Czy mam prawo ?

IP: *.telia.com 14.01.02, 10:32
Dziesiec miesiecy temu zmarla moja przyjaciolka.W niedlugim czasie po jej
odejsciu doszlo do niewinnych spotkan miedzy jej mezem a mna.Z czasem
przerodzilo sie to w wielkie uczucia,pokochalismy sie do szalenstwa.Ja bylam
mezatka,od wielu lat z mezem nic mnie nie laczylo procz wspolnego mieszkania i
ekonomi.Rozeszlam sie z mezem jestem teraz z moim ukochanym,szczesliwa jak
nigdy do tad.Niestety czesto nie daje mi spokoju mysl czy mam prawo do tej
milosci.Czesto czuje sie jak zlodziejka jakbym cos ukradla,co nie ma prawa byc
moje.Ona zawsze byla bardzo zazdrosna o niego,zdazalo sie nawet ze i o
mnie,oczywiscie bez powodu.Jak pozbyc sie tych mysli,zeby zyc i cieszyc sie w
pelni swoim szczesciem.Czy to wogule mozliwe ???
    • faxio Re: Czy mam prawo ? 14.01.02, 11:32
      A jak to odbiera Twój ukochany?
      Czy on też ma wątpliwości.
      Moim zdaniem absolutnie masz prawo do tej miłości.
      Jakiekolwiek zastrzeżenia może mieć tylko Twoja zmarła przyjaciółka.
      Czy w jakiś sposób odczuwasz, że ma?
      • Gość: Kim Re: Czy mam prawo ? IP: 213.77.91.* 14.01.02, 11:38
        Życie czasem płata nam figle i stawia przed wyborami, do których nigdy nie
        będziemy czuli się dojrzali. Pytanie tylko, czy potrafimy wykorzystać dane nam
        szanse. Jeśli się kochacie - to cudownie, miłość to najpiękniejszy dar, który
        mogliście dostać. Jeśli tylko nie robicie nikomu krzywdy - wszystko jest w
        porządku. Takie sytuacje uczą nas, żeby nie oceniać innych po pozorach. Czasem
        życie wygląda inaczej niż w rzeczywistości. Trzymajcie się razem i cieszcie
        Waszym szczęściem.
      • Gość: onnanohi Re: Czy mam prawo ? IP: 213.17.193.* 14.01.02, 11:41
        Znaczy się, czy duch zmarłej przyjaciółki ją nawiedza, tak? Hmmm ....

        Moje zdanie: masz prawo. oczywiście. Wyobraziłam sobie, że to ja jestem tą
        zmarłą przyjaciółką i uważam, że to nawet byłoby piękne - moja przyjaciółka
        jest dla mnie jak siostra, także ona i mój mąż to dwie najważniejsze osoby w
        moim życiu - byłoby to piękne, gdyby po mojeje śmierci te dwie osoby związały
        się ze sobą. Na pewno zostałabym na zawsze w ich sercach :)

        Inna sprawa - gdybym miała dzieci - przecież to byłby najpiękniejszy scenariusz
        z możliwych, gdyby to przyjaciółka się nimi zajęła, a nie jakaś "obca kobieta".

        Pozdrawiam i życzę dużo szczęścia :)
      • Gość: Titti Re: Czy mam prawo ?do faxio IP: *.telia.com 14.01.02, 11:50
        Moj ukochany twierdzi ze zacza nowe zycie i reszta nie ma znaczenia.Ja
        niestety czuje jej obecnosc miedzy nami,dzieje sie to bez zadnego powodu.Moze
        bieze sie to z tego ze pamietam jak okropnie byla zazdrosna o niego.
        • faxio Re: Czy mam prawo ? 14.01.02, 12:46
          Nie znam sie na duchach, ale rozumiem, że odczuwasz jakby poczucie winy.
          Osobiście chyba poszłabym na cmentarz, żeby z nią "pogadać".
          Powiedziałabym, że jak go tak kochała to mogła go nie zostawiać i
          opowiedziałabym co czuję, jak go kocham i że jej "obecność" mi przeszkadza.
          Podobno takie rozmowy ze zmarłymi pomagają.

          • Gość: Titti Re: Czy mam prawo ? IP: *.telia.com 14.01.02, 13:00
            Faxio- znakomicie ze masz poczucie humoru moze skorzystam z Twojej rady.Od
            chwili kiedy to wszystko sie zaczelo to nawet na cmetarzu zle sie czuje.
    • Gość: to ja Re: do Titti IP: 10.1.12.* 14.01.02, 12:20
      Chyba sama odpowiedzialas sobie juz na to pytanie - uwazam, ze nikt inny oprocz
      ciebie nie ma prawa rozstrzygac o tym, czy ty masz do czegos prawo.
      Wszystkiego dobrego!
      • ewka2001 Do Titti 14.01.02, 13:37
        Uważam ,że masz (macie) do tego wspólnego szczęścia absolutne prawo.
        Po prostu dwie zranione, zgłodniałe dusze spotkały się i coś zaiskrzyło.
        To piękne i niech trwa.... A tzw. opinia społeczną nie przejmuj się.
        Duzo szczęścia.
    • faxio Re: Czy mam prawo ? 15.01.02, 10:17
      Dla wszystkich jest jasne, że Titti ma do tego uczucia prawo.
      Problemem jest jej wewnętrzny niepokój. Jego żródło tkwi gdzieś w
      podświadomości. Podobno podświadomość lubi rytuału, dlatego coś takiego jak
      specjalna wizyta na cmentarzu może pomóc. Może to być coś zupełnie innego, np
      specjalna mini uroczystość przekazania ukochanego. To psychologiczne triki
      stosowane przez szamanów dla uwolnienia od natręctw myślowych itp.
      Proste i zazwyczaj bardzo skuteczne. Titti musi sama sobie pozwolić na ten
      związek.
      Pozdrawiam Cię Titti,
      Faxio
    • szary_ptak Re: Czy mam prawo ? 15.01.02, 11:23
      Gość portalu: Titti napisał(a):

      Ja bylam mezatka,od wielu lat z mezem nic mnie nie laczylo procz wspolnego
      mieszkania i ekonomi.Rozeszlam sie z mezem jestem teraz z moim
      kochanym,szczesliwa jak nigdy do tad.Niestety czesto nie daje mi spokoju mysl
      czy mam prawo do tej milosci.

      Tyle rzeczy w ciągu 10 miesięcy...
      Przepraszam, ze czepię się zupełnie czego innego, niż wszyscy...Czy męża z Tobą
      też nic nie łączyło, prócz mieszkania i ekonomii?...

      Pozdrawiam

      Szara Ptaszyca
    • Gość: królik Re: Czy mam prawo ? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 15.01.02, 11:37
      może Ty nie chciałabyś, żeby twój mąż po 10 miesiącach po twojej śmierci
      zakochał się w innej kobiecie i dlatego coś jest nie tak?
    • czarodziejka jasne, ze TAK 21.03.02, 00:45
      Titti napisał(a):
      > Niestety czesto nie daje mi spokoju mysl czy mam prawo do tej
      > milosci.Czesto czuje sie jak zlodziejka jakbym cos ukradla,co nie ma prawa byc
      > moje.Ona zawsze byla bardzo zazdrosna o niego,zdazalo sie nawet ze i o
      > mnie,oczywiscie bez powodu.Jak pozbyc sie tych mysli,zeby zyc i cieszyc sie w
      > pelni swoim szczesciem.

      czy otrzymujac od niego milosc i szczescie dajesz JEMU milosc i szczescie?
      domyslam sie, ze tak ...

      czy sadzisz, ze jego zmarla zona wolalaby, by on byl smutnym, rozgoryczonym i
      samotnym wdowcem, czy tez, zeby byl szczesliwy i radosny, ale nie-samotny?

      odpowiedz jest jedna: masz prawo do tej milosci !!!!
      pod jednym wszak warunkiem: nigdy nie staraj sie podwazyc tego, co ICH laczylo

      pozdrawiam serdecznie ;o)




    • Gość: moi Re: Czy mam prawo ? IP: 213.25.85.* 21.03.02, 10:30
      Daj sobie czas a wtedy nie będziesz musiała pozbywać sie myśli, które nie
      pozwalają Ci na pełne przeżywanie szczęścia - same odejdą. Podejrzewam, że
      wiele wrażliwych osób w takiej sytuacji jak Twoja zastanawiałoby się "czy
      wolno". W końcu od śmierci Twojej przyjaciółki nie minęło zbyt wiele czasu więc
      poczucie winy miało prawo u Ciebie się pojawić.
    • Gość: rick Re: Czy mam prawo ? IP: 192.39.188.* 21.03.02, 12:02
      więc masz obawy co powiedziałaby Twoja przyjacółka, która była zazdrosna.
      kiedy żyła - byłaby oburzona. ale wtedy nie wiązała byś się z jej mężem. co do
      tego mamy zgodę.
      więc stawiasz sobie złe /wybacz za słowo - bezsensowne/ pytanie.
      ona była zazdrosna.
      BYŁA
      już nie jest. sformułowanie brutalne, ale taka jest prawda.
      ciesz się życiem i szczęściem. nikomu nie szkodzisz ani nie robisz krzywdy

      rick
    • dochna Re: Czy mam prawo ? 21.03.02, 18:43
      >Dziesiec miesiecy temu zmarla moja przyjaciolka. W niedlugim czasie po jej
      >odejsciu doszlo do niewinnych spotkan miedzy jej mezem a mna.Z czasem
      >przerodzilo sie to w wielkie uczucia,pokochalismy sie do szalenstwa

      I teraz drecza cie wyrzuty sumienia? nic dziwnego. W sumie to jemu bardziej sie
      dziwie niz tobie, w koncu jak mozna "w niedlugim czasie" po smierci zony
      zakochac sie do szalenstwa. Obrzydliwe. Nawet jesli jej nie kochal to jakies
      pozory powinien zachowac. Ile czasu to juz inna sprawa, ale zeby nawet roku nie
      wytrzymac. Nie mogliscie z tym poczekac? Przyjaciolka sie chyba w grobie
      przewraca...


      • czarodziejka Re: Czy mam prawo ? - do dochny 21.03.02, 18:48
        dochna napisał(a):
        > jak mozna "w niedlugim czasie" po smierci zony
        > zakochac sie do szalenstwa. Obrzydliwe. (...)
        > Ile czasu to juz inna sprawa, ale zeby nawet roku nie
        > wytrzymac. Nie mogliscie z tym poczekac?
        >
        >

        hm .... zakochanie sie nazywasz obrzydliwoscia?????????????
        co w tym obrzydliwego?

        powinni wytrzymac?
        znaczy umartwiac sie, usychac z tesknoty, bo "jakies pozory trzeba zachowac"?
        pozory czego?

        to ze sie zakochal, nie znaczy ze nie jest mu smutno po odjesciu zony, nie znaczy
        ze zony nie kochal

        hm ....
        • dochna Re: Czy mam prawo ? - do dochny 22.03.02, 14:19
          >hm .... zakochanie sie nazywasz obrzydliwoscia?

          Nie samo zakochanie się tylko zakochanie się w krótkim czasie po śmierci żony.
          Tak jak jedzenie samo w sobie nie jest obrzydliwe, wręcz przeciwnie, ale
          jedzenie ekskrementów - jest. Chodzi o okoliczności.

          >powinni wytrzymac?
          >znaczy umartwiac sie,

          Pomiędzy umartwianiem się a szczęściem jest cała gama innych stanów
          emocjonalnych.

          >pozory czego?

          Szacunku. To była jego żona.

          Widzę że nikt nie rozumie o co mi chodzi.
          • Gość: kasia28 Re: Czy mam prawo ? - do dochny IP: *.atol.com.pl 22.03.02, 14:39
            Dochna uśmiechnij się:) Ja Cię rozumiem. Przeczytaj mój post poniżej.
      • Gość: Pastwa Czas na miłość IP: 172.17.15.* 21.03.02, 18:56
        dochna napisała:


        > dziwie niz tobie, w koncu jak mozna "w niedlugim czasie" po smierci zony
        > zakochac sie do szalenstwa. Obrzydliwe. Nawet jesli jej nie kochal to jakies
        > pozory powinien zachowac. Ile czasu to juz inna sprawa, ale zeby nawet roku nie
        >
        > wytrzymac. Nie mogliscie z tym poczekac? Przyjaciolka sie chyba w grobie
        > przewraca...


        Racja dochna!!

        Uważam, iż z zakochaniem nalażałoby się wstrzymywać około 16 miesięcy i 10 dni.
        Poniżej tego okresu jest to obrzydlistwo. Jak ktoś ma wątpliwości co do podanego
        przeze mnie czasu to mogę podać matematyczny dowód Banacha na czas potrzebny na
        uczciwe zakochanie się.

        • Gość: maroda Re: Czas na miłość IP: *.proxy.aol.com 21.03.02, 21:14
          Co to za smieszne wyliczenie??? I czemu akurat tyle?? A nie jeden dzien wiecej?
          alo mniej?? I kto to wyliczyl?? Kto ma prawo decydowac?? O milosci??
          Przyzwoitosci?? Zona jest trup i jakby nie bylo nie ma nic tego faktu nie
          zmieni. I czy sie obraca w grobie, czy nie, wszystko jedno i tak jest trup.
          Liczy sie zycie tu i teraz. I ty zyj i niczym sie nie przejmuj. Milosc nie
          wybiera sobie czasu. I nie przejmuj sie takim glupim gadaniem. Kochaj i badz
          szczesliwa!!!!!
          • czarodziejka Re: Czas na miłość - maroda 21.03.02, 22:24
            maroda napisał(a):
            > Co to za smieszne wyliczenie??? I czemu akurat tyle?? A nie jeden dzien wiecej?
            ----> Pastwa podal "okolo" ;oP
            [... przeciez on zartowal, przeczytaj co napisala dochna]


            > Zona jest trup i jakby nie bylo nie ma nic tego faktu nie
            > zmieni. I czy sie obraca w grobie, czy nie, wszystko jedno i tak jest trup.
            ---> bardzos to delikatnie ujal ..
            czy tak samo delikatnie traktujesz sama milosc?
        • czarodziejka Re: Czas na miłość - Pastwa 21.03.02, 22:21
          Pastwa napisał(a):
          > Uważam, iż z zakochaniem nalażałoby się wstrzymywać około 16 miesięcy i 10 dni.
          > Poniżej tego okresu jest to obrzydlistwo. Jak ktoś ma wątpliwości co do podaneg
          > o przeze mnie czasu to mogę podać matematyczny dowód Banacha na czas potrzebny
          > na uczciwe zakochanie się.
          >

          nie mam watpliwosci, ale chetnie ten dowod banacha poznam ;oP
          TEGO banacha? a nie przewroci sie on w grobie? ;oP
          pzdrwm ;o)
          • Gość: Pastwa Re: Czas na miłość - Czarodziejka IP: 172.17.15.* 21.03.02, 22:29
            Znaczy się, on tak długo go udowadniał, że w końcu umarł:-)
            Myślę jednak, że dochna go dokończyła i to do niej proszę kierować prośby.
            • czarodziejka Re: Czas na miłość - Pastwa 21.03.02, 22:52
              Gość portalu: Pastwa napisał(a):
              > Znaczy się, on tak długo go udowadniał, że w końcu umarł:-)
              > Myślę jednak, że dochna go dokończyła i to do niej proszę kierować prośby.

              poprzednio napisales:
              > Jak ktoś ma wątpliwości co do podaneg
              > o przeze mnie czasu to mogę podać matematyczny dowód Banacha na czas potrzebny
              > na uczciwe zakochanie się.

              wiec co z tym dowodem?? ;oP

              slonkooooooooooooo!!!!!!!!!!!!!!!
              czarodziejka nie Czarodziejka !!!!!!




              • Gość: Pastwa Re: Czas na miłość - czarodziejka (dowód) IP: 172.17.15.* 21.03.02, 23:28
                Wyjściem do dowodu jest założenie, iż stopień przejęcia miłości od osoby
                zakochanej jest tym większy i uczciwszy im dłużej to trwa.
                Jako jednostkę czasu przyjęto 24 godziny jako pełen miłosny cykl składający się
                z dnia i nocy.
                Mamy, zatem jako punkt wyjścia zdanie będące aksjomatem dowodu:
                „Czas uczciwego miłowania” jego wartość liczbowa wynosi 22 (tyle, bowiem
                zawiera ono liter).
                W przypadku miłości potrzebny jest współczynnik bezpieczeństwa( aby mieć
                całkowitą pewność) stąd wartość tego czasu jest kwadratem liczby 22 to jest,
                484 czyli około 16 miesięcy i 10 dni.
                Ja dowodu nie rozumiem, ale z pewnością rozumie go dochna, zatem do niej proszę
                kierować pytania o wyjaśnienie.

                Pastwa
                • czarodziejka Re: Czas na miłość - (dowód) - PASTWA 22.03.02, 00:32
                  no dobrze, kochanie .. powiedzmy ze ten dowod nie jest zrozumialy, ale
                  akceptowalny, ale czemus wmieszal w to banacha?
                  a moze i sierpinski maczal w tym palce?
                  a hilbert? bernoulli? pascal? tez maczali wtym palce? ;oP
                  pozdrawiam ;o)
                  ps. moja sympatia do ciebie rosnie jak ciag geometryczny ;oPPP
                  • Gość: Pastwa Re: Czas na miłość - (dowód) - czarodziejka IP: 172.17.15.* 22.03.02, 00:58
                    Banach był tu jak najbardziej na miejscu, tyle tylko, iz powinienem go umieścić
                    w " ".Użycie znaczeniowe nazwiska, Banacha, który geniuszem matematycznym był,
                    miało nadać właściwy akcent, dając nam wyobrażenie jak trudno było ten dowód
                    przeprowadzić, skoro Banach umarł, a nie dowiódł powyższego.
                    Uprzedzając twe pytanie,( kto go, zatem przeprowadził ?) odpowiadam wyniknął on
                    samoistnie z tego, co napisała dochna tyle tylko, iż ja to delikatnie
                    matematycznie oszlifowałem.

                    Ps. mam nadzieje, że już nie masz więcej zastrzeżeń.
                    • czarodziejka Re: Czas na miłość - (dowód) - czarodziejka 22.03.02, 11:17
                      Pastwa napisał(a):
                      > mam nadzieje, że już nie masz więcej zastrzeżeń.

                      mam, ale nie dotycza one watku, tylko banacha, wiec moze rozstrzygniemy to w
                      innym miejscu ;oP
                      pzdrwm ;o)

      • Gość: inka_s Re: Czy mam prawo ? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 21.03.02, 22:52
        dochna napisał(a):
        > I teraz drecza cie wyrzuty sumienia? nic dziwnego. W sumie to jemu bardziej sie
        > dziwie niz tobie, w koncu jak mozna "w niedlugim czasie" po smierci zony
        > zakochac sie do szalenstwa. Obrzydliwe. Nawet jesli jej nie kochal to jakies
        > pozory powinien zachowac. Ile czasu to juz inna sprawa, ale zeby nawet roku nie
        > wytrzymac. Nie mogliscie z tym poczekac? Przyjaciolka sie chyba w grobie
        > przewraca...

        Oj dochna! Cóż za bezkompromisowość!! A ja nie potepie tego choć sama nie
        wyobrażam sobie bym tak potrafiła. Ale mam rozwinięta wyobraźnię i łatwo
        wyobraziłam sobie samotnego faceta, tęskniącego i w depresji, łaknącego uczucia,
        pogrążonego w bólu... I ktoś kto współczuje mu, chce mu pomóc, być przy nim w
        trudnych chwilach... To bardzo łatwo przerodzi się w uczucie - takie okoliczności.
        A jak się tęskni za kims do kogo mozna się przytulić i wypłakać to JA wiem
        doskonale!
        Nie wyobrażam sobie żebym przwracała sie w grobie że mój mąż znalazł przyjazna i
        kochajacą duszę! Lepiej by pograżył sie w depresji i popełnił samobójstwo z
        miłości do nieżyjącej żony? Mnie tu pocieszano że znajdę jeszcze kiedyś
        przyjaciela - a dla czego potepiać kogoś że znalażł tak szybko? Może to uratuje
        mu zdrowie psychiczne albo i życie...
        Gdybym to ja umarła a nie mój mąż - chciałabym żeby znalazł kobiete która kochała
        by jego - i otoczyła opieką nasze dzieci. Ciekawe że do siebie nie umiem tego na
        razie dopasować (tzn. mysleć o szukaniu drugiego "taty" dla moich dzieci....).

        • czarodziejka Re: Czy mam prawo? ----- do inki_s 21.03.02, 22:56
          swiete slowa, inko
          prawdziwa milosc nie zwaza na pozory
          prawdziwie kochajacy chce dobrze nie dla siebie, tylko dla tej drugiej osoby

          pozdrawiajac cie, cytuje za stachura:
          "dajcie czasowi czas" - daj inko czasowi czas
          ;o)
        • dochna Re: Czy mam prawo ? 22.03.02, 13:30
          >Ciekawe że do siebie nie umiem tego na
          >razie dopasować (tzn. mysleć o szukaniu drugiego "taty" dla moich dzieci....).

          Właśnie, ciekawe. Racjonalizacja swoje a serce swoje.

          >Nie wyobrażam sobie żebym przwracała sie w grobie że mój mąż znalazł przyjazna
          >i kochajacą duszę!

          Zapomniałaś o takim szczególe że akurat o tę przyjaciółkę żona była za życia
          chorobliwie zazdrosna. Więc kochająca dusza nie czuje się komfortowo w tej
          sytuacji. A dlaczego? Bo za świeże są jeszcze wspomnienia, to wynika jasno z
          tego co napisała Titti.

          >samotnego faceta, tęskniącego i w depresji, łaknącego uczucia,
          >pogrążonego w bólu

          Nie wiem jak było naprawdę ale chyba aż taki pogrążony to on nie był skoro w
          kilka miesięcy znalazł sobie drugą miłość. Więc tego bym nie stawiała jako
          argument.

          >Cóż za bezkompromisowość

          To nie ja jestem bezkompromisowa tylko tzw. sumienie.

          • Gość: rick Re: Czy mam prawo ? IP: 192.39.188.* 22.03.02, 13:56
            dochna napisał(a):
            >
            > Nie wiem jak było naprawdę ale chyba aż taki pogrążony to on nie był skoro w
            > kilka miesięcy znalazł sobie drugą miłość. Więc tego bym nie stawiała jako
            > argument.
            >
            gdybym kiedykolwiek był taki pogrążony nie szukałbym u Ciebie wsparcia. niby nie
            wiesz, a wydajesz kategoryczne osądy.

            rick

    • czarodziejka TAKA historia .... 22.03.02, 11:25
      w czasie rozmyslania o tym watku,
      o tym jakie watpliwosci ma Titti,
      o tym co wypisuje dochna,
      skojarzyla mi sie taka historia:

      pewnemu panu (brat mojego znajomego) umarla zona, nie bylo to zupelnie nagle i
      nieoczekiwane, bo jakis czas chorowala, umarla na raka ...
      no i ten pan probowal byc przykladnym wdowcem ...
      ale ...
      nie mogl poradzic sobie z uczuciem pustki, osamotnienia, beznadziejnosci itp po
      stracie zony i ...
      postanowil popelnic samobojstwo
      niestety, nie udalo sie ....
      niestety dla niego ....
      ale on o tym nie wie ....
      lezy w szpitalu w spiaczce juz pol roku ....
      roslina,
      lekarze nie daja zadnych nadziei, ze bedzie lepiej ...
      jego brat i rodzice .... sami umiecie sobie to wyobrazic


      a gdyby tuz po smierci zony spotkala go historia jaka opisuje Titti (i
      przeciwko ktorej buntuje sie dochna), to moze by zyl? moze byl szczesliwy?


      moze?

      • Gość: rick Re: TAKA historia .... IP: 192.39.188.* 22.03.02, 11:46
        wolałbym, żeby to był wątek główny, a historia Titti była antytezą, że można
        być szczęśliwym,

        rick
        • Gość: kasia28 Re: TAKA historia .... IP: *.atol.com.pl 22.03.02, 14:02
          Mnie tylko uderzyło jedno, że on tak szybko sie zakochał. Nie wiem na ile
          szczerzy sa Titti i jej przyjaciel, ale moze z jego strony to nie jest miłośc
          tylko chęć pocieszenia się, lek przed samotnością, lekarstwo na samotność i
          ból? Co bysmy nie mówili o pięknych uczuciach, miłości od pierwszego
          wejrzenia dana sytuacja nie stawia tego pana w zbyt dobrym świetle, bo:
          1. Kochał żonę,czyli jest pograżony w bólu,czuje sie samotny-przyjaciółka
          żony jest na to lekarstwem. Pytanie na jak długo?
          2. Kochał żonę, więc jego nagłe zakochanie się jest trochę dziwne, zwłaszcza,
          ze chyba przyjaciółki żony nie zobaczył dopiero na pogrzebie?
          3 Nie kochał żony, więc po co z nią był? A skoro potrafił jedną kobiete
          oszukiwać i być z nia pomimo tego, ze jej nie kochał, to jak jest teraz? Czy
          teraz jest szczery? Patrz pkt. 1
          Na miejscu Titti poczekałabym trochę, az mu "ból" przejdzie i bedzie mógł z
          całą jasnością umysłu stwierdzić czy to miłość czy tylko łaknienie przyjaźni,
          samotność. Moze się okazać, ze Titti to tylko lekarstwo na samotność, a
          lekarstwo, jak wiadomo, gdy choroba się kończy odstawia się. Oby to nie
          spotkało Titti. I należałoby sie zastanowić, czy warto wiązać sie z facetem,
          który tak łatwo się zakochuje. Moze na następnym spacerze albo imprezie
          zobaczy inną do której serce mu szybciej zabije?
          Poza tym Titti nic nie pisze o swoim mężu. Czy na pewno łączyło ich tylko
          mieszkanie? To dlaczego trwali w tym układzie nadal? Zwłaszcza, ze jak widać
          nie było trudno Titti ten układ zerwać? A co mąż na to? A jeśli on ją kocha?
          Dobrze, ze przynajmniej dzieci nie ma.
          • dochna Re: TAKA historia .... 22.03.02, 15:34
            >Mnie tylko uderzyło jedno, że on tak szybko sie zakochał

            Właśnie. Być może myślimy trochę podobnie.

            Nie wiem dokładnie skąd to przekonanie się wzięło, że kiedy ukochaną osobę
            spotyka coś najgorszego - śmierć, to chciałabym w jakiś sposób wziąć na siebie
            część jej nieszczęścia. Może to objaw jakiejś pozagrobowej solidarności,
            całkiem nieracjonalnej, ale dyktowanej i zrozumiałej przez uczucia, chęć
            wypicia całego kielicha goryczy żeby poczuć wszystko do końca. Albo może
            nieudolny sposób pokazania Opatrzności że może sobie teraz wsadzić gdzieś
            pocieszenia w postaci nowej miłości, ja nie chce nowej, chcę tamtą, dlaczego mi
            ją zabrała? A jak ktoś od razu próbuje się pocieszyć to tak jakby chciał jak
            najszybciej zapomnieć, pozbyć się tamtej więzi, pogodzić ze wszystkim. To tak
            jakby złamać post religijny bo komuś brakuje słodyczy.

            Ale okazuje sie że szkoda czasu i szkoda okazji, ekspresowa żałoba a potem nowe
            życie. Kamień w błoto.
            • Gość: Pastwa TAKA historia ....Dochna IP: 172.17.15.* 22.03.02, 16:03
              Powiedz dochna, czym jest dla ciebie umiejętność kochania innych ludzi.
              Umiejętnością odrzucania miłości, ze względów na istniejącą już miłość do
              osoby, która zmarła?
              Według tego, co piszesz człowiek może kochać w danej chwili tylko jedną osobę.
              Czy zatem w sytuacji ( nie daj boże), w której ginie Ci twój brat(możesz go i
              nie mieć, nie ważne)odczekujesz rok by pokochać wtedy matkę i tak dalej? Czy
              uważasz, że kochanie kogoś drugiego oznacza, że przestajemy kochać i zapominamy
              o innych dotąd kochanych osobach?

              Może zwyczajnie jesteś mniej „pojemna miłościowo” i musisz długo
              ładować „miłosny akumulator”, aby obdarzyć innych ludzi sympatią oraz
              pozytywnym uczuciem?

              Czy może postępujesz, też w życiu, następująco:

              Spotykasz dobrego przyjaciela, który jest w potrzebie, bo ma wielki problem, Ty
              mu mówisz wtedy, słuchaj nie mogę być teraz dla ciebie dobra i wrażliwa, bo
              byłam pół godziny temu taka dla swojej przyjaciółki, ale za dwa tygodnie będę
              już mogła. Nie pocieszysz siostry, bo dzień wcześniej pocieszałaś sąsiada, itd.?
              • kasia28 Re: TAKA historia .... 22.03.02, 16:19
                Ale tu nie mowa o pocieszaniu, tylko o miłosci, wielkiej! gdyby Titti
                napisała, ze pociesza faceta, albo oboje się pocieszaja po stracie
                przyjaciółki to byłoby co innego. A tu facet, który zakładam, kochał swoją
                kobiete po, nawet nie 10 miesiącach, zakochuje się. Titti pisze, ze w ciągu 10
                miesięcy już zdążyła sie zakochać, rzucić męża, więc moze być i tak, ze
                zakochał się 3, 2 miesiace po smierci swej kobiety! A moze jeszcze zanim
                umarła? Przeciez Titti wyraźnie pisze ze 10 miesiecy temu przyjaciółka
                umarła, a nie ze po 10-ciu miesiącach sie zakochali! To przy nawet dużej
                tolerancji jest trochę dziwne. Poza tym w każdej kulturze obowiązują jakieś
                normy religijne, obyczajowe. Jedną z takich norm jest to, że żałoba trwa rok
                (dłuzej gdy ktoś tego sobie życzy), więc choćby dla przyzwoitości i szacunku
                dla tychze norm powinni poczekać. Nie z miłością, bo uczucia rządzą sie swoimi
                prawami, ale z zerwaniem małzeństwa Titti, wspólnym zamieszakniem. Ciekawa też
                jestem, co na to wszystko rodzice zmarłej przyjaciółki? Ich zięć, ledwie ich
                córka umarła, wiąże się z inna kobietą, nie odczekawszy żałoby? Nie uważacie,
                ze to dla nich przykre? A jego rodzice? Moze pokochali synowa jak córkę i też
                rani ich postepowanie ich własnego syna? Niestety żyjemy wśród ludzi, z
                wieloma łączą nas różne wiezy i w swoim zyciu należy szanować uczucia innych,
                a nie tylko patrzeć na siebie.
                Każdy ma prawo do szczęścia, ale nie kosztem innych.
                • Gość: jasna Re: TAKA historia .... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 22.03.02, 16:30
                  kasia28 napisał(a):
                  > Poza tym w każdej kulturze obowiązują jakieś normy religijne, obyczajowe.
                  tia ... a znasz normy religijne i obyczajowe obowiazujace w afganistanie?
                  • kasia28 Re: TAKA historia .... 22.03.02, 16:54
                    W Afganistanie panuje fanatyzm,który zmusza ludzi do przyjmowania takiego
                    życia, jakiego nikt nie akceptuje, to po pierwsze. Po drugie jeśli ktoś chce
                    miec brode i nosić burkah to co nam do tego? I co to za porównanie? Do żałoby
                    nikogo się nie zmusza. Jeśli się kogoś kocha to jest to chyba naturalne po
                    jego śmierci? Nikt im nie zabrania spotkań, rozmów i planów na przyszłośc.
                    Powinni tylko uszanwac panujące w tym kraju obyczaje i to nawet nie ze względu
                    na te obyczaje, ale ze względu na szacunek dla innych.
                • Gość: Pastwa Re: TAKA historia .... Kasia28 IP: 172.17.15.* 22.03.02, 16:50
                  Kasiu
                  Jest sprawą zasadniczą to jak ów człowiek kochał swoją nie żyjącą już żonę.
                  Rozumiem(nie mam powodów by inaczej myśleć) przez cały czas trwania swego
                  małżeństwa był dla żony tym, czego potrzebowała i odwrotnie. Był, więc w
                  porządku.
                  Zachowywanie pozorów sztuczne,(jeśli nie wynika z własnych odczuć) odwracanie
                  się od potrzeby kochania kogoś nie jest niczym wartościowym i wartym stosowania
                  gdyż jest niepotrzebnym hamowaniem ludzkich i jak najbardziej wartościowych
                  potrzeb człowieka, potrzeby miłości.
                  Pomyślmy chwilę, czym jest miłość dopiero potem mówmy o obrzydliwości tego
                  uczucia w powyższym przypadku. Jeśli ów człowiek nie powinien był tak szybko
                  znaleźć miłości ze względu na rodziców zmarłej żony a także własnych, to
                  również ci wszyscy rodzice powinni zrezygnować na znak solidarności z wdowcem z
                  wzajemnej miłości ( tylko czy to jest komukolwiek potrzebne?). Tak naprawdę
                  żałoba (pamięć i szacunek, jak kto woli) dla osoby kochającej szczerze będzie
                  trwała nie rok, ale całą resztę życia. Nie znaczy to, że nie wolno w tym czasie
                  być człowiekiem szczęśliwym, jeśli można. Cóż z tego, że odczekamy rok, mam
                  rozumieć, że nagle zapomnimy o swej zmarłej żonie, absolutnie.
                  Najlepsze, co mogłaby życzyć umierająca żona to znalezienia sobie miłości,
                  która pozwoli mężowi nadal być szczęśliwym gdyż cierpień nie ma, co życzyć one
                  zawsze same przychodzą, natomiast z miłością nie ma tak łatwo.

                  Piszesz, że należy szanować uczucia innych, niech zatem Ci inni uszanują
                  uczucia tego człowieka i bohaterki tego wątku.
                  • kasia28 Re: TAKA historia .... Kasia28 22.03.02, 17:01
                    Alez ja je szanuję i nie powiedziałam, ze nie mają prawa być ze soba. Tylko
                    uważam, ze takie decyzje są podejmowane pochopnie, pod presją danej chwili.
                    Być moze ten rok pozwoliłby im rozeznać sie w swoich uczuciach do siebie: moze
                    on potrzebuje tylko współczucia? Ona akurat jest pod reką, a jej wydaje sie,
                    ze to wielka miłość? Poza tym jej rozterki też chyba swiadcza o tym, ze gdzies
                    podświadomie czuje, ze to co robią nie jest w porządku właśnie chocby ze
                    względu na kulturę, w której sa wychowani. Równie dobrze mógłby prosto z
                    pogrzebu pojechac na ślub z inną kobietą! Przeciez miłość jest najważniejsza.
                    Maja prawo być ze sobą jak najbardziej, tylko powinni przedtem wiedzieć, czy
                    to nie jest z jednej strony lęk przed samotnością, a z drugiej litość.
                    I nie ja stwierdziłam, ze jest to obrzydliwe!
                    • Gość: Pastwa Re: TAKA historia .... Kasia28 IP: 172.17.15.* 22.03.02, 17:34
                      Titti napisała jasno:
                      W niedlugim czasie po jej odejsciu doszlo do niewinnych spotkan miedzy jej
                      mezem a mna.Z czasem przerodzilo sie to w wielkie uczucia,pokochalismy sie do
                      szalenstwa

                      Nie przesadzajmy z tym prosto z pogrzebu, skoro Titti pisze co innego
                      (poczatkowo niewinne spotkania i z czasem przerodziło się...).
                      Nieważne jest jak ona to nazywa (wielka miłość czy wielka przyjaźń) ważne że
                      jest to szczere uczucie.
                      Może mieć wyrzuty sumienia ale niekoniecznie z własnej winy tylko być może
                      właśnie przez owe zakazy, obyczaje religijne które są ogólne i zawsze znajdzie
                      się nie jeden wyjątek.
                      Swoja drogą czy każde wątpliwości świadczą o złym postępowaniu czy tez bardziej
                      o wrażliwości(przewrażliwieniu wręcz) danej osoby.
                      Mam sam często wątpliwości czy dobrze postępuje a wynika to z moich pozytywnych
                      intencji wobec danej osoby i boje się że skutek mojego postepowania może nie
                      być taki jak chcę. Nie znaczy to iż ostatecznie nie jest dobry i pożądany,
                      podobnie w tym przypadku.
                      Piszesz że powinni wczesniej wiedzieć czy nie jest to lęk przed samotnoscią i
                      litość jak nie spróbują to się nie przekonają.Z drugiej strony ludzie nie musza
                      być wszechwiedzący i mają jak najbardziej prawo się pomylić, po to żyją by
                      szukać i próbować się jak najlepiej odnaleźć w życiu
                      Gotów jestem nawet napisać, że nawet gdyby ten mąż nic nie czuł już do swej
                      zmarłej żony( choć mało prawdopodobne) to i tak ma prawo do tego co robi( tak
                      samo ta kobieta). My nie jesteśmy doskonali, nie musimy na siłę czuć tego czego
                      nie czujemy, cierpieć dla samego przykładu, tylko dla dobrych obyczajów( które
                      nie są przecież czymś ważniejszym niż my sami). Kto potrafi i chce, może,
                      powinien ale nigdy musi.
                      My natomiast powinniśmy spróbować być tacy mądrzy też, wobec nas samych i
                      naszego własnego życia. Nie róbmy z każdego maluczkiego człowieczka wielkiego
                      Świętego.
              • dochna Re: TAKA historia ....Dochna 22.03.02, 17:10
                >czym jest dla ciebie umiejętność kochania innych ludzi
                >Umiejętnością odrzucania miłości, ze względów na istniejącą już miłość
                >do osoby, która zmarła?

                Czy ja gdzieś napisałam coś podobnego? Napisałam że zakochiwanie się W PARĘ
                MIESIĘCY po śmierci żony jest według mnie obrzydliwe. I tutaj stawiając się
                (czy też kładąc) w pozycji tej żony uważam że pewnie przewraca się w grobie. I
                jeszcze chodzi o przyjaciółkę o którą była "okropnie zazdrosna". Teraz
                przyjaciółka wygrała, buduje swoje szczęście dzięki jej śmierci (chociaż nigdy
                przedtem nawet o tym nie pomyślała ani jej tego nie życzyła, prawda?). Oboje
                tańczą na jej grobie, jeszcze świeżym, starając się nie zniszczyć kwiatków.

                Czytałaś uważnie to co napisała Tutti? Czuje jej obecność cały czas. Chce się
                tego pozbyć i nie wie jak a nie widzi że jest po prostu za wcześnie na tę
                miłość. Chce się obecności swojej przyjaciółki pozbyć natychmiast bo jest jej z
                tym źle. Za rok, może za 16 miesięcy, wszystko samo minie.

                >Według tego, co piszesz człowiek może kochać w danej chwili tylko jedną osobę

                Czy to coś nowego? Ile razy odrzuca się miłość osób płci przeciwnej? Żyjemy w
                społeczeństwie monogamicznym. Chyba że masz na myśli miłość jaką darzy się
                jednocześnie wielu przyjaciół, ale nie o tym mówimy. To a propos przykładów
                które podałaś niżej w swoim poście.
                • czarodziejka Re: TAKA historia ....Dochna 22.03.02, 17:25
                  dochna napisał(a):
                  > Napisałam że zakochiwanie się W PARĘ MIESIĘCY po śmierci żony jest według
                  mnie > obrzydliwe.
                  > Oboje tańczą na jej grobie, jeszcze świeżym, starając się nie zniszczyć
                  > kwiatków.
                  -------> Titti nie pisze, ze tancza na grobie zmarlej zony, nie pisze o tym, ze
                  ciesza sie z tego, ze ta zona nie zyje ...

                  >
                  > Czytałaś uważnie to co napisała Tutti? Czuje jej obecność cały czas. Chce się
                  > tego pozbyć i nie wie jak a nie widzi że jest po prostu za wcześnie na tę
                  > miłość. Chce się obecności swojej przyjaciółki pozbyć natychmiast bo jest jej
                  z
                  > tym źle.
                  ----------> a ty czytalas?
                  • dochna Re: TAKA historia ....Dochna 25.03.02, 11:20
                    >Titti pisze, ze ma watpliwosci, czy ma do tej milosci prawo, nic nie pisze
                    >o "obecnosci" swej zmarlej przyjaciolki

                    Re: Czy mam prawo ?do faxio Gość portalu: Titti, 14-01-2002 11:50
                    (...) Ja niestety czuje jej obecnosc miedzy nami,(...)
                    • czarodziejka Re: TAKA historia ....Dochna 25.03.02, 11:47
                      ok, przyznaje ci racje, z ta "obecnoscia" ;o)
                • Gość: Pastwa Re: TAKA historia ....Dochna IP: 172.17.15.* 22.03.02, 17:50
                  Postawię sprawę tak, załóżmy że zakochujesz się zgodnie z miłosna matematyka w
                  facecie(jesteś chyba kobietą?)po 16 miesiacach i wiesz ze miał on tez kiedyś
                  żonę, która zmarła. Mogę zatem o tobie napisać, że postępujesz obrzydliwie(gdyż
                  moje normy nakazuja odczekac 3 lata) i też tańczyśz na grobie tej nieszczęsnej
                  kobiety razem z twoim ukochanym, tyle tylko, iż z wyrachowania odczekałaś 16
                  miesięcy, aby ludzie sie nie domyślili, iż chciałaś wykorzystać śmierć jego
                  byłej żony dla własnych interesów( miłości) ?
                  Mówisz że moje przykłady to co innego zatem prosze taki.
                  Umiera Ci kochany przez Ciebie brat, ale jednocześnie rodzi Ci się nowy
                  braciszek, (taki zbieg okolicznosci). Czy zatem będziesz tez odczekiwała 16
                  miesiecy by pokochac swego nowego braciszka, aby nie zarzucono Ci, że tańczysz
                  na grobie swojego brata, miłując nowego?
                  Czy zapomniszs tez, że kochałaś i przestaniesz żałować śmierci swego brata,
                  przez to, iż pokochasz swojego nowego braciszka?
                  • dochna Re: TAKA historia ....Dochna 25.03.02, 10:13
                    >załóżmy że zakochujesz się zgodnie z miłosna matematyka

                    Zauważ że to nie ja wymyśliłam "miłosną matematykę" tylko ty. I szczerze mówiąc
                    nic z twoich karkołomnych wyliczeń ani przykładów nie rozumiem. Moim zdaniem
                    rzucanie się w objęcia nowej ukochanej w kilka miesięcy po śmierci żony budzi
                    delikatnie mówiąc niesmak i koniec.
                    • Gość: rick Re: TAKA historia .. IP: 192.39.188.* 25.03.02, 11:25
                      dochna napisał(a):

                      > I szczerze mówiąc
                      > nic z twoich karkołomnych wyliczeń ani przykładów nie rozumiem. Moim zdaniem
                      > rzucanie się w objęcia nowej ukochanej w kilka miesięcy po śmierci żony budzi
                      > delikatnie mówiąc niesmak i koniec.

                      mam wrażenie, że w ogóle niewiele się rozumiemy. i może tak zostanie.
                      zakładam, że kiedyś się zakochałaś. czy potrafiłaś, albo chciałaś analizować
                      wówczas stosowność tego uczucia ? i dawałaś sama sobie pozwolenie ?

                      dobrze by było umieć, czy móc tak nad swoimi uczuciami panować. ale czy byłyby
                      one równie wartościowe, jako mniej spontaniczne ?

                      rick
                      • dochna Re: TAKA historia .. 25.03.02, 14:28
                        >zakładam, że kiedyś się zakochałaś. czy potrafiłaś, albo chciałaś analizować
                        >wówczas stosowność tego uczucia

                        :-)))) tak.

                        >dobrze by było umieć, czy móc tak nad swoimi uczuciami panować. ale czy byłyby
                        >one równie wartościowe, jako mniej spontaniczne ?

                        Na tym i na innych forach dyskusyjnych napisano już pod dostatkiem na temat
                        spontanicznej miłości i jej konsekwencji w postaci rozpadu rodzin, niechcianej
                        ciąży i tak dalej, każdy medal ma dwie strony - ten również. Spontaniczna
                        miłość może być wspaniałym przeżycem i może pozostawiś za sobą zgliszcza -
                        zależy od okoliczności.


                        • Gość: rick Re: TAKA historia .. IP: 192.39.188.* 25.03.02, 16:10
                          dochna napisał(a):

                          >
                          > Na tym i na innych forach dyskusyjnych napisano już pod dostatkiem na temat
                          > spontanicznej miłości i jej konsekwencji w postaci rozpadu rodzin, niechcianej
                          > ciąży i tak dalej, każdy medal ma dwie strony - ten również. Spontaniczna
                          > miłość może być wspaniałym przeżycem i może pozostawiś za sobą zgliszcza -
                          > zależy od okoliczności.
                          >

                          o miłości nigdy dosyć :)))) najwyraźniej

                          upraszczasz. rozpad rodzin i wiele krzywd wynikły także ze związków zaplanowanych
                          nez żadnej /nawet spontanicznej/ miłości.
                          sama mówisz, że zależy od okoliczności. więc może to na nie trzeba zwrócić uwagę,
                          a nie na spontaniczność.

                          rick
                          • dochna Re: TAKA historia .. 25.03.02, 16:53
                            >sama mówisz, że zależy od okoliczności. więc może to na nie trzeba zwrócić
                            >uwagę, a nie na spontaniczność

                            I tu się kółko zamyka bo teraz stwierdzę że w pewnych okolicznościach nie można
                            sobie pozwalać na spontaniczność. Tylko nie pamiętam która to już runda.
                            • Gość: rick Re: TAKA historia .. IP: 192.39.188.* 25.03.02, 17:10
                              dochna napisał(a):

                              > >sama mówisz, że zależy od okoliczności. więc może to na nie trzeba zwrócić
                              > >uwagę, a nie na spontaniczność
                              >
                              > I tu się kółko zamyka bo teraz stwierdzę że w pewnych okolicznościach nie można
                              >
                              > sobie pozwalać na spontaniczność. Tylko nie pamiętam która to już runda.


                              manipulujesz moją wypowiedzią przywołując tylko jej drugą część. jednakże zgadzam
                              się z Tobą w tym sensie, że byłoby dobrze móc tak nad spontanicznością panować.
                              ale nie można winić kogoś, że nie opanował perfekcyjnie tej sztuki
                          • dochna Re: TAKA historia .. 25.03.02, 18:13
                            A propos pierwszej części: nie napisałam że spontaniczność ma monopol na
                            komplikowanie życia, tylko że może je komplikować i burzyć, i to chyba
                            wystarcza żeby ją nieco zdjąć z piedestału.
                • Gość: Jo Re: TAKA historia ....Dochna IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.03.02, 13:24
                  > Czy ja gdzieś napisałam coś podobnego? Napisałam że zakochiwanie się W PARĘ
                  > MIESIĘCY po śmierci żony jest według mnie obrzydliwe.

                  Dochna,
                  Byłas kiedyś zakochana? Pewnie tak.
                  Byłas kiedyś zakochana nieszczęśliwie?
                  Czy naprawde uważasz, że możesz zakochać się lub nie na zyczenie? Co mi z tego,
                  że ktoś mi powie, ze zakochanie się w Iksińskim jest obrzydliwe, bo on np. jest
                  zonaty? Ja się i tak w nim zakocham. Albo odwrotnie: ktoś mi będzie zachwalał
                  Jasia Kowalskiego. On jest takim dobrym, mądrym, szlachetnym człowiekiem. Owszem -
                  jest. Ale nie umiem go pokochać. I konia z rzędem temu, kto mi wyjasni,
                  dlaczego!!!

                  Więc uważam, dziecko, że jestes zbyt radykalna w swoich sądach i bardzo naiwna.
                  Ale nie mówię tego protekcjonalnie (w stylu "co Ty tam wiesz") - proszę tylko,
                  abyś powściągała swoje jedynie słuszne opinie. Sama nie wiesz, co Cie jeszcze w
                  zyciu może spotkać. Więc nie bądź taka kategoryczna.
                  • dochna Re: TAKA historia ....Dochna 25.03.02, 14:43
                    >proszę tylko,
                    >abyś powściągała swoje jedynie słuszne opinie

                    W czym konkretnie objawia się jedyna słuszność moich opini? W tym wątku padły
                    takie sformułowania:
                    Moim zdaniem absolutnie masz prawo do tej miłości
                    Moje zdanie: masz prawo. oczywiście
                    Uważam ,że masz (macie) do tego wspólnego szczęścia absolutne prawo
                    odpowiedz jest jedna: masz prawo do tej milosci !!!!

                    I co, nie są jedynie słuszne? Tyle że w drugą stronę. Chyba że chodzi ci o ten
                    krótki zwrot: moim zdaniem. To chyba jasne, każdy pisze swoim zdaniem.
                    • Gość: Jo Re: TAKA historia ....Dochna IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.03.02, 15:05
                      Ja tez piszę tutaj moim zdaniem. I moim zdaniem twierdzenie, że zakochanie
                      się "za wcześnie"(?) jest obrzydliwe, albo - co gorsza - że oni tańczą na
                      grobie zmarłej - to sa dopiero obrzydliwe stwierdzenia. Ton Twojej wypowiedzi
                      jest straszliwie kategoryczny, w przeciwieństwie do innych, znacznie bardziej
                      wywazonych. Ton twojej wypowiedzi jest "ja wiem lepiej". Ale ale, moment:
                      przeciez ten wątek nie jest o Tobie, a ja w poprzednim liście zadałam Ci
                      pytanie. Więc może będziesz tak miła i na nie odpowiesz? ;-)
                      • dochna Re: TAKA historia ....Dochna 25.03.02, 16:46
                        >Ja tez piszę tutaj moim zdaniem

                        wiem

                        >Ton Twojej wypowiedzi
                        >jest straszliwie kategoryczny

                        A może raczej krytyczny - z tym bym się zgodziła. Naprawdę nie widzę w moich
                        wypowiedziach większej liczby kategorycznych sformułowań niż w innych, dałam
                        zresztą przykłady.

                        >Czy naprawde uważasz, że możesz zakochać się lub nie na zyczenie

                        Cóż ja? Nie słyszałaś na przykład nigdy narzekań biednego Jasia że większość
                        kobiet woli bogatego Jana? A grubość portfela nie przemawia do serca tylko do
                        rozsądku. Więc niby serce nie sługa, ale też i nie pan.

                        >Co mi z tego, że ktoś mi powie, ze zakochanie się w Iksińskim jest obrzydliwe,
                        >bo on np. jest zonaty. Ja się i tak w nim zakocham

                        I naprawdę nie będziesz się starała tej miłości ukryć? Tak po prostu będziecie
                        paradować za rączkę na oczach współpracowników ewentualnie sąsiadów? Wszystko z
                        czystym sumieniem, w przeświadczeniu głębokiej tolerancji otoczenia i własnego
                        prawa do szczęścia. Nie wierzę.
                        • Gość: Pastwa Re: TAKA historia ....Dochna IP: 172.17.15.* 25.03.02, 16:57
                          dochna napisała:


                          > Cóż ja? Nie słyszałaś na przykład nigdy narzekań biednego Jasia że większość
                          > kobiet woli bogatego Jana? A grubość portfela nie przemawia do serca tylko do
                          > rozsądku. Więc niby serce nie sługa, ale też i nie pan.

                          Pociąg do szmalu, to miłość dla Ciebie ?

                          >>Co mi z tego, że ktoś mi powie, ze zakochanie się w Iksińskim jest obrzydli
                          >> we, bo on np. jest zonaty. Ja się i tak w nim zakocham

                          > I naprawdę nie będziesz się starała tej miłości ukryć? Tak po prostu będziecie
                          > paradować za rączkę na oczach współpracowników ewentualnie sąsiadów? Wszystko z
                          > czystym sumieniem, w przeświadczeniu głębokiej tolerancji otoczenia i własnego
                          > prawa do szczęścia. Nie wierzę.

                          To według Ciebie, powinny być budowane specjalne schrony, dla takich publicznie
                          podejrzanie zakochanych, w których to skryci przez odpowiedni okres, nie robili
                          by "obrzydliwego" wrażenia, na świętej części społeczeństwa( z Tobą włącznie)?

                          Jesteś Dochna tolerancyjna, czy nie jesteś,mogą w Twoim otoczeniu przebywać osoby
                          uwarzające, że mają prawo do szczęścia, czy nie, kiedy Ty tak nie uznasz?

                          • Gość: Pastwa Re: TAKA historia ....Dochna (POMYŁKA) IP: 172.17.15.* 25.03.02, 17:00
                            "uważające" naturalnie nie "uwarzające"(myślałem cały czas wierzące)SORRY.
                            • dochna Re: TAKA historia ....Dochna (POMYŁKA) 25.03.02, 18:03
                              >Pociąg do szmalu, to miłość dla Ciebie

                              Pociąg do szmalu ułatwia (a nawet sugeruje) tylko wybór, co się dzieje potem to
                              już inna sprawa.

                              >To według Ciebie, powinny być budowane specjalne schrony, dla takich
                              >publicznie podejrzanie zakochanych

                              Podtrzymuję pytanie do Jo. Za chwilę pewnie przeczytam że wierność małżeńska to
                              przeżytek i wytwór wyobraźni dramatopisarzy.

                              >mogą w Twoim otoczeniu przebywać osoby
                              >uwarzające, że mają prawo do szczęścia, czy nie, kiedy Ty tak nie uznasz

                              Po pierwsze, mało jest ludzi tak naprawdę tolerancyjnych więc nie będę się
                              upierać że pod każdym względem jestem. Po drugie, tolerancja nie polega chyba
                              na niewyrażaniu swojej krytycznej opinii. A może polega? To wtedy jeszcze mniej
                              tolerancyjnych chodzi po świecie bo każdy co jakiś czas coś krytykuje. Po
                              trzecie, to gdyby nie świadomość że jestem właśnie na forum bardzo dyskusyjnym
                              to czułabym się oskarżana o to że mam takie poglądy jakie mam i zaczęłabym się
                              zastanawiać gdzie jest twoja tolerancja. Gdyby chodziło tylko o sposób
                              wyrażania się, na przykład o słowo "obrzydliwe", ale nie, jak ja mogę kłuć w
                              oczy taką swoją opinią, żeby poczekać ze szczęściem parę miesięcy.
                              • Gość: Pastwa Re: TAKA historia ....Dochna IP: 172.17.15.* 25.03.02, 21:37
                                Absolutnie, nie mam zamiaru jakkolwiek krytykować Twojej postawy wobec innych,
                                wręcz lubię (nie znaczy, że popieram) osoby wiedzące co piszą, jednak nie cenię
                                zbytnio osób z poglądami na życie, zwłaszcza, gdy mają ich zbyt dużo.
                                Tolerancja u mnie polega na tym, że nawet, gdy nie zgadzam się z kimś, nie
                                potępię jego działań,o ile dotyczą bezpośrednio właśnie tej osoby ( tak jak w
                                tym przypadku).
                                Piszesz, że za chwilę przeczytasz o wierności małżeńskiej, jako o przeżytku i
                                wytworze myśli pisarskiej.
                                Co ma, owa małżeńska wierność, do tytułowego przypadku??????????
                                • Gość: Pastwa Re: cd. TAKA historia ....$ Dochna $ IP: 172.17.15.* 25.03.02, 22:00
                                  Tak swoją drogą, skoro Twoje wybory miłosne poprzedza chłodna analiza
                                  finansowa, zamiast ogląd cech poza finansowych, potencjalnego partnera, to skąd
                                  u Ciebie potem takie obrzydzenie do związków powstałych z przyczyn, nie
                                  ekonomiczno-miłosnych, lecz miłosnych (ewentualnie miłosno-ekonomicznych)?
                                  Sama przecież, zaniżasz wartość takich cech, jak np.: uczciwość, szczerość,
                                  wierność itp., jeśli nie są podbudowane odpowiednimi finansami, takie
                                  przynajmniej odniosłem wrażenie po Twojej wypowiedzi:

                                  „Pociąg do szmalu ułatwia (a nawet sugeruje) tylko wybór, co się dzieje potem
                                  to już inna sprawa. „

                                  • dochna Re: cd. TAKA historia ....$ Dochna $ 26.03.02, 10:46
                                    >Tolerancja u mnie polega na tym, że nawet, gdy nie zgadzam się z kimś, nie
                                    >potępię jego działań,o ile dotyczą bezpośrednio właśnie tej osoby ( tak jak w
                                    >tym przypadku).

                                    Czyli jak ktoś cię zapyta czy ma prawo zabić swoją bogatą ciotkę bo strasznie
                                    potrzebuje na narkotyki to też mu powiesz że co prawda go nie popierasz ale
                                    owszem ma prawo.

                                    >Co ma, owa małżeńska wierność, do tytułowego przypadku

                                    Właśnie nic. Za bardzo zbaczamy z tematu, po prostu chciałam udowodnić Jo że
                                    nie zawsze można się ze swoim zakochaniem afiszować i być pewnym swojego prawa
                                    do szczęścia, na przykład jak się zakocha w żonatym to pewnie będzie się
                                    starała ukryć tę miłość przed otoczeniem, właśnie ze względu na takie
                                    tradycyjne wartości jak wierność. Ale to nie ma nic wspólnego z głównym tematem
                                    bo po śmierci wierność nie obowiązuje. Zamiast tego jest żałoba.

                                    >Tak swoją drogą, skoro Twoje wybory miłosne poprzedza chłodna analiza
                                    >finansowa, zamiast ogląd cech poza finansowych, potencjalnego partnera

                                    Starałam się pisać w formie bezosobowej ale jednak. Więc wyjaśniam, tego
                                    przykładu nie podałam z autopsji (kto by się zresztą do tego tak otwarcie
                                    przyznał) tylko z obserwacji swojego otoczenia i rozmów towarzyskich, a głównie
                                    skarżyli się na to właśnie panowie. Zresztą nawet na forum i to chyba tym też
                                    był niedawno taki wątek, dlaczego dla dziewczyn liczy się tylko kasa czy jakoś
                                    tak.

                                    A jak się tak zastanowić, to czy nie jest naturalne że skoro kobieta ma założyć
                                    rodzinę i wychować dzieci to będzie się starała zapewnić im (instynkt) i sobie
                                    przy okazji jak najlepsze warunki, czyli mając do wyboru dwóch równie
                                    inteligentnych i uczciwych kandydatów, wybierze i pokocha bogatszego. Zresztą
                                    nie tylko kasa jest kartą przetargową, również na przykład pozycja społeczna.

                                    >Sama przecież, zaniżasz wartość takich cech, jak np.: uczciwość, szczerość,
                                    >wierność itp., jeśli nie są podbudowane odpowiednimi finansami

                                    A związki miłosne biorą się głównie z fascynacji uczciwością, szczerością i
                                    wiernością? Idealizujesz. Te mniej szlachetne cechy jak na przykład uroda,
                                    umięśnienie czy wzrost też mają duże znaczenie. W sumie co za różnica czy
                                    kobieta kieruje się grubością portfela czy grubością bicepsa? Tu na chłodno,
                                    tam na gorąco. Skoro można zakochać się w bicepsie to można i w portfelu.

                                    >skąd u Ciebie potem takie obrzydzenie do związków powstałych z przyczyn, nie
                                    >ekonomiczno-miłosnych, lecz miłosnych

                                    Skoro piszesz "obrzydzenie" to pewnie masz na myśli związek z głównego tematu
                                    wątku. A Titti napisała gdzieś że jej nowy ukochany to biedak? Dlaczego od razu
                                    zakładasz że to jest miłość w najczystszej postaci? Napisała że z mężem łączyła
                                    ją tylko ekonomia, miała najwyraźniej dość, może nowy związek zaoferował lepsze
                                    warunki, w tym mieszkaniowe. Oczywiście może być tak jak mówisz, nie wiem, ale
                                    ciekawe dlaczego od razu tak założyłeś.

                                    I nie czuję obrzydzenia do związków jako takich (ani jednych ani drugich) tylko
                                    do wchodzenia w nowy związek parę miesięcy po śmierci żony.
                                    • Gość: Pastwa Re: cd. TAKA historia ....$ Dochna $ IP: 172.17.15.* 26.03.02, 11:55
                                      dochna napisała:

                                      Pastwa:
                                      > >Tolerancja u mnie polega na tym, że nawet, gdy nie zgadzam się z kimś, nie
                                      > >potępię jego działań,o ile dotyczą bezpośrednio właśnie tej osoby ( tak jak
                                      > > w tym przypadku).

                                      > Czyli jak ktoś cię zapyta czy ma prawo zabić swoją bogatą ciotkę bo strasznie
                                      > potrzebuje na narkotyki to też mu powiesz że co prawda go nie popierasz ale
                                      > owszem ma prawo.

                                      Zauważ, że to już nie dotyczy tylko tej osoby, ale jeszcze kogoś i to bardzo
                                      krwawo,czyż nie?

                                      > A jak się tak zastanowić, to czy nie jest naturalne że skoro kobieta ma założyć
                                      > rodzinę i wychować dzieci to będzie się starała zapewnić im (instynkt) i sobie
                                      > przy okazji jak najlepsze warunki, czyli mając do wyboru dwóch równie
                                      > inteligentnych i uczciwych kandydatów, wybierze i pokocha bogatszego. Zresztą
                                      > nie tylko kasa jest kartą przetargową, również na przykład pozycja społeczna.

                                      Tak, ogólnie rzecz biorąc, znalazłoby się jeszcze pewnie wiele innych powodów
                                      motywujących wybór, ale co po nich tutaj?

                                      > >Sama przecież, zaniżasz wartość takich cech, jak np.: uczciwość, szczerość,
                                      > >wierność itp., jeśli nie są podbudowane odpowiednimi finansami

                                      > A związki miłosne biorą się głównie z fascynacji uczciwością, szczerością i
                                      > wiernością? Idealizujesz. Te mniej szlachetne cechy jak na przykład uroda,
                                      > umięśnienie czy wzrost też mają duże znaczenie. W sumie co za różnica czy
                                      > kobieta kieruje się grubością portfela czy grubością bicepsa? Tu na chłodno,
                                      > tam na gorąco. Skoro można zakochać się w bicepsie to można i w portfelu.

                                      Pewnie, że nie, ale skoro akceptujesz takie praktyczne podejście do miłości to
                                      dziw bierze Twoja niechęć do tytułowej miłości(może tez z praktycznych pobudek,
                                      nie wiem),a bez znaczenia bedzie tu czas, jaki minął od śmierci żony, to raczej
                                      Ty idealizujesz tutaj życie.



                                      • dochna Re: cd. TAKA historia ....$ Dochna $ 26.03.02, 15:50
                                        >skoro akceptujesz takie praktyczne podejście do miłości to
                                        >dziw bierze Twoja niechęć do tytułowej miłości(może tez z praktycznych
                                        >pobudek, nie wiem),a bez znaczenia bedzie tu czas, jaki minął od śmierci żony

                                        Nie wiem jak ci to wyjaśnić, trudno. Ty się dziwisz mnie a ja tobie. Ty w tej
                                        całej historii zobaczyłeś przede wszystkim nową miłość i szczęście, ja
                                        zobaczyłam przede wszystkim śmierć i łatwość zastąpienia jednej osoby
                                        (miłości?) przez drugą. Ty zauważasz przede wszystkim że ktoś "zaczyna nowe
                                        życie", a ja zauważam bardziej że "reszta nie ma znaczenia", jak to podobno
                                        powiedział bohater naszych rozważań. Po prostu mamy trochę inne systemy
                                        wartości (nie twierdzę że mój jest bardziej święty) i startujemy od innych
                                        aksjomatów, na co mogło się składać na przykład dotychczasowe doświadczenie
                                        albo diabli wiedzą co jeszcze. Ja wiele razy powtarzam że nie czuję niechęci do
                                        miłości jako takiej tylko bardziej do okoliczności w jakich ona powstała w tym
                                        przypadku (kilka miesięcy i tak dalej) a ty znowu piszesz że "bez znaczenia
                                        będzie tu czas jaki upłynął od śmierci żony". Acha, bo nie widzisz związku
                                        między praktycznym podejściem do miłości a niepraktyczną potrzebą zachowania
                                        żałoby. Chyba się nie zrozumiemy pod tym względem.
                                        • Gość: Pastwa Re: cd. TAKA historia ....$ Dochna $ IP: 172.17.15.* 26.03.02, 16:03
                                          Różnica między nami, jest moim zdaniem, jeszcze inna, a mianowicie Ty wyżej
                                          stawiasz wartościowo śmierć i żałobę, ja natomiast życie i szczęście.Nie
                                          możliwością jest dla mnie, wbrew temu co sugerujesz, nie dostrzeganie straty
                                          tejże zmarłej żony i to bez względu na nową miłość, nie wyobrazam sobie aby
                                          ktoś, stracił z tego powodu wspomnienia o kochanej żonie, nie stoi to dla mnie
                                          z soba w sprzeczności.
                        • Gość: Jo Re: TAKA historia ....Dochna IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 26.03.02, 09:13
                          > Cóż ja? Nie słyszałaś na przykład nigdy narzekań biednego Jasia że większość
                          > kobiet woli bogatego Jana? A grubość portfela nie przemawia do serca tylko do
                          > rozsądku. Więc niby serce nie sługa, ale też i nie pan.

                          Boże!! i to dla Ciebie jest miłość?! Nie wierzę że jestes po prostu głupia
                          (przepraszam!!), nic na to nie wskazuje, więc po prostu musisz być strasznie źle
                          doświadczona. Żal mi Ciebie (to tez nie ironia).

                          > >Co mi z tego, że ktoś mi powie, ze zakochanie się w Iksińskim jest obrzydli
                          > we,
                          > >bo on np. jest zonaty. Ja się i tak w nim zakocham
                          >
                          > I naprawdę nie będziesz się starała tej miłości ukryć? Tak po prostu będziecie
                          > paradować za rączkę na oczach współpracowników ewentualnie sąsiadów? Wszystko z
                          > czystym sumieniem, w przeświadczeniu głębokiej tolerancji otoczenia i własnego
                          > prawa do szczęścia. Nie wierzę.

                          Nie powiedziałam, że będe miała z żonatym Iksinskim romans, tylko że się w nim
                          zakocham. Jedno nie zawsze implikuje na szczęście drugie.
                          • dochna Re: TAKA historia ....Dochna 26.03.02, 11:09
                            >i to dla Ciebie jest miłość

                            Napisałam na ten temat w poście do Pastwy i nic nowego nie mogę dodać.

                            >Żal mi Ciebie

                            Przecież nic o mnie nie wiesz.

                            >Nie powiedziałam, że będe miała z żonatym Iksinskim romans, tylko że się w nim
                            >zakocham

                            Uff to już coś. OK.

                            Jeśli jednak zakochasz się nieszczęśliwie w żonatym raz, drugi, trzeci, ..., to
                            wydaje mi się że za którymś tam razem jednak dotrze do ciebie że to zawsze boli
                            i zawsze kończy się tak samo, nie ma spełnienia i w kolejnym żonatym facecie
                            który ci się bardzo spodoba nie zakochasz się już z takim zapałem i
                            zaangażowaniem. Pojawi się coś w rodzaju kalkulacji, doświadczenia, dystansu.
                            Instynkt samozachowawczy. W końcu ile razy można być nieszczęśliwie zakochanym
                            żeby się nie załamać?
    • Gość: rick czy Ty tu jeszcze zaglądasz Titti ?? IP: 192.39.188.* 22.03.02, 15:47
      czy my już tylko sami między sobą ?
      po pierwszej fali wspierającej Cię teraz do głosu doszli krytycy.
      dała Ci coś ta dyskusja ? czy coś się zmieniło ?
      wybacz, że stawiam tak osobiste pytania, ale coś chciałaś osiągnąć wywołując tę
      duskusję

      rick
      • czarodziejka Re: czy Ty tu jeszcze zaglądasz Titti ?? 22.03.02, 15:55
        wlasnie, o to samo chcialam zapytac: Titti, czytasz to? ;o)

        rick napisał(a):
        > czy my już tylko sami między sobą ?
        -----> nawet jesli juz tylko miedzy soba, to przeciez tez dobrze ;o)
        to forum jest po to, by wyzalic sie, zapytac o rade, opinie,
        po to udzielic poparcia, pocieszenia, czasem zbesztac,
        ale etz po to, by dyskutowac, po prostu
        czasem hipotetycznie, czasem o konkretnych ZAISTNIALYCH sprawach,
        a moze komus z nas w przyszlosci przydadza sie nasze przemyslenia?

        pozdrawiam ;o)
    • Gość: Jenny Re: Czy mam prawo ? IP: *.bmj.net.pl 25.03.02, 22:08
      Sluchaj, wazne jest to, zebys ty byla szczesliwa. Wazne jest tylko to, zeby
      wasz zwiazek rokowal na przyszlosc i zebyscie byli kochajaca sie para...takze
      kochajaca Wasze dzieci, jesli je posiadacie. Nie patrz w przeszlosc i nie
      szukaj w sobie poczucia winy, bo to bezsensowne. Wazne jest to, zeby Wam sie
      dobrze powodzilo. Tak więc, wyluzuj się i nie przejmuj sie ocenami innych. Oni
      maja czesto powazne przewinienia na sumieniu ....a smieją się osądzać innych.
      Pozdrawiam gorąco i zycze powodzenia w nowym zwiazku.

      Jenny
      Nowa Zelandia
    • Gość: ewka Re: Czy mam prawo ? IP: 217.97.139.* 26.03.02, 11:17
      czy mamy prawo do milosci?a czy mamy milosc do prawa????dla mnie swinia ostatia
      jestes ale taki ten swiat - zywi maja nad umarlymi przewage...
    • Gość: gosc Re: Czy mam prawo ? IP: *.dip.t-dialin.net 26.03.02, 12:06
      masz prawo do Twojegio zycia...
      i przestan sie przejmowac ludzmi co maja w sercach zegarki i kalendarze..
      Zyjesz dla innych, nieznanych ci ludzi.. sasiadow, znajomych .. forumowiczow?
      ile masz tych "zyc" ?
      psy szczekaja a karawana idzie dalej..
      pozdrawiam i zycze ci szczescia w krainie glupkow i obrzydliwcow..
      • Gość: marla Re: Czy mam prawo ? IP: *.siedlce.cvx.ppp.tpnet.pl 28.03.02, 07:51
        Tu się nie ma nad czym zastanawiać - podpisuje się obiema rękami pod słowami
        Dochny i Kasi 28, dla mnie taki brak żałoby jest oznaką albo braku miłości,
        albo braku szacunku, ale ten pan zaczyna nowe życie i najwyraźniej ma inne
        poglądy na żałobę i wielką miłość. Nie ta, to inna, jak ją szlag trafi, będzie
        następna. Po co się oglądać za siebie? Jemu żałoba niepotrzebna. Ty masz prawo,
        on ma prawo, miejcie je sobie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja