Dodaj do ulubionych

"X muza, a ściślej nie tyle film, co kino

08.12.03, 14:52
jest obecnie miejscem politycznej propagandy"

Myśl, która wyfrunęła z ust mojego kolegi. Nie powiedziałam nic. Zamyśliłam
się. Jeśli chodzi o USA, się przychylam do wniosku przedmówcy. Polska?

Co o tym sądzicie?

p.s. I gdzie w ogóle jest Ivek?!
WSTAWAJ!!!!

Malone? A Ty?
Obserwuj wątek
    • ivek Re: "X muza, a ściślej nie tyle film, co kino 08.12.03, 15:31
      Wiesz Kvinna niby wybaczylem juz Tobie pewne zdarzenie niefortunne, to znaczy
      nie niby tylko na pewno. Ale tym razem odpowiem ostroznie po kilku dniach, jak
      juz M.Malone sie wypowie ;)
      Poza tym zarobiony bylem :]
      a po trzeci primo to nudny temat. No sama popatrz. Nic o seksie? Zdradach? I
      innym crapie?
      Poza tym o czym chcesz zebym pisal o propagandzie USA czy ulubionych filmach
      Goebblesa (cholera jak sie pisze jego nazwisko?), filmie o przygodach tego gnoja
      z CCCP ktory donosil na swoich rodzicow?
      No nudny temat tym razem zapodalas popraw sie Kvinna :)
      Ivek

      • kvinna Re: "X muza, a ściślej nie tyle film, co kino 08.12.03, 15:41
        Tobie wybaczam prawie wszystko, więc się najpierw ucieszyłam, że napisałeś. Po
        wtóre - nie przejęłam się krytyką (bo rozpierała mnie jeszcze radość, że
        żyjesz). Tylko teraz zastanawiam się, czego mi jeszcze nie wybaczyłeś.

        (A wiesz? :) Rzekł to był kolega, który zaprosił mnie był na kawę. Może
        dlatego, że mu (szczerze!) powiedziałem, że się go miło słucha?
        Słuchałam go z przechylonym jak ptak łebkiem mniej więcej godzinę, wtrącając od
        czasu do czasu inteligentne (aha :) uwagi. Nie poszedłem z nim, bo musiałem do
        pracy. I polecił mi Chwina (nie czytałam nic, ale "słyszałam dużo dobrego" :).
        To ja kupię. Mówił, że zachwycił go kawałek o porcelanie. To ja kupię. Chwina.

        Nie mówi się "zarobiony", tylko "zapracowany" ;)


        No dobra, kiedy indziej będzie ładniejszy temat.
        Cześć i czołem kluski z rosołem :)
    • jmx Re: "X muza, a ściślej nie tyle film, co kino 08.12.03, 16:17

      Obecnie? Kino już od czasów Hitlera było miejscem politycznej propagandy...
      A USA? Generalnie tam jest miejsce politycznej poprawności.

      A ten kolega podał jakieś tytuły czy tylko powiedział takie jedno zdanie, zeby
      zrobić wrażenie? ;-)
      • kvinna zgadza sie, jmx :) 08.12.03, 20:08
        Zaczęłam się zastanawiać, jak jest w innych krajach. USA jest takie oczywiste,
        hitlerowskie (ówczas) Niemcy też :)

        Kolega jest inteligentny (nie mam watpliwości :) znam go trochę więcej nawet
        niż 5 lat, to tak na marginesie)
        • jmx Re: zgadza sie, jmx :) 09.12.03, 01:45

          Ależ nie watpię w jego inteligencję, wręcz przeciwnie ;-).

          Oczywistość Niemiec - no tak, bo tam BYŁA propaganda. Myślę, że w obecnej
          kinematografii propagandy jako takiej nie ma - bo nie ma jedynie słusznie
          ideologii, systemu, religii itp. Owszem bywa moralizatorstwo,
          przejaskrawienia, jednostronność w pokazywaniu problemu czy sytuacji. Ale nie
          nazywałabym tego "propagandą". Dlatego spytałam o tytuły bo wtedy mogłabym się
          domyślić co miał na myśli Twój kolega.
    • kwieto Re: "X muza, a ściślej nie tyle film, co kino 08.12.03, 20:02
      Kino? Jako budynek, miejsce? (skoro nie film?)

      Zgodzilbym sie jesli idzie o kino polskie. Przeladowane probami moralizowania a przy tym
      wszystkimi na sile i do bolu schematycznymi, nierzadko wyziera zen demagogia. Tak jakby
      rezyserzy byli w istocie wlasnie politykami - populistami.

      Broni sie wlasciwie tylko "Pornografia" i (podobno, bo jeszcze nie widzialem) "Symetria". Nie
      widzialem tez jeszcze "Warszawy", ale komentarze jakie do mnie docieraja nie odbiegaja od tego
      co napisalem powyzej...

      Jesli idzie o inne kraje - Mialem ostatnio okazje "nachapac sie" swietnego kina - Rosyjskiego,
      Kanadyjskiego (scislej: Quebec), Brazylijskiego, Brytyjskiego... gdzie byli ludzie, czas, ustroj
      polityczny, system gospodarczy itp. nie mialy zadnego znaczenia.

      Podobne wrazenie mam chodzac od paru lat na "Sztuke ulicy" - spektakle oferowane przez
      Polakow zwykle sa moralizatorskie, ocieraja sie o polityke itp., podczas kiedy zagraniczne teatry
      stawiaja na opowiedzenie prawdziwej historii, ktora moze (ale nie musi) niesc jakies przeslanie.
      • malvvina Re: "X muza, a ściślej nie tyle film, co kino 08.12.03, 20:05
        kazda historia ma jakies przeslanie...
        i kazdy film jest usytuowany w jakiejs rzeczywistosci
        tylko sposob jej pokazania moze byc b lub mniej finezyjny
        Polecam Czlowieka bez pamieci - ot film o ludziach a jednak ....
        • yagnieszka Re: "X muza, a ściślej nie tyle film, co kino 08.12.03, 20:16
          Apolitycznych filmow jest bardzo malo. Nawet moje ulubione "Piano" mozna
          podciagnac pod jakies historie zawladniecia nowego swiata.
          Sztuka zawsze byla propaganda, jak nie koscielno-religijna, to polityczno-
          spoleczna. Kolega nie dokonal zadnego odkrycia ale chyba chcial na Tobie zrobic
          wrazenie i Mu sie udalo. Gratulacje dla kolegi - nie ma nic wdzieczniejszego
          niz zasluchana kobieta, ktorej najlepsza interpretacje kinowa zaprezentowala
          Anna Dymna w "Znachorze".
        • kwieto Re: "X muza, a ściślej nie tyle film, co kino 08.12.03, 20:27
          Wiesz, jest roznica kiedy mowimy o czlowieku w jakiejs rzeczywistosci (obojetnie jakiej) ale
          skupiamy sie na CZLOWIEKU ktory jakos sie w tejze rzeczywistosci odnajduje (albo i nie), a kiedy
          historia ktora jest opowiadana przez film jest jedynie pretekstem zeby powiedziec: "bogaci sa
          glupi, policjanci sa glupi, jedynie w popegeerowskich wsiach wiedza co to jest zycie, a w ogole
          ustruj ktory panuje jest do dupy" ("Zmruz oczy")
          • yagnieszka Re: "X muza, a ściślej nie tyle film, co kino 08.12.03, 21:05
            No c'mon, Kwieto - sztuka dla sztuki? Con amore? Film jako forma sztuki masowej
            od zawsze i wszedzie byl czescia wielkiej maszyny propagandowo-manipulacyjnej.
            Nawet jak to tylko jakies tam "bergmany" czy inne niby ponadczasowe produkcje,
            zawsze sprowadzaja sie do tego, kto za to placi i kto, co chce zyskac przez np.
            ksztalcenie spoleczenstwa lub wprawianie go w okreslony nastroj itd. A to
            wszystko zaczelo sie tak dawno temu gdy pierwsi niespokojni duchem namalowali
            cos tam w Lasceaux (Malwina - popraw - czuje, ze spieprzylam spelling a jestem
            za leniwa na sieganie po atlas, uprzejmie dziekuje z gory). Potem to juz poszlo
            lawinowo az do jakichs "Balck Hawk down" czy innych "Bowling for Columbine".
            • kwieto Re: "X muza, a ściślej nie tyle film, co kino 08.12.03, 21:31
              Nie, nie sztuka dla sztuki.
              Ale ja osobiscie nie lubie gdy to co powinno stanowic tlo i oprawe, staje sie rzecza najwazniejsza.
              Ciekawie jest "wrzucic" bohatera w jakas rzeczywistosc i pokazac co on z ta rzeczywistoscia robi.
              Mamy np. blockersa i patrzymy na to jak on (ten konkretny blockers) radzi sobie ze swoja
              blocersowatoscia.
              Gorzej kiedy film zaczyna przybierac cechy dokumentu pt: "o widzicie, tak sie zachowuje
              statystyczny blockers".
              Bo bohater zamiast byc esencja filmmu staje sie wtedy malo istotnym tlem.
              Bo zeby pokazac zycie blockersow lepiej byloby zrobic film dokumentalny, po prostu...

              Jest iles filmow, ktore nie odwoluja sie (w kazdym razie nie wprost) do dydaktyki itd.
              Sa tez filmy ktore dotykaja tematow polityczno-dydaktycznych, chocby swietne "Miasto Boga",
              (ktore wchodzi do kin w PL styczniu) opowiadajace o narkobiznesie, przemocy, gangach - a
              zarazem nie ma tam latwego moralizowania.
              Wiec jednak mozna...
            • malvvina Re: "X muza, a ściślej nie tyle film, co kino 08.12.03, 21:42
              Lascaux - czasem jest prosciej niz sie mysli w tym slicznym jezyku (ale
              rzadko :-)
              uwielbiam filmy dokumentarne i wole takie o blokowcach niz podkolorowane fikcje
              kino ma to do siebie ze ubiera w kostium najgorszy real
              I wtedy prawdziwe zycie moze stac sie malowniczym folklorystycznym elementem
              krajobrazu.
              Gdy zobaczylam w usa dzielnice biednych (z okna autobusu ooo dzieki ci
              zeusie !) to mnie tak zatkalo ze ...no nie mam slow
              a tu tez tego jest i myslalam ze juz wszystko widzialam
              potem ogladam to na ekranie i ....no kino
              czlowiek pomyslalby ze malownicze nawet
              Nawet biede nam sprzedaja w technikolorze jako progress
              ehhh
              nie mam zaufania do kina
              ogladam to minimalistyczne
              lub otwarcie zaangazowane - wiem czego sie spodziewac
              lub autorskie ...
              • yagnieszka Re: "X muza, a ściślej nie tyle film, co kino 08.12.03, 21:58
                Uprzejmie dziekuje za grote.
                Ja mam podobne podejscie do literatury - z wiekiem coraz mniej czytam tzw.
                literatury pieknej, ostatnio wlasciwie wylacznie literature faktu. Kino ma
                natomiast te inne wymiary, ktorych sie nie da pominac - muzyke, swiatlo, ruch i
                one same w sobie juz moga byc propaganda bez zadnych slow czy chwytow
                rezyserskich.
                "City of God" jako przyklad filmu zaangazowanego czy jako namolna propaganda?
                Bo sama nie wiem jako co mozna by to uzyc. Argumenty mozna znalezc w obie
                strony. Tak samo zreszta jak wobec wiekszosci filmow kreconych "with an
                agenda" - nie wiem jak to by mialo byc po polsku - "z konkretnym zalozeniem"?
                Ale dodam tez, ze czesto dopiero wizje artystyczne daja jakims faktom wymiar,
                ktory kaze mnie-maluczkiemu ogladaczowi dzialac w realnej rzeczywistosci -
                wymiar, jakiego nie daja wylacznie suche liczby czy ogladanie czegokolwiek na
                wlasne oczy. No i kazdy ma pewnie swoje wlasne przyklady na takie dzialanie
                kina - dla mnie to np. "In the heat of the night" i "Dead man walking" - oba
                beznadziejnie propagandziarskie juz w zalozeniu a przeciez jednak wykraczajace
                poza zwykla manipulacje pogladami. To tak jak ze sztuka koscielna czy obok-
                koscielna - jak zobaczylam na wlasne oczy "Powrot syna marnotrawnego", to
                prawie ze bylam gotowa uwierzyc w boskie przebaczenie - chwala niech bedzie
                Rembrandtowi po wiek wiekow.
                No i wyklula mi sie pieknie teoria spiskowa sztuki - wszystko to propaganda i
                manipulacja ;o) A niech to kaczka kopnie!
                • kwieto City of God 08.12.03, 22:07
                  Takie pytanie - gdzie Ty tam wlasciwie widzisz "namolna propagande"?
                  Tam w ogole jest jakas propaganda? Jaka?
                  • yagnieszka Re: City of God 08.12.03, 22:14
                    LEWICOWA, propagande lewicowa. Tak sie zawsze dzieje jak sie pokazuje cos
                    jednostronnie - albo wahadelko za bardzo na prawo, albo na lewo. Tak to w zyciu
                    bywa. I zeby walnac publike miedzy oczy jakims problemem przegina sie pale a to
                    w jedna, a to w druga. No przeciez to nie jest jakis najwiekszy sekret jaki Ci
                    tu wyjawiam.
                    I na dokladke "fascynujace" przeslanie filmu - "bylo zle, jest zle, bedzie
                    jeszcze gorzej" - ach jakze odkrywcze. Pomijam juz oszustwo w
                    udawaniu "realizmu" filmu - bardzo sprytny manewr aczkolwiek calkiem znany w
                    historii kina.
                    Co nie znaczy, ze film nie wart obejrzenia. Tylko jak ze wszystkim - zaleca sie
                    postepowanie OSTROZNE ;o)
                    • kwieto Re: City of God 08.12.03, 22:26
                      Jednostronnie???
                      To moze jakis przyklad podaj, motyw, scene, bo chyba rozmawiamy o dwoch zupelnie roznych
                      filmach...
                      Przeslanie filmu? Film ktory ogladalem nie mial jakiegos specjalnego przeslania...
                      Po jego obejrzeniu nie mialem ochoty "biec naprawiac swiat" (lewicowe przeslanie, hehe).
                      Po prostu, opowiada o zyciu miasta i tyle. Nie widze tam ani przeslania, ani dydaktyzmu, po prostu
                      barwny opis, nic wiecej.

                      No i ten "udawany realizm" - chodzi Ci o to, ze pierwowzorami czesci postaci byly autentyczne
                      postaci, a sam film czesciowo oparty byl "na faktach"?

                      Wiec - czy mowimy o tym samym filmie? :")
                      • yagnieszka Re: City of God 09.12.03, 00:07
                        Oczywiscie, ze mowimy o tym samym filmie tylko, ze ja podrozowalam po Ameryce
                        Lacinskiej i mam punkt odniesienia. Zyje z kims, kto sie zawodowo zajmuje
                        historia i literatura tego regionu (aczkolwiek hiszpansko-jezyczna, nie
                        portugalska) wiec sila rzeczy jestem "zmuszana" to znajomosci kontekstu,
                        ideologii, postulowanych podskornie alternatyw.
                        Jakie to jednak ma znaczenie dla Ciebie, Kwieto? Ty masz swoj zachwyt i swoja
                        opinie, ja Cie nawracac nie bede - nie mam takich ambicji.
                        Rozmowa zdaje sie miala byc ogolnie o kinie jako narzedziu propagandy. Dla
                        mnie "City of God" odpowiada jak najdokladniej takiej definicji - jesli Ty
                        jestes innego zdania - pozostanmy sobie wzajemnie nieprzekonani, bo mowiac
                        szczerze, nie bardzo chce mi sie to walkowac w te i nazad.
                        Mozemy pewnie znalezc jakis inny film, co do ktorego ideologicznego przeslania
                        moglibysmy sie razem zgodzic. Co np. powiesz na film chyba Feliksa Falka "Byl
                        jazz"? Albo "Niewinne" Viscontiego?
                        • kwieto Re: City of God 09.12.03, 08:08
                          Mam wrazenie, ze usilujesz sie wycofac nie majac rzeczywistych argumentow. OK, podrozowalas
                          po AL i masz punkt odniesienia. Tyle ze nie wydaje mi sie, aby do ogladania tego akurat filmu jakis
                          szczegolny punkt odniesienia byl potrzebny. On jest w gruncie rzeczy prosty i mowi o prostych
                          rzeczach. OK, rozmija sie z prawda tu i tam (np. w opisie poczatkow Miasta Boga) ale sa to
                          elementy praktycznie nieistotne dla tresci filmu jako takiego.
                          Podobnie np. z "Pornografia" - ten film mowi o czlowieku i mimo ze w tle dzieje sie wojna,
                          holocaust itd., to widz nie musi miec o tym szczegolnego pojecia, zeby obraz do niego "dotarl".
                          Oczywiscie, mozemy powoiedziec ze P. jest propagandowa, bo pokazano ze ta wojna byla, ze
                          mordowano Zydow, i na tej podstawie twierdzic ze jest w nim propaganda. Ale bedzie to
                          interpretacja bardzo mocno naciagana.
                          Podobnie z Miastem Boga - dlatego ciekawie by bylo gdybys podala przyklady owej propagandy
                          ktora widzisz w tym filmie. Moglibysmy wtedy rozmawiac o tym co mozna uznac za propagande a
                          co nie i dlaczego. Film co do ktorego istnieje roznica zdan jest do takich dywagacji o wiele lepszy
                          niz cos, co mozna prosto i jednoznacznie wcisnac w jakis szablon.

                          > Mozemy pewnie znalezc jakis inny film, co do ktorego ideologicznego przeslania
                          > moglibysmy sie razem zgodzic. Co np. powiesz na film chyba Feliksa Falka "Byl
                          > jazz"? Albo "Niewinne" Viscontiego?

                          Nie widzialem zadnego z nich, niestety :(
                          • yagnieszka Kwieto :o) 09.12.03, 14:43
                            Pewnie, ze sie wymiguje, bo mam juz poczucie/przeczucie, ze rozmowa zmierza do
                            nikad. Cos mi blyska, ze przy kolejnych postach popieranych przykladami
                            moglibysmy sie tylko zaczac okopywac na swoich JEDYNIE SLUSZNYCH ;o)
                            stanowiskach. Wiec po co? Ja sie przeciez nie upieram, ze Ty musisz widziec
                            swiat - a w nim kino i inne dziedziny sztuki - po mojemu. Kazde z nas ma swoje
                            prywatne odchyly wynikajace z doswiadczen czy/i przemyslen wiec niech sobie tak
                            pozostanie, OK? Po co dobijac tego konia przerzucaniem sie interpretacjami.
                            Trwam przy swoim - uwazam kino za narzedzie propagandy niezaleznie od kraju czy
                            ideologii w jakiej filmy powstaja - fakt dystrybucji masowej jest tu kwestia
                            podstawowa. Nie jestem przy tym zwolenniczka teorii spiskowej dziejow, o nie.
                            Raczej traktuje sprawe jako odzwierciedlenie prostych zaleznosci pomiedzy
                            inwestycja (czasu, pieniedzy, talentu, energii itd.) a oczekiwanym skutkiem
                            spolecznym. Wiec niech sie swieci 1 maja i niech ludzie zyja dostatniej a to
                            wszystko na pochybel Bushowi ;o)
                            Trzymaj sie, Kwieto - nie ma sensu kopii kruszyc, gdy wiadomo, ze rycerze i tak
                            rozjada sie niepokonani na swoje wlosci.
                            PS. Mozemy miec poczucie dobrze spelnionego obowiazku wobec ludzkosci, bo Ivek
                            zadeklarowal chec obejrzenia dyskutowanego filmu. Hurra!
                            • kvinna a ja sobie poczytałam państwa :) n/t 09.12.03, 14:47
                            • ivek Re: Kwieto :o) 09.12.03, 14:55
                              yagnieszka napisała:
                              > Mozemy miec poczucie dobrze spelnionego obowiazku wobec ludzkosci, bo Ivek
                              > zadeklarowal chec obejrzenia dyskutowanego filmu.
                              na razie wprawdzie zajrzalem tylko na www.miramax.com/cityofgod/ i juz
                              sie nie moge doczekac kiedy go obejrze i wyrobie sobie wlasna opinie na temat
                              pozdrawiam
                              Ivek
                            • kwieto Re: Yagnieszka 09.12.03, 20:33
                              Dlaczego uwazasz ze zaczelibysmy sie okopywac?
                              Ja jestem ciekaw dlaczego uznalas ze film ten niesie ze soba "lewicowa propagande".
                              Nie chce udowadniac ze nie niesie, ja takiej propagandy tam nie widze i jestem niezmiernie
                              zaciekawiony tym, gdzie widzisz ja Ty. Tym bardziej, ze po pewnym zastanowieniu doszedlem do
                              wniosku ze jesli juz moglibysmy mowic o propagandzie (acz czuje ze byloby to strasznie
                              naciagane) to raczej o prawicowej niz lewicowej.
                              No ale byc moze czegos po prostu nie dostrzegam, liczylem na to, ze wskazesz mi sceny (lub ich
                              wymowe) ktore byc moze umknely mojej uwadze, czy cos w tym stylu :(

                              Co do kina jako narzedzia propagandy - oczywiscie, o tym samym (w odniesieniu do kina
                              polskiego) mowilem. Ale tez nie zawsze i nie wszedzie. Oczywiscie, wszystko da sie zinterpretowac
                              w jakis sposob, dostrzec w tym elementy dowolnej ideologii. Tylko czy doszukiwanie sie takich
                              rzeczy zawsze ma sens?
                              • yagnieszka O favelach itd. 09.12.03, 21:15
                                To, co najlepiej widac w tym filmie to brazylijski rasizm. Choc to zapewne nie
                                najlepsze slowo na okreslenie sytuacji, w ktorej biedni i kryminalisci sa
                                czarni lub mulatto a biali - cala reszta spoleczenstwa. Nie zaczelo sie to
                                przeciez w latach 60-tych jak sugeruje poczatek filmu. Favele czy shantytowns,
                                czy slumsy - jakkolwiek by ich nie nazwac - sa przypadloscia wszystkich
                                wiekszych miast Ameryki Lacinskiej i z samego utyskiwania, ze sa niewiele w
                                sumie wynika. Film aspiruje do pokazywania rzeczywistosci "takiej jaka jest"
                                (choc krecony byl nie w City of God a w High City, bo City of God bylo zbyt
                                niebezpieczne) ale przeciez kazdy wie, ze dostajemy tylko FRAGMENTY tej
                                rzeczywistosci. Bieda, kryminogennosc, analfabetyzm, okrucienstwo faveli sa nie
                                tylko konsekwencja systemu czy podzialu na bialych (policja i redakcja gazety)
                                i kolorowych (City of God) ale maja byc przede wszystkim oskarzeniem tego
                                systemu, ktory kreuje, hoduje i w koncu zabija tych, ktorzy mieli pecha urodzic
                                sie na pograniczu, na obrzezach "normalnego" swiata "normalnych" (czytaj:
                                bialych) ludzi. To troche jak z piesni masowej "krew nasza dlugo leja katy,
                                wciaz plyna ludu gorzkie lzy - nadejdzie jednak dzien zaplaty - sedziami
                                wowczas bedziem my". Ameryka Lacinska przerabiala to juz i w Nikaragui, iw El
                                Salvador, czesciowo w Bolivii i Guatemali. Oczywiscie, rozwiazanie chilijskie
                                nie jest tu odpowiedzia ani rozwiazanie argentynskie tym bardziej, ale nie
                                mozna dac sobie wmowic, ze istnieje jakies "proste" rozwiazanie problemu
                                faveli, co podskornie sugeruje historia Rakiety (nie wiem jak w Polsce bylo
                                tlumaczone imie Buda-pe). Ja nie wiem, Kwieto, jak ten film jest interpretowany
                                w Polsce i na ile bywa odbierany jako ciekawostka z dalekiego swiata, a na ile
                                jako przestroga dla polskich realiow, o ktorych czytam - chlopcy z kijami
                                baseballlowymi, dresiarze, mafie podwarszawskie. Tak czy inaczej, wedlug
                                zamierzen rezysera, przeslanie filmu mialo przypominac cos w rodzaju
                                leninowskiego nawolywania o "komunizm i elektryfikacje" w wersji
                                wspolczesnej "zrownanie rasowe i oswiata". Piekne to bardzo i wzniosle, trudno
                                nie popierac w teorii. Z praktyka zawsze jest gorzej. Dlatego pisze, ze mnie
                                przeszkadzala namolnosc propagandy w tym filmie - jak sie bylo (POZA
                                RRESORTAMI!) gdziekolwiek w Ameryce Laciskiej, to kazdy wie jak jest - biednie,
                                brudno, niebezpiecznie. Oskarzanie przyzwoitej czesci spoleczenstwa, wytykanie
                                jej, ze ma sie dobrze kosztem (???) tych z faveli - to juz bylo przerabiane.
                                Doprowadzilo w ostatecznosci do obalenia Muru Berlinskiego z czego sie bardzo
                                cieszylismy.
                                Obawiam sie, ze to moje pisanie to okropny michung, ja nie pisze dobrze w
                                zadnym jezyku i systematyzowanie mysli to nie moja specjalnosc. Dlatego nie
                                zajmuje sie recenzjami z filmow. Ale polityka krajow Ameryki Lacinskiej jest
                                fascynujaca. Ja naprawde nie chce juz sie zaglebiac w pisanie o tym akurat
                                filmie. uzylam go jako przykladu a wszystko sie bardzo rozroslo. Jakos tak
                                nieoczekiwanie. Ja nie mysle zeby akurat ten film zaslugiwal na tyle postow :o)
                                • kwieto Dziwne, dziwne... 09.12.03, 23:00
                                  {brazylijski rasizm}

                                  Ok, wlasciwie wszyscy bohaterowie filmu sa "kolorowi", aczkolwiek: Policjanci zdarzali rowniez
                                  czarni (poczatki Miasta Boga, moglo wiec umknac), choc faktycznie, glowne postaci byly biale. Z
                                  redakcji poznajemy trzy osoby, z ktorych jedna (laborant) jest kolorowa.
                                  Do tego straznik bankowy (scena dosc istotna dla filmu), oraz kontroler biletow, ktory jest
                                  emerytowanym czlonkiem jakiejs elitarnej formacji wojskowym (czy policyjnej, nie pamietam
                                  dokladnie)
                                  Nie mowiac juz o tym, ze "biala policja" jest skorumpowana i rownie bezwzgledna jak gangsterzy,
                                  nie mowiac tez o bialym handlarzu bronia...
                                  Ale - czy ow rasizm jest w filmie, czy jest widoczny rowniez na ulicach? (napisalas ze "film aspiruje
                                  do pokazywania rzeczywistosci takiej jak jest")
                                  Bo jesli tak tam jest to wybacz, ale nie jest wina filmu, ze pokazuje jak jest naprawde.
                                  Czy pokazanie rzeczywistosci jest oskarzeniem? Moim zdaniem to juz zbyt daleka interpretacja.

                                  Natomiast historia Busca-Pe (po Polsku: Kapiszon) nie sugeruje zadnego rozwiazania. On sie od
                                  poczatku trzymal na uboczu i jedynie temu zawdziecza inny los (no i bardzo duzemu fartowi).
                                  Zreszta w filmie ma szanse (i to parokrotna) zakosztowac gangsterskiego zycia, ale tego nie robi.
                                  Nie przyswieca mu przy tym zadna ideologia (w stylu "ucz sie i pracuj"), wlasciwie nie wiadomo
                                  dlaczego nie korzysta z "okazji".


                                  > Tak czy inaczej, wedlug
                                  > zamierzen rezysera, przeslanie filmu mialo przypominac cos w rodzaju
                                  > leninowskiego nawolywania o "komunizm i elektryfikacje" w wersji
                                  > wspolczesnej "zrownanie rasowe i oswiata".

                                  Kompletna bzdura. (sam rezyser mowiac o filmie nie wspominal o takiej wizji)
                                  Jesli juz, to wrecz przeciwnie - widzimy jak rzadowy projekt "mieszkanie dla kazdego kto bedzie
                                  chcial" (czyli wlasnie ta elektryfikacja i komunizm) przemienia sie stopniowo w getto, gdzie trudno
                                  jest wyjsc po ciemku na ulice. O zrownaniu rasowym nie ma tam nawet mowy, (historia Kapiszona
                                  to troche za malo, zreszta daleko jej do "plomiennej propagandowej wizji").
                                  Nie mowiac juz o oswiacie (koledzy ze szkoly staja sie dealerami narkotykow a kolezanki -
                                  dziewczynami gangsterow).
                                  Mozna by wiec Miasto Boga uznac za propagande prawicowa i krytyke lewicy (pt: "widzicie do
                                  czego prowadzi rozdawanie mieszkan/warunkow za darmo"), gdyby nie to, ze.... opisywani tu
                                  gangsterzy sa bardzo ludzcy, czesc z nich bardzo sympatyczna, a motywacje innych do "wejscia w
                                  srodowisko" swietnie rozumiemy (i nie jest to bieda i glod).
                                  Do tego "najkrwawszy napad w dziejach miasta" jest przedstawiony jako cos w rodzaju dziecinnego
                                  wybryku... Makabrycznego, ale wiecej tam zabawy dziecka niz okrucienstwa. (tu jeszcze jedna
                                  uwaga, bo owi zamordowani wcale tez nie byli tacy znowu "niewinni")

                                  Dlatego nie zgodze sie z "namolnoscia propagandy" Rzecz jest pokazana zbyt wieloplaszczyznowo,
                                  a zarazem zbyt "ludzko" by byc propaganda. Nie ma latwych odpowiedzi na pytanie co jest zle a co
                                  dobre (patrz: watek "najfajniejszego bandyty w miescie"), nie ma tez pokazanych latwych
                                  rozwiazan (patrz: Thiago ktory jest lepiej sytuowany niz reszta a staje sie dealerem, patrz: "historia
                                  Kurczaka").
                                  Teoretycznie rezyser mial w zamysle rowniez przestroge przed swiatem narkotykow (jako takim),
                                  ale szczerze mowiac - to mu akurat nie wyszlo (i chwala za to).


                                  > Oskarzanie przyzwoitej czesci spoleczenstwa, wytykanie
                                  > jej, ze ma sie dobrze kosztem (???) tych z faveli - to juz bylo przerabiane.

                                  W ktorym momencie? Gdzie pada takie oskarzenie? Tam przeciez nie ma praktycznie w ogole
                                  pokazanej "przyzwoitej czesci spoleczenstwa", wiec gdzie jest wytykanie jej czegokolwiek?

                                  > a nie mysle zeby akurat ten film zaslugiwal na tyle postow :o)

                                  Ja sie akurat nie zgadzam. Z filmow ktore sie ostatnio pojawily (mowie o Polsce, nie Kanadzie)
                                  akurat ten jest jednym z najciekawszych.
                                  • yagnieszka Re: Dziwne, dziwne... 10.12.03, 04:15
                                    Kwieto - tak zupelnie z innej beczki - czy Ty nie umiesz odpuscic? Mnie sie
                                    zwyczajnie nie chce Cie uczyc, kto to jest Banan, kto jest Oreo w kontekscie
                                    kolorowych ludzi pracujacych wsrod i dla bialych. Mnie sie nie chce robic tu
                                    wykladu z historii i polityki, bo to nie moja sprawa kto i jak chce sie
                                    oswiecac. Chcesz sobie byc swiecie przekonanym, ze widziales wiekopomne dzielo
                                    sztuki bez sladow propagandy - Bog z Toba - badz sobie przekonanym - mnie nic
                                    do tego. I mnie laskawie pozostaw w spokoju w moim prywatnym przeswiadczeniu,
                                    ze o Brazylii i o odbiorze czegoklwiek pisanego czy kreconego stamtad wiem
                                    wiecej niz Ty. Ja Cie nie znam ale podejrzewam, ze jestes bardzo mlodym
                                    chlopcem, ktory po prostu MUSI udowodnic za wszelka cene, ze racja -
                                    czymkolwiek by nie byla - jest po jego stronie. Zobacz - ja Ci ustepuje z
                                    drogi juz po raz kolejny i po raz kolejny mowie Ci, ze nie widze szans na
                                    rowna dyskusje a Ty swoje - i jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze mnogo,
                                    mnogo raz. To jest, do diabla, calkiem przecietny film jakich sporo bylo, jest
                                    i bedzie akurat z tamtego rejonu swiata - nie ma sie co tak podniecac.
                                    Naprawde! Kino ma jeszcze dla nas tyle niespodzianek - mam nadzieje :o)
                                    • kwieto Re: Dziwne, dziwne... 10.12.03, 08:40
                                      Yagnieszka - tak z zupelnie innej beczki - czy Ty zawsze gdy brakuje Ci argumentow probujesz
                                      zagrywek nizej pasa?

                                      To ze uznaje film za dobry, czy bardzo dobry, nie znaczy ze uznaje go za "wielki", to przede
                                      wszystkim.
                                      To Ty zaczelas mowic o "nachalnej lewackiej propagandzie", i caly czas unikasz podania
                                      argumentow na poparcie swej tezy. Powiedzialas ogolniki, ktore nijak sie do filmu nie maja (patrz
                                      biala - ale skorumpowana - policja, patrz: zerowy wplyw oswiaty na zycie w M.B.). Troche to
                                      dziwne - rzucenie tezy a nastepie unikanie udowodnienia jej. W ten sposob ja moge powiedziec ze
                                      w M.B. widac np. nachalna propagande koscielna, a nastepnie na pytnia skad mi sie to wzielo
                                      sugerowac rozmowcom ze sa "bardzo mlodzi" i wspanialomyslnie "ustapic z drogi". Nie uwazasz ze
                                      to troche dziecinne zachowanie?
                                      Postawilas teze, a na jej oparcie podalas rzeczy ktore albo stanowia nie wiecej niz 1/10 filmu
                                      (watek policji, skorumpowanej - przypominam), albo takie ktorych tam po prostu nie ma (oswiata i
                                      zrownanie rasowe). A co z reszta ktora jest w nim opowiedziana, i w ktorej np. watek policji staje
                                      sie niezbyt istotnym tlem (zmieniajac zarazem swoj sens)?
                                      Ja nie twierdze, ze w tym filmie propagandy nie ma. Tyle ze nie zgadzam sie z tym co podajesz
                                      jako argument za jej istnieniem w tym filmie - bo robisz to troche tak, jakbys opierala sie nie na
                                      filmie, a przeczytanej recenzji. Zbyt duzo Ci umyka jakos, wybierasz natomiast rzeczy malo istotne
                                      dla tresci filmu.
                                      Troche czm innym jest widziec pewne sceny inaczej (rozmowa na temat tych roznic podejscia
                                      potrafi byc bardzo inspirujaca), a czym innym ignorowac wieksza czesc filmu jakby po prostu nie
                                      istniala (bo wtedy rzeczywiscie nie na o czym rozmawiac i zostaje tylko "ustapienie z drogi")

                                      Wiesz, nachalna lewacka propagande o wiele bardziej widac np. w "Fortepianie". Tam jest to jasne -
                                      mamy dwoch mezczyzn zabiegajacych o wzgledy kobiety, z ktorych odrzuconym, "przegranym"
                                      jest kapitalista-obszarnik, ktory za nic ma kulture Maorysow (scena z kupnem "ziemi przodkow"),
                                      jest materialista za nic majacym uczucia (oddaje za ziemie fortepian, ktory jest "wszystkim" dla
                                      bohaterki), traktuje zone jak kupiona rzecz.
                                      "Wygranym" jest natomiast ten ktory traktuje Maorysow jak rownych sobie (czyzby watek rownosci
                                      rasowej?), kieruje sie uczuciem, sercem, a nie checia zysku. Nie przywiazuje wielkiej uwagi do
                                      swego stanu posiadania.
                                      "Fortepian" jest wiec na wskros lewacki, w "Miescie Boga" propagandy jest duzo, duzo mniej.
                                      (i nadal nie rozumiem czemu mowisz akurat o "lewicowej")

                                      No tak, ale teraz zapewne "ustapisz poraz kolejny" - nie myle sie?
                                      • malvvina Re: Dziwne, dziwne... 10.12.03, 08:52
                                        ranyyy, ani grama lewackiej propagandy w fortepianie nie spostrzeglam - a
                                        wrazliwam na takie przekazy !
                                        natomiast o "la cité de dieu" przeczytalam sobie francuskie krytyki i zwazywszy
                                        temat nie wiem jak mozna mowic o takowej.
                                        bo sam temat jest noooo "lewicowy" - zakladajac z gory ze lewica ma monopol na
                                        humanité (a wcale tak nie mysle)
                                        tzn zeby byl prawicowy musiano by o wybiciu tych dzieci gadac, o wystrzelaniu
                                        ich jak kaczki ?
                                        Cos uproszczona jest ta analiza
                                        Jesli teraz wystarczy zrobic film o biedzie zeby byc uwazanym za lewaka tzn ze
                                        swiat sie cofnal o stulecia :-(
                                        • kwieto Re: Dziwne, dziwne... 10.12.03, 21:55
                                          malvvina napisała:

                                          > ranyyy, ani grama lewackiej propagandy w fortepianie nie spostrzeglam - a
                                          > wrazliwam na takie przekazy !

                                          Wiesz, szczerze mowiac rzucilem temat lewackiej propagandy w "Fortepianie" troche z glupia frant,
                                          ale, musze przyznac, ze jak sie bardziej pod tym katem przyjrzalem temu filmowi, to koncepcja
                                          propagandowa zaczela mi sie coraz bardziej podobac.

                                          Szczegolnie ze spojrzenie na film jako alegorie wyboru bohaterki pomiedzy swiatem materializmu i
                                          wyzysku (maz) oraz uczucia, rownosci, nieprzywiazywania sie do bogactwa i zycia z "uczciwej
                                          pracy" (kochanek, Baines(?)) bardzo pieknie tlumaczy liczne niespojnosci i luki scenariusza, ktore
                                          raza gdy oglada sie film jako zwykla historie milosna.
                                          • jmx Re: Dziwne, dziwne... 11.12.03, 01:37
                                            kwieto napisał:

                                            > Wiesz, szczerze mowiac rzucilem temat lewackiej propagandy w "Fortepianie"
                                            troc
                                            > he z glupia frant,
                                            > ale, musze przyznac, ze jak sie bardziej pod tym katem przyjrzalem temu
                                            filmowi
                                            > , to koncepcja
                                            > propagandowa zaczela mi sie coraz bardziej podobac.

                                            Myślę, że UBecja postępowała wg podobnego schematu... ;-)
                                            • kwieto Re: Dziwne, dziwne... 11.12.03, 07:56
                                              > Myślę, że UBecja postępowała wg podobnego schematu... ;-)

                                              Ogladali romanse i niescislosci scenariuszy tychze filmow starali sie wyjasnic przeslaniem
                                              propagandowym?

                                              Nie wiedzialem ze w UB byli kinomani :")
                                              • malvvina Re: Dziwne, dziwne... 11.12.03, 08:54
                                                ogladnij se rejs ;-)))
                                                • kwieto Re: Dziwne, dziwne... 11.12.03, 09:07
                                                  Nie ogladalem i nie zamierzam :")
                                                  Mam dziwne wrazenie, ze wszystko co atrakcyjne i tak juz widzialem w postaci migawek z filmu :"P
                                                  • ivek Re: Dziwne, dziwne... 11.12.03, 09:18
                                                    kwieto napisał:

                                                    > Nie ogladalem i nie zamierzam :")
                                                    > Mam dziwne wrazenie, ze wszystko co atrakcyjne i tak juz widzialem w postaci mi
                                                    > gawek z filmu :"P

                                                    uuuuuuuuu. Nie daj sie zwiesc pozorom Kwieto.
                                                    Podobno we Francji za film kultowy uchodzi repertuar podczas seansu ktorego
                                                    widzowie spiewaja piosenki wraz z aktorami.
                                                    Mialem okazje byc w kinie kiedys na Rejsie i cala sala spiewala glosno Historie
                                                    Jednej Znajomosci
                                                    Morza szum, ptaków śpiew,
                                                    Złota plaża pośród drzew -
                                                    Wszystko to w letnie dni
                                                    Przypomina Ciebie mi.
                                                    i... siala lala lala la la la la la...."
                                                    Tres bien!
                                                    po prostu.
                                                    pozdrawiam
                                                    Ivek
                                                  • kwieto Re: Dziwne, dziwne... 11.12.03, 09:22
                                                    Wiesz, nie jestem przekonany.
                                                    Jakos nie lubie rzeczy ktore sa "kultowe" - zwykle nie znajduje w nich zbyt wiele dla siebie :(
                                                  • ivek Re: Dziwne, dziwne... 11.12.03, 09:30
                                                    W tym akurat wypadku ominie Cie przednia zabawa i ubaw po pachy moim zdaniem.
                                                    Ale nie namawiam w takim razie, mnie przekonales.

                                                    --
                                                    Choice is yours
                                                    Take your time
                                                    Hurry up
                                                    and
                                                    I swear that I don't have a gun
                                                  • kwieto Rejs i rzeczy kultowe 11.12.03, 10:21
                                                    Ufam intuicji :")
                                                    Ostatnio wypozyczylismy "Dzien Swira", wlasciwie tylko dlatego ze go w DF Majchrzak objechal.
                                                    (wczesniej jakos tak obojgu nam sie wydawalo ze ten film nie jest wart uwagi).
                                                    No i wyszlo na to, ze gorszego filmu dawno nie widzialem :((

                                                    A, tak jeszcze a propos spiewania w kinie - ostatnio widzialem entuzjazm publicznosci (prawie ze
                                                    a zaczeliby spiewac) przy reklamowkach kleju Atlas :"PP
                                                    Nie mniej entuzjastycznie byla "komentowana" np. "Czerwona Syrena" - tyle ze po filmie slyszalem
                                                    komentarze w stylu: "to skrzyzowanie Leona Zawodowca z Gwiezdnymi Wojnami" , tudziez: "to film
                                                    ktory powstal z kompleksow Francuzow na tle kina akcji". :"PP
                                                  • ivek Re: Rejs i rzeczy kultowe 11.12.03, 10:53
                                                    Mi nie odpowiada estetyka w jakiej porusza sie Koterski, dlatego nie siegam po
                                                    ten flim. Po prostu inne jego pozycje mi sie nie podobaly, nie smieszyly mnie.
                                                    Nie przezywam rozterek takich jak bohaterowie Nic smiesznego, porno, czy Aj
                                                    lawiu. Nie chce mi sie doszukiwac w nich drugiego dna, bo to co na wierzchu mi
                                                    nie pasuje ot co.
                                                    Dlatego tutaj sie z Toba rowniez zgodze.
                                                    Natomiast rejs z pewnoscia jest otaczany kultem z innych powodow. Ten film ma
                                                    niesamowita atmosfere, jest jedyny i wyjatkowy. Moge sie zreszta zalozyc, ze nie
                                                    jest w stanie rozsmieszyc nikogo poza Polska. Po prostu wiekszszosc zartow moim
                                                    zdaniem jest niezrozumiala dla zagranicznych widzow.

                                                    Nie spiewalem nigdy reklam atlasu przed seansem, za to z luboscia wspominam jak
                                                    bylem dzieckiem i cale kino tupalo podczas czolowki "wielkich podrozy bolka i
                                                    lolka" tak, ze caly budynek sie trzesl w podstawach, dzisiejsze systemy dolby i
                                                    inne bajery to pestka w porownaniu z tamtym efektem dzwiekowym ;)

                                                    Ivek

                                                  • j_ar Re: Rejs i rzeczy kultowe 11.12.03, 11:11
                                                    aj ivek, nic smiesznego ci sie nie podobal?.. u mnie to jeden z ulubionych
                                                    filmow:)... dzien swira tez nie?... hmmm... smutny film, ale jaki wesoly zanim
                                                    smutny;)... a porno, tez sie usmialem... ja tam jakos sie widze w tych filmach
                                                    i przemawiaja do mnie duchy i demony bohaterow:).... oo. a moze to dlatego, ze
                                                    ja tez z 3 czerwca hmm.. musze zapytac astrologa hahaha...

                                                    p.s. a rejs..to rejs
                                                  • kwieto Dzien swira 11.12.03, 11:33
                                                    > dzien swira tez nie?... hmmm... smutny film, ale jaki wesoly zanim smutny;

                                                    Czyli wesoly do momentu gdy znikaja napisy poczatkowe? :"P
                                                  • j_ar Re: Dzien swira 11.12.03, 11:45
                                                    nie:).. smutny od pomorza:)
                                                  • kwieto Re: Dzien swira 11.12.03, 11:48
                                                    Ale pomorze to juz koncowka filmu, w ktorym od samego poczatku wpadasz w straszna
                                                    beznadziejnosc - zarowno bohatera, jak i swiata ktory go otacza :((
                                                  • j_ar Re: Dzien swira 11.12.03, 11:52
                                                    no kwestia podejscia:).. ja od poczatku zauwazalem ludzi ze swoimi problemami,
                                                    troche przejaskrawionymi, nie boiorac pod uwage, ze to moga byc natectwa, potem
                                                    natrectwa ewolowaly i przybraly forme do leczenia i wtedy to sie zrobilo
                                                    smutne...
                                                  • kwieto Re: Dzien swira 11.12.03, 12:00
                                                    To mamy widzenie podobne, tyle ze ja natrectwa zauwazam juz od pierwszych kadrow :"P
                                                    Zastanawialem sie co mi najbardziej w tym przeszkadza, i wyszlo ze przede wszystkim - straszna
                                                    doslownosc i historia opisana strasznie ciezka reka.
                                                    No a poza tym - w filmie praktycznie nie ma ani jednego kadru ktory pokazywalby jakas
                                                    (jakakolwiek) normalnosc. Beznadziejny jest bohater, beznadziejni sa sasiedzi, byla zona,
                                                    pasazerowie w paciagu...
                                                    Poltorej godziny permanentnej traumy, brrr...
                                                  • ivek Re: Rejs i rzeczy kultowe 11.12.03, 11:57

                                                    j_ar napisał:

                                                    > aj ivek, nic smiesznego ci sie nie podobal?.. u mnie to jeden z ulubionych
                                                    > filmow:)... dzien swira tez nie?... hmmm... smutny film, ale jaki wesoly zanim
                                                    > smutny;)... a porno, tez sie usmialem... ja tam jakos sie widze w tych filmach
                                                    > i przemawiaja do mnie duchy i demony bohaterow:).... oo. a moze to dlatego, ze
                                                    > ja tez z 3 czerwca hmm.. musze zapytac astrologa hahaha...
                                                    >


                                                    Nie Jar, niestety nie podobaly mi sie te pozycje moze dlatego, ze ja jestem z 12
                                                    grudnia?
                                                    ;)
                                                    Ivek
                                                    > p.s. a rejs..to rejs
                                                    pod tym podpisuje sie dwoma rekami i nogyma
                                                  • kwieto Ach te reklamy 11.12.03, 11:18
                                                    Ten atlas byl po prostu tak absurdalny, ze az smieszny - dlatego budzil entuzjazm.
                                                    Entuzjazm publiki ogladajacej "Czerwona Syrene" rowniez opieral sie na tym, ze film w pewnym
                                                    momencie stal sie po prostu wlasna parodia :")

                                                    Do Rejsu podchodze z rezerwa z dwoch powodow - po pierwsze widzialem "Uprowadzenie Agaty"
                                                    tego samego autora (straszny gniot), a po drugie, wiekszosc znanych z Rejsu grepsow i migawek
                                                    (odglos paszczowy itd.) odbieram troche jak Gombrowiczowskie "Slowacki wielkim poeta byl" i
                                                    nastepujace po tym "no jak Slowacki nie zachwyca jak zachwyca?" :"P
                                                  • kwieto Dopisek 11.12.03, 11:22
                                                    Pomyslalem sobie jeszcze jedno - ze wlasciwie nikt nie potrafil mi zareklamowac Rejsu jako
                                                    ciekawego filmu. Wiekszosc zachwalajacych film kierowala uwage na grepsy, w kompletnym
                                                    oderwaniu od tego czy i jak sie maja do fabuly. A to dla mnie troche za malo jak na "kultowy film" :
                                                    (

                                                    (ech, i wychodzi na to, ze bede go musial wreszcie obejrzec, z tego wszystkiego)
                                                  • ivek Re: Dopisek 11.12.03, 11:51
                                                    Rejs jest ciekawy przez swoja wyjatkowosc. Pewnie, ze sa ciekawsze uczty
                                                    intelektualne ;), ale sluszny dopisek. Wychodzi na to, ze zeby krytykowac musisz
                                                    go obejrzec. Zreszta latwo jest krytykowac, gorzej gdy przychodzi do czegos
                                                    konsttuktywnego przejdzmy od od slow do czynow ;D
                                                    Ivek
                                                  • kwieto Re: Dopisek 11.12.03, 11:56
                                                    Czyzbys chcial zebym obejrzal a potem podzielil sie wrazeniami? :")

                                                    P.S.
                                                    Jak na razie nie krytykuje filmu tylko otoczke wokol niego - acz moze sie rozczaruje...
                                                  • ivek Re: Dopisek 11.12.03, 12:02
                                                    kwieto napisał:

                                                    > Czyzbys chcial zebym obejrzal a potem podzielil sie wrazeniami? :")

                                                    Bede konsekwentny. Niekoniecznie. Twoje pobudki sa dla mnie jasne, juz o tym
                                                    pisalem wczesniej dzisiaj.
                                                    Szczerze mowiac wole zebys obejrzal filmy z nastepnego Warszawskiego Festiwalu
                                                    Filmowego, albo innych rzeczy nie wyplywajacych na "prowincje" i sie z nimi
                                                    podzielil. Moga byc te z ostatniego festiwalu w Gdyni takie jak Warszawa czy
                                                    Zmroz oczy.

                                                    > acz moze sie rozczaruje...
                                                    ee lepiej sie nastaw, ze wszystko juz widziales, ze Cie nic nie rozbawi, nie
                                                    zaskoczy wtedy wieksza szansa na wygrana ;)
                                                  • kwieto Camerimage.... 11.12.03, 12:12
                                                    ...moze byc?
                                                    Bylem co prawda tylko na dwoch dniach (praca), ale...

                                                    > Szczerze mowiac wole zebys obejrzal filmy z nastepnego Warszawskiego Festiwalu
                                                    > Filmowego, albo innych rzeczy nie wyplywajacych na "prowincje" i sie z nimi
                                                    > podzielil. Moga byc te z ostatniego festiwalu w Gdyni takie jak Warszawa czy
                                                    > Zmroz oczy.
                                                  • komandos57 Re: Camerimage....Masz 9 lat? 11.12.03, 12:17
                                                    Poziom 9-cio latka.Dyskusyje.Ale.....jaki pan taki kram.
                                                  • kwieto Re: Camerimage....Masz 9 lat? 11.12.03, 12:23
                                                    Kiedy dziewieciolatek ma poziom dokladnie taki sam jak np. 30 czy 40 latek, tylko pion ma nieco
                                                    krotszy...
                                                  • ivek Re: Camerimage.... 11.12.03, 12:25
                                                    kwieto napisał:
                                                    > ...moze byc?
                                                    O rany no jasne, ze tak. :D
                                                    Ivek


                                                  • kwieto Re: Camerimage.... 11.12.03, 12:57
                                                    Na fali Camerimage pisalem o Miescie Boga (dostal zlota zabe). Film bedzie w kinach, mysle ze na
                                                    prowincji tez :") Warto natomiast sie nie spoznic, bo pierwsze 15 minut filmu zapiera dech :")

                                                    Dalej - "Dziewczyna z perla w kolczyku" - historia z czasow Vermeera, z punktu widzenia sluzacej
                                                    zatrudnionej w jego domu. Historia z pozoru banalna - mamy watek zazdrosnej zony, poczatkow
                                                    wiezi laczacej Vermeera i sluzke itd - ale historia porusza wiele wiecej plaszczyzn, dzieje sie na
                                                    kilku rownoleglych poziomach. Sama relacja V. i pokojowki - pokojowka<>pan, ale tez
                                                    mistrz<>uczennica, mlodosc<>starosc itd., poza tym bardzo ciekawa rola tesciowej, takiej troche
                                                    "szarej eminencji" domu...
                                                    Wszystko bardziej "namalowane" niz sfilmowane, szereg scen, ujec, ktore moznaby zywcem
                                                    przeniesc na plotno, do wsystko ukazane w taki sposob ze emocje, namietnosci az buzuja, tak
                                                    jakbys ogladajac film siedzial na wulkanie (choc nie ma tu chyba nawet jednej sceny "rozbieranej"),
                                                    slowem - moj osobisty faworyt festiwalu.

                                                    "Powrot" - Rosyjski, historia niejasna, nieco mroczna (ojciec dwoch synow, ktory po dwunastu
                                                    latach nieobecnosci wraca do domu, a nastepnie zabiera ich na wycieczke na ryby - wycieczka w
                                                    miare trwania staje sie co najmniej dziwna). Ciekawy, przekonujacy jesli idzie o postaci, choc np.
                                                    nie dowiadujemy sie o co chodzi ojcu, ani kim on wlasciwie jest.
                                                    Utrzymany w ciekawej, nieco monochromatycznej tonacji, tworzy taki niedopowiedziany,
                                                    niepokojacy klimat.
                                                    (genialny tekst z filmu, pytanie o ojca - "mamo, a skad on sie wzial?")

                                                    Tatuaz - film autorki Fortepianu - zdjecia swietne, muzyka bardzo dobra, ale mam wrazenie ze
                                                    operator i autor muzyki rozmineli sie z rezyserka - historia jest w gruncie rzeczy schematyczna,
                                                    no, taki thriller. Moim zdaniem szkoda tak dobrych zdjec do tego filmu.

                                                    Czerwona Syrena - dziewczynka sklada na policji doniesienie o popelnienie morderstwa
                                                    dokonanego przez wlasna matke, ktora okazuje sie z kolei milionerka "nie do ruszenia".
                                                    Dziewczynka majac w perspektywie powrot do matki ucieka z budynku policji, wymyka sie
                                                    ochroniarzom matki i trafia na czlowieka ktory jest czlonkiem jakiejs elitarnej formacji wojskowej
                                                    (lub para-wojskowej). On z kolei obiecuje jej pomoc w odnalezieniu ojca (ktory oficjalnie utonal
                                                    przed paru laty). Do tego momentu film sie broni, potem staje sie mocno schematyczny i tak
                                                    przesadzony, ze przy niektorych scenach publicznosc wyje ze smiechu :")

                                                    Uffff, reszta pozniej, mam troche roboty.
                                                  • ivek dzieki kwieto 11.12.03, 13:24

                                                    To, ze na tym festiwalu jest przerost formy nad trescia to chyba nie jest
                                                    nieuczciwe bo taka jest formula i sens tego przedsiewziecia przeciez - zeby
                                                    pokazac dobrze skadrowane i sfotografowane filmy
                                                    A to, ze najczesciej o takie rzeczy dbaja myslacy tworcy, to dlatego nadaja sie
                                                    jeszcze do ogladania. Nie wspomne o polskiej reputacji w tej mierze. Podobno w
                                                    miescie aniolow zartuja, ze jesli Twoje nazwisko nie konczy sie na -ski to nie
                                                    masz szans dostac angazu jako operator.
                                                    Ivek



                                                  • kwieto Ciag dalszy nastapil 12.12.03, 08:22
                                                    Przerost formy nad trescia jest tutaj w pewnym stopniu skalkulowany.
                                                    Ciekawe, jest moim zdaniem porownanie pod wzgledem zdjec np. Tatuazu i Czerwonej Syreny.
                                                    Bo o ile w pierwszym filmie widac jak bardzo zdjecia, muzyka, ratuja niedostatki scenariusza i
                                                    sprawiaja ze film staje sie znosny, to w drugim bardzo dobre zdjecia (zwlaszcza na poczatku filmu)
                                                    nie bronia go jako calosci. Swietne pokazana slabizna zostaje slabizna (postuluje zastrzelic
                                                    charakteryzatora i kostiumologa R.S.)

                                                    OK, lecimy dalej :")

                                                    Pornografia - film jest w kinach, duzo nie bede wiec mowil, mi sie podobal, bardzo przekonujaca
                                                    rola Majchrzaka, dobre zdjecia, tworzace pewien specyficzny klimat (np. cmy w lampie, zolnierze
                                                    biegajacy po nocy). Jest pare pomylek rezyserskich, na zasadzie "smaczkow" :")
                                                    Jeden z nielicznych polskich filmow widzianych ostatnio, gdzie sa pokazani ludzie a nie stereotypy.
                                                    Aczkolwiek nie zgadzam sie z recenzja z GW, ze to film o dwoch ludziach ktorzy manipuluja
                                                    innymi - dla mnie to film o Fryderyku, element zakladu i manipulacji jest swego rodzaju
                                                    podkladem, w gruncie rzeczy nie liczacym sie az tak bardzo.

                                                    Zerwany - kolejny polski film, moim zdaniem taki sobie sredni. Historia opowiada losy chlopaka,
                                                    ktory ucieka z domu dziecka i trafia do poprawczaka. Jak dla mnie za malo tam tego chlopaka a za
                                                    duzo schematu. Oczywiscie wszyscy w poprawczaku to menele i polglowki, oczywiscie w domu
                                                    dziecka dzieci "zjadaja" sie nawzajem, w epizodzie o rodzinie zastepczej (rodzinny dom dziecka)
                                                    oczywiscie trafia na pieklo jeszcze gorsze niz dom dziecka itd...
                                                    Widac proby przelamania tego stereotypu (opiekun w poprawczaku, pomoc przy roznych
                                                    drobiazgach "wspolwiezniom", ktorzy pod jego wplywem nieco zmieniaja sie na lepsze, ale...
                                                    dalbym jakies 3+

                                                    (Tu mala uwaga na temat Symetrii - nie widzialem - ktora opisuje losy czlowieka zamknietego w
                                                    celi i oczekujacego na rozprawe sadowa. Niby podobna sytuacja jak w "Zerwanym" i okazja do
                                                    wpadniecia w podobny szablon, a jednak film - jak twierdzi OLT - jest bardzo dobry)

                                                    U43 - mozna sobie darowac, niemiecki horror w scenerii wzorowanej na bardzo dobrym "Das Bot",
                                                    styl ktory okreslilbym jako heavy metalowy "gotyk" z muzyka Rammsteina w tle. Dla wielbicieli
                                                    gatunku :")))

                                                    "Bagno" - film produkcji Quebec, znaczy kanadyjski ale francuskojezyczny. W sumie ciezko mowic
                                                    o czym on opowiada, historia rozplywa sie w kilku kierunkach, troche przypomina gwiazde majaca
                                                    jakies centrum, ale rozbiegajacej sie w rozne strony. Bardzo, bardzo dobre zdjecia (poddane
                                                    obrobce cyfrowej, ktora dodaje jeszcze klimatu), ktore przenosza cie w taki na pol realny swiat
                                                    gdzies w XIX wieku - kanadyjska wies na pograniczu bagien. Klimat jest niesamowity, jest tez
                                                    bardzo duzo emocji - w trakcie ogladania potrafia az wcisnac w fotel. Troche tez "smaczkow"
                                                    (maszynka do obierania jablek itp.). Historia dosc banalna (zwlaszcza na koniec nieco
                                                    melodramatyczna), ale opowiedziana ciekawie - broni sie jako calosc.

                                                    To by bylo na tyle :")
                                                  • ivek Re: Ciag dalszy nastapil - Dzieki ponownie 12.12.03, 08:39
                                                    Oo dzis jest zdecydowanie lepiej, bo wiecej jest Twoich opinii, mniej
                                                    przytaczania o czym jest film, wiecej Twoich przemyslen, co ja osobiscie preferuje.

                                                    A jaki film Kwieto najbardziej cenisz za zdjecia wlasnie?
                                                    Moimi faworytami sa "wrony" kedzierzawskiej, "se7en" Finchera, "sciezka strachu"
                                                    coen'ow.
                                                    pozdrawiam,
                                                    Ivek
                                                  • kwieto Zdjecia 22.12.03, 08:29
                                                    Ciezko mi mowic o konkretnym filmie, raczej fragmenty, ujecia.

                                                    Podobaly mi sie "ukryte pragnienia" - klimat rzezbiarsko-malarski (duzo faktur), przemykajacy w
                                                    tle performerzy ladne kadry.
                                                    Fragment "Odysei kosmicznej 2001" - na poczatku, gdzie widac lecacy prom i podlozone poden
                                                    Straussowe "Nad pieknym modrym Dunajem"
                                                    Poczatek "Wielkiego blekitu" - ten czarno-bialy (juz o tym kiedys mowilem :") )
                                                    "Gosford Park", "Ukryty ogrod" - ujecia niemal fotograficzne. Co niektore chce sie oprawic w ramki i
                                                    powiesic na scianie
                                                    Z ostatnio widzianych przypomne ciurkiem - "Miasto Boga", (acz tu glowna role gra montaz)
                                                    "Dziewczyne z perla" (ten film szczegolnie), "Powrot" (ten rowniez bardzo ujal mnie zdjeciami).
                                                    Placze mi sie po glowie Charakter, ale ten film widzialem dawno, wiec podaje go z
                                                    powatpiewaniem.
                                                    Jeszcze - "Miasto zaginionych dzieci" (specyficzna nierealnosc filmu)

                                                    Hmmmm.... (musze pomyslec czy cos jeszcze)

                                                    Pozdrawiam przedswiatecznie :")
                                                  • olt Re: Rejs i rzeczy kultowe 11.12.03, 12:31
                                                    Fajnie z tym Koterskim - mam podobne odczucia, rowniez.
                                                    Nie ta estetyka, przerazliwa doslownosc.
                                                    Fajnie zas glownie dlatego ;), ze mam wrazenie, ze jest iles tam filmow, ktore uznane zostaja w
                                                    Polsce za swietne, kultowe, genialne z przyczyn przeroznych (czesto chyba glownie z powodu
                                                    zapotrzebowania na taki film) i jakakolwiek krytyka uwazana jest za przejaw zawisci,
                                                    malostkowa ceche narodowa, albo niczym nieuzasadnione marudzenie. W kazdym razie krytykom
                                                    takich filmow trudno dojsc do glosu.

                                                    Ja sie zmagam ostatnio ze "zmruz oczy" jakimowskiego; uwazam ze ten film (potencjalnie ciekawy)
                                                    zostal przez rezysera zabity schematami i doslownoscia, ze nagrody zbiera za to, czym mial byc,
                                                    czyli min za to ze nie ma w nim przemocy, a nie za to, co soba reprezentuje. Dla mnie to troche
                                                    taka wersja "uprowadzenia agaty", tylko 10 (?) lat pozniej, rownie schematyczna. Ale to juz inna
                                                    dyskusja.
                                                    A o "warszawie" bede marudzic, jak obejrze ;)

                                                    Do piwowskiego przechodzac - "rejs" musze jeszcze raz obejrzec; jakos nie mialam szczescia do
                                                    tego filmu, z doskoku i w telewizji go widzialam dawno temu. Natomiast polecam ci (jakby gdzies-
                                                    kiedys dawali ;)) dokumenty piwowskiego, to naprawde dobre rzeczy,np szkolna etiuda
                                                    "muchotluk" - to zdaje sie taka wprawka do rejsu, z lodzkimi oryginalami - naturszczykami.
                                                    Bardzo smaczny jest tez "sukces" - film o czeslawie niemenie.

                                                    Hihi, co zas do reklam atlasu...to firma owa byla glownym sponsorem festiwalu camerimage...i
                                                    przed prawie kazdym filmem/blokiem etiud (a bylo tego ok 30tu) puszczano 1-3 reklamy kleju
                                                    atlas, ktore to filmiki ewidentnie sa skierowane w zamierzeniu do hmmm mniej subtelnej
                                                    publicznosci ;)
                                                    Nie dziwne wiec, ze reakcja widzow w pewnym momencie zaczela przypominac zbiorowa
                                                    glupawke...
                                                  • olt Re: Rejs i rzeczy kultowe - powyzszy post do ivka 11.12.03, 12:37
                                                    ...bo szlag trafil uklad postow, za gesto tu ;)
                                                  • ivek Re: Rejs i rzeczy kultowe - ten post do Olt 11.12.03, 12:47
                                                    olt napisała:

                                                    > ...bo szlag trafil uklad postow, za gesto tu ;)
                                                    Witaj Olt,
                                                    nie wiem czy dobrze rozumiem, ale masz na mysli to, ze ten dluzszy wywod nieco
                                                    byl do mnie m.in.
                                                    Fakt, zrobilo sie gesto, ale calkiem interesujaco (przynajmniej miejscami).
                                                    Pozdrawiam
                                                    Ivek
                                                  • olt Re: Rejs i ... - ten post do Olt - a ja do Ivka ;) 12.12.03, 14:02
                                                    Tak, odnioslam sie do twojej wypowiedzi, z braku zas cytatow i z powodu zaniku struktury postow
                                                    moglo byc to nieczytelne.
                                                    Gesto, nie gesto, ale odpisz cos ;)
                                                    ("zmruz oczy" widziales???)
                                                    Bo choc net mi sie bisurmanil ostatnio (a komputer wczoraj zrobil "puff" i zamarl ;)), teraz moge
                                                    nadrabiac zaleglosci.

                                                    A ze obywatel Kwieto raczy wrzucac w tym watku pare opinii wygenerowanych przez nas wspolnie,
                                                    nierzadko w wielkich bojach, przy kilkukrotnych podejsciach do tematu (patrz: "In the cut/tatuaz"
                                                    Jane Campion) to wole trzymac reke na pulsie ;)))


                                                    pozdr

                                                    OLT
                                                  • malvvina Re: Rejs i rzeczy kultowe 11.12.03, 11:08
                                                    co to jest czerwona syrena ?
                                                    b lubie dzien swira :-)
                                                  • kwieto Czerwona Syrena 11.12.03, 11:30
                                                    Taki francuski film z "malym francuzikiem" w roli glownej.
                                                    Kino akcji, w ktorym sadzac po uzytej broni polowa Portugalii powinna wyleciec w powietrze, ale na
                                                    szczescie obywa sie na zmasakrowaniu jednego hotelu i baraku na plazy.
                                                  • yagnieszka Re: Czerwona Syrena 11.12.03, 14:36
                                                    www.allocine.fr/film/fichefilm_gen_cfilm=29025.html
                                                  • olt Re: Czerwona Syrena - upsasa 12.12.03, 14:08
                                                    coz, to jakze pompatyczne streszczenie jak niewiele innych rzeczy potwierdza francuskie
                                                    kompleksy na tle kina akcji :-P
    • m.malone Re: "X muza, a ściślej nie tyle film, co kino 09.12.03, 02:57
      Hej Kvinna:)
      I czemu tak krzyczysz? Ivek się tam zaczaja, że niby po mnie, ale nieeeee:))
      A ja w ogóle zakopałem się głęboko, żeby przespać zimę.
      Miło,że o mnie pamiętasz:)))) Pozdrawiam
      MM
      A Ivek może "zarybiony", a nie zarobiony??
      • ivek brunet wieczorowa pora 09.12.03, 08:22
        czyli antypropaganda suckesu.
        Znow musze przytoczyc cytat z mojego ulubionego rozweselacza i thrillera po
        polsku razem wzietego:
        MICHAŁ ROMAN
        Proszę pana...
        MECHANIK
        Niestety kochany. Nie przyjmujemy dzisiaj: już po godzinach a w dodatku wolna
        sobota jest.
        MICHAŁ ROMAN
        Nieee, ale ja tylko...
        MECHANIK
        Ale kochany! Nie ma żadne "tylko"! Nic! Żadnej roboty nie wezmę, nie wiem, nie
        znam się, nie orientuję się, ZAROBIONY JESTEM!
        MICHAŁ ROMAN
        Ale ja chciałem tylko...
        MECHANIK
        Kochany! Chyba ja wyraźnie po polsku mówię: do końca roku nic nie biorę! Ja chcę
        wreszcie spokojnie zjeść!
        MICHAŁ ROMAN
        Ale do końca roku pan będzie jadł?

        Dziekuje Ci Kvinna jednak za ten post, bo wbrew moim obawom bardzo ciekawa
        dyskusja sie wywiazala pomiedzy Yagnieszka i Kwieto. Az nie moge sie doczekac,
        kiedy zobacze City of Gold :))
        Prawie tak jak zagrac kiedys z autochtonami w dzielnicy biedy w streetball'a
        (wyjscia sa dwa albo bedzie mi "siedziec" i pogruchotaja mi kosci na koniec albo
        zrobia ze mnie durnia, ale i tak warto :)
        Jesli chodzi o niedowiarkow w istnienie propagandy w filmach z American
        Bollywood to polecam Za linia wroga "behind the enemy lines". Natezenie patosu
        jakiego nie bylo nigdy w jakiejkolwiek produkcji Mosfilmu. I jeszcze Gene
        Hackmann po jakiego grzyba on w takim razie zagral w "rozmowie" Coppoli?, jesli
        teraz go kasa na czynsz interesuje. Jedyny pozytyw z zmarnowanych 2 godziny przy
        kompie to wiedza na temat jak daleko leci przetrawiony obiad.
        Poza tym, czyz na przyklad wszechobecny product placememt to nie jest
        propaganda? Nie moge patrzec na wszechobecna kawe ze Starbucksa, ktora nawet
        lubilem swojego czasu.
        Nie M.Malone nie przyczajam sie. Zaluje za to, ze rzadziej mozna ostatnio
        poczytac od Ciebie.
        Zreszta liczylem, ze wykorzystasz ten temat do wykazania jak lobbing koncernow
        tytoniowych naklania producentow i rezysera do pokazania np. palacej w seksowny
        sposob papierosa Sharon Stone w "nagim instynkcie", ktora przewracajac nogami z
        bobrem na wierzchu na pewno przyczynila sie do zwiekszenia wplywow ze sprzedazy
        petow, nie pozwalajac jednoczesnie Tobie na zerwanie ze zgubnym nalogiem ;)

        pozdrawiam wszystkich nie wspomniana powyzej Malvvinne i JMX oczywiscie rowniez,
        Ivek
        --
        "wave your hands in the air if you feel fine!
        It's just space jam!..." Bugs Bunny
        • m.malone Re: brunet wieczorowa pora 09.12.03, 13:25
          Witaj Ajvek:)
          To prawda. Troche poczytuję - mało piszę. Też jestem trochę zarobiony(!), a
          poza tym czekałem, aż się przewalą te wszystkie durne wątki z atakami
          personalnymi. No ale chyba już sie uspokoiło:)
          Cóż, bóbr Sharon Stone nie ma wpływu na moje palenie, ale tu alak powinien
          przyjść ze strony Jmx, którą też pozdrawiam niniejszym:)
          MM
          • ivek Re: brunet wieczorowa pora 09.12.03, 13:43
            Witaj M.Malone.
            > To prawda. Troche poczytuję - mało piszę.
            no wlasnie pisalem o tym juz, ze ubolewam nad tym niezmiernie :)
            > poza tym czekałem, aż się przewalą te wszystkie durne wątki z atakami
            > personalnymi.
            Zgadzam sie, ze to bylo obrzydliwe. Jesli juz wypluli z trzewi swoje zale misie
            swiata w fartingu to trzymam Cie za slowo w takim razie.
            >bóbr Sharon Stone nie ma wpływu na moje palenie
            na poziomie swiadomosci pewnie nie ha ha, ale slyszales cos o apelach
            podprogowych (BTL*) :P
            pozdrawiam
            Ivek
            --
            wir verstehen unter BTL "below the line" alle jene Bereiche, die NICHT zur
            klassischen Werbung gehoeren.

    • kwieto Powiedz bracie - co to pracie? 11.12.03, 11:27
      Pranie parcianych lachow?
      Pracowanie w przedszkolu?
      pra - wacik?
      • ivek Hej Olt 12.12.03, 15:30
        Odpisze chetnie kiedy indziej, niestety teraz opuszczam siec na dwa i pol
        pieknego dnia.
        Nie widzialem niestety zmrooz oczy ale na pewno zobacze, bo mam apetyt na ten
        kawalek akurat.
        Ja dzisiaj ogladam training day (dzien proby) dostalem wlasnie w prezencie na
        urodziny vhs z tym filmem. :D, a ze lubie E.Hawke'a i Denzela diesla Washingtona
        to sobie z przyjemnoscia popatrze.
        Ciao
        Ivek
        • olt Re: Hej Olt 12.12.03, 15:41
          oki, z checia poczytam, jak te "zmruz oczy" widzisz.
          milego filmow ogladania ;)

          OLT
          • malvvina czerwona syrena 12.12.03, 16:06
            no ale kto o tym filmie oprocz was slyszal ???
            i kto to to to oglada ???????????!!!!
            • olt Re: czerwona syrena 12.12.03, 22:09
              malvvina napisała:

              > no ale kto o tym filmie oprocz was slyszal ???

              Nie wiem, Malwino, ale nie pilismy alkoholu ;)

              Byl to jeden z jakichs plus minus 20tu z 2003r, prezentowanych na Festiwalu (przy czym zdarzaly
              sie i swiatowe premiery, z tego co wiem)

              > i kto to to to oglada ???????????!!!!

              Mozliwym jest, ze dopiero splynie do kin, i bedziesz miala jak znalazl :)
              • olt Re: czerwona syrena - poprawka 12.12.03, 22:21
                a, jednak - 2002 rok, to bylo w pokazach specjalnych, nie konkursowych. no, trudno ;)
            • kwieto Re: czerwona syrena 13.12.03, 15:15
              > i kto to to to oglada ???????????!!!!

              Hmmm, sadzac z kraju producenta i narodowosci aktorow - glownie Francuzi...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka