Dodaj do ulubionych

"Bo ja to miałem trudne dzieciństwo"

01.12.03, 14:53
Czy przekonuje Was tego typu usprawiedliwienie dla, powiedzmy, czyjegoś
bluzgania do Was i o Was (przykładowo)

czy

śmiejecie się delikwentowi w nos?

To szalenie niepsychologiczne, ale ja - to drugie. Bez dwóch zdań.

Co modelowy psycholog, wg Was, powinien wtedy zrobić?
Obserwuj wątek
    • empeka Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" 01.12.03, 14:57
      Sądzę, że modelowy mowi:
      - Proszę mi o tym opowiedzieć.

      M
    • j_ar Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" 01.12.03, 15:05
      hmm..noo. modelowy to powienien tak poprowadzic dyskusje aby pacjent zostal
      wyleczony..no..a jezeli jest to modelowy psycholog na wakacjach to w morde dac
      powienien dac....;)
      • kvinna thank you dużo much 01.12.03, 15:07
        to ja będę bez obaw lać po mordzie.

        forum = wakacje

        sto uśmiechów j_ar!
        • j_ar Re: thank you dużo much 01.12.03, 15:19
          ale pamietaj... jak juz lezy, to dobrze tak jeszcze przykopac, coby sie nie
          podniosl za szybko zanim sie nie odejdzie ;).. to dobrze na wlasna psychike
          dziala, tak ..no.. uspokaja zmysly :)

          ---
          Zrób na trzeźwo to, o czym opowiadasz, że zrobiłbyś po pijaku. To cię nauczy
          trzymania gęby na kłódkę. -Ernest Hemingway
          • kvinna robisz tak, j_ar? 01.12.03, 16:47
            :)

            Nieładnie..
            • j_ar Re: robisz tak, j_ar? 02.12.03, 12:58
              alez skadze, jasne, ze tak nie robie...no chyba, ze wstaje za szybko...ale bron
              boze w innym wypadku....
    • Gość: gf Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.03, 15:15
      Kto poważny czuje sie dotkniety, kiedy ktoś obcy, w necie, nie wiedząc zbyt
      wiele o zaczepianym pisze 'ty pojebie'?

      kto poważny, widząc może i escentryczne zachowanie zaczepiającego, ale też i
      niepodważalną inteligencję i poczucie humoru, nie zapyta 'why?'

      Kvinna, ok, poszłaś na psychologię, zeby rozwiązać swoje problemy - to nic
      złego. Raczej ich nie rozwiązałaś, ale to też jeszcze nic. Jeśli natomiast
      bedziesz każdy post do siebie (krytyczny) odbierać jak atak na swoją osobę, to
      moim zdaniem coś tracisz.

      tyle.
      • Gość: Malwina Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" IP: *.w81-51.abo.wanadoo.fr 01.12.03, 15:35
        kvinna, wydaje mi sie ze masz tu tzw traitement de faveur
        byc moze z powodu rownoznacznego "trudnemu dziecinstwu"
        ale chyba nie przeciagaj struny ...
        i nie powoluj sie na te psychologie gdy argumentujesz
        mow od siebie
        bo nastepnym razem zjade cie zawodowo i bedzie ci przykro
        • kvinna najzupełniej poważnie 01.12.03, 16:37
          i ze smutkiem niejakim -
          Malwino? Poczytałam Cię trochę i no..ten tego..nie jesteś dla mnie autorytetem.

          Powaga.
          Dyskutować się z Tobą nie boję, najwyżej polegnę (albo i nie), żaden wstyd.

          • Gość: gf Re: najzupełniej poważnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.03, 16:40
            czy mozna zapytać kto jest dla Ciebie - no niech, nazwijmy to juz tak -
            autorytetem? ale tutaj.
            • kvinna krótko 01.12.03, 16:49
              Parę inteligentnych osób.
              • Gość: gf Re: krótko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.03, 17:05
                Mozesz wymienić z nicka?
                • kvinna nie, Moniko 01.12.03, 17:29
                  Daję sobie prawo do braku odpowiedzi na to pytanie.
                  • Gość: gf wielka szkoda, Anno IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.03, 17:44
                    bo nic tak człowieka dobrze nie określa jak to, kim się lubi otaczać :)

                    Ale mnie dość, że cenisz tego nieszczęśnika Kwiecia - to stawia nas w pozycji
                    bycia skazanymi na wieczny brak porozumienia.

                    Kwinna, ludzie mają w sobie pewien radar na innych. Mozna to sobie ubierać w
                    różne psychologiczne kiecki typu "podobieństwa się przyciągają czy tam
                    różnice". Ale fakty sa proste: jedym mówisz >tak< innym >nie<. I doprawdy mało
                    ważne z jakich powodów.

                    Co ciekawe, ludziom łatwiej powiedzieć, kto im się nie podoba, niż kto im się
                    podoba. Dziwne, prawda?
                    • kvinna to na koniec jeszcze dość osobiście 01.12.03, 17:49
                      O Alfice.
                      Bo chociaż nie jest autorytetem dla mnie, ale to przecież można olać, prawda?
                      To....................no właśnie, lubiłam ją.

                      Tyle.
                      Malwina poprosiła mnie, abym odpoczęła, co też autoironicznie uczynię.

                      Dobrego wieczoru, szczerze.
                      • Gość: gf dobrego wieczoru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.03, 17:54
                        no to cos wesołego na koniec :)

                        pod wzgledem formy, jesteś naprawdę bardzo urodziwa
                        do konkursu z Tobą mogliby stanąć wyłącznie fnoll i marusia

                        pozdrawiam :)
          • malvvina Re: najzupełniej poważnie 01.12.03, 16:51
            nie odpowiem bo nie wiem o czym mowisz
            pewnie twoje mysli ida tylko znanym sobie tokiem
            podyskutowac tez nie podyskutujemy bo nie znajdziemy, zapewniam cie, wspolnej
            plaszczyzny za chiny
            a zrec sie nie bede
            zostawmy wiec temat w spokoju...


            > i ze smutkiem niejakim -
            > Malwino? Poczytałam Cię trochę i no..ten tego..nie jesteś dla mnie
            autorytetem.
            >
            > Powaga.
            > Dyskutować się z Tobą nie boję, najwyżej polegnę (albo i nie), żaden wstyd.
            >
      • kvinna Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" 01.12.03, 16:44
        Gość portalu: gf napisał(a):

        > Kto poważny czuje sie dotkniety, kiedy ktoś obcy, w necie, nie wiedząc zbyt
        > wiele o zaczepianym pisze 'ty pojebie'?

        Nie jestem poważna, bo się nie obrażam, ale stosuję autorską taktykę pn.
        wygaszanie. Admini nazywają to kasowaniem. Nie wstydzę się, że najbardziej
        lubię pisać/rozmwawiać z ludźmi piszącymi poprawnie i na temat.
        A Ty uśmiechasz się, gdy Cię tak nazywają?
        Można :)


        > Kvinna, ok, poszłaś na psychologię, zeby rozwiązać swoje problemy - to nic
        > złego.

        Tak, taką motywację miałam, gdy miałam 15 lat.
        Się teraz diametralnie zmieniła :)

        > Raczej ich nie rozwiązałaś, ale to też jeszcze nic.


        Prawda? :)
        Poproszę Twój certyfikat trapeutatyczny albo wizytówkę "PAN BÓG" :)

        Nie widzęęę...

        :)


        > Jeśli natomiast
        > bedziesz każdy post do siebie (krytyczny) odbierać jak atak na swoją osobę,
        to
        > moim zdaniem coś tracisz.
        >
        > tyle.

        Krytyki słucham, ale mam też własne (niezłe) zdanie na swój temat.
        I..dalej będę myśleć o Monice, że ma niezły samochód, ale głupio go prowadzi.
        Pozdr.


        • Gość: ryjek pozwolmy kvinnie zachlystywac sie IP: 5.3.1R* / *.rupa.it 01.12.03, 16:54
          swa egzaltacja, jalowym bleblaniem i werbalnym onanizmem ;)
        • Gość: gf Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.03, 16:59
          Gdy mnie ktoś tak nazywa, to zastanawiam się o co mu chodzi. Nie mam do tego
          osobistego stosunku, bo dlaczego miałabym mieć?
          Jesli napisze tak do mnie ktoś, czyje zdanie sobie cenię, nie omieszkam wziąć
          go pod uwagę i zastanowić się głębiej nad tym, co napisał i dlaczego.
          Oczywiscie również go o to zapytam. Nic tak bowiem dobrze nie robi jak dystans
          do samego siebie. Ty go Kvinna deklarujesz, ale moim zdaniem nie masz.

          i jeszcze coś - nigdy nie postrzegam ludzi, przez pryzmat ich stosunku do mojej
          osoby.
          na przykład Komandos :)
          byłam zainteresowana tym, co mu się we mnie nie podobało i dowiedziałam się
          drogą prive'a
          a byłam zainteresowana, bo uważam że widzi więcej niż większość forumowiczów -
          jest od nich po prostu bystrzejszy. co nie znaczy że zawsze ma rację.

          nie lubię ludzi bez wyrazu - już tak mam. zauważ, że Ci grzeczni,
          skonfrontowani z czymś trudniejszym, zazwyczaj tracą rezon i wychodzą z nich
          potwory. poza tym moralność drobnomieszczańska jest mi obca - nie mdleję na
          widok słowa "dupa".

          Nie potrzebuję wizytówki "pan bóg" ponieważ nie mówię w imieniu pana boga, co
          jest jasne, dla kazdego przeciętnie inteligentnego człowieka. Mówię w swoim. Ty
          mówisz w cudzym?
      • Gość: Js. Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.03, 23:06
        Dlaczego nie powinno się kończyć psychologii, żeby rozwiązywać swoje problemy?

        Czy nie kierujemy się przede wszystkim własnym szczęściem, które po jego
        osiągnięciu możemy rozdawać innym?

        A tak poważnie, rozwiązanie swoich problemów daje dużo, naprawdę dużo dobrej
        praktyki, prawda?
        • jmx Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" 03.12.03, 23:10
          Gość portalu: Js. napisał(a):

          > Dlaczego nie powinno się kończyć psychologii, żeby rozwiązywać swoje
          problemy?

          Chirurg też nie przeprowadzi operacji na sobie!
          Człowiek nie jest w stanie rozwiązać własnych problemów - bo nie jest wobec
          siebie obiektywny tak jak powinien być terapeuta.
          • Gość: Js. Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.03, 23:11
            Ale może uzyskać obiektywność, poprzez odwoływanie się do faktów świata
            zewnętrznego. Mówię tu o czysto rozumowym - logicznym rozwiązywaniu.
            • jmx Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" 03.12.03, 23:21
              Gość portalu: Js. napisał(a):

              > Mówię tu o czysto rozumowym - logicznym rozwiązywaniu.

              W matematyce istnieje coś takiego, nie w psychice ludzkiej.
              • Gość: Js. Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.12.03, 10:14
                Myslę, że człowiek z zasady postępuje logicznie. Choć jest to raczej logika
                koniunkturalizmu, nie matematyki [choć pewnie można ją do takiej sprowadzić]
          • Gość: gf Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.03, 23:11
            Jak to "człowiek nie jest w stanie swoich problemów rozwiazać"?
            znam takich, co potrafią, z powodzeniem.
            • Gość: Js. Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.03, 23:12
              Myślę, że sobie poradziłem z wieloma...
              • Gość: gf Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.03, 23:13
                Welcome to the club :)
                • Gość: Js. Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.03, 23:14
                  Hehe. :)))))))))
            • jmx Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" 03.12.03, 23:38
              Gość portalu: gf napisał(a):

              > Jak to "człowiek nie jest w stanie swoich problemów rozwiazać"?
              > znam takich, co potrafią, z powodzeniem.

              Niezbyt ściśle się wyraziłam - miałam na myśli takich, którzy tego nie
              potrafią. Jeśli ktoś umie sobie poradzić to to zrobi i bez studiów, a jak nie
              to i studia psychologiczne mu nie pomogą; musi otrzymać pomoc z zewnątrz.
              • procesor Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" 03.12.03, 23:40
                jmx napisała:
                > Niezbyt ściśle się wyraziłam - miałam na myśli takich, którzy tego nie
                > potrafią. Jeśli ktoś umie sobie poradzić to to zrobi i bez studiów, a jak nie
                > to i studia psychologiczne mu nie pomogą; musi otrzymać pomoc z zewnątrz.

                A! Równocześnie pisałysmy - teraz jest to bardziej zgodne z prawda. :)
          • procesor Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" 03.12.03, 23:19
            jmx napisała:
            > Chirurg też nie przeprowadzi operacji na sobie!
            > Człowiek nie jest w stanie rozwiązać własnych problemów - bo nie jest wobec
            > siebie obiektywny tak jak powinien być terapeuta.

            A nieprawda.
            Włązcnie z tym chirurgiem. :)
            • Gość: Js. Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.03, 23:24
              Fakt, był jeden który próbował...
              Ale, moment, on nie był chirurgiem i nie dokończył operacji, i trafił do
              panteonu nagród darwina...

              Jednak chirurg, a psycholog... nie, to nie to samo.
              Znieczulenie wyklucza świadomość.
              Świadmość wykluczy ból podczas operacji.

              Jak wielu pacjentów mdleje podczas autosesji psychologicznych???
              [Może autofobicy, na skutek ostrej konfrontacji z samym sobą... fakt, tu
              mogłoby być ciężko na początku. jednak, chyba można się przyzwyczaić do strachu
              [to już z neurobiologii, to bardziej moja domena.]]
              • jmx Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" 03.12.03, 23:34

                Gdzieś niedawno podawali że ból psychiczny jest trudniejszy do zniesienia niż
                fizyczny...

                A co do świadomości - człowiek, który ma problem (taki, z którym nie potrafi
                sobie sam poradzić) też ma zaburzoną percepcję i ogląd rzeczywistości i siebie
                w niej. Wtedy potrzebuje pomocy z zwenątrz.
            • jmx Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" 03.12.03, 23:26
              procesor napisała:

              > A nieprawda.

              Jeśli tak to to forum nie miałaby racji bytu ani żadna poradnia
              psychologiczna. Ile tu wątków z prośbą o radę, wymianę doświadczeń itp. To też
              jest pomoc.


              > Włązcnie z tym chirurgiem. :)

              To ciekawe, daj człowiekowi narkozę a potem skalpel do ręki. Jestem bardzo
              ciekawa wyników.
              • Gość: Js. Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.03, 23:29
                Ale forum nie jest dla WSZYSTKICH. Zatem, czy jest możliwość?
                Biologia to nauka o wyjątkach. I o nas.

                Uważam, że takiego doświadczenia, takiego poziomu szczerości, nie osiągnie się
                przez żadną sesję * n.,

                G-night
              • procesor Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" 03.12.03, 23:30
                jmx napisała:
                > > Włącznie z tym chirurgiem. :)

                > To ciekawe, daj człowiekowi narkozę a potem skalpel do ręki. Jestem bardzo
                > ciekawa wyników.

                Ech, obie zapominacie o ZNIECZULENIU MIEJSCOWYM!! :))
                A co do przykładu - pani doktor chora na raka - w stacji antarktycznej!
          • procesor bez idealizowania 03.12.03, 23:38
            jmx napisała:
            > Człowiek nie jest w stanie rozwiązać własnych problemów - bo nie jest wobec
            > siebie obiektywny tak jak powinien być terapeuta.

            No właśnie - codzinnie rozwiązujemy dziesiątki isetki problemów mniej lub
            bardziej samodzielnie!
            Wiem że chodzi ci o te "większe" problemy - ale ni episz tak ogólnie bo
            śmiesznie wychodzi. :)

            Ludzie bywaja wobec siebie obiektywni. Czyli moga się zdobyć na samodzielne
            rozwiaznie problemów. Czasem jest jednak potrzebna pomoc z zewnątrz. Chocby po
            to by ktos powiedział co widzi z innej perspektywy.

            Kiedyś nie było terapeutów. A problemy - tak.
            Nie róbmy bogów z terapeutów - nie ujmując im nic. :)

            Ich funkcję pełniły onne osoby - bez studiów psychologicznych - bo takich nie
            było. Czy jednak nie wiedzieli co czynią? Wiedzieli.
            Kapłani, szamani, starszyzna, ojciec czy matka, przyjaciel.
            Osoby które maja prawdziwych przyjaciół wiele problemów moga rozwiązać bez
            pomocy specjalisty.

            Ze nie wspomnę ile osóbna tym forum rozwiązuje swoje problemy. :) Z pomoca
            specjalistów z bożej łaski (bez uszczypliwości!). :)) Mnie pomogli!

            Nie jesteśmy bezwolnymi kukłami które tylko terapeuta wyprowadzi za raczke z
            dołka!
            • jmx Re: bez idealizowania 04.12.03, 01:59

              Ja naprawdę starałam się być spokojna....

              procesor napisała:

              > No właśnie - codzinnie rozwiązujemy dziesiątki isetki problemów mniej lub
              > bardziej samodzielnie!
              > Wiem że chodzi ci o te "większe" problemy - ale ni episz tak ogólnie bo
              > śmiesznie wychodzi. :)

              A Ty nie pisz "mniej lub bardziej samodzielnie" bo też śmiesznie wygląda w
              kontekście o jakim rozmawiamy. Od trzech czy czterech postów tłukę, że nie
              jesteśmy w stanie sobie sami ze wszystkim poradzić i potrzebujemy pomocy z
              zewnątrz. I nie miałam na myśli wyłącznie specjalistów.


              > Ludzie bywaja wobec siebie obiektywni. Czyli moga się zdobyć na samodzielne
              > rozwiaznie problemów. Czasem jest jednak potrzebna pomoc z zewnątrz. Chocby
              po
              > to by ktos powiedział co widzi z innej perspektywy.

              Aha, więc jednak potrzeba kogoś z zewnątrz? Taka "inna perspektywa" to w moim
              odczuciu też pomoc bo trzymanie za rączkę "kukły" to raczej
              ubezwłasnowolnienie i żaden terapeuta z prawdziwego zdarzenie tak nie
              postępuje.


              > Kiedyś nie było terapeutów. A problemy - tak.

              Kiedyś nie było internetu... To byyyły czasy!


              > Nie róbmy bogów z terapeutów - nie ujmując im nic. :)

              Ależ nikt nie robi bogów z terapeutów! Gdzie to przeczytałaś?
              Terapeuci to tacy sami ludzie jak inni, też mają problemy, różne i to też
              świadczy o tym, że jak ktoś potrafi pomagać innym to niekoniecznie będzie
              umiał sam sobie poradzić w analogicznej sytuacji.
              • Gość: gf jmx... orka czyta co jej wygodnie ;) n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.03, 02:01
              • procesor Re: bez idealizowania 04.12.03, 10:11
                jmx napisała:
                > A Ty nie pisz "mniej lub bardziej samodzielnie" bo też śmiesznie wygląda w
                > kontekście o jakim rozmawiamy. Od trzech czy czterech postów tłukę, że nie
                > jesteśmy w stanie sobie sami ze wszystkim poradzić i potrzebujemy pomocy z
                > zewnątrz. I nie miałam na myśli wyłącznie specjalistów.

                Oj, oj, przeciez już wyżej napisałam że po tamtym liście z 23.38 już bradziej
                sie z Toba zgadzam! :)
                Sęk w tym że od każdej reguły są wyjątki, prawda? A mówienie o pewnych
                zjawiskach z reguły wymaga uogólnień. No. Przeciez ja tez nie neguje potrzeby
                korzystania z rad specjalisty, nei moge się jednak zgodzić ze czowiek nie jest
                w satnie poradzić sobie z problemami.
                Są ludzie którzy ze wszystkim radza sobie sami.. biedacy, to koszmar - to
                odcina od innych ludzi. Bo czyz nie jest naturalne że na zakupach spytamy
                koleżankę - czy ładnie nam w tej sukience (hihi, zakaładam że prawde nam
                powie :) )? Albo że wyżalimy sie na wrednego szefa? Albo że idziemy na winko
                świetować wspólnie obrone pracy??

                To samo mamy na myśli tylko wyrażamy to obie inaczej, nie uważasz? Albo raczej
                każdej z nas co innego wysuwa sie na plan pierwszy - wiesz jak z ta szklanka
                pełną/pustą w połowie.... :))

                > Aha, więc jednak potrzeba kogoś z zewnątrz? Taka "inna perspektywa" to w moim
                > odczuciu też pomoc bo trzymanie za rączkę "kukły" to raczej
                > ubezwłasnowolnienie i żaden terapeuta z prawdziwego zdarzenie tak nie
                > postępuje.

                Terapeuta nie jest po to by rozwiązać za kogoś problemy - lecz pomóc samemu
                znaleźć rozwiązanie. Hm? Tu tez się zgadzamy. :) I oczywiście nie tylko
                terapeta umie to zrobić - matka, babka, przyjaciółka, ksiądz czy pastor czy
                rabin, wróżka (hihi), forumowicz.. Z tym że terapeuta ma przygotowanie
                teoretyczne i praktyczne, zna rózne techniki, niuanse, objawy - a inni zwykle
                korzystają ze swej intuicji i doświadczenia życiowego. OK?
                :))


                > Kiedyś nie było internetu... To byyyły czasy!

                Nooo, rachunki miałam nizsze. :)

                > Ależ nikt nie robi bogów z terapeutów! Gdzie to przeczytałaś?
                > Terapeuci to tacy sami ludzie jak inni, też mają problemy, różne i to też
                > świadczy o tym, że jak ktoś potrafi pomagać innym to niekoniecznie będzie
                > umiał sam sobie poradzić w analogicznej sytuacji.

                Joj, przeciez ja to wiem! I ja wiem że ty wiesz.. i Ty wiesz ze ja wiem ze ty
                wiesz.. :)) Wcale ci nie przypisywałam takiego twierdzenia - sa jednka tacy
                którzy uzalezniaja się od swoich terapeutów - prawda? Zamast starać się z jego
                pomoca stanąc samodzielnie na nogi - robią sobie z niego podporę. I terapeuta
                ma kolejna rzecz do przepracownaia.. albo i nie, ostatecznie taki stały klient,
                hihi.... :))

                Terapeuta to tyz człowiek. Jak i ksiądz i nauczyciel itd..

                Teraz w porządku?? :) Chyba juz wyjasniło sie że spieramy sie - a przeciez
                jestesmy zgodne w większości. :)

                A dla girl -
                :P
                • jmx Re: bez idealizowania 05.12.03, 01:15

                  Nie zauważyłam Twojego posta u góry, gdybym go przeczytała to pewnie mojej tu
                  odpowiedzi by nie było ;-).
      • Gość: Js. Ree IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.03, 23:06
        Dlaczego nie powinno się kończyć psychologii, żeby rozwiązywać swoje problemy?

        Czy nie kierujemy się przede wszystkim własnym szczęściem, które po jego
        osiągnięciu możemy rozdawać innym?

        A tak poważnie, rozwiązanie swoich problemów daje dużo, naprawdę dużo dobrej
        praktyki, prawda?
        • kvinna tak sobie czytam i .. 04.12.03, 09:28
          fajnie, że ktoś myślący się pojawił.
          To miłe.
        • Gość: gf Re: Ree IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.03, 14:25
          > Dlaczego nie powinno się kończyć psychologii, żeby rozwiązywać swoje problemy?
          >
          > Czy nie kierujemy się przede wszystkim własnym szczęściem, które po jego
          > osiągnięciu możemy rozdawać innym?

          widziałeś kiedyś, zeby ktoś rozwiązał swoje problemy drogą studiów
          psychologicznych?
          a może komuś sie wręcz pogorszyło, co?
          osobowość znalazł na studiach?
          • Gość: Js. Re: Ree IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.12.03, 16:55
            Nie widziałem. Inna sprawa, ze nie patrzylem.

            Ale teoretycznie, umiem to sobie wyobrazić.
            • Gość: gf Re: Ree IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.03, 17:02
              Teoretycznie to ja sobie umiem wyobrazić, że żyję wiecznie.
              Nie wiem, ofkors, czy to możliwe, bo nie próbowałam jeszcze.

              ;)
              • Gość: Js. Re: Ree IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.12.03, 17:10
                Teoretycznie = na modelu.
                Nie widzę sprzeczności.
                By the way, w życiu wiecznym też nie widzę sprzeczności :)).

                Mozemy o tym porozmawiac, ale chyba w oddzielnym wątku ...
                • Gość: gf ok, chodźmy na Forum Modelarstwo :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.03, 17:16
                  czy Ty znasz pojęcie "zdrowego rozsądku"? ;)

                  otóż zdrowy rozsądek podpowiada mi, że nie należy iść na medycynę, kiedy boli
                  mnie kolano :)))
                  • Gość: Js. Re: ok, chodźmy wszyscy.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.12.03, 17:24
                    A jak zdefiniowany jest zdrowy rozsądek?

                    Nie należy iść na psychologię, jeżeli jest nam chwilowo smutno...

                    Ale tak bez dysproporcjonowania, poważnie, i bez żadnych koloryzujących
                    zabiegów,w skrócie - ogólnie:

                    Jeżeli większy zysk na szczęści da mi pójście na psychologię, niż na każdy inny
                    kierunek, to dlaczego mam tego nie robić? Widocznie rozwiązanie moich problemów
                    plus pójście na psychologię, jest bardziej opłacalne niż dajmy na to posiadanie
                    swoich problemów, bądź współpraca z innym psychologiem plus dajmy na to
                    automatyka i robotyka. Kwestia najbardziej opłacalnego wyboru.

                    Od tego można dojść do wszystkiego. Również do zdrowego rozsądku.
                    • Gość: gf Re: ok, chodźmy wszyscy.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.03, 17:32
                      A ja uważam, że drogę studiów psychologicznych jako recepty na własne kłopoty
                      wybierają Ci, którzy lubią i chcą babrać się we własnym błocie. Którzy, tak jak
                      Kvinna, chca być chorzy.

                      Wiedzę tę powzięłam metodą obserwacji poszczególnych jednostek, ale nie wiem
                      czy reprezentatywnych dla całej populacji :)

                      p.s.nawet zdrowy i normalny psycholog ma supervizora, a co dopiero chory.
                      • Gość: Js. Re: ok, chodźmy wszyscy.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.12.03, 17:40
                        Dobrze, że ma supervisora. Nic w tym chyba złego, chory też mógłby mieć.
                        Ja też nie wiem, czy to ma się do całej populacji.

                        Jeżeli studentowi psychologii bardziej opłaca się być chorym, i chce to
                        osiągnąć, przez ukończenie psychologii... jego sprawa, tak myślę.

                        Jeżeli bardziej opłaca mu się męczyć innych... to w zasadzie sprawa jego i tych
                        których męczy, chyba, że znajdzie się ktoś, kto uzna to za nieetyczne, i
                        również podłączy się do układu. Powstanie równowaga.

                        A może ludzie którzy mają na tyle duże problemy, że decydują się iść na
                        psychologię, mają wewnętrzną blokadę w wyleczeniu się, albo przez strach, czy
                        podobną wygodę, albo z innych powodów. Wierzą w system społeczne i wierzą w
                        powodzenie po nauczeniu się.

                        Nie widzę, dlaczego mieliby nie iść na psychologię.

                        Jaki lek będzie lepszy, ribynomul, czy mucosolvan?
                        Dlaczego to psycholog musi rozwiązywać takie problemy? Dlaczego nie może tego
                        zrobić ten, kto ma problem. Chodzi o prawa patentowe kasty?

                        W psychologii chyba nie chodzi o pośrednie działania, na których tak się
                        skupiamy, a o efekt. Is not it?
                        • Gość: gf Re: ok, chodźmy wszyscy.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.03, 17:57
                          > Jeżeli studentowi psychologii bardziej opłaca się być chorym, i chce to
                          > osiągnąć, przez ukończenie psychologii... jego sprawa, tak myślę.

                          oby miał swiadomość tego co się dzieje - Kvinna jest najlepszym przykładem, ze
                          nie zawsze tak jest

                          problem w tym, ze chorzy często oczekują wyleczenia, no ale to drobiazg :)
                          w sumie wszystko to jest nie nasza rzecz :)))

                          ale ja jednak pozostanę przy nieufności w stosunku do ludzi, których bardziej
                          ciekawią oni sami niż świat

                          pozdrawiam serdecznie :)
                          • Gość: Js. Re: ok, chodźmy wszyscy.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.12.03, 22:18
                            >:| Spojrzenie "spode łba". Moje wypowiedzi stanowią integralną całość, dlatego
                            nie, to nie jest ich sprawa. >>> warunek pod spodem. ;)

                            Jeżeli potrzebują pomocy, trzeba im pomóc. Znów świetny trening dla przyszłych
                            psychologów. A może chorzy psychicznie powinni mieć dodatkowe punkty na wstępie?
                            Wtedy dostaliby się najlepsi i chorzy, a w rezultacie, byliby genialni i zdrowi.


                            • Gość: gf Re: ok, chodźmy wszyscy.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.03, 23:20
                              proponuję następujący parytet: fifty/fifty. ;)

                              a poza tym, dlaczego z tego nie zrobić reality show? mój nos mi muvi, ze to by
                              się sprzedało :)
                              • Gość: Js. Re: ok, chodźmy wszyscy.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.12.03, 11:02
                                Pomysl nie jest zly, biorac pod uwage mozliwość bezinwazyjnego przekazania
                                wiedzy, i możliwości rozwiązań.

                                /// Myślę, że można spróbować rozpisać plan i wysłać do jakiejś Sheiss tv.
                        • jmx Re: ok, chodźmy wszyscy.... 05.12.03, 01:34

                          Na początek:
                          przepraszam za szatkowanie wypowiedzi ale na powyższe odpowiedziała już
                          Girfriend i nie chcę się powtarzać ;-)



                          > A może ludzie którzy mają na tyle duże problemy, że decydują się iść na
                          > psychologię, mają wewnętrzną blokadę w wyleczeniu się, albo przez strach,
                          czy
                          > podobną wygodę, albo z innych powodów. Wierzą w system społeczne i wierzą w
                          > powodzenie po nauczeniu się.

                          Zgodnie z powiedzeniem "wiara czyni cuda"?
                          Akurat w tym przypadku obawiam się, że nie.

                          Studenci medycyny odnajduja u siebie wszystkie objawy chorób, o których się
                          uczą, podobno ze studentami psychologii jest podobnie. To zaburza obiektywizm
                          i ten naturalny "zdrowy rozsądek" i wyczucie co do własnej osoby. Dlatego
                          samoleczenie jest raczej niemożliwe. Samopoznanie tak, ale nie samoleczenie.

                          > Jaki lek będzie lepszy, ribynomul, czy mucosolvan?
                          > Dlaczego to psycholog musi rozwiązywać takie problemy? Dlaczego nie może
                          tego
                          > zrobić ten, kto ma problem. Chodzi o prawa patentowe kasty?

                          Psycholog nie ma prawa przepisywać leków, do tego upoważniony jest tylko
                          lekarz (psychiatra). Więc to on dokonuje wyboru jaki lek lepszy. Idąc do
                          takiego lekarza z jakims problemem nie chciałabym, by jego motywacja do
                          zostania psychiatrą były własne problemy z psychiką....
                          • Gość: Js. Re: ok, chodźmy wszyscy.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.12.03, 11:00
                            Ribunomyl i mucosolvan są przykładami - analogiami.
                            ///
                            Ribunomyl, to białak i RNA rybosomów bakterii. Ukazuje układowi
                            immunologicznemu antygeny bakterii kolonizujących drogi oddechowe.
                            Mucosolvan, rozpuszcza wydzielinę.
                            --------------------Czy teraz jestem bardziej zrozumiały? :)
                          • Gość: Js. Re: ok, chodźmy wszyscy.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.12.03, 11:06
                            Trzeba na siebie spojrzeć jak na człowieka. Chcę rozwiązać problem tego
                            człowieka, więc idę na psychologię. Uczę się na sobie, i jestem wtedy w stanie
                            pomagać innym, i dzielić się doświadczeniami.

                            Rozumiem, że można nie chcieć współpracować z takim psychologiem, jednak
                            zrozumiem też, jeżeli będzie dokładnie odwrotnie. Sprawa personalna.
                            Podejrzewam, że nie wszyscy idą na psychologię z powodu własnych problemów?

                            A może problemem jest chęć rozwiązywania problemów innych?
                            • jmx Re: ok, chodźmy wszyscy.... 07.12.03, 01:44

                              OK, no to sie wkopałam (to o poście powyżej) ;-DDDDDDDDD

                              Co do rozwiązywania problemów - nadal się z tym nie zgadzam. Według mnie taki
                              człowiek nie będzie w stanie traktować obiektywnie ani siebie ani ludzi,
                              którym ma pomóc. Będzie swoje problemy i wizje przenosił na innych. Poczytaj
                              sobie Triss Merigold w wątku Lagatty - potrafiła rozwiązać swój problem
                              (związek z alkoholikiem) ale dalekjo jej do pomocy Lagatcie, chociaż bardzo
                              chce jej pomóc i uchronić przed błędami jakie sama popełniła. Wiem co
                              napiszesz - Triss nie jest terapeutą ale w momencie, takie mam wrażenie, gdy
                              psycholog styka się z człowiekiem, który ma podobny/taki sam problem traci
                              swój 'profesjonalizm' i górę biorą emocje, strach i nieprzepracowanie problemu
                              czy uczuć z nim związanych. Nie wiem czy wiesz, ale psychologowie, którzy chcą
                              być terapeutami sami najpierw muszą przejść psychoterapię, właśnie po to by
                              wyeliminować "osobiste" podejście do pacjentów.
                      • Gość: Js. Re: ok, chodźmy wszyscy.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.12.03, 17:41
                        Z powodu braku czasu, zakończę na tym na dziś, może i na jutro.
                        Pozdrowienia.

                      • j_ar Re: ok, chodźmy wszyscy.... 05.12.03, 11:10
                        lubia babrac sie we wlasnym blocie ale chca byc zdrowi a nie chorzy
                        hahaha....
                  • kvinna zdroworozsądkowo, gf, 05.12.03, 12:07
                    to KAŻDY, przynajmniej raz w życiu ma problemy, które dobrze byłoby
                    skonsultować z psychologiem. Albo z psychiatrą. Chyba, że się jest jednostką
                    samowystarczalną i np. ból istnienia potrafi się wyleczyć za pomocą młotka.
                    • j_ar Re: zdroworozsądkowo, gf, 05.12.03, 12:15
                      hmmm.. moze nie tyle wyleczyc bol istnienia za pomoca mlotka co dosc skutecznie
                      zmienic hierarchie waznosci bolu :))
                      • kvinna a myślisz, że to wykonalne? 05.12.03, 12:42
                        Będzie bolało (już bolało) i można sobie co najwyżej albo aż z kimś o tym
                        porozmawiać. Nie wiem, czy psycholog to odpowiedni interlokutor ;)
                        • Gość: Js. Re: a myślisz, że to wykonalne? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.12.03, 12:38
                          Chyba, że nie będziemy się na sobie koncentrować za bardzo...
                          Bo i po co, jest tyle ważniejszych i trudniejszych problemów niż nasze własne.
                          Pamiętając o tym, że sami je sobie tworzymy, zapominając o nich, możemy się ich
                          pozbyć.
                          Biologiczne wytłumaczenie [takie z neuroprzekaźnikami, i drogami projekcji]
                          jest chyba troszkę trudniejsze...
                    • Gość: gf Nie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.03, 14:17
                      nie chodzę do lekarza z katarem.
    • cossa Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" 01.12.03, 23:48
      zalezy gdzie to uslyszysz
      czy przy barze w pubie
      czy na kozetce ;))

      pozdr.cossa
    • mahoney Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" 02.12.03, 16:05
      nie no , to nie jest zadne wytlumaczenie ,
      no bo jaka jest winna tego bluzganego ze ktos mial trudne dziecinstwo ,
      smiac sie nie wolno , bo to tez nie fair
      tez sie rani uczucia tego czlowieka ,
      ja bym powiedzial ze co mnie to obchodzi ze miales trudne dziecinstwo ,
      to nie daje prawa do obrazania ,
      ten czlowiek napewno potem rozwinie to swoje prawo " a bo ja mialem trudne
      dziecinstwo " dalej i bedzie tym tlumaczyl wszystko
      • anonim_ka Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" 02.12.03, 19:22
        Dziecinstwo to juz miniony etap u kazdego z nas. Przykro jesli ktos mial je
        przerabane ,....... ale skoro jestes juz dorosly czlowieku to:zostaw te
        wyuczona bezradnosc- nie szantazuj tym innych i posprzataj zle wspomnieniia.
        Tez mialam trudne dziecinstwo i pod gorke do szkoly ihihhihihihihihi ze nie
        wspomne o rozlwisku kaluz na jesiennej drodze.Zwykle docieralam do szkolki na
        rozbior czapek . Zimowe slizgawki sprawialy ze plecak przymarzal mi do
        wiosny. Dlatego terminuje powtorna nauke lyterek . Nikogo nie ranie a z
        siebie smiac sie moge :))))
        • yagnieszka Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" 02.12.03, 20:30
          A ja mysle, ze to jest uczciwe tlumaczenie pod warunkiem, ze sie go nie
          naduzywa. Naprawde TRUDNE DZIECINSTWO pozostawia w czlowieku blizny i slady nie
          do wymazania przez cale zycie. I chocby sie nie wiem jak czlowiek staral 24x7,
          to i tak od czasu do czasu nie da rady - to trudne dziecinstwo wylezie i cos
          kolejnego w zyciu popsuje. Wiadomo, uzywanie argumentu trudnego dziecinstwa jak
          sie chce poleniuchowac i by sie wolalo, zeby ktos inny pozmywal gary, to
          zdecydowane naduzycie i nie o to by chodzilo. Raczej o to, ze wiele reakcji
          bywa nieprzewidzianych/nieprzewidywalnych i dopiero jak sie je wezmie pod lupe
          (samemu albo z pomoca fachowa czy przyjacielska), to wylazi na jaw, ze jednak
          sa to konsekwencje trudnego dziecinstwa.
          I jeszcze mam taka uwage. Ludzie czesto mowia (i mnie tez sie zdarza, przyznaje
          sie bez bicia), ze skoro "ja mialem" czy "ja moglem" albo "mnie sie nic nie
          stalo", to taka sama zaleznosc obowiazywac powinna wszystkich pozostalych. No a
          tak nie ma. Ja mialam bardzo trudne dziecinstwo i dzis zyje relatywnie
          normalnie ale wiem dla jak wielu ludzi podobne dziecinstwo to wyrok na cale
          zycie. Dlatego argument, ze jeden mial pod gorke do szkoly i go to nie zalamalo
          a wrecz zachecilo do wspinaczki na Mount Everest wiec inni powinni w tym samym
          stylu, jest zawsze bardzo nie fair.
          • anonim_ka Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" 04.12.03, 15:01
            Yagnieszko :))Jakos nie potrafie sie czuc winna temu iz mimo niedoskonalosci
            dziecinstwa wlozylam sporo pracy w to zeby normalnie funkcjonowac.Nie pytaj o
            koszty i wysilek - to moja decyzja .Nikomu nie narzucam ale zachecam.Pojscie
            na latwizne jest najprostsze , ale to krotka pilka.Pozdrawiam chcacych zyc, bo
            zycie to walka o siebie:))))))))
    • Gość: kefirek5 Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" IP: *.mediatak.pl 04.12.03, 16:52
      Ja miałam trudne dzieciństwo, niestety to wpływa na nasze zachowania. Przede
      wszystkim znacznie mają takie osoby zaniżoną wartość sibie.
      Trzeba się wiele nauczyć, ale jak nerwy puszczaj ato i ja bluzgam ile wejdzie
      potem wszystkich przepraszając i żałuję za te słowa
      • mahoney Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" 07.12.03, 14:42
        czaaem lepiej bluzgac niz trzymac to w sobie
    • oban Re: "Bo ja to miałem trudne dzieciństwo" 06.12.03, 22:37
      Dać mocno w zęby, żeby starość też była trudna, jak kotlecika przed zjedzeniem
      trzeba będzie przez maszynkę zmielić.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka