kociamama
08.10.05, 17:06
umie mowic po angielsku na poziomie bliskim native speakera?
Eh, poszlam znowu na zajecia i to pytanie mnie jakos zaczelo dreczyc. Doszlam
do wniosku, ze studia jezykowe wcale nie ksztalca profesjonalistow, a ci
ktorzy mowia na dobrym poziomie (tzn umieja wyrazic wszystko, co chca
powiedziec po angliesku, bez polskich kalek jezykowych, plynnie i z poprawnym
akcentem) to naprawde wyjatki, raczej niz standard. A czy celem studiow
filologii nie jest przypadkiem wypuszczac ludzi z biegla znajomaoscia (w tym
rozumieniu, co napisalam powyzej) na skale masowa?
Ludzie, ktorzy konca studia jezykowe (ci, ktorych znam) w duzej mierze znaja
angielski dosc dobrze, ale jak na przecietego uzytkwonika tego jezyka, nie
absolwenta studiow jezykowych. Tn. umieja sie wypowiedziec, dosc plynnie,
lecz pod wplywem stresu czesto plynnosc traca (co swiadczy o malej praktyce),
gubia akcent jak mowia, nawet jesli czytaja ladnie, mimo, ze biernie znaja
dosc duzo slow uzywaja czynnie slownictwa na dosc podstawowym poziomie (tzn,
jak ktos kto zdaje FCE), stosuja klki jezykowe z polskiego, czytanie ksiazek
po angielsku nie idzie tak latwo jak po polsku, i zdecydowanie wola czytac po
polsku, po angielsku, tylko jak trzeba, nie stosuja bardziej zaawansowanych,
badz typowo ang. struktur gramatycznych, Itd.
Przeciez na studiach jest tyle godzin! MOzna naprawde dobrze wyszkolic jezyk
i brzmiec po angielsku (arowno jezeli chodzi o akcent, jak i o dobor
strukur/slownictwa). Chyba jest to konieczne, nawet, zeby nauczac w
podstawowce, a u nas, jezeli ktos oosiaga te umiejetnosci to robi doktorat.
Tak sie wzburzylam;)
PZdr,
KOciamama.