Dodaj do ulubionych

Naukowcy a seks

29.10.03, 10:01
Inspiracja: dowcip Jara.

Hipoteza bardzo mało naukowa: naukowcy nie lubią.
Są zbyt zmęczeni?
Praca naukowa jako sublimacja popędu, którego pono nie da się wysublimować..
Nie mają czasu?
Seks ich nie kręci?

:)

Co prawda, ośrodek seksu znajduje się w mózgu, ale oni trzymają tam inne
rzeczy..
I orgazm im raczej nie biega po neuronach.

Jak mawia sławetny Komandos, dyskutujcie, proszę.

p.s. Czy były w ogóle robione badania na ten bardzo naukowy temat?

Obserwuj wątek
    • sdfsfdsf Re: Naukowcy a seks 29.10.03, 10:04
      kvinna idz sie przespac moze he he
    • Gość: jar Re: Naukowcy a seks IP: 195.136.33.* 29.10.03, 10:07
      albo jedno albo drugie...no jak bys chciala to polaczyc..to ponad ludzkie
      mozliwosci...:)
    • kwieto Re: Naukowcy a seks 29.10.03, 11:25
      kvinna napisała:

      > Hipoteza bardzo mało naukowa: naukowcy nie lubią.

      Od kiedy?
      • kvinna od dnia, 29.10.03, 11:42
        w którym zrozumieli, że nauka jest ich powołaniem i jej muszą się całkowicie
        oddać..
        Jakoś tak mi się wydaje, że nadmierna praca naukowa zubaża libido. Albo je
        likwiduje. Zostaje tylko popęd śmierci. I pęd do wiedzy.

        Naukowcy. Można by myśleć, że mam na myśli tylko mężczyzn. Nie. Ale nie lubię
        tych "potworków" językowych np. psycholożka :) Myślę, że podobnie za-su-szo-ne
        (o raju, wkładam głowę pod topór) bywają i kobiety parające się nauką i świata
        poza nią niewidzące..
        • kwieto Re: od dnia, 29.10.03, 11:47
          Zmienmy naukowcow na pracoholikow i bedzie ok :")
          Ale nie kazdy naukowiec jest pracoholikiem...
          • kvinna jeśli nie są, to sytuacja wygląda tak, jak 29.10.03, 11:53
            napisano w ostatnim "Newsweeku". Smutno. Mają 40 lat na habilitację.
            • kvinna link 29.10.03, 11:56
              newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=8094
              • ivek nie wytrzymam 29.10.03, 12:05

                No to co w koncu gorsze jest dla Ciebie?
                Mol czy Len?
                • kvinna Szczerze? będzie o najlepszym 29.10.03, 12:19
                  Fantastyczny facet, chwytający wszystko w lot, obroniona praca doktorska stron
                  dwie, z ejdetyczną pamięcią (fotograficzną :), błyskotliwy.
                  Nie pracuś - ponurak :)
                  • ivek Re: Szczerze? będzie o najlepszym 29.10.03, 12:25

                    doktorska praca najlepszego to nie powinno byc stron 1 (jeden)?
                    No wiesz cos na skale e=mc2 i fin?


                    • kvinna no własnie nie 29.10.03, 12:32
                      Einstein miał żonę? Czy dobrze słyszałam, że był nie do wytrzymania?
                      Wylatuje przez okno!
                      :)

                      Lepszy przykład?

                      --
                      wymagania mam w normie, zapewniam :)
                      • ivek Re: no własnie 29.10.03, 12:59

                        chodzilo mi o to, ze jak cos jest genialne to sie zmiesci na jednej stronie albo
                        na kilkudziesieciu. Nie ma, ze na dwoch.
                        Wyjasnienie teorii wzglednosci zajmuje sporo miejsca dla fachowcow, dla laikow
                        jest krotsze. Pozniej mozna nawet durne filmy nazywac na podstawie slowa wytrychu.

                        masz Einsteinowe ode mnie :P

                      • kwieto Re: no własnie nie 29.10.03, 13:21
                        kvinna napisała:

                        > Einstein miał żonę?

                        Tak.
                        I poprztykal sie, zdaje sie, na starosc z dziecmi.
                        Znowu polecam serie "Autobiografia" wydawnictwa Znak. Ja nie czytalem akurat o
                        Einsteinie, aczkolwiek moj nauczyciel w LO (tez pasjonat, fizyk-fotografik)
                        przyszedl kiedys na lekcje i stwierdzil - "Przestalem uwielbiac Einsteina",
                        wlasnie po przeczytaniu tejze ksiazki.

                        A jakos 2 lata temu goscil na moje uczelni pewien pan ktory dostal Nobla (znowu
                        ekonomia) za cos, co dalo sie zapisac jednym wzorkiem - kilkanascie znaczkow...
                  • Gość: jar Re: Szczerze? będzie o najlepszym IP: 195.136.33.* 29.10.03, 12:55
                    > Fantastyczny facet, chwytający wszystko w lot, obroniona praca doktorska
                    stron dwie, z ejdetyczną pamięcią (fotograficzną :), błyskotliwy.


                    o rany, to dopiero musi byc ponurak, typ 'wiem wszystko i wszystko lapie w lot,
                    mam monopol na prawde'.... dzizusku....:)
                    • kvinna mądrzy, fajni ludzie, dżizusku, 29.10.03, 13:59
                      to ci, którzy z rozbrająjącą szczerością powiedzą czasem "tego nie wiem".
                      I odbierają Nobla w podskokach. Genialne!!
                      • Gość: jar :)) (n/t) IP: 195.136.33.* 29.10.03, 14:14
            • kwieto Eeetam 29.10.03, 12:17
              Pozwolisz, ze przeczytam pozniej, wieczorem skomentuje ten artykul.

              Ale, przyszla mi do glowy jedna z moich ulubionych ksiazek - wydana
              przez "Znak", w serii "Autobiografia", biografia dosc znanego amerykanskiego
              fizyka (noblisty zreszta) R.Feynmana.
              Bardzo zgrabnie napisana, tak jakby Feynman sam byl narratorem opowiesci.

              Czegoz tam sie mozna dowiedziec o zyciu "pochlonietego bez reszty pasja"
              naukowca?
              Sa barwne relacje z wizyt w Las Vegas i tamtejszych kasynach, kumplowanie sie z
              prostytutkami, podrywanie dziewczyn metoda "wystarczy zapytac", mieszkanie w
              hotelu "na godziny" w trakcie konferencji naukowej w Genewie, robienie glupich
              dowcipow w Los Alamos (osrodek gdzie konstruowano pierwsza bombe atomowa),
              przygrywanie tancerzom podczas karnawalu w Rio de Janeiro (wykladal na
              tamtejszym uniwersytecie akurat), pomysly by po odebraniu nobla zejsc z podkum
              w podskokach, itd., itp.

              Jak widac, pasja naukowa niekoniecznie musi oznaczac brak apetytu na zycie jako
              takie :"))
              A wspomniany wyzej pan nie byl jedynym takim naukowcem...

              Swoja droga, ksiazke (a wlasciwie ksiazki, bo sa dwie czesci) bardzo polecam :")
              • kvinna do diabła, Kwieto 29.10.03, 12:25
                Masz mnie na sumieniu, znowu wywalę lwią część kasy na książki.
                Ale dzięki :)
                Trafiłeś. Szukam (znajduję, znajduję) w życiu szaleństwa. Kontrolowanego.

                :")
                jest jak Twój podpis. A co znaczy?
                • kwieto Re: do diabła, Kwieto 29.10.03, 13:15
                  > Masz mnie na sumieniu, znowu wywalę lwią część kasy na książki.

                  Obawiam sie, ze ciezko to bedzie teraz kupic. Ale jeslis z Warszawy, moge
                  pozyczyc, mam obie i holubie.

                  > Trafiłeś. Szukam (znajduję, znajduję) w życiu szaleństwa. Kontrolowanego.

                  To pewnie przypadliby Ci do gustu wykladowcy z mojej uczelni:
                  - historyk gospodarczy, z ktorym zakladalismy na pierwszym wykladzie bank, a na
                  egzaminie na stwierdzenie "cukrem sie slodzi" odparl delikwentowi: "glupoty pan
                  opowiada, to nie jest najwazniejsze zastosowanie cukru" (chodzilo o
                  wprowadzenie kartek na cukier w '76, ktore mialo ukrocic bimbrownictwo :")) )
                  - specjalista od transformacji ustrojowej (sektor bankowy), ktory studentom
                  ktorych przylapal na branku przygotowania kazal pisac przeprosinowe wiersze
                  adresowane do "fioletowej ksiazeczki" (skrypt jego autorstwa)
                  - slynny na mojej uczelni wykladowca od negocjacji, ktory dla najlepszych
                  studentow organizowal u siebie pod koniec semestru bankiet (w zyciu sie tak nie
                  spilem jak u niego w domu), a na pytanie "a co robia wtedy sasiedzi" ze
                  stoickim spokojem odpowiedzial: "sa powiadamiani i wyprowadzaja sie na weekend"
                  I duuuzo, duuuzo innych takich, na ktorych wyklady chodzilem czestokroc dla
                  przyjemnosci, by posluchac.

                  I jakos tak nie wydaje mi sie, zeby wspomniani wyzej panowie mieli problemy z
                  libido...


                  > :")
                  > jest jak Twój podpis. A co znaczy?

                  nie tylko moj, sciagnal to ode mnie Pastwa (czego przez jakis czas nie moglem
                  mu wybaczyc):")))
                  Ja twierdze, ze to kurze lapki...
                  • kvinna O.K. 29.10.03, 14:32
                    Zgłaszam się do Ciebie, jeśli nie znajdę.
                    • kwieto Re: O.K. 30.10.03, 00:10
                      To sie polecam.
            • kwieto Artykul w Newsweeku 30.10.03, 00:09
              Eeetam, nie zgadzam sie.
              Moim zdaniem nie musi byc to alternatywa czarno-biala typu pracoholik albo len.
              Jest jeszcze duzo pomiedzy i sporo autentycznej pasji, pomiesci rowniez inna aktywnosc niz praca
              naukowa. Zreszta - tak jest w kazdym innym zawodzie, naukowcy nie sa tu w niczym szczegolnie
              wyrownieni. Ewentualnie, moim zdaniem, w nauce jest wiecej miejsca na pasje wlasnie.

              Natomiast co do nudnych wykladowcow...
              Czesc z nich to tacy ludzie, ktorzy tak jak ow adiunkt z artykulu - zrobili krzywde sobie i innym
              rozpoczynajac "kariere" naukowa. Niestety wsrod wykladowcow obowiazuje teraz raczej selekcja
              negatywna, a to owocuje takimi a nie innymi fajtlapami. Ale znowu powtorze - nie inaczej niz w
              kazdym zawodzie.

              Sa tez tacy, ktorzy sa swietnymi naukowcami, a na wykladowcow sie po prostu nie nadaja. Jakis
              czas temu, znajomy informatyk opowiadal mi o pewnym wykladowcy (nazwijmy go "X"). X
              prowadzil bardzo banalne wyklady, i kompletnie sobie z tym nie radzil. studenci zastanawiali sie,
              jakim cudem pracuje on na uczelni, skoro nie radzi sobie z takimi banalami? Ale, kiedys kumpel
              siedzial w pokoju ze swoim promotorem i glowil sie nad jakims problemem, ktorego obaj nie
              potrafili nijak rozwiazac. Akurat przechodzil tamtedy X, rzucil okiem na problem, powiedzial - "to
              trzeba zrobic tak i tak" i poszedl dalej.
              Jego pomysl okazal sie rozwiazaniem.

              Sa jeszcze urodzeni showmani. Tacy, ktorzy byc moze nie maja zbyt glebokiej wiedzy na dany
              temat (a w kazdym razie nie glebsza niz przecietny podrecznik), ale potrafia ja "sprzedac" ze az
              dech zapiera. Tylko, jesli oni maja byc takimi samymi showmanami w lozku, to moze sie okazac,
              ze staraja sie sprzedac wiecej niz maja w rzeczywistosci do zaoferowania :")

              No i oczywiscie pasjonaci, ktrzy cudownym zrzadzeniem losu potrafia rowniez wykladac. Takich
              niewielu i dlatego bardzo warto ich cenic.

              Czy to sie jednak przeklada na seks?
              Subtelnosci szukalbym u subtelnych, niezaleznie od zawodu. Mozna znalezc subtelnego drwala,
              jesli sie dobrzeposzuka :")
              Natomiast jesli idzie o ekscytacje (taki wtret do Twojej rozmowy z Richelieu), to nie da sie moim
              zdaniem utrzymac permanentnej ekscytacji. Ciagla ekscytacja powszednieje i przestaje byc
              ekscytacja.
              Moim zdaniem przebiega to raczej falami, gorka-dolek-gorka-dolek itd.
        • m.malone ...I MARSZAŁKINIE w sejmie:)))n/t 29.10.03, 11:50



    • Gość: Richelieu* Re: Naukowcy a seks IP: *.localdomain / 192.168.0.* 29.10.03, 13:08
      kvinna napisała:

      > Inspiracja: dowcip Jara.
      >
      > Hipoteza bardzo mało naukowa: naukowcy nie lubią.
      > Są zbyt zmęczeni?
      > Praca naukowa jako sublimacja popędu, którego pono nie da się wysublimować..
      > Nie mają czasu?
      > Seks ich nie kręci?
      >
      > :)
      >
      > Co prawda, ośrodek seksu znajduje się w mózgu, ale oni trzymają tam inne
      > rzeczy..
      > I orgazm im raczej nie biega po neuronach.
      >
      > Jak mawia sławetny Komandos, dyskutujcie, proszę.
      >
      > p.s. Czy były w ogóle robione badania na ten bardzo naukowy temat?
      >



      boszsz
      można być naukowcem a tryskać nie tylko weidzą
      gdzie Ty kvinna do szkoły chodziłaś jeśli nie widziałaś

      może to ja, specyficzny kierunek specyficzne relacje, gdzie profdrhab to
      nietykalny piedestał, a wszyscy mniej przednazwiskowi błyskają oczami aż skry
      lecą. Zwłaszcza jeżdżąc na zajęcia poza szkołą. Tydzień, dwa, trzy, bez żony
      czy męża.
      Seks jest związany z osobowością, tą zupełnie pierwotną. To, co się głowie
      zaaplikuje potem to tylko narośl. Dwie te rzeczy współistnieją

      Prawda, że zazwyczaj małżeństwa dwóch naukowców mają najwyżej jedno
      statystyczne dziecko, ale to są już sprawy nie związane z seksem bezpośrednio.
      • kvinna Richelieu, 29.10.03, 14:12
        Chyba nie chodzi mi o dzietność, czy bezdzietność..W swoim "badaniu" nie łączę
        seksu z prokreacją.
        (a w ogóle należy łączyć? :)

        Gdzieś tam sobie myślę, że naukowcy nudni jak cholera są, szukam dowodów na to,
        że może jednak nie. Coś jak (tu do Ivka) W.Hurt w "Przypadkowym turyście". Bez
        polotu. Jeśli traktują swoją pracę poważnie, nie znajdą czasu na radosć, jeśli
        zaś niepoważnie, nie będą naukowcami.
        • Gość: Richelieu* Re: Richelieu, IP: *.localdomain / 192.168.0.* 29.10.03, 14:42
          kvinna napisała:

          > Chyba nie chodzi mi o dzietność, czy bezdzietność..W swoim "badaniu" nie
          łączę
          > seksu z prokreacją.
          > (a w ogóle należy łączyć? :)


          Ja nie mówiłam o bezpośrenich związkach między dzietnością, a seksem, tylko
          pośrednim, czyli tym co w jakimś stopniu cierpi na byciu naukowcem.

          >
          > Gdzieś tam sobie myślę, że naukowcy nudni jak cholera są, szukam dowodów na
          to,
          >
          > że może jednak nie. Coś jak (tu do Ivka) W.Hurt w "Przypadkowym turyście".
          Bez
          > polotu. Jeśli traktują swoją pracę poważnie, nie znajdą czasu na radosć,
          jeśli
          > zaś niepoważnie, nie będą naukowcami.



          Potencjał jest ogromny, nikt nie wykorzystuje całego potencjału na seks,
          normalne. A naukowiec, który lubił seks zanim został naukowcem będzie go lubił
          zawsze. To są dwie różne płaszczyzny nie stykające się i nie zabierające sobie
          energii. Chyba, że ktoś ewidentnie przesadzi i zażyczy sobie życia seksualnego
          (ale nie erotycznego) 12 godzin na dobę. Nie stykają się, ale współgrają. Seks
          wpływa na zadowolenie ogóle, chwilowy dopływ endorfin każe widzieć całe życie
          różowiej. Jak to ma się do pracy naukowej, że gdy przychodzi zniechęcenie,
          zmęczenie, pozwala znowu wstać na nogi.
          Nudni jak cholera są, widzisz związek między byciem nudnym, a ubogim życiem
          seksualnym?
          No i przede wszystkim zdefiniuj, kto to naukowiec.
          • kvinna No właśnie 29.10.03, 15:00
            kto to naukowiec?
            • Gość: Richelieu* Re: No właśnie IP: *.localdomain / 192.168.0.* 29.10.03, 15:10
              kvinna napisała:

              > kto to naukowiec?


              No to właściwie wiemy, gdzie jest pies pogrzebany
              Bo kto to ten typ, któremu nie pozwala się nawet kochać bo niby to źle wpłynie
              na jego naukowatość
              ;)
              • kvinna nie 29.10.03, 15:23
                stawiam tezę, że niektórzy z grona naukowatego sami sobie zakazują czerpania
                radości z życia (tu: seksu).

                Richelieu, ja tak ogólnie, cokolwiek generalizując, nie bierz tego do siebie
                *--X-

                Jakoś tak wydaje mi się, że w przypadku z tematu mało możliwy jest paradygmat i-
                i, że tylko albo-albo. I że ten pierwszy należy do jednostek wybitnych.
          • kvinna to jest chyba tak.. 29.10.03, 15:09
            siedzę na obłędnie nudnym wykładzie, podpieram głowę obiema rękami i przychodzi
            mi do głowy taka myśl, czy podobnie ciekawie wygląda życie erotyczne takiego
            nieszczęśnika.. Bo skoro on(a)wykłada tak, że ja śpię..?
            Aha, df seksu: nie tylko wyładowanie się, aby mieć siłę do
            dlaszego "naukowienia" (chociaż nie wykluczam i takiej motywacji). Chodzi mi o
            to subtelne "coś" więcej.. Szukać "tego" u twórczych artystów?

            Kto jest twórca?

            :)
            • Gość: Richelieu* Re: to jest chyba tak.. IP: *.localdomain / 192.168.0.* 29.10.03, 15:22
              kvinna napisała:

              > siedzę na obłędnie nudnym wykładzie, podpieram głowę obiema rękami i
              przychodzi
              >
              > mi do głowy taka myśl, czy podobnie ciekawie wygląda życie erotyczne takiego
              > nieszczęśnika.. Bo skoro on(a)wykłada tak, że ja śpię..?
              > Aha, df seksu: nie tylko wyładowanie się, aby mieć siłę do
              > dlaszego "naukowienia" (chociaż nie wykluczam i takiej motywacji). Chodzi mi
              o
              > to subtelne "coś" więcej.. Szukać "tego" u twórczych artystów?
              >
              > Kto jest twórca?
              >
              > :)


              nudny wykład, ja zawsze sądziołam, że wykładowca, który wykłada to samo piąty
              raz w ciągu dnia musi być cholernie zmęczony i dziwiłam się jak on tak nawija
              na środku kiedy sala śpi. Ale gdy stoi się właśnie na śropdku to jest się tak
              podbuzowany tym, że 200 osób cię słucha i nie można się zbłaźnić, a w moim
              miernym przypadku to całkiem prawdopodobne jeszcze ;), że pilnuje się człowiek
              niesamowicie. Nudny wykład, bo student nie musi na nim myśleć, a gdy mózg się
              wyłącza to i spać się chce. Ty śpisz bo oczekujesz porywu. Ludzie idą na
              nieciekawe studia, a potem chcą by wykłady były ciekawe.
              Zobacz tego samego wykładowce w zgoła innych sytuacjach. Praca to praca, seks
              to seks. Zresztą praca dydaktyczna ma niewiele wspólnego z pracą naukową. Choć
              trzeba i ją dodawać. Ale jest to dodawanie, a student myśli, że co, że gdy
              nauczyciel smęci cały dzień to całe jego życie.
              hm, praca to praca, seks to seks. Jedno z drugim może być o tyle pomieszane,
              by praca delikatnie pachniała seksem, żeby ci "naukowcy" chodzili ze
              szczygłami w oczach, a nie z obłędem. W drugą stronę to nie funkcjonuje, żeby
              do seksu dodawać pracy.
              • kvinna co złego w tym, że oczekuję porywu? 29.10.03, 16:02
                Tak, idę na wykład po to, aby ktoś (wykładowca niezależnie od płci) zakręcił
                mnie. To źle? Chcę myśleć na wykładzie, ale - na boga - ja nie chcę wiedzieć,
                że ten facet się nudzi tym, co mówi! Moje studia nie są nieciekawe (skąd taki
                wniosek?), jakkolwiek nie są dokładnie tym, czego oczekiwałam. Z tego keksu
                wybieram sobie rodzynki i staram się bawić tym, że muszę (zaliczyc/zdać).
                Podchodzę ciągle do dziedziny, któą bez przymusu wybrałam z bardzo różnych
                stron. I łączę sobie z tym, co mi bliskie, z tym, co lubię.

                Jeśli seks nazwać Ekscytacją, dlaczego nie można mieć jej wciąż? Hipoteza, że
                można. W pracy też. Nawet najnudniejszej. It`s up to y o u.

                Chodzi o podejście, spojrzenie.


                • Gość: Richelieu* Re: co złego w tym, że oczekuję porywu? IP: *.localdomain / 192.168.0.* 29.10.03, 16:32
                  kvinna napisała:

                  > Tak, idę na wykład po to, aby ktoś (wykładowca niezależnie od płci) zakręcił
                  > mnie. To źle? Chcę myśleć na wykładzie, ale - na boga - ja nie chcę
                  wiedzieć,
                  > że ten facet się nudzi tym, co mówi!


                  Jeden się nudzi drugi się nie nudzi. Ilu wykładowców tyle nud. Często i moi
                  wykładowcy nudzili niemiłosiernie, a gdy potem już nie jako ich słuchacz
                  spytałam się dlaczego, to odpowiedzią zwykle było, że on tu żyły wypruwał, a
                  student na egzamin i tak przychodził kompletnei nienauczony.Potem może to
                  zniechęcić. Nudzenie na wykładzie to też co innego. Praca dydaktyczna to jak
                  mówiłam, mały kawałek ogólnej pracy takiego typa w szkole. Powinien kochać
                  taki typ młodzież, ale tych kochających i rozumiejących jest niewielu. I w tym
                  ykwi sęk, że wie, coś tam nawet nowego wzniósł do nauki, ale niezbyt lubi
                  uczyć tych, co chcą porywu, ze swoje strony nic nie dając. I zazwyczaj tak
                  jest, że zrozumienie studenckich słabości przychodzi dopiero gdy ten typ jest
                  profdrhab, kiedy może pozwolić sobie. Cholerni magistrzy na przykład są
                  dlatego tacy cholerni bo bywa, że studenci gubią gdzieś relacje właściwe tej
                  sytuacji i, że prowadzący jest kilka lat starszy więc hajda mu na głowę. Ale
                  to już inna bajka.



                  Moje studia nie są nieciekawe (skąd taki
                  > wniosek?), jakkolwiek nie są dokładnie tym, czego oczekiwałam. Z tego keksu
                  > wybieram sobie rodzynki i staram się bawić tym, że muszę (zaliczyc/zdać).
                  > Podchodzę ciągle do dziedziny, któą bez przymusu wybrałam z bardzo różnych
                  > stron. I łączę sobie z tym, co mi bliskie, z tym, co lubię.
                  >


                  Nie pisałam, że Twoje studia są nieciekawe, tylko, że zazwyczaj Ci najbardziej
                  przysypiają na zajęciach, którzy na nieciekawe studia poszli. A, że wszędzie
                  zdarzają się nieciekawie prowadzący to cóż. Może mają ciekawe prace napisane,
                  tylko jakoś im pomysłu na wykłady akurat brakuje.


                  > Jeśli seks nazwać Ekscytacją, dlaczego nie można mieć jej wciąż? Hipoteza,
                  że
                  > można. W pracy też. Nawet najnudniejszej. It`s up to y o u.
                  >
                  > Chodzi o podejście, spojrzenie.


                  Ale
                  O czym Ty mówisz
                  Przecież napisałam, że praca z zapachem seksu jest przyjemniejsza. Że są i
                  tacy co ze szcygłami w oczach i tacy co z oblędem.
                  Ale to jest niezależne od tego czy ktoś jest tym, niezdefiniowanym jeszcze ;)
                  naukowcem czy nim nie jest.

                  No i
                  jeszcze raz
                  naukowca nie poznaje się wyłącznie po tym jak prowadzi wykład, ma sto innych
                  rzeczy na głowie. Ludzie idealni nie są, a taki naukowiec, który jest lubiany
                  przez 100% studentów i przez wszystkie komisje oceniające jego dorobek to
                  naukowiec doskonały. Czyli niemożliwy
        • ivek Dla Kvinny 29.10.03, 15:30

          ostatnio ogladalem prawie zasypiajac Znikniecie "vanishing" dawno nie widzialem
          tak polozonego scenariusza, i to dysponujac takimi aktorami jak Jeff Bridges czy
          Kiefer Sutherland. Film mial z zalozenia zdaje sie opowiadac o psychopatycznych
          zachowaniach pewnego profesorka nienerwosolka, tajemniczym eksperymencie. Takie
          tam brednie pseudopsychologiczne podlane thrilerowatym sosem cos jak moje posty
          zdaje sie.
          I prawie zasnalem (w srodku dnia). Boszszsz ale ten rezyser musi byc slaby w
          wysylaniu w kosmos kobiet. Predkosc Zero, wysokosc 10 stop ;))
          • kvinna :)) 29.10.03, 15:53
            Bridgesa lubię :) "No fear" musiałeś widzieć. Tak sobie myślę, że on jako on
            wysoko wysyła :))

            Twoje posty lubię, są pomerdane, pewnie dokładnie jak Ty :)
    • Gość: jmx Re: Naukowcy a seks IP: *.opa-carbo.com.pl 29.10.03, 14:29

      To tak po freudowsku - zamiana libido na inny rodzaj działalności. Ale to chyba
      nie było związane bezpośredno z niechęcią naukowców (i nie tylko) do łóżkowych
      igraszek a raczej nie moznościa spełnienia takiego jakby się chciało.
      A gdzieś energia musiała ujść... Ale może znowu co pokręciłam? ;-)
    • Gość: girlfriend Re: Naukowcy a seks IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.03, 00:17
      Naukowcy sa najlepsi :)


      Poza tym pragnę donieść, że nie dalej jak kilka dni temu, podczytujący to forum
      dr (atrakcyjny szalenie, błyskotliwy oraz seksapilu pełen) na moje
      pytanie "kogo najbardziej lubisz czytać?" odparł "kvinnę!".
      autentyk.

      :)
      • Gość: marcin32 Re: Naukowcy a seks IP: *.toya.net.pl 02.11.03, 21:27
        A ja jestem naukowcem (dr hab., tuż po habilitacji z nauk ścisłych), seks
        uwielbiam wprost; po porządnym.......od razu się lepiej myśli, mózg jest
        sprawniejszy, procesy myślowe szybsze, pomysły tryskają same:)..ale może to
        odosobniony przypadek; pracuję twórczo jedynie w okresie bujnego życia
        erotycznego; jak nie mam seksu, to niewiel robię.. i tyle
        Marcin
        • Gość: Richelieu* Re: Naukowcy a seks IP: *.localdomain / 213.77.25.* 02.11.03, 22:27
          marcin32, z jakiej dziedziny jesteś? jeśli z informatyki, matematyki albo
          neurobiologii to mam pytanie, no, kilka pytań
          • Gość: girlfriend Re: Naukowcy a seks IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.03, 22:31
            RR nie podrywaj kolegi ;))
            • Gość: Richelieu* Re: Naukowcy a seks IP: *.localdomain / 213.77.25.* 02.11.03, 22:38
              nie podrywam tylko mnie bardzo coś interesuje, a nie mogę do tego dotrzeć. To
              co znalazłam, nie zaspokaja mnie
              tzn. nie zaspokaja mojej ciekawości
              ot co
              girl, nie bądź taka czujna
              ;)
              • Gość: marcin32 Re: Naukowcy a seks IP: *.toya.net.pl 02.11.03, 22:43
                Rich.. trafiłaś z dziedziną.. szybko się uwinąłem po prostu.. trochę farta,
                trochę pracy i dobry opiekun od drugiego roku studiów...
                Marcin
                • Gość: Richelieu* Re: Naukowcy a seks IP: *.localdomain / 213.77.25.* 02.11.03, 23:21
                  więc masz 32 lata? kurka wodna, kiedy ja będę mieć tyle to.. e tam nie będę
                  zapeszać bo a nuż noga się podwinie
                  gratuluję promotora, jednak dobry mistrz jest nieoceniony

                  ok
                  sieci neuronowe
                  i skończoność i nieskończoność
                  pisze tu i tam o uczeniu się sieci. Ale

                  1. co znaczy, że ciąg uczący jest w miarę dokładny. na ile w miarę dokładny. A
                  jeśli jest na tyle niedokładny, że pominie sytuacje, które napotka później to
                  jak zastosuje wagi dla wygenerowania wartości wyjściowej.

                  2. trzeba wpisać dane oczekiwane, wszystkie możliwe, jeśli chce się by program
                  sam weryfikował dane wejściowe. A jeśli trzeba wpisać to będzie to liczba
                  skończona w przeciwieństwie do ludzi, którzy mają możliwość tworzenia
                  rozwiązań nieskończonych. I nawiązując do pkt 1, co będzie gdy napotkawszy
                  sytuację zupełnie odmienną, bo programista może coś pominąć, będzie:

                  2.1 przypisze pierwszą lepszą wagę i będzie generować wynik końcowy, którego
                  potem nie będzie można w żaden sposób zweryfikować bo nikt nie napisał takiego
                  ciągu z takimi danymi. A co za tym idzie nie wyniknie z tego żadna reakcja bo
                  program nie będzie wiedział czy wynik jest poprawny czy nie.

                  2.2 ustanie na samym początku w poszukiwaniu wagi najodpowiedniejszej dla
                  danego zjawiska

                  3. samo uczenie się. W jaki sposób poza korekcją wagi program się uczy. Jakie
                  wyciąga wnioski. Bo fakt, że tak długo dostosowuje swoje wpisane wartocści aż
                  będą w granicach błędu to żadne uczenie się. Jedno jest tylko plusem, właśnie
                  ta granica błędu, to uogólnianie. Ale czym większą granicę błędu się ustali
                  tym mniej dokładne będą wyniki, oczywiste, tyle, że niska granica to tym samym
                  możliwość wystąpienia sytuacji, które nijak się mają do wpisanych wyników
                  końcowych

                  ps. jestem laikiem w sieciach neuronowych, pewnie moje rozumowanie nie
                  takie ;)
                  • Gość: girlfriend o yesoochryście! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.03, 23:42
                    RR zastawiła na kolegę sieci neuronowe, hihi ;))))))
                    • Gość: marcin32 Re: o yesoochryście! IP: *.toya.net.pl 02.11.03, 23:46
                      ale pudło niestety: bo też jestem laikiem w tym. Nie w taką siec wpadłem.
                      Hh=eehehe. Marcin
                      • Gość: girlfriend Re: o yesoochryście! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.03, 23:49
                        nie doceniasz tej intrygantki - znajdzie inna wędkę ;)))))
                        ale ja się nie wtrancam i idem :)

                        pzdr serdecznie :)
                        • Gość: Richelieu* Re: o yesoochryście! IP: *.localdomain / 213.77.25.* 03.11.03, 00:07
                          ja Ci dam girli intrygantkę !!!
                          ;)
                          a wędkę mam zawsze tą samą tylko różną przynętę zakładam. Najlepiej bierze na
                          robaka, a że dżdżownice takie ślisko obrzydliwe więc używam innych przynęt. No
                          i nie zawsze jest odpowiednia pora na dżdżownice, na przykład susza gdy szedł
                          szasa szuchą soszą
                          • Gość: girlfriend Re: o yesoochryście! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.03, 00:19
                            szedł sasza do kinszasy, a potem she sells seashells...

                            a potem, jak złowiony, to go na ruszt czy jak ? ;))))
                            tylko nie pisz, że odwrotnie, na miły Bóg, hihi ;)
                  • Gość: marcin32 Re: Naukowcy a seks i Siecie Nueronowe IP: *.toya.net.pl 02.11.03, 23:43
                    Na sieciach neuronowych się nie znam: sorry. Tylko standartowy kurs kiedyś
                    miałem. I nic nie pamiętam z tego, Ale zamierzam sie tym zainteresowac z
                    czasem jak trochę ochłonę z jazdy bez trzymanki którą miałem ostatnio, he he
                    he. W końcu z CK list przyszedł dopiero w tym tygodniu....Marcin
                    • Gość: Richelieu* Re: Naukowcy a seks i Siecie Nueronowe IP: *.localdomain / 213.77.25.* 02.11.03, 23:47
                      never mind, nikt się na tym nie zna. a literatura łącznie ze stronami w necie
                      są do d.
                      Jazda bez trzymanki, no nie dziwię się w tym wieku hab. Ja będę hab jako stara
                      baba pewnie, a i to tylko być może.

                      a CK co to? centralna komisja
                      • Gość: marcin32 Re: Naukowcy a seks i Siecie Nueronowe IP: *.toya.net.pl 02.11.03, 23:52
                        ck = centralna komisja
                        literatura = wlasnie brak literatury mnie zraził do sieci i zraża nadal,
                        podbnie jak do algorytmow genetycznych
                        32 lata = za 4 mies. bede miał 33
                        jako stara babcia to raczej nie = po 8 -latach od zrobienia doktoratu wywalaja
                        jak sie nie ma hablilitacji, wiec maks to 40, 43 lata
                        a to nie stara babcia, tylko babka całkiem całkiem
                        bycie dr hab. wcale nie jest fajne = zaraz daja doktorantow i trzeba siedziec
                        na radzie wydziału i słuchac jak dziadki pierdziela
                        • Gość: Richelieu* Re: Naukowcy a seks i Siecie Nueronowe IP: *.localdomain / 213.77.25.* 03.11.03, 00:03
                          pierdzielące dziadki ;)
                          ale za tych doktorantów, co to? nie lubisz?
                          !!
                          • Gość: marcin32 Re: Naukowcy a seks i Siecie Nueronowe IP: *.toya.net.pl 03.11.03, 00:08
                            nie, spoko, lubie doktorantow; tyle ze zadajesz gosciowi material do
                            przeczytania, po tygodniu przychodzi i nic, zero, i problem: bo dziewczyna
                            miala urodziny etc..... zadałem mu prace do pisania: od czerwca nie ma
                            postępu.. opiekuje sie nim zanim zostałem dr hab..
                            a drugi doktorant to baba, wiec albo dzieci chore (moje tez choruja) albo
                            mezusiowi boiad musi gotowac (w domu ja glownie gotuje, bo chłopaki moi lubia
                            moja kuchnie) albo sam nie wiem co. etc.... chałturza po prostu po kątach i
                            się wstydza do tego przyznać
                            pilnowac trzeba jak w szkołce
                            jak nie pomyslisz za nich to zero postępu
                            • Gość: Richelieu* Re: Naukowcy a seks i Siecie Nueronowe IP: *.localdomain / 213.77.25.* 03.11.03, 00:18
                              chałturzenie jest ze po kątach czy nie przyznawanie się do tego?

                              a to myślenie.. fajnie z Tobą mają. Niektórym zamiast pozwolić na własne
                              wypociny wtrąca się do każdego zdania, zero myślenia samodzielnego właśnie.
                              Samodzielnie można za to odgadnąć co "poeta" miał na myśli, mówiąc, że ta
                              kwetsia jest absurdalna a tamta jeszcze gorsza.
                              • Gość: marcin32 Re: Naukowcy a seks i Siecie Nueronowe IP: *.toya.net.pl 03.11.03, 00:23
                                chalturzenie: niech powie uczciwie ze chalturzy, a nie sie wykreca (a ja i tak
                                wiem, mam rozne kontakty); ja mam 1/2 etatu w innej panstwowej uczelni (4
                                godz. tyg.) wszyscy o tym wiedza i jest ok. Pensje wiadomo jakie są. Ja to
                                rozumiem. Ale lubię jasne sytuacje.
                                myslenie: jak nie umie sam myslec to naukowcem nie bedzie... moze co najwyzej
                                doktorat obronic "pod opieka" jak wiekszosc niestety... poziom jest żenujący w
                                sumie...
                                • Gość: girlfriend Re: Naukowcy a seks i Siecie Nueronowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.03, 00:31
                                  Waszych dziedzin pewnie to nie dotyczy, ale doktorat z ekonomii lub prawa to
                                  dopiero kino :) się robi, bo rzuca na łopatki w cv i w niektórych instytucjach
                                  uważa się że MBA to dobre dla idiotów, a doktorat jest w "starym europejskim
                                  stylu" ;)

                                  jedno wielkie HIHIHI :)
                                  • Gość: Richelieu* Re: Naukowcy a seks i Siecie Nueronowe IP: *.localdomain / 213.77.25.* 03.11.03, 00:45
                                    no masz rację, że moich dziedzin to nie dotyczy

                                    ale
                                    ktoś też musi studentów ekonomii i prawa uczyć
                                    bez sensu jest wtedy gdy doktorat robi się dla samego rzucania na łopatki choć
                                    czy ja wiem, czy rzuca. Kiedy ten co nad tobą będzie stał będzie tylko mgr na
                                    pewno zachwycony nie będzie. A przecież jest ogromna szansa, że tak właśnie
                                    będzie, w moim mieście ludzi z wyższym jest 22%, a z dr i powyżej 0,3% ;)
                                • r.richelieu Re: Naukowcy a seks i Siecie Nueronowe 03.11.03, 00:50
                                  A już myślałam, że chałturzenie po kątach jest zawsze i wszędzie złe ;) Bo
                                  trzeba jeśli ma się 900zł. ;/

                                  No, a
                                  gdyby powiedział, że nie zrobił czegoś bo akurat nadarzyła się rewelacyjna
                                  okzja zarobienia. A ta okazja to byłby 2 raz w tym miesiącu, to co?
                                  ;)
                                  • Gość: girlfriend Re: Naukowcy a seks i Siecie Nueronowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.03, 00:58
                                    mogę napisać na priva? now?
                                    • r.richelieu Re: Naukowcy a seks i Siecie Nueronowe 03.11.03, 01:15

                                      zawsze i wszędzie i bez pytania
                                      ;)))

                                      tylko dlaczego akurat w tym momencie?
                                      • Gość: marcin32 chałturzenie IP: *.toya.net.pl 03.11.03, 10:18
                                        pewno, że jest b.złe, zawsze i wszędzie: ale jak się ma dwoje dzieci (ja),
                                        żonę nauczycielkę (pensja wiadomo jaka) to za bardzo wyjścia nie ma..
                                        ograniczałem do niezbędnego minimum chałturzenie... są granty w końcu z
                                        których można nie najgorzej żyć - tyle, że przepływ pieniędzy jest powolny a
                                        pieniądze są z reguły potrzebne na bieżące wydatki (basen, angielski, mam 8-
                                        latka, to już chodzi, przedszkole, czynsz etc) Teraz były podwyżki sporo i
                                        myślę poważnie o zosatwieniu chałtur zupełnie, tym bardziej że recenzjami mogę
                                        teraz dorobić... no ale wiadomo do pracy naukowej potrzeba stymulatora - dla
                                        mnie seks to idealny stymulator (dobrze, ze moja zona to rozumie:))))
                                        Marcin
                                        • r.richelieu Re: chałturzenie 03.11.03, 12:36


                                          I nigdy nie ciągnęło Cię do wzięcia drugiego etatu, ale w prywatnej szkole? Do
                                          zajęć nie trzeba się przygotowywać aż tak, do niektórych wcale, a pieniądze
                                          lepsze, z reguły.

                                          co do stymulatora, dla mnie najlepszym jest docenienie.
                                          seks to teżź rodzaj docenienia na innym polu, ale zawsze.
                                          • Gość: marcin32 Re: chałturzenie IP: *.toya.net.pl 03.11.03, 14:37
                                            Etat w prywatnej szkole? To co najmniej nieetyczne- udawać że się uczy, nie
                                            potrafię tak, sorry, wolę w państwowej, mniejsze pieniądze.....
                                            nie wiem czy docenienie to dobry stymulator:) mnie tam nie wystarcza.. do
                                            pracy nuakowej musze mieć spokojny umysł przede wszystkim, wolny od..
                                            pragnień, myśli swobodnych etc...
                                            • Gość: Richelieu* Re: chałturzenie IP: *.localdomain / 192.168.0.* 04.11.03, 01:22


                                              nigdy nie potrzebowałeś docenienia? nawet wtedy gdy byłeś o 2 stopnie niżej a
                                              już jako nauczyciel? Bo, że habilitowany nie potrzebuje, bo jakby nie było
                                              właśnie dostał order zasługi dla rozwoju nauki ;)
                                              Bo mi wydaje się, że będzie to mój główny problem, że moja dziedzina
                                              dziedziną, ale nie jestem bezinteresownym człowiekiem aż tak. Podobny był mój
                                              promotor mgr, który co prawda profesorem, ale jeszcze nie mianowanym, został
                                              niedawno, w wieku 40paru lat, ale taka ślina mu leci na wyższe stanowiska, że
                                              aż to widać. Z tego między innymi powodu nie chciałam aby był moim promotorem
                                              nadal.

                                              Co do prywatnych. Też uważam, że to udawanie, że się uczy, ale
                                              ;)
                                              właśnie Ty widzisz tu zagrożenie moralności zaraz po tym, kiedy stwierdziłeś,
                                              że docenienia nie trzeba wystarczy sam czysty wkład w rozwój czegoś tam. (to
                                              też jest rodzaj docenienia, byle podpisano to Twoim nazwiskiem).
    • joanna_1 Re: Naukowcy a seks 03.11.03, 14:43
      akurat nie wiem jak tam to w badaniach wypada, ale z autopsji rzec mogę, że
      żony naukowców opędzić się nie mogąąąąąąą hihihi od tych ich kosmatych myśli
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka