powsa676
07.11.08, 11:46
kiedy bylam w liceum i na studiach - bylam zamknieta osoba ktora nie
chodzi na imprezy i nie ma wielu znajomych, oprocz dosl 1-2. na
studiach bylam uwazana za ok osobe i lubiaa, ale z boku.pod koniec
studiow postanowilam to zmienic stac sie wesola, sympatycnza( bez
lizuzostwa)kominuikatywna, otwarta osoba z ktora mozna
pogadac.nawiazalam na nowo znajomos z parowma osobami z podstawowki
i odswiezylam te z liceum. w miedzyczasie przybylo paru znajomych,
kilka imprez, jeden wyjazd(chyba pierwszy z rowiesnikami.prawie
stalo sie taka jak chce. tyle tylko, ze tak naprawde moj telefon
milczy, nikt nie dzwoni, nie proponuje spotk, albo wspolnego
wyjazdu.kiedy ja sie odezwe z checia sie widuja -ale ile mozna
wychodzic z incjatywa samemu.myslalam, ze po takiej mojej zmianie
znajde znajomych i kumpelki.spedzam wiec czas sama na swoich
zainteresow i z zazdroscia patrze na towarzystwa na ulicy,ze maja
swoja paczke.co mi po tych prawie 100 znajomych na gronie...wiem, ze
pol mlodosci stracilam , ale chce to nadrobic i poczuc przyjazn,
wspolne wyjazdy, imprezy i zakupy.wiem ze takie spotk z druga osoba
daje mi tyle powera ze ech. co robic?a moze mam zafalszowany obraz
przyjazni?i nawet to ze sie zawiodlam pare razy na ludziach nie
podcielo mi nog do dalszych znajomosci