Dodaj do ulubionych

I po co wypruwać sobie żyły

IP: *.localdomain / 213.77.25.* 04.01.04, 01:32
Kiedy i tak nie dojdzie się nawet do ćwierci oczekiwanej drogi. Po co się
uczyć kiedy i tak studia dla maluczkiego z prostackiego domu w życiu nie
pomogą. Mówi się o dążności nizin do poprawy swoich warunków poprzez
dokształcanie, ukulturowanie się;). Dotychczas na szkołę i języki wydałam
ponad 20tys zł. To jest dla mnie bardzo dużo, jeśli samemu trzeba zarobić i
starać się najrozsądniej wydać. Czy rozsądnie? Nie studiując możnaby zarobić
3 razy tyle i już było by na mieszkanie, na realizację pomysłów na zarobek,
na otworzenie czegoś. A tak nic z tego. Nie dość, że człowiek wypruwa sobie
żyły to potem stwierdzą, że się nie nadaje, bo ciocia, wujek, brat kochanki
czy dentysta nie zarekomendował.
Zaraz po maturze zdałam na prawo. Wtedy prawie 10 osób na miejsce. Chciałam
być wspaniałym radcą prawnym. Chciałam..

Po co niektórzy tu prawią hasła o wyjściu spod powierzchi kiedy dla tych,
którzy wyszli mijsca między sobą nie mają. Brak manier, ogłady, niezdarność
z poruszaniu się w tym labiryncie budzi śmiech politowania, jakby nagle
stajenny w przebraniu lokaja wszedł między ucztujących państwa. Mówi się o
równości nie po to, że czuje się potrzebę takiej sytuacji, ale że modnie być
poprawnym politycznie. Zachęca się psa spod stołu kością, a potem kość
sprzed nosa zabiera dając jeszcze kop w ogon na drogę powrotną. Ot, zabawy.

I teraz czym bardziej oddali się od miejsca z którego wyszedł tym bardziej
czuć się będzie zawieszony w próżni. Bo tyły zostawił za sobą, a z przodu go
nie chcą. Więc kim jest? I gdzie jego miejsce? W najlepszym przypadku jako
służący, czyli wszystkie stanowiska byle jakie.


Stereotypowo mówię? Oczywiście. Wszystkim wolno uogólniać i wszystkim wolno
być leniwymi odbiorcami stosunków ludzkich. Mnie też wolno.

Więc po co my się staramy być lepszymi. I tak figę lepszości dostaniemy.
Obserwuj wątek
    • jmx Re: I po co wypruwać sobie żyły 04.01.04, 01:36
      Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

      > Więc po co my się staramy być lepszymi. I tak figę lepszości dostaniemy.

      To zależy po co sie staramy. Dla siebie czy żeby ktoś nas "docenił".
      • Gość: Richelieu* Re: I po co wypruwać sobie żyły IP: *.localdomain / 213.77.25.* 04.01.04, 01:44
        cecha nie zobaczona jest cechą niewykorzystywaną. Co, że ktoś jest dobry jeśli
        jego dobre uczynki zostaną niezauważone lub zostanie podejrzany o niecne
        zamiary, bo jest TAKI, a nie siaki. Już dzieci ocenia się inaczej według tego
        czy ładne czy brzydkie, czy mamusia jest w komitecie rodzicielskim czy nie
        jest.
        • jmx Re: I po co wypruwać sobie żyły 04.01.04, 02:11

          No, ale to się z tym wiąże - albo sie robi coś pod publikę i cierpi bo ktoś
          nie dostrzegł albo, co gorsza, przeinaczył, albo dla siebie, z własnej
          potrzeby - i wtedy ma się gdzieś zdanie innych.
    • Gość: Oleńka RR, idź spać ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.04, 01:37
      A po drodze zastanów się, na czyjej akceptacji Ci zależy :)
      Napewno Triss czy az jest taką osobą?

      dobranoc po raz piętnasty ;)
      • Gość: Richelieu* Re: RR, idź spać ;) IP: *.localdomain / 213.77.25.* 04.01.04, 01:47
        Triss mówi jak cholernie idiotyczne społeczeństwo. Nie boli mnie to, że Triss,
        ale boli, że przedstawia pogląd wystarczająco powszechny
      • triss_merigold6 Re: RR, idź spać ;) 04.01.04, 01:47
        Ja nie jestem poprawna politycznie. Marksistką też nie jestem. Jestem w Waszych
        oczach kołtunką, która miała życie usłane różami. Być może. To jeszcze nie
        powód żeby zmieniła nastawienie co do konieczności moderowania kontaktów
        dziecka z rówieśnikami. Aż tak Wam to przeszkadza? Przecież jestem tylko jedna
        tak otwarcie się wypowiadająca. Przynajmniej nie udaję sympatii do całego
        świata i wszystkich ludzi.
        • meteoryty Richelieu, Ty Tak doprawdy? 04.01.04, 01:52
          ja nigdy nie studiowalem dla pieniedzy i kariery
          (to sie trafia , lub nie)
          ale dla siebie.
          (no troche tez dla moich rodzicow,
          ale to moze 20 % motywacji)

          dobranoc i spij dobrze.
          • Gość: Richelieu* Re: Richelieu, Ty Tak doprawdy? IP: *.localdomain / 213.77.25.* 04.01.04, 02:00
            To, co ja studiuję jest raczej miłym hobby choć teraz każde studia to miłe
            hobby. Nie mogę zaś powiedzieć, że nie dla pieniędzy zupełnie. Bo jeśli ja nie
            zarobię na życie to kto mi je opłaci? Pisałam już ile wydałam na studia, a
            można było to zainwestować gdzieś, zacząć zarabiać, wyprowadzić się na koniec
            świata gdzie zacząć wszystko od początku z ludźmi, a nie z profesorami i
            sprzątaczkami.
            I nie będę ukrywać, że jednym z czynników dbania o wysoką średnią była chęć
            dostania wysokiego stypendium. Źle to, kiedy pozwala mi to na święty opłacony
            spokój?

            dobranoc
          • Gość: Oleńka Re: Richelieu, Ty Tak doprawdy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.04, 16:13
            kariera ma charakter porzypadkowy? :)
            • Gość: Oleńka miało być "przypadkowy" :) n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.04, 16:14
        • Gość: Oleńka Re: RR, idź spać ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.04, 16:11
          kto od Ciebie oczekuje zmiany jakiegokolwiek nastawienia?

          i kto udaje sympatię do całego świata? ktoś uważa, że byłaby zasadna?

          i kto uważa, że miałaś życie usłane różami?
    • Gość: Imagine Re: I po co wypruwać sobie żyły IP: *.adsl.navix.net 04.01.04, 01:38
      no, teraz masz szanse nareszcie zrozumiec o czym pisal Marks.
      • Gość: Richelieu* Re: I po co wypruwać sobie żyły IP: *.localdomain / 213.77.25.* 04.01.04, 01:49
        obawiam się, że mówił o świecie utopijnym
        • Gość: Imagine Re: I po co wypruwać sobie żyły IP: *.adsl.navix.net 04.01.04, 02:18
          podobnie jak Chrystus. problem nie lezy w abstrakcyjnosci tych swiatow, lecz w
          nas, nieprzejawiajacyh najmniejszej ochoty, by wreszcie cos zrozumiec i
          zmienic.
          • Gość: Richelieu* Re: I po co wypruwać sobie żyły IP: *.localdomain / 213.77.25.* 04.01.04, 02:26
            właśnie staram się zrozumieć dlaczego czym dalej dojdę tym bardziej
            odepchnięta będę.
            A zmienić? Rękoma czy głową? Dostosować się nie pozwolą mi, zostać przy swoim
            starym miejscu nie chcę.
            • jmx Re: I po co wypruwać sobie żyły 04.01.04, 02:58
              Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

              > właśnie staram się zrozumieć dlaczego czym dalej dojdę tym bardziej
              > odepchnięta będę.
              > A zmienić? Rękoma czy głową? Dostosować się nie pozwolą mi, zostać przy
              swoim
              > starym miejscu nie chcę.

              Chcesz się dostosowywać do idiotów? Po co?
              Wpojono Ci by zostać zaakceptowaną to trzeba coś zrobić aby "zasłużyć". Ale w
              życiu ta zasada nie działa. Nikt Cię nie pogłaszcze, że lekcje odrobione,
              pokój sprzątnięty i czysta bluzeczka.
              • r.richelieu Re: I po co wypruwać sobie żyły 04.01.04, 03:06
                ha, pogłaszcze, że lekcje odrobione, no dobra, zabawne było ;)))
                nic mi nie wpajano

                chcę być człowiekiem z 4 stycznia 2004, a nie kimś sprzed 20 lat
    • Gość: ryb Re: I po co wypruwać sobie żyły IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 04.01.04, 02:06
      Nie wierze co piszesz, bo z takim nastawieniem to Ty daleko nie zajdziesz.
      Skoncz te studia, zablysnij, sprawdz sie jako prawnik interpretujac
      odpowiednio prawo. Zapomnij o kasie na kilka ladnych lat. Wtedy bedziesz miala
      szanse na osobista satysfakcje. Tylko ze to zajmuje lata ciezkiej pracy,
      niekoniecznie z odpowiednimi zarobkami. Studia to tylko poczatek.


      Pozdr.


      ryb
      • Gość: Richelieu* Re: I po co wypruwać sobie żyły IP: *.localdomain / 213.77.25.* 04.01.04, 02:19
        na prawo zdałam, ileś lat temu. Wcale go nie skończyłam tylko przeniosłams ię
        gdzie indziej nie mogąc znieść beznadziei.
        Ciężka praca? Mam ją od chwili kiedy skrzyczano mnie pierwszego dnia I klasy,
        że nie mam tarczy wzorowy uczeń. Zarobki są niezbędne do świętego spokoju, a
        nie jest to jakaś specjalnie duża suma, potrafię zarobić.
        • cossa RR :) 04.01.04, 02:23
          jesli to nie tajemnica - specjalizujesz sie w jakims przedmiocie? ;)
          pytam, bo szukam matematyka,
          bo na korkach gwozdzia mi wbila pani z matematyki ucznia
          i.. nie chce mi sie szukac w necie ;)

          pozdr.cossa
          • Gość: Richelieu* Re: RR :) IP: *.localdomain / 213.77.25.* 04.01.04, 02:35
            w niczym się nie specjalizuje, ludzie z moją chęcią życia nawet nie
            specjalizują się w sposobach topienia
            • cossa Re: RR :) 04.01.04, 02:40
              topienia smutkow w galarcie (zakrapianej) z wujkiem Staszkiem?
              mam nadzieje ;)

              czy moge do Pani prywatnie? ;)
              pozdr.cossa

              Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

              > w niczym się nie specjalizuje, ludzie z moją chęcią życia nawet nie
              > specjalizują się w sposobach topienia
              • r.richelieu Re: RR :) 04.01.04, 02:59
                do mnie zawsze można
    • Gość: az Re: I po co wypruwać sobie żyły IP: *.magtel.net.pl 04.01.04, 02:12
      Kolejny elaborat.
      Mocno Ci współczuję w Twoim bólu. Cieszę się, że zadajesz sobie pytania, które
      tu i nam stawiasz. Nie będę jednak Twoją niańką. Lepsze mocne słowo, niż głask.

      Po mojemu sama podajesz w tym watku odpowiedź na swoje dylematy:
      "cholernie idiotyczne społeczeństwo".
      Jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy?
      Masz jakiś pomysł na odidiotowienie?

      Dalej piszesz:
      "Pisałam już ile wydałam na studia, a
      można było to zainwestować gdzieś, zacząć zarabiać, wyprowadzić się na koniec
      świata gdzie zacząć wszystko od początku z ludźmi, a nie z profesorami i
      sprzątaczkami."

      Do kogo tym razem pretensje?
    • maly.ksiaze Zejdź już z krzyża... 04.01.04, 02:25
      ...potrzebujemy drewna na ognisko.

      Nie każde miejsce 'między nimi' jest warte tego, aby w nim być. Właściwie to
      większość z nich nie jest. Studia (i wogóle czas poświęcony na myślenie) mogą
      Ci pomóc w znalezieniu naprawdę dobrego towarzystwa. Własnego.

      Bez studiów pewnie też można, ale zajmuje to więcej czasu.

      Pozdrawiam,

      mk. (bez rekomendacji)
      • Gość: Richelieu* Re: Zejdź już z krzyża... IP: *.localdomain / 213.77.25.* 04.01.04, 02:29
        pewnie, przylazła i forum żałobą psuje

        • cossa Re: Zejdź już z krzyża... 04.01.04, 02:33
          ej ej ;)
          coz to sie dzieje madame? :)
          kto, gdzie kiedy?
          jaka zaloba? ;)

          pozdr.cossa

          pees. i jak juz przylazla to niech strzeli okiem do foremek ;))

          Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

          > pewnie, przylazła i forum żałobą psuje
          >
          • Gość: Richelieu* Re: Zejdź już z krzyża... IP: *.localdomain / 213.77.25.* 04.01.04, 02:41
            ;)

            może być?
        • maly.ksiaze To nie to! 04.01.04, 02:35
          Po prostu nie widzę powodu, dlaczego mniejsze lub większe nonsensy wipisywane
          przez kogoś na forum miałyby podważać wiarę w sens tego, co robisz.
          Tu nawet nie chodzi o to, aby zupełnie się swym dopasowaniem nie przejmować.
          Już raczej o to, aby starannie wybierać tych, których chcemy swoim życiem
          zachwycić. Zawsze najlepiej zacząć od siebie.

          Pozdrawiam,

          mk. (niezmiennie zachwycony)
          • yagnieszka Re: To nie to! 04.01.04, 02:45
            No a poza tym takich ludzi jak Ty sa miliony. Wszyscy tyramy jak woly zeby
            sobie cos tam ciupenke polepszyc. Pewnie, sa ci nieliczni, ktorym "spada z
            nieba" ale i oni maja najczesciej robaki, ktore ich zra. Nikt sie akurat na
            Ciebie specjalnie nie uwzial ani nawet w swoim "pechu zyciowym" nie jestes
            specjalnie specjalna - codziennie miliony powtarzaja sobie, ze zycie jest
            shity a potem pakuja kolejna kanapke w woskowany papier i ida lub jada na
            kolejna zmiane zeby zarobic na kolejny kawalek zalosnej egzystencji. Sens i
            radosc, i piekno, i sile mozna znalezc tylko w sobie i tylko dla siebie. Potem
            ewentualnie mozna sie tym dzielic lub wymieniac. Jak czlowiek naprawde jest
            lucky, to w chwilach kolejnych zalaman, ma kolo siebie takiego drugiego
            czlowieka - chetnego do podzialu lub wymiany sensu, radosci, piekna i sily.
            Ale najczesciej jest sie samemu i nic ponadto. I wtedy juz tylko pozostaje to,
            co rekomenduje Maly Ksiaze - wziac gleboki oddech i zachwycic sie soba. No a
            potem znow w kierat - kanapka, woskowy papier, ranna lub nocna zmiana, dziura
            w skarpecie, psia kupa na podlodze, zycie.
            • maly.ksiaze Dzień Świstaka 04.01.04, 02:54
              Trochę na uboczu rozmowy będzie. Główny bohater filmu, arogancki Pan Pogodynka
              z podrzędnej stacji TV, przeżywa ciągle ten sam dzień. Któregoś razu trafił do
              baru. W barze, jak to czasem w barze bywa, kilkanaście rundek czegoś w szke z
              przedstawicielami miejscowej ludności. W pewnym momencie przechylił się w
              kierunku jednego z przygodnych kompanów i zwierzył się od serca:
              - Pomyśl sobie, jak by to było, gdybyś codziennie musiał przeżywać ten sam
              dzień. Co rano spotykasz tych samych ludzi, wszystko jest takie same...

              Na co wyglądający na drwala rozmówca:
              - Uhu... Moje życie, moje życie...

              Nie wiem dlaczego, ten fragment zawsze nastawia mnie optymistycznie do
              wszystkiego. Czego i Wam życzę.

              Pozdrawiam,

              mk.
            • Gość: Richelieu* Re: To nie to! IP: *.localdomain / 213.77.25.* 04.01.04, 02:55
              wiem, z Tobą zresztą nie sposób się w tych kwestiach nie zgodzić wiedząc.
              Chodzi mi, że tyle samo się utyra umiejętności, ja kosztem niedojadania, ktoś
              żadnym kosztem bo mu sytuacja pozwoliła, a to mnie ocenią gorzej bo jakoś
              tak "źle mi z oczu patrzy".

              ok, koniec
          • Gość: Richelieu* Re: To nie to! IP: *.localdomain / 213.77.25.* 04.01.04, 02:49
            Te nonsensy nie są forumowe tylko rzeczywiste, na forum tylko od czasu do
            czasu ktoś o tych nonsensach przypomina.
            Zachwycić? Siebie? Boki zrywać z chrystusowego kochaj bliźniego jak siebie
            samego. Gdyby byli bliźni to bym im współczuła.

            wiem, że Ty MK jesteś niezmiernie zachwycony;)
            • maly.ksiaze Re: To nie to! 04.01.04, 02:55
              Nie jestem zachwycoy niezmiernie. Jestem zachwycony niezmiennie, choć raczej
              średnio.

              Pozdrawiam,

              mk.
              • r.richelieu Re: To nie to! 04.01.04, 03:01
                ot, moja literówka;)
                • maly.ksiaze Re: To nie to! 04.01.04, 03:16
                  r.richelieu napisała:

                  > ot, moja literówka;)
                  Wiem. Ale fajnie wyszło.
    • Gość: Ethlinn Re: I po co wypruwać sobie żyły IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.01.04, 10:27
      Ja myślę, że wszystko zalezy od tego co sie kryje pod Twoim pojęciem szczęścia.
      Wydaje mi się że dla każdego jest ważne by robił to co lubi ( o ile wiem Ty to
      lubisz - więc to już jest ogromnie dużo). Nie wiem na którym roku jesteś, itd,
      ale mam wrażenie że dopadło Cię to myślenie - właściwie co tak naprawdę
      będziesz robić po studiach. Wiadomo - bezrobocie, żadnych perspektyw bez
      układów, chciałoby sie na swoje - nie ma za bardzo za co, a latka lecą... Jeśli
      się mylę to mnie popraw. Mnie dopadło takie coś rok temu, wszystkiego sie
      bałam, a najbardziej skończenia studiów. Zdawałam sobie sprawę, że po moim
      kierunku prawie nie mam szans na pracę w zawodzie, wiec musiałam zadać sobie
      pytanie, co ja chcę robić, żeby nie czuć, że marnuję życie. Bo przecież nie
      chodzi tylko o to, by zarobić na chleb. I wiesz co - ha! Wymyśliłam;-)
      Ty też pomyśl (tylko tak ogólnie) co chciałabyś zrobić fajnego w swoim życiu.
      Pomarz sobie trochę;-) Tylko wiesz, niech to nie będzie wygrana w totka;-P Z
      resztą nie wiadomo, hehe. Ale wymyśl sobie coś na co mogłabyś miec wpływ. A
      potem? Potem po prostu małymi kroczkami dąż do zrealizowania teo pomysłu.
      Pomyśl - całe życie przed Tobą! Masz naprawdę dużo czasu - dlaczego miałoby się
      nie udać?

      Jest taki bardzo fajny fragment z "Buszującego w zbożu", całego nie zacytuję,
      ale chociaż kawałeczek:

      "Nie chciałbym cię straszyć (...) ale bardzo żywo mogę sobie wyobrazić ciebie
      oddającego zycie w ten czy inny sposób za jakąś sprawę całkowicie niewartą tej
      ofiary"
      • yagnieszka Re: I po co wypruwać sobie żyły 04.01.04, 15:36
        Gość portalu: Ethlinn napisał(a):
        Bo przecież nie
        > chodzi tylko o to, by zarobić na chleb.

        Bardzo przepraszam, ale jak czytam lub slysze takie zdanie, to mnie czysta
        zlosc ogarnia. Umiejetnosc zarobienia na chleb jest sprawa podstawowa. Na
        chleb, dach nad glowa, ubranie, transport, mydlo i proszek do prania,
        lekarstwa. Czytam tu wielokrotnie watki ludzi zyjacych u rodzicow, buntujacych
        sie przeciwko tym rodzicom i dumnie gloszacych, ze zarabiaja na siebie.
        Smieszne to - czlowiek wtedy ZARABIA NA SIEBIE jak sam za WSZYSTKO placi. I
        nawet placenie rodzicom jakiejs czesci za wynajecie pokoju tego nie pokrywa,
        bo kazdy sobie zdaje sprawe z tego, ze w normalnych ukladach jako obcy lokator
        musialby placic wiecej. Wiec prosze nie pisac, ze to nie o to chodzi zeby
        zarobic na chleb. Alez jak najbardziej o to chodzi! Podobno wedlug polskiego
        prawa rodzice maja obowiazek alimentacyjny wobec uczacych sie dzieci a
        tradycyjnie wiekszosc rodzicow pomaga swoim dzieciom bardziej niz Ich do tego
        zobowiazuje to prawo, tak wiec bardzo wielu ludzi ma male szanse kiedykolwiek
        przekonac sie, co to znaczy SAMEMU ZAROBIC NA CHLEB. I bardzo dobrze - ludzie
        powinni moc na siebie liczyc ale bardzo mnie zlosci takie bez szacunku
        traktowanie zarabiania wylacznie na sprawy podstawowe. Tak moze powiedziec
        sobie tylko ktos, kto nigdy nie stal przed dylematem, czy stac go na mydlo,
        czy bilety na dojazd do pracy. Moc zarobic na swoj chleb to wielka sprawa. I
        aby moc zarobic chocby tylko na chleb, warto wypruwac sobie zyly.
        • Gość: Ethlinn Re: I po co wypruwać sobie żyły IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.01.04, 17:54
          Yagnieszko, ja nie napisałam nigdzie że to takie łatwe zarobić na chleb i
          utrzymać siebie czy (i) rodzinę. Uważam jednak że nie tylko o to w życiu chodzi
          (choć to niewątpliwie ważne), że to naprawdę miło gdy robi się to co się lubi.
          Ja wierzę, że jeśli coś lubię robić i jestem w tym dobra (jedno z drugiego z
          resztą wynika), to albo ja sama cos w tym osiągnę, albo ktoś to zauważy i
          doceni. Masz rację - jestem na utrzymaniu rodziców (sama pracuje gdy tylko
          mogę), ale wyobraź sobie że ja naprawdę dobrze wiem co chcę robić w życiu, wiem
          że zależy to tylko ode mnie, i nie widzę nic złego w tym że mnie to pociąga i
          ze będę robić to co lubię. Problem często polega na tym że ludzie po prostu nie
          mają pomysłu na to co chcą robić; konczą jakieś tam studia, idą do jakiejś tam
          pracy (o ile uda im sie takową znaleźć), a potem na nią narzekają. No ale jak
          mają nie narzekać, skoro nie wszyscy ludzie nadają sie do pracy w
          biurze/banku/sklepie itd itd. Uważam że sztuką jest połączenie pracy z czymś co
          się lubi (inna sprawa to zdać sobie sprawę z tego co to jest;-)
          Aha napisałaś też ze dla samego zarobienia na chleb warto wypruwać żyły. Nie
          zarzekam się, ale w tym momencie dla mnie to za mało. Chciałabym za tych 60 lat
          móc pogratulować sobie czegoś więcej niż tylko tego że udało mi się dożyć
          póżnej starości.
          • yagnieszka Ambicja jest luksusem... czasem :o) 04.01.04, 18:39
            Nie dlatego zareagowalam zeby zakwestionowac potrzebe, chec, ambicje robienia
            czegos wiecej niz TYLKO zarabiania na chleb. Ja tylko, z uporem maniaka,
            wracam do tego, ze zarabiania na chleb nie mozna tak lekko postponowac jako
            czegos TYLKO, co jest wylacznie dla ubogich duchem lub pechowcow. Zarabianie
            na sprawy elementarne jest wyznacznikiem naszej samodzielnosci i doroslosci.
            A nie gorne ambicje i szczytne idealy :o)
            W watku o kosztach utrzymania dzieci dalam wyraz mojej chwilowej uldze jaka
            odczuwam po zaplacaniu studiow mojemu dziecku. Zapewnilam Mu luksus wyboru
            Jego drogi i od maja On bedzie musial troszczyc sie o swoj chleb. Oczywiscie,
            On ma ciag dalszy luksusu w postaci mojego domu, do ktorego zawsze bedzie mogl
            wpasc na obiad albo w chwilach krytycznych powrocic dlatego tez On wciaz nie
            bedzie tak w 100% odczuwal tego ciezaru ZARABIANIA NA CHLEB, bo gdzies w Jego
            podswiadomosci bedzie to poczucie, ze jest miejsce na lagodne ladowanie. I
            jako rodzic jestem bardzo szczesliwa, ze On to poczucie ma, ze na mnie i na
            mojej druga polowe ZAWSZE moze liczyc dopoki my bez wiekszych sprzeciwow
            zarabiamy na chleb. I nie tylko ;o) Dobrze jest miec plany i ambicje, rodzice
            i rodziny powinny wspierac mlodych ludzi w dazeniu do ich realizacji ale...
            warto miec swiadomosc, ze ZARABIANIE NA CHLEB bywa czesto wielkim wyczynem,
            wymaga wielkich poswiecen i moze byc sukcesem i/lub ambicja sama w sobie. Dla
            bardzo wielu ludzi tak wlasnie jest.
            • Gość: Ethlinn Re: Ambicja jest luksusem... czasem :o) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.01.04, 18:51
              Zarabianie
              > na sprawy elementarne jest wyznacznikiem naszej samodzielnosci i doroslosci.
              > A nie gorne ambicje i szczytne idealy :o)

              Z tym, że umiejętność utrzymania sie jest wyznacznikiem samodzielności zgadzam
              się całkowicie. Ale czy świadczy to równiez o dorosłości, o dojrzałości? O tym
              chyba świadczy także (przede wszystkim?) nasz stosunek do innych ludzi, do
              świata, do siebie samego.
              Owszem, o samodzielności nie świadczą ambicje i ideały, ale... o czym świadczy
              ich brak?
              • yagnieszka Re: Ambicja jest luksusem... czasem :o) 04.01.04, 19:05
                Gość portalu: Ethlinn napisał(a):

                > Owszem, o samodzielności nie świadczą ambicje i ideały, ale... o czym
                świadczy
                > ich brak?

                Czesto o zdrowo-rozsadkowej ocenie sytuacji i mozliwosci ;o) Zgodnie z prosta
                zasada "wyzej nerek nie podskoczysz". Gdzies to sobie trzeba umiec
                wyposrodkowac - na ile ambicje i idealy jestem w stanie realizowac
                SAMODZIELNIE. Bo to nie sztuka byc poeta, ktorego spansoruja rodzice lub
                malarzem, na ktorego tyra zona - to tylko tak dla przykladu. Mnie chodzi o to,
                ze dopoki sie jest studentem, uczniem, dzieckiem/wspolmalzonkiem na utrzymaniu
                wielokrotnie nie docenia sie faktycznej wartosci rzeczy drobnych, ktore po
                prostu w domu SA takich jak reczniki, scierki do garnkow, posciel, meble,
                oplacony prad, pasta do podlogi czy firanki w oknie. To sa takie nieistotne
                drobiazgi codziennosci, prawda? Nieistotne dopoki SA. Schody zaczynaja sie
                wtedy, gdy trzeba na nie od ZERA zarobic i gdy potrzeba wytarcia sie
                recznikiem po kapieli staje w sprzecznosci do potrzeby zakupu kolejnej ksiazki
                czy plyty rozwijajacej osobowosc ;o) Wielokrotnie bowiem okazuje sie, ze samo
                przetrwanie moze juz byc niedosciglym idealem. Tego sie nie wie dopoki sie
                tego nie doswiadczy a wiekszosc rodzicow, nawet tych nie najlepszych, bardzo
                sie stara zeby ich dzieci nie musialy miec takich doswiadczen.
                • Gość: Ethlinn Re: Ambicja jest luksusem... czasem :o) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.01.04, 19:36
                  i gdy potrzeba wytarcia sie
                  > recznikiem po kapieli staje w sprzecznosci do potrzeby zakupu kolejnej
                  ksiazki
                  > czy plyty rozwijajacej osobowosc ;o)

                  No tak, ale nie za wszystko co rozwija osobowość trzeba płacić, lub płacić
                  dużo. Są przecież dni w które wejścia do muzeów czy galerii są bezpłatne; na
                  liczne koncerty, przedstawienia można wchodzić na wejściówki (dużo tańsze od
                  biletów); książki wypożyczyć można w bibliotece; na wiele imprez wejście jest
                  po prostu bezpłatne. O płytach nie wspomnę - hihi- od kiedy jest internet;-)

                  Rozumiem że chodzi Ci o to by nie lekceważyć, a docenic umiejętność zarobienia
                  pieniędzy i gospodarowania nimi. Nie powiem że całkowicie doceniam, bo sama sie
                  nie utrzymuję. Nie chcę jednak myśleć wyłącznie o tym by mieć co zjeść. Chcę
                  móc się sama utrzymać, ale chcę to łączyć z tzw. pasją. Życie bez pasji, bez
                  dążenia do jakiegoś wyznaczonego przez siebie celu jest po prostu wegetacją.
    • moc_ca Re: I po co wypruwać sobie żyły 04.01.04, 11:30
      Z góry założyłaś że nie dojdziesz tam gdzie chciałabyś, demonstrujesz
      rezygnację i bierne poddanie losowi,
      z takim nastawieniem do życia rzeczywiscie oddalasz swój cel od siebie.
      Wybrałaś kierunek w którym trudno było podążać nawet naszym rodzicom
      (w czasach 'równości' socjalizmu) bez rekomendacji i koneksji.
      W kapitalizmie nie ma równości, z założenia.Prawnicy to była i jest szczelnie
      zamknięta kasta w której obowiazuje dzidziczna przynależność w hierarchicznym
      układzie i bez koneksji rodzinnych,towarzyskich trudno wśród nich zaistnieć.
      Zmieniłaś kierunek lecz nadal uważasz że 'wypruwasz sobie żyły bez nadziei na
      wyjście spod powierzchni".Czego oczekujesz? Że znajdzie się dobry wujek,
      wspomniany przez Ciebie dentysta, kochanek który otworzy przed Tobą drzwi na
      salony i powie "oto moja królewna"?
      Po tym poznaje się wartość człowieka jak sobie z życiem radzi,pokaż sobie i IM
      jak Ty je traktujesz, weź je za bary.Nikt nie mówił że będzie łatwo.
      Nie namawiam Cię do spektakularnej walki i zwycięstwa lecz zgódź się na małe
      bitwy i sukcesy.Masz możliwość wyboru sposobu postępowania bez względu na
      trudności i okoliczności, nie wybieraj zaniechania.
      Dziel i zwyciężaj, stań się algorytmem rekurencyjnym, wdziej skorupę, naostrz
      łokcie i podkuj kopyta.
      • Gość: az Re: I po co wypruwać sobie żyły IP: *.magtel.net.pl 04.01.04, 11:44
        > Dziel i zwyciężaj, stań się algorytmem rekurencyjnym, wdziej skorupę, naostrz
        > łokcie i podkuj kopyta.

        Myślisz, że tak należy podchodzić do życia, do innych ludzi. Jak do jeża?

        Wysilić się trzeba. Jednak sam wysiłek guzik da, jeśli nie zostanie właściwie
        ukierunkowany.
        • moc_ca Re: I po co wypruwać sobie żyły 04.01.04, 11:59
          Gość portalu: az napisał(a):

          > > Dziel i zwyciężaj, stań się algorytmem rekurencyjnym, wdziej skorupę, naos
          > trz
          > > łokcie i podkuj kopyta.
          >
          > Myślisz, że tak należy podchodzić do życia, do innych ludzi. Jak do jeża?

          Skupiłam się na autorce wątku nie rozpatrujac problemu globalnego lecz jej
          przypadek indywidualnie.Do życia i ludzi należy podchodzić tak jak ono
          (w naszym mniemaniu) pozwala do siebie podejść.R.R sądzi że życie ją rani,
          zawodzi, tratuje i rozgniata musi więc chronić się skorupą i mieć świadomość że
          posiada narzędzia walki (łokcie i podkowy) które pozwolą jej dążyć do celu
          który sobie wytyczy.
          Czasami sama świadomość posiadania broni wystarcza by zwyciężyć.
          >
          > Wysilić się trzeba. Jednak sam wysiłek guzik da, jeśli nie zostanie właściwie
          > ukierunkowany.
          I to już jest wysiłek, uwierzyć że nie jest się słabym, że sukces jest możliwy.
    • Gość: total genervt Monarchie w demokracji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.04, 12:44
      Prosiem pani, Prawo ma swoje prawa, prawnicy to rodzaj kasty, szczelniejszej
      jeszcze od lekarzy. Gdyby pani próbowała się wbić w sfery gospodarki bardziej
      liberalne, to zapewniam, że mało kto by pani dawał jakieś "punkty za
      pochodzenie".

      Bo demokracja obowiązuje w Państwie - w polityce, szkolnictwie, dostępie do
      opieki zdrowotnej, sądów etc. Ale już WEWNĄTRZ poszczególnych instytucji na
      ogół nie ma demokracji. Stąd ten zgrzyt. Jako obywatele mamy szerek praw, w tym
      wyborcze, choćbyśmy byli biedni jak mysz - a w prawie każdej firmie obowiązuje
      porządek monarchiczny (stąd ta istotność "słomy w butach" i inne oznaki kasty),
      nie ma równych praw. Choć firma służy wszystkim swoim pracownikom, tak jak
      Państwo służy wszystkim obywatelom, to nie wszyscy pracownicy mają
      zagwarantowany wpływ na kształt firmy. Choć w przypadku mniejszej instytucji
      teoretycznie łatwiej byłoby urzeczywistnić ideały demokracji niż w przypadku
      Państwa, gdzie nie można się obejść bez "władzy przedstawicielskiej", która,
      jak widać, łatwo się alienuje od tych, których ma reprezentować.

      Olej prawników, zajmij się uprawą marchewki. Tak zrobił mój jeden znajomy po
      prawie, bo właśnie nie mógł przeniknąć do kasty. I skomentował to
      tylko: "przynajmniej przy tych marchewkach nikt mnie nie zrobi w konia, bo znam
      prawo." I już.

      Powodzenia!
      • kwieto Re: Monarchie w demokracji 04.01.04, 13:08
        > Olej prawników, zajmij się uprawą marchewki. Tak zrobił mój jeden znajomy po
        > prawie, bo właśnie nie mógł przeniknąć do kasty. I skomentował to
        > tylko: "przynajmniej przy tych marchewkach nikt mnie nie zrobi w konia, bo znam
        > prawo." I już.

        Byl taki ktos, zwal sie bodaj Karpinski - w czasach gdy krolowaly komputery typu Brda i Odra
        wymyslil komputer bijacy na glowe owczesne zalazki domowych Pecetow.
        Ale poniewaz "komorki decyzyjne" utrudnialy wprowadzanie wynalazku w zycie (trza bylo wspierac
        bratnia mysl techniczna), to zaja sie chodowla swin, stwierdzajac, ze "woli z prawdziwymi miec do
        czynienia" :"P
        • Gość: total genervt Re: Monarchie w demokracji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.04, 13:14
          Właśnie! - róbmy swoje. Psy szczekają karawana jedzie dalej, panta rhei i tak
          dalej.

          Kwieto, tak na marginesie - ty z MMW grasz, czy tylko im skręcasz to i owo? ;)
          • kwieto Re: Monarchie w demokracji 04.01.04, 13:35
            > Kwieto, tak na marginesie - ty z MMW grasz, czy tylko im skręcasz to i owo? ;)

            Robie za chorki i grupe taneczna :"P

            --
            Fleming nalezal do tego typu ludzi, ktorzy bez namyslu skacza do wody i wowczas dopiero
            stwierdzaja, ze nie umieja plywac. Dopiero na Hohe Strasse zapytal: Kto to jest Emil?
            __AnoMalie__
    • kwieto Odpowiem na dwoch poziomach :"))) 04.01.04, 12:56
      A moze trzech, bo wlasnie sobie przypomnialem jak pewien uczelniany wykladowca prawa
      odpowiadajac na pytanie studenta odparl: "odpiwiem panu na trzech poziomach: po pierwsze, za
      taka informacje w swojej pracy wzialbym pieniadze, i to wcale niemale..." :"P

      Poziom pierwszy:
      "Brak manier, ogłady, niezdarność z poruszaniu się w tym labiryncie budzi śmiech politowania,
      jakby nagle stajenny w przebraniu lokaja wszedł między ucztujących państwa"

      Tu bywa roznie: Co innego smiac sie "do kogos" co innego "z kogos". Co innego puentowac czyjas
      gafe, co innego wyszydzac kogos bo jest inny.
      Bardzo lubie fragment z biografii Feynmana, w ktorym opowiada on o tym jak trafil do Princeton,
      uczelni elitarnej, i bardzo "tradycyjnej" wedlug jego opisu. Sam Feynman wywodzil sie wlasnie z
      "nizin" No dobra, ale przeniesmy sie do Princeton:

      "A zatem ledwo przyjechalem do Princeton, a juz jestem zaproszony na 'herbatke' u dziekana, nie
      bardzo wiedzac, co to herbatka i czym to sie je! Nie bylem towarzysko wyrobiony (...)
      Zastanawiam sie gdzie usiasc, czy wypada usiasc kolo dziewczyny, jak sie zachowywac, kiedy
      slysze glos z tylu:
      - Zyczy pan sobie smietanki czy cytryny do herbaty, panie Feynman? - To pani Eisenhart, nalewa
      herbate.
      - Jedno i drugie, jesli mozna - mowie, nadal rozgladajac sie za miejscem do siedzenie, gdy nagle
      slysze:
      - He-he-he-he-he. Pan raczy zartowac, panie Feynman! (...)
      Pozniej, gdy lepiej poznalem Princeton, zrozumialem, co znaczylo to 'he-he-he-he'. Juz wtedy gdy
      zbieralem sie do wyjscia, zdalem sobie sprawe co dano mi do zrozumienia: 'popelnil pan
      towarzyska gafe'."

      Rozne sa rodzaje "he-he-he-he". Co ciekawe, ludzie ktorzy naprawde cos soba prezentuja (nie, nie
      bryluje w towarzystwie "moznych") z reguly maja wiele sympatii do tych, ktorzy wywodza sie z
      "nizin". Problem w tym, ze miedzy nimi a owymi "nizinami" jest pasmo "ziemi niczyjej" gdzie
      rzadza prawa zawisci, hipokryzji, wzajemnego umniejszania i dokopywania. Gdzie sa ludzie ktorym
      wydaje sie ze cos osiagneli (lub chcieliby osiagnac) i uwazaja, ze z tego powodu sa bog_wie_kim.

      Znowu zacytuje Faynmana (jak juz wyciagnalem go z polki :"P), list do zony, z konferencji w
      Warszawie, 1963 rok:
      "...wygaduje sie tu takie brednie i z powaga omawia tak idiotyczne tematy, ze poza
      oficjalnymi sesjami wdaje sie w sprzeczki, ilekroc ktos zada mi jakies pytanie albo zaczyna
      opowiadac o swojej "pracy". Ta "praca" jest zwykle:
      1. kompletnie niezrozumiala,
      2. niejasna i ogolnikowa,
      3. poprawna na jasny i oczywisty temat, ale poparta nieslychanie dluga i skomplikowana analiza i
      przedstawiana jako odkrycie,
      4. opartym na glupocie autora twierdzeniem, ze jakis oczywisty i poprawnie zinterpretowany fakt,
      od lat przyjety jako pewnik jest w rzeczyswistosci bledny (ci sa najgorsi; zaden argument nie
      przekona idioty).
      5. proba dokonania czegos niekoniecznie niemozliwego, lecz z pewnoscia bezuzytecznego, ktora,
      jak okazuje sie na koniec, rzeczywiscie jest nieudana, lub
      6. jest calkowicie bledna."

      No wypisz wymaluj opis mieszkancow tej "ziemi niczyjej" o ktorej tu mowie. Sek w tym, ze pasmo
      ziemi niczyjej znajdzie sie w kazdym srodowisku, zawodowym czy towarzyskim. Bo wszedzie
      znajdzie sie pewna ilosc zadufanych w sobie durniow (znowu Feynman: "nie mam nic przeciwko
      durniom, duren ktory zdaje sobie sobie sprawe ze jest durnniem jest ucziwy. Nie znosze durniow
      zadufanych w sobie"), ktorych sensem zycia jest udowadnianie innym ze sa "gorsi".

      Poziom drugi:
      Zawsze bedzie ktos dla kogo bedziesz geniuszem, jak i ktos dla kogo bedziesz durniem.
      Wszystkich nie zadowolisz, nie ma takiej mozliwosci. Zatem, nie warto sie chyba przejmowac...
      Z drugiej strony, Twoja wymiane postow z Triss_Merigold czytalem bardzo pobieznie, acz mam
      wrazenie ze Twoje reakcje na jej wypowiedzi sa nieco przesadzone...
      Ja rowniez zapewne bede zwracal uwage na to z kim sie bawia moje dzieci. Kwestia tego czy
      pochodza z nizin czy z "wyzyn" jest tu co prawda pieciorzedna, ale chcialbym wiedziec co znajomi
      moich dzieci soba prezentuja. Czy bede zabranial kontaktow z "nieodpowiednimi" kolegami/
      kolezankami? Nie wiem, zbyt duzo zalezy tu od konkretnej sytuacji, takiej czy innej. Mi kontaktow
      nie zabraniano, potrafilem sam je sobie regulowac :"P
      Mam nadzieje ze moje dzieci beda mialy podobna umiejetnosc

      --
      Fleming nalezal do tego typu ludzi, ktorzy bez namyslu skacza do wody i wowczas dopiero
      stwierdzaja, ze nie umieja plywac. Dopiero na Hohe Strasse zapytal: Kto to jest Emil?
      __AnoMalie__
    • r.richelieu i koniec, fine, the end 04.01.04, 14:38
      możnaby pomyśleć, że o nie wiadomo jakie głupoty mi chodzi. Pojechałam bardzo
      po uogólnieniach, wolno mi tak samo jak innym wolno.
      Napisałam już, że chcę być po prostu człowiekiem z dzisiaj, a nie sprzed 20
      lat i tyle.
      dziękuję za dyskusję
      • Gość: ryb Re: i koniec, fine, the end IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 04.01.04, 15:16
        Bo kazdy w zyciu powinien znalezc swoje powolanie. Ja znalazlem, prowadzenie
        autobusu sprawia mi wielka radoche, za nic w zyciu nie zamienilbym na
        taksowke, chociaz wiem ze zarobilbym wiecej kasy...


        Pozdr.


        ryb
      • kwieto Re: i koniec, fine, the end 04.01.04, 15:33
        Na pocieszenie:
        homepage.mac.com/ovocko/
        :")
      • jmx Re: i koniec, fine, the end 05.01.04, 01:25
        r.richelieu napisała:

        > Napisałam już, że chcę być po prostu człowiekiem z dzisiaj, a nie sprzed 20
        > lat i tyle.

        To bądź :-).

        Szkoda, że to już koniec ;-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka