Dodaj do ulubionych

za duzo milosci... dlugie

14.06.09, 09:51

witam:) nie jestem tutaj nowa, bo na biezaco sledze to forum, ale dopiero
teraz zdecydowalam sie zalozyc konto:) zalozylam watek na forum kobieta, ale
tutaj tez, bo moze tez ktos powie mi cos madrego:) mam problem, z ktorym nie
potrafie
sobie sama poradzic i jakos tego racjonalnie wytlumaczyc dlatego licze na
wasze rady...
jestem od roku z chlopakiem, ktory dla mnie jest moim idealem, ma jakies tam
wady i cechy, ktore mnie wkurzaja, ale to sa raczej blahostki. Ostatni rok to
byla dla nas istna idylla. Poczatkowo byl to normalny zwiazek, on mial swoich
znajomych, ja swoich, spotykalismy sie czesto, ale zawsze tez mielismy czas
dla innych, po jakichs 2 miesiacach nasze spotkania dla niego zaczely byc za
rzadkie(jestesmy ze soba od czerwca ubieglego roku), wiec juz we wrzesniu
widywalismy sie prawie codziennie spedzajac ze soba calutenki dzien, ale ani
mi ani jemu to nie przeszkadzalo, po prostu wciaz nam bylo siebie malo. Ja
nawet przestalam sie buntowac, ze caly moj czas ogranicza sie do niego, bo
naprawde mi na nim zalezalo. Od pazdziernika zaczely sie studia, ja I rok on
V, widywalismy sie co tydzien i wszystko bylo ok, caly luty on mial ferie wiec
znow widywalismy sie codziennie non stop i wtedy byly zapewnienia o tym jak
bardzo mnie kocha, ze jestem miloscia jego zycia, ze nigdy jeszcze nie mial
tak cudownej dziewczyny, ze nigdy przenigdy mnie nie zostawi, ze chce ze mna
zamieszkac, wziac slub i kiedys miec dzieci. Dodam, ze ja tez go kocham i
wyobrazam go sobie jako mojego faceta na cale zycie. Do maja tego roku
wszystko bylo ok, zawsze przyjezdzal do mnie ze swoich studiow, spedzalismy
czas ze znajomymi albo sami i znow te zapewnienia o jego milosci, byl po
prostu tak czuly, ze bylam w siodmym niebie, ze znalazlam w koncu takiego
faceta o jakim marzylam... i nagle ostatni miesiac jego studiow i przez ten
caly miesiac sie nie widzielismy, bo wiadomo jego obrona, ostatnie egzaminy,
pisanie pracy magisterskiej troche sie tego nazbieralo i potrafie to
zrozumiec, ze nie mogl przyjechaac, bo jednak dzieli nas jakies 300km. Zawsze
gaadalismy przez telefon, wspieralismy sie, wszystko bylo ok az od jakiegos
czasu zaczelo byc inaczej, po prostu on stworzyl jakis taki dystans miedzy
nami i mowil, ze nie wie co sie z nim dzieje, ze przytlacza go to, ze skonczy
zaraz studia i ze przed nim nowe zycie, ale ze wie ze to wszystko nie odbije
sie na nas, wiec spoko ok rozumiem. Potem przyszlo mi na mysl ze moze to
wszystko jest przykrywka i ze on chce sie rozstac, ale powiedzial, ze nie ma
nawet takiej opcji, ze nawet mu to przez mysl nie przeszlo, wiec sie
uspokoilam... nastepnie gadam z jego siostra i ona mowi mi, ze sie o n iego
martwi, ze on stal sie jakis inny, obojetny na wszystko, ze nie chce nic mowic
i w ogole i powiedziala, ze on jej powiedzial, ze nie wie co z nami bedzie(ze
mna i z nim), bo jak on teraz skonczyl studia, a ja nadal studiuje to jednak
nie bedziemy razem, bedziemy sie widywac co tydzien, a on nie wie jak on sam
wytrzyma... Teraz wrocil juz do siebie i ja tez i wczoraj sie
spotkalismy(dopiero, bo wrocil juz w piatek i tak jak zawsze pierwsze co robil
to jechal do mnie to teraz nawet nie zamierzal tlumaczac to tym, ze ma za duzo
toreb) i gadalismy dluuugo i oto jakie on wysnul wnioski ostatnimi czasy:
-czuje sie przytloczony tym, ze non stop do siebie dzwonimy i to nie dlatego,
ze chcemy, ale z obowiazku tak jakby(ja wcale tego nie chcialam, ale to on
wprowadzil taka regule i tak juz zostalo)
-czuje sie taka sierota wobec mnie, bo jestem pierwsza dziewczyna przed ktora
sie naprawde otworzyl i mowil mi szczerze wszystko(mial trudne dziecinstwo,
jego mama popelnila samobojstwo, a tata prawie nie utrzymuje z nimi kontaktu,
jest za granica), a tak byc nie powinno, bo facet to facet
-jestem dla niego za dobra, wszystko czego on chcial to mial(i ja nie potrafie
tego zrozumiec, bo jesli ktos jest w dolku psychicznym to chyba normalne, ze
potrzbuje wsparcia i jesli tego ode mnie oczekuje to oczywiscie mu to dam, bo
go kocham)
-on boi sie, ze nasz zwiazek robi sie jakis chory, bo tyle czasu ze soba
spedzamy i nie robimy nic takiego konkretnego, ze on ogranicza sie tylko do
mojej osoby(a przeciez tyle razy mowilam mu zeby szedl gdzies ze znajomymi, ze
nie mozna caly czas byc tylko ze soba i ja sama tak robilam, bo mialam juz
tego dosc, bo to bylo az uciazliwe)
-boi sie odpowiedzialnosci, a wydaje mu sie, ze to wszystko zmierza do jakichs
powaznych deklaracji
-powiedzial, ze to wszystko teraz sie nawarstwilo, zakonczenie studiow, obrona
pracy i to, ze skonczyl sie jakis etap w jego zyciu i teraz musi zaczac
pracowac na siebie, a on nie jest jeszcze do konca gotowy i musi to wszystko
poukladac sobie w glowie, bo czuje sie zagubiony i nie wie co chce robic i
takie tam
---i najwazniejsze stwierdzil, ze powinnismy sie zdystansowac troche do siebie
i zaczac przestac ograniczac sie tylko do jednej osoby, bo on potrzebuje
znajomych dla ktorych odkad jest ze mna przestal miec czas, wiec ja mowie ze
oczywiscie, bo uwazam tak samo jak on, bo to chore, zeby nigdzie nie wychodzic
ze znajomymi i tylko caly czas z jedna osoba

Problem polega na tym, ze ja mam wrazenie, ze to jest poczatek konca i
powiedzialam mu o tym, a on powiedzial, ze tak nie jest, ze jezeli by tak bylo
to powiedzialby mi o tym wprost, ze cos sie wypalilo(a wiem, ze tak jest bo
znam go dosc dlugo i zawsze nawet o najdelikatniejszych sprawach mowil
wprost), mowi, ze to wszystko potrzebne jest po to, zeby zbudowac nowe i
lepsze relacje miedzy nami, z wiekszym zaufaniem i otwartoscia... nie wiem co
mam robic... on oczekuje, ze przestane byc na kazde jego zawolanie, ze
bedziemy miec swoje oddzielne zycia i ja sie z tym zgadzam, ale nie
chcialabym, zeby mimo wszystko ten zwiazek sie zakonczyl, moze naprawde
potrzeba nam wiekszej swobody i wtedy bedzie ok. Dodam, ze nadal on mowi, ze
jak ja bede na studiach, a on tu to bedziemy sie normalnie widywac, ze on
wyobraza sobie mnie jako jego zone i matke jego dzieci, ale na razie czuje sie
przytloczony naszym przywiazaniem i ta wielka miloscia okazywana na kazdym
kroku z mojej strony, ze jestesmy jak stare dobre malzenstwo.. co tu o tym
myslicie? dodam jeszcze, ze jestem prawie pewna ze nie ma nikogo na booku
Obserwuj wątek
    • leda16 Re: za duzo milosci... dlugie 14.06.09, 10:39
      warto_miec_marzenia napisała:

      >

      juz we wrzesniu
      > widywalismy sie prawie codziennie spedzajac ze soba calutenki dzien, ale ani
      > mi ani jemu to nie przeszkadzalo,
      po prostu wciaz nam bylo siebie malo.



      Przypuszczam, że Twoim rodzicom też było Ciebie mało. Pewnie oboje harują jak woły, żeby na studia dla pannicy zarobić. Pannica nawet nie mysli, żeby dom sprzątnąć, obiad ugotować, gary pomyć, nie mówiąc już o jakiejś pracy wakacyjnej. Caluteńkie dnie kochankowi dogadza.


      Od pazdziernika zaczely sie studia, ja I rok on
      > V, widywalismy sie co tydzien i wszystko bylo ok,caly luty on mial ferie wiec
      > znow widywalismy sie codziennie non stop


      Zdolni jesteście. Mój syn i przyszła synowa co tydzień nad książkami ślęczą a w ferie do egzaminów wkuwają. Widują się rzadko. Zadziwiające, iż oboje wolą stypendia naukowe niż "widywanie siebie".



      > i nagle ostatni miesiac jego studiow i przez ten
      > caly miesiac sie nie widzielismy, bo wiadomo jego obrona, ostatnie egzaminy,
      > pisanie pracy magisterskiej troche sie tego nazbieralo i potrafie to
      > zrozumiec,


      A ja jakoś nie, bo na pisanie pracy magisterskiej jest ROK, nie miesiąc. Ostatnie egzaminy zdaje się na IV roku. No ale skoro bystrzacha spędzał cały czas z Tobą, to przez ten miesiąc musiał chociaż murzyna dopilnować.



      Zawsze
      > gaadalismy przez telefon,


      Ale murzyna nie mógł przez telefon konsultować i opłacać ;).



      wspieralismy sie,



      W czym? Ty jego waginą a on Ciebie penisem?



      od jakiegos
      > czasu zaczelo byc inaczej, po prostu on stworzyl jakis taki dystans miedzy
      > nami



      Pewnie mu spowszedniało regularne, cotygodniowe ciupcianko, normalna sprawa.



      Potem przyszlo mi na mysl ze moze to
      > wszystko jest przykrywka i ze on chce sie rozstac, ale powiedzial, ze nie ma
      > nawet takiej opcji, ze nawet mu to przez mysl nie przeszlo,



      A co miał mowić? Pewnie tamtej jeszcze w łóżku nie zaczął maglować. Na etapie podchodów był dopiero.


      > -czuje sie przytloczony tym, ze non stop do siebie dzwonimy i to nie dlatego,
      > ze chcemy, ale z obowiazku tak jakby(ja wcale tego nie chcialam, ale to on
      > wprowadzil taka regule i tak juz zostalo)


      No rozumiem, z Twojej strony "regułę" finansowali Twoi rodzice ale skoro jego mamusia nie żyje a tatuś go olał, to jedyne wytłumaczenie jest takie: Panu Bogu kasiorę z Nieba znudziło się rozpustnemu młodzianowi sypać, a kasiory na telefony do Ciebie nowa kochanka nie będzie przecież dawać :).



      > jego mama popelnila samobojstwo, a tata prawie nie utrzymuje z nimi kontaktu,
      > jest za granica), a tak byc nie powinno,


      A wobec tego KTO mieszkanko, akademik, papu, telefony , dojazdy do Ciebie te 300 km. i studia mu finansował?! Trudno przypuszczać aby Bóg-Ojciec był aż tak szczodry...



      > -jestem dla niego za dobra,



      Typowa śpiewka faceta, ktory ma ochotę kopnąć ciupanicę w zadek, bo znalazł lepszą.



      bo jesli ktos jest w dolku psychicznym to chyba normalne, ze
      > potrzbuje wsparcia i jesli tego ode mnie oczekuje to oczywiscie mu to dam, bo
      > go kocham)



      Szkoda fatygi. To "daje" mu już inna, widać lepiej od Ciebie. A zresztą co tu dużo mówić, dla każdego męzczyzny urok nowości jest powalający.



      > -powiedzial, ze to wszystko teraz sie nawarstwilo, zakonczenie studiow, obrona
      > pracy i to, ze skonczyl sie jakis etap w jego zyciu i teraz musi zaczac
      > pracowac na siebie,



      Nie rozumiem. KTO dotąd na tego darmozjada pracował?!



      stwierdzil, ze powinnismy sie zdystansowac troche do siebie
      > i zaczac przestac ograniczac sie tylko do jednej osoby, bo on potrzebuje
      > znajomych



      A przede wszystkim jednej "znajomej", nowej...



      >
      > Problem polega na tym, ze ja mam wrazenie, ze to jest poczatek konca



      Trafne. Bo gdyby Cię kochał, to poszukałby pracy i mieszkania w Twojej miejscowości, pierścionek zaręczynowy by kupił, zrękowiny wyprawił i ustalalibyście już datę ślubu.



      > powiedzialam mu o tym, a on powiedzial,



      Tia, powiedział co chciał, a Ty uwierzyłaś w co powiedział. Nie ważne, że jego czyny za słowani nie idą. Grunt to wiara.


      nie wiem co
      > mam robic... on oczekuje, ze przestane byc na kazde jego zawolanie, ze
      > bedziemy miec swoje oddzielne zycia i ja sie z tym zgadzam, ale nie
      > chcialabym, zeby mimo wszystko ten zwiazek sie zakonczyl,


      Więc szukaj nowego kandydata do zaobrączkowania. Dwóch srok za ogon on pewnie trzymać nie chce.


      on
      > wyobraza sobie mnie jako jego zone i matke jego dzieci, ale na razie czuje sie
      > przytloczony naszym przywiazaniem i ta wielka miloscia okazywana na kazdym
      > kroku z mojej strony, ze jestesmy jak stare dobre malzenstwo..


      Otóż to! Za bardzo chłopu dogadzałaś i się zbiesił. Rzyga Tobą, bo nadmiar słodyczy zawsze wywołuje odruchy wymiotne. Trochę honoru życzę.


      dodam jeszcze, ze jestem prawie pewna ze nie ma nikogo na booku



      Rozumiem, najęłaś też detektywa, który łazi za nim dzień i noc albo pas cnoty mu na penisa założyłaś.
      • beasingiel_44 Re: za duzo milosci... dlugie 14.06.09, 13:10
        mieliscie czas proby - nie wychodzi tomoze zaprzestac kontynuacje zwiazku zanim
        bedzie juz za pozno...
    • fire_walk_with_me Re: za duzo milosci... dlugie 15.06.09, 11:56
      Do ledy:
      "Mój syn i przyszła synowa co tydzień nad książkami ślęczą a w ferie
      do egzaminów wkuwają. Widują się rzadko. Zadziwiające, iż oboje wolą
      stypendia naukowe niż "widywanie siebie". "

      Fajna para hehe - pewnie synalek jak mamusia jadem zieje naokoło i
      to i panna się nie chce z nim widywać - pewnie ze woli na stypendium
      do Chin jechać niż siedzieć z synalkiem i jego przerażającą mamusią.

      Leda, a jak tego synalka spłodziłaś? bo widzę do granic nienawiści
      jesteś przeciwko fascynacjom waginalno-penisowym. Pewnie masz dziurę
      w piżamie, taką na guziki. No chyba ze kapusta, bocian albo
      niepokalane!

      Może leda na Twoich studiach w ubiegłym wieku egzaminy kończyły się
      na IV roku.
      Ale teraz są zwykle studia 3 plus 2 - licencjat plus tzw.
      magisterskie uzupełniające i tam są egzaminy na tzw. V roku.

      Na V roku to egzaminów miałam 6.

      Do reszty Twej wylanej żółci na autorkę wątku nie odnoszę się.
      Eh zgorzkniałość i menopauza.
      Uważaj, żeby zupy nie przesolić!



    • deminiminis Re: za duzo milosci... dlugie 15.06.09, 14:28
      jestem prawie pewna ze nie ma nikogo na booku

      W tej sytuacji "prawie" to za mało.
      • princess_ropucha Re: za duzo milosci... dlugie 15.06.09, 22:06
        Czasami zdarzają się w życiu takie momenty w których nie jesteśmy
        niczego pewni. To są takie momenty przełomowe, kiedy kończy się
        jedna rzecz a zaczyna druga - nowa i nieznana. W tym przypadku on
        kończy studia, czyli przestaje byc studenciakiem i zaczyna byc
        dorosłym facetem który będzie musiał podjąć się trudu życia
        codziennego, znaleźć robote bla bla i te wszystkie inne trudne
        rzeczy. W takich chwilach trudno jest sie skupic. Rozumiem poniekąd
        Twojego chłopaka. Sama miałam podobną sytuację w życiu. Mój obecny
        mąż mieszkał i studiował 400 km ode mnie. Mieliśmy trudne chwile gdy
        się okazało że nie zaliczyl roku i będzie musial powtarzac. To wtedy
        dla nas znaczyło (byliśmy jeszcze wtedy parą) że nie będziemy mogli
        wspólnie zamieszkac. W przypadku takich zdarzeń jest dużo stresu,
        ludziom sie wydaje ze jak jedna rzecz im nie wychodzi to najlepiej
        wszytskim o kant dupy trzasnąć, rostac się, nachlać i utopic w
        rzece ;-) Może Twój facet ma tak samo, przechodzi po prostu jakieś
        trudne chwile i nie chce Ciebie angażować w swoje problemy, może
        chce je sam przetrawic... Takie moje domysły...
    • solaris_38 Re: za duzo milosci... dlugie 16.06.09, 23:47
      cokolwiek ci powiedział
      nie ma znaczenia bo on sam nie wie
      dlaczego najpierw jest tobą zachwycony
      a potem nie

      Coś tam wymyśli
      może nawet wyda mu się to przekonujące
      ale to nie jest istotne

      facet pod wpływem urzeczenia miłosnego które niestety mija
      widzi wszystko inaczej
      i tak mówi
      to jest jego rzeczywistość
      może nawet o nią wtedy walczyć

      jak mu przejdzie to jego rzeczywistość jest inna
      i będzie wymyślał argumenty aby to uzasadnić ale liczy sie tylko to ze mu
      przechodzi i że jak zacznie [przechodzić to nic z tego nie będzie

      ŻADNE gadania wyjaśnianie czy skarga ze cie okłamał i zwodził bo mu wierzyłaś
      nei ma sensu bo on też sam się zwiódł i sam w to wierzył

      daj mu spokój
      przeżyliście coś fajnego i dobrze bo niektórzy takiej magii nie przeżyją nigdy :)



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka