Dodaj do ulubionych

NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ .....

IP: *.zipnet.com.pl 31.01.02, 10:26
........ Opiszcie : najwiekszy kit jaki wam wtłaczano przez lata w domu , w
pracy w stosunkach z przyjaciółmi
Obserwuj wątek
    • vicca Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ ..... 31.01.02, 10:44
      W relacjach z byłym - "kocham Cię";
      w relacjach z jedną "przyjaciółką" - "mozesz mi zaufać"
      • Gość: KIM LIU Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ ..... IP: *.zipnet.com.pl 31.01.02, 11:57
        CHODZI O OPIS, STRESZCZENIE....
    • kwieto Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ . 31.01.02, 11:09
      Ze aby mnie kochano i lubiano musze sobie na to "zapracowac" - byc mily
      grzeczny madry i wspanialy
    • Gość: fantasia Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ ..... IP: 62.233.138.* 31.01.02, 11:19
      Gość portalu: kim liu napisał(a):

      > ........ Opiszcie : najwiekszy kit jaki wam wtłaczano przez lata w domu

      "Żeby żyć, trzeba sprzątać."


      > w pracy

      "Żeby coś robić, trzeba to umieć."


      > w stosunkach z przyjaciółmi

      "Od dziś nie piję!"

    • Gość: kim liu SPROSTOWANIE OD KIM LIU IP: *.zipnet.com.pl 31.01.02, 11:29
      Słuchajcie! Nie chodzi mi o banały jakimi was karmiono .Wątek został zawiązany
      do wypowiadania się na temat faktów sytuacjji które rzeczywiście miały miejsce
      POZDRAWIAM
      kim liu
      • Gość: fantasia Re: SPROSTOWANIE OD KIM LIU IP: 62.233.138.* 31.01.02, 13:00
        Gość portalu: kim liu napisał(a):

        > Słuchajcie! Nie chodzi mi o banały jakimi was karmiono .Wątek został zawiązany
        > do wypowiadania się na temat faktów sytuacjji które rzeczywiście miały miejsce

        Nic nie rozumiem.
        To wreszcie o kłamstwach ma być, czy o faktach??????
      • magdandt Re: SPROSTOWANIE OD KIM LIU 31.01.02, 18:34
        Moja szefowa kradnie moje pomysły, zatrzymuje maile dla siebie, teraz boi się tak bardzo (mamy dużo lepsze wyniki od niej), że zaczęła spotykać się razem z nami z naszymi klientami. Dzisiaj było spotkanie na szczycie - z dyrektorką z centrali - i trzeba było zobaczyć to roztaczanie pawiego ogona. Niestety wszystko przez to, że kiedyś miała pod sobą 20 osób a teraz tylko 2 (a apetyt na władzę ten sam).
    • vicca Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ ..... 31.01.02, 11:35
      No sorry, ale jeżeli kłamstwo osoby której się ufało jest dla Ciebie banałem...
    • zdenerwowany Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ ..... 31.01.02, 13:36

      W wieku dwudziestukilku lat dowiedziałem się, że moja siostra jest tak naprawdę
      tylko w połowie moją biologiczną siostrą. Przez te wszystkie lata moi rodzice i
      ona udawali przede mną, że jest inaczej! A dowiedziałem się zupełnie
      przypadkiem, gdy mojemu, dobrze wciętemu wtedy ojcu coś się wymsknęło i
      zaniepokojony zacząłem ciągnąć go za język. Wyobrażacie sobie, taki news z ust
      pijanego ojca... ten głupi wyraz twarzy i takie info... (!!!) A potem "Ufff,
      kamień mi spadł z serca". I zacząłem sobie przypominać sytuacje z przeszłości,
      niczym kadry z filmu: jak np. kiedyś zdziwił mnie wpis w dowodzie osobistym
      siostry, gdzie imię jednego z rodziców nie zgadzało się... Wtedy udało jej się
      zatuszować zdenerwowanie i zbyć mnie "pomylili się w urzędzie". Głupi,
      uwierzyłem. Bo dlaczego niby nie? Przecież to najbliżsi, komu jak nie im miałem
      wierzyć??? Kurwa, dobrze, że miałem wtedy dziewczynę, miałem do kogoś pójść...
      • Gość: BASIA Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ ..... IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 01.02.02, 23:54
        Ja w wieku okolo 23 lat dowiedziałam sie że mam gdzieś na świecie przyrodniego
        brata (do tej pory go nie poznałam, a minęło kilka lat). Moj tatuś (bardzo
        przykładny, uczciwy, autorytet...) mial juz wczesniej zonkę i syna, o których
        istnieniu nie miałam zielonego pojęcia. Przez te wszystkie lata żyłam w
        kompletnej niewiedzy na ten temat, no i w kłamstwie! I pomyśleć, że nikt z
        rodziny (dalszej) się nie wygadał?!!
    • Gość: ryżymałp Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ ..... IP: 195.116.167.* 31.01.02, 16:52
      1. mój były po większej kłótni wcisnął mi kit, że ma raka mózgu, Idiota myslał,
      że weźmie mn9ie na litość. Cos mi nie pasowało , kiedy zadałam mu kilka "pytań
      pomocniczych" ale postanowiłam dac mu pewien 'kredyt zaufania" . Potem on sie
      przyznał, że kłamał. Był to ostatni kit jaki mi wcisnął- chyba nie mam litości:-
      ((.
      2.A teraz cos smiesznego.:
      Ide z ojcem do przedszkola o poranku:
      ja: Tato, a co jedzą gacki???
      Ojciec: Styropian.
      ja: a skąd one biora ten styropian?
      Ojciec : A wiesz, czasami leży na jakiejś budowie , na strychu....
      Teraz mi wciska kit, że nie pamięta tej historii....
      • kwieto Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ . 31.01.02, 17:36
        Z tego cyklu: Moj ojciec jest nauczycielem, organizowal kiedys szkolna
        wycieczke do puszczy kampinoskiej (w podstawowce). No i dzieciom mowi: "wiecie,
        tam sa ciekawe rezerwaty: rezerwat "Wilkow", rezerwat "Rybitew" rezerwat
        "Sierakow"..."
        Na co jeden z uczniow przepytuje sie niepewnie: "prosze pana, co to sa
        Sieraki??"
        • Gość: Lilly-M Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ . IP: *.vie.telering.at 31.01.02, 19:58
          Moj najlepszy przyjaciel" od zawsze" i w pewnym sensie "przewodnik duchowy"
          prowadzil ze mna interes, w ktorym tylko ja pracowalam, gdy w koncu mialam dosc
          takiego ukladu i chcialam ustalic zarobki wg.wkladu pracy, ta "wspaniala"
          i "duchowa" przyjazn skonczyla sie ( oczywiscie nie od razu, jeszcze byly cale
          miesiace manipulacji i prob utrzymania mnie jako przyjacielskiego zrodla
          dochodow)
          rozczarowana
          • Gość: fantasia Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ . IP: 62.233.138.* 31.01.02, 20:13
            Pewien pan, co udawał mojego wielkiego przyjaciela, był kiedyś moim
            wspólnikiem. Stosunek wkładu wysiłku i czasu w zlecenie wynosił ok. 80% ja (bo
            dobroduszna jestem) i 20% on ("no bo Ty jesteś taka świetna i zrobisz to
            lepiej!!!"), ale kasą dzieliliśmy się po połowie. Pewnego dnia wpadła nam
            świetna fucha za okrutną kupę kasy. A że zleceniodawca musiał całą należność
            przelewać na jedno konto, to robiliśmy z kolegą losowania - no i wypadło na
            jego konto. Mijają dni, tygodnie, a o moich pieniądzach ani mru-mru. Po
            miesiącu zadałam niewinne pytanko "gdzie pieniądze", na co kolega szybciutko
            spłodził historię, jak to u zleceniodawcy pewna kretynka narobiła bałaganu w
            papierach... Machnęłam ręką i stwierdziłam, że poczekam. Minął kolejny
            miesiąc. "Gdzie pieniądze???" Tu nastąpiła mrożąca krew w żyłach opowieść o
            tym, jak to jego bank to banda złodziei, spekulantów i pożeraczy niemowląt. Po
            trzech miesiącach: "Ostatni raz po dobroci - GDZIE SĄ PIENIĄDZE????" Tym razem
            nastąpił hit sezonu. Kolega wymyślił, że przyszedł do domu pijany jak bela i
            tak gdzieś schował kartę kredytową i dowód osobisty, że ŻADNĄ MIARĄ nie może
            znaleźć!!! Zagotowało się we mnie lekko, zorganizowałam małe "wymuszenie" (nie
            sama, za "goryli" robili inni ludzie) - pan się wystraszył, pieniążki się
            raptem znalazły... Po kilku dniach zadzwonił do mnie jakby nigdy nic i
            mówi: "No, nigdy nie uwierzysz, co się stało!!! Ty wiesz, gdzie ja wreszcie
            znalazłem tą kartę i ten dowód?!?! W KUCHNI, SCHOWANE W ZIELONYM GARNKU!!!"
            Który to garnek namiętnie mi demonstrował jeszcze dwa tygodnie później. Cały
            czas święcie przekonany, że ja mu w to wierzę... :-)))
            • fragola Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ . 31.01.02, 20:40
              Tak,było kłamstwo,a właściwie oszustwo, na które przymknęłam oczy.Wiem,ze ta
              osoba teraz ma wyrzuty sumienia,ale to nie mój problem.Myślę,że dołuje ją to,
              że od początku wiedziałam.
              • Gość: kim liu Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ . IP: *.zipnet.com.pl 01.02.02, 08:02
                mo właśnie i o to chodzi w tym wątku.
                Dzięki za już prosimy o jeszcze
                Pozdrawiam
    • Gość: Angel Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ ..... IP: 217.96.109.* 01.02.02, 09:03
      Wielkie kłamstwo historyczne wpajane mi w szkole podstawowej!! Pani od historii
      wmawiała małym dzieciom - 6 klasa szkoły podstawowej , iż 17 września 1939 roku
      Armia Czerwona wkroczyła do Polski by man pomóc zwyciężyć Niemców! Co, za
      ohyda! Ja dzięki Bogu wychowywałam sie w rodzinie o naprawdę patriotycznych
      tradycjach i od zawsze wiedziałam jaka była prawda, ale tego co uczyli w szkole
      aż wstyd pamietać!
      Pozdrawiam!
      • masaker Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ ..... 01.02.02, 09:33
        A mi w szkole zawsze wmawiali, że dwa i dwa to cztery. Za cholerę nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego
        tak ma być. Jasne, że wystarczy położyć obok siebie dwa jabłuszka, a potem jeszcze dwa - i mamy
        cztery. Ale do dziś nie rozumiem, dalczego dwa i dwa to akurat cztery, a nie - pięć. No bo kto ustalił, że
        cztery to cztery?

        Z innej beczki: jak niektórym wiadomo (puk-puk, kwieto), parę tygodni temu zostawiła mnie kobieta
        (kurwa, a ja znowu o tym samym). Dowiedziałem się od niej (po sześciu latach), że od paru
        miesięcy jej uczucie wygasało, wygasało i wreszcie wygasło, dlatego musimy się rozstać. Oczywiście,
        uwierzyłem w to, bo jestem naiwnym frajerem i idealistą. Wszyscy tłumaczyli mi zawzięcie, że jak
        odeszła, to do innego, ale ja uważałem, że to podłe tak mówić. Okazało się jednak, że rzeczywiście
        pojawił się inny, ale wcale mi jej nie "odebrał", lecz jej przewróciło się w główce i zaczęło się marzyć,
        że jest piękna, mądra i wspaniała. Jemu nawet do głowy nic nie przyszło (niedawno wyszło na jaw, że
        gościa znam, więc wiem, co mówię). Teraz została sama na lodzie, chyba nawet chce do mnie
        wrócić, ale cóż... Dopóki jestem, jestem wierny jak pies, ale kiedy mnie nie ma...

        Tylko kto tu kogo oszukał? Chyba ona samą siebie. Udało wam się kiedyś oszukać samych siebie?
        To musi być niezła jazda.
        • Gość: wanda Re: do masakera IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.02.02, 09:51
          nie wiem,czy masz ochotę kontynouwac temat swojej byłej kobiety, ale ja nie
          mogę zostawić tego bez komentarza.
          dlaczego nie podoba ci sie to, że chciała uwierzyc (i może uwierzyła) że jest
          "piękna, mądra i wspaniała" ???
          sam o sobie też nie chcesz dobrze myśleć?
          nie wiem "w jakim stylu" cię zostawiła, ale twoja postawa teraz wobec niej jest
          koszmarna - jak możesz drwić z niej dlatego, ze ona próbuje realizować swoje
          jakieś tam marzenia - chyba mimo waszego długoletniego związku ma do tego prawo!

          • malwinamalwina Re: big klamstwa 01.02.02, 11:28
            najwieksze klamstwa to te ktore sama sobie serwuje :-(
            • Gość: Sam Największy ćwok to malwina IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 03.02.02, 01:01
          • masaker do wandy 01.02.02, 13:36
            Ależ ja sobie nie drwię. Słuchaj - po sześciu latach (i zaręczynach, he, he, he!) dowiedziałem się od
            niej, że uczucie wygasło. Wybaczyłem jej i powiedziałem o tym - naprawdę uważam, że nie można
            winić kogoś za to, że przestał kochać, tak jak nie można winić, że zaczął. Potem dowiedziałem się z
            innych źródeł, że jej się wydało, że pojawił się ktoś lepszy i postanowiła zaryzykować. Zaryzykowała -
            okazało się, że mnie odrzuciła, a tamten wcale jej nie chciał, nie chce i chcieć raczej nie będzie. Teraz
            otrzymuję od swojej byłej sygnały, że chce wrócić. Wytłumacz mi, jak mam się czuć i jak miałbym
            odbudować zaufanie (aż do tamtego wydarzenia było bezgraniczne i bezwarunkowe). Ja nie chcę już
            bawić się z nią w takie klocki - jaką mam gwarancję, że za rok nie będzie to samo? Mam 26 lat, oka
            nie męczę, głupi za bardzo nie jestem, potrafię zainteresować kobietę dłużej niż przez dwie
            minuty. I co, mam być gościem z odzysku? Takim, co to można go kopnąć w dupę i oszukać, a potem
            machnąć ręką i czekać, jak wróci merdając wesoło ogonem? Dlaczego ja mam ponosić
            konsekwencje jej czynów? To dorosła osoba (podobno), więc niech sama weźmie na siebie
            odpowiedzialność.
            Poza tym - niedawno pojawił się w moim życiu ktoś (a raczej - ktosiowa, he, he, he).

            kwi-kwi
            • Gość: wanda Re: do wandy IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.02.02, 14:03
              ja nie wypowiadam się w sprawie, czy masz jej pozwolic wrócić czy nie
              nie zamierzam cie namawiać, zebys pozwalał sie wykorzystywac
              jasne, ze powinna poniesc konsekwencje

              natomiast bardzo mi się nie podoba to, jaki jest twoj stosunek do osoby która
              jakoby przez 6 lat była ci bardzo bliska, nie podoba mi się jak o niej mówisz.
              czy z tych lat już nic nie pozostało, bo urażono Twoją męską dumę ?
              zresztą choćby nawet postąpiła źle, choćby cie skrzywdziła to czy rzeczywiście
              nic ci teraz innego nie pozostaje, jak tylko ją kopnąć w d...?
              • masaker Re: do wandy 01.02.02, 14:23
                Chwila, moment, przepraszam. Kto tu kogo kopnął w dupę? To ja jestem kopnięty. Wiesz, kiedy z nią
                byłem, wiele rzeczy mi nie odpowiadało, ale ustępowałem. Niestety, teraz widzę, że robiłem źle, bo zbyt
                wiele z samego siebie się wyzbyłem. Po prostu nie byłem sobą, ale miłość jest - jak wiadomo - ślepa.
                Nie mówiąc już o tym, że prawie wszyscy znajomi byli wręcz szczęśliwi, kiedy dowiedzieli się, co się stało
                - bez względu na przyczyny ich radości to też dało mi pewien impuls do przemyśleń.

                Ze mną jest tak - kiedy jestem, jestm wierny jak pies. Ale kiedy mnie nie ma, to zaczynam myśleć. Poza
                tym musiałem jakoś sobie poradzić z sytuacją. Mogłem rozpaczać wniebogłosy albo starać się ułożyć
                sobie w głowie. No i wiesz - mnie nasze rozstanie naprawdę bardzo dużo kosztowało (emocjonalnie).
                Zanim się rozstaliśmy, od paru miesięcy odbierałem niepokojące sygnały, to ja doprowadziłem do
                pierwszej rozmowy, w trakcie której dowiedziałem się, że są pewne wątpliwości, i miesiąc później - do
                drugiej rozmowy, w trakcie której usłyszałem wersję trochę różną od rzeczywistości (jak się potem
                okazało).

                Powiem tak - rozumiem, że kobieta może odejść do innego. Ale jeśli dowiaduję się, że przez parę
                miesięcy ona odbiera czyjeś - w gruncie rzeczy obojętne - zachowanie jako flirt i stawia nasze sześć lat na
                jedną kartę, po czym okazuje się, że to były wyłącznie jej urojenia... To ja cię przepraszam, dla mnie to
                niedojrzałość. Jeśli odchodzi, to rozumiem - pojawił się ktoś, kto daje jej coś, czego ja nie mam, ale w tej
                sytuacji...
                • Gość: wanda Re: do wandy IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.02.02, 14:42
                  okazuje się, ze najbardziej nie możesz jej wybaczyć tego, ze była naiwna?!

                  czy coś w tym złego, ze kobieta szuka szczęścia?







                  • masaker Re: do wandy 01.02.02, 14:44
                    Jezus Maria! Kto tu był naiwny, do kurwy nędzy!? Ona myślała już o tamtym, a jednocześnie przyjęła
                    moje oświadczyny. I co?
              • Gość: kim liu Re: do wandy IP: *.zipnet.com.pl 01.02.02, 14:23
                związek 6 letni to zwiazek przechodzony.Szczególnie gdy nie mieszka się z kimś
                na co dzień.
                • masaker Re: do wandy 01.02.02, 14:36
                  A kim liu trafił idealnie w samo sedno. Jakby siedział obok mnie. Brawo!
              • kwieto Re: do wandy 01.02.02, 14:26
                Oj to tak samo jak kobiety psioczace na mezczyzn ktorzy je rzucili. To
                rozumiem, ze kobieta zostawiona przez mezczyzne ma prawo mowic o nim
                "popapracniec", "oszukal mnie", "wykorzystal", "gowniarz", "dupek", "dran",
                "swinia" a mezczyzna czegos takiego o kobiecie ktora go rzucila wczesniej
                oszukujac - juz nie?

                Jakos nie widze Twoich protestow na watkach damskich, na przyklad nie widze
                abys specjalnie bronila "popaprancow" czy innych takich (a jest pare watkow
                nieodleglych w czasie) - dlaczego? Bo kobieta rzucona przez mezczyzne jest
                biedna i ma prawo zle o nim mowic, a mezczyzna juz nie? Dziwna logika...
                • masaker Re: do wandy 01.02.02, 14:35
                  No właśnie. A ja odbierając od niej teraz sygnały czekam tylko, kiedy ona wreszcie mi powie, że to
                  moja wina, że mnie zostawiła. I czuję, że takie oświadcznie jest już blisko.

                  Aha! Przecież napisałem, że ktoś się pojawił w moim życiu. To chyba też coś tłumaczy.
                • Gość: wanda Re: IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.02.02, 14:50
                  nie podoba mi się podważanie w kobietach ich poczucia wartości

                  tekst "wydaje jej się, ze jest taka piękna i wspaniała" podważa czyjąś wartość
                  i atrakcyjność
                  skoro masaker uważa, ze nie jest piękna i wspaniała to po kiego był z nia przez
                  te 6 lat?



                  • kwieto Re: 01.02.02, 15:13
                    Prosze, zostaw na boku damska solidarnosc i zajmij sie czlowiekiem!!!

                    To ona powiedziala, ze jest cos nie tak. To ona odeszla. W czasie kiedy jej nie
                    bylo, bo zajela sie flirtowaniem z kims kto mial ja gdzies, Masaker przemyslal
                    pare spraw. I poczul, ze przez te ostatnie 6 lat byl wykorzystywany (nie wazne
                    czy ze swojej czy jej winy). I stwierdzil, ze ten uklad juz mu dluzej nie
                    odpowiada. Odkochal sie po prostu, zreszta na jej wyrazne zadanie, bo zerwanie
                    zwiazku oznacza (dla mnie): "nie kochaj mnie juz"


                    Dla kogo byl przez 6 lat? Dla kobiety ktora kochal. Dla kobiety, ktora nie
                    kochala jego. I nadal go nie kocha. Czyli co, on ma wrocic do kobiety ktora ma
                    go dokladnie gdzies, tylko dlatego ze byl z nia 6 lat? To ona podjela decyzje o
                    rozstaniu. To ona podjela decyzje o koncu ich zwiazku, milosci. On staral sie
                    ratowac ten zwiazek. Wiec teraz niech to ona ponosi konsekwencje swojego wyboru
                    - chciala sie rozstac, niech sie liczy z tym, ze on juz jej nie kocha...


                    Rozumiem, ze jesli bede rozstawal sie ze swoja dziewczyna bo mam
                    niezobowiazujacy skok w bok, a potem skruszony wracal - to mam WYMAGAC od niej,
                    zeby mnie z powrotem przyjela? I tak do nastepnego skoku w bok? Bo cos takiego
                    wynika z Twojej wypowiedzi...


                    A co do tego nieszczesnego zwrotu "myslala ze jest piekna i wspaniala" - dla
                    mnie to oznacza: "myslala, ze moze robic wszystkich w bambuko i nie bedzie to
                    jej nic a nic kosztowalo"
                    • Gość: wanda Re: do kwieto IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.02.02, 15:42
                      pisałam już, ze nie wiercę mu dziury w brzuchu o to, żeby ją "przyjął z
                      powrotem"

                      wkurza mnie ta satysfakcja z tego, ze ona została na lodzie
                      niby jej wybaczył, bo każdy się może odkochać, ale zieje jadem
                      tak jakby kobieta nie mogła ryzykować, tylko musiała trzymać co sił
                      tego "wróbla w garści"

                      nie wiem, czy to solidarność, czy odruch występowania w obronie słabszego
                      bo przecież masaker, mimo, że taki naiwny, to sobie poradzi, niegłupi jest,
                      niebrzydki i już sobie kogoś znalazł
                      • kwieto Re: do kwieto 01.02.02, 15:54
                        No ale dziwi mnie, ze takie reakcje kobiet dotyczace ich bylych partnerow Cie
                        nie wkurzaja. W kazdym razie nie czytalem jakichs zdecydowanych protestow.
                        Dlaczego?


                        Poza tym, nie uwazasz, ze to po prostu ludzkie? Ze jesli zrozumiales, ze ktos
                        mial Cie gdzies, oszukiwal Cie - a potem mu sie noga powinela - to odczuwasz
                        pewna satysfakcje, radosc, ze to oszukiwanie przyczynilo sie do jego porazki?

                        A czy nie odczuwasz satysfakcji, gdy morderca Twoich dzieci dostanie dozywocie?
                        Przeciez ma przez to zmarnowane zycie, a przeciez mogl sie zmienic, zrozumiec
                        swoj blad!

                        Nie odczuwasz satysfakcji gdy wsadza do wiezienia zlodzieja Twojego samochodu?
                        Przeciez moze ukradl go bo mu na chleb brakowalo, i teraz przez ta jedna
                        kradziez ma zmarnowane zycie - wpis w papierach, odsiadka...
                        • Gość: wanda Re: do kwieto IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.02.02, 16:18
                          to jest tak: jeżeli wydaje mi sie ze rozumiem oskarżaną osobę, to czasem lubię
                          wyrazić dla niej poparcie

                          wcale nie twierdzę, ze jestem obiektywna
                          masaker tez nie był - to ty probujesz ta wymiane zdań zobiektywizować
                          rozumiem, ze bardzo przezył to wydarzenie, ale według mnie jest tez druga
                          strona medalu, tzn czyjeś może kompleksy, może niezaspokojone pragnienia, moze
                          ambicje. próba ich realizacji to nie jest powód, zeby z kogoś drwic
                          mozna ja potępiać za to, ze sobie z chłopakiem tak nieładnie pograła, ale
                          wyśmiewanie się z tego, że "nie chciała tego co ją chciał i teraz ma za swoje"
                          też jest -powiem mocno- podłe


                          • kwieto Re: do kwieto 01.02.02, 16:39
                            Jest przede wszystkim ludzkie. Stanowi forme odreagowania stresu. A ona? ona
                            rzeczywiscie jest niedojrzala skoro swoich kompleksow lekow, czy innych
                            pragnien (o ktorych piszesz) nie potrafila jakos z nim dyskutowac, rozmawiac o
                            nich - wybrala ucieczke w ramiona nowej ekscytacji...
                            • Gość: wanda Re: do kwieto IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.02.02, 16:43
                              niedojrzałość też jest "ludzka"
                              • kwieto Re: do kwieto 01.02.02, 16:48
                                Tak, ale masaker sobie pobluzga i nikogo w ten sposob nie krzywdzi. A ona swoim
                                zachowaniem krzywdzi jego.

                                Czujesz roznice?
                            • Gość: teska do kwieto , masaker etc ... IP: *.chello.pl 01.02.02, 18:44



                              po pierwsze to ze jest sie z kims przez 6 lat nie znaczy , ze trzreba byc z tym
                              kims do konca zycia ( w koncu slubu nie brali ,razem nie mieszkali etc )
                              po drugie jak sam masaker pisal o tym rzekomym powodzie rozstania dowiedział się
                              od jakiś ,,życzliwych "- ona sama po prostu stwierdziła że się odkochała ..do
                              tego chyba miała prawo ..nie wszytko trwa wiecznie ..łatwiej natomiast wyobraźić
                              sobie że osoba nas zostawiająca ..robi to dla kogoś ( heh a jak ta osoba ją
                              jeszcze olewa to coż za ,,satysfakcja"...) niż że ktoś może nas opuścić nas bo ma
                              NAS po prostu dość - zauważyłam że wiele osób po prostu nie rozumie jak ktos może
                              odejść po prostu w ,,pustke " sama przeżywałam sytuacje kiedy to mój ex- usiłował
                              mi wmówić że napewno mam gdzieś jakiś romans na boku ... i że na pewno powód
                              przezemnie podany nie może być prawdziwy ...masaker twierdzi też że dziewczyna
                              ponoć załuje że go zostawiła coż nie ma co być tego takim pewnym choć oczywiście
                              miło tak sobie myśleć ..a mi sie wydaje że lepiej spróbować podążać za swoimi
                              pragnieniami i żałować że się zrobiło coś niż , żałować że się nie zrobiło -będąc
                              w tym swoim ,,szczęsliwym " związku ...

                              a co do kolegi uważam że nie powinnien jeszcze chyba wiązać się z nową kobietą bo
                              jak wynika zjego postów ma nadal bardzo emocjonalne podejście do poprzedniej
                              dziewczyny ....a z takiego leczenia ran drugą osobą zazwyczaj nic dobrego nie
                              wynika ..poza ranieniem kolejnych osób ..

                              pozdrawiam

                              teska

                              • masaker do teski 04.02.02, 11:12
                                Oczywiście, że moje podejście do mojej byłej jest emocjonalne, ale mógłbym to wyrazić słowami
                                (przepraszam za wulgaryzm): "kurwa mać". Zupełnie nie przeszkadza mi to w zaangażowaniu się z
                                inną, a pisząc o zaangażowaniu mam na myśli zaangażownie emocjonalne. Jak to było w tej starej
                                piosence? "Każda miłość jest pierwsza, najgorętsza, najszczersza..." Kto to śpiewał?
                                Nikogo nie zamierzam krzywdzić, po prostu mimo takiego doświadczenia chcę znowu zaryzykować, bo
                                drugiej szansy z obecną panią mojego serca miał nie będę. A ona za bardzo mi się podoba, żebym
                                zmuszał się do rozpaczania za tamtą. Życie idzie do przodu, a ja mam stać w miejscu? Zwłaszcza że
                                zanim doszło do rozstania, ja naprawdę cholernie to przeżyłem przez dość długi czas, bo to wszystko
                                nie wydarzyło się z dnia na dzień. Tym bardziej uważam, że mam prawo wieszać psy na swojej byłej,
                                bo po jej zachowaniu wnioskuję, że jest osobą niedojrzałą. I być może nie mam racji, tyle że nie
                                zamierzam tego sprawdzać po raz drugi. Jeśli mam podjąć ryzyko (którego nigdy nie da się uniknąć w
                                żadnym związku), to zdecydowanie bardziej wolę zaryzykować z moją obecną.

                                Po prostu jestem wyluzowany i otwarty na każde rozwiązanie. Ale już z inną osobą.

                                PS. Chętnie się dowiem od wandy, dlaczego jestem taki potworny - bo coś takiego wynika z jej
                                postów.
        • Gość: Poganka Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO...i do Masakera IP: *.pascom.com.pl 01.02.02, 15:53
          Mój przyjaciel powiedział mi kiedyś
          jakby nigdy nic:
          "Jestem od 6 lat z dziewczyną,
          wcale jej nie kocham,
          ale ona mnie kocha i to mi pasuje
          więc codziennie powtarzam jej "kocham cię"
          bo ona chce to ode mnie słyszeć,
          nigdy się z nią nie ożenię"
          Nie rozumiem jak mażna spojrzeć w oczy
          tej oszukiwanej osobie
          jak można swoje słowa traktować jak szmatę do podłogi
          jak można kochać się z kimś
          wiedząc że się oszukuje
          ja bym zwariowała a niektórym to przychodzi tak łatwo...ot co

          wiesz Masaker Twoja sytuacja jest boląca dla Ciebie
          i to zrozumiałe, "zainwestowałeś" siebie w ten związek
          (te 6 lat), Twoja wściekłość - masz do niej w 100% prawo.
          Ja bym się też wściekała, choc trudno mi sie tu
          postawić w męskiej roli.
          Jeśli pojawiła się nowa znajomość to świadczy tylko o tym
          że łatwo z tego wyleziesz (bo nie tak głęboko wpadłeś),
          czego Ci życzę :)

          tzn że nie










          • Gość: mokka Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO...i do Masakera IP: 62.29.133.* 01.02.02, 16:44
            Przez 14 lat byłam z facetem, który kłamał, że mnie kocha. Znaliśmy się od
            dziecka.Po ślubie okazało się, że jest chory, za moimi plecami zdradza mnie i
            ma niebotyczne długi. Zostawiłam go po roku. Miałam wtedy 26 lat.
            • Gość: pomerank Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO...i do Masakera IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 01.02.02, 18:50
              Największe kłamstwo... kiedy mi wmówiono, że jestem gorsza od innych. Niestety,
              do dziś w to wierzę. Tylko proszę, nie zacznijcie mi mówić, że tak nie jest.
              Nosze się z zamiarem złożenia wizyty u terapeuty, bo sama sobie chyba nie
              poradzę jednak. Mimo wielu prób, swoich i przyjaciół. Nie umiem sobie wmówić,
              że jest odwrotnie. W pierwotnej wersji, chciałam napisać, że „nie umiem się
              okłamać, że jest odwrotnie” he he.

              Masaker: doskonale Ciebie rozumiem. I cenię za zdrowy rozsądek i trzeźwe
              myślenie.
              • mariposa Z POPIELNIKA NA MASAKERA ISKIERECZKA... 01.02.02, 20:31
                MRUGA. CHODZ OPOWIEM CI BAJECZKE, BAJKA BEDZIE... NUDNA.


                czesc pierwsza:

                byla sobie raz DZIEWCZYNA, zobaczyla na wystawie "wielka obnizka cen do 80%",
                wyrzuca swoja dobra jeszcze, ale juz stara torebke do kosza przed sklepem,
                wchodzi cala podekscytowana, a tam okazuje sie, ze owszem jest obnizka cen, ale
                na parasole, i to tez nie na wszystkie, a ona musi miec przeciez torebke.
                zrozpaczona wychodzi ze sklepu i probuje wygrzebac z kosza na smieci i oczyscic
                swoja stara torebke, ktora przeciez nie jest jeszcze tak calkiem uzyta...

                czesc druga

                byl sobie CHLOPAK, chcial miec mieszkanie, ciasne, ale wlasne. przez szesc lat
                odklada skrzetnie co miesiac pol pensji na ksiazeczke mieszkaniowa,
                jednoczesnie z zapalem studiujac kazdy numer "Czterech katow". przychodzi
                inflacja i za kilkuletnie oszczednosci moze sobie co najwyzej wanne kupic.
                ogarnia go bezsilna zlosc. czuje sie oszukany przez spoldzielnie mieszkaniowa,
                a przede wszystkim wkurzony, ze wyszedl na idiote. ale postanawia podejsc do
                sprawy konstruktywnie i wyciagnac wnioski na przyszlosc. i do czego dochodzi?
                ze wlasciwie jego wymarzone mieszkanie wcale nie jest mu do szczescia
                niezbedne. ze wynajmowanie tez ma swoje dobre strony i ze wlasciwie to nie chce
                zaciagac kredytu na nastepne 40 lat, tylko po to, zeby miec SWOJE mieszkanie.
                wynajac moze sobie wieksze i w lepszej dzielnicy, i jeszcze na wakacje na
                Majorce da sie odlozyc...

                zakonczenie zycie dopisze.

                moral???

                ZADEN, ot zycie...

                a mi ciagle smutno...

    • Gość: Andrzej Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ ..... IP: *.unl.edu 01.02.02, 18:14
      Przepraszam, jesli kogos tym co ponizej uraze.

      1.CHRZESCIJANSTWO - najwieksze klamstwo wszechczasow.
      2.DARWINIZM - drugie co do wielkosci klamstwo wszechczasow.

      Wszystko inne to konsekwencja tych monstrualnych klamstw.

      Pozdr, Andrzej.
      • kwieto Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ . 01.02.02, 18:55
        Udowodnij ze chrzescijanstwo i darwinizm to nie klamstwo?
        Ale nie inna koncepcja swiata, a suchymi faktami.

        Chyba sie nie da. Wiec nie mozesz mowic, ze to klamstwo, a raczej polemizowac i
        watpic...
        • Gość: Andrzej Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ . IP: *.unl.edu 01.02.02, 19:44
          kwieto napisał(a):

          > Udowodnij ze chrzescijanstwo i darwinizm to nie klamstwo?
          > Ale nie inna koncepcja swiata, a suchymi faktami.
          >
          > Chyba sie nie da. Wiec nie mozesz mowic, ze to klamstwo, a raczej polemizowac i
          >
          > watpic...

          Widzisz kwieto, sa pewne rzeczy, ktore sie filozofom nie snily, rzeczy ktore sa
          poza obszarem logicznego rozumowania, ktorych nie da sie udowodnic. A o ktorych
          wiemy w jakichs sposob, ze sa prawda, ze sa wiedza a nie li tylko wiara.
          Doswiadczenia tego typu sa bardzo personalnymi, a wiedza wynikajaca z nich
          najczesciej odbierana jest przez ogol jako fantazja, delikatnie biorac.
          Nie czas tu na rozpoczecie tego wielgachnego tematu, chcialbym tylko wspomniec,
          jesli mowa o chrzescijanstwie, ze ta religia jest zab w zab plagiatem religii
          wczesniejszych, z czego niewielu zdaje sobie sprawe. A korzenie owych originalow
          tkwia w tak zdeprecjonowanym przez wspolczesnych, poganstwie. Darwinizm w pewnym
          sensie dotyka jakby prawdy o naszym rozwoju, ale kompletnie bladzi jesli chodzi
          o prawdziwe poczatki nas, ludzi. Wiem, czuje to, ze nasze poczatki nie biora swego
          biegu z prostego ulepienia nas i dmuchniecia nam w nozdrza ani nie sa wynikiem
          ewolucyjnego rozwoju, od organizmow prostych do bardziej zlozonych.
          Ale, jest to moje przekonanie i nikogo nie bede tu namawial na przesledzenie swych
          przekonan. Kiedy jeszcze nie tak dawno, skakalbym do oczu innym. Dzisiaj ?
          Ganz egal, jak to sie mowi, ja wiem swoje, Ty swoje.
          Pozdr, Andrzej.
          • kwieto Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ . 01.02.02, 20:05
            A wiesz, ostatnio dotarlo do mnie, ze jednym z wiekszych kitow jest tzw.
            "oswiecenie" buddyjskie :"))))))
            • Gość: Andrzej Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ . IP: *.unl.edu 01.02.02, 20:11
              kwieto napisał(a):

              > A wiesz, ostatnio dotarlo do mnie, ze jednym z wiekszych kitow jest tzw.
              > "oswiecenie" buddyjskie :"))))))

              Znowu zaczynasz kwieto ? Prosto w moje serce bijesz ? Chcesz poczuc smak mej
              adrenaliny ? Nie mow prosze takich NAJWIEKSZYCH KLAMST. Bo wleze w ten ekran,
              przeplyne kablem podmorskim, wyleze Ci na biurko, dopije reszte wina i
              klapucha Ci przyloze !!!
              Poczekaj, niech no oddech zlapie. To Ty juz nie w zenie ????
              Andrzej.
              • kwieto Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ . 01.02.02, 23:19
                Sluchaj, nadal w zenie, oczywiscie, ale to nie zmienia faktu - oswiecenie jest
                klamstwem. Wiesz czym sie rozni czlowiek oswiecony od nieoswieconego? NICZYM!
                • Gość: Andrzej Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ . IP: *.unl.edu 01.02.02, 23:39
                  kwieto napisał(a):

                  > Sluchaj, nadal w zenie, oczywiscie, ale to nie zmienia faktu - oswiecenie jest
                  > klamstwem. Wiesz czym sie rozni czlowiek oswiecony od nieoswieconego? NICZYM!

                  Eeeeetam. Juz przechodzisz samego siebie. Tak jakbys sie zapytal, czym rozni sie
                  wydojona od niewydojonej krowy. Wielkoscia cyckow, no nie ? Tak samo jest z tym
                  oswieconym i nieoswieconym. Nieoswiecony ma cycki w glowie (hihihihi) a oswiecony
                  juz mleka nie pije (hihihihi). Czyli roznia sie ciezarem UMYSLU, i o to chodzi
                  Mosci Kwieto.
                  Pozdr, Andrzej.
                  • kwieto Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ . 02.02.02, 00:28
                    Sek w tym, ze i nieoswiecony, i oswiecony ma cycki w glowie... Jaka roznica?
                    Minimalna albo zadna. Oswiecony moze sie napawac, tym ze "wie" ale tak naprawde
                    jego "wiedza" nie zmienia niczego... Troche jak impotent, ktory wie, ze nie
                    jest eunuchem... tylko to nie zmienia tego, ze tak czy siak "nie moze".
    • szary_ptak GRANICE KLAMSTWA 02.02.02, 19:47
      Nikt nie chce byc oszukiwany.
      Kazdy chcialby, zeby uczynki odpowiadaly slowom, a slowa prawdzie...
      Sa to dla nas rzeczy nierozlaczne. I...w przypadku rozbieznosci - podejrzane
      staje sie wszystko: uczynki, slowa i prawda.
      A to juz nie jest sluszne...

      Jesli stwierdze, ze krasc nie nalezy, a potem ukradne cos - to wykaze sie
      niewatpliwie obluda, ale samo stwierdzenie pozostanie prawda!

      Jaki wniosek? Warto znac granice klamstwa.
      Dlaczego to takie wazne?
      A dlatego, ze sa tacy spryciarze, ktorzy - poznawszy ow mechanizm ludzkiej
      psychiki - skutecznie potrafia obrzydzic wiele rzeczy slusznych i dobrych taka
      wlasnie prosta metoda: demonstrujac rozbieznosc slowa i uczynku...

      Czy nie mam racji, Andrzeju?...

      Pozdrawiam
    • lady Re: NAJWIĘKSZE KŁAMSTWO Z JAKIM SPOTKALISCIE SIĘ ..... 02.02.02, 20:41
      1. Na wszystko można sobie zapracować, trzeba tylko bardzo, ale to bardzo się
      postarać.
      2. Jak sie już tak bardzo postaram, to będę tak wspaniała, jak kuzynka Gosia.

      ad. 1., 2. Kuzynka Gosia jest obecnie przedwcześnie podstarzałą, zgorzkniałą
      starą panną, a mnie udało się cokolwiek chciałam za pomocą przypadku, zbiegu
      okoliczności, znajomości typu "ósma woda po kisielu", talentów własnych i
      innych takich dupereli. Pracy chyba nigdy. Che, che...
    • Gość: Jones Ale heca IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 03.02.02, 01:05
      Kiedyś facet opowiadał, że chodził z taką jedną 5 lat. Porządna była, że prawie
      całusa nie dała nie mówiąc już dalej. Po ślubie, kochany, po ślubie. Po 5
      latach dowiedział się, że wszyscy zasuwali tylko nie on. No pewnie, przecież
      miał byc mężem a nie kochankiem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka