Gość: Richelieu*
IP: *.localdomain / 213.77.25.*
04.01.04, 01:32
Kiedy i tak nie dojdzie się nawet do ćwierci oczekiwanej drogi. Po co się
uczyć kiedy i tak studia dla maluczkiego z prostackiego domu w życiu nie
pomogą. Mówi się o dążności nizin do poprawy swoich warunków poprzez
dokształcanie, ukulturowanie się;). Dotychczas na szkołę i języki wydałam
ponad 20tys zł. To jest dla mnie bardzo dużo, jeśli samemu trzeba zarobić i
starać się najrozsądniej wydać. Czy rozsądnie? Nie studiując możnaby zarobić
3 razy tyle i już było by na mieszkanie, na realizację pomysłów na zarobek,
na otworzenie czegoś. A tak nic z tego. Nie dość, że człowiek wypruwa sobie
żyły to potem stwierdzą, że się nie nadaje, bo ciocia, wujek, brat kochanki
czy dentysta nie zarekomendował.
Zaraz po maturze zdałam na prawo. Wtedy prawie 10 osób na miejsce. Chciałam
być wspaniałym radcą prawnym. Chciałam..
Po co niektórzy tu prawią hasła o wyjściu spod powierzchi kiedy dla tych,
którzy wyszli mijsca między sobą nie mają. Brak manier, ogłady, niezdarność
z poruszaniu się w tym labiryncie budzi śmiech politowania, jakby nagle
stajenny w przebraniu lokaja wszedł między ucztujących państwa. Mówi się o
równości nie po to, że czuje się potrzebę takiej sytuacji, ale że modnie być
poprawnym politycznie. Zachęca się psa spod stołu kością, a potem kość
sprzed nosa zabiera dając jeszcze kop w ogon na drogę powrotną. Ot, zabawy.
I teraz czym bardziej oddali się od miejsca z którego wyszedł tym bardziej
czuć się będzie zawieszony w próżni. Bo tyły zostawił za sobą, a z przodu go
nie chcą. Więc kim jest? I gdzie jego miejsce? W najlepszym przypadku jako
służący, czyli wszystkie stanowiska byle jakie.
Stereotypowo mówię? Oczywiście. Wszystkim wolno uogólniać i wszystkim wolno
być leniwymi odbiorcami stosunków ludzkich. Mnie też wolno.
Więc po co my się staramy być lepszymi. I tak figę lepszości dostaniemy.