Gość: oza
IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl
29.01.02, 11:29
...odkad sie znamy - zawsze wydawalo mi sie, ze swietnie sie dogadujemy, laczy
nas cos specyficznego. Moglam jej o wszystkim, co mi lezy na sercu, powiedziec.
Zwierzyc sie ze swoich sekretow, zmartwien i radosci. Wierzylam, ze jestm
rowniez dla niej kims bliskim. Opowiadala mi o swoich rozterkach, marzeniach,
rzeczach zlych, i tych dobrych...
Warto miec przyjaciolke - myslalam. Nikt nie zrozumie twoich problemow,
zwlaszcza tych damsko-meskich, lepiej niz inna kobieta...
Po pewnym czasie, przez przypadek, dowiedzialam sie, ze moja najlepsza
przyjaciolka jest kims zupelnie innym, niz myslalam. Tworzy swoj wyidealizowany
obraz na potrzeby innych. patrzac prosto w oczy mowi o czyms co nigdy nie mialo
miejsca, wciaz gra. Co gorsza - oczernia mnie w oczach innych. Jej szczere
zwierzenia dotycza wyimaginowanych problemow, ktore wymysla tylko po to, by
stworzyc wrazenie, ze mi ufa i chce bym to odczula. Gdy dotarlo to do mnie,
zrobilo mi sie wyjatkowo przykro.
Nie potrafie przez to z nia sie porozumiec, unikam szczerych rozmow.
Probowalam, ale to juz nam nie wychodzi.
Dlaczego ludzie sa tak obludni? Dlaczego wola klamac, udawac kogos kim nie sa,
w nie wiadomo jakim celu? Stwarzanie pozorow, jej bezustanna gra, już mnie
meczy. Naprawde sie staralam...