marty_nike
30.03.09, 13:48
Niedawno zalozylam watek -"Zwiekszenie dawki leku,chce mi sie spac".Dwa
tygodnie bralam pol tabletki citalopramu,potem zaczelam brac cala.Zaczelam sie
czuc gorzej(nie od razu od zwiekszenia dawki) ale zastanawiam sie czy to
rzeczywiscie ma zwiazek z lekami czy moze predzej z jedna sprawa bo to sie
troche zbieglo.Otoz kilka dni temu zadzwonila do mnie kolezanka mojej
kolezanki(nazwe ja Ela) i poinformowala mnie ze Ela jest w hospicjum i zebym
ja odwiedzila.Wedlug pokrewienstwa Ela jest moja dalsza ciotka,mialysmy czesty
kontakt.Kiedy byla po operacji piersi,po dlugiej chemii i naswietlaniu
poklocilysmy sie(poltora roku temu).Bylo mi przykro ze ja to spotkalo ale
mialam swiety spokoj.Ela potrafila mnie upokorzyc,bywala bardzo zlosliwa ale
potrafila tez byc mila i pomocna.Niestety zlosliwosc chyba wziela gore.Po
takich akcjach dlugo ze soba nie rozmawialysmy,potem ja zawsze pierwsza
podawalam reke,Ela byla zawzieta.Kiedys zaplakana opowiedzialam 2 terapeutkom
o jednej takiej sytuacji,byly zdziwione ze w ogole z taka osoba sie zadaje.
Po tym telefonie trwalam przy swoim ze nie pojde bo nie mam po co.Potem
zaczelam myslec ze moze lepiej wyrzucic zale i wspierac ja.W sobote byl u niej
w hospicjum jej brat (w identycznej sytuacji jak ja,tez nie rozmawiali ok.2
lat z podobnego powodu).Brat zapytal ja wprost czy ja moge ja
odwiedzic,powiedziala ze oczywiscie.O to samo zapytala ja kolezanka - podobna
odpowiedz.W sobote postanowilam ze nastepnego dnia pojde...niestety odeszla mi
chec.Kilka lat temu zmarl moj byly maz (nadal bylismy przyjaciolmi i mielismy
kontakt).Bardzo to przezylam,pozbieralam sie po 2 latach.Teraz na jesieni
zmarla moja bliska ciocia (rak piersi i przerzuty do mozgu i kosci).Wtedy
zaczela wracac depresja...rozmyslania na temat smierci.I kiedy zdecydowalam
sie na branie lekow i nastepowala poprawa to teraz ta sytuacja z Ela.Ciagle
mysle o niej,o odwiedzinach...jak zareaguje bo jestem wrazliwa na takie
sytuacje i pewnie zaczne szlochac co raczej nie jest wskazane bo ona nie zdaje
sobie z niczego sprawy,ponoc rozmawia normalnie ale mowi o powrocie do
domu,nie chodzi juz.Mysle o tym ile to bedzie trwac,ile wizyt mnie czeka i jak
bede patrzec z boku na jej smierc...boje sie ze pograze sie calkowicie w
depresji.Znow zacznie sie konfrontacja w hospicjum z jej znajomymi ktorych nie
lubie,ploty,pouczanie mnie co moge mowic a co nie,glupie teksty,juz mnie
wnerwila ta jej kolezanka przez telefon.Nie wiem co robic...Co sadzicie o tej
sytuacji?