sero sapiunt Phryges**.

      Jednakowoz skutki obecnie prowadzonej wojny moga zmusic politycznego wrozbite
      do przyznania, ze bliska perspektywa zmiany kierunku rodzaju ludzkiego na
      drodze ku lepszemu stoi juz otworem."

      * David Hume "Of Public Credit"
      **" Zbyt pozno zmadrzeli Trojanie" Cyceron

      Imamnuel Kant
      Der streit der Fakultäten, II Abschnitt. Der Streit der Philosophischen
      Fakultät mit der juridischen (Spor fakultetow. Dzial II. Spor fakultetu
      filozoficznego z prawniczym).
      • kardiolog Re: relacje swiadkow 10.02.05, 12:26
        Wiesz MathiasA, zajrzalem na porzucona psychologie zastanawiajac sie jeszcze
        przez moment co mogloby wyrosnac na wierzbach. Wierzbinki, gruszki a moze nic..
        z nadzieja, bo zima w koncu i roslinki powinny choc chwilowo zasnac. I wiesz co
        zobaczylem? Na wierzbach w zimie wyrosly dmuchawce. W sumie fenomen, tylko
        dlaczego nie dziwi...? Boze, jaki ja juz jestem stary..:(
        ---
        Nie chce tracic wiecej czasu dla forum. Moglibysmy przez najblisze kolejne dwa
        lata przerzucac sie cytatami. Zwyczajnie nie mam juz cierpliwosci, a gdy mnie
        zaczyna jej brakowac moj otwor gebowy wypelnia sie niewypowiedzianym
        niesmakiem, kwasnoscia jakas dziwna. Moze mam nadkwasota...?

        O ile z pewnym zrozumieniem mozna przyjac nieodroznianie Kanta od Nietschego,
        to zdecydowane zaprzeczanie faktom o istnieniu Lambinowic oraz wypedzaniu
        Niemcow jest co najmniej nie na miejscu. O! men, w archiwach biblioteki
        warszawskiej znajdziesz setki, jesli nie tysiace egzemplarzy o wypedzeniach,
        polskim KKK, rasizmie, narodowej pogardzie itd. Czy byly to dzialania
        nieswiadome..? Sam sobie odpowiedz. Troche ksiazek w zyciu przeczytalem i
        wybacz zmeczenie starego czlowieka- nie chce mi sie juz nic wiecej mowic.

        Na moje zakonczenie polece jedynie trudno dostepna, ale znakomicie napisana
        ksiazke Marii Podlasek "Wypedzenie Niemcow z terenow od Odry i Nysy Luzyckiej-
        relacje swiadkow", ktora autorka zaczyna slowami Jana Jozefa Lipskiego.
        Ksiazke mam tu w panszczyzniano-roboczej biblioteczce, wrocila pozyczona po
        dwoch latach. Przeczytam wiec:

        "Zlo jest zlem, a nie dobrem, nawet gdy jest mniejszym i niemozliwym do
        unikniecia zlem. To trudno: albo chce sie byc chrzescijaninem, albo nie...Jesli
        nim sie jest- wie sie, ze zasada zbiorowej odpowiedzialnosci nie ma nic
        wspolnego z etyka, ktora wyznajemy; ze nawet jesli musielibysmy wybrac mniejsze
        zlo- nie wolno nam zla nazywac dobrem; ze wyrzadzenie zla stwarza zobowiazanie
        moralne, choc ten, kto go od nas doznal, wyrzadzil nam stokroc wiecej zla- a na
        dodatek w slabym stopniu odczuwal potrzebe zadoscuczynienia."

        Nie nie bedzie wiecej cytatow, musialbym przepisac cala ksiazke od wstepu po
        zakonczenie. Ogranicze sie tylko do spisu tresci:

        I. Miedzynarodowa legitymacja wysiedlenia Niemcow z terenow na wschod od Odry i
        Nysy Luzyckiej po II wojnie swiatowej

        1. Przyklady masowych przemieszczen ludnosci do 1945 roku
        2. Polityka mocarstw zachodnich wobec pokonanych Niemiec
        3. Spory aliantow wokol powojennych granic Polski
        4. Geneza wysiedlenia Niemcow z Europy Srodkowo-Wschodniej po II wojnie
        swiatowej
        5. Konferencja wielkiej trojki w POczdamie. Stanowisko mocarstw w sprawie
        zachodniej granicy Polski i w kwestii wysiedlenia Niemcow
        6. Tragiczna rola Winstona Churchilla

        II. Wypedzenia Niemcow z terenow na wschod od Odry i Nysy Luzyckiej w latach
        1944 -51 w relacjach swiadkow

        1. Sytuacja w prowincjach wschodnich Niemiec w latach 44/45
        2.Syndrom Nemmersdorf (Majakovskoe)
        3.Ucieczka Niemcow przed Armia Czerwona
        3.1. Ucieczka mieszkancow Prus Wschodnich
        3.2 Ucieczka z Prus Zachodnich i Gdanska
        3.3 Ucieczka ze Slaska
        3.4 Ucieczka z Pomorza i Brandenburgii wschodniej
        3.5 Ucieczka wewnetrzna-samobojstwa

        4. Zbrodnie Armii Czerwonej na niemieckiej ludnosci cywilnej
        4.1 Wychowanie w nienawisci do wroga
        4.2 Gwalty na kobietach
        4.3 Egzekucje
        4.4 Rabunek
        4.5 Deportacje

        5 Niemieckie prowincje wchodnie pod administracja rosyjska
        6. Rosyjsko-polska dwuwladza na ziemiach III Rzeszy
        7. Przyjmowanie przez POlakow ziem na wschod od Odry i Nysy Luzyckiej
        7.1 Szykanowanie ludnosci niemieckiej
        7.2 Polska polityka wobec Niemcow
        7.3 Niemcy i Polacy na ziemiach zachodnich i polnocnych
        8. Akcja wysiedlania Niemcow z prowincji wschodnich III Rzeszy
        8.1 Faza dzikich wysiedlen od wiosny do jesieniu 1945
        8.2 Zorganizowane wysiedlenie Niemcow po konferencji poczdamskiej
        8.3 Akcje weryfikacyjne na ziemiach zachodnich i polnocnych. Schylkowa faza
        wysiedlen
        9. Kontrowersje wokol liczby ofiar wypedzenia.

        Bibliografia: mi.in.:
        Publikacje ksiazkowe:

        1. Banasiak Stefan
        "przesiedlenie Niemcow z Polski w latach 1945-50"
        Lodz 1968
        2."Die Umsiedlung der deutchen Bevolkerung aus POlen, Legende und Wirklichkeit"
        Warszawa, Poznan 1966
        3. Dmitrow Edmund
        "Niemcy i okupacja w oczach Polakow. Poglady i opinie z lat 45-48"
        Warszawa 1987
        4. Kersten Krystyna
        "Narodziny systemu wladzy. Polska 43-48"
        Poznan 1990
        5. Kokot Jozef
        "Od Poczdamu do Helsinek"
        Opole 1974
        6. Lippoczy Piotr, Walichowski Tadeusz
        "Przesiedlenie ludnosci niemieckiej z Polski po II wojnie swiatowej w swietle
        dokumentow"
        Warszawa 1982
        itd

        51 pozycji

        Artykuly prasowe:
        1 Czy ziemie odzyskane to ziemie odzyskane?
        Odra 1/1990
        2. Glowacki Wlodzimierz
        "Zagadnienie repatriacji Polakow obywateli niemieckich"
        Przeglad Zach. 3/46
        3. Kowalik Helena
        "(O)polski exodus"
        "Prawo i Zycie" 14.07.1990
        4.Lipski Jan Jozef
        "Dwie ojczyzny-dwa patriotyzmy"
        Kultura 10/81
        5."Wysiedlalem Hostra Bienka"
        Polityka 16/88

        pozycji 20

        Ksiazke Marii Podlasek wydano w 1995 w Warszawie.

        ---------

        kardiolog
      • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 15.02.05, 11:05
        Latem 1966 roku Charles Whitman zabil swa zone i matke, a nastepnie wspial sie
        na szczyt wiezy gmachu Uniwersity of Texas. Uzbrojony postrzelil 38 ludzi-
        zabijajac 14, zanim sam zostal zastrzelony. Jak mogl popelnic ten czyn?
        Detektywi znalezli listy, napisane przez Whitmana w wieczor poprzedzajacy jego
        atak, ktore czesciowo daja odpowiedz na pytanie:

        "(...) naprawde nie rozumiem samego siebie. Sadzilem, ze jestem przecietnym,
        rozsadnycm, inteligentnym czlowiekiem. Jednakze ostatnio (nie potrafie sobie
        przypomniec, kiedy to sie zaczelo) stalem sie ofiara wielu niezwyklych
        racjonalnych mysli. Mysli te niesutannie powracaja, skupienie sie na
        uzytecznych, realizowanych stopniowo zadaniach wymaga olbrzymiego wysilku
        umyslowego. Udalem sie do doktora C. pracujacego w uniwersyteckim osrodku
        zdrowia, i poprosilem go, aby polecil mi kogos, u kogo moglbym zasiegnac
        porady, w sprawie pewnnych zaburzen psychicznych, ktore- jak sadzilem -
        wystepowaly u mnie. Rozmawialem z lekarzem raz (przez blisko dwie godziny) i
        staralem sie przekazac mu swoja obawe, ze jestem opanowany przez
        niezwyciezalne, gwaltowne impulsy. Po tej jednej wizycie nigdy juz nie
        widzialem tego lekarza i od tej pory sam walczylem ze swoim zaburzeniem
        psychicznym, jak sie wydaje - bez rezultatu. Zycze sobie, aby po mojej smierci
        przeprowadzono sekcje pozwalajaca stwierdzic, czy wystepowalo u mnie jakies
        widoczne schorzenie fizyczne. Dawniej miewalem okropne bole glowy, a w
        ostatnich miesiacach zuzylem dwie duze butelki ekscedryny (...)"

        Sekcja mozgu Charlesa Whitmana ujawnila wysoce zlosliwy guz wielkosci orzecha
        wloskiego, w okolicy ciala migdalowatego.

        Sveet, Ervin i Mark, 1969


        ---------

        Bulterierko- jedyne ze swej strony, co chcialbym przekazac to dbaj o siebie.
        Idz do kina, teatru, kosmetyczki, wellness- gdziekolwiek, gdzie bedziesz mogla
        zobaczyc siebie wsrod ludzi. Podaruj sobie choc "godzine zycia" i skorzystaj z
        niej. To najwiekszy wysilek, jaki warto dla siebie podjac.

        Dziekuje za wczesniej wyartykulowane przeprosiny. Chcialem sprawdzic, czy
        rzeczywiscie jestes ich pewna. Przy najbliszym spotkaniu przekaze je rowniez
        mojej zonie. Wiecej nie potrzebuje.

        kardiolog
        • mathias_sammer Re: Dojrzalosc.....i do walpurgi 15.02.05, 15:09
          Samochod wypelniony prezentami po brzegi (czy oni aby je wszystkie
          potrzebuja?).

          Poza tym, coz wiecej...?

          walpurga (na pewno tu zajrzysz).
          Dzisiaj przeczytalem gdzies o Faryzeuszu czy tez Judaszu. Tak , wlasnie tak
          funkcjonuja swieci..

          Prawda jaka bezkarnosc..? Nic nie mozna zrobic. Mozna tylko bojkotowac i nie
          uczestniczyc.

          W zwiazku z wczorajszym grzecznym.. zyczeniem opuszczenia przeze mnie forum.. i
          nie dorastania niektorym do pantofli (swoja droga nigdy nie wybieralem sie pod
          gorke) bardzo prosze o nieuzywanie moich nickow, moich plyt, ksiazek i
          wszystkiego co kiedykolwiek bylo sygnowane moja reka! Nie mowie o przeszlosci
          tylko o dniu dzisiejszym (mam pokazac palcami kilka przykladow?!).

          Niee, ty uczepisz sie wszystkiego, co w twoim mniemaniu pozwoli na przezycie
          jeszcze jednego dnia- zawsze jednak na cudzym grzbiecie i cudzym kosztem.

          Walpurga jestes malutka, mizerna, ludzka gnida. Kazdy czlowiek ma prawo do
          drugiej szansy, ty juz jednak skorzystales z tego prawa i zmarnowales je.

          Dla mnie dzis umarles.
          Jestes trupem, zywym pelzajacym trupem, niezaleznie ile jeszcze dni i lat przed
          toba. zyj, szkoda nawet cie zabic.

          I nie twoje obelgi mnie wyprowadzaja z rownowagi tylko wieczne laszenie sie
          nawet do takiego zera- za jakie mnie uwazasz. Gdzie twoja godnosc? Jak smiesz
          zadawac sie z takim byle czym jak ja? Jak smiesz sie do mnie po tym wszystkim
          przymilac?!!!!!

          Jestes dla mnie skonczony. W pokera grac z toba juz nie bede. Szkoda mi 5
          centow i czasu. Wole juz wyrzucic pieniadze w bloto lub do kloaki. Zaluje, ze
          zasiadlem w ogole z toba stolu, ale w koncu kazdy zasluguje na druga szanse, a
          i ja dalem sie nabrac na te "niesprawiedliwosc", ktora cie wiecznie spotyka od
          innych ludzi.

          Mysle, ze we wlasciwej tonacji utrzymuje teraz wczoraj rozpoczety przez nas
          dialog.

          Coz na koniec...? Mozesz mi zyczyc wypadku na drodze, podobno w okolicach
          Poznania slisko, a i polscy kierowcy nie zwazaja na czarne miejsca wyprzedzajac
          na "trzeciego". Mozesz mi zyczyc wlasnie takiego zejscia -bo to tego tez jestes
          zdolny.

          Zegnam,
          M.S.


    • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 07.06.05, 13:19
      mathias_sammer dnia 11.10.2003 napisał:

      > Przed dwoma laty ..

      cd----------------------------

      Czym "nakarmisz" swoj samochod, gdy wcale nie bedzie benzyny?

      A jaki sposob nalogowi "samochodziarze" jacy sa wsrod nas, przystosuja sie do
      kryzysu energentycznego? Kenneth Bouldig wprowadza w swych przewidywaniach
      rozroznienie miedzy przystosowaniami dlugoterminowymi i krotkoterminowymi:

      "Najwazniejsza i najbardziej drastyczna zmiana byl nagly wzrost ceny i
      zmniejszenie dostepnosci benzyny dla posiadaczy prywatnych samochodow. Wydaje
      sie prawdopodobne, ze sytuacja tak utrzyma sie przez dluzszy czas (..).
      Dlugoterminowe skutki sa jednak uzaleznione zarowno od zmian w podazy, jak i w
      pewnym stopniu od tego, co mozna by nazwac "mechanizmem popytu"- przysosowaniem
      preferencji i stylu zycia do zmieniajcych sie cen i struktur dochodu.
      Musze wyznac, ze moim zdaniem, znacznie wiekszy wysilek zostanie wlozony w
      problemy zaopatrzenia i podazy, niz w przystosowaniu popytu... Samochod jest
      tym szczegolnym przedmiotem, ktory bardzo latwo powoduje wytworzenie sie
      specyficznego nalogu. Okreslilbym go jako zbroje z 200 konmi wewnatrz,
      dostatecznie duza, aby uprawiac w niej milosc. Nic wiec dziwnego, ze jest on
      popularny. Przeksztalca on swego kierowce w rycerza odznaczajacego sie
      ruchliwoscia arystokraty i zapewne takze niektorymi innymi jego wadami. Pieszy
      i osoba korzystajaca z srodkow transportu publicznego, sa przez porownanie,
      wiesniakami ( z niemal nieuknikniona zawiscia) spogladajacymi na rycerzy
      przejezdzajacymi obok nich w swych machanicznych rumakach. Raz posmakowawszy
      rozkoszy spoleczenstwa, w ktorym prawie kazdy moze byc rycerzem, trudno jest
      wrocic do roli wiesniaka.

      Podejrzewam wiec, ze beda bardzo silne naciski, aby zachowac samochod w jakiejs
      formie, nawet gdybysmy musieli uciec sie do syntezy jadrowej jako ostatecznego
      zrodla energii i do plynnego wodoru jako namiastki benzyny. Alternatywnym
      rozwiazenim byloby, jak sie zdaje, spoleczenstwo szczesliwych wiesniakow, z
      ktorych kazdy uprawialby swoj wlasny ogrodek i jechal do pracy autobusem lub
      nawet elektrycznym tramwajem. To rozwiazanie wydaje sie jakos mniej
      prawdopodobne, niz rozpaczliwe proby znalezienia nowych zrodel energii dla
      zachowania rycerkiej ruchliwosci"

      Kenneth Bouldig, 1974

      • kardiolog Jakich ludzi lubimy? 07.06.05, 13:42
        W zasadzie badania wykazaly, ze pociagaja nas ludzie, ktorzy dostarczaja nam
        maksymalnej ilosci nagrod czy gratyfikacji przy minimalnym koszcie. Lubimy
        ludzi, dla ktorych juz jestesmy atrakcyjni i ktorzy okazuja nam to
        wyswiadczajac przyslugi i mowiac o nas mile rzeczy. Lubimy ludzi, ktorzy
        zaspokajaja nasze potrzeby i ktorzy maja potrzeby, ktore my mozemy zaspokoic.

        Podobienstwo i komplementarnosc

        Jednym ze stwierdzen, najbardziej konsekwentnie powtarzajacych sie w badaniach
        nad atrakcyjnoscia, jest to, ze ludzie lubia tych, ktorzy sa podobni do nich
        samych. Lubimy zwlaszcza tych, ktorzy maja podobne postawy i zgadzaja sie z
        nami. (Byrne, 1971)

        Dlaczego osoba o podobnych pogladach ma byc tak atrakcyjna? Byc moze przyczyna
        jest to, ze owa zgodnosc dostarcza _wzmocnienia_. Jest mniej prawdopodobne, ze
        poklocimy sie lub bedziemy miec nieprzyjemna utarczke z kims, kto na ogol
        zgadza sie z nami, bardziej zas jest prawdopodobne, ze umocnimy sie w
        przekonaniu o slusznosci naszych postaw. Mozemy byc rowniez przekonani, ze
        czesciej bywamy atrakcyjni dla ludzi podobnych do nas. Ponadto podobienstwo
        moze prowadzic do atrakcyjnosci, poniewaz pozwala nam utrzymac _spojne_,
        zrownowazone stosunki z naszymi przyjaciolmi. Lubimy zatem tych, ktorzy lubia
        to, co my lubimy. Inne wyjasnienie glosi, ze ludzie o podobnych postawach sa
        dla nas atrakcyjni ze wzgledu na _porownania spoleczne_. Jak przekonalismy sie
        poprzednio, oczekujemy zwykle od innych ludzi, ze dostarcza nam informacji o
        naszych wlasnych zdolnosciach, uczuciach, przekonaniach- innymi slowy,
        atrakcyjni moga byc dla nas ludzie, ktorzy sa odzwierciedleniem nas samych lub
        tego, czym chcielibysmy byc.

        _Nie kazde_ podobienstwo rodzi jednak sympatie. Istnieje nieco materialu
        dowodowego, ze atrakcyjnosc jest wynikiem posiadania _komplementarnych_
        (uzupelniajacych sie) potrzeb lub stylow osobowosci. Na przyklad osoba bardzo
        dominujaca moze lubic kogos, kto jest spokojny i ulegly, bardziej niz inna
        dominujaca jednostke. Byc moze w roznych okresach rozmaite czynniki maja
        szczegolny wplyw na ksztaltowanie zwiazku dwojga ludzi odmiennej plci.
        Podobienstwo wartosci moze byc na przyklad niezbedne we wczesnych fazach,
        podczas gdy komplementarnosc potrzeb moze miec decydujace znaczenie dla
        dlugotrwalego zwiazku.

        Kerckhoff i Davis, 1962
        • kardiolog Re: Jakich ludzi lubimy? 07.06.05, 14:14
          Byc moze przyczyna
          jest to, ze owa zgodnosc dostarcza _wzmocnienia_

          dodam od siebie: oraz jednoczesnego "usprawiedliwienia"- termin traktowany po
          macoszemu przez niektorych psychologow. H. Schlosberg nie pomija.

          kardiolog
        • kowianeczka Re: Jakich ludzi lubimy? 07.06.05, 14:58

          Czy chcesz powiedziec, ze jesli nie zostana spelnione powyzsze
          warunki "podobienstwa" nie moze byc mowy o sympatii? A ja myslalam, ze jest
          inaczej? Byc moze z "komplementarnoscia" cos nie tak?

          kowianeczka
          • kardiolog Re: Jakich ludzi lubimy? 07.06.05, 15:11
            "wzmocnienie" jest ucieczka.
            Tak, chodzi o rozbieznosci w "komplementarnosci".

            kardiolog
      • kardiolog re: 07.06.05, 14:01
        "Pewien pacjent psychiatryczny, majacy paranoidalne urojenia, zaczal wyobrazac
        sobie, ze ozenil sie z jedna pielegniarek, ktora ledwie znal. W miare jak
        mysli te rozbudowaly sie, jego "malzenstwo" zostalo pobogloslawione trojgiem
        dzieci, a cale jego zycie wypelnilo sie szczesciem. Wkrotce ow kawaler podjal
        decyzje o zaprzestaniu pracy "chocby ona byla realna" i zajety byl jedynie
        swoim marzeniem, ktore jak powiedzial terapeucie, "jesli jest realne, to jest
        cudowne".
        Gdy pacjent zapytal terapeute o jego zdanie, co do realnosci lub nierealnosci
        tych wyobrazen, ten odpowiedzial mu, ze sa one po prostu czyms w rodzaju
        marzenia na jawie. W tym momencie pacjent przypomnial mu o swojej samotnosci,
        zblizacej sie starosci. "Co ja bym zrobil?" zapytal, "gdyby zabrano mi moje
        marzenia?" Czy moze mi Pan zaoferowac cos lepszego od marzen?

        Gdybys _ty_ byl terapeuta, to co byc mu odpowiedzial? "

        Zimbardo

        (teraz powinna nastapic faza "wzmocnienia":)
        • rainer_calmund 10 maja 1933 07.06.05, 14:03
          Czy ksiazki Zimbardo lezaly na stosie?
          • kardiolog Re: 10 maja 1933 07.06.05, 14:05
            Prosze nie kazac tlumaczyc mi oczywistosci...

            kardiolog
            • rainer_calmund Re: 10 maja 1933 07.06.05, 14:08
              Czy jest jakis ciag dalszy po pytaniu?
              R.C.
              • kardiolog marzenie o przyszlosci czyli szok przyszlosci? 07.06.05, 14:11

                Powzysze pochodzi z dzialu j.w.

                POnadto pewne przemyslenia podane sa w dzialach: Terapia jako sposob
                modyfikacji zachowania" oraz "Laczenie roznych technik terapeutycznych".

                kardiolog
                • kardiolog Re: marzenie o przyszlosci czyli szok przyszlosci 07.06.05, 14:18
                  Mysle, ze dopuscilem sie powaznego przekrecenia, powinienem wyjasnic, jesli
                  chce cytowac mistrzow.
                  Historia pacjenta i jego rozmowy z tereupeuta pochodzi rzeczywiscie z jednego z
                  opracowan przygotowanych przez Zimbardo. Pacjentem byla kobieta nie mezczyzna.


                  kardiolog
                  • rainer_calmund Re: marzenie o przyszlosci czyli szok przyszlosci 07.06.05, 14:19
                    Jesli cytujesz, drogi kolego, cytuj jak stoi.

                    Poza tym, nie mam uwag.

                    R.C.
    • zonk.you Re: Dojrzalosc..... 13.09.05, 11:27
      co to za brednie
      Kant nie wyraza sie przynajmniej w tym kawalku-/cytacie ktory przytoczyles
      slownie
      nie zastanawia sie nad tym jak reaguje, bo popiera sie tym co posiada
      zastanawia sie nad tym co ma, sam tak kiedys napisal, szkoda ze nie posiadam
      cytatu, a z pamieci cytowac nie umiem
      w kazdym badz razie- wystarczy nazwac sie filozofem, zeby kazde brzdło ktore
      sie napisze nazywac wielce filozoficznie i na wskroś głębokim kawałkiem
      niosącym wielce oswiecone przeslania
      autorowi raczylabym sie zastanowic, co w ogle mial na mysli,
      pozdrawiam
      zonk
      • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 13.09.05, 12:01
        O kto by tam czytal Kanta? Same brednie, masz racje:)

        Ja jak widze Mateusza piszacego o filozofii to omijam szerokim lukiem, niekiedy
        tylko go zaczepie, by chlopak mial radoche (ale nie mow mu, OK?):)

        kardiolog
    • solaris_38 Re: Dojrzalosc..... 16.09.05, 00:26
      piękne dzieki
      • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 16.09.05, 11:09
        Przyjemnosc po mojej stronie:)

        Milego weekendu :)

        M.S.
        • kowianeczka Re: Dojrzalosc..... 19.09.05, 22:19

          Hmmmm... i tam i tamoj tez?
          No naprawde, naprawde:)Z biblioteczki przeczytanej:)
          ******************************



          "Dobry uczynek



          Stary pan Scrouge nie mógł zasnąć. Męczyły go najróżniejsze dziwne myśli, do
          których nie był przyzwyczajony. Zupełnie jakby worek z myślami, nie tknięty
          przez siedemdziesiąt sześć lat, nagle pękł. Stary pan Scrouge przewracał się w
          łóżku z boku na bok. Wraz z tymi poruszeniami przed otwartymi oczyma zmieniały
          się obrazy. Jedna po drugiej defilowały postaci, które w życiu spotkał, a z
          którymi nie udało mu się zaprzyjaźnić. Znów oglądał twarze kobiet, które
          pozostały obce, bo bał się zakłócić swój wygodnicki tryb życia. Przypomniał
          sobie żebraka, któremu odmówił kawałka chleba, i zagubionego na środku ulicy
          ślepca; udał wtedy, że go nie widzi. Stłumił łkanie.Nagle poczuł straszliwy
          chłód. Zadrżał. Owinął się kocami cały, łącznie z głową, żeby się ogrzać
          własnym ciepłem. O północy dobiegło go dwanaście uderzeń zegara, przytłumionych
          grubą warstwą wełny. Potem zdawało mu się, że słyszy jakieś krzyki. Jednym
          ruchem z całej siły odrzucił koce. Słuchał. Nie mylił się. Słabnący głos
          krzyknął jeszcze kilka razy :

          - Ratunku!

          Pan Scrouge mieszkał przy Nabrzeżu Grands-Augustins. Głos należał zapewne do
          jakiegoś nieszczęśliwca, który wpadł do Sekwany. Nie bacząc na chłód,
          wstrzasający zasuszonym ciałem, szybko narzucił szlafrok, wsunął kapcie i
          wybiegł na dwór. Przeszedł ulicę, wychylił się przez balustradę i wpatrzył w
          czarną toń. Jakiś człowiek poruszał się niezdarnie, jakby uwięziony w kleistej
          mazi.

          - Jestem stary - pomyślał pan Scrouge - cóż mi jeszcze w życiu pozostało?
          Jeżeli teraz uratuję tonącegp człowieka, osiągnę więcej satysfakcji niż przez
          całe lata nędznej egzystencji. Odważnie przekroczył balustradę i dał nurka.

          Od razu poszedł na dno, bo miał serce z kamienia.



          Przekład Tomasz Matkowski


          • kowianeczka Re: Dojrzalosc..... 19.09.05, 22:41
            Poczekam jeszcze z 400. Mam duzo czasu, a Ty Mathiasie?

            kowianeczka
            • nabij_faje Re: Jesteście Wiedźmami, 20.09.05, 00:28
              że tyle możecie czekać??
              • mathias_sammer Re: Jesteście Wiedźmami, 20.09.05, 11:28
                Swietne!:))))))

                Naprawde swietna uwaga w kontekscie tego, co wczesniej dzie indziej
                napisalem:)))

                M.S.
            • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 20.09.05, 11:27
              Dzisiaj mam troszke luzniejszy dzien, ale i tak zaraz wychodze z netu.

              Wpisow moze byc i 400, 4000, 40 000, tylko co z tego?

              M.S.
          • nabij_faje Re:cholerka! 19.09.05, 22:49
            ale nadałaś!

            akurat na mój wisielczy nastrój. tego mi było nie potrzeba :)
            ale chociaz śmieszne
          • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 20.09.05, 11:24
            Bardzo piekna opowiesc. Wczoraj spotkalem sie ponownie ze stwierdzeniem, ze R.T.
            kopiuje powstale juz historie (tu opowiesc Wiligilijna), ale nie zgadzam sie z
            tym.
            On na nowo bawi sie istniejacymi historiami , uwspolczesnia je, ozywia, nadajac
            zabwany ale i sarkastyczny ton.
            Lubie go, okladki jego ksiazek sa swietne (zwlaszcza jednej ilustratorki-
            kapitalna kobieta prywatnie).

            M.S.
    • bezstronna Re: Dojrzalosc..... 20.09.05, 14:13
      Jest to życie w zgodzie z samym sobą.
      A żyjąc w zgodzie ze sobą nie krzywdzimy po drodze innych.
    • psychopata.z.borderline coraz chętniej patrzę w lustro 21.09.05, 00:20

      • jula09 Re: coraz chętniej patrzę w lustro 21.09.05, 00:24
        Przeszedłeś operacje plastyczną?
        • psychopata.z.borderline Jula nc wiecej nie powiem 21.09.05, 00:27

    • q02121974 Re: Dojrzalosc..... 17.11.05, 10:29
      Nie podnos starych wątków, bo i tak nic ci to już nie pomoże
    • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 20.10.15, 11:03
      Wezmę udział w wolnej chwili...(w ramach mojego egzystencjalnego minimum)
      Kardiolog
    • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 20.10.15, 22:08
      Jaki piekny pamietnik. Dużo czytania co czynie z prawdziwą przyjemnością. Muszę sobie dozowac, tyle tekstow ale starczy na wiele wieczorów.
      Herbatą ziołowa za tych co na i w morzu!
      Kardiolog
      • mona.blue Re: Dojrzalosc..... 20.10.15, 23:54
        Też mam zamiar przeczytać. Juz pierwsze wpisy sa extra.
  • bulterier kardiolog 31.10.04, 01:05
    myslisz, kardiolog, ze mozna?
    no..ze mozna jak hitler i goebbels tak po prostu plakac nad przeziebieniem
    dzieci udajac, ze w auschwitz to tylko taka duza laznia?
    adolf i eva, urocze.
    oj, uderzy kiedys bozia po nerkach, oj uderzy.
    a tak a propos czytales (mathias) ostatnie geo, masz kilkanascie stron na
    temat jak im tam wypedzonych.
    • bulterier Re: kardiolog 31.10.04, 01:42
      no dobra chlopcy, znudzilo mnie na dzis wasze udawanie, wasze pseudo-umieranie
      na temat, ktory macie generalnie w dupo.ie. ta wasza psuedo-slusza wrazliwosc,
      wasze psuedo-wrodzone chrzescijasntwo (nie katolicyzm) i pseudo-agnostyzm a nie
      ateizm., wasze pseudo-zainteresowanie swiatem, ktory macie w glebokim
      powazaniu, dopoki nie dziala na wasz uzytek. a ku-tas swiat nie chce. coz za
      nierostropnosc bloody swiata, jak on moze. jeszcze nadzieja w bin ladenie i
      jego zywych wystapieniach.
      a ja?
      ja mam czas, duzo czasu, wiecej niz wy.

      ja maaam bardzo duzo czasu .

      no coz, w zestawie aktorskim "wesela" wyspianskiego nie bedzie obelga jesli
      zagram stol. drewno , do h.. z drewnem, martwe jest acz zywotne, nie zywsze od
      sznura i tego zlotego rogu, kto kto byl i go niechcao powedzil.

      pa kochani!

      do zobaczenia!

      wasz ukochany dr frnakenstein (musze nie odtswac od sredniej)
      b.
      • mathias_sammer Re: kardiolog 31.10.04, 11:10
        bulterier napisał:

        > no dobra chlopcy, znudzilo mnie na dzis wasze udawanie, wasze pseudo-
        umieranie
        > na temat, ktory macie generalnie w dupo.ie. ta wasza psuedo-slusza
        wrazliwosc,
        > wasze psuedo-wrodzone chrzescijasntwo (nie katolicyzm) i pseudo-agnostyzm a
        nie
        >
        > ateizm., wasze pseudo-zainteresowanie swiatem, ktory macie w glebokim
        > powazaniu, dopoki nie dziala na wasz uzytek. a ku-tas swiat nie chce. coz za
        > nierostropnosc bloody swiata, jak on moze. jeszcze nadzieja w bin ladenie i
        > jego zywych wystapieniach.
        > a ja?
        > ja mam czas, duzo czasu, wiecej niz wy.
        >
        > ja maaam bardzo duzo czasu .
        >
        > no coz, w zestawie aktorskim "wesela" wyspianskiego nie bedzie obelga jesli
        > zagram stol. drewno , do h.. z drewnem, martwe jest acz zywotne, nie zywsze
        od
        > sznura i tego zlotego rogu, kto kto byl i go niechcao powedzil.
        >
        > pa kochani!
        >
        > do zobaczenia!
        >
        > wasz ukochany dr frnakenstein (musze nie odtswac od sredniej)
        > b.

        Szanowna bulterierko,
        naucz sie jezyka ojczystego , bo nas- wyksztalconych magistrow- obrazaja Twoje
        niedociagniecia. To uwaga najwazniejsza.
        Coz wiecej? Liczylem, ze wreszcie odejdziesz, usypalismy juz z kardiologiem
        symboliczny grobik, zatknelismy kijek z karteczka: Tu spoczywa nasza
        nieodzalowana kolezanka bulterierka". Przygotowalismy sie do swiecenia lampek,
        kardiolog kupil kilka pod cmentarzem zanim jeszcze cala katolicka Polska
        ruszy wzruszona wspominac poleglych na polu chwaly zycia. W poniedzialek
        chcielismy Cie oplakac lzami rzewnymi i szczerymi. Tyle przeszlas trudow, tyle
        zlego niesprawiedliwie Cie spotkalo, poczulismy nawet wyrzutki* sumienia.

        No coz, bedziemy oplakiwac innych zmarlych.

        Milej niedzieli
        M.S.
        Co do Evy Braun wrzuc na wyszukiwarke, znajdziesz tysiace wpisow, po co
        kopiowac? Hitler byl calym swiatem Evy Braun, gdy odchodzil , odeszla razem z
        nim.
        Kazde dziecko to wie.
        Ciekawe, czy NPD bedzie palic swieczki Adolfowi w imie "Gott mit uns"?

        * tak, wyrzutki nie mylic z wyrzutami czy innymi wypryskami rzucajacymi sie na
        twarz.
        • mathias_sammer Re: kardiolog 31.10.04, 11:20
          kardiolog, spojrzalem na forum i zaniepokoilem sie pewnym chlopcem forumowym.
          Nazywa sie m.malone. Byl wczoraj wieczorem na forum (i przedwczoraj tez) i juz
          od rana znowu jest.
          Myslisz, ze zjadl chociaz sniadanie?
          Boje sie pomyslec, ze to moze byc uzaleznienie.
          • kardiolog Re: kardiolog 01.11.04, 11:14
            mathias_sammer napisał:

            > kardiolog, spojrzalem na forum i zaniepokoilem sie pewnym chlopcem forumowym.
            > Nazywa sie m.malone. Byl wczoraj wieczorem na forum (i przedwczoraj tez) i
            juz
            > od rana znowu jest.
            > Myslisz, ze zjadl chociaz sniadanie?
            > Boje sie pomyslec, ze to moze byc uzaleznienie.

            Forum jest miejscem uzytecznosci publicznej. Kazdy moze tu przyjsc jak np. do..
            publicznej toalety. Kazdy tez jest zarzadca wlasnego czasu, wlasnej woli oraz
            sam decyduje o wlasnym zdrowiu.


            Wprawdzie powiedziano "mam wolna wole i zadnego wyboru", ale ja akurat nie
            zgadzam sie z tym powiedzeniem.

            kardiolog
            • mathias_sammer Re: kardiolog 02.11.04, 15:39
              Wpisalem w sasiednim watku jakies nieznaczace pierdulki, ale forum nie chodzi.
              Bedzie przerwa:-))))))
              Natomiast zauwazylem, ze ludzie jak to zwykle bywa emocjonuja sie tym, co ich
              nie dotyczy.
              Tja, nie ma to jak przerost ego nad World Trade Center.
              Tego drugiego juz nie ma, nie wytrzymalo proby czasu ani mocy cywilizacyjnej.



              ...

              .

              Biedny Kant w grobie przekreca swoje kosci. A moze tylko prochy przesypuja sie
              z jednej strony trumny na druga..?
              Biedny, biedny Kant...


              M.S.
      • kardiolog Re: kardiolog 01.11.04, 11:11
        To fakt, "znamy sie tyle na ile nas sprawdzono".

        Jesli chcesz wyrabiac "srednia" to baw sie dobrze.

        kardiolog

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka