Gość: m
IP: *.walbrzych.dialog.net.pl
24.12.03, 12:24
Jak mam(y) pomoc mojemu Tacie? jest uzalezniony od swoich rodzicow, choc to,
na Boga, facet w srednim wieku!
jestm juz duza i dopiero teraz mowi mi sie o pewnych rzeczach, jak i pewne
sprawy sama widze...
zawsze go trzymali przy sobie - wychowany na poslusznego syna. i ok, tylko
ze w czasach, kiedy w miescie byly 3 telefony (w tym jeden u nich, jeden u
nas w blok) potrafili dzwonic do sasiadow i go wzywac y zmienil firanki!!! i
nie bylo dyskusji - musial isc.
raz pojechalismy na wielkanoc na wycieczke - babcia nie odzywala sie do mamy
przez 2 miesiace - bo sie obrazila.
tata jest na kazde wezwanie, bezdyskusyjnie, potrafia dzwonic do niego do
pracy.
teraz sytuacja wyglada jeszcze tak, ze dziadek jest ciezko chory, opiekuje
sie nim babcia i wlasnie moj tata - jest tak codziennie, myje go, goli etc.
moja mam znosi to ze swietym spokojem, mowi, ze teraz to juz nic, zwlaszcza
ze sa starsi i schorowani - ona to 'rozumie'. ale w przeszlosci kiedy
przychodzili do nich z wizyta dziadek potrafil nie wpuscic ich do domu
bo 'babcia spi'.
nieustatnny terror psychiczny, nie tylko na moim tacie, ale i mamie - i mnie
i mojej siostrze (ona boi sie chodzic do dziadkow, wizyty u nich to dla nas
przykry obowiazek, ktory trzeba odbebdnic raz na jakis czas)
i tak jest tlyko z nimi - Tata jest przebojowy, pewny siebie, ma swoje
zdanie i potrafi go bronic, 'walczyc o sluszna sprawe" etc. chyba ze ma
stanac przeciwko rodzicom - wtedy NIC. Mama powiedziala mi kiedys (kiedy
babcia zrobila mi wielka awanture pare lat temu - ze nie odwiedzilam ich i
tata stanal w mojej obronie, ze babcia chyba troche przesadzila), ze to byl
pierwszy raz, kiedy im sie postawil !!!
kazde swioeta z nimi (moja mama przygotowuje wszystko, i siedzimy w 6),
kiedy zyla jej mama, to mowila mojej, zeby szla z tesciami "dla swietego
spokoju". inaczej pewnie bylaby awantura na pol roku.
dziwie sie czasem ze nie udalo im sie rozbic malzenstwa moich rodzicow -
albo oni sie tak kochaja, albo nie wiem co - 25 lat razem, a przeciez
mama "nigdy nie byla zbyt dobra dla ojca".
moj tata ma siostre, mieszka kilkaset km od nas, przyjezdza raz na jakis
czas i wtedy to prawdziwy powrot cory amrnotrawnej - bo ona moze nie byc
czesto, bo pracuje ciezko (jak by moj Tata nie robil jak wol na 2 etatach, z
pracy go potrafia wyciagnac!), bo jej maz nie lubi tesciow (oczywiscie
wytlumaczone brakiem czasu), bo kazde swieta spedzaja u jej meza (Tata
wczoraj jej powiedzial, zeby choc raz przyjechala na swieta do rodzicow...
NIGDY, podkreslam, nigdy od 30 lat tego nie zrobila!!!)
boje sie o Tate, wlasbnie zadzwonila babcia z fochem, ze dziadek chory i
pewnie nie przyjda na wigilie (mam juz proponowala, ze my przygotujemy
wszystko i pojdziemy do nich, byle tylko byc razem i w razie ataku dziadka
byc na miejscu), NIE.
i pewnie stanie na tym, ze ja mama i siostra bedziemy wsciekle siedziec u
ans, babcia wsciekla i chory dizadek u sioebie, a tata jak zwykle bedzie
kursowal tam i z powrotem.
taki peikny swiateczny dzien, a ja tak pisze.
kocham moich dziadkow i pewnie nie robia tego swiadomie (no, dziadek to juz
na pewno), ale.. czy oni nie widza?
moj tata jest zbyt slaby zeby im sie przeciwstawic, zreszta na czym by mialo
to polegac? i teraz, keidy oni sa juz naprawde starzy i schorowania...
milosc miloscia, ale... do jakiego stopnia?
boje sie, ze to przyprawi mojego Tate o zawalalbo zgola szalenstwo kiedys.
i moja Mame.
co moge zrobic?
zeby ten najpiekniejszy dzien w roku nie byl najgorszym...