mesgo
24.05.09, 14:27
Jak wielkie jest czasem poczucie straty- kiedy odchodzi ktos bardzo
bliski. Odchodzi na zawsze, tam, skad nie ma juz powrotu. Nie da się
nic cofnąc, zmienic, bo umknelo zycie....Jak sobie mam z tym
poradzic, kiedy w pustym mieszkaniu zostaje sie sama z myslami? Bylo
tyle spraw do zalatwienia, tylu ludzi ktorzy czegos chcieli i
ogromna chec zapalenia papierosa chociaz od tylu lat nie
pale....Odbieralam kondolencje, ale co dalej? Mama nie radzi sobie
tak samo jak ja, a moze inaczej, to byl jej maz. Ale to byl moj
ojciec. Z mama nigdy nie mialysmy zbyt dobrego kontaktu. Byla zawsze
na "nie", ciagle cos jej nie pasuje, nie umie przytulic, nie
akaceptuje mnie takiej jaka jestem. Bo nie zrealziowalam jej planu
na zycie. Nigdy nie umialysmy rozmawiac i nawet teraz nie umiemy. To
przeraza mnie tak samo jak smierc ojca. Jak swiadomosc ze jestem
bardziej samotna niz dotad.
Nie chce byc sama.
Placze ktoras z kolei noc, bo uswiadomilam sobie jeszcze bardziej
istote bliskosci.